W dniu piątek, 15 stycznia 2016 11:27:06 UTC+1 użytkownik /dev/SU45 napisał:
> > Szanowny kolego, w kraju o mocno podupadłej kulturze technicznej,
>
> Nie potwierdza tej opinii zachowywanie całkiem licznych autobusów i
> tramwajów z wycofywanych obecnie modeli, które wydawały się być wieczne
> i wszechobecne. Na przykład autosan H9-35 albo ikarusy.
I jak dobrze zapewne wiesz, w znakomitej większości są to inicjatywy prywatne, oddolne, a nie działania ogólnopolskiego muzeum czy chocby przewoźników zainteresowanych posiadaniem czegoś w rodzaju izby tradycji.
H9-35 to prywatna inicjatywa, kultowy ikarus z trójmiasta także, buslodz volan podobnie. Warszawska kolekcja KMKM także jest ciągnięta przez kilka w zasadzie osób, pomoc ze strony MZA także nie jest imponująca (udostępnienie kanałów, lakierni, sprzedaż wozów za symboliczne kwoty) w porównaniu do MPK Kraków które samodzielnie odbudowało za ogromną sumę przegubowego ogórka.
Przypadki Częstochowskiego biało-czerwonego lewarka, czy Warszawskich zabytków tramwajowych są raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę. Przykrą regułę braku zainteresowania swoją historią wśród spółek komunikacyjnych. Najczęściej jeżeli dochodzi restauracji pojazdu zabytkowego, to raczej z chęci zarabiania gotówki na wynajmach i wizerunkowych, niż z czystej potrzeby ocalenia własnej przeszłości i tożsamości od zapomnienia.
O zabytkach i pomysłach na nie pisałem już wiele. Wiele można tylko trzeba chcieć. Nie trzeba mędrca by stwierdzić że CZYNNY parowóz z Warszawie szybko zarobiłby na siebie. Że byłby bazą do filmów, reklam, imprez czarterowych, przejazdów typu Turkol, imprez MK i wielu innych. Ale po co? Że mógłby co weekend zawozić ludzi np w sobotę do Sierpca do Skansenu, a w niedziele to samo ale z Płocka. Że na linii Wolsztyńskiej wystarczą trzy parowozy plus jeden diesel (np SN61 czy SU45) żeby zrobić fajny weekendowy ruch na węźle z masą atrakcji i OGROMNĄ FREKWENCJĄ. Że Muzeum Kolejnictwa na Odolanach z przejazdami zabytkami po wianku nawet, lub jako podwozówka do Zachodniego cieszyłoby się tysiąckrotnie większym zainteresowaniem niż zimna wystawa w stylu tej z Głównego.
Nie chcę nic mówić, ale dla gigantów typu Cargo, KMy czy IC utrzymanie kilku sztuk zabytków to groszowy wydatek w porównaniu do możliwości stowarzyszeń miłośniczych. Tyle że tam na wysokich stołkach siedzą ludzie typu bankomat- być może świetni menedżerowie, ale kompletnie nie "czujący" kolei, bluesa do niej, bez jakiegokolwiek sentymentu. Więc naprawdę ciężko się spodziewać że coś się w tej materii prędko zmieni.