W dniu 2015-03-07 o 15:55, Smok Eustachy pisze:
Kilka moich przemyśleń w tej sprawie:
- tak, jak pisali "przedpiścy" kolej była w tych latach na trendzie
wzrostowym, było potrzeba nowych lokomotyw, bo eliminowano parowozy,
szła elektryfikacja i z tego, co pamiętam, co pisano o tamtych czasach,
zakupy były robione zarówno na zasadzie planowego zamówienia konkretnych
modeli oraz jako zakup interwencyjny, bo dostawy się opóźniały albo
przemysł krajowy nie miał możliwości dostawy w przewidywanym okresie
- w perspektywie przewidywalnej w tamtych czasach, mało kto sobie mógł
wyobrazić, że na kolei nastąpi załamanie wzrostu, dlatego potrzebując
lokomotyw większej mocy nie myślało się o tym, że będzie się je kiedyś
dzielić na mniejsze kawałki, co zresztą nie okazało się takie trudne, bo
część ET41 przerobiono na EU07; co więcej zapotrzebowanie na mocniejsze
lokomotywy rosło do tego stopnia, że ET41 prowadziły też cięższe expresy
pasażerskie
- wyprodukowanie lokomotyw dwuczłonowych było prostsze, niż opracowanie
nowych typów, gdyż baza tych członów była w produkcji i wystarczyło w
miarę nie dużym kosztem połączyć dwa człony w jedną lokomotywę, a
ponieważ nie zakładano zmniejszenia zapotrzebowania na mocniejsze
lokomotywy, to pozbawienie 2 kabin dawało wymierne oszczędności.
- aktualnie moce lokomotyw pojedynczych przekraczają ówczesne moce
lokomotyw dwuczłonowych, dlatego bardziej uniwersalnym rozwiązaniem jest
produkcja w dużej mierze lokomotyw pojedynczych, które tylko w pewnych
okolicznościach lub odcinkach tras, łączy się w zespoły, gdyż koszt tych
dodatkowych kabin jest równoważony uniwersalnością taboru i
oszczędnościami w zakresie eksploatacji.