W dniu 28.11.2019 o 23:53, Bruno pisze:
>> ULC jest od postępowań administracyjnych, a nie karnych.
> I powinien sprawę zbadać i ewentualnie wysłać zawiadomienie do
> odpowiednich służb, a nie zbywać zgłaszającego tak jak ty: "no czego
> się czepiasz, przecież nikt nie zginął."
>
Sądzę, że zrobił, co powinien. Myślę, że nie masz racji, ale mogę się
mylić. nie chce mi się rozkminiać dokładnie ich przepisów. Sądzę, że po
prostu nie ma formalnego wniosku o przeprowadzenie przewidzianego w
ustawie postępowania.
>> Moim zdaniem po prostu chłopy znalazły sposób na omijanie procedur
>> i tyle. Kradli sprawne spadochrony z Armii USA. Potem je
>> sprowadzali jako szrot i tu "naprawiali" to, co było sprawne. Ale
>> nie znam szczegółów i to tylko moje domysły. Nie wierzę, że
>> zrzucali ludzi na zszywanych przez krawcowe z kawałków
>> spadochronach i nikt się nie zabił.
> Przerabiali też skompletowane domowym sposobem spadochrony w sposób
> nie przewidziany przez producenta.
Co stwierdzili na potrzeby artykułu dwaj mechanicy spadochronowi, którzy
owych spadochronów nie widzieli, tylko słyszeli o tym od dziennikarzy.
Przy czym - żeby nie było - nie twierdzę, ze tak nie było, tylko, że
kolejny raz dziennikarze piszą artykuł mający sprawiać wrażenie
merytorycznego opierając się na dość mglistych ustaleniach.
>
> Masz rację jeszcze nikt nie zginął, i możliwe, że przeróbki zostały
> wykonane prawidłowo, ale nikt z przerabiających nie miał na to
> papierów. Zresztą sprawę zgłosił właściciel szwalni gdy zorientował
> się, że przerabianych u niego spadochronów używają skoczkowie. On na
> takie przeróbki uprawnienień nie ma i nie chce za ich efekty
> odpowiadać.
GDyby ów właściciel szwalni zgłosił się do ULC o certyfikowanie
wytworzonych przez niego statków powietrznych, to Urząd ten byłby
właściwy do przeprowadzenia stosownego postępowania i dopuszczenie, lub
nie. Ale on złożył zawiadomienie o czyn z art. 211 Prawa Lotniczego,
które stanowi ewentualnie przestępstwo i właściwym tu jest Policja (to
dochodzenie). Piszę ewentualnie, bo przestępstwem jest lot takim
spadoichronem, a samo przygotowanie do tego już nie. Więc Trzeba by było
udowodnić, ze ktoś z tak przerobionym spadochronem w ogóle skoczył.
>
> Broń naprawiasz u Zdziśka, bo wieść gminna niesie że się zna, czy
> korzystasz z usług profesjonalnego rusznikarza?
>
To zależy, co naprawiam, Zdarza mi się to samemu robić. Zdarza coś
nieistotnego "u Zdziska" robić.
Spadochron jako taki ma tzw. świadectwo zdatności do lotów. Jeżeli dany
konkretny egzemplarz został go przez Amerykanów pozbawiony, to ktoś by
musiał wystąpić o jego nadanie. Ale jeśli oni - jak odczytuję z tzw.
międzywierszy - po prostu kradli te spadochrony, to nikt spadochronów
nie pozbawiał świadectwa. Ale amerykańskie i tak polskiego świadectwa
nie mają.
Jeśli natomiast spadochrony były naprawiane niezgodnie z obowiązującymi
przepisami, to można wstępnie założyć, że nie posiadały wymaganej
zdolności do lotów. Lot takim statkiem, to przestępstwo z art. 211 Prawa
Lotniczego.
Z tym, że nikt nikogo tu nie zapytał, czy tych spadochronów nie
przedstawiono do oceny zdolności do lotów. Usługa w ULC kosztuje 120 zł
Nie mam zielonego pojęcia, jak takie badanie wygląda, ale dziennikarzom
nawet nie przyszło do głowy zapytać, czy te spadochrony miały aktualne
świadectwa. Sądzę, że osoba z uprawnienia po prostu ogląda spadochron.
Po za tym nie wiem, skąd pewność, ze na tych szytych w szwalni ktoś
skakał. Bo jeśli używali ich do nauki składania na ziemi (w wojsku
używało się starych zdeklaswowanych do tego, a do skoków innych) to w
ogóle nie jest to zabronione.
Tak więc ostatecznie może się okazać, że z całej okrutnej afery zostanie
nieopłacenie cła, a i to tylko o ile było wymagane. No i ewentualnie
naruszenie obowiązujących w USA zakazów wywozu sprzętu wojskowego, który
przez różnego rodzaju hobbistów i kolekcjonerów jest łamany nagminnie.
--
Robert Tomasik