W dniu 2015-08-23 o 09:58, MM pisze:
[ciach]
Prześledziłem tę dyskusję i pozwolę sobie wrzucić uwagę natury ogólnej,
nieco obok zasadniczego tematu.
Właśnie wróciłem z kolejnej w moim życiu wycieczki do Anglii.
Udało mi się poznać tamtejszą kolej może nie na wylot, ale całkiem
przyzwoicie, przynajmniej od strony pasażerskiej. Wpływ na to miał nie
tylko ostatni wyjazd, ale i kilka poprzednich, m.in. ten z 2012, kiedy
to siedziałem w Daventry przez kilka miesięcy i pracowałem w fabryce
ciastek, od czasu do czasu wypuszczając się gdzieś pociągiem. Poznałem
działanie systemu sprzedaży biletów, sposób funkcjonowania sieci
kolejowej i jej przybliżony kształt, a przede wszystkim świetnie się
bawiłem, jeżdżąc sobie Intercity 125 czy też szczerzącymi się głupio
pendolinami Virgin Trains.
Gdy więc wróciłem do kraju i zacząłem czytać dysputy na pl.misc.kolej, w
których znowu pojawiają się te same argumenty co zawsze, znowu
postulowany jest powrót do jednolitego PKP, a przynajmniej do jednolitej
taryfy (oczywiście regionalnej - bo najtańszej) i znowu postulowana jest
elektryfikacja jako jedyny słuszny sposób na spoistość sieci połączeń -
mam wrażenie, że dyskutanci zupełnie mijają się z sednem sprawy. Pozwolę
sobie wyjaśnić.
Angielska sieć kolejowa wydaje się być najgorszym, co może sobie
wyobrazić polski miłośnik kolei. Działa tam pierdyliard spółek, czasem
operujących na tych samych trasach i konkurujących o pasażerów (np.
London Midland i Virgin Trains na trasie Londyn - Liverpool, te dwie
plus Chiltern Railways na trasie Londyn - Birmingham). Taryfa jest tak
mało przejrzysta, że trudno to sobie wyobrazić - inne ceny na pociągi
szczytowe i pozaszczytowe, kilka stopni advance'u, rozmaite umowy
dwustronne o wzajemnym honorowaniu lub jego braku; często całkowity
koszt dwóch połączeń odległych od siebie czasowo o pół godziny potrafi
różnić się dwu- lub trzykrotnie. A jakby tego było mało, nie ma
właściwie żadnego ścisłego podziału na kategorie pociągów - niektóre
stają ka każdym przystanku, niektóre tylko na ważniejszych stacjach,
niektóre potrafią pomijać co drugi postój, jeszcze inne przez pół trasy
zatrzymują się wszędzie, a przez drugie pół wcale. Koszmar, prawda?
Czemu więc to działa?
Bo, po pierwsze, liczba pociągów jest tak olbrzymia, że każdy może bez
trudu wybrać sobie taki, jaki mu najbardziej pasuje, a po drugie, system
sprzedaży biletów jest genialny. Wskazuje zarówno najszybsze połączenia,
jak i te z najniższą ceną, sam kalkuluje najbardziej sprzyjającą ofertę
i pozwala wybrać inną, jeśli ktoś ma ochotę na większą elastyczność,
albo chce się poburżuić pierwszą klasą. Klient już po paru kliknięciach
wie, ile wyniesie go podróż, ile czasu będzie jechał i jakie są
alternatywy. A potem robi przelew, idzie do automatu na dworcu i odbiera
swój bilet, na którym jest wyraźnie napisane, kiedy i na co jest ważny
(albo Anytime Day Single Adult London Thameslink to Luton Airport, albo
London St Pancras -> Sheffield 23-AUG-15 12:30 Mr P Waszkielewicz).
Wszystkie międzyspółkowe rozliczenia, umowy, wzajemne honorowania,
kalkulacje taryf i tym podobne guzik go obchodzą.
A co do elektryfikacji, w Anglii nikogo nie dziwi spalinowy Intercity
125 albo nowszy Voyager, pomykający sobie pod drutem przez pół trasy,
albo nawet przez całą, jeśli tak przewoźnikowi pasuje. Pasażerów
zwyczajnie guzik to obchodzi i nikt nie uważa braku druta za dobrą
wymówkę do braku połączeń bezpośrednich albo konieczności przesiadki.
Tak, wiem, że różnice w bogactwie, inne zasoby, inne tradycje i tak
dalej. Ale konkluzja jest taka, że moim zdaniem największym problemem
polskiej kolei jest jej nieprzyjazność w stosunku do potencjalnego
pasażera i często zły rozkład jazdy - znacznie większym niż podział na
spółki, braki w drucie czy niejednolita taryfa.
Pozdrawiam,
--
Piotr Waszkielewicz
piotrwasz (małpa) o2 (kropka) pl
====>
http://psoras.wordpress.com <====
Quidqiud latine dictum sur, altum videtur.