60 lat temu w Zarzeczu żyło 3 tysiące osób. Dziś to Jezioro Goczałkowickie [ZDJĘCIA]
Karol Świerkot 19 września 2013, 9:39
Zarzecze liczyło ponad 3 tys. mieszkańców, miało też dwie szkoły i dwa murowane kościoły
Zarzecze liczyło ponad 3 tys. mieszkańców, miało też dwie szkoły i dwa murowane kościoły arc/Hermina Przemyk
Zobacz galerię (9 zdjęć)
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Alaksandra Fudala z Chorzowa nakręciła dokument "Zatopione w pamięci" o nieistniejącej już wsi. Jeszcze 60 lat temu wieś miała ponad 3 tys. mieszkańców. W 1954 roku zostali jednak wysiedleni, a Zarzecze zalano wodą, która dziś trafia do kranów w naszych domach. W miejscu wsi wybudowano bowiem zbiornik goczałkowicki wraz ze stacją uzdatniania wody. Po gminie dzisiaj została jedna ulica Podgroble, włączona w administracyjne granice Chybia. ZOBACZ ARCHIWALNE ZDJĘCIA
Mieszkańcy dawnego Zarzecza rozpierzchnięci są po całym kraju, ale ich wspomnienia o wiosce zebrała Aleksandra Fudala z Chorzowa, reżyserka dokumentów o tematyce historycznej m.in. "W pogardzie i chwale. Wojciech Korfanty", ,,Szlakiem śląskich powstańców" czy "Śląski posterunek".
ZOBACZ KONIECZNIE:
SERWIS HISTORYCZNY DZIENNIKA ZACHODNIEGO
- Zainspirowały mnie pamiętniki pana Przemyka, na które przez przypadek trafiłam - mówi Aleksandra Fudala. - On opisywał to Zarzecze, którego dzisiaj już nie ma, jego mieszkańców, to jak po zalaniu gminy spotykali się na brzegu jeziora - tłumaczy reżyserka.
To pamiętniki zaprowadziły ją do Towarzystwa Miłośników Zarzecza w Chybiu, zrzeszającego zarówno mieszkańców, którzy budowę zbiornika pamiętają, jak i kolejne pokolenia zarzeczan. Film powstawał przez trzy lata. Jak opowiada reżyserka, niektóre fakty odkryte podczas realizacji były wręcz makabryczne.
- W Zarzeczu był cmentarz, który trzeba było przenieść, robili to więźniowie, bo w takim smrodzie nikt inny nie mógł pracować - opowiada reżyserka. - Ludzi trzeba było upijać, żeby byli w stanie zwłoki przenosić - dodaje.
Co gorsza, po latach okazało się, że cmentarzysko nie zostało należycie uprzątnięte. - Dochodziło do sytuacji, że dzieci na brzegu jeziora kopały czaszki jak piłki. Wówczas podjęto decyzję o zabetonowaniu dna jeziora - opowiada Fudala.
To definitywnie pogrzebało dawną osadę. - Wcześniej bowiem przy niskim stanie wody z jeziora wyłaniały się dawne zabudowania, teraz już ich nie ma - dodaje chorzowianka.
Zarzeczanie, bo tak nadal o sobie mówią dawni mieszkańcy wioski, doskonale jeszcze pamiętają wysiedlenia. - Wszystko działo się od kwietnia do listopada 1954 roku, o tym, że będziemy musieli się wynieść, wiedzieliśmy od 1953 roku - wspomina Hermina Przemyk, zarzeczanka, która prowadzi Towarzystwo Miłośników Zarzecza. Łącznie przesiedlono 458 gospodarstw domowych, m.in. do Bielska Białej, Pszczyny, ale także na ziemie odzyskane. Ówczesne władze wysiedlonym zaoferowały jednak rekompensatę.
- Mieszkańcy otrzymali ziemię pod budowę nowego domu oraz materiały budowlane, a jeśli ktoś nie miał możliwości postawienia domu, został skierowany do tzw. domków fińskich.
Te powstały m.in. w Jasienicy. Mieszkańcy mogli też przenieść się na ziemie odzyskane.
Mimo, że zarzeczanie pogodzili się już ze stratą swojej miejscowości, podejrzewają, że zalanie wsi było poniekąd decyzją polityczną. - Zarzecze zawsze było osadą bardzo religijną, czemu mało przychylne były ówczesne władze. Może to było powodem, dla którego to właśnie Zarzecze zostało zalane - zastanawia się pani Hermina.
Plany, aby na Wiśle powstał zbiornik i zapora, opracowali już Niemcy w 1939 roku, ale miał on powstać na niezamieszkanych terenach w okolicach Bestwiny.
https://bielskobiala.wyborcza.pl/bielskobiala/5,88025,24122274.html