Mialem. Wiecei juz nie chce. A mieszkac trzeba.
> Mnie
> wydaje się ona niezwykle niesolidna. Nie dotrzymują terminów. Po
podpisaniu
> umowy nie ma z kim tam rozmawiać. Na pytania kiedy zakończą budowę od pół
> roku słyszę odpowiedź - "jak się wybuduje to będzie".
Ale ze sprzeadza mieszkan to raczej nie maja problemow.
Karol
Hejka
Szczerze mówiąc tak. Nie znam ani jednej firmy, która buduje osiedla i nie
ma opóźnień lub wszystko jest w porządku. Prawda jest taka, że na JW nic się
nie wymusi. Firma doskonale chroni swoje tyłki poprzez łapówki i .....
ogromne reklamy w gazetach - przez co te nie poruszają żadnych drażliwych
tematów tej "spółdzielni". Wiem bo znam przypadek, gdy do GW zadzwonił jeden
z prezesów JW i zapytał się czy chcą aby JW było nadal ich ogromnym w końcu
klientem na reklamy w dodatkach mieszkaniowych. Jeśli tak to niech
wstrzymają taki to a taki artykuł, który się szykuje.
Jako osoba prywatna można znaleźć tylko jeden środek na nich :
1. Bywać bardzo często na budowie i zwracać uwagę na każde szczegóły podczas
budowy (jeśli mówią, że to się później poprawi to 100% szans, że będzie tak
przy odbiorze i trza będzie walczyć o naprawę gwarancyjną)
2. Dobrze poznać się z kierownikiem budowy - najechanie za coś go obruszy i
nic już potem nie wskóramy. Poza tym wiele rzeczy da się wtedy załatwić na
lewo a on przymknie oko (np. zmiana instalacji elektrycznej na swój układ).
Trza pamiętać, że JW żąda potem dopłat za zmiany nieuzgodnione, więc
"ułożony" kierownik zapewni, że nikt nie zauważy zmian w układzie elektryki
3. Odebranie klucza do mieszkania wiąże się z datą jego przyjęcia. Nie ważne
jest dla JW czy trzeba mieszkanie poprawiać, kończyć etc. Dla JW już tam
mieszkasz.
4. Papiery od nich trzeba dokładnie analizować, najważniejsze rzeczy są
drobnym drukiem na odwrotnej stronie (zadatki, terminy, procenty, kary etc)
5. Ostatnia zasada, chyba najważniejsza. JW leje na klienta - tzn. pozwala
mu się wycofać z odsetkami ustalonymi z powodu opóźnień. Po odbiorze
mieszkania jedyną rzeczą na jaką reagują, to wyjęcie komórki i dzwonienie do
prawnika przy nich w danej kwestii, której nie chcą załatwić (możesz dzwonić
do babci, wujka, nie ważne) Ponadto trzeba składać na dziennik pisma
oficjalne popoerające, że masz prawnika tzn. słowa używane i sformułowania
prawnicze, powoływanie się na paragrafy itd. Po kilku takich moich wizytach
i pismach JW wie, że masz prawnika i od razu inaczej z tobą rozmawiają.
ArtLion
P.S. Znam to wszystko z autopsji, ale się jednak opłaca. Mam o wiele mniej
problemów niż sąsiedzi, którzy po prostu kupili mieszkanie i tyle.
A czy jest na grupie ktos z GW, kto moze skomentawac informacje o "telefonie" do
tej gazety?
Pozdrowienia,
Adam
Przejrzyj posty z ostatnich dwoch miesiecy.
> A czy jest na grupie ktos z GW, kto moze skomentawac informacje o
"telefonie" do
> tej gazety?
>
Fakt czy taki "telefon" mial miejsce nie wplywa na to w jaki sposob oni
buduja :-))
Karol
No to ja moge sie pochwalic i z czystym sumieniem zarekomendowac mojego
developera.
PBP PULAWY SA - solidny, bez zadnych opoznien, nie mam zadnych problemow
z przerobkami, jakosc wykonania bardzo dobra, wszystko w terminie (a
nawet szybciej), pomoc w kazdej dziedzinie, czy to doradztwo finansowe,
prawne czy budowlane, zawsze mili i kompetentni.
Agnieszka
> nie wymusi. Firma doskonale chroni swoje tyłki poprzez łapówki i .....
> ogromne reklamy w gazetach - przez co te nie poruszają żadnych drażliwych
> tematów tej "spółdzielni". Wiem bo znam przypadek, gdy do GW zadzwonił jeden
> z prezesów JW i zapytał się czy chcą aby JW było nadal ich ogromnym w końcu
> klientem na reklamy w dodatkach mieszkaniowych. Jeśli tak to niech
> wstrzymają taki to a taki artykuł, który się szykuje.
Ok. Cześć, tak się składa, że bardzo interesuje mnie ten przypadek,
kiedy to po interwencji prezesa JW, w Gazecie nie wydrukowano jakiegoś
przykrego dla JW artykułu. Jak znasz ten przypadek, to bądz tak miły i
podziel się z nami szczegółami: czyli kto, kiedy, do jakiego
dziennikarza i o czym miał być ów artykuł-widmo ??? Bardzo, z wiadomych
przyczyn, mnie to interesuje... No chyba, że to tylko plotka, wyssana z
palca ??? A jeśli nie znasz szczegółow to może lepiej troche przystopuj
z pomówieniami :)
pozdro
głodny
PS. Jesli chcesz, mozesz odpowiedzieć mi na priva.
A czym wytlumaczysz fakt, ze ich mieszkania chodza tez na wtornym rynku
(male powierzchnie ??).
Karol
Jedno sprostowanie - ja NIE WIEM nic na ten temat, i nie mowie, ze taka
sytuacja miala miejsce czy tez nie miala.
Agnieszka
Drogi Robercie,
Przeciez Ty jestes redaktorem GW, dodatek Dom, i zapewne znasz sam
doskonale opisana sytuacje, no chyba, ze toczyla sie poza Twoimi
plecami.
Agnieszka
Droga Rusalko,
Właśnie dlatego mnie to interesuje:)
pozdro
głodny
PS. Znamy sie?
Pozdrowienia,
Adam
Robert Oglodzinski wrote:
> Rusalka wrote:
> >
> > Rusalka napisał(a) w wiadomo¶ci: <8hl7s5$lm2$1...@sunsite.icm.edu.pl>...
> > >
> > [...] znasz sam
> > >doskonale opisana sytuacje, no chyba, ze toczyla sie poza Twoimi
> > >plecami.
> >
> > Jedno sprostowanie - ja NIE WIEM nic na ten temat, i nie mowie, ze taka
> > sytuacja miala miejsce czy tez nie miala.
>
> Jasne, ja tylko chciałbym poznać szczegóły je¶li faktycznie do czego¶
> takiego doszło. Bo deliktanie mówi±c drażni mnie sytuacja, je¶li kto¶ ot
> tak sobie chlapnie cos na temat łapówek i grozenia wycofaniem reklam...
> A potulne pismaki przerazone brakiem kasy potulnie kłaniaja sie i mowia
> „tak panie prezesie, jak pan sobie zyczy panie prezesie”...
> Mnie np. osobi¶cie co¶ takiego obraża. Ponadto GW to nie fanzin i nie
> upadnie, jesli sie jeden reklamodawca wycofa...:)
>
> Acha, w prawie prasowym jest paragraf na takich co usiłuj± nie dopu¶cic
> do publikacji jakiego¶ materiału i mozna za to dostać do 3 lat. :)
>
> pozdro
>
> głodny
>
> PS.Masz racje Rusałko o tym sk±d jestem i kim jestem. Można to
> przeczytać w polu Organization. :)
>
> PS2. No chyba, ze sie znamy nie tylko z grupy????
> PS.Masz racje Rusałko o tym skąd jestem i kim jestem. Można to
> przeczytać w polu Organization. :)
I z pierwszej strony Gazety Budownictwo.
Karol
Jasne, ja tylko chciałbym poznać szczegóły jeśli faktycznie do czegoś
takiego doszło. Bo deliktanie mówiąc drażni mnie sytuacja, jeśli ktoś ot
tak sobie chlapnie cos na temat łapówek i grozenia wycofaniem reklam...
A potulne pismaki przerazone brakiem kasy potulnie kłaniaja sie i mowia
tak panie prezesie, jak pan sobie zyczy panie prezesie ...
Mnie np. osobiście coś takiego obraża. Ponadto GW to nie fanzin i nie
upadnie, jesli sie jeden reklamodawca wycofa...:)
Acha, w prawie prasowym jest paragraf na takich co usiłują nie dopuścic
do publikacji jakiegoś materiału i mozna za to dostać do 3 lat. :)
pozdro
głodny
PS.Masz racje Rusałko o tym skąd jestem i kim jestem. Można to
przeczytać w polu Organization. :)
PS2. No chyba, ze sie znamy nie tylko z grupy????
Hejka
Chciałbym wyjaśnić kilka niejasności, które powstały po moim poście :
1. GW można interpretować w sposób dowolny, dlaczego więc mówimy tutaj tylko
o Gazecie Wyborczej ?
2. Skrót GW służył tylko przykładowi jaką działalność prowadzi JW, ... a
może to plotka (raczej nie wyssana z palca) :(.
3. Nie jest i nie było moim zamiarem atakowanie jakiejkolwiek gazety,
szczególnie lubianej "przeze mnia" Gazety Wyborczej.
4. W końcu po ostatnie. Jeśli taka sytuacja miała miejsce, to na pewno nie
da się nikogo złapać za ręce (bo gdyby się dało to prokuratura etc) , więc i
konkretów niestety nie będzie :(
ArtLion
Z Gazety Dom, jeśli chodzi o ścisłość :)
Ale czy jest w tym coś złego?
głodny
> Ale tak czy inaczej przypadki JW sa dobrym tematem? Odwiedz strone
> <http://www.silesianet.pl/~walfal>.
Znam tą strone. Ponadto uważam ja za pewnego rodzaju fenomen. W koncu
komustam chcialo sie (w przyplywie zlosci, frustracji, desperacji itp.)
zalozyc stronke i w sposob zorganizowany wyrazic swoja krytyke w
kierunku swojego developera.
Teksty, ktore sa na tej stronie mniej wiecej znam. Dotarly chyba kiedys
do redakcji, ale nie wiem czy i w jaki sposob zaostaly wykorzystane
(jeszcze w tedy nie pracowalem, chyba). Jednego jestem pewien: naciski
ze strony reklamodacow...hm... to raczej bajki. Fajnie brzmia, wszyscy
slyszac je kiwaja ze zrezygnowaniem i zrozumieniem glowa i mowia tak
tak, tak to sie dzieje... :)
pozdro
głodny
Bez żartów :/
> 2. Skrót GW służył tylko przykładowi jaką działalność prowadzi JW, ... a
> może to plotka (raczej nie wyssana z palca) :(.
Wiesz nie watpie, ze sa redakcje, ktore ulegaja takim naciskom,
ale...Kurcze, nie znam sie na finansach, ale nawet duzy developer nie
bardzo jest w stanie ruszyc koncern taki jak np. Agora wycofujac swoje
ogloszenia... :)))
> 3. Nie jest i nie było moim zamiarem atakowanie jakiejkolwiek gazety,
> szczególnie lubianej "przeze mnia" Gazety Wyborczej.
Super, milo mi. Ale to niestety zabrzmialo jak atak... :(
> 4. W końcu po ostatnie. Jeśli taka sytuacja miała miejsce, to na pewno nie
> da się nikogo złapać za ręce (bo gdyby się dało to prokuratura etc) , więc i
> konkretów niestety nie będzie :(
A to juz proza zycia....
pozdro
głodny
Wracajac do tematu, to poniesione straty w stosunko do kosztu stworzenia
strony WWW sa niewspolmiernie wysokie. Dlatego mnie nie dziwi, ze ktos w
ten sposob uzewnetrznia swoje frustracje. Az dziwne, ze jest to tylko jedna
strona.
Inna sprawa, ze prasa raczej nie naglasnia roznego rodzaju "przekretow
budowlanych", o ktorych duzo sie mowi. Spoldzielnie, lewi developerzy,
niekorzystne umowy, itd...
Nie mowie, ze w ogole, ale jest to latwy kawalek chleba dla roznego rodzaju
oszostow. Szczegolnie na rynku, gdzie klient tak naprawde kupuje "kota w
worku".
To jest bardzo dziwny rynek, a w szczegolnosci w Warszawie.
Pozdrowienia,
Adam
Robert Oglodzinski wrote:
> adzwon wrote:
> >
> > Masz racje. Latwo jest oskarzac.
> > Moze ArtLion poda wiecej szczegolow.
> Mógłby...
>
> > Ale tak czy inaczej przypadki JW sa dobrym tematem? Odwiedz strone
> > <http://www.silesianet.pl/~walfal>.
>
> Znam t± strone. Ponadto uważam ja za pewnego rodzaju fenomen. W koncu
Moze jest wiecej, ale trudno je raczej namierzyc...
> Inna sprawa, ze prasa raczej nie naglasnia roznego rodzaju "przekretow
> budowlanych", o ktorych duzo sie mowi. Spoldzielnie, lewi developerzy,
> niekorzystne umowy, itd...
> Nie mowie, ze w ogole, ale jest to latwy kawalek chleba dla roznego rodzaju
> oszostow. Szczegolnie na rynku, gdzie klient tak naprawde kupuje "kota w
> worku".
> To jest bardzo dziwny rynek, a w szczegolnosci w Warszawie.
Słusznie, ale...
Oszustow jest multum, jesli wykrywa sie jedna dziesiata takich spraw to
jest dobrze, ale i tak nie ma gdzie ich publikowac (mowie tu akurat o
mojej gazecie), nie ma ludzi ktorzy za tym beda chodzic itp, itd. bo
taka interewncja to jest cholerna robota. Nie wystarcza pogadac z
poszkodowanym (on zwykle jest zly, wkurzony, sfrustrowany i to co mowi
trzeba koniecznie bardzo zweryfikowac). to jest gadanie z druga (i
kolejnymi) strona konfliktu. Jesli to jest firma to dostanie sie do
prezesa zajmuje czasem pare tygodni !!! Potem jeszcze urzedy,
sprawdzanie papierow, kwitow, dokumentow i kolejne spotkania z prezesami
(ktorzy akurat pojechali pilnie na Majorke :/) Potem sa konsultacje z
prawnikami, autoryzacje, weryfikacje....potem wreszcie publikacja. Potem
kazda ze stron zaczyna przysylac sprostowania (dodajac zes swinia,
prostak, cham, sprzedawczyk i gowno wiesz o dziennikarstwie :/). I tak w
kolo Macieju... Zwykle efekt takiej interewncji nie jest zbyt duzy -
tzn. malo kto dostaje swoje pieniadze z powrotem czy cos takiego... A
procesy jak trwaly tak trwaja, ludzie nie maja gdzie mieszkac itp itd.
Co zrobic?
Ano probujemy. Co jakis czas (a w inecie caly czas) publikujemy porady
co zrobic, zeby na dzien dobry nie podpisac zlej umowy. Zla umowa to
poczatek nieszczesc. Wiec piszemy o tym, pokazujac jakich umow nie
podpisywac. Mowimy gdzie isc i zadzwonic, zeby dopytac sie o solidnoswc
developera czy agencji nieruchomosci...
Niestety nie jestesmy w stanie pomoc za kazdym razem, ale za kazdy
sygnal jestesmy wdzieczni. M.in. dlatego, ze w ten sposb powstaje pewna
baza danych o developerach, agencjach . Zawse potem wiadomo, że na
firme X ktos narzekal, zwasze sie to moze kiedys przydac...
Acha i jeszcze jedno i jeszcze raz: trzeba czytac umowy przed
podpisaniem, pokazac ja prawnikom (nie z firmy), zaniesc do KIBu albo do
PSBD. Jak ktos na rybke podpisuje umoweto sam sobie jest winien i NIKT
mu nie pomorze, bo zaden sad nie udowodni developerowi, ze podpisal
umowe w zlej wierze....
ufff...
pozdro
glodny
ciach
> ufff...
Ladnie to wszystko opisales i zasadniczo masz racje.
Ale proza zycia jest taka, ze mieszkania nie czekaja na klientow tylko
klienci na mieszkania (przynajmniej w Warszawie), a juz w szczegolnosci
takie jak buduje JW.
I tak dlugo jak tak bedzie to developerzy beda dyktowac warunki.
Nie pomoga najlepsze poradniki.
Lepsza bylaby interwencja panstwa (ustawodawca), przynajmniej na okres
przejsciowy.
Jakos Sejmowi udalo sie wprowadzic np. zezwolenia/koncesje w turystyce.
Dlaczego Sejm nie moze narzucic podobnych wymagan developerom (warunki
podpisywania umow, platnosci, gwarancje itp.).
Wydaje sie, ze jednostkowe ryzyko straty dla klienta jest wieksze w
przypadku kontaktow z deweloperem niz biurem podrozy.
Pozdrawiam
Karol
Jak sobie to wyobrażasz?
> Jakos Sejmowi udalo sie wprowadzic np. zezwolenia/koncesje w turystyce.
> Dlaczego Sejm nie moze narzucic podobnych wymagan developerom (warunki
> podpisywania umow, platnosci, gwarancje itp.).
> Wydaje sie, ze jednostkowe ryzyko straty dla klienta jest wieksze w
> przypadku kontaktow z deweloperem niz biurem podrozy.
Ależ w turystyce i tak są przekręty... Mimo koncesji. Dostać koncesję
mozna łatwo. Trzeba tylko znalezc instytucje odwoławczą (przyjmujaca
skargi) albo kontrlujaca co pol roku takich koncesjonowanych developerow
czy nadal zasluguja na koncesje. Ale przeciez kazdemu mozna dac w łapę,
nie? :)
BTW. Jest cos takiego jak Certyfikat KIBu przyznawany pewnym
developerom. Mozna wybierac wsrod nich...
A co do umow: istniej chyba tzw. zasada wolnosci zawierania umow. Ja
moge sie z toba umowic jak chce i o co chce, a to, ze podpisujesz de
facto cyrograf to juz twoj problem (nie panstwa). Dlatego porady jakich
umow nie podpisywac moga sie tu jednak troszke przydac...
Prawda jest taka, ze ryzyko jest zawsze. Moj znajomy, ktory z branzy
budowlanej dziala od lat i wie sporo o developerach i ich metodach .
Wybral sobie developera pewniaka na 99 procent i co? Procesuje sie z
nim teraz o kase, mieszkanie, dzialke itp....
pozdro
głodny
Przykro to czytac.
Ale przeciez mozemy opisywac swoje doswiadczenia z:
- developerami,
- firmami budowlnymi,
- prywatnymi wykonawcami uslug budowlanych i wszystkich pokrewnych
zwiazanych z wykonczeniem domu czy mieszkania
- bankami oferujacymi kredyty budowlane
Mozemy sie wzajemnie przestrzegac oraz mozemy chwalic solidnych
wykonawcow.
Niezadowolony klient to gorsza inwestycja niz nietrafiona reklama.
Agnieszka
Ale przeciez tak sie dzieje. Co ciekawe pomimo partactwa, opoznien itp. nasz
ulubieniec ma sie coraz lepiej.
Moze panuje przekonanie wsrod klientow, ze lepszy taki developer co jest
znany i buduje (chociaz zle, ale chyba tanio) niz taki co jest nieznany a
buduje dobrze i drogo.
Karol
Mozna narzucic ustawowe warunki dotyczace zawieranych umow z klientami.
> A co do umow: istniej chyba tzw. zasada wolnosci zawierania umow. Ja
> moge sie z toba umowic jak chce i o co chce, a to, ze podpisujesz de
> facto cyrograf to juz twoj problem (nie panstwa). Dlatego porady „jakich
> umow nie podpisywac” moga sie tu jednak troszke przydac...
Myslisz, ze nasz ulubieniec pojdzie na takie zmiany, jezeli towar mu sie
sprzedaje jak "swieze buleczki" ¦p. ministra Krasińskiego.
> Prawda jest taka, ze ryzyko jest zawsze. Moj znajomy, ktory z branzy
> budowlanej dziala od lat i wie sporo o developerach i „ich metodach”.
> Wybral sobie developera „pewniaka na 99 procent” i co? Procesuje sie z
> nim teraz o kase, mieszkanie, dzialke itp....
I tym zakonczyles temat.
Pozdrawiam
Karol
Ja jestem za :)
głodny
Jakie? W jaki sposób? Masz jakies propozycje?
> > A co do umow: istniej chyba tzw. zasada wolnosci zawierania umow. Ja
> > moge sie z toba umowic jak chce i o co chce, a to, ze podpisujesz de
> > facto cyrograf to juz twoj problem (nie panstwa). Dlatego porady jakich
> > umow nie podpisywac moga sie tu jednak troszke przydac...
>
> Myslisz, ze nasz ulubieniec pojdzie na takie zmiany, jezeli towar mu sie
> sprzedaje jak "swieze buleczki" Śp. ministra Krasińskiego.
Jakie zmiany? Ja tylko mowie, ze umowic sie moge z kimkoliwek o
cokolwiek, a panstwu od tego wara... Dlatego dobrze podpowiadac ludziom,
jakich umow unikac, zeby sie nie ocknac z reka w nocniku...
> > Wybral sobie developera pewniaka na 99 procent i co? Procesuje sie z
> > nim teraz o kase, mieszkanie, dzialke itp....
>
> I tym zakonczyles temat.
To jest raczej neverending story :)
pozdro
głodny
> > > A co do umow: istniej chyba tzw. zasada wolnosci zawierania umow. Ja
> > > moge sie z toba umowic jak chce i o co chce, a to, ze podpisujesz de
> > > facto cyrograf to juz twoj problem (nie panstwa). Dlatego porady
„jakich
> > > umow nie podpisywac” moga sie tu jednak troszke przydac...
> >
> > Myslisz, ze nasz ulubieniec pojdzie na takie zmiany, jezeli towar mu sie
> > sprzedaje jak "swieze buleczki" ¦p. ministra Krasińskiego.
>
> Jakie zmiany? Ja tylko mowie, ze umowic sie moge z kimkoliwek o
> cokolwiek, a panstwu od tego wara... Dlatego dobrze podpowiadac ludziom,
> jakich umow unikac, zeby sie nie ocknac z reka w nocniku...
No to klient nie podpisze i bedzie bez mieszkania.
Pozdrawiam
Karol
Minely juz czasy jednego developera na rynku.
Konkurencja.
Jak nie ten, to drugi developer. Mozna wybierac teraz, i warunki, i
lokalizacje, i termin budowy, i raty platnosci.
Aga
Robert Oglodzinski wrote:
> A co do umow: istniej chyba tzw. zasada wolnosci zawierania umow. Ja
> moge sie z toba umowic jak chce i o co chce, a to, ze podpisujesz de
> facto cyrograf to juz twoj problem (nie panstwa). Dlatego porady jakich
> umow nie podpisywac moga sie tu jednak troszke przydac...
Istnieje. W niektórych przypadkach oznacza to wolność wyboru: podpisać umowę
taka jaka jest lub nie podpisac w ogóle. Przy obecnym w Polsce braku mieszkań i
ogromnym niezaspokojonym popycie jest, w warunkach wolnego rynku, miejsce dla
nieuczciwych spółdzielni i developerów. To, co mówią niektórzy, że rynek z
czasem wyeliminuje złych i nieuczciwych jest prawdą, ale marna to pociecha dla
tych, którym przyszło żyć (i budować) w okresie normowania się tego rynku.
Jest tu miejsce dla prasy, aby informować, ostrzegać, edukować. Mysle ze nasza
prasa dobrze sie wywiazuje z tego zadania.
Jest też miejsce dla Państwa (rządu), aby tworzyć uregulowania prawne
ograniczające przypadki nadużyć. Sądze że sprawa mieszkalnictwa, z uwagi na
nasze ogromne zapóźnienie, powinna właśnie podlegać szczególnej opiece ze
strony Państwa. Istnieją przykłady w innych gałęziach gospodarki, na przykład
aby otworzyć bank, trzeba dysponować odpowiednio dużym kapitałem i spełnić
tysiąc warunków. Istnieje instytucja nadzoru bankowego, pilnująca aby nasze
pieniądze były bezpieczne. Oczywiście wszystkich przypadków się nie wyeliminuje
(vide - Bank Staropolski), ale można je znacznie ograniczyć.
Oczywiście, spowoduje to wzrost biurokracji, ale też i wzrost bezpieczeństwa
obywateli. Moim zdaniem warto.
Pozdrawiam,
Paweł Dobrzyński
--
Archiwum listy dyskusyjnej pl-misc-budowanie
http://www.newsgate.pl/archiwum/pl-misc-budowanie/
Bardzo optymistycznie na to patrzysz.
Mozna wybierac jak sie ma duzo kasy lub zdolnosc kredytowa.
Prawdziwy wybor bedzie wtedy jak mieszkanie bedzie stalo wybudowane.
Pozdrawiam
Karol
W Polsce jest wielu developerów, ale jeszcze więcej chcących się budować i
wciąż mamy przewagę popytu nad podażą. IMO, developerzy konstruują umowy w
sposób korzystny dla siebie i nie są skorzy do wprowadzania zmian na korzyść
klienta. W końcu, jeśli Ty nie podpiszesz tej umowy to przyjdzie następny
klient który podpisze. W dodatku, po stronie klienta grają duże emocje (chęć
zamieszkania na swoim), dodatkowo umiejętnie podsycane przez sprzedawców
("ostatnie dwa mieszkania, trzeba się spieszyć" itp). To bardzo utrudnia
podjęcie decyzji w sposób racjonalny.
O rany, akle na mnie nakrzyczeliscie.
Wiec, moi drodzy.
Ja kupilam mieszkanie, i "bujalam sie" z zakupem ponad pol roku.
Ogladalam ogloszenia w prasie, dzwonilam do firm i jezdzilam po
budowach. Sprawdzilam ponad 30 budow w Warszawie i okolicach. Ogladalam
wykopy rowow, stany surowe, prace kolesi na budowie, okolice budowy,
dojazd, itp.
Dzwonilam do developera i pytalam sie o cene za metr, termin oddanie do
urzytku, wykonczenie, warunki wspolpracy przy uzyskaniu kredytu,
projekty mieszkan i domow. Tam, gdzie obsluga byla niemila - skreslalam
developera z listy, nie mieli jeszcze planow i przykladowej umowy -
skreslalam z listy, nie chcieli pokazac do wgladu dokumentow firmy,
pozwolenia na budowe, aktu wlasnosci podpisanego na dany grunt, na
ktorym buduja - skreslalam z listy.
Kochani, mieszkania czy domu nie kupuje sie na rok czy dwa (w naszej
polskich rzeczywistosci), trzeba wybrac najlepsza oferte i wcale nie
pochopnie.
Slyszalam o pewnej dziewczynie, ktora kupila mieszkanie, a jak przyszlo
do odbioru, to okazalo sie, ze ono zostalo sprzedane komus innemi i
dolaczone do mieszkania sasiada. Teraz toczy sprawe sadowa o odzyskanie
pieniedzy ze spoldzielnie. Ale ona nigdy nie byla na budowie i wlasciwie
sama jest sobie winna, ze nie dopilnowala. Przeciez nie zamurowali jej
drzwi i nie poprzesuwali scianek dzialowych na jedna noc przed odbiorem
mieszkania. I jak by tam bywala, to na pewno robotnicy powiedzieli by
jej o planach polaczenia mieszkan.
A wiec, po pierwsze rozwaga, a po drugie sprawdzic maksymalnie swojego
developera i pilnowac budowy (nadzorowac kazde prace w swoim mieszkaniu
czy domu).
A co argumentu finansowego, nie oszukujmy sie - budowanie nie jest tanie
i trzeba sie liczyc z wydatkami, i nie porywac sie z motyka na slonce,
ale tez nie ladowac, tym bardziej, pieniedzy w niepewna inwestycje.
I na koniec "Kto szybko daje - dwa razy daje".
Agnieszka
A teraz o tym co rzekła Rualka
> Sprawdzilam ponad 30 budow w Warszawie i okolicach. Ogladalam
> wykopy rowow, stany surowe, prace kolesi na budowie, okolice budowy,
> dojazd, itp.
> Dzwonilam do developera i pytalam sie o cene za metr, termin oddanie do
> urzytku, wykonczenie, warunki wspolpracy przy uzyskaniu kredytu,
> projekty mieszkan i domow. Tam, gdzie obsluga byla niemila - skreslalam
> developera z listy, nie mieli jeszcze planow i przykladowej umowy -
> skreslalam z listy, nie chcieli pokazac do wgladu dokumentow firmy,
> pozwolenia na budowe, aktu wlasnosci podpisanego na dany grunt, na
> ktorym buduja - skreslalam z listy.
I słusznie, i tak trzeba robić...
> Kochani, mieszkania czy domu nie kupuje sie na rok czy dwa (w naszej
> polskich rzeczywistosci), trzeba wybrac najlepsza oferte i wcale nie
> pochopnie.
No tak, w normalnych krakjach ludzie zmieniaja mieszkania kilka razy w
zyciu. Albo przez cale zycie mieszkaja w domach/mieszkaniach czynszowych
i to jest normalne. Jesli jestem gotow na zmiane za piec lat pracy, to
nie bede kupowal mieszkania, ale wprowadze sie do czynszowki. tylko, ze
w Polsce nawet z praca jest klopot i kazdy trzyma sie dobrej posady z
calych sil...Ostatnio rozmawialem z jedna pania dyrektor w duzej firmie
developerskiej, ktora stwierdzila No wie pan, wprowadza sie pan do
mieszkania i przez 20 lat splaca kredyt. Normalne . Moim zdaniem nie. ja
np. nie mam wlasnego lokum, wynajmuje trzypokoje do spolki z
przyjaciolmi po drakonskich cenach.Chcialbm normalnie pomieszkac, ale
nie wykluczam takiej mozliwosci, ze za piec lat wyjade z Wawy np. do
Poznania. I wolalbym zamieszkac w czynszowce niz budowac sobie
mieszkanie. Potem bym sie wyprowadzil i nie musial paprac z wykupowaniem
kredytu, sprzedaza mieszkania itp. Proste, eleganckie itd.
Ale mamy niestety nie normalne budownictwo czynszowe, ktorego jest malo,
malo, malo, i zeby zamieszkac np. w takim TBSie to trzeba spelnic jakies
idiotyczne warunki (bo niektore warunki sa idiotyczne)...
Aaaaa szkoda slow...
Efekt taki, ze moj dobroczynca sie bogaci, a ja tulam sie po
wynajetych lokalach :(
>
> A wiec, po pierwsze rozwaga, a po drugie sprawdzic maksymalnie swojego
> developera i pilnowac budowy (nadzorowac kazde prace w swoim mieszkaniu
> czy domu).
Słusznie prawi :)
> A co argumentu finansowego, nie oszukujmy sie - budowanie nie jest tanie
> i trzeba sie liczyc z wydatkami, i nie porywac sie z motyka na slonce,
> ale tez nie ladowac, tym bardziej, pieniedzy w niepewna inwestycje.
Taaaak, ale ja nie chce bydowac! Ja chce mieszkac, placic czynsz (bez
haraczu dla wynajmujacego) i miec cala reszte w glebokim powazaniu...
Czyli zyc normalnie:)
pozdro
głodny
Alez ten, jak to nazywasz "haracz", to wlasnie tez skladnik czynszu.
Czy ty myslisz, ze jezeli ktos wsadzi kase w budynek, mieszkanie itp.
to wynajmie Ci go po kosztach? Przeciez oplata zawsze sie bedzie
skladala z kosztow biezacych i zysku. A obecnie zysk jest wysoki,
ale wynika to z malej podazy i duzej inflacji. Przykre, ale prawdziwe.
--
Pozdrawiam,
Jacek Pietraszek
Tak, tak. To sie dzieje...
Moj przypadek:
Spolka deweloperska "Lokum" z Bialegostoku.
Buduje tez w Warszawie (szczerze odradzam...)
I Pani dziennikarka z bialostockiej "Gazety Wspolczesnej"
(nie mylic z GW)
OSOBISCIE z nia rozmawialem, temat na artykul
byl naprawde super (byly obrazenia cielesne wsrod mieszkancow)
i pamietam jej odpowiedz, w stylu (cyt. z pamieci).
"...No tak, ale oni sie u nas mocno reklamuja, i na pewno i tak
nikt tego nie pusci. Tak wiec nie bede sie tym zajmowac,
bo tylko strace czas..."
Nie chce nikogo tym postem obrazic, nie bede tez wtajemniczal
w szczegoly, bo sprawa jest smierdzaca, ale fakt,
ze taka rozmowa miala miejsce.
> pozdro
>
artec
Jaśli wsadziłbyś (zainwestował)200kpln w mieszkanie na wynajem (rozpadnie
się ono za 60-100lat) to oprucz odebrania przez ten okres swojej kasy
chciałbyś też dostać zwrot kosztów utrzymania (remonty, gaz,prąd,....cieć) i
extra parę złotych zysku z inwestycji.
A czy mozliwe jest np. zeby grupa niezadowolonych klientow np. JW
zebrala sie w kupe i zlozyla zbiorowy pozew: w kupie latwiej i wiecej
kasy na ewentualne koszty?
glodny
Robert Oglodzinski napisał(a) w wiadomości: <394140...@gazeta.pl>...
--
Witold Grabowski <wal...@silesianet.pl>
Użytkownik Robert Oglodzinski <Glo...@gazeta.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:394140...@gazeta.pl...
> Jasne, ja tylko chciałbym poznać szczegóły jeśli faktycznie do czegoś
> takiego doszło. Bo deliktanie mówiąc drażni mnie sytuacja, jeśli ktoś ot
> tak sobie chlapnie cos na temat łapówek i grozenia wycofaniem reklam...
> A potulne pismaki przerazone brakiem kasy potulnie kłaniaja sie i mowia
> tak panie prezesie, jak pan sobie zyczy panie prezesie ...
> Mnie np. osobiście coś takiego obraża. Ponadto GW to nie fanzin i nie
> upadnie, jesli sie jeden reklamodawca wycofa...:)
Osobiscie nie znosze i nie czytam brukowca wybiorczego, wiec zeby zachowac
troche obiektywnosci,
napisze cos niecos o gazetach ogolnie.
Obecnie w zwiazku z budowa domu regularnie kupuje wiele czasopism zwiazanych
z budownictwem,
oraz regularnie czytam liste. W wielu czasopismach mozna znalezc artykuly
opisujace technologie,
produkty, wykonawcow i problemy "end-userow" rynku budowlanego. Czesto sa tam
artykuly
krytyczne, ale wszyskie one maja pewna wspolna ceche: Jak sie po kims
"jezdzi" to jest to zazwyczaj
mala, nieznana firemka, developerek budujacy pierwszy i pewnie jedyny blok
itp.
__NIGDY__ zadna gazeta nie napisala powaznego krytycznego artykulu o duzej i
bogatej firmie -
no chyba ze firma nadepnie przypadkiem na odcisk ktoremus z redaktorow.
Z lektury listy mozna zas odniesc wrazenie ze najgorsze sa wlasnie te duze
firmy, w juz JWC prowadzi
prym w zbieraniu ciegow
I nie ma sie co dziwic. Gazeta ktora zyje wylacznie z reklam, a np. JWC
zasponsoruje w niej cztero-stronicowy dodatek o budownictwie, _NIGDY_ nie
napisze o tej firmie nic zlego!
Telefon od prezesa nie jest nawet potrzebny. Wszyscy redaktorzy dobrze wiedza
ze o sponsorach
zle sie nie pisze. Cena pelnostronicowego ogloszenia w gazecie o zasiegu
ogolnokrajowym
jest rzedu 100.000 PLN i wiecej. Przy takich pieniadzach wielu ludzi jest w
stanie schowac
honor do kieszeni.
Czasem dla zachowania twarzy cos sie napisze: ale zrobi sie to bardzo
"obiektywnie" dajac
szanse rzecznikowi "oskarzonego" na odkrecenie kota ogonem na parokolumnowym
"zdaniu
drugiej strony".
Z tego co widze dotyczy to wszystkich bez wyjatku gazet, i takie jest prawo
rynku. A nam, konsumentom zostaje - na razie wolny - internet.
pozdrawiam
JT.
[ciach reszte]
pozdrawiam
głodny