Pan Lisciasty napisał:
>> Jakie mu tam stężenie ceodwa zrobili?
>
> Czort wie, zakładam że nie interesował się ppmami tylko siedział
> w fotelu. Ale spytam :P
Nie dziwi, że mało kto ogarnia całość współczesnej medycyny i nie pyta
o szczegóły lekarza. Ale w przypadku korzystania ze znachorów, warto
się zainteresować jeszcze przed zajęciem miejsca w fotelu. Jest wiele
takich zabiegów, którym nie udało się naukowo udowodnić skuteczności.
Ale szkodliwości też nie. Zawsze powstrzymuję się z krytyką w stosunku
do entuzjastów tych metod. Ale jest wiele zabiegów ewidentnie szkodliwych
i ryzykownych -- tu należy zachować więcej niż "szczególną ostrożność".
Terapia hiperbaryczna jest znaną i uznaną metodą. Ta "normobaryczna"
jest jej odmianą, zmodyfikowaną i dostosowaną do ideologii. Jeśli te
modyfikacje są niewielkie i nieszkodliwe, nie ma sprawy. Ale czujność
trzeba zachować.
>> Jeśli ktoś nie odróżna procentów od promili, to nie należy liczyć
>> na to, że z trudniejszymi rzeczami pójdzie mu lepiej. Jak choćby
>> ze zrozumieniem efektu Bohra (na czym innym polega, niż tam napisano).
>> Te kilka promili jest do osiągnięcia w niewietrzonej sali wykładowej
>> -- umrzeć się od tego nie umrze, ale bardzo fajne nie jest.
>
> Nie wiem, aż tak w to nie wnikałem, trzeba sobie policzyć, może im
> chodzi o proporcje objętościowe a nie ppmy?
A ja wniknąłem. Masy cząsteczkowe gazów są zbliżone, nie jest aż tak
bardzo istotne, czy mierzymy wagowo, czy objętościowo. Ale we wszystkich
znalezionych tekstach (sporo ich w internecie) są te same sformułowania
i te same dane liczbowe. Nie dziwota, w takich środowiskach jeden rżnie
mądrości od drugiego aż miło. No więc jak ktoś sobie zorganizuje komorę
normobaryczną w cysternie odkupionej od mleczarni i siedząc w środku
odkręci butle spawalniczego CO2 dla osiągnięcia "miłego" stężenia 10%,
to może być nieszczęście.
> A zaduch w sali wykładowej to przecież nie jest nadmiar CO2 tylko
> wilgotność, duchota i wyziewy cielsk :]
Właśnie "duchota". Nie jest ona niczym innym, jak podniesionym stężeniem
dwutlenku węgla. Na brak tlenu organizm w ogóle nie reaguje "zmysłowo".
Ponadto radzi sobie z całkiem sporym niedoborem ciśnienia parcjalnego
(w górach). Ale przekroczenie stężeń CO2 jest jak najbardziej zauważalne.
> No ale ten doktorek co ma dom przerobiony to zakładam że śpi w tej
> atmosferze, więc kilka godzin na dobę mu wyjdzie i to codziennie.
> A wygląda całkiem dobrze jak na swój wiek.
Ciekawe czy w ogóle czasem wychodzi z tego swojego bunkra na świat.
Jakby mał co dzień gnać na szychtę, to takie częste dekompresje nie
są obojęttne dla organizmu. Jest nawet jednostka o nazwie "choroba
kesonowa" wpisana na listę chorób zawodowych. Skądinąd ciekawe, że
u robotników przez całe życie betonujących filary mostów pod dnem
rzek nie stwierdzono tych wszystkich dobroczynnych skutków ciśnienia.
>> "Trzeba ograniczać wietrzenie, regulując w ten sposób zawartość
>> dwutlenku węgla w powietrzu" -- to może wnieść, hm... powiew
>> świeżości do ugruntowanych na grupie postaw dotyczących wentylacji
>> i rekuperacji mechanicznej oraz konieczności wymiany całego powierza
>> w chacie co kwadrans.
>
> No właśnie, dawno nie było o rekuperacji, trzeba by jakoś zagaić.
Utrzymanie stałego składu atmosfery można uznać za uogólnienie rekuperacji.
Tymczasem doktorek w ogóle nie wspomina, jak osiągnął swoje początkowe
40% tlenu. I jak to to potem utrzymuje na niezmiennym poziomie.
--
Jarek