On 19 Feb., 23:58, " Janusz" <
janusz.g-1.SKA...@gazeta.pl> wrote:
> Leschek Jeschke <
n...@leschek-jeschke.de> napisał(a):
>
> > Od ostatniego lata, w zwiÄ zku z czÄ stymi kradzieĹźami wyposaĹźenia
> > infrastruktury we wschodnich landach, funkcjonariusze Policji Federalnej
> > raczej rzadko pobĹ aĹźajÄ osobom spotkanym na torach.
>
> Czyli co, po niemieckich torach lepiej się nie włóczyć? Jak w praktyce wygląda
> patrolowanie torów? W Polsce też teoretycznie za szwendanie się po torach grozi
> mandat (z tego, co wiem), a jednak mnóstwo ludzi wydeptuje ścieżki po lokalnych
> liniach kolejowych, nie słyszałem też o przypadku, żeby jakiś "zwiedzacz"
> został ukarany mandatem za wejście na wiadukt kolejowy.
>
No to, powiem Wam, jak to wyglada z drugiej, kolejowej strony:
jak ktos przebiega przed jadacym pociagiem, to daje sie potezne Rp1 i
slownie taka
osobe sie dokladnie opiernicza. Wzywanie BP nic nie da, bo za czym
"zieloni" przyjada
tej osoby juz najczesciej nie ma.
Inna sprawa jest gdy na peronie z przeciwnej strony "madra inaczej"
mlodziez, siedzi sobie na krawedzi peronu
i macha nogami. Wtedy tez daje sie RP1 i wzywa sie przez radio
dyzurnego, zeby jakis komunikat przez megafony podal. Dyzurny czesto w
takich wypadkach powiadamia pociag , ktory ma jechac po tym torze,
przy ktorym jest dany peron i kaze jechac wolno lub nawet wystawia
rozkaz szczegolny. Wzywa takze BP.
Najgorsza, dla podroznych, jest sytuacja, kiedy jakies dzieci bawia
sie kolo torow, lub nawet na miedzytorzu.
Wtedy wstrzymuje sie ruch pociagow - wszystkich, czyli np. w Zaglebiu
Ruhry wszystkich 4 lub 6 torow!
Wysyla sie wtedy BP, ktorzy obszukuja dany teren. Trwa to do godziny:
dojazd, dojscie w zarosnietym terenia, szukanie i "odboj". Mozecie
sobie wyobrazic, co sie wtedy dzieje na lini i na stacjach, kiedy jest
szczyt w ruchu i co kilkadziesiet sekund pociagi przejezdzaja przez
ten pechowy odcinek. Na wszystkie straty spowodowane
tymi opoznieniami, DB, a takze prywatni EVU (przewoznicy kolejowi)
wystawiaja rachunki.
Dyspozytorzy odcinkowi i dyzurni sa na takie przypadki uczuleni i nie
ma "miluj sie". W Zaglebiu Ruhry,
gdzie jest bardzo gesta sie kolejowa i na malym terenie mieszka bardzo
duzo ludzi, czesto dochodzi
do tragicznych wypadkow. Sam na tzw. towarowej linii "polnocnej"
Oberhausen- Hamm, stalem trzy godziny, bo jadacy przede mna kolega
przejechal trzylatka, ktory bawil sie na torach, kilkadziesiat metrow
od ogrodu, w ktorym rodzce griliowali.
Z doroslymi, tez jest nie lepiej: pewnego razu, w czasie meczow
Bundesligi, kibice wysiedli sobie z S-bahny,
ktora sie zepsula i na piechote poszli na stacje Koeln Hbf. Innym
razem Dyspozytor odcinkowy, kazal mi sie odczepic z mojego prywatnego
pociagu i sciagnac do stacji RE z DB Regio, ktory wjechal na stado
krow.
Durni ludzie, wysiedli z tego RE i torami szli do peronu, ktory byl
kilkaset metrow dalej. Oczywiscie po obydwu torach. Godzina byla 8
rano, ludzi kilkaset, a linia Fulda - Frankfurt, gdzie co pare minut
jechaly ICE, RE, RB i masa towarowych. Oczywiscie pelne zamkniecie i
totalny chaos.
Z doroslymi i to nawet w kamizelce ochronnej, tez mialem ciekawy
przypadek: pewnego razu na Bayerach dostale rozkaz "jazda na
widocznosc" i "osoby w torze". Co sie okazalo, obok toru gdzie
jechalem idzie sobie , notabene fajna laska w kamizelce ochronnej.
Zahamowalem pociag i oprocz pytania o numer telefonu :-), pytam sie co
ona tu robi, a ona na to, ze jest z jakies prywatnej firmy ochrony
srodowiska i na zlecenie gminy oglada obok torowiska jakies zabki, czy
inne zwierzatka ! ;-) Pouczylem ja zeby nie wchodzila na tory,
umowilem sie na kawe :-) i pojechalem dalej. Zawsze w takich
przypadkach dyzurnemu trzeba zdac zwrotny meldunek.
Wiec, tak drodzy mikole, uwaga na ten most. Jezeli dyzurny w jakis
sposob dowie sie, ze coraz wiecej ludzi kreci sie po nim, to mozecie
byc pewni, ze po niemieckiej stronie beda sie czaic BP.
I to co pisze Leschek, ma podstawy. W ostatnim roku o kilkaset procent
wzrosly kradzieze miedzi , szczegolnie na wschodnich terenach Niemiec.
BP przechwycila juz pare szajek, szczegolnie z woj. lubuskiego. Straty
tych kabli, to pare tysiecy EURO, ale wstrzymanie ruchu, jak pare
miesiecy temu na obodnicy Berlina to juz setki tysiecy.
Oczywiscie sama kara z kodeksu karnego tak nie boli, jak
odszkodowanie, ktore trzeba DB Netz zaplacic.
Tomek, milego dnia, u nas juz wiosna: +10°C, ale z praca poczekam do
marca ;-)