> Jak na owe lata system nie był wcale prymitywny i sprawdzał się.
Był prymitywny i nie była to tylko zasługa lokomotywy. Jak to mogło brać
400 kW gdy ogrzewanie w jednym wagonie ile ma mocy? Maksymalnej 25kW?
Średniej?
Najgorsze było niedbalstwo w utrzymaniu. Niesprawne termostaty
zwiększały pobieraną moc i czyniły podróż nieznośną. Nawet ten sam tabor
(111, EN57) teraz znacznie rzadziej cierpi na ten problem, nawet w
wersjach bez modernizacji.
> Zresztą jak widać po tym jak działa "klimatyzacja" w "nowoczesnym" taborze, widać że dla większości przewoźników w polsce, coś bardziej skomplikowanego niż prosty grzejnik, i otwierane latem okno jest tylko wielkim kłopotem z którego utrzymaniem w stanie sprawności mają ciągłe problemy.
Z klimatyzacją bywa różnie choć ogólnie coraz lepiej, ale z ogrzewaniem
to jest lepiej bezdyskusyjnie. Pomijając obecne problemy z dieslami, to
dzisiejsze szynobusy, wagony, autobusy mają znacznie mniej problemów.
Zimy nie takie, to inna rzecz, ale np w ikarusach agregaty włączano gdy
było poniżej -10 (i wtedy się paliły jeden za drugim). W wyższych temp.
w zasadzie ogrzewania nie było, w przyczepie-przegubie nawet nie było
instalacji. W wagonach tramwajowych 13N i podobnych w ogóle nie było
ogrzewania, nie licząc powietrza chłodzącego silniki czy przetwornice
(ale to dawało tyle co nic). O SP32 która jednocześnie ciągnąć i grzać
np rzeźnię zagórzańską nie mogłą, już wspominałem.