Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Wrak Iła-18 Polnipponu w Kongo

475 views
Skip to first unread message

sedzi...@gazeta.skasuj-to.pl

unread,
Jun 22, 2004, 8:56:43 AM6/22/04
to
Zdjęcie wraka Iła-18 Polnipponu "Hubert" (SP-FNZ) na lotnisku polowym w
prowincji Katanga, Demokratyczna Republika Kongo:

http://www.airliners.net/open.file/499363/M/

Polnippon miał dwa Iły-18:

- Iljuszyn 18D, numer fabryczny płatowca 186009202: poprzednio samolot NRD-
owskiego Interflugu, NRD-owska rejestracja DDR-STK, póżniej rejestracja
zjednoczonych Niemiec D-AOAR, reejstracja polska SP-FNB .

- Iljuszyn 18D, numer fabryczny płatowca 188010903, rejestracje kolejno: DDR-
STN, D-AOAT i polska SP-FNC.

Dwa Iły-18D: DDR-STK i DDR-STN, wersja towarowa ultra-dalekiego zasiegu
(D = dalnyj; zasięg bez uzupełniania paliwa - prawie 8000 km), z fabrycznie
wbudowanymi dodatkowymi zbiornikami paliwa i dodatkowym wyposazeniem
nawigacyjnym, przekazane zostały NRD-owskiemu Interflugowi przez radzieckie
lotnictwo wojskowe w późnych latach 70-tych.

Cywilne pasażerskie Iły-18V miały normalnie skrzydła i gondole silników w
kolorze naturalnego aluminium. Na dwoch przekazanych egzemplarzach wojskowych
transportowych Iłów-18D przetrwala w tych miejscach, i na statecznikach
pionowych, charakterystyczna matowa, jasnoszara farba antyradarowa
radzieckiego lotnictwa wojskowego.

Po co były NRD-owcom wojskowe transportowce dalekiego zasięgu? Afryka. W
latach 80-tych, DDR-STK i DDR-STN wożą "doradców" z NVA i Stasi, broń,
amunicję i części zamienne do pojazdów pancernych do Angoli i Mozambiku,
wspierają kubański korpus ekspedycyjny. Daleki zasięg pozwala unikać
międzylądowań na nieslusznych lotniskach. Z zewnątrz, towarowy Ił-18D wyglada
tak samo jak pasażerski Ił-18V. Kadłub przemalowano na czerwono-białe kolory
Interflugu. Statecznik pionowy, skrzydła i gondole silników zostały w
jasnoszarej farbie antyradarowej, zapewne nieprzypadkowo.

Po upadku muru berlińskiego, DDR-STK i DDR-STN wchodzą w skład masy
upadłościowej Interflugu i otrzymują tymczasowe niemieckie rejestracje D-
AOAR i D-AOAT.

W 1990 roku D-AOAR i D-AOAT kupuje, na kredyt, za 700 tysiecy franków
szwajcarskich, Ireneusz Sekuła. Samoloty stają się własnością jego firmy
Polnippon Air Cargo. Otrzymują polskie rejestracje SP-FNB i SP-FNC, oraz
nazwy "Agata" i "Hubert". Kadłub zostaje przemalowany na kolory Polnipponu.
Statecznik pionowy, skrzydła i gondole silników dalej zostają w radzieckiej
wojskowej jasnoszarej farbie antyradarowej, rzecz sama w sobie interesująca
jak na cywilną linię towarową. Te części odpowiedzialne są za ponad połowę
RCS (radar cross section) samolotu. Po wyłączeniu transponderów, "Agata"
i "Hubert" stawały się trudniejsze do wykrycia radarem niż zwykły pasażerski
Ił-18, zwłaszcza dla przestarzałych radarów w Azji i Afryce.

Dokąd i z czym latały transportowce Polnipponu, tego nikt nie wie na pewno.
Wkrótce po rozpocżeciu działalności Sekuła chwalił się polskiej prasie, że
były już w Afryce i w Afganistanie. Zasięg wersji "D" Iła-18 pozwala np. na
bezpośredni lot z Polski do Kabulu albo z Polski do Mogadishu. Sekuła ma
trudności ze spłatą kredytu. W 1997 roku, dwa samoloty odkupuje prywatna
linia lotnicza Polonia Airways z Warszawy. Kadłub zostaje przemalowany na
kolory Polonia Airways. Stateczniki pionowe, skrzydła i gondole silników
zostają w jasnoszarej farbie antyradarowej.

Polonia Airways oferowała w tamtych latach loty frachtowe i charterowe swoimi
samolotami oraz, co ciekawe, ex-radzieckimi samolotami transportowymi
bazującymi w Rosji i na Ukrainie. Polska rejestracja dwóch transportowców
Sekuły zostaje zmieniona, nie wiadomo dlaczego, z SP-FNB i SP-FNC, na SP-FNW
i SP-FNZ. Polonia Airways początkowo wynajmuje SP-FNW z polską załogą
somalijskiej linii Daallo Airlines bazującej w Dżibuti, ale interes idzie
kiepsko.

Wkrótce należące do Polonia Airways dwa Iły-18D: SP-FNW i SP-FNZ idą w
leasing, do linii Air Cess, głównego przedsiębiorstwa sławnego przemytnika
broni drogą lotniczą,Wiktora Aanatoliewicza Buta. 'Wet lease', czyli z
polskimi załogami, czy 'dry lease', czyli same samoloty? Dokąd latają? Bóg
raczy wiedzieć.

SP-FNW i SP-FNZ wynajęte od Polonia Airways zostają przerejestrowane przez
Buta w Swazilandzie, otrzymują rejestracje 3D-SBW i 3D-SBZ. Wyrzucony w 1998
ze Swazilandu But ponownie rejestruje SP-FNW w Gwinei Równikowej jako 3C-KKK.
3C-KKK operuje z bazy Sharjah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wożąc Bóg
raczy wiedzieć co, do Liberii. O SP-FNZ słuch ginie.

Dzisiaj, "Agata" Polnipponu, obecnie 3C-KKK, ex-3D-SBW, ex-SP-FNW, ex-SP-FNB.
ex-D-AOAR, ex-DDR-STK, Ił-18D numer fabryczny 186009202, lata dalej, ostatnio
z rejestracją Kazachstanu, UN-75004, która dla nieuświadomionych może
uchodzić za znaki ONZ. Zdjęcie jest tutaj, szczególnie donrze widać na nim
matową farbę antyradarową na gondolach silników: http://myaviation.net/?
pid=00027581

Z jaką załogą lata Agata? Skąd i dokąd lata? Co wozi? Diabli wiedzą. Ale
słyszy się, że międzynarodowy list gończy za Wiktorem Anatoliewiczem Butem
został podobno wycofany.

Natomiast "Hubert" Polnipponu, Ił-18D numer fabryczny 188010903, ze znakami
rejestracyjnymi Swazilandu 3D-SBZ, ex-SP-FNZ, ex-SP-FNC, ex-D-AOAT, ex-DDR-
STN, został zniszczony na ziemi ogniem broni pokładowej przez samolot
lotnictwa wojskowego Zimbabwe, na lotnisku polowym Kalemie, w Demokratycznej
Republice Kongo, prowincja Katanga, niedaleko od granicy Tanzanii, pozycja
29deg15minE, 5deg53minS, dnia 24 listopada 1998 roku.

Bezpośrednio przed atakiem samolotów Zimbabwe na lotnisko Kalemie, "Hubert",
przybyły Bóg raczy wiedzieć skąd, wyładował 96 żołnierzy rwandyjskich. Rwanda
wspierała wtedy rebeliantów zwalczajacych kongijski rząd prezydenta Laurenta
Kabili, zaś rządowi Kongo wsparcia wojskowego udzielały Zimbabwe, Angola i
Namibia. Uszkodzenia trafionego z działka 20mm Iła-18 nie nadawały się do
naprawy w warunkach polowych. Z "Huberta" wymontowano silniki na części
zamienne do innych Iljuszynów Wiktora Anatoliewicza; wrak do dzisiaj stoi
obok pasa startowego w Kalemie. Wszystko wskazuje na to, że w momencie
zniszczenia, samolot był nadal własnością Polonia Airways, w leasingu do Air
Cess.

Źródła:
http://www.ruudleeuw.com/vbout12.htm,
http://www.aerotransport.org,
http://www.airliners.net/open.file/499363/M/
http://www.foreignpolicy-infocus.org/briefs/vol5/v5n10congo.html

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

ein

unread,
Jun 22, 2004, 9:01:49 AM6/22/04
to

Użytkownik <sedzi...@gazeta.SKASUJ-TO.pl> napisał w wiadomości
news:cb9aab$2df$1...@inews.gazeta.pl...

> Zdjęcie wraka Iła-18 Polnipponu "Hubert" (SP-FNZ) na lotnisku polowym w
> prowincji Katanga, Demokratyczna Republika Kongo:
>
> http://www.airliners.net/open.file/499363/M/

<ciach>

Czyta sie jak niezla nowelke sensacyjna. No, no...

ein


REMOV

unread,
Jun 22, 2004, 9:08:40 AM6/22/04
to
Jako uzupełnienie.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2138332.html
Wojciech Jagielski, Marcin Wojciechowski

"Amerykanie nazwali go diabłem wcielonym i kazali ścigać po całym świecie.
Ale ostatnio złość im przeszła i podobno na ich prośbę jego nazwisko
zniknęło z czarnej listy międzynarodowych banitów. Sami zaczęli korzystać z
jego usług w Iraku. Portret Wiktora Buta, czołowego handlarza bronią,
przedstawiają Wojciech Jagielski i Marcin Wojciechowski

Godz. 14.06, 28 lutego 2002 roku. Rosyjska agencja Interfax podaje, że
zgodnie z rozesłanym międzynarodowym listem gończym władze rosyjskie
przystąpiły do poszukiwania handlarza bronią Wiktora Buta. Pół godziny
później państwowa agencja Itar-Tass nadaje depeszę: "Rosyjskie biuro
Interpolu razem z MSW, Federalną Służbą Bezpieczeństwa i prokuraturą
generalną aktywnie szukają 35-letniego Wiktora Buta. (...) W chwili obecnej
miejsce jego pobytu jest nieznane, ale według danych organów ochrony
porządku But znajduje się poza granicami Rosji".

Tego samego dnia punktualnie o godz. 15. But przyjeżdża do redakcji Radia
Echo Moskwy przy Nowym Arbacie 19, w samym sercu stolicy Rosji, kilkaset
metrów od ministerstwa obrony. Najpierw wchodzi na antenę na żywo, potem
przez pół godziny przed budynkiem radia udziela wywiadów dziennikarzom z
całego świata.

O 15.32 Interfax publikuje kolejną depeszę, że rosyjskie biuro Interpolu
nie wie, gdzie jest But. Igor Cyrulnikow, przedstawiciel Interpolu przy
rosyjskim MSW szczegółowo tłumaczy w niej, jak od 1999 r. prowadzone są
poszukiwania Buta. "Na dzisiaj można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że
Buta nie ma w Rosji" - mówi. Słuchacze dzwonią do radia i do rozpuku śmieją
się na antenie. A But zaraz potem znika.

Piliśmy, aż padliśmy
W ciągu ostatnich 15 lat Wiktor But zdobył sobie równie zasłużoną co groźną
sławę największego na świecie handlarza bronią i przemytnika. Świadczył
usługi wszystkim, którzy płacą, także afgańskim talibom i ich gościom z al
Kaidy. Potrafił grać na nosie nie tylko rosyjskiej policji i prokuraturze,
ale też Organizacji Narodów Zjednoczonych. Kiedy było to dla niego wygodne,
stawał się gwiazdą mediów, innym razem chował się przed nimi - i przed
tymi, którzy go ścigali.

Skąd się wziął, jak działa? I dlaczego jest bezkarny?
Przyszedł na świat w 1967 r. w Duszanbe, stolicy Tadżykistanu w Azji
Środkowej. Jego rodzice byli typowymi rosyjskimi osadnikami wędrującymi po
rubieżach imperium, gdzie Słowianie zawsze mogli liczyć na lepsze posady i
zarobki. Ojciec Buta był mechanikiem samochodowym, matka pracowała w
bibliotece. Wiktor był bystrym uczniem, ale zapewne utknąłby jak rodzice w
prowincjonalnym Duszanbe, gdyby nie znajomość z Ałłą Zinginą, jego przyszłą
żoną. Ojciec Ałły, ważny dygnitarz w tadżyckim KGB, pomógł Wiktorowi dostać
się do Wojskowego Instytutu Języków Obcych, a później do pułku lotnictwa
transportowego w białoruskim Witebsku. But nie był jednak żołnierzem, lecz
tłumaczem (nieliczni dziennikarze, którzy mieli okazję z nim rozmawiać,
twierdzą, że dziś włada biegle pięcioma, sześcioma językami).

Jako tłumacz podróżował z radzieckimi "doradcami wojskowymi" do Angoli,
Mozambiku i Etiopii. Nie uczestniczył jednak w oficjalnych negocjacjach.
Jego zadaniem było tłumaczenie rozmów między załogami samolotów i wieżami
kontrolnymi na afrykańskich lotniskach, radzieccy piloci wojskowi władali
bowiem zazwyczaj jedynie rosyjskim.

W Witebsku służył też Aleksiej Bałabanow, dziś znany reżyser filmowy, a
zarazem jedyny albo jeden z nielicznych witebskich weteranów, którzy
otwarcie opowiadają, jak wyglądała praca tłumacza wojskowego i ówczesne
radzieckie kontakty wojskowe z Afryką i Bliskim Wschodem.

- To było w latach 1981-83... Angola, Etiopia, Gwinea-Bissau, Jemen, Gwinea
Równikowa... W samej Syrii byłem 46 razy - opowiadał "Gazecie" Bałabanow. -
Pamiętam, jak leciało się nad Morzem Śródziemnym, przepiękne widoki, aż tu
nagle podlatują do nas amerykańskie F-15 i zawisają obok naszego skrzydła.
Trochę nerwów też zawsze przy tym było.

Bałabanow nie ukrywa, że prawie każdy lot był związany z dostawami broni.

- Sam jej nie sprzedawałem. Byłem tylko tłumaczem pokładowym - mówi. -
Kiedyś zawieźliśmy do Syrii wyrzutnie rakietowe NURS. Poleciało z nami
wtedy 24 generałów. Przez pięć godzin rozładowywaliśmy transport. W końcu
generałowie zaprosili nas do Damaszku. Przyjeżdżamy do ambasady, a tam
czekają na nas nakryte stoły. Piliśmy arak. A ponieważ panował straszny
upał, popijaliśmy zimnym piwem. Aż w końcu wszyscy padliśmy. Zawieźli nas
na lotnisko. Trzeba było startować. Przy kołowaniu rozbiliśmy latarnię.
Kompletnie nie panowaliśmy nad sobą. Wszystko zależało ode mnie, bo nikt
nie znał ani słowa po angielsku. Byłem jedynym źródłem kontaktu z wieżą
kontrolną. Piłem ze wszystkimi, ale czułem, jaka ciąży na mnie
odpowiedzialność...

But nigdy nie opowiadał o swoich doświadczeniach, ale musiały być podobne.
Po kilku latach służby znakomicie znał oficerów handlujących bronią,
dyplomatów, pilotów, pracowników afrykańskich lotnisk. Zaprzeczał
kategorycznie, gdy mówiono, że w tamtych latach współpracował z KGB.
Chętnie opowiadał natomiast o swojej fascynacji Afryką, o wyprawach z
aparatami fotograficznymi do Pigmejów w afrykańskiej dżungli. Mówił o
szkodliwości zachodniej pomocy humanitarnej, która zabija w ludziach
wszelką przedsiębiorczość i uzależnia ich całkowicie od cudzej filantropii.
I o swoim marzeniu, by polecieć śmigłowcem na rosyjską Arktykę i nakręcić
film przyrodniczy, np. dla stacji telewizyjnej Discovery.

Aleksander Sidorenko, były radziecki spadochroniarz, który pamiętał Buta z
czasów jego działalności w Angoli, powiedział jednak "Los Angeles
Timesowi", że tak naprawdę Buta interesowały jedynie pieniądze. W grudniu
1991 r., gdy rozpadł się ZSRR, But przygotowywał się do przyjęcia z okazji
swoich 24. urodzin. Sidorenko twierdził, że to właśnie on namówił Buta, by
wspólnie czarterować samoloty i wozić nimi po świecie towary. Spółka
rozpadła się trzy lata później. But nigdy nie wspomniał o niej ani słowem.

Aktualnie czołg sprzedam
Wiktora Buta nazywa się bękartem zimnej wojny między Wschodem i Zachodem
albo ubocznym, złym skutkiem jej zakończenia.

W epoce zimnej wojny handel bronią oraz wojskowe wspieranie rozmaitych
reżimów lub walczących z nimi partyzanckich ugrupowań było domeną rządów
zwalczających się bloków. Handlarze i przemytnicy, a także żołnierze
najemni nie odważali się działać, nie mając błogosławieństwa którejś z
wielkich metropolii świata.

Upadkowi muru berlińskiego i końcowi zimnej wojny nie towarzyszył,
niestety, koniec wszystkich konfliktów, jakie rozpętały między sobą Wschód
i Zachód. Pozostawieni sami sobie ich dawni polityczni i wojskowi
protegowani w Azji i Afryce dalej toczyli swoje wojny, tym razem jednak
zapomniane i ignorowane w Europie i Ameryce. W atmosferze odprężenia i
powszechnej zgody, jaka zapanowała na świecie na początku lat 90.,
niemodne, lecz dochodowe zadanie zaopatrywania walczących w karabiny i
naboje wzięli na siebie prywatni handlarze bronią, których całe setki
pojawiły się zwłaszcza na gruzach ZSRR i bloku wschodniego. Niektórzy wciąż
świadczyli dyskretne usługi rozmaitym rządom, większość jednak dostrzegła w
handlu bronią wyłącznie intratny biznes i przy doborze kontrahentów
kompletnie nie przejmowała się względami politycznymi czy moralnymi. "Dotąd
podżeganie do wojen było domeną supermocarstw. Odkąd odległe, zapomniane
wojny stały się im obojętne, zajęły się tym organizacje kryminalne" - pisał
w 1997 r. francuski badacz Jean-François Bayart, który jako jeden z
pierwszych ostrzegał przed zjawiskiem kryminalizacji państw afrykańskich.

"But to typowe dziecko epoki Jelcyna, epoki zorganizowanej przestępczości,
chaosu i adaptacji - mówił w wywiadzie dla "New York Timesa" Jonathan M.
Wines, wysoki rangą dyplomata z administracji Billa Clintona. - W epoce
Putina, epoce przestępczości jeszcze lepiej zorganizowanej, But rozkwitł na
całego".

Po rozpadzie ZSRR jego ogromne arsenały zostały rozparcelowane między
wyrosłe na gruzach imperium państwa. Biedne, pogrążone w chaosie i bez
reszty zajęte budowaniem niepodległości, pozbywały się chętnie nadmiaru
samolotów, czołgów, dział i karabinów (w spadku po ZSRR Ukraina
odziedziczyła tyle broni, że pozwoliłoby jej to wystawić milionową armię),
byle zarobić i kupić za granicą wszystko, co było niezbędne do istnienia
państwa. Poradzieckie śmiercionośne arsenały - z wyjątkiem nuklearnych -
były rozsprzedawane jak surowce naturalne: ropa naftowa, gaz czy złoto.

Na Kaukazie i w Azji Środkowej znikały całe magazyny broni. Oficjalnie
przekazywane władzom tamtejszych państw - nigdy albo bardzo rzadko trafiały
w oficjalne ręce. Zazwyczaj były rozkradane bądź sprzedawane lokalnym
watażkom lub przemytnikom. Według "New York Timesa" największym w Europie
targowiskiem broni stała się samozwańcza, zamieszkana przez Słowian
Republika Naddniestrzańska, która ogłosiła secesję od niepodległej Mołdawii
i przejęła dobytek stacjonującej nad Dniestrem rosyjskiej 14. Armii.
Rosyjskie arsenały "nacjonalizowali" także przywódcy zbuntowanych:
Czeczenii, Górnego Karabachu czy Abchazji. Nieuznawane przez nikogo,
pozostawione poza prawem, znakomicie nadawały się do roli "czarnych dziur",
gdzie można było zawierać tajne transakcje, kupować i przemycać najbardziej
dyskretne towary.

Do Tyraspola, Kijowa (Ukraina była najzasobniejszym i najpewniejszym
źródłem dostaw dla światowej siatki przemytników broni, ale często
wymieniana bywała też Bułgaria, Słowacja i Polska), Mińska, Irkucka zaczęli
zjeżdżać wszyscy, którzy broni potrzebowali - kontrahenci z Iraku, Iranu,
Somalii, Jemenu, Pakistanu. Ci ostatni kupowali podobno broń także dla
afgańskich talibów, których poza Islamabadem, Arabią Saudyjską i
Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi nikt więcej w świecie nie uznawał.

Handel bronią wzięły w swoje ręce wielkie państwowe koncerny zajmujące się
rozbrajaniem armii byłych republik radzieckich. Klientami i pośrednikami w
dostawach byli tajemniczy przedsiębiorcy, zazwyczaj dawni pracownicy
resortów obrony, bezpieczeństwa, spraw wewnętrznych lub przemysłu
ciężkiego. To oni znajdowali nabywców, a przede wszystkim brali na siebie
najtrudniejszą część transakcji - wywóz broni i jej sprzedaż. Było im o
tyle łatwiej, że między Wschodem i Zachodem przejęli po ZSRR zbrojeniową
infrastrukturę targową, kontakty, pośredników, kanały i sposoby przerzutu
oraz prania pieniędzy.

Kwiaty, kurczaki, karabiny
Zanim But zaczął przemycać na wielką skalę broń, zarabiał, handlując
kwiatami i mrożonymi kurczakami, a także wożąc na zakupy po świecie
nowobogackich Rosjan.

Kupował i wynajmował stare samoloty transportowe (w Smoleńsku nabył kiedyś
wrak, który stał na cokole przed szkołą wojskową jako pomnik), antonowy i
iliuszyny, które remontował i wysyłał w dalekie trasy. Pierwsze trzy kupił
w 1992 r. za 120 tys. dol. Skąd miał pieniądze? "W tamtych czasach zdobycie
pieniędzy nie było wielkim problemem" - powiedział "New York Timesowi".

Wkrótce samoloty Buta latały głównie do Szardży w Zjednoczonych Emiratach
Arabskich, jednego z najważniejszych punktów przerzutowych między Azją,
Afryką i Europą. Opływający w pieniądze rosyjscy nowobogaccy przyjeżdżali
tu na zakupy do miejscowych wolnocłowych sklepów. "Kupowali całymi tonami,
dosłownie wszystko, od kredek dla dzieci po samochody, od magnetofonów po
meble z Ikei" - opowiadał But w "NYT".

Prawdziwego majątku dorobił się jednak na handlu kwiatami, które woził z
RPA do szejkanatów znad Zatoki Perskiej (50-krotne przebicie), i mrożonymi
kurczakami wożonymi również z RPA (gdzie w ulubionym przez przemytników i
najemników mieście Pietersburg na północy kraju zbudował chłodnię i
zainstalował się na tamtejszym lotnisku) do Nigerii (przebicie
dziesięciokrotne).

W połowie lat 90. miał już setkę samolotów należących do kilkunastu firm,
które nieustannie otwierał i zamykał, zmieniał ich nazwy i siedziby.
Działał na czterech kontynentach i zatrudniał tysiąc pracowników. Swoim
pilotom płacił po 5-6 tys. dol. miesięcznie, co dla mieszkańców byłego ZSRR
było sumą astronomiczną. Nic dziwnego, że zatrudnienia szukali u niego
najlepsi piloci z byłej Armii Czerwonej, dla których także loty do krajów
ogarniętych wojnami nie były pierwszyzną. Za takie ryzykowne kursy But
płacił jednorazowo nawet 10 tys. dol. Kilka samolotów rozbiło się w Afryce,
co najmniej dwa zostały zestrzelone.

Niczym niezrażony But śnił jednak o potężnych powietrznych pasażerskich i
towarowych liniach, które zaopatrywałyby Azję i Afrykę. Zabierał na pokład
każdy towar, także broń. Twierdził, że dla niego samego, a także dla jego
pilotów nieważne było, co przewożą, byle na miejscu otrzymać należną
zapłatę. Woził też do Afryki ładunki innych handlarzy bronią.

"Wielu usiłowało robić to samo co But, ale on wyróżniał się rozmachem i
determinacją. Nikt nie działał na taką skalę jak on i nikt nie był taki
bezwzględny - powiedział dla "Los Angeles Timesa" anonimowy amerykański
urzędnik. - Stał się w tym biznesie prawdziwym pionierem, a wkrótce znakiem
firmowym całego interesu".

Podziwiał i zbroił
But dostarczał broń wszystkim, zarówno rządom, jak i zwalczającym je
partyzantom. Ani jedni, ani drudzy się nie obrażali, że choć sowicie
opłacany, uzbraja także ich wrogów. Był bowiem zaopatrzeniowcem pewnym i
praktycznie tylko on specjalizował się w dostawach broni do krajów objętych
międzynarodowym embargiem. Taki handel o podwyższonym stopniu ryzyka okazał
się prawdziwą żyłą złota. "Zakazanym" klientom But mógł sprzedawać broń o
wiele drożej niż odbiorcom "legalnym". Nie on zatem musiał zabiegać o
życzliwość klientów, lecz oni o jego przyjaźń. Wystarczyło, by się obraził,
a strumyczek broni dla kacyków i watażków natychmiast wysychał.

Najpierw przerzucał broń na Bałkany, potem skoncentrował się na Afryce.
Przeniósł się do Ostendy na północy Belgii, z powodu liberalnych przepisów
ulubionego miasta wszystkich przemytników broni (tędy m.in. przerzucano
broń w amerykańskiej operacji "Iran-contras" pod koniec lat 80.). Samoloty
Buta krążyły teraz między Bratysławą i Burgas a Ostendą, skąd - wypchane
skrzynkami amunicji, karabinami, moździerzami, granatnikami, a nawet
śmigłowcami - startowały do Afryki. Zaopatrzone w fałszywe dokumenty
przewozowe lądowały w Egipcie, Dżibuti, Zimbabwe lub Togo, skąd zaraz
przeładowywano dostawę do innych samolotów, a te lądowały już na tajnych
lądowiskach w dżungli lub na sawannie.

Odbiorcami dostaw Buta byli przede wszystkim przywódcy Libii, Burkina Faso
i Liberii: Muammar Kaddafi, Blaise Compaore i Charles Taylor, którzy
wspierali pod koniec lat 90. rebelianckie armie we wszystkich możliwych
krajach Afryki Zachodniej, by położyć rękę na ich bogactwach (to za ich
sprawą wybuchły bądź wciąż się toczą wojny w Sierra Leone, Liberii, Gwinei,
Wybrzeżu Kości Słoniowej, Gambii, Senegalu, Gwinei-Bissau). But kazał sobie
płacić gotówką i diamentami, które przemycał do Antwerpii.

Zaopatrywał też rebeliantów z UNITA z Angoli oraz niemal wszystkie armie
biorące udział w trwającej od początku lat 90. barbarzyńskiej wojnie w
rejonie afrykańskich Wielkich Jezior, a także w Sudanie i Ugandzie. Służył
wszystkim, którzy mieli pieniądze. Woził swoimi samolotami prezydentów i
rebeliantów. Sprowadzał broń dla Mobutu Sese Seko, dyktatora Zairu, ale
uzbrajał też powstańców, którzy podnieśli zbrojny bunt przeciw niemu w
dżungli Kisangani i nad jeziorem Kivu. Z jednym z przywódców rebelii
Jean-Pierre'em Bembą (dziś wiceprezydentem Konga-Kinszasy) nawet się
zaprzyjaźnił i wspólnie jeździli na myśliwskie wyprawy.

Sprowadzał broń dla ekstremistów Hutu z Ruandy, którzy po dokonanej w 1994
r. zbrodni ludobójstwa skryli się na kongijskich brzegach jeziora Kivu,
skąd szykowali się do nowej wojny przeciwko ruandyjskim Tutsi. Jednak w
1994 r. woził też do Ruandy francuskich spadochroniarzy i legię
cudzoziemską, wysłanych, żeby położyć kres rzeziom. W wywiadzie dla "New
York Timesa" przyznawał się jeszcze do transportów wojsk pokojowych ONZ do
Somalii, Sierra Leone i na Timor Wschodni. "Najpierw pomagał w zabijaniu, a
potem się zjawiał jak dobry Samarytanin. Zarabiał dwa razy" - mówił "Los
Angeles Timesowi" amerykański dyplomata.

To But pożyczył Kaddafiemu samolot, którym wróciło z Filipin do Trypolisu
sześciu europejskich zakładników uwolnionych przez porywaczy z ugrupowania
muzułmańskich fanatyków Abu Sajjaf (wolność dla nich wytargował osobiście
Libijczyk).

Rosyjski handlarz bronią przechwalał się też hojnymi datkami, jakie wpłacał
na rzecz UNICEF, a "Los Angeles Times" opisał historię rosyjskiego
rowerzysty Władysława Kietowa, który podróżując dookoła świata, wpadł na
Buta w Szardży. Zachwycony But kupił mu bilet powrotny do Moskwy i
podarował 50 tys. dol. Kiedy wdzięczny Kietow zaproponował, że wywiesi na
swoim rowerze logo z nazwą firmy Buta, ten odmówił: "Jakie logo? Zresztą
firma nie potrzebuje rozgłosu".

Żył jak król. Kupił apartament w drogiej dzielnicy Moskwy, domy na
atlantyckim wybrzeżu pod Ostendą, w RPA i w Szardży; jeździł luksusowymi
samochodami.

Amerykański i brytyjski wywiad, które w 1999 r. postanowiły bliżej
zainteresować się Butem, latem 2000 r. ogłosiły go największym i
najniebezpieczniejszym handlarzem bronią w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w
Azji Środkowej. "Wszędzie go było pełno - opowiadała "New York Timesowi"
Gayle Smith z Narodowej Rady Bezpieczeństwa USA. - Był geniuszem
destrukcji. Wszędzie tam, gdzie myśmy próbowali zaprowadzać pokój, on siał
zniszczenie i wojnę".

Amerykanie uznali Buta za człowieka zagrażającego bezpieczeństwu światowemu
i postanowili dobrać mu się do skóry. Także po to, by dać nauczkę jemu
podobnym.

Organizacja Narodów Zjednoczonych wymieniała go w swoich rezolucjach jako
podżegacza wojennego. Brytyjski dyplomata nazwał go w parlamencie
"handlarzem śmierci". Szybko jednak prześladowcy Buta zrozumieli swoją
bezsilność. Handlu bronią bowiem nie zakazuje żadne prawo. Zaleceniem,
nawet nie nakazem, są ogłaszane przez ONZ embarga, zresztą notorycznie
łamane.

Gorzej - rządy bogatych państw, które głośno potępiają zbrodnie wojenne
popełniane przez rozmaite krwawe reżimy i armie rebelianckie, gdy staje
kwestia zakazu handlu bronią, milczą. Zdają się podzielać opinię Buta,
który w wywiadzie dla "New York Timesa" powiedział, że zabijają nie
karabiny, lecz ludzie.

W 1996 r. 33 państwa NATO i byłego ZSRR zobowiązały się ograniczyć i
surowiej kontrolować handel arsenałami konwencjonalnymi. Obietnice
pozostały na papierze. W 1998 r. Ameryka próbowała przekonać Europę do
ograniczeń w handlu bronią - ale jej sugestie odrzuciły kraje czerpiące z
tego procederu szczególne korzyści: Rosja, niemal wszystkie państwa Europy
Wschodniej, Hiszpania, Portugalia i Belgia.

Nie mogąc ścigać Wiktora Buta za handel bronią ani za jakiekolwiek
przestępstwo popełnione na terytorium USA, Amerykanie postanowili
przynajmniej utrudnić mu życie. Na ich prośbę najpierw Belgia rozesłała
listy gończe za nim - nie za handel bronią nawet, ale za szmugiel diamentów
i pranie pieniędzy. Potem w ślady Belgii poszła RPA. But schronił się w
Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie opieką otoczył go zausznik samego
emira.

Pohandlujmy z al Kaidą
W lutym 2002 r. wydawało się, że gwiazda Buta nieuchronnie zgaśnie.
"Washington Post" i "Los Angeles Times" ujawniły, że But sprzedawał broń
afgańskim talibom, a z terrorystami z al Kaidy współpracował przy przemycie
diamentów z Afryki. Kiedy zaś Amerykanie zdobyli Afganistan, pomógł al
Kaidzie wywieźć jej skarbiec do Sudanu.

Podobne rewelacje mogły dla Buta oznaczać tylko wyrok. Po atakach na WTC i
Pentagon 11 września 2001 r. Amerykanie nie mieli litości dla ludzi
współpracujących z al Kaidą.

But sprzedawał broń do Afganistanu od połowy lat 90., gdy tamtejszy rząd
byłych mudżahedinów Burhanuddina Rabbaniego i Ahmada Szaha Massuda musiał
odpierać ataki talibów. W rozmowie z "New York Timesem" But przyznawał, że
Massudowi pomagał, bo imponowała mu jego waleczność, niezależność i
krystaliczna uczciwość. Woził mu samolotami broń także dlatego, że
poprosiła go o to Rosja, która sama zbroić Massuda nie chciała (wolała
zachować pozory bezstronności w wojnie afgańskiej) i nie mogła (Afganistan
jako kraj ogarnięty wojną obłożony był ONZ-owskim embargiem). Także Massud,
który w latach 80. niemal w pojedynkę zmagał się z całą Armią Radziecką,
nie mógł wystawiać na szwank swojej reputacji, przyjmując otwarcie pomoc od
Kremla.

Latem 1995 r. talibowie wytropili na niebie i zmusili do lądowania w
Kandaharze samolot Buta z bronią dla Massuda. Rok później po długich
targach (sam But kilka razy latał do Kandaharu) samolot wraz z
siedmioosobową załogą został uwolniony. Według oficjalnej wersji pilotom
udało się obezwładnić strażników, uruchomić samolot i tuż nad ziemią, aby
uniknąć pościgu, bezpiecznie odlecieć do Szardży. "Naprawdę w to
uwierzyliście? Naprawdę uważacie, że można ot tak wskoczyć do
unieruchomionego od roku samolotu i po prostu odlecieć? - pytał But w
rozmowie z "New York Timesem". - Nikt z Kandaharu nie uciekał. Uwolniono
ich". Kto? - tego już nie powiedział i radził amerykańskiemu
dziennikarzowi, by zanadto nie drążył tematu, bo mogłoby to się okazać dla
niego zabójcze.

Wkrótce po "ucieczce" samolotu Buta z niewoli talibów Rosjanin zaczął dla
nich pracować. Talibowie potrzebowali jego pomocy jak tlenu. Choć zdobyli
stolicę kraju Kabul (w 1996 r.), świat nie tylko nie uznał w nich
prawowitych władców, ale okrzyknął banitami, poplecznikami terrorystów
Osamy ben Ladena. Izolowani, potrzebowali wszystkiego - broni, amunicji,
paliwa, części zamiennych, żywności, lekarstw, materiałów budowlanych.
Wszystko musieli sprowadzać z zagranicy, bo w ogarniętym od ćwierćwiecza
wojną Afganistanie nie działała już żadna fabryka. Nie mieli też ani
pilotów, ani samolotów - zresztą i tak nie mogliby podróżować nimi po
świecie, bo ONZ zakazała państwom członkowskim wpuszczania afgańskich
samolotów w swoją przestrzeń powietrzną.

Wszystkim tym kłopotom zaradził Wiktor But, który swoimi, nieobjętymi wszak
embargiem, samolotami woził do Afganistanu nie tylko broń i towary, ale
także arabskich ochotników, rekrutów na świętą wojnę, także przeciwko
Ameryce. Dzięki dostawom Buta już w 1999 r. talibowie i arabscy ochotnicy z
al Kaidy zapędzili Massuda w wąwozy Hindukuszu i mieli pod kontrolą
praktycznie cały kraj.

Ja tylko przewożę towary
"Kiedy obudziłem się 11 września 2001 r., wiedziałem, że zostanę ogłoszony
największym wrogiem, następnym zaraz po Osamie ben Ladenie - powiedział
"New York Timesowi". - Wszystko to jednak jest dużo bardziej
skomplikowane".

Po 11 września wyjechał z Szardży. Zniknął. Pojawił się znowu w lutym 2002
r. - to wtedy właśnie, oficjalnie już poszukiwany w Rosji, wystąpił w Radiu
Echo Moskwy, wprawiając jego słuchaczy w stan rozbawienia. I znowu zapadł
się pod ziemię.

Rosjanie do dziś nie wyjaśnili, jak poszukiwany na całym świecie But
wjechał w 2002 r. do Rosji i jak długo w niej pozostał. W wywiadach
tłumaczył, że nie ma nic wspólnego z nielegalnym handlem bronią - on tylko
"zwyczajnie przewozi towary".

Rosyjscy eksperci wojskowi twierdzą jednak, że przy niektórych operacjach
But korzystał z cichej pomocy rosyjskich służb specjalnych. - Niemal
wszystkie służby specjalne są zaangażowane w niejasne kombinacje z handlem
bronią bądź jej przekazywaniem - mówi "Gazecie" ekspert proszący o
zachowanie anonimowości, bo "w tym interesie jedno słowo wypowiedziane za
dużo może być czasem słowem ostatnim". - Na terenie b. ZSRR, gdzie nie
działa cywilna kontrola nad strukturami siłowymi, oficerowie często robią
to na własną rękę. Jeśli nie stoi to w jawnej sprzeczności z interesami
państwa, to się tego nie zauważa. But prawdopodobnie funkcjonował w ten sam
sposób.

Dajcie spokój z czarną listą
Według "New York Timesa" już we wrześniu 2002 r. Condoleezza Rice,
doradczyni prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego, nakazała swoim
podwładnym, by nie traktowali "sprawy Buta" priorytetowo, że wymaga ona
rozwiązań dyplomatycznych. Ameryka nie naciskała na Moskwę więcej ani w
sprawie wydania Buta, ani w sprawie handlu bronią. "Rosja stała się zbyt
ważnym sojusznikiem w globalnej wojnie z terrorystami, by narażać na szwank
tę przyjaźń z powodu Buta" - napisał John Daniszewski, moskiewski
korespondent "Los Angeles Timesa".

W połowie maja 2004 r. "Financial Times" podał, że Amerykanie przekonali
Brytyjczyków, by nie domagali się umieszczenia nazwiska Buta na czarnej
liście podżegaczy wojennych z zachodniej Afryki, co pociągałoby za sobą
konieczność zamrożenia kont bankowych Rosjanina. Sugerowała to specjalna
komisja ds. sankcji ONZ. "To wstrętne. Jeśli tacy ludzie jak But będą
pozostawać bezkarni, nigdy nie zaprowadzimy pokoju w Afryce Zachodniej" -
powiedział "Financial Timesowi" zdegustowany zachodni dyplomata z komisji
ds. sankcji. Anonimowy dyplomata ONZ poinformował zaś gazetę, że Amerykanie
bronią Buta, bo "wykorzystują go i jego samoloty w Iraku".

- Kilka tygodni temu rzeczywiście dotarły do mnie wieści, że But
współpracuje z Amerykanami w Iraku - mówi "Gazecie" Rusłan Puchow, dyrektor
moskiewskiego Centrum Analiz Strategii i Technologii zajmującego się
monitorowaniem rynku broni. - Prawdopodobnie wozi im jakieś duże instalacje
niezwiązane bezpośrednio ze sprawami wojskowymi. Cóż, można różnie moralnie
oceniać fakt, że But, do niedawna ścigany na świecie za handel bronią, dziś
pracuje dla Amerykanów i w zamian zapewnia sobie bezkarność.

- Z drugiej strony jednak - ocenia Puchow - wolę, żeby tacy ludzie jak But
działali pod kontrolą państwa. Nie dotyczy to zresztą tylko handlarzy
bronią, ale byłych komandosów, wywiadowców, ludzi ze służb specjalnych. Na
całym świecie rośnie armia świetnie wyszkolonych żołnierzy, którzy w dość
młodym wieku przechodzą na emeryturę. Państwo powinno zapewnić im zajęcie i
godziwe zarobki - inaczej zaczną działać na własną rękę, często na szkodę
ogółu. Być może dzięki współpracy z Amerykanami But wycofa się z innych
podejrzanych interesów. I to będzie z korzyścią dla wszystkich. "

--
REMOV


REMOV

unread,
Jun 22, 2004, 9:11:39 AM6/22/04
to
Hmm... już po wysłaniu rzuciłem okiem na wielkość e-maila. Modemowców w
razie czego przepraszam, następnym razem postaram się sprawdzić wcześniej.

REMOV


sedzi...@gazeta.skasuj-to.pl

unread,
Jun 22, 2004, 9:56:57 AM6/22/04
to
http://www.airliners.net/Airliners_net_image.file?filename=1/2/2/492221.jpg

"Hubert" (SP-FNC) w barwach Polnipponu na Okeciu 19 maja 1996. Szara farba
antyradarowa na gondolach silnikow, dolnej czesci kadłuba i stateczniku
pionowym. Napis POLNIPPON CARGO na kadłubie i ozdobny emblemat z "polsko-
japońską" flagą na stateczniku pionowym, sfotografowane wczesniej na Orly (3
lipca 1992) starannie zamalowane.

http://www.airliners.net/Airliners_net_image.file?filename=7/4/7/070747.jpg

Na wcześniejszym zdjęciu z Rotterdamu (kwiecień 1992) szczególnie dobrze
widoczne elementy pomalowane charakterystyczną matową szarą farbą
antyradarową radzieckiego lotnictwa wojskowego

http://www.airliners.net/Airliners_net_image.file?filename=4/4/4/246444.jpg

http://www.nytimes.com/2003/08/17/magazine/17BOUT.html

Wiktor Anatoliewicz:
http://www.artukraine.com/buildukraine/bout.htm
http://www.artukraine.com/buildukraine/images/bout.jpg

kanguro

unread,
Jun 22, 2004, 3:54:07 PM6/22/04
to

Użytkownik "REMOV" <_re...@mail.ru> napisał w wiadomości
news:cb9b5l$apg$1...@news.onet.pl...


niezle niezle
ciekawe ile pozyje:)
i jak dlugo bedzie pracowal:)
nawiasem mowiac w polsce sa ludzie o podobnych zyciorysach
jednego mialem okazej poznac
twardziela gralem zeby nie pokazac ze mi szczena opada jak go sluchalem :)
a powiedzial mi tylko tyle ile chcial zeby nie powiedziec za duzo :)

pozdr
k


Bohdan 'Nexus' Horst

unread,
Jun 22, 2004, 4:16:21 PM6/22/04
to
On 2004-06-22, REMOV <_re...@mail.ru> wrote:
> Hmm... już po wysłaniu rzuciłem okiem na wielkość e-maila. Modemowców w
> razie czego przepraszam, następnym razem postaram się sprawdzić wcześniej.

jako modemowiec jestem wdzięczny:) czytało sie znakomicie:)

pozdrawiam

--
Bohdan 'Nexus' Horst

PAweł

unread,
Jun 22, 2004, 4:35:38 PM6/22/04
to

czyzbyś poznał Andrzejka I.?
--
Przy odpowiedzi bezpośrednio do mnie, w adresie użyj zamiast pełnej
nazwy "wirtualnapolska" jej skrót, tj. "wp" Pozdr.
P

Mikolaj Machowski

unread,
Jun 22, 2004, 4:42:15 PM6/22/04
to
<sedzi...@gazeta.SKASUJ-TO.pl> napisał:

> Zdjęcie wraka Iła-18 Polnipponu "Hubert" (SP-FNZ) na lotnisku polowym w
> prowincji Katanga, Demokratyczna Republika Kongo:
>
> http://www.airliners.net/open.file/499363/M/

Bardzo dobry tekst.

m.
--
Oprócz świra trzeba jeszcze mieć talent.
- Maciej Bojko

kanguro

unread,
Jun 23, 2004, 3:45:27 AM6/23/04
to

Użytkownik "PAweł" <pgor...@wirtualnapolska.uzyjskrotu.pl> napisał w
wiadomości news:cba4pu$j40$1...@atlantis.news.tpi.pl...

> kanguro wrote:
> > Użytkownik "REMOV" <_re...@mail.ru> napisał w wiadomości
> > news:cb9b5l$apg$1...@news.onet.pl...
> >
> >
> > niezle niezle
> > ciekawe ile pozyje:)
> > i jak dlugo bedzie pracowal:)
> > nawiasem mowiac w polsce sa ludzie o podobnych zyciorysach
> > jednego mialem okazej poznac
> > twardziela gralem zeby nie pokazac ze mi szczena opada jak go
> > sluchalem :) a powiedzial mi tylko tyle ile chcial zeby nie
> > powiedziec za duzo :)
> >
>
> czyzbyś poznał Andrzejka I.?

tez andrzej ale nie I
pilot
widzialem jego paszport :)
egzotyka :)

k

Muzykant Janko

unread,
Jun 23, 2004, 5:44:34 AM6/23/04
to
kanguro <kan...@poczta.fm> napisał(a):

>
> Użytkownik "PAweł" <pgor...@wirtualnapolska.uzyjskrotu.pl> napisał w
> wiadomości news:cba4pu$j40$1...@atlantis.news.tpi.pl...
> > kanguro wrote:
> > > Użytkownik "REMOV" <_re...@mail.ru> napisał w wiadomości
> > > news:cb9b5l$apg$1...@news.onet.pl...
> > >
> > >
> > > niezle niezle
> > > ciekawe ile pozyje:)
> > > i jak dlugo bedzie pracowal:)
> > > nawiasem mowiac w polsce sa ludzie o podobnych zyciorysach
> > > jednego mialem okazej poznac
> > > twardziela gralem zeby nie pokazac ze mi szczena opada jak go
> > > sluchalem :) a powiedzial mi tylko tyle ile chcial zeby nie
> > > powiedziec za duzo :)
> > >
> >
> > czyzbyś poznał Andrzejka I.?

Wujek, a cóżeś ty taki tajemniczy, przecież ten twój gość reklamuje się w
necie. W świecie też jest dosyć znany w swoim zawodzie, przez różne ważne
gremia jest wspominany. I bardzo dobrze. Biznes jest biznes. Sam byś chciał
mieć taki. Porozmawiaj z Wiktorem Anatoliewiczem, może cię weźmie na
praktykę.

Obejrzyj sobie:

http://www.polishmarket.com.pl/artykul.php?id=1043.
[specialises in charter flights (including heavy cargo transports) and
flights to substandard airfields and landing sites]

http://www.eik.pl/bielik.htm
[1991 - rozpoczęcie operacji cargo na trasach: Harrare/Amsterdam,
Warszawa/Teheran;- loty z pomocą humanitarną do Kabulu i Sarajewa; 1991 -
sprzedaż do Nigerii śmigłowców PZL-Sokół i Mi-2;- 1992 - transport żołnierzy
Organizacji Narodów Zjednoczonych wraz z wyposażeniem na trasie Melbourne /
Phnom Penh;- dostarczenie do Djibouti śmigłowców i rozpoczęcie szkolenia
pilotów i mechaników Armii Djibouti; - zorganizowanie lokalnej linii
komunikacji pasażerskiej na trasach: Sharjah-Hergeisa-Mogadisho, Djibouti-
Hergeisa, Djibouti-Bossaso wraz z DAALLO Airlines;- 1993 - rozszerzenie
działalności na Kenię, Erytreę i Sudan]

http://www.un.org/docs/sc/committees/Liberia2/1015e.pdf
[United Nations Security Council, Distr.: General,26 October 2001
Original: English, S/2001/1015, Report of the Panel of Experts pursuant to
Security Council resolution 1343 (2001), paragraph 19, concerning Liberia.
Recommendation on End-User Certificates, para 26]

Muzykant Janko

unread,
Jun 23, 2004, 5:45:33 AM6/23/04
to
kanguro <kan...@poczta.fm> napisał(a):

>
> Użytkownik "PAweł" <pgor...@wirtualnapolska.uzyjskrotu.pl> napisał w
> wiadomości news:cba4pu$j40$1...@atlantis.news.tpi.pl...
> > kanguro wrote:
> > > Użytkownik "REMOV" <_re...@mail.ru> napisał w wiadomości
> > > news:cb9b5l$apg$1...@news.onet.pl...
> > >
> > >
> > > niezle niezle
> > > ciekawe ile pozyje:)
> > > i jak dlugo bedzie pracowal:)
> > > nawiasem mowiac w polsce sa ludzie o podobnych zyciorysach
> > > jednego mialem okazej poznac
> > > twardziela gralem zeby nie pokazac ze mi szczena opada jak go
> > > sluchalem :) a powiedzial mi tylko tyle ile chcial zeby nie
> > > powiedziec za duzo :)
> > >
> >
> > czyzbyś poznał Andrzejka I.?

Wujek, a cóżeś ty taki tajemniczy, przecież ten twój gość reklamuje się w

necie. W świecie też jest dosyć znany w swoim zawodzie, przez różne ważne
gremia jest wspominany. I bardzo dobrze. Biznes jest biznes. Sam byś chciał
mieć taki. Porozmawiaj z Wiktorem Anatoliewiczem, może cię weźmie na
praktykę.

Obejrzyj sobie:

http://www.polishmarket.com.pl/artykul.php?id=1043.
[specialises in charter flights (including heavy cargo transports) and
flights to substandard airfields and landing sites]

http://www.eik.pl/bielik.htm
[1991 - rozpoczęcie operacji cargo na trasach: Harrare/Amsterdam,
Warszawa/Teheran;- loty z pomocą humanitarną do Kabulu i Sarajewa; 1991 -
sprzedaż do Nigerii śmigłowców PZL-Sokół i Mi-2;- 1992 - transport żołnierzy
Organizacji Narodów Zjednoczonych wraz z wyposażeniem na trasie Melbourne /
Phnom Penh;- dostarczenie do Djibouti śmigłowców i rozpoczęcie szkolenia
pilotów i mechaników Armii Djibouti; - zorganizowanie lokalnej linii
komunikacji pasażerskiej na trasach: Sharjah-Hergeisa-Mogadisho, Djibouti-
Hergeisa, Djibouti-Bossaso wraz z DAALLO Airlines;- 1993 - rozszerzenie
działalności na Kenię, Erytreę i Sudan]

http://www.un.org/docs/sc/committees/Liberia2/1015e.pdf
[United Nations Security Council, Distr.: General,26 October 2001
Original: English, S/2001/1015, Report of the Panel of Experts pursuant to
Security Council resolution 1343 (2001), paragraph 19, concerning Liberia.
Recommendation on End-User Certificates, para 26]

kanguro

unread,
Jun 23, 2004, 12:41:29 PM6/23/04
to

Użytkownik "Muzykant Janko" <sedzi...@WYTNIJ.gazeta.pl> napisał w
wiadomości news:cbbjft$t6n$1...@inews.gazeta.pl...
> kanguro <kan...@poczta.fm> napisał(a):

prosze odnosic sie do tego kto faktycznie napisal text do ktorego sie
odnosisz
inaczej mowiac prosze nie tytulowac mnie wujkiem

pozdr
od ciotki zuzanny

Muzykant Janko

unread,
Jun 23, 2004, 11:29:49 PM6/23/04
to
kanguro <kan...@poczta.fm> napisał(a):


Sorry, przeoczenie. Ale Andrzej I. sie faktycznie reklamuje...

0 new messages