Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Tajemnicze tunele..

532 views
Skip to first unread message

Tomasz Świątek

unread,
Feb 1, 2004, 11:26:10 AM2/1/04
to

Witam wszystkich zainteresowanych.

Chcialem poruszyc temat tajemniczych tuneli ktore sa podobno na calym
swiecie. Znalezione je w Nowej Zelandii, Ameryce Poludniowej i podobno w
Europie- pod Babia Gora. Malo o tym jest w internecie a w ksiazkach tez nie
spotkalem sie z tym zagadadnieniem, W jednej ksiazce bylo opisane wejscie do
takiego tunelu w Ekwadorze, opisane byly dziwne komnaty do ktorych
prowadzily te tunele i dziwne znalezisko w postaci "biblioteki"- metalowe
tablice z zapisanymi dziwnymi znakami. I to wszystko, nie bylo nic wiecej
powiedziane co sie stalo z tym wszystkim. Tunele sa podobno jakby wydrazone
wiertlem termicznym tzn. sciany tych tuneli sa pokryte jakby szkliwem, co
oznacza ze na sciany oddzialywala wysoka temperatura.
Dawno temu :) gdy bylem na ufo forum we Wroclawiu, miedzy innymi wypowiadal
sie taki koles jak Roman Warszewski- jakis tam pismak- i troche zahaczyl o
temat tuneli. Podobno stal przy jednym wejsciu, ale tunel byl zamkniety od
dawna przez ogromny kilkudziesiecio tonowy glaz. Mowil o pierdolach a o
tunelach tylko napomknal cos i zmienil temat na jakis debilny wrecz - z tego
co pamietam. Po przemowieniu poprosilem go o chwilke rozmowy na boku, bo
chcialem zadac kilka pytan na ten temat ale facet okazal sie burakiem i nic
sie nie dowiedzialem, poza tym poprosilem go o wizytowke bo mialem troche
informacji zebranych na temat tuneli i chcialem mu to wyslac zeby
przeanalizowal i zastanowil sie nad tym. List wyslalem poleconym, z wyrazna
prosba zeby odpisal co o tym sadzi. Napisalem tam miedzy innymi o
Tajemniczym tunelu pod Babia Gora ale koles olal mnie totalnie nawet nie
odpisal ugryz mnie w...
Czy moze ktos z grupowiczow wie cos wiecej albo zna jakies ciekawe stronki z
powyzszym tematem i bylby tak uprzejmy ujawnic, bylbym wdzieczny.

Pozdrawiam
Tomek

STranger

unread,
Feb 1, 2004, 12:08:59 PM2/1/04
to

Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:bvj9be$rnd$1...@atlantis.news.tpi.pl...

> Chcialem poruszyc temat tajemniczych tuneli ktore sa podobno na calym
> swiecie. Znalezione je w Nowej Zelandii, Ameryce Poludniowej i podobno w
> Europie- pod Babia Gora.
> (...)

Temat tuneli jest niezmiernie ciekawy. Oto co na ten temat pisze prof. J.
Pająk.

Jedną z cech dyskoidalnego magnokraftu opisanego w rozdziale F jest, że
wytwarza on obwody magnetyczne które w odpowiednim trybie pracy (zwanym
"trybem wiru magnetycznego" - patrz opis z podrozdziału F7.2) wirują wokół
jego powłoki. Takie wirujące obwody magnokraftu pokazane są w częściach A i
B rysunku P19. Po wprawieniu w ruch wirowy obwody te jonizują powietrze
wytwarzając rodzaj chmury plazmowej jaka otacza zawarty w niej statek.
Chmura ta działa jak skrzyżowanie ogromnej piły plazmowej z centrefugą.
Niszczycielskie własności plazmy od dawna wykorzystywane są do budowy
palników zdolnych do cięcia najtwardszych materiałów. Jeśli czegoś nie da
się przeciąć czy obrobić zwykłymi metodami, sięga się wtedy po palnik
plazmowy. Wirująca plazma magnokraftu jest więc takim właśnie palnikiem
tarczowym który umożliwia jego wpalenie się w nawet najtwardszy ośrodek. To
z kolei zezwala na loty tego statku w ośrodkach stałych (np. skałach) i
wypalanie w nich szklistych tuneli. Zasadę tworzenia takich tuneli pokazano
na rysunku F31. Niezwykła metoda ich formowania powoduje, że odznaczają się
one szeregiem unikalnych cech jakie wyszczególnione zostały i dokładnie
omówione w podrozdziale F10.1.1. Dla przykładu mają one przekrój trójkątny
jeśli biegną w kierunku równoleżnikowym (np. ze wschodu na zachód), lub
eliptyczny jeśli biegną w kierunku południkowym (np. z południa na północ).
W dalszej części niniejszego podrozdziału wskazanych będzie kilka już
zidentyfikowanych ich przykładów.

Dzisiejsza nauka skutecznie manipulowana przez okupujące nas UFO oczywiście
musi przypisywać wyłącznie naturalne pochodzenie wszystkim podziemnym
jaskiniom istniejącym na naszej planecie. W ten sposób musi ona ignorować
pewną liczbę przypadków kiedy technologiczne pochodzenie od przelotu
wehikułu magnokrafto-podobnego (UFO) wyjaśnia niezwykłe właściwości
niektórych z istniejących podziemnych tuneli, podczas gdy żaden z atrybutów
obecnych w ich obrębie nie uzasadnia upierania się przy ich "naturalnym"
wyjaśnieniu.

Najbardziej znany z takich niezwykłych podziemnych tuneli odkryty został
przez Juan'a Moricz w czerwcu 1965 roku w prowincji Morona-Santiago
Ekwadoru. Jego opis i fotografie zawarto w dwóch książkach Erich'a von
Däniken, [1O5.3] "In Search of Ancient Gods" (tj. "W poszukiwaniu
starożytnych bogów"), Souvenir Press, Leeds, England 1973, oraz [2O5.3]
"The Gold of the Gods" - tj. "Złoto Bogów" (najpierw opublikowaną w
Niemczech przez Econ Verlag pod tytułem "Aussaat und Kosmos"), Souvenir
Press, 1972, ISBN 0-285-62087-8 (wydana potem ponownie przez: Redwood
Press, Ltd., Townbridge, England, 1973). System ten rozciąga się przez
tysiące mil pod powierzchnią Ekwadoru i Peru - patrz rysunek O6 (#1).
Wszystkie własności owych tuneli opisane w książkach von Däniken'a
dokładnie odpowiadają własnościom jakich należałoby się spodziewać po
tunelach wytopionych w skale podczas podziemnych przelotów magnokraftu i
UFO. Dla uświadomienia stopnia tej zgodności, poniżej zacytowano kilka zdań
z książki [2O5.3] "The Gold of the Gods" (porównaj ów cytat z atrybutami
takich tuneli omówionymi w podrozdziale F10.1.1).

Str. 6: "Wszystkie przejścia formują proste kąty. Ściany są gładkie i
często wyglądają jakby wypolerowane. Sufity są płaskie i czasami wyglądają
jakby zostały pokryte rodzajem glazury." Str. 8: " Mój kompas zastrajkował
kiedy chciałem go użyć aby zobaczyć dokąd owe przejścia prowadzą.
Potrząsnąłem nim, ale igła nawet nie drgnęła." (W oryginale
angielskojęzycznym - page 6: "The passages all form right angles. The walls
are smooth and often seem to be polished. The ceilings are flat and at
times look as if they were covered with a kind of glaze." Page 8: "When I
tried to use my compass to find out where these galleries lead, it went on
strike. I shook it, but the needle did not move.")

----

Koniec fragmentu cytatu z Tomu 12 monografii prof Pająka.

Reszta do sciagniecia tutaj:

http://www.3miasto.net/~ufo-album/monografie.htm


--
pozdrawiam
STranger
www.folding.prv.pl

Kowdlar

unread,
Feb 1, 2004, 12:46:27 PM2/1/04
to

Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:bvj9be$rnd$1...@atlantis.news.tpi.pl...
>
Chyba wiesz o czymś takim http://forumzn.katalogi.pl/. Ja tam nic nie
znalazłem na ten temat, ale można tam utworzyć własny temat. Bardzo zresztą
ciekawe to.
Zdrowia
Kowdlar
" Dzieci nie są zainteresowane, by dorośli byli kutasami"
Andrzej Samson, psycholog


Sky

unread,
Feb 1, 2004, 1:46:34 PM2/1/04
to
Na http://kippin.focus-x.org
był e-book dokładnie na ten temat. Tytułu nie pamietam -ale coś ze słowami
"tunele" w Tatrach i na BabiejG/ . Mnie sprawa nie rusza /jestem
para-sceptykiem-jedynie raz mimowolnie zdjęcie "formacji ufo" w Alpach
zrobiłem ;) /
-ale na tym linku to znajdziesz.


Tomasz Świątek

unread,
Feb 1, 2004, 7:48:41 PM2/1/04
to
Tu znowu cos o "podziemiach", jednak malo prawdopodobne zeby ktos to
sprawdzil i zobaczyl na wlasne oczy :)))
Cyt. artykulu ze stronki:
"Mity i legendy od dawna głoszą, że Ziemia jest w środku pusta, a pod nami
mieszka zupełnie inna niż my, podziemna rasa. Wyobrażano sobie, że
cywilizacje te są wysoko rozwinięte i posiadają technologię o wiele bardziej
zaawansowaną od naszej. Istnieje wiele opowieści o takich cywilizacjach i
bramach do podziemnego świata, ale żadna z nich nie zdumiewa tak, jak treść
dziennika admirała Richarda B. Byrda, który twierdzi, że nie tylko widział
takie przejście, lecz przedostał się nim do podziemi i spotka mieszkające
tam istoty.
19 lutego 1947 roku Byrd wyruszy ze swej bazy - obozu na Arktyce, by odbyć
legendarny lot badawczy nad biegunem północnym. Już po trzech godzinach lotu
zauważył pod sobą dziwną krę o specyficznym, żółtawym kolorze. Kiedy Byrd
zmniejszył wysokość samolotu, by lepiej się jej przyjrzeć, spostrzegł, że
owo zabarwienie było jeszcze bardziej niezwykłe, niż mu się początkowo
zdawało - można było w nim wyróżnić czerwonawe i fioletowe odcienie.
Dostrzegł także pasmo gór, którego według mapy wcale nie powinno być. Po
upływie kolejnych 29 minut lotu Byrd był już pewien, że góry nie są
złudzeniem i składają się z kilku mniejszych pasm, których nigdy wcześniej
nie widział. Co dziwniejsze, za górami rozciągała się zielona dolina, którą
przecinał niewielki strumień. Później ujrzał podobno przed sobą jakieś
miasto. Zanim to nastąpiło, przestały reagować wszystkie urządzenia
sterujące, ale mimo to samolot nadal utrzymywał się w powietrzu. Przez okna
znajdujące się po obu stronach kabiny Byrd zobaczył nie znany mu statek
powietrzny, na którym widniał znak przypominający swastykę. W radiu dało się
słyszeć trzask, po czym jakiś głos przemówił do niego z lekkim akcentem
nordyckim lub niemieckim: "Admirale, witamy na naszym terytorium, dokładnie
za siedem minut sprowadzimy pana na ziemię. Niech pan będzie spokojny, jest
pan w dobrych rękach".
Byrd opisał następnie miasto - rozległy zespół budynków lśniących pięknymi
kolorami. Jego mieszkańcy byli bardzo wysocy i mieli jasne włosy. Byrd
został przyjęty na audiencji przez Mistrza, gdzie dowiedział się, że są rasą
zwaną ,,Arianni". Obawiali się oni detonacji broni atomowej i postanowili
wysłać swoje maszyny latające o nazwie "Fugelrad" na powierzchnię Ziem w
celu zbadania tej sprawy. Usiłowali wcześniej nawiązać kontakt z
mieszkańcami powierzchni Ziemi i podzielić się z nimi swymi obawami, ale
zostali zignorowani - ich maszyny latające byty nawet ścigane i
ostrzeliwane. Mistrz ostrzegł, że nadchodzi koniec świata. Niektórzy ludzie
przetrwają, a wtedy rasa Arianni wyjdzie na powierzchnię Ziemi, by pokazać
reszcie ludzkości, jak zacząć wszystko od nowa. Byrdowi kazano powrócić na
powierzchnię z przestaniem od Mistrza, które przekazał on prezydentowi
Trumanowi. Lotnik twierdzi, że Pentagon zmusił go do złożenia przysięgi
milczenia."

Troche nie o samych tunelach ale blisko :)


Pozdrawiam
Tomek

Rickardo

unread,
Feb 1, 2004, 8:08:02 PM2/1/04
to
> Byrd opisał następnie miasto - rozległy zespół budynków lśniących pięknymi
> kolorami. Jego mieszkańcy byli bardzo wysocy i mieli jasne włosy. Byrd
> został przyjęty na audiencji przez Mistrza, gdzie dowiedział się, że są
rasą
> zwaną ,,Arianni". Obawiali się oni detonacji broni atomowej i postanowili
> wysłać swoje maszyny latające o nazwie "Fugelrad" na powierzchnię Ziem w
> celu zbadania tej sprawy. Usiłowali wcześniej nawiązać kontakt z
> mieszkańcami powierzchni Ziemi i podzielić się z nimi swymi obawami, ale
> zostali zignorowani - ich maszyny latające byty nawet ścigane i
> ostrzeliwane. Mistrz ostrzegł, że nadchodzi koniec świata. Niektórzy
ludzie
> przetrwają, a wtedy rasa Arianni wyjdzie na powierzchnię Ziemi, by pokazać
> reszcie ludzkości, jak zacząć wszystko od nowa. Byrdowi kazano powrócić na
> powierzchnię z przestaniem od Mistrza, które przekazał on prezydentowi
> Trumanowi. Lotnik twierdzi, że Pentagon zmusił go do złożenia przysięgi
> milczenia."
>
> Troche nie o samych tunelach ale blisko :)

A wiecej o blond wlosych istotach, skad przybywaja, kim sa i jakie maja
zamiary mozna znalesc w ksiazce pt. Thiaoouba Prophecy - abduction to 9th
planet. Miedzy innymi ta ksiazka rowniez jest dostepna do sciagniecia ze
stronki www.thefreedomofchoice.com - naprawde polecam, ciekawa lekturka ;)


Tomasz Świątek

unread,
Feb 1, 2004, 8:18:42 PM2/1/04
to
Mam nowe wiadomosci na temat tuneli ale artykul jest bardzo dlugi i nie wiem
czy wypada walnac go tutaj.. nie chce zeby ktos sie oburzyl..

Tomasz Świątek

unread,
Feb 1, 2004, 8:21:09 PM2/1/04
to
Sa ciekawe, fantastyczne chociaz moga byc prawdziwe..
Babia Gora niedaleko jest- w zasiegu reki :-)))

Michal Kawecki

unread,
Feb 1, 2004, 8:49:16 PM2/1/04
to
Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:bvk8hu$788$1...@atlantis.news.tpi.pl

> Mam nowe wiadomosci na temat tuneli ale artykul jest bardzo dlugi i
> nie wiem czy wypada walnac go tutaj.. nie chce zeby ktos sie oburzyl..

Wrzuć. Lepiej czytać takie artykuły, niż smędzenie o jadalnym torfie...
;-)
--
M.
/odpowiadając zmień px na pl/

boris the blade

unread,
Feb 2, 2004, 3:57:36 AM2/2/04
to
> 19 lutego 1947 roku Byrd wyruszy ze swej bazy - obozu na Arktyce, by odbyć
> legendarny lot badawczy nad biegunem północnym. Już po trzech godzinach
lotu
> zauważył pod sobą dziwną krę o specyficznym, żółtawym kolorze. Kiedy Byrd
> zmniejszył wysokość samolotu, by lepiej się jej przyjrzeć, spostrzegł, że
> owo zabarwienie było jeszcze bardziej niezwykłe, niż mu się początkowo
> zdawało - można było w nim wyróżnić czerwonawe i fioletowe odcienie.
> Dostrzegł także pasmo gór, którego według mapy wcale nie powinno być. Po
> upływie kolejnych 29 minut lotu Byrd był już pewien, że góry nie są
> złudzeniem i składają się z kilku mniejszych pasm, których nigdy wcześniej

Brzmi jak poczatek ksiazki HP Lovecrafta :-)
bTb.


Mike

unread,
Feb 2, 2004, 7:19:12 AM2/2/04
to

"Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> wrote in message
news:bvk8hu$788$1...@atlantis.news.tpi.pl...

> Mam nowe wiadomosci na temat tuneli ale artykul jest bardzo dlugi i nie
wiem
> czy wypada walnac go tutaj.. nie chce zeby ktos sie oburzyl..

A nie mozesz wrzucic na jakies www i zapodac linka??
>
>
>

Miroslaw Keler

unread,
Feb 2, 2004, 9:28:56 AM2/2/04
to
> > czy wypada walnac go tutaj.. nie chce zeby ktos sie oburzyl..

dawaj na grupe:)


STranger

unread,
Feb 2, 2004, 9:51:23 AM2/2/04
to

Użytkownik "Miroslaw Keler" <sl...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:bvlmus$fem$1...@atlantis.news.tpi.pl...

> > > czy wypada walnac go tutaj.. nie chce zeby ktos sie oburzyl..
>
> dawaj na grupe:)

Oczywiscie, niech daje tekst na grupe!
(tylko info wypada dodać w temacie, że bardzo duży post, to sobie niektórzy
mogą nie ściagać z serwera)

--
pozdrawiam
STranger
www.folding.prv.pl


Tomasz Świątek

unread,
Feb 2, 2004, 11:00:49 AM2/2/04
to
Czy diabły z legend Babiej Góry do przybysze z kosmosu, których
cywilizacja ukrywa się pod skorupą ziemi? Czy pod szczytem Babiej Góry lub w
Tatrach kryje się wejście do ich kryształowych jaskiń?


Informacje na temat tajemniczych podziemnych korytarzy pochodzenia
pozaziemskiego od pewnego czasu zaczęły się pojawiać w literaturze i pismach
badaczy zjawisk nadprzyrodzonych. Terytorialnie najbliższą Podhalu sprawą
jest tajemnica tzw. Księżycowej Jaskini, jaka ma się znajdować gdzieś na
terenie Tatr po stronie słowackiej. W latach 70tych Antonin Horak, Czech
mieszkający na stałe w Stanach Zjednoczonych, który wyemigrował ze swojego
kraju po II wojnie światowej, opublikował fragmenty swoich wspomnień z
okresu walk partyzanckich jesienią 1944 roku. Ze wspomnień wynikało, że po
jednej z potyczek rannym Horakiem i jego dwoma żołnierzami zaopiekował się
gdzieś w Tatrach miejscowy baca, który ukrył ich

w zamaskowanej jaskini

posiadającej cały system długich korytarzy. Baca uprzedzał ich, że w jaskini
coś może straszyć, mimo tego dr Horak kilkukrotnie wypuszczał się w głąb
jaskini i już za pierwszym razem odkrył w jej wnętrzu wąskie przejście do
bardzo tajemniczego tworu - pomieszczenia czy sztolni o ścianach z materiału
"który stanowił połączenie stali, szkła czy porcelany i kauczuku" oraz o
bardzo regularnych kształtach. Na podstawie opublikowanych notatek Horaka
podjęto kilka prób odnalezienia tej jaskini, ostatnie badania prowadził
znany słowacki badacz i UFOlog dr Milosz Jasensky. Żadna próba jednak nie
pozwoliła ani dostatecznie potwierdzić relacji Horaka, ani też odnaleźć
samej jaskini.
Nie jest to odosobniona relacja na temat tajemniczych, sztucznie wykonanych
sztolni. Inna z relacji mówi, że szyb o doskonale okrągłym przekroju odkryto
w Stanach Zjednoczonych w czasie prac eksploatacyjnych w jednym z
kamieniołomów w stanie Ohio. Szyb został zasypany przez nieświadomych wagi
odkrycia robotników. Podobna jaskinia ma się znajdować również gdzieś na
terenie Australii.
Sprawę szklanej jaskini we wnętrzu Babiej Góry ujawnił po raz pierwszy prof.
Jan Pająk, Polak mieszkający na stałe w Nowej Zelandii. J. Pająk urodził się
niedaleko Milicza pod Wrocławiem, tam spędził dzieciństwo, ukończył
Politechnikę Wrocławską, doktoryzował się na tej uczelni i pracował naukowo
nad programami komputerowymi. Od 1982 roku przebywa w Nowej Zelandii oraz
innych państwach Oceanii, pracując i wykładając na tamtejszych uczelniach. W
wydawanych przez siebie publikacjach prof. Pająk przedstawił m.in. teorię
działania pojazdu przyszłości, nazwanego przez siebie magnokraftem,
wykorzystującego do napędzania silne pola magnetyczne - swoje i ciał
niebieskich.
W jednej ze swoich publikacji prof. Pająk podaje opowieść, którą jako
maturzysta usłyszał od swojego dużo starszego przyjaciela - Wincentego. Jego
przyjaciel, mieszkający wówczas pod Wrocławiem, musiał pochodzić gdzieś spod
Babiej Góry. Pewnego dnia Wincenty został zabrany przez swojego ojca w góry,
żeby pokazać mu

sekret przodków

przekazywany od pokoleń w jego rodzinie. Na południowym "czeskim" stoku
Babiej Góry, gdzieś w 1/3 jej wysokości, odnaleźli oni skałkę, którą ojciec
siłą przesunął, ujawniając wejście do podziemi. W głąb ziemi prowadził duży
tunel, idealnie prosty , o ścianach w kształcie idealnego koła i powierzchni
lekko fałdowanej, jakby wylanej ze szkła. Tunel prowadził do sali, z której
rozchodziły się boczne korytarze, także w kształcie trójkątnym. Ojciec
poinformował Wincentego, że te tunele prowadzą w stronę każdego kontynentu,
że pod ziemią znajduje się cały regularny system takich tuneli, a wejścia do
nich zostały oznaczone przez "ich przodków". Wędrówkę po jaskini przerwał im
tajemniczy odgłos dudnienia, dobywający się z głębszych partii. Odgłos gonił
ich potem do samego wyjścia. Według opowieści ojca Wincentego, tunele
zostały wykonane przez wszechmocne stwory, które poruszają się w nich w
ognistych maszynach latających. Przed taką właśnie maszyną udało im się
uciec na powierzchnię. Dla prof. Pająka ta relacja stała się jednym z
dowodów, że wymyślone przez niego magnokrafty już istnieją i są
wykorzystywane przez jakąś bardziej rozwiniętą cywilizację.
W rejonie Babiej Góry, zarówno po stronie orawskiej, jak i beskidzkiej,
występuje bardzo dużo ludowych legend i podań o podziemiach, diabłach albo
jakichś tajemniczych stworach". Diabeł jest także bardzo popularny w
nazewnictwie lokalnym rejonu Babiej Góry. Główny szczyt to Diablak, poza tym
jest Diabla Kuchnia nad Lipnicą Wielką (nazwa stara - obecnie to Kucheń), po
słowackiej stronie Diabli Stół, poza tym Zła Dolina,

Złe Percie


Kościółki. Przy szlaku z Krowiarek do Markowych Szczawin znajduje się
niewielkie oczko wodne zwane Mokrym Stawem, o maksymalnej głębokości ok. 3
metrów. Legenda mówi, że na jego dnie znajduje się grota, w której ciągle
wieją wiatry i która jest połączona z Bałtykiem .Śświadczyć mają o tym
znajdowane ponoć kiedyś na brzegach Mokrego Stawu bursztyny. To bezodpływowe
oczko wodne w czasie silnej ulewy potrafi bardzo gwałtownie podnieść swój
poziom i przelać się niżej. Wtedy starzy bacowie mówią, że na Bałtyku jest
sztorm, bo się w stawie woda huśta. Na Diabelskiej Kuchni, niedaleko potoku
Wyłamana Rzeka znajduje się głaz, który według miejscowej legendy przykrywa
wejście do podziemi ze skarbem. Skarb jest pilnowany przez diabły - stwory,
ale można go skraść raz w ciągu roku - w niedzielę palmową. Trzeba wtedy
wspiąć się przez Przykry Upłaz do Kuchenia i poczekać, aż będzie słychać jak
w kościele w Lipnicy Wielkiej dzwonią na Podniesienie. Wtedy jaskinia się
otwiera, a diabły suszą swoje skarby. Ale biada temu, kto zostanie w niej
zbyt długo, bowiem zaraz po podniesieniu wejście znów zamyka się na rok.
Inna znów legenda mówi, że niedaleko kościoła w Rabczycach, tuż za granicą,
znajduje się wejście do tajnego korytarza, który prowadzi pod ziemią aż na
sam Diablak. Diablak nosi swoją nazwę ze względu na znajdującą się na
szczycie kopułę z kamieni. Orawskie legendy mówią, że diabeł założył się tam
z cwanym bacą, że w ciągu nocy zbuduje na szczycie kamienny zamek w zamian
za duszę bacy. Baca jednak zaczął wybrzydzać, domagać się nowych wież i
dobudówek, więc czart nie zdążył przed świtem. Wściekły z porażki zniszczył
swoją budowlę całkowicie, zostawiając rumowisko. Beskidzkie legendy mówią
zaś, że kamienie zaniosły baby, rywalizujące o względy bardzo przystojnego
diabła, mieszkającego na szczycie Babiej Góry. Na grani w drodze na szczyt
znajduje się też miejsce zwane Kościółki. Według legendy miejscowi ludzie,
żeby przepędzić diabły, zaczęli tu wznosić kościół. Ale diabły zaczęły pod
budowlą kopać tunel i zwaliły niedokończony kościół, zostawiając tylko
zapadlisko ze skalnym rumowiskiem.

Autor Krzysztof
Strauchmann

________________________________________________________


Księżycowa Jaskinia

Księżycowa Jaskinia na Słowacji i szklisty tunel w Babiej Górze prof. Dr
Jana Pająka, to jedno i to samo. Zgodnie z zasadą audiatur altra pars
przekazuję na początek obszerne fragmenty relacji prof. Pająka (l):

Byłem właśnie w klasie maturalnej liceum, kiedy usłyszałem pierwszą
opowieść o szklistych tunelach, wyglądających jakby wytopiła je w skale
jakaś ogromna maszyna. Osoba, która mi o nich opowiedziała - nazwijmy ją
Wincenty - znana mi była z innych niezwykłych opowieści (wszystkie
podkreślenia - RKL), jakie kolidowały drastycznie z moim "naukowym
światopoglądem". Gdy słuchałem tej kolejnej opowieści, nie przykładałem do
niej szczególnej wagi i traktowałem jako rozrywkę. Z czasem zapomniałem
niektóre szczegóły - przykładowo nie jestem już pewien, czy tunel zaczynał
się na Babiej czy na Baraniej Górze, do jakich miejsc prowadził, jak był
oznakowany, jak się go otwierało, itd., itp. Stąd też przytaczam wersję w
formie luźnej opowieści, jaką obecnie ja pamiętam.

Jak to zwykle bywało z zimami lat 60., tego wieczora elektrownia znowu
wyłączyła prąd. Siedzieliśmy więc przy buzującym piecyku wsłuchując się w
trzask płomieni... Wincenty po pewnym czasie zaczął:

Kiedy byłem w twoim wieku, pewnego wieczoru mój ojciec zapowiedział, że
następnego ranka wyruszymy w daleką drogę. Nazajutrz rano zdziwiło mnie to,
że zamiast zwykłych przygotowań do jarmarku ojciec zapakował tylko naftową
latarnię, zapałki oraz zapas jedzenia. Moja ciekawość jeszcze wzrosła, kiedy
wyruszyliśmy w drogę piechotą, zamiast - jak zwykle - furmanką. Kiedy
wyszliśmy poza granicę naszej wioski, ojciec przewodzący w milczeniu
przywołał mnie do siebie.

- Wicek - powiedział - nadszedł czas, byś poznał sekret naszych przodków.
Sekret ten przekazujemy z ojca na syna od drzewniech czasów. Trzymamy go w
rodzinie na czarną godzinę. Oprócz mnie wie o tym kilku członków rodzin
rozrzuconych po innych wioskach. Sekret ten, toukryte przejście podziemne.
Bacz teraz na drogę, bo pokażę ci ją tylko raz. Musisz więc ją dobrze
zapamiętać.

Dalszą drogę odbywaliśmy w milczeniu. Podeszliśmy do podnóża Babiej Góry
od strony czeskiej (Autorowi chodziło chyba o stronę słowacką, bo ani Babia
ani Barania Góra nie ma stoków po czeskiej stronie granicy. Obie te góry
leżą nieco dalej na wschód od granicy [etnicznej i administracyjnej]
słowacko-czeskiej. - RKL) - ojciec znowu się zatrzymał i pokazał mi skałkę
na wysokości około l/3 tej góry.

- Wicek - powiedział - zważ na tę skałkę, bo zasłania ona wejście do
podziemia.

Gdy wspięliśmy się do skałki, zdziwiło mnie, że żadnego przejścia nie
było widać. Mój ojciec zaparł się plecami przy narożniku i zaczął pchać.
Stałem zaskoczony, bo z bliska skałka wyglądała na zbyt dużą, by jeden
człowiek mógł ją popchnąć. - Psia... - ojciec zaklął - długo nie otwierana,
musiała się zastać, nie gap się! - pomóż mi pchać! Przyskoczyłem i
popchnąłem - skałka drgnęła i po początkowym oporze posunęła się
zadziwiająco lekko. Odsłoniło się wejście dostatecznie duże, by przejechać
przez nie wozem. Ojciec zapalił latarnię naftową, poczym popchnął skałę na
poprzednie miejsce. Zatrzasnęła ona całkowicie otwór wejściowy. Następnie
ruszył tunelem, jaki zaczynał się od tej skałki i prowadził dość stromo w
dół. Zatkało mnie z wrażenia, bowiem czegoś takiego jeszcze w życiu nie
widziałem. Tunel był ogromny i zmieściłby się w nim nie tytko wóz ale cały
pociąg. Przebiegał prosto jak strzała. Jego przekrój był kolisty, ale nieco
spłaszczony od góry. Powierzchnia była lekko pofalowana, jakby pokarbowana
ostrzem ogromnego wiertła. Ściany miał lśniące, jakby wylane szkłem. Chociaż
raptownie schodził w dół, był zadziwiająco suchy, ani śladu wody spływającej
po spągu i ścianach. Zauważyłem też, że nasze buty stąpające po szklistej
podłodze nie wydawały żadnego dźwięku, jakiego można by się spodziewać po
skale, odgłos kroków był przytłumiony, jakby spąg tunelu wyłożono jakimś
tworzywem.

Po dosyć długim marszu tunel wpadł do ogromnej komory w kształcie beczki
stojącej nieco skośnie. Ściany tej komory były szkliste, jak ściany tunelu,
którym przyszliśmy, ale nie były one jednak karbowane, za to spąg i ściany
były uformowane w jakiś dziwny spiralny wzór, wyglądający jak zastygły wir.
W komorze tej zbiegały się wyloty kilku tuneli. Niektóre z nich miały
przekrój okrągły, niektóre trójkątny. Ojciec położył latarnię na ziemi i
przysiadł na chwilę, by odpocząć, ja zaś zacząłem rozglądać się po
pieczarze. Pod ścianami, z dala od wylotów tuneli podłoga była zaścielona
jakimiś przedmiotami, skrzyniami, beczkami oraz najróżnorodniejszą bronią.
Widziałem części zbroi rycerskich, maczugi, miecze, szable, a także
starodawną broń palną. Moja uwagę zwróciła niezwykłej roboty piękna strzelba
z bogato inkrustowaną lufą o białej kolbie.

Wziąłem tą strzelbę by ją oglądnąć, ale ojciec krzyknął na mnie "nie rusz
! - nie mamy oliwy by ją znów nasmarować."

- Możemy przecież zabrać ją ze sobą - odpowiedziałem.

- Nie - powiedział ojciec - to wszystko ma tu czekać na wypadek ciężkich
czasów.

Przysiadłem więc przy ojcu. Wtedy zaczął on wyjaśniać:

- Tunele, które tu widzisz, prowadzą do każdego kraju i każdego
kontynentu. Możesz więc zajść nimi, gdzie tylko zechcesz, oczywiście jeżeli
tylko wiesz, jak się w nich obracać. Ten tunel z lewej strony wiedzie do
Niemiec, potem do Anglii, dalej zaś do Ameryki, gdzie łączy się z tunelem z
prawej strony. Z kolei tunel z prawej strony wiedzie do Rosji, potem do
Kaukazu i Chin, dalej do Japonii i w końcu do Ameryki. Do Ameryki możesz
dojść także pozostałymi tunelami wiodącymi pod biegunami Ziemi. Każdy z tych
tuneli posiada co jakiś czas komorę rozgałęźną podobną do tej, w której
teraz jesteśmy, gdzie łączy się z innymi tunelami idącymi w innych
kierunkach. W tym labiryncie łatwo się jest zgubić. Dlatego też nasi
przodkowie używali drogowskazów, jakie informowały, który kanał wybrać -
chodź, pokażę ci jak te drogowskazy wyglądają.

Podeszliśmy do jednego z tuneli i wtedy zauważyłem przy jego wylocie
kilkadziesiąt niezdarnych rysunków nagryzmolonych czarną farbą czy
zaschniętą krwią. Ojciec wskazał mi rysunek po rysunku, objaśniając jego
znaczenie. Jeden z nich oznaczał Wawel w Krakowie. Kiedy tak objaśniał mi
znaki, niespodziewanie dał się słyszeć odgłos dudnienia, syku i metalicznego
pisku - przypominało to przejeżdżający pociąg parowy, kiedy zmienia szyny na
zwrotnicach lub hamuje. Ojciec zamilkł i powiedział:

- Resztę objaśnię ci w drodze powrotnej, teraz musimy szybko wracać.

Zaczęliśmy się szybko wspinać szybem wejściowym, ścigani coraz
głośniejszym dudnieniem i metalicznym piskiem. Ojciec wyraźnie się niepokoił
i często oglądał za siebie. Gdy dopadliśmy skały przy wejściu, syk i pisk
były tak głośne, jakby pociąg hamował tuż za naszymi plecami. Po wyjściu na
zewnątrz i zatrzaśnięciu skały, ojciec padł na ziemię zdyszany. Po dość
długim odpoczynku zaczął wyjaśniać:

- Tunele, jakie widziałeś, nie były wykonane przez ludzi, a przez
wszechmocne stwory, które mieszkają w podziemiach. Stwory te używają tuneli
do poruszania się w podziemiach od jednej strony świata w drugą. Używają one
w tym celu ognistych maszyn latających. Gdyby maszyna taka na nas najechała,
to zostalibyśmy niechybnie upieczeni od jej gorąca. Na szczęście głos w
tunelu niesie daleko, jest więc czas, by zejść jej z drogi, kiedy się ją
usłyszy. Poza tym stwory te mieszkają w innych częściach świata i w te
strony przylatują bardzo rzadko. Nasi przodkowie wykorzystywali te tunele do
ukrywania się przed najeźdźcami oraz szybkiego przemarszu w inne strony. W
drodze powrotnej ojciec wyjaśnił mi znaczenie pozostałych znaków. Przykazał
też, bym we właściwym czasie przekazał tę wiedzę komuś innemu, by nie uległa
zapomnieniu."

Na tym kończy się relacja człowieka imieniem Wincenty - informatora prof.
dr Jana Pająka, który z kolei przytoczył tę historię na dowód istnienia
magnokraftów - latających maszyn z wyglądu podobnych do Nieznanych obiektów
Latających czyli UFO - i de facto, prawdopodobnie mających identyczny
napęd... Jeśli idzie o mnie, to pod tym względem można je utożsamić z
hitlerowską bronią znaną jako dyskoplan Hanebu 1-9 albo po prostu V-7. Ale
to już inna historia, nie wchodząca w zakres tego artykułu...

Także osobną sprawą jest pochodzenie tego tunelu - prawdopodobnie
pozostałość po istotach zamieszkujących wnętrze naszej planety - po czymś w
rodzaju Agarty czy Shangrila... Pisali o tym słynni esoterycy i egzoterycy:
M. Bławatska i Ferdynand Antoni Ossendowski, Brinsley le Poer-Trench i
Mircea Eliade, Aleksander Grobicki i... Umberto Eco! Ale o tym później,
teraz zajmijmy się wspólnymi punktami obu legendarnych osobliwości
Księżycowej Jaskini i szklistego tunelu.

Punkty te zostały już wyróżnione w tekście doniesienia prof. Pająka, ale
przypomnę je raz jeszcze:

Lokalizacja obu jaskiń (bowiem omawiany tunel będę w dalszym ciągu nazywał
"jaskinią") stanowi sekret trzymany w rodzinach od wielu (co najmniej kilku)
pokoleń.

Sekret ten jest przekazywany z ojca na syna, Slavek z raportu dr
Jesensky'ego nie miał syna, więc najprawdopodobniej nie przekazał sekretu,
lub przekazał go

któremuś z potomków w rodzinie swych braci czy sióstr...

Sekretem miałoby być ukryte podziemie, czy przejście podziemne leżące na
terenach należących do jednej rodziny i to dość zamożnej - jak wynika to z
relacji.

Opis jaskini: ogromne rozmiary, lekko pofałdowane ściany i spągi, gładkie
ściany wyłożone jakimś niezwykłym tworzywem (w relacji prof. Pająka) czy
metalem (w

relacji dr Jesensky'ego), brak wody spływającej po ścianach mimo, że w
relacji dr Jesensky'ego mówi się o stalaktytach i stalagmitach, ale znajdują
się one poza ! właściwą jaskinią. Jej kształt jest bardzo nietypowy -
pochylonej beczki czy pochylonego szybu o półksiężycowym kształcie.
Trójkątny kształt korytarzy także upodabnia do siebie obie Legendy.

Zjawiska występujące w jaskiniach. Chodzi o zjawiska akustyczne, których
źródłem jest działalność ludzka albo Obcych Istot. W obu przypadkach
sprowadza się ona do

dudnienia i metalicznego syku, bądź pisku.

Obydwie jaskinie znajdują się na Słowacji. - Oczywiście, w obu relacjach
występują pewne różnice, ale wniosek jest ten sam:

Obydwie jaskinie zostały zbudowane przez nieznanych konstruktorów, których
utożsamia się z dawnymi cywilizacjami "platońskimi" lub pozaziemskimi...

Gdzie znajduje się wejście do szklistego tunelu? Relacja Wincentego mówi
o słowackiej stronie Babiej Góry. Barania Góra raczej nie wchodzi w rachubę,
a to dlatego, że przez jej południowe zbocza nie przebiegała granica
państwowa, która przebiega właśnie przez Babią Górę.! W świetle relacji
Wincentego - wejście znajduje się na l/3 wysokości względnej góry, tj. około
1200m n.p.m., w dolinie Potoku Bystra. Problem w tym, że poza szczytem
Diablaka, który stanowi skalistą "wyspę" w otaczającym go terenie, na
południowych stokach Babiej Góry nie ma żadnych skałek.! To pewnik, a
zarazem pierwsza obiekcja.

Obiekcja druga dotyczy sprzeczności w relacji Wincentego - skoro
oznakowania korytarzy malowano lichą farbą lub krwią, to jakim cudem
przetrwały one straszliwy (podobno) żar przelatujących przez korytarze i
komory podziemnych statków latających.? Jak to gorąco zniosły z kolei
drewniane czy płócienne przedmioty codziennego użytku jakie tam
zgromadzono.? Przecież powinny one ulec zniszczeniu już przy pierwszym
przelocie "podziemnego" NOLa - prawda? Czyli, że żar wydzielany przez te
pojazdy nie był aż tak straszny, jak to opowiadał Wincenty? A może chodziło
o promieniowanie jonizujące.? Poparzenia promieniste dają podobny obraz, jak
konwencjonalne poparzenia termiczne, więc może Wincentemu o to chodziło?
Ciekawe, bo dr Horak też wysunął przypuszczenie, że Księżycowa Jaskinia
stanowi wyrobisko po wydobyciu rud uranowych. - jak sugeruje to Thomas de
Jean (2).

Jak pisałem w komentarzu do relacji dr Jesensky'ego, podejrzewam że w
wypadku tunelu chodzi de facto o Księżycową Jaskinię, a Wincenty twierdząc,
że wylot korytarza znajduje się w Babiej Górze, po prostu wpuścił prof.
Pająka w ślepą uliczkę... Dlaczego zresztą miałby mu mówić prawdę? Skoro
istnienie korytarza jest taką tajemnicą, to dlaczego akurat tylko wobec
prof. Pająka miała by zostać złamana zmowa milczenia.? Przecież informacje o
jaskiniach były trzymane w sekrecie i złamanie sekretu byłoby równoznaczne
ze złamaniem prawa "omerty"! Z tego prostego względu relacja Wincentego i
potem prof. Pająka w tym względzie jest niewiarygodna ! I znowu nasuwa się
przypuszczenie, że chodzi tu o Babią Dolinę w Tatrach Bielskich... Trudno
bowiem przypuścić, żeby istniały dwie różne formacje o tak niezwykłych
właściwościach.

Nasuwa się w związku z tym jeszcze jedno spostrzeżenie - Wincenty mówi o
członkach rodzin znających tajemnicę mieszkańców innych wiosek. Otóż wiele
rodzin ma krewnych na Słowacji i vice-versa, zatem tak w Polsce jak i na
Słowacji, Legenda powinna być znana wielu ludziom. Pracując na przejściu
granicznym w Łysej Polanie miałem okazję o tym się przekonać. Prof. Pająk
nie pisze, gdzie spotykał się z Wincentym, ale założę się, że miało to
miejsce albo w Zakopanem, albo w ogóle na Podhalu, a nie w Zawoi czy na
polskiej bądź słowackiej Orawie... Wygląda więc na to, że Wincenty i dr
Horak zetknęli się z tą samą tajemnicą!

Kto zbudował Księżycową Jaskinię?

Dr Horak albo Thomas de Jean wysuwali hipotezę o peleocywilizacjach lub
Kosmitach. Ze swej strony prof. Pająk postawił na Obcych i Ich magnokrafty.
Ja też - ale z pewna poprawką. To, co chciałbym powiedzieć najlepiej wyraził
już w latach trzydziestych, amerykański pisarz, Howard Philips Levecraft:

Yuggoth. to bardzo dziwna mroczna planeta znajdująca się na samym krańcu
Układu Słonecznego, nie znana jeszcze astronomom Ziemi..."

Natomiast jej mieszkańcy...

"...byli tu jeszcze przed końcem legendarnej epoki Cthulhu i pamiętają
zatopione miasto R'lyeh, kiedy jeszcze było ono na powierzchni. Były również
w głębi Ziemi, gdzie znajdują się przestrzenie, o jakich człowiek nie ma
nawet pojęcia - niektóre na przykład w pobliskich górach w Yermont - a gdzie
znajdują się nieznane nam światy, w których toczy się życie: niebiesko
oświetlony K'n-yan, czerwono oświetlony Yoth i czarny, pozbawiony wszelkiego
światła N'Jca2. To właśnie z N'kaI przybył straszny Tsathoggua, amorficzny
bóg wymieniony w "Pnakotic Manuscripts^ w "Necronomicon' i całym cyklu
"Commoriom My-ths" zachowanych przez wielkiego kapłana Klarkash- Ton z
Atlantydy." (3)

Odrzućmy teraz cały balast grozy i niesamowitej atmosfery
lovecraftowskiego horroru, i popatrzmy na to oczami ludzi
dwudziestowiecznego fin-de-siecle'u - czyż nie znajdujemy tego wszystkiego w
opowieściach Betty Andreasson i innych ludzi, którzy przeżyli Bliskie
Spotkania Czwartego Rodzaju, czyli tzw. "wzięcie".? Wiele z CE4 ma związek
właśnie z wnętrzem naszej planety, także uczestnicy CE5 niejednokrotnie
wspominają o związkach Obcych z interiorem naszej planety. . . Wspominają o
tym także ci, którzy o-tarli się o tajemnice Orientu. Roreichowie,
Ossendowski i Eliade wspominają o cudownej krainie wiecznej szczęśliwości i
mądrości: Szamballi - Agarcie, stworzonej jeszcze w czasach przedludzkich,
której wysłannicy poruszają się swymi świetlistymi pojazdami pod
powierzchnia Ziemi, w długich tunelach.

Tunele te oplatają misterną siecią całą naszą planetę i wysłannicy "góro"
mogą pojawić się wszędzie, kierowani wolą Brahytmy. Mahytmy i Mahyngi -
trzech imperatorów Szamballi - Agarty. (4) Rzecz w tym, że owa "Trójca"
porozumiewa się przy pomocy urządzeń przypominających nasze urządzenia sieci
łączności TV z Kimś, kogo nazywają Bogiem, a umożliwia im to Mały Książę
Śmierci - osobnik przypominający jako żywo... humanoidalnego robota.! (5)
Według innych, "centrala" tego świata miałaby znajdować się w
szamballijskiej wieży, która liczy sobie - bagatela - niemal cztery miliardy
lat, tyle niemal, co nasza kochana staruszka Ziemia...(6)

I tak dalej. Łańcuch zagadek rośnie i istnieje możliwość, że w
najbliższym czasie odkryta zostanie wreszcie Księżycowa Jaskinia. Czy będzie
ona wejściem do Agarty czy też może tymczasowej bazy Obcych na (a raczej
pod) Ziemią? Wszystko na to wskazuje jako, że kontaktowcy wspominają o Ich
bazach pod ziemią i na dnie Wszechoceanu - wszak legendarne R'lyeh jest
niczym innym, jak właśnie taką bazą...

Za hipotezą Agarty przemawia jeszcze jeden fakt. Otóż Obcy na powierzchni
Ziemi pokazują się w skafandrach - vide figurki "gangu" czy "dogu", rysunki
naskalne w jaskiniach i wąwozach Tassilli-en-Dżer, Kotliny Fergańskiej czy
Val Camonica itd. Itp. Nie trzeba było aż wojny atomowej bogów, o której
przejmująco pisał Aleksander Mora (7) - wystarczyło, by ludzie tacy jak my
przebywali pod ziemią przez kilka tysięcy lat, a przecież Agarta istnieje
już ponoć 60.000 lat - sic!, a więc jej mieszkańcy od dawna byliby
przystosowani do warunków jakie tam panują, do stałej temperatury,
wilgotności, braku światła naturalnego, itd. Dla takich istot ludzkich
wyjście na powierzchnię Ziemi stanowiłoby już poważny problem; musieli by
się chronić przed promieniowaniem Słońca, szerokim diapazonem temperatur
dnia i nocy rzędu nawet 50°C, zjawiskami atmosferycznymi, itd., używając w
tym celu skafandrów oraz okularów.

Napisałem "musieli", bo - i tu pozwolę sobie już na całkowite
science-fiction - jakieś 10.000 lat temu, wyprodukowali oni biocybernetyczne
istoty, które służą Im jako narzędzia Kontaktu z nami i w ogóle - z
Kosmosem. Stąd właśnie NOLe i LGM, a także MIB-owie. Tym szczególnym Ich
położeniem można wytłumaczyć zainteresowanie naszymi testami jądrowymi,
szczególnie tymi jakie przeprowadza się pod ziemią! Stąd to wręcz
"uprzykrzające napominanie" naszych ziomków-kontaktowców o zaprzestanie prób
atomowych, które zagrażają naszej egzystencji! - ale o wiele groźniejsze są
dla Nich... Dlatego też nie dziwi mnie mroczne proroctwo podane przez F.A.
Ossendowskiego w zakończeniu jego bestselleru "Przez kraj ludzi, zwierząt i
bogów", a głoszące, że przyjdzie dzień, kiedy ludzie z Agarty wyjdą spod
ziemi i podbiją świat. . . Będzie to dla Nich jedyne wyjście z sytuacji, w
którą sami Ich zapędziliśmy - zrobić z nami porządek. Kto wie, czy już się
do tego nie zabrali - jak na razie w białych rękawiczkach - rozpylając te
wszystkie wirusy HIV, EBOLA czy choćby zwykłej grypy, której jakoś nie można
zwalczyć? Perspektywa paskudna - nieprawdaż? Co nam pozostało.? Jedynie
mieć nadzieję, że Oni nam pomogą przezwyciężyć kryzys cywilizacyjny, w
którym tkwimy po uszy. Co mamy do stracenia? - tylko naszą egzystencję, a
stoimy przed alternatywą - Era Wodnika z nami albo bez nas. Jeżeli nie
przepadniemy z kretesem, to - o ile wierzyć Tybetańczykom - po ujawnieniu
się Agartyjczyków, na Ziemi z czasem zapanuje Złoty Wiek!

Oby stało się to jak najszybciej, choć historia zdaje się dowodzić, że
przed nami droga jeszcze daleka... Mam nadzieję, że relacje o Nich nie są
humbugiem na jaki wyglądają, bo w przeciwnym razie na kogo możemy liczyć?

Tajemnica Babiej Góry

Nie tak dawno, w niedzielę 7 stycznia br. wziąłem udział w programie red.
Roberta Bernatowicza Nautilius Radia Zet w Radiu Zet, którego tematem była
sprawa istnienia bądź nieistnienia mitycznej krainy Szamballi-Agharty,
znanej także pod nazwami Kraina D'Bus [czytaj: Ü lub Ui] albo Shangri-La -
jak w powieści Jamesa Hiltona Zaginiony horyzont. Poza red. Bernatowiczem w
programie wzięli udział dwaj warszawscy "Łowcy Nieznanego": red. Igor
Witkowski - znany pisarz, autor wielotomowego dzieła pt. Supertajne Bronie
Hitlera, Supertajne bronie Islamu oraz książek o tematyce ufologicznej, i
znany badacz UFO i fenomenu kręgów zbożowych Michał Zawadzki. Wszyscy trzej
uczestnicy przedstawiali argumenty pro i contra istnieniu tego dziwnego,
podziemnego świata, który wedle przekazów buddyjskich i religii Bön,
istnieje już 60.000 lat!

Dla mnie jest to pewnego rodzaju sprawa rodzinna, jako że mój dziadek
Franciszek Baranowicz przez kilkanaście lat przebywał na Syberii i
północnych Chinach, gdzie w 1905 roku bił się w Mandżurii z Japończykami,
też zetknął się z tą legendą i z polskim autorem, który w dwudziestoleciu
międzywojennym ja rozpropagował w Polsce - pisarzem i podróżnikiem - Antonim
Ferdynandem Ossendowskim w książce Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów. Ja
sam od 1980 roku zbieram wszelkie informacje na temat tej podziemnej krainy,
która - o ile wierzyć Ossendowskiemu - wywiera ważki wpływ na to, co dzieje
się na Ziemi, zaś niektóre indykacje wskazują na to, że zjawisko powszechnie
znane jako UFO ma swe źródło właśnie tam - w Agharcie...

W czasie mojego wejścia antenowego opowiedziałem o polskim fragmencie
Legendy Agharty, do której wejście miało ponoć - o ile wierzyć znanemu
polskiemu uczonemu zatrudnionemu w Aoraki Polytechnic i Dunedin University
na Nowej Zelandii prof. dr inż. Janowi Pająkowi - znajdować się ni mniej ni
więcej tylko na południowo- zachodnim stoku Babiej Góry, gdzieś na wysokości
? względnej wysokości Królowej Beskidów - czyli na wysokości 1550 - 1650 m
n.p.m., po słowackiej stronie granicy.

Jak twierdzi prof. Pająk, legendę o korytarzach w Babiej Górze, które
miały ponoć wieść nie tylko do Szamballi-Agharty, ale także do Ameryki i
Chin, usłyszał od pewnego mieszkańca jednej z beskidzkich wiosek, który
powierzył mu ją w wielkim sekrecie. Wejście to znajdowało się pod grupą
skałek na stoku Babiej, zaś sam tunel miał szerokość kilku metrów i jego
ściany pokrywało coś w rodzaju glazury, zeszklonej bardzo wysoką temperaturą
skały. Korytarz wiódł do przestronnej komory w kształcie beczki, gdzie można
było - wedle słów informatora prof. Pająka - przeczekać nawet największe
kataklizmy w rodzaju wojny termojądrowej czy klęski żywiołowej.

W czasie II wojny światowej, Niemcy prowadzili w rejonie Babiej Góry
intensywne poszukiwania prowadzone m.in. przez żołnierzy Grenzschutzu i
Gebirgsjägerregimentu oraz uczonych, którzy na Krowiarkach prowadzili
eksperymenty z protoplastą superdziała V-3 - znanego pod kryptonimami:
"Hochdrückpumpe", "Schnelle Elise" czy "Tausendfüßler" - o kalibrze jedynie
5" czyli 127 mm. Próby z takim superdziałem przeprowadzano także
symultanicznie na wyspie Wolin. Niby niewiele, ale działo to miało zasięg
praktyczny 50 - 55 km, a Hitler zamierzał z niego ostrzelać Londyn z
francuskich miejscowości Epperleques i Mimoieques nad Kanałem La Manche.
Bazą dla tych doświadczeń była wieś Grzechynia, w której Niemcy zbudowali
kilka bunkrów niewiadomego przeznaczenia w latach 1942-43. NB, podobne
poszukiwania Niemcy przeprowadzili - co wiem od moich słowackich i
węgierskich kolegów - w Tatrach Bielskich i kompleksie jaskiń Domica-Baradla
w Krasie Słowackim - Aggteleki Nemzeti Park na pograniczu
słowacko-węgierskim! Czy znaleźli wejście do Agharty, tego nie wiem. Wiadomo
natomiast, że tuż po wojnie zostało zajęte schronisko na południowym stoku
Diablaka przez kilkunastu żołnierzy radzieckich, którzy podawali się za
artylerzystów i twierdzili, że dokonują na Babiej... obserwacji pogody!
Dziwne - nieprawdaż? Po pewnym czasie zeszli w dolinę, uprzednio spaliwszy
schronisko, i pojechali do Związku Radzieckiego. Co oni tam n a p r a w d ę
robili, tego nikt nie wie... Informacje o niemieckich i sowieckich
poczynaniach mam z pierwszej ręki - od żyjących jeszcze świadków
mieszkających w Lipnicy Wielkiej i Zubrzycy Górnej, którzy pamiętają te
strzelania w latach 1942-43 i poszukiwania po górach - niby partyzantów
polskich i słowackich, a tak naprawdę, to nie wiadomo czego... - oraz od
żołnierzy z komórek wywiadu Armii Krajowej z Zakopanego. Do tego dołożyć
można opowiadania ludzi z Jordanowa, Makowa Podhalańskiego i Grzechyni,
którzy pamiętają jeszcze prace w Grzechyni. Niewielu wie, że Niemcy w 1942
roku prowadzili intensywne poszukiwania rud uranu, toru, manganu, tytanu i
molibdenu w okolicach Jordanowa, Osielca, Bystrej Podhalańskiej, Sidziny,
Żarnówki i Zawoi. W górach otaczających Żarnówkę robili nawet próbne
wiercenia, bowiem struktury geologiczne tej części Beskidu Makowskiego
przypominają budowę geologiczną Gór Kruszcowych na pograniczu czesko -
niemieckim i gdzie znajdują się rudy uraninitu...

Jak dotąd, to nikt nie podejmował się poszukiwań na serio, bowiem
ewentualne wejście do Agharty znajduje się w strefie nadgranicznej, a
słowackie władze graniczne zawsze odmawiały zgody na poszukiwania. Trzy lata
temu w Pradze Czeskiej, staraliśmy się wraz z dr Milošem Jesenským oraz
znanym czeskim podróżnikiem red. Ivanem Mackerlem zmontować ekipę
poszukiwawczą tego wejścia w stoku Diablaka, ale niestety - opór władz
słowackich pozostał nieskruszony...

Sprawa istnienia wejścia do Agharty w stoku Diablaka pozostaje nadal
otwarta. I wygląda na to, że nieprędko ktoś będzie w stanie odnaleźć ten
szklisty tunel. Takie tunele istnieją - prof. Pająk odkrył taki właśnie
tunel na Nowej Zelandii i w Ekwadorze, zaś znany angielski ufolog Anthony
Dodd znalazł podobną konstrukcję w okolicach Grassington w Anglii. Wszystkie
one kończyły się zawałami skalnymi. Czyżby komuś bardzo zależało, byśmy nie
znaleźli wejścia do mitycznej Agharty?...

Tajemnica Księżycowej Jaskini

Słowacy i Czesi nazywają ją POLMESIAČNA JASKYŃA, albo po prostu jak w
tytule - MASIAČNA JASKYŃA - co po polsku znaczy tyle, co Półksiężycowa lub
Księżycowa Jaskinia. W literaturze światowej pisze się najczęściej o niej -
Jaskinia o Metalowych Ścianach, bądź po prostu - Studnia, co jest o tyle
nieprecyzyjne, że chodzi tu raczej o szyb, strome wyrobisko, a nie formację
naturalną, jaką jest jaskinia czy grota jako taka. Według wszystkich badaczy
i entuzjastów hipotez o istnieniu zamierzchłych cywilizacji czy Cywilizacji
Pozaziemskich - Księżycowa Jaskinia stanowi ślad i dowód na to, że jakieś
20.000 lat temu na terenach dzisiejszej Europy Środkowej istniała
cywilizacja Ery Hyboryjskiej, tak dokładnie i plastycznie opisanej przez
Roberta E. Howarda, albo też nastąpiło lądowanie przedstawi-cieli Innej
Cywilizacji - ziemskiej (np. Szamballi, Agarty, podziemnej K'n-yan lub z
legendarnej wyspy Atlantydy) bądź pozaziemskiej. W Polsce temat związany z
owymi osobliwościami jako, że na całym świecie podobnych szybów istnieje
wiele, jest raczej nieznany. Zainteresowanych odsyłamy do "Księgi tajemnic
2" Thomasa de Jeana, wydanej w Łodzi, w 1992r. przez "Pandora Books", gdzie
tekst o Księżycowej Jaskini znajduje się na stronach 79 - 88. Kompetentni
tatrzańscy przewodnicy oraz wielu łowców osobliwości, traktują Księżycową
Jaskinię jedynie jako legendę bez pokrycia w faktach. Rzecz w tym, że do
chwili obecnej nikomu nie udało się odszukać miejsca, o którym w swoim
dzienniku pisze Antonin T. Horak, a jest to jedyne źródło z opisem
Księżycowej Jaskini. W latach 1992-95 sprawą tą zajął się słowacki badacz,
lekarz i urolog dr Milos Jesensky, który udostępnił nam wyniki swoich
poszukiwań i tak oto mamy okazję zaprezentować rezultaty jego pracy.

Swego czasu Ronald D. Calais oznajmił światu o odkryciu w końcu lat 60. w
kamieniołomach Mc Dermott (Ohio, USA), na głębokości około 15 metrów
prehistorycznego szybu o okrągłym przekroju. Nikt nie zwrócił na niego
wcześniej uwagi, a robotnicy pracujący w kamieniołomach zasypali go
odpadkami produkcyjnymi, drobnymi kamieniami i żwirem.

Wydarzenia, o których piszę dalej, zostały przedstawione w pamiętniku,
przez dziś już nieżyjącego kpt. dr Antonina T. Horaka, skąd cały tekst
przytoczono niemal dosłownie w biuletynie National Speological Society - NSS
News nr 3/1965, skąd został przedrukowany w pracy Jacquesa Bergiera i grupy
INFO, "Le livre do l'inexplicable", Paryż, 1972. Autor pamiętnika - były
oficer powstańczej armii sformowanej w czasie Słowackiego Narodowego
Powstania, a potem językoznawca - próbuje w nim zachęcić speleologów, by
znaleźli to, co Jacques Bergier nazwał "najdziwniejszą zagadką naszej
planety" - stary szyb prehistorycznej kopalni, który odkrył w jednej z
jaskiń na Słowacji. A oto, jak opisał to wszystko w dzienniku Antonin T.
Horak, autor relacji, która spowodowała całe zamieszanie wokół Księżycowej
Jaskini.

Zagadkowy szyb na Słowacji

23 października 1944 r.

Wczoraj wczesnym rankiem zostaliśmy znalezieni przez Slavka i ukryci w
tej jaskini. Dzisiaj o zmroku, powrócił do nas ze swoją córką Hanką i
przyniósł jedzenie i

lekarstwa. Od piątku niczego nie mieliśmy w ustach, a przedtem, w czasie
ostatnich dwóch potyczek jedliśmy tylko kukurydziany chleb, a i tego było
mało.

W sobotę po południu, resztki naszego batalionu (184 żołnierzy i
oficerów, z których 1/4 była ranna, a 16 ludzi było przenoszonych na
noszach), kuśtykały po śniegu na północnym stoku. Moja kompania była w
ariergardzie. W niedzielę o świcie zaatakowano nas z odległości 300 metrów,
dwa 70-milimetrowe działa. Trzymaliśmy się przez 12 godzin, potem odparliśmy
atak, ale lewe skrzydło nie wytrzymało, co kosztowało nas kilka ran. W
czasie potyczki z nieprzyjacielem odniosłem rany bagnetem i kulą w lewą
dłoń, a na dodatek zostałem jeszcze raniony w głowę, co wydarzyło się w
następnym starciu. Z braku hełmu oberwałem solidnie po głowie - stąd
dokuczliwa rana.

Odzyskałem przytomność, kiedy ktoś wyciągnął mnie z okopu. Był to wysoki
chłop. Nacierał mi ręce i głowę śniegiem i uśmiechał się. Potem ten dobry
Samarytanin zabrał się za Jurka. Zdjął mu spodnie, wyciągnął odłamek z nogi
i położył na śniegu. Martinowi zręcznie przewiązał głęboką ranę na brzuchu.
Kiedy zrobił prowizoryczne nosze, przedstawił się nam jako pasterz
(właściwie był bacą) Slavek, do którego należały okalające nas pastwiska. Do
naszego schronienia dostaliśmy się przy jego pomocy po 4 godzinach.

(Slavek) odwalił kilka głazów i pokazał wąski otwór - wejście do
przestrzennej jaskini. Położył Martina do kąta a potem go przeżegnał,
przeżegnał także i nas l jaskinię a potem z ukłonami żegnał się także przed
tylną ścianą, gdzie widać było wejście do jej dalszej części.

Kiedy odchodził od nas, powtórzył ten sam rytuał i prosił mnie, bym nie
szedł dalej w głąb jaskini. Poszedłem za nim kawałek mówiąc, że nazbieram
czegoś do zjedzenia. Powiedział mi, że był w tej jaskini wraz z ojcem i
dziadkiem, że jest to rozległy labirynt pełen przepaści, który nigdy nie
mieli ochoty badać czy zwiedzać, że są tam trujące gazy i w ogóle "tam
straszy^. Powróciłem do jaskini około północy całkowicie wyczerpany. Ból
głowy uśmierzałem śniegiem. Martin był nieprzytomny, a Jurek miał gorączkę.
Zjedliśmy skromną wieczerzę. Obłożyłem Martlna nagrzanymi kamieniami, a
Jurek objął pierwszą wartę.

To była paskudna noc. Martin wrócił do przytomności, podałem mu trzy
aspiryny i nieco wody ze śliwowicą, dokładnie z dziesięcioma kroplami.
Głodny Jurek kręcił się koło dwóch niemieckich hełmów, gdzie gotowała się
woda ze śniegu, do której dodałem po dziesięć kropli śliwowicy. Być może z
powodu toczących się walk i zagrożenia lawinowego Slavek nie przyjdzie do
nas wcześniej, niż... za kilka dni. Z dwoma chorymi na karku nie mogłem się
nawet pokusić o zapolowanie na jakiegoś zwierza, nie mówiąc już o tym, że
mógłbym zagubić się w nieznanym terenie. Mamy wszak jaskinie, do której, jak
mówił Slavek może być jeszcze inne wejście i nie wykluczone, że nawet zimuje
tu jakieś zwierzę. Rozważałem na głos takie możliwości, a Jurek żuł jodłową
korę i prosił mnie, bym jednak poszedł w głąb jaskini na polowanie.
Przyrzekł mi, że nikomu o tym nie powie. Nie czułem głodu, ale Interesowało
mnie, co mogło przestraszyć tak pewnego siebie Slavka, że aż wzywał Boga.
Zabrałem ze sobą broń i pochodnię. Po półtorej godzinie idąc dość wygodnym i
bezpiecznym korytarzem, dostałem się do długiego jakby przedsionka
zakończonego niewielkim otworem. Wlazłem do tego otworu i stłukłem sobie
kolano... było tam coś podobnego do wielkiego czarnego silosu wpuszczonego w
białe podłoże - coś jakby czarna lawa w otulinie soli czy lodu .Wytrąciło
mnie to z równowagi l poczułem jakiś dziwny strach, bo zdałem sobie sprawę,
że to, na co patrzę jest dziełem ludzkich rąk. Szyb był zakrzywiony, jakby
odcisnął się w nim walec o promieniu 25 metrów. W miejscu, gdzie walec
stykał się ze ścianą wytworzyły się białe stalaktyty l stalagmity. Ściana
była nieblesko-czarna, z materiału, który stanowił połączenie stall, szkła
czy porcelany i kauczuku. Spróbowałem tej substancji nożem - nawet nie
zarysowałem jej. Pomyślałem, że jestem w dzikiej krainie, gdzie nie było
nic, co wytworzyłaby cywilizacja i znajduje się w niej artefakt wysoki jak
wieża, niczym baszta zamku wpuszczona w ziemię i pokryta naciekami... - mróz
po kościach przeszdł mnie od tego wszystkiego.

W ścianie znajdowała się wąska i długa szczelina, na dole szeroka na
jakieś 20-25 cm u samej góry ledwie 2-5 cm, przez którą z biedą byłby w
stanie przecisnąć się człowiek. Wnętrze jej jest zupełnie czarne i pokryte
ostrymi szczerbami, wielkimi jak pięść. Dno szczeliny ma kształt płytkiego
koryta wŻÓŁTYM PIASKOWCU i jest nachylone pod kątem około 60°. Wsunąłem tam
zapaloną pochodnię, zasyczała jak węgle wrzucone do wody i zgasła.

Chciałem zbadać rzecz na miejscu l stwierdziłem, że mogę przecisnąć się
przez szczelinę. Najpierw przepchnąłem tam głowę i prawą rękę. Ręka ze
świeczką (którą miałem) też przeszła, ale musiałem działać szybko, bo było
mało stearyny. Chwilowo dałem więc za wygraną - na razie, bo zagadka bardzo
mnie zafascynowała. Zdecydowałem, że jeszcze tu wrócę.

Do naszej jaskini powróciłem około czwartej po południu. Jurek umył
Martina i położył go między ciepłe kamienie. Dałem mu trzy aspiryny i
ciepłej wody ze śliwowicą. Wyjaśniłem Jurkowi, że do polowania będzie mi
potrzebny powróz, tyczka i pochodnia. Na szczęście przyszli Slavakowie z
zapasami.

Potem poszedłem z nimi, by nazbierać sucharów na pochodnie. Półmartwy ze
zmęczenia powróciłem do jaskini około drugiej nad ranem - ale wreszcie się
najedliśmy, Jurek aż za bardzo - więc jako drugi objąłem wartę.

24 października 1944r.

Noc przebiegła spokojnie. Martin wypił ziołowy wywar z miodem przeciw
gorączce. Mam nadzieje, że się z tego wygrzebie. Jurek nie ma już tak
opuchłych pleców, ale moja głowa jeszcze nie jest w porządku. Pociąłem nasze
pasy i rzemienie dzięki czemu zdobyłem jakieś 8 metrów mocnej liny. O
godzinie 10 byłem znów przy ścianie, gdzie przeciągnąłem pręt z uwiązaną
linką, po której przelazłem na drugą stronę szczeliny ciemnego szybu. Tym
razem miałem karbidówkę, którą przerzuciłem tam najpierw. Nie widziałem
niczego, ale słyszałem coś, jakby dźwięk przepływającej wody. Bałem się, że
za szczeliną jest przepaść i że wpadnę tam głową w dół. Nie było w
szczelinie żadnych luźnych kamieni, więc odłamałem kilka stalagmitów i
rzuciłem je w ciemność. Słyszałem jak turlały się po spągu i zatrzymywały z
trzaskiem, co upewniło mnie w tym, że jest tam jakieś dno. Potem rzuciłem
zapalone łuczywo i wreszcie podążyłem za nim. Wyleciałem ze szczeliny po
drugiej stronie, poturlałem się i zatrzymałem na ścianie, która była tak
samo gładka, jak ta od strony jaskini. Lampa jeszcze się koło mnie paliła i
słyszałem jakieś dziwne dźwięki. Kiedy zapaliłem pochodnie zauważyłem, że
znajduje się w szybie o zakrzywionych czarnych ścianach, które tworzyły
niemal pionowy komin o przekroju sierpowatym (rys.3.3.) Nie jestem w stanie
opisać tej ciemności ani zwielokrotnionego odgłosu mojego oddechu czy
każdego ruchu. Dno szybu było wyłożone (a może wykute) solidnym wapieniem.

Wszystkie światło, którym dysponowałem, nie było w stanie dokładnie
oświetlić stropu, gdzie ściany się kończyły lub stykały. Pozioma odległość
pomiędzy ścianami szybu wynosiła około 8 m, a pomiędzy "szpicami" sierpa aż
25 m. Do dalszych badań potrzebowałem więcej pochodni l dłuższych tyk, które
jednak by się nie zmieściły w wejściowej szczelinie.

Wracałem umorusany ale pełen nadziei, że uda mi się do końca zbadać tą
niezwykłą strukturę, która była chyba jedyna na świecie. Tym razem udało ml
się sforsować szczelinę bez problemów. Wylazłem z szybu, zapaliłem i
poszedłem z powrotem do mych towarzyszy niedoli. W drodze powrotnej chciałem
złapać jakiegoś nietoperza, ale nadaremnie. Jurek gotował ziemniaki i
wybaczył ml niepowodzenie w polowaniu, potem namaścił moje rany na plecach l
pozszywał koszulę. Martin zjadł kawałek chleba i popił wywarem z ziół
doprawionym miodem. Po 18. wybrałem się po zapas drewna na ognisko i
pochodnie l powróciłem około 22. Jurek pilnował cały czas jaskini.

25 października 1944r.

Noc upłynęła spokojnie. Martin ma się nieźle. Jestem zadowolony także z
tego, że rany Jurka już się goją i chciałby pójść ze mną. Lepiej byłoby
jednak, aby nie wiedział nic o tajemnicy jaskini...

Tak jak poprzednio wślizgnąłem się w szczelinę uprzednio zdjąwszy
ubranie, ale tym razem nogami do przodu. Mimo tego, że przywiązałem
pochodnie do dwóch tyczek, nie byłem w stanie ujrzeć stropu szybu.
Strzeliłem dwukrotnie wzdłuż ściany do góry. Zahuczało jak uderzenie
pioruna, a właściwie przypominało to huk przejeżdżającego ekspresu i to
wszystko. Wystrzeliłem więc jeszcze raz w każdą ścianę po jednej kuli. Z
miejsc trafień wyskoczyły nieblesko-zielone iskry na wysokości około 15
metrów nade mną a łomot był taki, że musiałem zatkać uszy. Kiedy uderzyłem w
ścianę dziobem czekana wywołałem kolejną fale dudnienia.

Następnie sondowałem zalegający na dnie szybu regolit, a potem zacząłem
kopać w rogach "półksiężyca", tam gdzie skała wapienna była najsłabsza. W
prawym rogu był suchy ił, w lewym pod półmetrową warstwą iłu znalazłem
jakiegoś wielkiego zwierzęcia. Kiedy kopałem dalej/, to po przekopaniu 150
cm natrafiłem na tylnej ścianie na gładkie żłobkowanie, jakby poziome
sfalowania, które wydawały się być cieplejsze od reszty skały, a zbadałem te
rysy jeszcze płatkami uszu i wiem, że się nie mylę. Pod warstwą iłu dno było
zupełnie twarde.

Kiedy dopaliły mi się pochodnie, poczułem na sobie zimny pot. Opuściłem
"półksiężycowy szyb", ubrałem się i poszedłem na miejsce, gdzie znajdowały
się nietoperze. Upolowałem ich siedem. Jurek zrobił potem potrawkę z chleba,
ziół i tych nietoperzy.

26 października 1944r.

Noc przeszła spokojnie. Wróciłem do szybu by kontynuować badania. I znów,
mimo użycia przeze mnie najdłuższej tyczki i pochodni, nie udało mi się
oświetlić stropu. Strzeliłem nad oświetloną część - kule wydobyły ze ściany
wielkie niebiesko-zielone iskry i dudnienie, ale nie odłupał się ani
okruszek dziwnej wykładziny ściany. Jednakże pociski zrobiły w ścianie rysy
na pół palca długie, z których wydobywał się ostry zapach. Ponownie zacząłem
kopać w lewym rogu i stwierdziłem, że okładzina metalowa ciągnie się w głąb,
czego nie było w prawym rogu.

Wydobyłem się z szybu i obejrzałem sobie zewnętrzną ścianę oraz jej
otoczenie. W stalaktycie było kilka cętek, podobnych do szkła. Kiedy je
skrobałem, to otrzymałem bardzo drobny proszek, którego nie można było
zebrać bez kleju. Postanowiłem otrzymać klej z pazurków nietoperzy. Chciałem
zdobyć choćby niewielką próbkę tego materiału, z którego były wykonane nad
wyraz gładkie ściany "półksięźycowego szybu". Mimo, że strzelałem zawsze w
to samo miejsce, gdzie odbijały się kolejne kule, to w efekcie nie uzyskałem
niczego poza ostrym zapachem i wibrującym dźwiękiem rykoszetujących
pocisków.

W drodze powrotnej złapałem kilka nietoperzy i znowu mieliśmy je w
"potrawce". Powiedziałem Jurkowi, aby odciął im nóżki. Wieczorem, jak
zwykle, przyszedł Slavek z córką i przynieśli ze sobą ćwiartkę jelenia, pół
kilo soli i torebkę karbidu. Jurek ponownie przez całą noc trzymał wartę.

21 października 1944r.

Martin zmarł we śnie. Jurek, który zna jego rodzinę, wziął na siebie
przekazanie jego dobytku - portfela z 643 koronami, zegarka z grawerką i
aktu zgonu, który mu wystawiłem. Teraz możemy już odejść i dołączyć do
naszego batalionu, który znajdował się na wschód od Koszyc. Jurek może
przejść o kuli jakieś 10 km dziennie, ale musimy poruszać się ostrożnie.
Jutro ruszamy.

O 10. byłem w jaskini i poszukiwałem możliwości dostania się do niej od t
yłu bądź z góry. Na lód i trujące gazy nie natknąłem się w niej i chyba ich
tam nie było, mimo zapewnień Slavka. Potem wlazłem do szybu i dalej kopałem
i myślałem nad tym problemem. Powróciłem do groty około 16. Nakazałem
Jurkowi spakować nasze rzeczy, wyczyścić broń, przygotować jedzenie na
siedem dni i zwrócić Slavkowi wszystko co nam pożyczył. Przyszedł on z
obiema córkami, jak tylko dowiedział się, że Martin zmarł. Przenieśliśmy go
do okopu i tam pochowaliśmy.

28 października 1944r.

Spokojna noc i tym razem dobre śniadanie. Wyryłem swe imię i nazwisko,
itd. na pasku a wszystko to wpakowałem w złotą kopertę mojego zegarka, które
to rzeczy włożyłem do butelki, którą zatkałem mieszaniną gliny i węgla
drzewnego. Ten dowód mojej bytności włożyłem do "szybu księżycowego" na
resztki spalonych pochodni. Wygląda na to, że zostanie tam na długo, aż do
czasu, kiedy nacieki wapienne całkowicie zamkną wejście do szybu. Slavek nie
ma syna, któremu mógłby przekazać tajemnice szybu, jego córki jej nie znają,
a zazwyczaj wydawały się w innych wsiach. Jeżeli nie powrócę do tej jaskini,
to za parę dziesięcioleci zniknie ona z ludzkiej pamięci.

Siedziałem przy ogniu i zastanawiałem się, czemu miała służyć ta
struktura ze ścianami grubymi na dwa metry i tak dziwnym kształtem i nic nie
wymyśliłem. Jak głęboko była wbita w skałę? Czy jest tam jeszcze coś Innego
oprócz tego szybu? Czy był to wytwór ludzkich rąk? Ile jest prawdy w
legendach Platona o dawno znikłych cywilizacjach dysponujących magiczną
techniką, jakiej nawet nie możemy sobie wyobrazić?...

Jestem człowiekiem ostrożnym w osądach, z wykształceniem uniwersyteckim,
ale muszę dopuścić myśl, że tam między tymi wysokimi, idealnie pochylonymi,
wręcz z matematyczną dokładnością zakrzywionymi ścianami, czarnymi i
gładkimi jak atłas, odczułem tchnienie jakiejś nieznanej potęgi. Teraz
rozumiałem w pełni zachowanie się Slavka i jego przodków, którzy swymi
praktycznymi i prostymi rozumami sądzili, że są to jakieś czary?. .. Slavek
ukrywał fakt istnienia Księżycowej Jaskini z obawy przed najazdem hord
turystów i wszystkim, co taki najazd niesie. Czyżby przerażała go
komercjalizacja jego prostego życia na łonie przyrody?

W drodze powrotnej zamaskowałem otwory wiodące do jaskini. Być może ma
ona jakieś wejścia, których Slavek nie zna, a przez które może wejść tam
jakiś poszukiwacz "skarbów^ czy speleolog. Wróciłem o 3. po południu. Około
5. przyszli Sławkowie przynosząc kilka jajek na twardo.

Żegnając się po słowacku uścisnęliśmy sobie mocno ręce, zabraliśmy broń i
nasze rzeczy i poszliśmy. Kiedy weszliśmy do lasu, obejrzeliśmy się widząc
Slavka zakrywającego wylot jaskini. Jego córki zamazywały nasze ślady. Śnieg
skrzył się w jasnym świetle wschodzącego Księżyca.

W ostatnich dniach II wojny światowej jadąc do Czech odwiedziłem to
miejsce ponownie. Slavkowie mieszkali tymczasowo w Źdiarze. Odwiedziłem grób
Martina i poszedłem obejrzeć wejście do jaskini. Zęby zwierzęcia, które tam
znalazłem oddałem konserwatorowi w wydziale muzeum paleontologicznego w
Użgorodzie (Ukraina). Konserwator określił je jako zęby dorosłego
niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spealeus). I znów wynikły z tego pytania:
wejście jest bardzo ciasne - jak ten niedźwiedź się tam dostał.? Wszak blok
wapienia i stalaktyty były nienaruszone i nic nie wskazywało na to, by
cokolwiek je uszkodziło. Widocznie miś spadł do szybu wtedy, kiedy miał on
jeszcze połączenie z powierzchnią?.

Przy ostatnich odwiedzinach tamtego terenu zbadałem całe zbocze góry nad
jaskinią i nie znalazłem żadnego otworu, który mógłby być połączony z
"półksiężycowym szybem". Jednak w tak młodych górach jakimi są Tatry, mogło
je zatarasować jakieś obsunięcie skały, co się często tam zdarza.

Tak kończy się relacja (opowieść, sprawozdanie?) kpt. dr Antonina T.
Horaka. Idąc tropem tej niecodziennej publikacji pochodzącej od jednej
osoby, która dzięki sprzyjającym aczkolwiek dość niezwykłym okolicznościom,
miała okazję natrafić na dziwny twór w labiryncie podziemnych jaskiń,
postanowiłem zająć się całą sprawą w nadziei, ze uda mi się jeżeli nie
rozwiązać do końca, to przynajmniej zbliżyć do ostatecznego rozstrzygnięcia
zagadki szybu. Z czasem okazało się, że nie jest to takie łatwe, jakby mogło
się wydawać, niemniej po bliższym przyjrzeniu się całej historii i
sprawdzeniu szeregu danych związanych z bohaterami przedstawionych w
dzienniku wydarzeń, nasuwają się pewne wnioski. Zacznijmy więc od
zrekapitulowania naszej wiedzy o tych osobach, względnie grupach osób,
będących dramatis personae(1):

Batalion: Do 20 października 1944r. brał udział w dwóch bitwach, podczas
których wpadł w ręce wroga cały oddział intendentury. Nieprzyjaciel
zniszczył cały system

aprowizacyjny i żołnierze nie mieli nic do jedzenia, poza chlebem
kukurydzianym, którego było zresztą bardzo mało.

Stan żołnierzy i oficerów w dniu 21 października 1944 r wynosił 184
ludzi, z czego 25% było rannych a 16 na noszach. Wynika z tego, że
pododdział ten miał jedynie 1/3 swego pierwotnego stanu, czyli ok. 500
żołnierzy. 21 października resztki batalionu cofały się po północnym stoku
gór, prawdopodobnie w kierunku wschodnim. O świcie 22 października zostali
oni zaatakowani przez jednostkę Wehrmachtu i ostrzelani dwoma działami 70 mm
z odległości około 300 metrów. Bitwa trwała około 12 godzin. Od 23
października batalion cofał się w kierunku Koszyc a około 27 października
1944r. został dyslokowany na wschód od Koszyc, gdzie czekał na przyjście
Armii Czerwonej, aby się z nią połączyć.

Kompania: (należała do wyżej wymienionego batalionu). Jej dowódcą był około
20 października kpt. dr Antonin T. Horak a jej szeregowymi żołnierzami
szeregowcy

Jurek i Martin (ten ostatni zmarł 27 października 1944r.). W czasie
wycofywania się batalionu w dniach 20-22 października 1944r., kompania ta
była w ariergardzie i przez 12 godzin osłaniała odwrót sił głównych. Potem
kpt. Horak zarządził oderwanie się od nieprzyjaciela. Przy wycofywaniu się
dwa granaty wpadły w lewy okop i zranionych zostało dwóch żołnierzy. Dowódca
kompanii, który tam się udał, został zaatakowany przez nieprzyjaciela i
otrzymał kilka ran od bagnetu, postrzał w lewą dłoń oraz cios w głowę, po
którym stracił przytomność. Wszyscy ranni zostali na polu bitwy a reszta
kompanii zdołała się wycofać. Tamtejszy gospodarz ukrył ich przed Niemcami.

kpt. dr Antonin T. Horak: (dowódca kompanii). Miał akademickie
wykształcenie. W boju przeciwko Wehrmachtowi 22 października 1944r. został
zraniony w lewą rękę i

w głowę. Został nieprzytomny na polu walki. Przez kilka dni ukrywał go
miejsce wy gospodarz. Dołączył do kompanii około 5 listopada 1944r. w
okolicach Koszyc.

Martin: (żołnierz kompanii), został zraniony w brzuch podczas starcia z
Wehrmachtem 22 października 1944r. Rana była bardzo głęboka. Został na polu
walki i ukrywał

się razem z kpt. Dr Horakiem. W nocy 26/27 października 1944r zmarł.
Pochowano go w okopie, w którym został zraniony.

Na wiosnę 1945r. na jego mogile gospodarz postawił krzyż. Akt jego zgonu
wystawił kpt. dr Antonin T. Horak.

Jurek: (żołnierz kompanii), mieszkał w Bratysławie i z zawodu był cieślą. W
październiku 1944r. był albo kawalerem albo rozwiedziony. Jego ojciec był
przed wojną w

USA. Znał Martina i jego rodzinę. W bitwie z Wehrmachtem był zraniony
odłamkiem granatu w udo. Został na polu walki i ukrywał się potem z dr
Horakiem, z którym 5 listopada dołączył do kompanii w okolicy Koszyc. Po
wojnie ożenił się z Hanką, córką bacy Slavka.

Miejsce bitwy i odniesienia ran: Stoki Tatr, północne zbocze z okopami. W
jednym z nich pochowano Martina, a na jego grobie miał stanąć krzyż.
Okoliczne

pastwiska należały do Slavka.

Slavek: baca, właściciel kilku pastwisk, gospodarz. Należy do starych
osadników w tych stronach jako, że tam mieszkał jego ojciec i dziad. Miał
dwie córki - Hankę i

Olgę.

Hanka: w październiku 1944 r była na wydaniu. Po wojnie najprawdopodobniej
wyszła za szeregowego Jurka, cieślę z Bratysławy. Kpt. Horak dal jej list do
znajomego

jubilera, by przekazał jej w prezencie ślubnym druzę czeskich granatów.

Położenie Księżycowej Jaskini: (wg danych z1944r) Nic zarośnięty, stromy
stok (groziły lawiny). Droga z pola bitwy do jaskini zajęła Slavkowi i
jednemu lekko

rannemu mężczyźnie niosącym dwóch ciężej ranionych ludzi, aż 4 godziny. Na
trasie pomiędzy polem bitwy a jaskinią była kosodrzewina.

Opis Jaskini: Wąskie przejście wiodło do przestrzennej sali. Dalej było
wąskie przejście do labiryntu pełnego przepaści i źródeł wydzielających
trujące gazy (S02, S03,

H2S, CH4, CO, CO2,???), ale w jaskini były nietoperze. Świadczyło by to, że
w jaskini nie mogło być trujących gazów typu CO czy CH4, bowiem nietoperze
nie mogłyby żyć w zatrutej atmosferze.

Jako pierwsi Księżycową Jaskinią zainteresowali się znani w Czechach
"łowcy tajemnic''; inż. Ivan Mackerle i Michał Brumlik, którzy dokonali
swojej pierwszej wyprawy na Słowację w dniach 7-11 października 1982r. Celem
ekspedycji było zweryfikowanie niektórych podstawowych danych, takich jak:

Wyznaczenie na mapie lokalizacji Księżycowej Jaskini według informacji
zawartych w pracy Jacquesa Bergiera;

Odszukanie osób, które znają miejsce wejścia do Księżycowej Jaskini, tj.
kpt. dra T. Horaka, Jurka, Slavka, jego córki oraz ich krewnych;

Sprawdzenie i porównanie z zapiskami kpt. Horaka opisów walk jednostek
powstańczych SNP z wojskami Wehrmachtu i podległymi ks. Tiso;

Odnalezienie punktów orientacyjnych wymienionych w dzienniku kpt Horaka,
które mogłyby pomóc w zlokalizowaniu Księżycowej Jaskini (2)

Ekspedycja ta przyniosła konkretne rezultaty - odcinek, na którym miała
by leżeć Księżycowa Jaskinia, miał znajdować się na Levoczeskich wzgórzach,
które od roku 1952 są poligonem wojskowym. Wejść tam można jedynie za
okazaniem specjalnej przepustki. Uściślono także jej położenie geograficzne:
49° 02' N i 20° 07' E z dokładnością do 10', co odpowiada koordynatom: 49°
12' N i 20° 17' E (lokalizacja "a" i "b" na mapce I; lokalizacja "d"
wskazuje na miejsce położone na Eevoćskich Vrhach, na pozycji 49° 12' N i
20° 44' E.) Co do lokalizacji na terenie Levoćskich Vrchov, to Jaskinia
powinna się znajdować na południe od wsi Jakubany, pomiędzy górami Kećera i
Magurić (na mapce I lokalizacja "d"'). Dochodzenie przeprowadzone we wsiach:
Jakubany, Kolaćkov, Śambron i Bajerovce przyniosło kolejny fakt. Otóż w
czasie II wojny światowej w tych miejscowościach nie mieszkał żaden
gospodarz, który miałby tylko dwie córki o takich imionach. W październiku
1944r. nie było tu żadnych walk, a także nie przechodziły tu powstańcze
wojska w sile batalionu czy choćby kompanii. W ogóle nie było tam żadnych
grup partyzanckich.

Pewien emerytowany pułkownik powiedział badaczom, że nic mu nie wiadomo o
jakimkolwiek partyzanckim oddziale, który 22 października 1944 r. toczył
boje z Wehrmachtem na wschód od Levoćy. Była to najkrytyczniejsza faza SNP,
kiedy to siły powstańcze spychano w kierunku Wysokich Tatr, gdzie
przechodziły one z regularnego na partyzancki sposób walki. Jest to raczej
mało prawdopodobne, by ktoś kierował się na wschód, lecz takiej możliwości
nie można całkowicie wykluczyć. Mogła to być na przykład grupa żołnierzy,
którzy postanowili przebić się do swoich domów. W tym celu wyłonili
spomiędzy siebie dowódcę i dlatego ich marsz był zorganizowany na wojskowa
modłę.

Podczas dochodzenia wypytywano ludzi o słowo "Yzdar", co miało oznaczać
nazwę miejscowości, w której baca Slavek miał przebywać tymczasowo po
wojnie. W dwóch niezależnych od siebie przypadkach padła nazwa miejscowości
Źdiar, gdzie, rzeczywiście byli bacowie, a nazwisko Slavek mogło tam
występować.

Niestety, w Źdiarze nawet najstarsi mieszkańcy twierdzili, że żaden baca
Slavek ani żadne walki pomiędzy słowackimi patriotami a Wehrmachtem nie
miały miejsca ani w październiku, ani innych miesiącach 1944r. ...

Druga ekspedycja inż. Mackerlego i Brumlika odbyła się w dniach 12-21
lipca 1984r i jej celem było zidentyfikowanie miejsca potyczki kpt Horaka z
Niemcami, zbadanie narodowości i tożsamości osób występujących w tym
wydarzeniu oraz odszukanie ich krewnych.(3) Z dziennika kpt. Horaka wynika,
że rodzina Slavka należała do starych osadników, autochtonów. Slavek
twierdził, że zwiedzał jaskinie ze swym ojcem i dziadkiem, przeto wysoce
prawdopodobne jest, że jego córki także tam się urodziły. Z Hanką chciał się
żenić w 1944r. partyzant Jurek, a wiec mogła mieć wtedy 15-20 lat, co by
oznaczało, że urodziła się pomiędzy 1916 a 1929 rokiem. Gdyby Olga była
młodsza, to miałaby wtedy poniżej 8 lat, a co za tym idzie, nie mogłaby
pójść z ojcem w góry. Poszukiwano więc wszystkich dziewcząt o imieniu Hanka
(Hana) i Olga, urodzonych pomiędzy rokiem 1916 a 1936. Imię Hanka czyli Hana
jest imieniem czeskim i jako takim nieczęsto używanym na Słowacji, ale
podobnie jak w Polsce - o Annie mówi się tu właśnie Hanna. W wykazach
metrykalnych z okresu od l stycznia 1923 do 31 grudnia 1949 znajdują się
tylko dwie Olgi i kilka Ann, przy czymŻADNEJ Oldze NIE ODPOWIADAŁA Anna O
TYM SAMYM NAZWISKU, i żadna z nich nie miała ojca o nazwisku Slavek, albo
Slav (Slavomir). Co więcej - imię Hana nie występuje tam w ogóle.

Zapisy metrykalne z okresu od l stycznia 1907 do 31 grudnia 1922 także
nie rejestrują imion Olga i Hana - są jedynie trzy Anny, aleŻADNA z nich nie
miała ojca Slava... Powyższe ustalenia nie mogą jednak stanowić ostatecznego
argumentu jako, że wszystkie wymienione osoby mogły używać swych drugich
imion, jak to jest praktykowane np. na małopolsce, bądź pseudonimów np. w
przypadku bacy Slavka - wszak trwała wojna.

Podobnie negatywne rezultaty przyniosło poszukiwanie na terenie
Liptowskiej Osady i Liptovksiej Luźnej - w latach 1916-1929 żadnemu
mężczyźnie o nazwisku Slav lub podobnym, nie urodziły się córki Olga i Hana.

Były pułkownik z 6. Taktycznej Grupy "Zobor", która operowała na
terenach, gdzie znajdował się pododdział kpt. Horaka, stwierdził, że nic mu
nie wiadomo o istnieniu oficera o tym nazwisku i dodał jeszcze kilka
informacji:

ŻADEN batalion czy inny pododdział nie cofał się w kierunku Koszyc.
Wszystkie jednostki ciągnęły w kierunku Tatr, gdzie były one rozformowywane.
Żołnierze do nich należący albo wracali do domów, albo walczyli dalej w
grupach partyzanckich - także w Polsce, aż do roku 1945;

Aż do dnia 28 października 1944r. na tym obszarze nie było śniegu.!!!
Dopiero 28 października zaczął padać deszcz ze śniegiem. Wiele śniegu spadło
dopiero po 3 listopada 1944r.

Analiza ta nie przyniosła zatem żadnych konkretnych wniosków. Nie udało się
zidentyfikować ani jednej osoby, która znała położenie Księżycowej Jaskini:

kpt Horaka nie znali ani miejscowi mieszkańcy, ani żołnierze powstańczej
armii;

baca Slavek z dwoma córkami Olga i Hanką nigdy nie mieszkał w północnej
części Levoćskich Vrhov, tak samo jak w miejscowości Źdiar (Yzdar). Na
obszarze Levoćskich Vrchov samo nazwisko Slavek nie występuje.

Nie udało się także potwierdzić informacji zawartych w dzienniku kpt.
Horaka:

22 października 1944r. na tym obszarze nie doszło do żadnej potyczki;

ani mieszkańcy, ani leśnicy nic nie wiedzieli o mogile powstańca w tej
okolicy;

na obszarze Levoćskich Vrchov nie występują sosny i kosówka;

nie ma informacji o opadach śniegu w końcu października 1944r. (4)

Dalsze dochodzenie przyniosło jeszcze jeden rezultat - otóż podane przez
"NSS News" koordynaty miejsca, gdzie miałaby znajdować się Księżycowa
Jaskinia zostały wyssane z palca przez redaktora naczelnego "NSS News" dr
G.Moore'a, który podał je wedle skróconej wersji dziennika dr Horaka. Wersję
tę podał Thomas de Jean w "Księdze tajemnic 2" i niezbyt dokładnej mapy
Czechosłowacji.

Założono bowiem, że Księżycowa Jaskinia jest położona na północnym stoku
Niskich Tatr, co odpowiadało twierdzeniu dr Horaka, że jaskinia znajduje się
po północnej stronie Tatr, że pod koniec wojny baca Slavek mieszkał
tymczasowo w Źdiarze, o walkach z Niemcami, o występowaniu kosówki, itd.,
itp. Wytypowanie miejsca blisko Liptovskiej Osady, pomiędzy L'ubochńou a
Parnicou (Thomas de Jean podaje nazwy miejscowości jako "Plavince" i
"Lubocna") jak już nam wiadomo nie wypaliło. Nie pasowało do faktów.

Jedno, co udało się udowodnić ze stuprocentową pewnością, to że wszystkie
daty umiejscawiające w czasie te wydarzenia są FAŁSZYWE. I tak np. silny
opad śniegu miał miejsce 3 listopada 1944r., a 22 października śniegu
jeszcze nie było - co stoi w jawnej sprzeczności z tym, co pisze dr Horak.
Wypływa z tego wniosek, który zda się potwierdzać dość oczywisty fakt, że dr
Horak spisywał swój pamiętnik NIE NA MIEJSCU wydarzeń, ale ZNACZNIE PÓŹNIEJ
! a mianowicie w 1965r., kiedy już niezbyt dokładnie pamiętał wydarzenia...
Bitwa z hitlerowcami miała miejsce nie 22 października, ale właśnie 3
listopada 1944r. Dlatego nie można posiłkować się zapiskami dr Horaka przy
ustalaniu wydarzeń historycznych...(5)

Dalsze poszukiwania przyniosły nieco więcej informacji na temat
tożsamości kpt. Dr Antonia T. Horaka. Według aktualnie uzyskanych informacji
chodzi o oficera w randze kapitana, który został prawdopodobnie zrzucony na
terytorium Słowacji, w składzie brygady powietrzno-desantowej złożonej z
Czechów i Słowaków w ZSRR, a którzy walczyli uprzednio w brytyjskim RAF. Po
wojnie opuścił on Czechosłowację i przeniósł się do USA, gdzie od roku 1965
mieszkał w Pueblo (Colorado). Był doktorem lingwistyki i właścicielem
restauracji. Jego żona miała na imię Anna. Zmarł w czerwcu 1976r.

Dalszą przesłanką pomagającą przy lokalizacji Księżycowej Jaskini, byłoby
występowanie skat wapiennych na Słowacji. Opisywane podziemne przestrzenie
miały bowiem znajdować się w skałach wapiennych. W tym celu należało by
nanieść na mapę podstawowe punkty odniesienia oraz obszary skał wapiennych.
Musiałyby one być na tyle dokładne, by można było zlokalizować na niej w
sumie niewielkie gniazdo wapieni w otaczającej je innej skale (w przypadku
Księżycowej Jaskini, w piaskowcu) a takie struktury istnieją w północnej
Słowacji. To Tatry Bielskie...

Interesujące jest także wyjaśnienie podane przez geologa z Ustrednćho
geologickićho ustavu w Pradze Czeskiej, który uważa za prawdę to, co napisał
dr Horak, a co dotyczy jaskini i jego dokonań, choć to obraz na wskroś
subiektywny. Dziwne wydaje się na przykład, że w dzienniku nie wspomina on
słowem o wielkościach, które charakteryzuj ą podziemny świat jaskiń.

Dowodziło by to, że kpt Horaka interesowały nie tyle szczegóły
penetrowanych okolic, ile wyłącznie jego własne zainteresowania i
spostrzeżenia. Innymi słowy, bardziej polegał na własnych odczuciach aniżeli
na w miarę obiektywnym podaniu dokładnych okoliczności, jakie towarzyszyły
kreślonym wydarzeniom sprzed wielu lat. Potwierdza to tym samym, że dziennik
został napisany nieco później, jako "wspominki z lepszych czasów." Na
przykład, opisowy zwrot: "in the Tatra Mountains" może (ale wcale nie musi)
oznaczać Tatr jako takich, ale inne pasmo górskie, położone w ich pobliżu.
Kolejna informacja: "at Zdar" wskazuje, że może chodzić tu o miasteczko
Źdiar na obszarze Tatr Bielskich.(6)

Dr Antonin T. Horak po wojnie wyjechał z Czechosłowacji i osiadł na stałe
w Pueblo, w stanie Colorado. Pracował jako lingwista i posiadał swoją
restaurację. Zmarł w czerwcu 1976 roku, jego żona miała na imię Anna i to
wszystko, co dziś wiemy o tym człowieku. Nie natrafiono na żaden ślad jego
krewnych czy znajomych w Czechosłowacji. W redakcji czasopisma wydawanego
przez U.S.S. Geological Survey tego autora już nie pamiętali, redaktor dr G.
Moore odpisał inż. Mackerlemu, że informacje o szerokości i długości
geograficznej Księżycowej Jaskini sam sobie wymyślił patrząc na mapę
Czechosłowacji i nie muszą one być konkretne.(7) Jak doszedł do nazw
"Plavnica" i "Lubocna" tego już nie wiedział, a w oryginalnym tekście Horaka
nic o nich nie ma. Jest dość prawdopodobnym, że dr Horak wspominał o nich
przy spotkaniu z dr Moore'em, ale nie wiadomo w jakim kontekście.

Pierwsza wyprawa, która miała miejsce w dniach 7-11 października 1982r.
kierowała się podanymi koordynatami długości i szerokości geograficznej.
Badacze wyszli także z założenia, że idzie o błąd w druku: Lubocna =
Lubovńa, itd. bo w miejscu z podanymi współrzędnymi leżą dwie miejscowości -
Stara Lubovna i Plavnica. Ekspedycja wytyczyła sobie takie cele:

Odnaleźć miejsce potyczek według wskazówek dziennika;

Określić losy i uzyskać bliższe informacje o pododdziale dr Horaka. Wiadomo,
że miał on 184 żołnierzy, maszerowali w kierunku Koszyc, co było samo w
sobie nietypowe, a to dlatego, że zdecydowana większość powstańców SNP
kierowała się ku Bańskiej Bystricy, albo rozformowano ich oddziały, a oni
sami udawali się do domów;

Uzyskać bliższe dane o kpt. dr Horaku, datę i miejsce jego urodzenia, co
pozwoliłoby na odtworzenie jego życiorysu i szlaku bojowego;

Znaleźć bliższe informacje na temat Jurka, który wie, gdzie jest jaskinia,
ale nie zna jej sekretu. Ożenił się z córką Slavka i potem był cieślą w
Bratysławie;

Odnaleźć bacę Slavka w Źdiarze.

Skoro śnieg spadł po 1 listopada 1944r. to wiadomo, że daty bitew były
wymyślone. Dr Horak prawdopodobnie w ogóle NIE PISAŁ ŻADNEGO DZIENNIKA a swe
wspomnienia spisał w formie pamiętnika, aby były dla wydawcy
atrakcyjniejsze! Dokładnych dat nie pamiętał, więc je po prostu wymyślił.
To, że był głęboki śnieg, tego nie mógł zapomnieć, tego nie wymyślił - tak
więc rzecz się miała w listopadzie, kiedy Słowackie Narodowe Powstanie już
się skończyło, powstańcza armia została rozformowana - mogło więc chodzić
JEDYNIE o grupę powstańców powracających do domów, bez żadnej wojskowej
organizacji...

Jednostki wojskowej - owego batalionu - nie udało się zidentyfikować ani
poprzez archiwa Muzeum SNP w Bańskiej Bystricy, w Matici Slovensskiej w
Martinie, Oddeleni vojenskych dejin Slovenska w Bratysławie, ani wywiadom z
żołnierzami i oficerami Słowackiej Armii.

Co się tyczy Źdiarów, to oprócz wioski u podnóża Tatr Bielskich istnieją
jeszcze: Źdiar przy Liptovskiej Teplićke, Źdiary w okolicy Roźnavy, Źdiar
przy Niźnom Slavkove i Źdiar przy Svidniku. Co się zaś tyczy nazwy "Lu
bocna", to postawiono hipotezę, że mogłaby to być L'ubochńa i Parnica
(zamiast Plavnica), gdzie jest w pobliżu także Źdiar - być może chodzi o
błąd drukarski przy pisaniu słowackich nazw ale możliwości zweryfikowania
tej hipotezy są praktycznie zerowe.

Trochę szkoda, że cała ta historia jakby utkwiła w martwym punkcie i w
obecnej chwili istnieje nikłe prawdopodobieństwo jej ostatecznego
rozwikłania. Miejmy nadzieję, że dr Milos Jesensky nie podda się tak łatwo i
jeszcze o niej kiedyś usłyszymy, choć plątanina nazw i lokalizacji znacznie
gmatwa całą sprawę, która w 99,999999% zda się być jedynie paleokontaktowym
hoax'em - głupim żartem zrobionym w celu... No właśnie - czy tylko dla sławy
i pieniędzy.? To akurat nie wydaje się takie pewne. Trudno uwierzyć, że dr
Horak dla paru dolarów i kilku dni chwały puścił w druk taką piramidalną
bzdurę...- tego nie robią ludzie, którzy przeszli przez piekło wojny i
powstania. To nie pasuje do tego typu ludzi.

Wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobną lokalizacją jest ta z Tatr
Bielskich, co pokazuję na mapce II. W punkcie oznaczonym cyfrą "9" znajduje
się przecięcie współrzędnych geograficznych - 49° 12' N oraz 20° 17' E,
czyli na stokach Steźky, która należy już do granitowego masywu Tatr
Wysokich, i o jaskiniach w tym terenie trudno mówić. Jeżeli przesuniemy
spojrzenie nieco dalej na północ, to na PÓŁNOCNYM stoku Tatr Bielskich
znajdziemy Babią Dolinę, gdzie w miejscu o współrzędnych 49°15' N i 20°17' E
mogłaby znajdować się poszukiwana jaskinia... Oczywiście to tylko domysł,
ale spełnione są nieomal wszystkie warunki lokalizacji podane przez dr
Horaka. Szkoda jedynie, że i tam - jak w przypadku Levoćskich Vrchov
znajduje się wojskowy poligon, a nad resztą Tatr Bielskich zasłonę tajemnicy
rozsnuwa TANAP.

Dziwnym faktem jest, że przez Tatry Bielskie przebiegają TYLKO TRZY
szlaki turystyczne: niebiesko zielony szlak nr 2911/5810 po południowej
stronie Tatr Bielskich, żółty nr 8862 do Bielańskiej Jaskini oraz zielony
nr.5811 do Magury i Rigelskiego Potoku. Od 1995r. udostępniono jeszcze tzw.
"naukową ścieżkę" z Rigelskiego Potoku na szeroką Przełęcz do szlaku
2911/5810... Komu zależy na tym, by po Tatrach Bielskich nie włóczyli się
turyści? TANAP-owi? Być może tak, bo rąbie się tam drzewa i wywozi tysiące
metrów sześciennych drewna rocznie, a ścisły rezerwat przyrody, który tam
się znajduje jest nim jedynie z nazwy. ("Tygodnik Podhalański" nr
49,50,51/95)

Wokół Tatr Bielskich istnieje kilkanaście domów wczasowych praskich -
teraz bratysławskich - VIPów, które przed 1990r. były chronione przez
elitarne jednostki MSW. Czy tylko tego chronili świetnie wyszkoleni
komandosi Śt.B.? A może czegoś więcej, na przykład Księżycowej Jaskini?
Pozostaje mieć nadzieję, że Jaskinia nie została "wygrabiona" a i jej
tajemnice przewiezione do piwnic Łubianki czy Chodynki, gdzie zazwyczaj
trafiały tajemnice pochodzące z krajów Układu Warszawskiego, że wspomnę
tylko nasz - polski - incydent gdyński z roku 1959, kiedy to znalezionego na
gdyńskiej plaży humanoida, przewieziono ciupasem do ZSRR... (Podobno jednak
to EBE jest w Polsce, dobrze ukryta w kostnicy szpitala uniwersyteckiego w
Gdyni - sic!). Tak mogło być i w przypadku Księżycowej Jaskini, V-7,
hitlerowskiej bomby A i wielu, wielu innych tajemnic. Nie sądzę, by
tajemnica Księżycowej Jaskini wyszła na jaw w tym millennium - po prostu
dlatego, że zajmują się tym tacy outsiderzy jak dr Jesensky czy ja. . . Jak
długo będzie istniała zmowa milczenia w której obok decydentów ma swój
udział także kwiat naszej nauki, -tak długo ta i inne zagadki pozostaną
Wielkimi Niewiadomymi.

Jest w tej całej historii i pewien akcent polski. W zapiskach dr Horaka
jest coś niepokojąco znajomego, rzekłbym - swojskiego, coś - co już gdzieś
kiedyś czytałem. I rzeczywiście - przypomniałem sobie materiał o istnieniu
tzw. "szklistych tuneli" w słowackim stoku Babiej Góry. Historie te są do
siebie tak podobne, że nie może być mowy o przypadkowej koincydencji...
Wydaje mi się, że konwergencja tych dwóch legend jest niezupełnie
przypadkowa - i jest w tym coś więcej, niż tylko ślepy traf. Czyżby
tajemniczy informator dr Jana Pająka opowiedział mu swoją wersję Legendy o
Księżycowej Jaskini, nieznacznie ją tylko modyfikując i dostosowując do
realii beskidzkich.? Wydaje się, że tak właśnie było, ale bynajmniej nie
chodziło tu o stoki Babiej Góry a o zbocza Babiej Doliny w Tatrach
Bielskich.!... Sądzę że temat jest bardzo ciekawy i warto poświęcić mu nieco
miejsca na łamach "Wizji Peryferyjnych".

To wszystko co udalo mi sie odnalezc na ten temat.

Zagadnienie wydaje mi sie bardzo ciekawe.

Pozdrawiam

Tomek


Zajawka

unread,
Feb 2, 2004, 2:46:19 PM2/2/04
to
Tak, ja tez slyszalam o tunelach wiodacych od Babiej Gory, przez Azje az do
Japonii. Widzialam nawet mapki :-) W sumie takie tunele wystepuja rowniez w
Ameryce Pd. I na Antarktydzie, tam podobno sa ujscia. Jak bedzie mi sie
chcialo to wyszukam artykul ktory czytalam i go streszcze :-)

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

multipartite

unread,
Feb 2, 2004, 3:37:36 PM2/2/04
to

Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:bvj9be$rnd$1...@atlantis.news.tpi.pl...

>
> Witam wszystkich zainteresowanych.
>
> Chcialem poruszyc temat tajemniczych tuneli

No i co kolega chce jeszcze wiedziec?

Z tego co niezostalo napisane to moge dopowiedziec:
Glowne trakty znajduja sie na glebokosci 2000-3000 metrow, co zapewnia im
ochrone przed aktywnoscia sejsmiczna.
Najbardziej rozbudowana siec znajduje sie na terenie USA, a wejscie dla
wtajemniczonych "ludzi" pod portem lotniczym w Denver.
Glowne ujscie i punkt zbiorczy tuneli zlokalizowane jest w okolicach bieguna
poludniowego, tam tez natezenie ruchu jest najwieksze.
Tunele sluza jako trakty pomiedzy kilkoma wiekszymi, a kilkadziesiacioma
mniejszymi osrodkami znajdujacymi sie pod duzymi miastami w roznych
czesciach planety.

Jak sie przekopiesz przez net natrafisz szkice map ludzi badajacych
zagadnienie, noooo chyba ze byly zbyt dokladne i juz je zdjeto.


STranger

unread,
Feb 2, 2004, 3:21:40 PM2/2/04
to

Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:bvls7u$i5b$1...@atlantis.news.tpi.pl...

> To wszystko co udalo mi sie odnalezc na ten temat.

Serdeczne dzieki! Dobrze ze to tutaj wkleiłeś.

> Zagadnienie wydaje mi sie bardzo ciekawe.

Niezmiernie ciekawe. :)
Tematykę tajemniczych jaskiń i ogólnie temat obserwacji i obecnosci UFO w
Tatrach porusza szczegółowo Robert Lesniakiewicz w swojej książce "Projekt
Tatry".
Polecam - bo to wielce ciekawa lektura. Chyba mozna ją jeszcze gdzies
zakupić przez Internet. Na googlu znajdziesz jakby co.

--
pozdrawiam
STranger
www.folding.prv.pl


STranger

unread,
Feb 2, 2004, 3:56:26 PM2/2/04
to

Użytkownik "STranger" <siralosspampr...@mail.icpnet.pl> napisał
w wiadomości news:bvmd8k$jpc$1...@topaz.icpnet.pl...

> Tematykę tajemniczych jaskiń i ogólnie temat obserwacji i obecnosci UFO w
> Tatrach porusza szczegółowo Robert Lesniakiewicz w swojej książce
"Projekt
> Tatry".

dobra, wlasnie sie wczytalem w treść tego co Tomasz wkleiłeś i widzę ze
autorem dużej części jest własnie R. Leśniakiewicz. (poznałem po fragmencie
o pracy na przejściu granicznym na Łysej)

--
pozdrawiam
STranger
www.folding.prv.pl

Jerzy Dusk

unread,
Feb 2, 2004, 6:15:00 PM2/2/04
to
multipartite [freest...@poczta.onet.pl] pisze:

[...]


>
>Najbardziej rozbudowana siec znajduje sie na terenie USA, a wejscie dla
>wtajemniczonych "ludzi" pod portem lotniczym w Denver.

[...]

A, Denver, tak też zaczęło mi się kojarzyć; znasz sprawę tego lotniska?
Kiedyś tu była omawiana.

--

Jerzy

Sky

unread,
Feb 3, 2004, 12:38:13 PM2/3/04
to

Użytkownik "STranger" <siralosspampr...@mail.icpnet.pl> napisał w
wiadomości news:bvmd8k$jpc$1...@topaz.icpnet.pl...
>
> Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
> news:bvls7u$i5b$1...@atlantis.news.tpi.pl...
> > To wszystko co udalo mi sie odnalezc na ten temat.
>
> Serdeczne dzieki! Dobrze ze to tutaj wkleiłeś.
>
> > Zagadnienie wydaje mi sie bardzo ciekawe.
>
> Niezmiernie ciekawe. :)
> Tematykę tajemniczych jaskiń i ogólnie temat obserwacji i obecnosci UFO w
> Tatrach porusza szczegółowo Robert Lesniakiewicz w swojej książce "Projekt
> Tatry".

Ooo właśnie to było w e-booku do ściągnięcia z http://kippin.focus-x.org/


multipartite

unread,
Feb 4, 2004, 1:42:45 PM2/4/04
to

Użytkownik "Jerzy Dusk" <vesper@USUŃMAJUSKUŁYbci.pl> napisał w wiadomości
news:bvmlkl$gg9$1...@inews.gazeta.pl...

To ponoc jakis wazny punkt, maja tam zainstalowane programatory ludzkiego
umyslu. Spelnia role czegos w rodzaju punktu kontrolnego i statystycznego z
racji duzego duzego przeplywu ludzi. Kiedys na jednej z grup dyskusyjnych
znalazlem list goscia ktory budowal to lotnisko. Z jego relacji wynikalo, ze
wszystko przebiegalo pod nadzwyczajnym nadzorem. Byly rozne strefy wejsc, a
jedna z nich nie byla dostepna dla nikogo z budujacych. Kiedy pewnego dnia
wykonywal jakies prace obok wejscia do tej strefy udalo mu sie zajrzec to
transportu pojemnikow wjezdzajacego do tej strefy. Twierdzi, ze w
pojemnikach znajdowaly sie ciala ludzkie. Wedlug niektorych zrodel w
niedalekiej przyszlosci ma wybuchnac wielki skandal wokol tego lotniska.
Inne miejsca o podobnym znaczeniu to: Orleando i Miami.

Jerzy Dusk

unread,
Feb 4, 2004, 7:39:39 PM2/4/04
to

"multipartite" <freest...@poczta.onet.pl> napisał(a) tak:

>
> To ponoc jakis wazny punkt, maja tam zainstalowane programatory
ludzkiego
> umyslu. Spelnia role czegos w rodzaju punktu kontrolnego i
statystycznego z
> racji duzego duzego przeplywu ludzi. Kiedys na jednej z grup
dyskusyjnych
> znalazlem list goscia ktory budowal to lotnisko. Z jego relacji
wynikalo, ze
> wszystko przebiegalo pod nadzwyczajnym nadzorem. Byly rozne strefy
wejsc, a
> jedna z nich nie byla dostepna dla nikogo z budujacych. Kiedy pewnego
dnia
> wykonywal jakies prace obok wejscia do tej strefy udalo mu sie zajrzec
to
> transportu pojemnikow wjezdzajacego do tej strefy. Twierdzi, ze w
> pojemnikach znajdowaly sie ciala ludzkie. Wedlug niektorych zrodel w
> niedalekiej przyszlosci ma wybuchnac wielki skandal wokol tego lotniska.
> Inne miejsca o podobnym znaczeniu to: Orleando i Miami.
>
>
Port lotniczy światowego nowego porządku, pełen dziwnych fresków. Wpisz w
google 'denver airport murals' bo teraz nie mam linków.


Jerzy

multipartite

unread,
Feb 6, 2004, 11:32:09 AM2/6/04
to

Użytkownik "Jerzy Dusk" <vesper@bci[-].pl> napisał w wiadomości
news:bvs3dh$n9s$1...@atlantis.news.tpi.pl...
>

> >
> Port lotniczy światowego nowego porządku, pełen dziwnych fresków. Wpisz w
> google 'denver airport murals' bo teraz nie mam linków.
>
>

Freski znam niemalze na pamiec, widzialem takze je po pewnych obrobkach co
daje calkiem inne obrazy. Same freski przyciagaja wzrok jak magnes, po czym
wprowadzaja mozg na niskie alfa co jak sie latwo domyslec robi stosowny
grunt do mind programmingu. Fenomenem jest to, ze ludzie czuja niedosyt
patrzenia na te obrazy i jak mowia jezdza na lotnisko aby tylko popatrzec na
te malowidla. Byc moze w tym lub nastepnym roku zbadam osobiscie ten
fenomen, poprzednim razem w drodze do Denver wydarzyla sie niemila przygoda.

Tomasz Świątek

unread,
Feb 7, 2004, 8:43:42 AM2/7/04
to
> Byc moze w tym lub nastepnym roku zbadam osobiscie ten
> fenomen, poprzednim razem w drodze do Denver wydarzyla sie niemila
przygoda.

Jakas paranormalna przygoda?? :-)

multipartite

unread,
Feb 8, 2004, 10:57:55 AM2/8/04
to

Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:c02q33$scm$1...@atlantis.news.tpi.pl...

zalezy jak patrzec :-)

pyton

unread,
Feb 9, 2004, 7:50:28 AM2/9/04
to
CZy ktoś w polsce badał te tunele ?????

Sky

unread,
Feb 9, 2004, 9:23:49 AM2/9/04
to

Użytkownik "Tomasz Świątek" <tom...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:bvj9be$rnd$1...@atlantis.news.tpi.pl...
>
> Witam wszystkich zainteresowanych.
>
> Chcialem poruszyc temat tajemniczych tuneli ktore sa podobno na calym
> swiecie. Znalezione je w Nowej Zelandii, Ameryce Poludniowej i podobno w
> Europie- pod Babia Gora. Malo o tym jest w internecie a w ksiazkach tez
nie
> spotkalem sie z tym zagadadnieniem, W jednej ksiazce bylo opisane wejscie
do
> takiego tunelu w Ekwadorze, opisane byly dziwne komnaty do ktorych
> prowadzily te tunele i dziwne znalezisko w postaci "biblioteki"- metalowe
> tablice z zapisanymi dziwnymi znakami. I to wszystko, nie bylo nic wiecej
> powiedziane co sie stalo z tym wszystkim. Tunele sa podobno jakby
wydrazone
> wiertlem termicznym tzn. sciany tych tuneli sa pokryte jakby szkliwem, co
> oznacza ze na sciany oddzialywala wysoka temperatura.

Szukając materiałów o WTC trafilem...no jak myślicie:
na dr.Pająka i...tunele! :)
Zobaczcie -nawet zdjęcia i schematy:
http://www.ufohome.terramail.pl/biuletyn/atakwtc/ilustr.htm
Tylko gdzie te szklistogladkie ich powierzchnie?
A może to dawno nieużywany?
;)


STranger

unread,
Feb 9, 2004, 9:46:44 AM2/9/04
to

Użytkownik "Sky" <sky...@op.pl> napisał w wiadomości
news:c0855k$lcq$1...@news.onet.pl...

> Tylko gdzie te szklistogladkie ich powierzchnie?

Zjawiska krasowe przez tysiące lat, wietrzenie itp. To wszystko widać na
schematach.

> A może to dawno nieużywany?

Tunel mógł być "użyty" był tylko raz, czyli wtedy gdy przez skałę
przeleciał magnokraft z napędem w trybie wiru plazmowego.


--
pozdrawiam
STranger
www.folding.prv.pl

grzech

unread,
Aug 15, 2006, 3:45:43 PM8/15/06
to
Dnia 040206 *multipartite* wrote:
> Użytkownik "Jerzy Dusk"

>> Port lotniczy światowego nowego porządku, pełen dziwnych fresków. Wpisz w
>> google 'denver airport murals' bo teraz nie mam linków.
>
> Freski znam niemalze na pamiec, widzialem takze je po pewnych obrobkach co
> daje calkiem inne obrazy. Same freski przyciagaja wzrok jak magnes, po czym
> wprowadzaja mozg na niskie alfa co jak sie latwo domyslec robi stosowny
> grunt do mind programmingu. Fenomenem jest to, ze ludzie czuja niedosyt
> patrzenia na te obrazy i jak mowia jezdza na lotnisko aby tylko popatrzec na
> te malowidla. Byc moze w tym lub nastepnym roku zbadam osobiscie ten
> fenomen, poprzednim razem w drodze do Denver wydarzyla sie niemila przygoda.


O co chodzi z tymi 'pewnymi obróbkami'?

Autora wyżej przytoczonego posta już dawno nie było na paranaukach,
ale być może ktoś z grupowiczów wie gdzie to można znaleźć?


--
grzech

doubleOH7

unread,
Aug 16, 2006, 5:04:55 PM8/16/06
to

Użytkownik "grzech" <grzech_gro...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:1dsul6se...@grzech.groups...

tu mozna znalezc http://www.cassiopaea.org/cass/Denver_cat.htm


grzech

unread,
Aug 16, 2006, 5:34:33 PM8/16/06
to
Dnia 060816 *doubleOH7* wrote:

>>>> Port lotniczy światowego nowego porządku, pełen dziwnych fresków.
>>>> Wpisz w google 'denver airport murals' bo teraz nie mam linków.
>>> Freski znam niemalze na pamiec, widzialem takze je po pewnych obrobkach

>>> co daje calkiem inne obrazy. Same freski [....]


>> O co chodzi z tymi 'pewnymi obróbkami'?
>>
>> Autora wyżej przytoczonego posta już dawno nie było na paranaukach,
>> ale być może ktoś z grupowiczów wie gdzie to można znaleźć?
>
>


Widziałem to. Swego czasu godzinami wertowałem google/grafike
za tymi obrazkami z Denver International Airport.

Jednakże nigdzie sie nie spotkałem z 'pewnymi obróbkami'
no chyba że na podanej przez Ciebie stronie jest coś opisane
ale ja nie kumaty po indiańsku :(

BTW jest to jedna z nielicznych stron, na których występuje
chyba całość 'kolekcji'.

I wogóle jeśli się nie myle to część lotniska nie jest jeszcze
udostępniona - twierdze tak bo nie ma z niej wogóle fotek ;)

pozdrawiam
--
grzech

0 new messages