Od poprzedniej wymiany butli gazowej minęły jakieś dwa miesiące, przed
tygodniem zacząłem czuć gaz najpierw w kuchni, później nawet w
przylegającej przez ścianę łazience i na klatce schodowej. Zawór w butli
dziwnie "puszczał", bo dopiero za drugim obrotem szedł gaz. Zwaliłem to na
ten element, a że butla już była leciutka to poczekałem do wykończenia
gazu.
Przedwczoraj podmieniłem butle na nową, ale nadal śmierdzi. :( Oczywiście
pojechałem po całej instalacji wodą z detergentem -- brak widocznych
przecieków. Przy kuchence z pewnością nie idzie, bo tam nie śmierdzi.
Śmierdzi tylko w szafce z butlą, która jest oddalona od kuchenki o jakieś
2m.
Nieco jestem w stanie wyniuchać gazu z samego przewodu, ale ewidentnie i
mocno śmierdzi mi z samego reduktora (nie z przyłączy, tylko z samej"
puszki). To normalne? Przyjrzałem się temu elemntowi i widoczne jest na nim
pęknięcie -- to farba czy jednak może się tym coś wysączać (smarowałem to,
obserwowałem, na oko nic nie idzie)? Zerknijcie na to:
http://emide.pl/reduktor.jpg
Reduktor jak i przewód ma około 6 lat i wszystko wygląda jak nowe.
Teoretycznie mają jeszcze 4 lata życia.
Wczoraj w akcie desperacji, myśląc że smród zalega z poprzedniego wycieku,
wyczyściłem wszystko pod szafkami, w szafce, umyłem też samą butlę.
Pachniało fiołkami. Na noc zamknąłem zawór butli, "wypaliłem" to co było w
przewodzie, wstawiłem butlę do szafki. Dzisiaj rano sprawdzam, znowu
ŚMIERDZI. Wiadomo że zawsze trochę śmierdzi, teraz sam nie wiem, może się
przewrażliwiłem i szukam dziury w całym? :P
Co tu począć, jak żyć Pani Premier? ;)
--
Pozdor Myjk