Po polskich występach, Garou postanowił pojechać do Pragi pociągiem.
Niestety nie udało mu się to. W Katowicach został wyrzucony z wagonu, do
którego wsiadł.
Garou
Jak informuje "Gazeta Wyborcza" artysta chciał w nocy z soboty na niedzielę,
po koncercie w Spodku, pojechać do Pragi ekspresem "Chopin". Plany udaremnił
jednak pracownik Warsu pełniący jednocześnie rolę konduktora. Okazało się
bowiem, że aby przekroczyć granicę zgodnie z przepisami trzeba mieć przy
sobie czeskie korony. Piosenkarz miał tylko euro, a kantory były pozamykane.
Błagania i groźba międzynarodowego skandalu nie pomogły, gwiazdor musiał
wysiąść z pociągu.
Intercity zapewnia teraz, że niewiele mogło zrobić w tej sprawie:
"Pociąg należy co prawda do nas, ale mamy umowę z Warsem na świadczenie
niektórych usług, m.in. na pracę konduktora, który zajmuje się obsługą
pasażerów. Dlatego nasza drużyna nie miała na niego wpływu. Kierownik
pociągu negocjował, ale nie mógł niczego nakazać pracownikowi Warsu" -
tłumaczy na łamach gazety Anna Rosiek, rzeczniczka prasowa spółki Intercity.
Konduktor Warsa trzymał się więc kurczowo przepisów, a Garou był zmuszony
wrócić do samochodu.
Mc
Garou wraz ze swym menedżerem i ochroniarzem chcieli zająć miejsca w wagonie
sypialnym. Konduktor oświadczył im, że muszą wykupić... osiem biletów.
"Stwierdził, że on zna takich artystów i tacy artyści to będą kładli bagaż
na pościeli czystej, i on nie będzie chodził po przedziałach i sprawdzał" -
opowiada Andrzej Korczak z Agencji Koncertowej Krab, który odprowadzał
piosenkarza na dworzec.
Gdy pasażerowie nie chcieli kupić tylu biletów, konduktor wyrzucił ich z
pociągu. W międzyczasie doszło do przepychanek. Garou zdecydował się w końcu
pojechać do Czech wynajętym samochodem.
"To duży wstyd dla nas. Mogę tylko ze swej strony przeprosić muzyków i
wszystkich tych, którzy w całym zajściu uczestniczyli" - tłumaczy Anna
Rosiek, rzecznik InterCity, obiecując wyciągnięcie konsekwencji wobec
konduktora.
----------------------------------------------------------------------
ale wstyd... podobno konduktor dostal wypowiedzenie z pracy !
Chodzi o to, że Garou najwyraźniej nie posiadał biletu na przejazd. Poszedł
więc do konduktora Wars-u, a ten powedział mu, że do zakupu biletu potrzebne
będą czeskie korony - w pociagu nie ma możliwości wystawienia biletu
międzynarodowego.Jak wiadomo w wagonie sypilanym, zasadniczo się śpi, więc
jest zasada, że konduktorowi wagonu zostawia się kasę w PLN i CZK, a on na
trasie dokupuje od konduktorów PKP i CD stosowne bilety na przejazd. Garou
nie posiadał CZK i pojawił się problem, gdyż nie byloby możliwości kupienia
biletu u czeskiej obsługi. A chyba lepiej, że nie wsiadł w Katowicach, niż
miałby być wysadzony przez konduktra CD gdzieś w Petrovicach.
--
pozdrawiam
Michał Mraczek
Miłośnik Pociągów Kwalifikowanych
"Jakość poczęstunku w pociągu InterCity jest proporcjonalna do ilości
wagonów Z1 w składzie" (C) ???
"Michał Mraczek" wrote:
>
> Użytkownik "McZapkie" <McZa...@klej.pl> napisał w wiadomości
> news:ca1f7k$fle$2...@galaxy.uci.agh.edu.pl...
> > Co za bzdury ciagle czytam, od kiedy to do wjazdu potrzebne sa
> > korony?
> > Chyba rownowartosc koron?
> > I co ma do tego WARS?
>
> Chodzi o to, że Garou najwyraźniej nie posiadał biletu na przejazd. Poszedł
> więc do konduktora Wars-u, a ten powedział mu, że do zakupu biletu potrzebne
> będą czeskie korony - w pociagu nie ma możliwości wystawienia biletu
> międzynarodowego.Jak wiadomo w wagonie sypilanym, zasadniczo się śpi, więc
To trzeba stworzyć taką możliwość, przynajmniej do stacji, na których
się dany pociąg za3muje zagranicą, proste - prawda? Przecież do q...y
nędzy restorany przyjmują różne waluty i karty i jakoś się mogą z tego
porozliczać...
Przemek
[ciach]
Konduktor po prostu zobaczył sławnego muzyka i chciał w łape dostać.
Później się nie ma co dziwć że ludzie nie chcą jeździć pociągami,
szczególnie ci bogatsi (buisnessmani itp.). Jeden zdecydował się na jazde
pociągiem i co z tego wyszło...
Anka
Nawet gdyby prawo bylo po jego stronie, to kurczowe trzymanie sie
litery prawa w takich sytuacjach swiadczy o daleko posunietej
glupocie i kompleksach.
Mc
--
http://www.kolej.pl/~mczapkie
Anti-spam fake address, glue 'o' to k_lej
Czy na PKP istnieje takie pojęcie, jak Public Relations ? Osobiscie wątpię
... Przypomina mi się anegdota o szczurku i chomiku
--
jaq...@NOSPAMpoczta.onet.pl.USUNTO
No nie wiem... Może ja też mam kompleks niższości? Jeżeli - hipotetycznie -
było tak, jak przypuszczasz, to niby dlaczego "wybitny piosenkarz Garou"
miałby nie zapłacić za faktycznie zajęte miejsca? A gdyby tak, przyładowo,
rozłożył się ze sprzętem na wolnych siedzeniach ICE/TGV/..., to czy
towarzystwo kolejowe XYZ Rails nie skasowałaby go według obowiązującej
taryfy? Nawet jeśli nie, to Garou na pewno nie załatwiałby tego z
kierpociem tuż przed odjazdem pociągu.
W przypadku jakichś awantur, to za oceanem trafiłby jeszcze od razu do
aresztu + kara za straty przewoźnika z powodu opóźnienia. I bardzo dobrze.
Ja w konduktorze winy nie widzę. Nie do niego należy interpretacja
przepisów, lecz ich wykonywanie.
Oczywista zaś rzecz, że brak terminali do kart w pociągach międzynarodowych
to aberracja. Na własne oczy widziałem, że nie było ich w Warsie w EC
Sobieski (2 lata temu, teraz nie wiem). I to niepomiernie dziwiło
cudzoziemców wciąż nienawykłych do zwyczajów panujących w naszym kraju...
Pozdrawiam!
(D)
>
>
> To trzeba stworzyć taką możliwość, przynajmniej do stacji, na których
> się dany pociąg za3muje zagranicą, proste - prawda? Przecież do q...y
> nędzy restorany przyjmują różne waluty i karty i jakoś się mogą z tego
> porozliczać...
>
> Przemek
No cóż. Gdyby na PKP pracowali myślący ludzie, z przejazdu artysty
pociągiem zrobiliby by reklamę, zamieścili artykuł w gazetkach rozdawanych
w IC i byłoby klawo. Jeszcze by w wiadomościach podali. A tak obciach na
cały świat. No ale przecież każdy pasażer na PKP to 80 groszy strat na km.
--
jaq...@NOSPAMpoczta.onet.pl.USUNTO
> No cóż. Gdyby na PKP pracowali myślący ludzie, z przejazdu artysty
> pociągiem zrobiliby by reklamę, zamieścili artykuł w gazetkach
> rozdawanych w IC i byłoby klawo.
No dokładnie. Jak LOT-em leci jakiś znany artysta to zdarza się, że
robią z nim wywiad do Kalejdoskopu.
--
pkpton...@chello.pl
E-mail zabezpieczony antyspamowo!
Aby odpowiedzieć na priva wykreśl z adresu wyrazy: pkp tonie
: No nie wiem... Mo?e ja te? mam kompleks ni?szo?ci? Je?eli - hipotetycznie -
: by?o tak, jak przypuszczasz, to niby dlaczego "wybitny piosenkarz Garou"
: mia?by nie zap?aci? za faktycznie zaj?te miejsca?
Jeszcze mu powinni doplacic za reklame ze jedzie.
Alez na tym pekapie beton.
Przecie chcial placic, tylko waluta nie ta.
Mc
Cóż, szansa odjechała busem... Może zresztą to lepiej, niż miałoby się
okazać, że Garou został okradziony w pociągu ;-)
> Alez na tym pekapie beton.
> Przecie chcial placic, tylko waluta nie ta.
Tak naprawdę to nam strasznie trudno powiedzieć o tym cokolwiek. Ani mnie
tam nie było, ani (prawdopodobnie) Ciebie. Gwoli jednak jasności - nie
bronię firm PKP-IC ani Wars, tylko pracownika. Jeżeli postąpił zgodnie z
procedurami, a one są głupie, to należy zmienić regulacje, nie pracownika.
Inaczej w kraju będziemy mieli lepperyzm pełną gębą.
(D)
> No nie wiem... Może ja też mam kompleks niższości? Jeżeli -
hipotetycznie -
> było tak, jak przypuszczasz, to niby dlaczego "wybitny piosenkarz Garou"
> miałby nie zapłacić za faktycznie zajęte miejsca?
Całkowicie się zgadzam w kwestii kompleksów. Jak nie wiedział co powiedzieć
to powiedział "nie".
A tak swoją drogą, nie obraź się, Polacy moim zdaniem mają kompleks
niższości. I sam się również od tego nie odżegnuję:-(
> Ja w konduktorze winy nie widzę. Nie do niego należy interpretacja
> przepisów, lecz ich wykonywanie.
Ale do niego należy rozum, stary go do tego żadne przepisy nie zmuszą. A
poza tym przepisy są wydawane po coś i mają też i ducha poza literą.
Nie usprawiedliwiaj już zwykłej chamówy, bez przesady.
Trafili na jakiegoś tłuka i tyle. Nie pierwszy raz jezdzisz pociagiem z
pewnoscia i wiesz chyba, że nie każdy ci przyniesie herbate z usmiechem.
pozdro
Bartek Banaszak
--
jaq...@NOSPAMpoczta.onet.pl.USUNTO
> Widzisz ... Zasada jest taka, że najpierw powinno się słuchać
> przełożonego, potem przełożonego tego przełożonego itd. a na samym końcu
> przepisów.
Wyobraź sobie, że jest dokładnie odwrotnie i o take Polske żeśmy
walczyli. Załatwiając gdzieś jakąś sprawę liczysz chyba, że zostaniesz
potraktowany zgodnie z przepisami, a nie idziesz piętro wyżej z
bombonierką? A może się mylę?
> Koleś jawnie postawił się swojemu szefowi więc nie dziwię się,
> że z hukiem poleciał.
I w cuglach wygra sprawę przed każdym sądem pracy.
BR
Mam nadzieje ze nie jechal z dw. Centralnego w Wawie tam okropnie smierdzi
:))))