2021-07-22 o 15:29 +0200, Jarosław Sokołowski napisał:
> Gdyby tak utrudnić nieco dostęp do jagniąt, to rudzielec poszełby
> gdzieś łapać myszy, bo łatwiej.
Dokładnie tak się dzieje. Do gry wprowadziłem element ryzyka, który
skutecznie odstrasza lisy po tym, jak zobaczą co stało się z pierwszym
pionierem-zwiadowcą.
> Już tysiące lat temu ludzie w takich celach oswoili psa. Pies
> pasterski nie tylko zagania stado owiec do kupy, ale zazdrośnie
> strzeże, by inne drapieżniki nie miały dostępu.
To nie do końca prawda. Pies albo strzeże, albo zagania - to dwa różne
psy, i dwie różne rasy. W moim regionie do zaganiania owiec hodowlanych
służą zazwyczaj psy typu border collie, natomiast do pilnowania owiec
(głównie na otwartych górskich pastwiskach) korzysta się z psów tzw.
"Patou" - polskiej nazwy nie znam. Sposób wychowania tych psów jest
zupełnie inny. Collie ma być ślepo podporządkowany człowiekowi i
traktować owce jak potencjalne ofiary, natomiast Patou wręcz przeciwnie,
ma być samodzielny, być nieodłączną częścią stada i traktować człowieka
jak intruza.
Zaznaczam jednocześnie, że żaden ze mnie znawca psów, ale w ramach walki
z lisem i zanim wypracowałem własną metodę, to poważnie rozważałem
nabycie psa. Rozmawiałem w tym kontekście z kilkoma alpejskimi
pasterzami, którzy od lat korzystają z psów w ramach obrony przed
wilkiem. Informacje, które tutaj podaję wynikają z tych rozmów, gdyż
sam nie mam żadnego doświadczenia w tej materii.
> Widząc większego od siebie psa, lis nie będzie ryzykował przeciskania
> się przez szpary, bo wie, że przy odwrocie mogą mu boleśnie dobrać
> się do futra.
Kilometr ode mnie, po drugiej stronie doliny mieszka sąsiad. Posiada
jakiegoś czarnego molosa który biega luzem wokół domu i groźnie ujada
na wszystko. Sąsiad miał kiedyś kury. Już ich nie ma. Teoria "pies
ochroni" najwyraźniej nie zawsze się sprawdza. Jak to w życiu ze
wszystkim, idealne i zupełnie automatyczne rozwiązania nie istnieją.
> Chciałbym tylko wiedzieć, co złego jest w tej starej metodzie, że
> lepiej jest osobiście robić kęsim kęsim lisowi.
Z tego co udało mi się dowiedzieć to:
- jeden pies obronny to za mało, bo każdy pies musi kiedyś spać. Minimum
to dwa.
- pasterze z którymi rozmawiałem nie mieli przekonania, czy pies Patou
byłby skuteczny na lisy, gdyż lis, w przeciwieństwie do watahy
wilków, cechuje się nadzwyczajną dyskrecją działania
- takiego psa nie można trzymać przy domu, bo całymi nocami potrafi
donośnie szczekać - na sarnę, dzika, czy cokolwiek innego co akurat
kręci się w pobliżu
- aby pies Patou mógł chronić stado owiec, to stado musi być zwarte w
jedną kupę. Moje się tak nie zachowują, a przed urodzeniem wręcz
starają się oddalić jak najdalej od innych i zaszyć pod jakimś
krzakiem albo innej norze. Dokładnie tak, jak robią to np. sarny. W
takiej sytuacji pies nie byłby raczej w stanie się rozdwoić lub
roztroić
- kupić psa to nie wszystko - trzeba go następnie wychować, a to wymaga
czasu, wiedzy i poświęcenia. Pasterze mówili, że ich psy stały się
skuteczne najszybciej po roku albo dwóch, czasem trzech. I nie zawsze
się to udaje, najwyraźniej mieli przypadki, kiedy pies zaczął nałogowo
zżerać łożyska albo martwe płody i zupełnie mu od tego odbiło.
Mam również znajomego pasterza (nie alpejskiego) który nabył 3 lata temu
właśnie psa Patou. On zrobił to nie dla ochrony przed lisem czy wilkiem,
tylko dla ochrony przed cyganami, którzy zwijali mu zarówno jagnięta
jak i dorosłe owce. Jego opinia pokrywała się z tym, co usłyszałem od
pasterzy alpejskich. Dodał od siebie też ciekawostkę, że miał sprawę w
sądzie bo jakiś turysta wlazł na łąkę zrobić sobie selfie z owcą i
został (zbyt) ostro pogoniony. To wszystko skutecznie zniechęciło mnie
do pomysłu. W międzyczasie wypracowałem własną metodę traperską, która
okazuje się bardzo skuteczna przy niewielkim wysiłku z mojej strony.
Nie wykluczam, że powrócę do pomysłu psa jeśli w okolicy wilki staną
się liczniejsze i odważniejsze, ale póki co kalkulacja zupełnie się nie
spina.
Do tego dochodzi oczywisty (dla praktyka, bo teoretyk wiadomo - o
nudnych i przyziemnych sprawach może nie pomyśleć) element opieki nad
psem. Takiego psa należy karmić, szczepić, odrobaczać itd itp. Cały
rok. A w mojej sytuacji potrzebny byłby raptem półtora miesiące w roku.
Mateusz
PS. Udało mi się wygooglać: Patou to po polsku "Pirenejski pies górski"