stefan
unread,Mar 24, 2017, 6:38:49 AM3/24/17You do not have permission to delete messages in this group
Either email addresses are anonymous for this group or you need the view member email addresses permission to view the original message
to
Wagon 268
Część I
Jadę wagonem 268 do Berlina. Jest prąd, wi fi kawa, punktualność.
Przyjeżdżam.
Koniec
Część II
..... zawieź nas do Warszawy
Mam wracać cztery dni później do Warszawy wagonem 268, ale wagonu nie
ma, a za to na pociągu jest tabliczka - Berlin Gdynia.
Niemiecki konduktor zgaduje że to chyba ten pierwszy wagon. Albo ten
drugi. Na chwilę zapalił się numer 268, potem 271 a potem oba zgasły.
Pani Marta słyszała że ten drugi natomiast pan Bogdan że ten pierwszy z
tym że wagon 268 jest równocześnie wagonem 271. No nic - siadamy.
Pan kelner nadjeżdża z wózkiem i częstuje herbatą.
Dosiadają się pasażerowie. Chcą wiedzieć czy to wagon 268 czy 271. Jeden
Konduktor polski twierdzi że 271, drugi że 268 ale pociąg na pewno do
Warszawy. Skąd się wzięła Gdynia - nie wiadomo. Ale to zabawne.
Granica. Dosiada się tłum i chce wiedzieć czy to wagon 268 czy 271.
Jeśli 268 to siedzę na swoim miejscu. Jeśli 271 - to siedzę na cudzym
miejscu - pani z plecakiem.
Pani z plecakiem stoi w przedziale nade mną, bo na korytarzu nie ma
miejsca. Pyta czy póki co może mi położyć torbę na kolanach bo na
półkach też nie ma miejsca. Zgadzam się.
Przeciska się kelner. Proponuje herbatę. Wypijamy.
Przychodzi konduktor. To jednak wagon 271. A napis 268 był omyłkowo. Kto
by to ogarnął. Wpuszczam panią z plecakiem na swoje miejsce. Pytam czy
mogę jej położyć mój plecak na kolanach kiedy będę się pakował. Zgadza
się. Laptopa też mogę położyć.
Konduktor tłumaczy że Wagonu 268 po prostu nie ma. Zapomnieli doczepić,
podobno często tak bywa, tyle tych wagonów kto by to ogarnął. Za to nie
będzie opóźnienia.
Konduktor mówi, że tak bywa i dodaje że podobno z tyłu pociągu są wolne
miejsca. Pani Marta i pan Bogdan idą szukać, wolno im to idzie bo na
korytarzu 40 osób i 40 waliz. Ja siadam na schodkach. W nogi zimno, za
to z tylu kaloryfer parzy. Tłum gęstnieje, na korytarzu stoi już z 50
osób. Konduktor mówi że może w Poznaniu coś doczepią.
Znowu przeciska się kelner. Żeby przejechał wózek z herbatą, trzy osoby
muszą wejść do toalety.
- Może herbaty? - proponuje kelner.
Wraca pani Marta. Z tylu nie było miejsc, ale chodzą słuchy, że
konduktor widział dwa wolne z przodu. Pani Marta wchodzi z pięcioma
innymi osobami do przedziału, gdzie już siedzi 8 osób żeby przepuścić
wózek z herbatą.
Ta pierwsza osoba jest najsilniejsza bo musi trzymać nad głową walizy
pozostałych. Reszta trzyma nad głową laptopy i torebki. Dzięki temu
wózek przejechał.
- Państwo już dostali herbatę? - pyta kelner.
- Ja dziękuje -mówi facet z walizką nad głową.
Kaloryfer parzy mnie w plecy a nogi mam zmarznięte. Na szczęście nie
muszę wchodzić do toalety, żeby przepuścić wózek. Zaczynam to doceniać.
Wraca konduktor, mówi że z przodu widział kilka miejsc, 10 osób zaczyna
się przepychać po korytarzu do przodu. Facet z walizą nad głową znowu
wchodzi do przedziału, żeby ich puścić. Zostaję, na schodkach
przynajmniej siedzę.
Do tyłu przepycha się cała rodzina z walizami. Słyszeli od konduktora że
z tyłu są jakieś wolne miejsca. Facet z walizą nad głową znowu musi
wejść do przedziału. Jego żona wchodzi za nim, trzyma nad głową torebkę
i żartuje że mięśnie sobie wyrobi.
Ja tymczasem odkryłem, że jesli zdejmę kurtkę oraz sweter i owinę nimi
nogi, to tak bardzo nie marzną, za to w plecy i tak jest ciepło od
kaloryfera.
Mam wrażenie że wszyscy którzy siedzą w toalecie - zazdroszczą mi.
Wraca pani Marta i 10 osób. Wiadomość o wolnych miejscach okazała się
legendą. Teraz pani Marta musi stać koło toalety.
- Przynajmniej zaryzykowałam - mówi filozoficznie.
Przechodzi konduktor i mówi, że jednak nie będzie wagonu w Poznaniu. Za
to podobno z tylu jest wolne miejsce.
Wraca kelner z wózkiem. Pani Marta z 3 osobami wchodzi do toalety i
wtedy kelnerowi udaje się przejechać.
- Można się przyzwyczaić - kiwa głową pani Marta. - Ale niech pan uważa
na łokieć bo mi się wbija - prosi pana Bogdana.
- Herbaty? - pyta kelner.
- Dziękuję, już piłam dwie - mówi pani Marta.
- Weź pan przestań zapierdalać tym wózkiem tam i z powrotem bo ja przez
pana z trzema nieznanymi osobami pół drogi siedzę w toalecie - prosi pan
Bogdan kelnera.
- To jest Intercity - mówi kelner. - I ja muszę zapewnić podróżnym
odpowiednie standardy. Czy dostał pan już herbatę?
Koniec
#PKPIntercityPociągdopodróży
#przygoda przygoda każdej chwili szkoda