A oto cytat:
"Montgomery wrote to CIGS and reported that the Poles "fought very
badly and the men showed no keenness to fight", and he declared that
he did not want them under his command and suggested they be sent to
join other Poles in Italy. Lt-General Browning submitted a long report
to CIGS on Sosabowski's performance, before and during the battle. He
charged him with being "difficult to work with", "unable to adapt
himself to the level of a parachute brigade commander", and "quite
incapable of appreciating the urgent nature of the operation and
continually showing himself to be both argumentative and loath to play
his full part in the operation unless everything was done for him and
his brigade."
Jesli dobrze zrozumialem, Montgomery byl zaimponowany mestwem polskich
zolnierzy ("fought very badly and the men showed no keenness to
fight") oraz pelen uznania dla talentow polskiego dowodcy ("showing
himself to be both argumentative and loath to play his full part in
the operation"). Czy zrozumialem prawidlowo?
levi
Ależ nic nie musi oglądać - on się na początek ośmiesza znajomością
języka ojczystego ("był zaimponowany"...)!
Bardziej już chyba nie musi?
--
Darek
>
> Ale� nic nie musi ogl�da� - on si� na pocz�tek o�miesza znajomo�ci�
> j�zyka ojczystego ("by� zaimponowany"...)!
> Bardziej juďż˝ chyba nie musi?
jakiego ojczystego???
przeca to Jidysz - pisal po swojemu
Tw�j cykl o dow�dcach z wrze�nia ceni�, ale teraz przesadzi�e�.
Jest pewna granica pomi�dzy m�wieniem niewygodnej prawdy a �wi�sk�
manipulacj�. Ty j� w�a�nie przekroczy�e�.
Poza tym - zwyczaj u�ywania cytat�w bez podawania �r�d�a jest irytuj�cy.
Pozdrawiam
Tym , kt�rzy s�dz�, zgodnie z obecn� propaganda, �e �ydzi w Polsce to byli
tacy sami Polacy jak pozostali, r�zniacy sie tylko wyznaniem i nie majacy
innych niz Polacy celow, zamiar�w, cz�sto z polskimi sprzecznych
przypominam, ze przez wieki d��yli oni do odseparowania si� od ludnosci
miejscowej, t�pili d�zenia asymilacyjne w�r�d swoich i np (i to mimo
powszechnego obowiazku edukacyjnego) przed wojnďż˝ w zaledwie w 11%
zydowskich dom�w m�wi�o si� po polsku, a wielu Zyd�w , mimo ci�g�o�ci
zamieszkania w Polsce od wiek�w w og�le nie zna�o polskiego j�zyka i
polskich obyczaj�w, co zreszt� przynios�o tragiczne skutki w czasie
okupacji!!
Ponadto, zapewne w wyniku tych "straszliwych polskich represji" �ydzi przed
wojn� cieszyli sie w Polsce dochodami, poziomem zycia o ok. po�ow� wyzszym
niz ludno�� chrze�cijanska..
p47
A ja proponujďż˝ byďż˝ wybraďż˝ siďż˝ na cmentarz pod Monte Cassino.
Damian
Szanowny Panie abner, ja tyko podaje zacytowane expressis verbis slowa
marszalka Montgomery'ego i generala Browninga, zawierajace ocene
mestwa i walecznosci podleglych im polskich wojsk oraz charakterystyke
ich dowodcy, Pana Generala Sosabowskiego. No i prosze o
przetlumaczenie, jako laik w zakresie terminologii wojskowej.
"fought very badly and the men showed no keenness to fight" - czy to
znaczy, ze bili sie z niebywalym bohaterstwem? Jakie byly dalsze losy
ich dowodcy? Czym go nagrodzono i w jaki sposob awansowano?
Serdecznie -
levi
To znaczy, że Montgomery i Browning wysłali polaków na źle zaplanowaną
akcję, która nie miała szans na powodzenie a potem próbowali przenieść
odpowiedzialność na polskiego generała, który od poczatku oponował
przeciwko temu wariactwu. Dokładnie tak samo, jak słynny polski generał z
września, który uciekł do Warszawy porzucając swoje wojsko i oskarżał je
o brak woli walki. I coś mi mówi, że Pan doskonale o tym wiesz i nie ma
co się czarować. Taka mała zamierzona manipulacyjka się wkradła, prawda?
Mała złośliwość - Pana pobratymcy nie bili się ani z "niebywałym
bohaterstwem", ani nie nagrodzono ich za to. A ich dalsze losy były
takie, że potulnie jak bydło dawali się ładować do bydlęcych wagonów, do
końca wierząc, że da sie dogadać. A na końcu tej drogi czekali ich inni
żydzi, którzy zabierali im wszystkie kosztowności, pakowali swoich
własnych ludzi do komór a potem wyrywali im złote zęby.
To ja już wolę być członkiem narodu, który ma w swych szeregach generała
Sosabowskiego, niż być członkiem narody, który wysługiwał się hitlerowcom
za kromkę chleba grabiąc i mordując swoich własnych ludzi.
Tyle.
A ja proponuj�, aby� poczyta� o �ydowskich dezerterach z Armii Polskiej w
Palestynie...
I zastanowi�, kt�ra z tych 2 postaw by�a wspierana przez decyzyjne kr�gi
�ydowskie.
p47
Tyle g�os�w a nikt nie przet�umaczy� !!!
Zastanawiaj�ce - nieprawda� ?
Pozdrawiam
WW
--
Dwa aksjomaty wojny:
1. Nie b�dziesz maszerowa� na Moskw�.
2. Nie b�dziesz maszerowa� na Kabul.
pIOTER
Poniewaďż˝ nadszedďż˝ czas rozliczeďż˝?
Ja czekam teraz z rozbawieniem na kanadyjski tekst o 1DPanc :)
Zgadza sie. Co w koncu taki Montgomery mogl wiedziec o "planowaniu
akcji", strategii i sztuce operacyjnej? Taki abner to jest autorytet.
Taki p47 to jest autorytet, a nie jakis byle brytyjski marszalek czy
byle general, jak Browning.
>który od poczatku oponował
> przeciwko temu wariactwu.
Pelna zgoda. To bylo kompletne wariactwo, w odroznieniu o znacznie
bardziej rozwaznej strategii przyjetej przez takich dowodcow, jak
Marszalek Smigly-Rydz, general Dab-Biernacki czy tez pulkownik Dojan-
Surowka. No ale gdzie tam sie u durnego Angola spodziewac znajomisci
sztuki wojennej...
>
> Mała złośliwość - Pana pobratymcy nie bili się ani z "niebywałym
> bohaterstwem", ani nie nagrodzono ich za to. A ich dalsze losy były
> takie, że potulnie jak bydło dawali się ładować do bydlęcych wagonów,
Racja, Szanowny Panie abner. W odroznieniu od slynnych z odwagi i
walecznosci polskich oficerow, ktorzy do jadacych na Wschod, do
Starobielska czy do Katynia, bydlecych wagonow dawali sie ladowac
odwaznie i bohatersko, zydowscy cywile dawali sie ladowac jak bydlo.
To w koncu oczywiste, ze jesli polski oficer daje sie zaladowac do
bydlecego wagonu, na koncu ktorego jest masowa rozwalka i zbiorowy dol
w lesie, to znaczy ze jest to bohater i swietlana postac. A jesli
Zydowka z bachorami daje sie zaladowac do bydlecego wagonu, to znaczy
ze Zydzi to tchorze i mozna sie z nich posmiac.
> końca wierząc, że da sie dogadać. A na końcu tej drogi czekali ich inni
> żydzi, którzy zabierali im wszystkie kosztowności, pakowali swoich
> własnych ludzi do komór a potem wyrywali im złote zęby.
Chyba Pan pomija fakt, ze ci "inni zydzi" robili to, co robili pod
grozba natychmiastowej, meczenskiej smierci i pod lufami uzbrojonych
po zeby esesmanow. Warto jednak przypomniec, to nie esesmani pilnowali
muru getta, zeby nikt sie od gazu i pieca nie wymigal. Te jakze wazna
funkcje sprawowala zupelnie inna formacja, odznaczajaca sie mundurami
granatowej barwy.
Granatowi policjanci pelnili swoja sluzbe z prawdziwym poswieceniem,
podobnie zreszta jak i kolejarze z warszawskiego wezla, ktorzy nie
szczedzac wysilku codziennie zaopatrywali piece w ludzkie paliwo - po
dziesiec tysiecy dziennie. W przerabianiu panskiego kraju na Kraj
Jednolity Etnicznie odegrali pierwszoplanowa role, podobnie jak wyzej
wspomniani policjanci.
Serdecznie -
levi
To już akurat serdeczny Levi omawialismy.
Funkcjonariuszom przedwojennej Policji Państwowej Niemcy nakazali
zgłoszenie się pod groźbą KARY ŚMIERCI stawienie się do słuzby.
Żydowska Śłużba Porządkowa była formacją OCHOTNICZĄ. Jej
funkcjonariusze brali udział w łapankach, rewizjach oraz do ładowania
Żydów do pociągów na Umschlagplatz.W warszawskim getcie było ok. 2000
- 2500 żydowskich policjantów i ok. 300 Niemców.
&
"'Żydowska policja, kierowana przez ludzi z SS i żandarmów spadała na
getto, jak banda dzikich zwierząt. Każdego dnia, by uratować własną
skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, aby je
poświęcić na ołtarzu dyskryminacji. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek
mógł schwytać - przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej
rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych
rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą" Bernard
Goldstein. Five Years in the Warsaw Ghetto. Dolphin, Doubleday. New
York, 1961)
Panie Malec, wśród tych kolejarzy byli również ludzie dostarczający
wywiadowi AK informacji na temat liczby ludzi dostarczanych do takiej
n.p. Treblinki. Informacje o zagładzie Żydów takie były potem wysyłane
na Zachód, przedstawione były przez polski rząd na emigracji rządom
państw alianckich, również przedstawicielom lobby żydowskiego w USA,
cóż, nikt nie chciał w nie uwierzyć i podjąć jakichkolwiek działań.
Co do pierwszoplanowej roli polskich kolejarzy i policjantów w
wymordowaniu Żydów, cóż trudno wymyślić większe kłamstwo (jak tam idą
panu poszukiwania polskich obozów koncentracyjnych?), jednak znając
pańską obsesję, nienawiść i antypolonizm, wcale mnie ono nie dziwi.
G
Moze "Malec", moze "Zakalec", a moze nawet Minc Hilary, Szanowny Panie
gd. ktoz zbadal internetu przepastne krainy? Do kwestii panskiej
dzialalnosci dochodzeniowo-sledczej jescze powroce, a teraz powracam
do meritum.
> wśród tych kolejarzy byli również ludzie dostarczający
> wywiadowi AK informacji na temat liczby ludzi dostarczanych do takiej
> n.p. Treblinki. Informacje o zagładzie Żydów
Zgadzam sie z Panem o tyle, Szanowny Panie gd, ze takze i moim zdaniem
Zydzi powinni okazywac nalezyta wdziecznosc za to, iz polscy kolejarze
tak sumiennie swoich wspolobywateli-Zydow wozili do gazu i do pieca -
w porywach po dziesiec tysiecy dziennie na jednej tylko relacji
Umschlagplatz-Treblinka. Jakby Zydzi byli porzadni, to by tym zacnym
kolejarzom jakis pomnik ufundowali.
I tu pozwole zamiescic sobie relacje z poruszanych w watku wydarzen,
sporzadzona przez jednego z pasazerow:
________________________________
"Pociąg zatrzymuje się w jakiejś wiosce. Polscy kolejarze i inny Polak
w cywilnym ubraniu patrzą na nas jak na okazy z cyrku. Wiedzą
doskonale, że jesteśmy prowadzeni na śmierć, ale dla nich to bez
znaczenia, że likwidują Żydów. (...)
Uzyskawszy zgodę Ukraińców, Polacy przynoszą półlitrowe butelki z
wodą. Jestem ciekaw, czy zdobędą się na ludzki odruch i dadzą nam tę
wodę. W otchłani nieszczęścia i beznadziei, denuncjowani i zabijani
przez Ukraińców, nieufnie patrzymy na przybycie butelek. Jest to dla
nas zagadka. Patrzę, co się dzieje. Kolejarz proponuje wymianę
złotego pierścionka za butelkę wody. Bierze pierścionek i mówi do
nabywcy: "I tak jedziecie na śmierć, więc nie jest to ci potrzebne".
Jak naprawdę zachowują się Polacy? Polak biegnie wzdłuż pociągu
obsypując nieszczęśników obelgami i wulgaryzmami, wymieniając
jednocześnie butelki na złoto. Często jednak zabiera złoto tłukąc
butelkę i krzycząc: "I tak zdechniesz".
(...) Zatrzymujemy się w Małkini (...). Polacy korzystają z tych
przystanków, aby grabić Żydów i zamanifestować swą nienawiść. Tak jak
Ukraińcy, ci polscy zwyrodnialcy znają dobrze te miejsca".
(...) Ruszamy powoli. Niektórzy Polacy patrzą na nas po ludzku,
jednak inni podnoszą pięść, co trudno uznać za ludzki gest z ich
strony.
W obozie pod Częstochową jeden z Polaków przynosił Żydom pieniądze.
Teraz ostatni cytat, zbliża się wyzwolenie:
"Niemcy są wszędzie. Co do Polaków, to kontakt z Żydami jest im
potrzebny tylko po to, aby ich zabić i ograbić ze złota" (...)."
_______________________
t> akie były potem wysyłane
> na Zachód, przedstawione były przez polski rząd na emigracji rządom
> państw alianckich, również przedstawicielom lobby żydowskiego w USA,
> cóż, nikt nie chciał w nie uwierzyć i podjąć jakichkolwiek działań.
Tak, przeciez "lobby zydowskie w USA" mialo ogromne mozliwosci
dzialania, w koncu kazdy wie, ze "zydzi rzondzom". Powrocmy jednak do
"wywiadu AK". Armia Krajowa byla ogolnie znana z tego, ze przede
wszystkim ratowala Zydow i w ogole bardzo ich lubila. Tu pozwole sobie
zamiescic kolejne swiadectwo:
_____________________________
"Samuel Willenberg, w sierpniu 1943 jeden z uczestników powstania w
Treblince, wstępując rok później w Śródmieściu do oddziału kapitana
Dębskiego ("Lodeckiego") w batalionie AK "Ruczaj" postanowił nie
ukrywać, że jest Żydem i ujawnił prawdziwe nazwisko. Początkowo
wszystko układało się dobrze, ale któregoś dnia przyjaciółka
łączniczka ostrzegła go: "Igo, jest tu kilku typów z NSZ, którzy chcą
cię rozstrzelać, bo jesteś Żydem. Do mnie też przychodzili z
pogróżkami, że zadaję się z Żydem". Trudno mi było w to uwierzyć.
Jednak tego samego dnia, kiedy na barykadzie na Marszałkowskiej
strzelałem w stronę placu Zbawiciela, padł strzał. Kula świsnęła nad
moim uchem. Gdy odwróciłem się przerażony, zobaczyłem znikającą w
otworze lufę karabinu. Nie mogłem uwierzyć, że moi koledzy, którzy
wraz ze mną przelewają krew, po tym wszystkim cośmy razem przeżyli, po
wszystkich walkach, któreśmy razem stoczyli, chcą mnie zabić za to, że
jestem Żydem".
Willenberg przeniósł się do ugrupowania socjalistów - Polskiej Armii
Ludowej (PAL). Z tych samych motywów, a niekoniecznie z powodu
politycznych sympatii, wielu Żydów wstępowało do komunistycznej AL.
10.
3 sierpnia komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej Icchak Cukierman
"Antek", syjonista, zaapelował do Żydów warszawskich o zgłaszanie się
do szeregów powstańczych, nie wymieniając nazwy żadnej organizacji.
"Antek" chciał podporządkować oddział ŻOB Armii Krajowej, ale w końcu
22-osobowa jednostka, składająca się z uczestników powstania w getcie,
weszła w skład AL na Starówce.
"Byłem w AL-u dlatego, że AK chciało mnie zastrzelić, bo powiedzieli,
że mam fałszywą kenkartę i jestem Żydem - szpiegiem (...) - wspominał
członek oddziału ŻOB Marek Edelman. - Mnie udało się wyrzucić
karteczkę przez piwnicę i Kamiński mnie stamtąd wyciągnął. (...) A
potem mnie jeszcze parę razy AK stawiało pod murem, bo Żydzi to jest
błąd, a żandarmeria na Starym Mieście to była ONR-owska, czysta
Falanga" (Grupińska, s. 24).
Paradoksem jest, że do przejścia grupy ŻOB-owców w szeregi AL
przyczynił się jeden z najwybitniejszych działaczy AK Aleksander
Kamiński, redaktor naczelny najważniejszego pisma akowskiego -
"Biuletynu Informacyjnego", autor słynnych "Kamieni na szaniec". To on
opowiedział ŻOB-owcom o zastrzeleniu 1 sierpnia przez patrol AK Jurka
Grasberga (lub Gazberga), niegdyś korespondenta "Biuletynu" w getcie i
bliskiego współpracownika Kamińskiego.
"Jurka zastrzelono na podwórku na ulicy Pańskiej 7 - pisze we
wspomnieniach żołnierz ŻOB Simcha Rotem (wówczas Szymon Ratajzer
"Kazik"). - Oddział AK zobaczywszy go z bronią w ręku uznał, że ma
przed sobą Żyda i zdrajcę zarazem, i postanowił wykonać wyrok na
miejscu. W tej sytuacji pan Kamiński poradził, byśmy znaleźli sobie
oddział, w którym będziemy bezpieczni. Byliśmy zupełnie
zdezorientowani, zwłaszcza że tego samego dnia żandarmeria AK
aresztowała innego naszego współpracownika. Cudem udało mi się być
przy tym, interweniować i uratować mu, jak sądzę, życie"
_______________________
Tyle na temat traktowania polskich obywateli-Zydow przez Armie
Krajowa, Szanowny Panie gd.
>
> pańską obsesję, nienawiść i antypolonizm,
W innej epoce, Szanowny Panie gd, czynnosci dochodzeniowo-sledcze
mogly przyniesc umiejetnemu demaskatorowi "syjonistow" niemale
korzysci. Jesli sie podkablowalo i rozpracowalo "syjoniste", jesli mu
sie jeszcze podrzucilo "nienawisc" i "antypolskosc", to mozna bylo nie
tylko wyfasowac talon na SHL-ke czy tez wczasy nad Balatonem, ale i na
pozydowskie mieszkanie i pozydowskie meble sie zalapac. Czasem
wystarczyl jeden telefon do Komitetu.
Dzis czasy sa jakby nieco inne, wiec zaden hipotetyczny kapus-
donosi... pardon, Zatroskany Obywatel raczej i tak nie zainkasuje
swoich trzydziestu srebrnikow chocby z tego wzgledu, ze do Komitetu
troche trudno zadzwonic a ogranizacja ZBoWiD zwiesila dzialanosc. I
dlatego nawet najbardziej zajadly tropiciel "antypolskiej nienawisci"
juz raczej nie zalapie sie na M-3 na Zoliborzu czy tez na
zaszczytna godnosc docenta.
Serdecznie jak zwykle -
levi
W lapankach to akurat brala udzial Policja Granatowa. W lapankach _na
Polakow_, w lapankach po aryjskiej stronie. Ta znakomita Policja
Granatowa brala takze udzial w rozstrzeliwaniach Polakow, takich
nieskazitelnie aryjskiego pochodzenia. Trzystu szescdziesieciu
granatowych gierojow uczestniczylo w tlumieniu powstania w getcie.
Sympatie Sholaya do granatowych gierojow sa zatem dosc zrozumiale.
Oczywiscie granatowi gieroje nicezmu niewinni, bo tylko "wykonywali
rozkazy", biedni. Nie mieli innej rady. Posluze sie tutaj przykladem:
__________________________
"Dla dobra Polski
Denuncjowaniem Żydów zajmowali się nader często polscy granatowi
policjanci, teoretycznie odpowiedzialni za pilnowanie społecznego
porządku i walkę z kryminalistami. Nadzór nad publicznym ładem i
ściganie przestępców rozumieli oni jednak niejednokrotnie jako
polowanie na Żydów niestosujących się do okupacyjnego prawa
niemieckiego. W aktach okupacyjnego sądu w dystrykcie warszawskim
zachowało się np. następujące doniesienie złożone przez plutonowego
Józefa Bożyka z X Komisariatu Policji w Warszawie: "Dnia 19.9.1940 o
godz. 12 na ulicy Nowy Świat 25 przed sklepem niemieckim >>Juliusz
Meinl<< zauważyłem 2 chłopców mających wygląd, że są żydami, lecz
opasek nie posiadali na rękawach. Wobec tego zwróciłem się do jednego
z nich z zapytaniem, czy jest on żydem, na co odpowiedział, że nie
jest żydem i że ja się mylę. Gdy zażądałem dowodu odpowiedział że nie
posiada. Doprowadzeni do komisariatu podali się za 1) Borenszteina
Mojżesza s. Szmula-Joska i Mindli u. 18.5.1926, wyzn. mojżeszowego,
handlujący, zam. ul. Wołyńska 19 m. 26, 2) Borenszteina Icka s. Szmula-
Joska i Mindli ur. 11.9.1924 handl. wyznania mojżeszowego zam. ul.
Wołyńska 19 m. 26. W/w będąc bez opasek i podając się za Polaków
czynili zakupy w firmie >>J. Meinl<<. Przez cały czas gdy ich
doprowadzałem do komisariatu utrzymywali, że są Polakami, dopiero w
komisariacie, gdy oświadczyłem, że sprawdzi się w miejscu zamieszkania
ich, przyznali że są żydami i założyli opaski, które mieli schowane w
kieszeniach. W/w już dłuższy czas tak postępowali gdyż już przedtem
ich widziałem" [pisownia oryginalna - przyp. red.].
Stawki za życie konkretnego człowieka kształtowały się różnie: od
kilku złotych, ubrań, futer, aż po ogromne kilkusetysięczne kwoty,
akty własności posesji, sklepów i fabryk. Czasami kusiły też nagrody
wyznaczone przez hitlerowców za złapanie Żyda i osób go ukrywających.
To mógł być nawet worek mąki, parę kilogramów soli, kilka butelek
wódki czy zdobyte ubranie. Szmalcownicy nie byli jednak tylko chciwi.
Wielu z nich mogło odczuwać nawet dumę z tytułu tych niegodziwości, bo
- w ich pojęciu - występując przeciw Żydom, działali na rzecz
polskości.
Także i ci, którzy potępiali okrucieństwo Niemców względem Żydów,
dostrzegali w nim jednocześnie swoiście pojmowane dobro dla Polski.
Franciszek Wyszyński, emerytowany inżynier i urzędnik, w dzienniku
okupacyjnym pod datą 25 lipca 1942 zanotował: "Likwidacja getta trwa
nadal. Muszą się tam dziać straszne rzeczy (...). Niemcy biorą ciężki
grzech na swoje sumienie, ale po wojnie potęga żydowska u nas w
znacznym stopniu będzie złamana i życie będzie lżejsze". Nie było to
stanowisko odosobnione, a przecież to właśnie w związku z akcją
likwidacyjną zaczęło się wtedy pojawiać po aryjskiej stronie coraz
więcej uciekinierów z getta. Nie przypadkiem wtedy też, jak zauważa
Alina Skibińska z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN, nastąpiło
największe nasilenie szmalcownictwa i szantażów dokonywanych na Żydach
przez Polaków w Warszawie. Proceder ten rozkwitał również w czasie
powstania w getcie i po jego zlikwidowaniu (kwiecień - maj 1943 r.).
Wtedy wszyscy Żydzi pozostali przy życiu musieli właściwie zejść do
podziemia. Paradoksalnie w getcie, gdzie czyhało na nich
niebezpieczeństwo śmierci z powodu głodu i chorób, mogli się czuć mimo
wszystko bezpieczniej niż po aryjskiej stronie. Mur getta oddzielał
bowiem Żydów od niechętnych im Polaków."
_____________________________
Plutonowy Józef Bożyk musial, rzecz jasna, wytropic i podkablowac tych
dwoch zydowskich chlopcow, ktorzy ukrywali sie po aryjskiej stronie.
Jakby ich nie wytropil, nie wypatrzyl i nie podkablowal, to przeciez
bu go Niemcy ukarali KARA SMIERCI. On musial, biedny, nie mial innego
wyjscia...
No i oczywiscie dzialal Dla Dobra Polski.
Serdecznie -
levi
_____________________________
Plutonowy J�zef Bo�yk musial, rzecz jasna, wytropic i podkablowac tych
dwoch zydowskich chlopcow, ktorzy ukrywali sie po aryjskiej stronie.
Jakby ich nie wytropil, nie wypatrzyl i nie podkablowal, to przeciez
bu go Niemcy ukarali KARA SMIERCI. On musial, biedny, nie mial innego
wyjscia...
No i oczywiscie dzialal Dla Dobra Polski.
=======================================================================
Szanowny Panie
Z wielk� uwag� do tej pory czyta�em pa�skie posty bo mo�na by�o w nich
znale�� rzeczy o kt�rych wcze�niej nie s�ysza�em. Niemniej tym razem chyba
szanowny Pan si� mocno zamota�. Poda� Pan przyk�ad 1 (s�ownie jednej) mendy
w granatowym mundurze i z tego wyci�gn�� Pan wnioski co do ca�o�ci. To mniej
wi�cej tak jakby na podstawie tego co Pan pisze ocenia� wszystkich �yd�w.
Zapewne umkn�a Pa�skiej uwadze informacja, �e w �r�d
granatowych policjant�w s� ludzie odznaczeni Medalem sprawiedliwy w�r�d
narod�w. Ilu z nich tego nie doczeka�o - nie wiadomo. Jest to zapewne temat
do bada�. Zapewne nie wie Pan ,�e 30-40 procent z nich wsp�pracowa�o z
podziemiem . Jako� umkn�o pa�skiej uwadze, �e przy pilnowaniu gett byli
formacja pomocnicz� i zadania wype�niali pod nadzorem niemieckim. Przy
likwidacji getta w Warszawie zostali przesuni�ci na zaplecze. Inaczej rzecz
ujmuj�c Niemcy nie mieli do nich kompletnie zaufania. Ciekawe dla czego? To
tak w skr�cie.
Z wiedzy kt�r� posiada�em wynika�o, �e �ydzi w transporcie do
samego ko�ca byli utrzymywani w prze�wiadczeniu, i� zostaj� tylko
przesiedleni. K��ci si� to z Pa�sk� informacj� o tym, �e byli oni
informowani przez polskich kolejarzy o prawdziwym celu transportu. M�g�by
Pan poda� jakie� wiarygodne teksty �r�d�owe na ten temat?
grzech
Szanowny panie grzech, to raczej panskiej uwadze umknal fakt, iz
zamieszczony w moim postingu tekst to _cytat_, a nie tekst mojego
autorstwa. Cytat, dodajmy, pochodzacy z nieskazitelnie polskiego i
aryjskiego zrodla, tj z polskiego wydania tygodnika "Newsweek".
Wnioski na podstawie przebadanego materialu wyciagnelem nie ja, tylko
redakcja polskiej edycji "Newsweeka" tudziez autor artykuku, do
ktorego link podaje ponizej.
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/za-garsc-zlotowek,3343,1
>Jest to zapewne temat
> do badań. Zapewne nie wie Pan ,że 30-40 procent z nich współpracowało z
> podziemiem .
Ciekawe. Wynikaloby zatem, ze temu znakomitemu "podziemiu" ni cholery
nie przeszkadzala rola, jaka policja granatowa pelnila na masowa skale
w hmm... przeksztalcaniu panskiego pieknego kraju w Kraj Jednolity
Etnicznie.Zacytujmy ponownie artykul z Newsweeka:
"Denuncjowaniem Żydów zajmowali się nader często polscy granatowi
policjanci, teoretycznie odpowiedzialni za pilnowanie społecznego
porządku i walkę z kryminalistami. Nadzór nad publicznym ładem i
ściganie przestępców rozumieli oni jednak niejednokrotnie jako
polowanie na Żydów niestosujących się do okupacyjnego prawa
niemieckiego."
To jest opinia polskiego tygodnika, wyartykulowana na podstawie badan
historykow dzialajacych w lanskim pieknym kraju, Szanowny Panie
grzech. Jesli sie cos Panu nie podoba, to pretensje i uwagi proponuje
kierowac do autora artykulu. Ja zas rozumiem, rzecz jasna, ze ci
gieroje w granatowych mundurach musieli denuncjowac Zydow ukrywajacych
sie po aryjskiej stronie. Jak by taki gieroj "zydka" nie wytropil, nie
podkablowal, nie zawlokl na Gestapo - to przeciez Niemcy by go ukarali
KARA SMIERCI.
> Jakoś umknęło pańskiej uwadze, że przy pilnowaniu gett byli
> formacja pomocniczą i zadania wypełniali pod nadzorem niemieckim.
To zupelnie tak, jak zaloga Treblinki czy zaloga Sobiboru, po wiekszej
czesci skladajaca sie z Ukraincow, Szanowny Panie grzech. Tez byli
"formacja pomocnicza" i tez "zadania wypelniali" "pod nadzorem
niemieckim". Zadania dosc podobne. Policja granatowa pilnowala muru,
zeby zaden "zydek" nie wymigal sie od gazu i pieca (i wylapywala
takich, ktorym sie udalo przelezc przez mur).Wachmani w Treblince
pilnowali juz na miejscu, zeby zaden "zydek" nie wymigal sie od gazu i
pieca. Jedni i drudzy rzecz jasna "wykonywali rokazy" i nie mieli
innego wyjscia, biedni. Moze jakis pomiczek takze dla tych wachmanow?
Przy
> likwidacji getta w Warszawie zostali przesunięci na zaplecze. Inaczej rzecz
> ujmując Niemcy nie mieli do nich kompletnie zaufania.
Przy likwidacji getta w Warszawie caly szereg policjantow granatowych
odnioslo rany. W raporcie Stroopa wymienieni sa z imienia, nazwiska i
stopnia sluzbowego. Z kitem, Szanowny Panie grzech, proponuje udac sie
do szklarza.
Niezmiennie srdecznie -
levi
> > Panie Malec,
>
> Moze "Malec", moze "Zakalec", a moze nawet Minc Hilary, Szanowny Panie
> gd. ktoz zbadal internetu przepastne krainy? Do kwestii panskiej
> Dzis czasy sa jakby nieco inne, wiec zaden hipotetyczny kapus-
> donosi... pardon, Zatroskany Obywatel raczej i tak nie zainkasuje
> swoich trzydziestu srebrnikow chocby z tego wzgledu, ze do Komitetu
> troche trudno zadzwonic a ogranizacja ZBoWiD zwiesila dzialanosc. I
> dlatego nawet najbardziej zajadly tropiciel "antypolskiej nienawisci"
> juz raczej nie zalapie sie na M-3 na Zoliborzu czy tez na
> zaszczytna godnosc docenta.
Panie Jerzy Malec.
Pan jest ogarnięty obsesją, wszystko się panu kojarzy jednoznacznie
antysemicko. Być może ma to źródło w osobistej traumie. Niezależnie
jednak od tego jakie są źródła tej obsesji i zjadliwej nienawiści,
która płynie z licznych pana wystąpień w różnych grupach dyskusyjnych,
to dopuszcza się pan dwojakiego rodzaju kłamstw. Pierwsze - to
wypisywanie banialuków (jak polska oceaniczna flota, która miała
wywieźć Żydów na Madagaskar, pierwszoplanowa rola polskich policjantów
i kolejarzy w Zagładzie itp.). Drugie - to przypisywanie całemu
polskiemu społeczeństwu, całej Armii Krajowej postaw i zbrodniczych
zachowań wobec Żydów, win łajdaków, szmalcowników i antysemitów.
Takich nie brakowało, ale przedstawianie połowy prawdy, jakby tylko
oni istnieli - to całe kłamstwo.
Zgodnie z tą skrzywioną optyką nie istniałaby Żegota, Sendlerowa nie
ratowałaby żydowskich dzieci z getta, a Armia Krajowa po wyzwoleniu
obozu na Gęsiówce rozstrzelałaby znajdujących się tam Żydów.
Ja panu powiem, panie Malec. Kłamstwa i nienawiści w sferze która
wymaga prawdy, szacunku i taktu - relacji polsko-żydowskich i Zagłady
nie można tolerować, trzeba je nazywać, co niniejszym czynię. Nawiasem
mówiąc, podobnie jak wtedy gdy kilka lat temu na pmm pewna osoba
pisała obrzydliwe antysemickie listy.
Artykuł Żaryna z Rzepy: Zapomnieni bohaterowie
http://www.rp.pl/artykul/397734.html
gd
Jako suplement: wywiad z prof. Cesarani w Rzepie
http://www.rp.pl/artykul/403210_Cesarani__Polacy_nie_odwrocili_sie_od_Zydow.html
"Ta historia to kolejny przykład, że prawda i powszechne wyobrażenie o
niej - często całkowicie się od siebie różnią. Tak jest z Francją i
jej masową kolaboracją, o której się zapomina, oraz Polską i jej
niewielką kolaboracją, którą się wyolbrzymia.
Czy to się może zmienić?
Myślę, że tak. To będzie jednak proces pokoleniowy. Może to zabrzmi
brutalnie, ale dopóki żyją ocaleni z Holokaustu, którzy często są
nastawieni krytycznie wobec Polaków, trudno będzie wykorzenić te mity.
Ale gdy to pokolenie odejdzie, wtedy debatę zdominują historycy,
którzy mają szersze spojrzenie na przeszłość niż uczestnicy wydarzeń.
Nie martwię się więc o Polskę i jej wizerunek, który na pewno się
poprawi."
G
/g.. spuszczone z woda/
Tak sie potoczyly dziwnie moje losy,
ze moge miec w dupie smierdzace donosy.
Moge kapusiowi palnac prosto w oczy:
"Pan, panie konfident, to mi moze skoczyc".
Informuje zatem p. t. szmalcownikow,
ze te wymarzone trzydziesci srebrnikow,
ktore tak by pragnal podlapac konfident
za to, ze sie zajal upatrzonym Zydem
mimo szczerych checi na konto nie wplynie,
bo donos tak jakby nie wplynal w terminie.
Kiedys taki donos dawal zysk z procentem,
tak niejeden kapus stawal sie docentem
albo bral w nagrode za swoj zapal szczery
po zgnojonym Zydzie przejete M-4.
Dzisiaj nie ma ORMO, Partii i ZBoWiD-u
i nikt nie nagradza donosow na Zydow,
dzis zaden towarzysz w zadnym Komitecie
nie przyjmie kapusia w swoim gabinecie.
Kapusia wraz z jego milym donosikiem
to sie tu olewa - i to stromym sikiem.
Gdy sie plyn zlocisty rozlewa po grupie.
wyjasniam - donosy mam serdeczni w ...
levi
/ciach/
________________________________
"Chciałabym jeszcze wrócić do czasów okupacji. Przez pierwsze miesiące
okupacji - a przypomnę, że ta pierwsza zima była niezwykle sroga, a
ludzie nie nauczyli się jeszcze handlować i kombinować - przychodził
do Stawiska taki bardzo przystojny Żyd Abramek, nie znam jego
nazwiska, który handlował mięsem. I mówił zawsze tak: "Ja jestem
wielkim optymistem". Pewnego razu złapał Abramka w Komorowie, na
stacji kolejki WKD, polski policjant granatowy i zadzwonił po gestapo
do Grodziska. Ludzie na stacji znali Abramka i lubili, więc prosili
tego policjanta, żeby go puścił. Ale on go nie puścił! Przyjechali
gestapowcy i Abramka zastrzelili. To okropna historia i zapadła mi
głęboko w pamięć.
W tym miejscu chciałabym powiedzieć rzecz w Polsce
niepopularną, która być może urazi "prawdziwych Polaków". Gdy Niemcy
wkroczyli do Polski, to nie umieli odróżnić Żydów od Polaków. No,
wiedzieli, że czarny, z krzywym nosem, w getcie, to Żyd, ale tak
naprawdę, poza murami getta, rozpoznawania Żydów nauczyli się od
Polaków. To Polacy mieli bezbłędne "oczko" w ."
__________________
Powyzsza relacja pochodzi od pani Marii Iwaszkiewicz, corki slynnego
pisarza. Czy dzielny funkcjonariusz Policji Granatowej doczeka sie
kiedys pomnika albo chociaz pamiatkowej tabliczki? I co z tymi cichymi
bohaterami, ktorych talenty w rozpoznawaniu i wyłapywaniu Żydów tak
sie przyczynily do przeksztalcenia Polskiw Kraj Jednolity Etnicznie?
Serdecznie -
levi
To może ja ci przypomnę dwa fakty:
Po pierwsze:
Polska była _jedynym_ krajem okupowanym przez III Rzeszę gdzie za
pomoc Żydowi (nawet podanie kromki chleba!) można było być rozstrzelanym
na miejscu razem z rodziną.
Po drugie:
Za szmalcownictwo była czapa, ten policaj pewnie końca wojny nie dożył,
podziemie załatwiło mu zachorowanie na ołowicę... Bardzo możliwe że
zrobili to po godzinach koledzy z posterunku - naprawdę spora część
Policji Państwowej (tzw. "granatowej") to byli ludzie AK...
A teraz spadaj lekcje odrobić - na początek tekst Kossak -
Szczuckiej o tym jak ma Żydów za wrogów narodu polskiego i jak uważa że
w cywilizowanych warunkach wszelkimi cywilizowanymi środkami należy się
żydostwu przeciwstawiać - ale w warunkach kiedy wróg zewnętrzny stosuje
środki niecywilizowane to należy Żydom pomóc na zasadzie normalnej
ludzkiej solidarności - bo najpierw są ludźmi, dopiero potem Żydami...
--
Darek
> Moge kapusiowi palnac prosto w oczy:
> "Pan, panie konfident, to mi moze skoczyc".
>
> Informuje zatem p. t. szmalcownikow,
> ze te wymarzone trzydziesci srebrnikow,
>
> ktore tak by pragnal podlapac konfident
> za to, ze sie zajal upatrzonym Zydem
Panie Jerzy Malec. Wierszyk zgrabny, gratuluje. Jednocześnie chcę panu
powiedzieć że w sprawach polskich ugrzązł pan mentalnie w 1968 roku,
stąd ten wyraźny brak kontaktu z rzeczywistością. Co do reszty -
fekalno- urynalno-szmalcowniczo-konfidenckich skojarzeń, cóż -
wskazuje to tylko na stan pańskiego umysłu, nic więcej. Żałosne to.