Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Upadek ludzi

76 views
Skip to first unread message

Niesamowity Mlotek

unread,
Mar 4, 1998, 3:00:00 AM3/4/98
to

Na wstepie chcialbym zaznaczyc - nie chodzi mi o upadek obyczajow itp. Chodzi
mi o upadek rasy ludzkiej jako takiej. Upadek w sensie fizycznym, jako degene-
racje nosnika, jakim jest cialo ludzkie oraz zniszczenie otoczenia.

Dlaczego? Otoz:

1) Czlowiek w ciagu mijajacych wiekow caly czas sie rozwija.

TAK. Rozwija sie pod wzgledem umyslowym - nowe wynalazki, prawa, srodki tran-
sportu, leki itp. Niestety caly ten rozwoj niszczy czlowieka jako takiego.

2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow otoczenia.

TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac to otaczenie do siebie.

3) W przypadku zagrozenia ludzie beda potrafili sie zjednoczyc.

NIE. Zjednoczyc potrafia sie ludzie, ktorych cos laczy. W przypadku ogolno-
swiatowego zagrozenia ludzie (wszyscy) nie beda potrafili sie polaczyc. Zawsze
ktos bedzie chcial zrobic na tym interes, albo stwierdzi, ze "gowno go to obcho-
dzi, a on na zadnych indiancow z Amazonskich lasow (pogozelcow, powodzian itp)
placil nie bedzie, bo on mieszka gdzie indziej". A takich bedzie duzo.

Dlaczego wymienilem te punkty, choc nie sa ze soba tak dokladnie zwiazane?
Niestety sa.
W wyniku rozwoju lecznictwa coraz bardziej zwieksza odsetek ludzi, ktorzy
odchodza od normy "czlowieka zdrowego". Przykladem moze byc nizej podpisany -
wada wzroku (astygmatyzm, krotkowzrocznosc), jak stwierdzil lekarz, wada wro-
dzona, jet to wada czesta w mojej rodzinie. Sa oczywiscie inne choroby, ktore
moga sa dziedziczne a z ktorymi mozna zyc i rozmnazac sie.
Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.

Niestety ciagly rozwoj techniki ( i przemyslu) wplywa nie tylko na czlowieka
jako takiego, lecz takze na jego otoczenie. A to otoczenie rowniez zmienia lu-
dzi. I to nie tylko pod wgledem fizycznym, ale i psychicznym.
Wiekszosc czasu przebywamy w zamknietych pomieszczeniach, a widok z okna jest
tez najczesciej ograniczony innym blokiem. Nie nalezy sie dziwic jesli sie
okaze, ze ponad 26% spoleczenstwa cierpi na agorafobie, czyli strach przed
otwarta przestrzenia (wg.badan przeprowadzonych w USA). Coraz mniej chodzimy,
nawet jesli sie trzeba dostac na pierwsze pietro z parteru, to 70% badanych woli
uzyc windy niz isc.
Nastepuje coraz wieksze uzaleznienie od roznego rodzaju chemikaliow.
Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.
A co to ma do upadku ludzkosci? -Bardzo duzo.

Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do calkowitego braku
koniecznosci poruszania sie. Srodki chemiczne powoduja nieodwracalne zmiany w
organiznie - bardzo wiele skladnikow na dzialanie mutagenne (np. ocet). Ogolna
koncentracja na wlasnych sprawach (czyli tzw. kasa) doprowadza (miedzy innymi)
do ciaglego niczczenia srodowiska naturalnego i nas samych.
Ciagla emisja tlenku i dwutlenku wegla przez pojazdy - samochody elektryczne
to przeciez ciekawostki dla maniakow.
Elektrownie atomowe sa grozne i niebezpieczne (wyjasnienie - jesli cos sie sta-
nie) - co z tego, ze ze zwyklych weglowych caly czas sypie sie na nas mutagenny,
radioaktywny pyl.
Zamiast wody plynie w rzekach syf - nie problem, zalozymy na kranie filtr.
Dzis w miescie nie wieje i przez smog nie mozna oddychac - przeciez sa na uli-
cy budki z tlenem (Japan today).
Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z lodowki.
-------//--------- - to przeciez nad biegunem (wersja kogos kto o tym cos sly-
szal), przeciez sie Arktyka nie roztopi.
Wzrost promieniowania UV i kosmicznego dochodzacego do powierzchni Ziemi -
Jakie mozliwe mutacje, to nie Czernobyl.

To sa typowe odpowiedzi ludzi zapytanych o te problemy.

A tak zwanym miedzyczasie:
ilosc ludzi chorych na raka - rosnie
ilosc ludzi z roznymi uczuleniami - rosnie
ilosc ludzi, ktorzy choruja z przyczyn nerwowych - rosnie
ilosc ludzi z chorobami spowodowanymi zyciem w ciaglym napieciu - rosnie
ilosc ludzi pracujacych nad nowymi broniami biologicznymi - rosnie

Ilosc ludzi, ktorzy traktuja ekologow jak swirow - rosnie
(1995 - 6% 1997 - 21% w USA)

Ale zauwazmy, ze caly czas ktos na tym wszystkim zarabia. Sposob jest prosty:
najpierw wzbudza sie lekka panike ("Kleszcze atakuja", "Samochody dymia", "Cie-
plarnia z Ziemi" itp), a nastepnie na rynku pokazuje sie produkt ktory temu
moze zaradzic ("Szczepionka na kleszcze", "Nasz model spala o 20% mniej paliwa",
"Krem o nowej formule - UV BLOKING 50" <-- teksty prawdziwe) a spoleczenstwo
oddycha z ulga. Do nastepnego razu.

Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.
I do prawdy nie wiem co bedzie szybciej, udusimy sie, zatrujemy woda z kranu,
cos blysnie, huknie i beda rosly "grzyby, same prawdziwki tyko swiecace bo ra-
dioaktywne" albo nadejdzie epidemia grypy i padna wszyscy, albowiem zmieniamy
sie nie tylko my, ale cala przyroda czyli rowniez wirusy a my im w tym jeszcze
pomagamy...
...a moze wywali korki a ludzkosc padnie ze strachu, bo skrzynka jest na
zewnatrz budynku.
Scenariuszy konca swiata jest wiele, ale obawiam sie, patrzac na to wszystko,
ze im bardziej pesymistyczny tym bardziej prawdziwy

A Jak wtedy beda wygladac ludzie (ci co moze sie uratuja) - czyzby tak jak w
powiesci Johna Varleya "Zloty wiek"? Ale, jak mawial Kipling, to juz zupelnie
inna historia...
----
We are not living in Suther's Cane novel.
This is NOT REALITY.
Michal Motek
mlo...@mp.pw.edu.pl

Lech Zaciura

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

Niesamowity Mlotek <mlo...@intra.mp.pw.edu.pl> napisał(a) w artykule:

[ ciach katastroficzne wizje ]

I czemus mi to czlowieku zrobil? Chmury ciezkie za oknem, deszcz bebni o
szyby, topola buja sie na wietrze - po Twoim tekscie czlowiek zaczyna
patrzec, ktora galaz na niej mocniejsza.

> Upadek w sensie fizycznym, jako degeneracje nosnika, jakim jest


> cialo ludzkie oraz zniszczenie otoczenia.

IMHO jest to przede wszystkim zmartwienie genow ;-)

> Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.

To moze byc prawda, ale samolubnie mam nadzieje, ze nie za mojego zycia.

BTW z przesledzenia historii Ziemi wynika, ze mielismy ostatnio glownie
wielkie zlodowacenia, a czasy sprzyjajace rozwojowi zycia inteligentnego i
cywilizacji to krotkie okresy przerwy miedzy tymiz zlodowaceniami. Moze
zamiast meczyc sie tak "niesamowicie" ;-) wizjami zaglady technologicznej,
doczekamy sie zupelnie innego, bardziej... ekologicznego? scenariusza.

Bilbo
--
Lech (Bilbo) Zaciura
bil...@friko2.onet.pl

Piotr W. Cholewa

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

On 4 Mar 98 at 17:56, Niesamowity Mlotek wrote:


> To sa typowe odpowiedzi ludzi zapytanych o te problemy.
>
> A tak zwanym miedzyczasie:
> ilosc ludzi chorych na raka - rosnie
> ilosc ludzi z roznymi uczuleniami - rosnie
> ilosc ludzi, ktorzy choruja z przyczyn nerwowych - rosnie
> ilosc ludzi z chorobami spowodowanymi zyciem w ciaglym napieciu - rosnie
> ilosc ludzi pracujacych nad nowymi broniami biologicznymi - rosnie
>

Bo ilosc wszystkich ludzi tez rosnie.


> Ilosc ludzi, ktorzy traktuja ekologow jak swirow - rosnie
> (1995 - 6% 1997 - 21% w USA)
>

Przyznaj, ze dobrze sobie zasluzyli na takie traktowanie. Jesli
ekoterrorysci podaja sie za ekologow, to i na ekologow spada gniew
ludu.

A z ta platforma Shella co bylo?


PWC

****************************************pcho...@usctoux1.cto.us.edu.pl
If men were meant to fly pcho...@gate.math.us.edu.pl
God would have created them with air-tickets p...@vr.pl

Paweł Pluta

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

On 5 Mar 1998 11:19:18 GMT, "Lech Zaciura" <bil...@friko2.onet.pl> wrote:

>Niesamowity Mlotek <mlo...@intra.mp.pw.edu.pl> napisał(a) w artykule:

[...]


>> Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.

>To moze byc prawda, ale samolubnie mam nadzieje, ze nie za mojego zycia.

To moze byc prawda i samolubnie mam nadzieje, ze za mojego zycia.

To na pewno warto bedzie zobaczyc.


>Bilbo
Pawel Pluta


I niechaj mowa wasza bedzie 1, 1, 0, 0.
A wszystko co wiecej jest, ode zlego jest.

Bartlomiej Ogryczak

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

Paweł Pluta wrote:
>
> On 5 Mar 1998 11:19:18 GMT, "Lech Zaciura" <bil...@friko2.onet.pl> wrote:
>
> >Niesamowity Mlotek <mlo...@intra.mp.pw.edu.pl> napisał(a) w artykule:
> [...]
> >> Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.
> >To moze byc prawda, ale samolubnie mam nadzieje, ze nie za mojego zycia.
>
> To moze byc prawda i samolubnie mam nadzieje, ze za mojego zycia.
>
> To na pewno warto bedzie zobaczyc.

Niewątpliwie ;-)
Kiedy jakaś koreańska sekta zapowiadała koniec świata
CNN tak na wszelki wypadek ustawil 20 kamer w Seulu ;-)
Wyobraźcie sobie wpływy z reklam w czasie transmisji z końca świata...
--
Bart
---
"If you belive the western sun is falling down on everyone"
http://rainbow.mimuw.edu.pl/~bart | Genera...@ThePentagon.com

Paweł Pluta

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

On Thu, 05 Mar 1998 16:15:11 +0100, Bartlomiej Ogryczak
<B.Ogr...@students.mimuw.edu.pl> wrote:

>Paweł Pluta wrote:
>> On 5 Mar 1998 11:19:18 GMT, "Lech Zaciura" <bil...@friko2.onet.pl> wrote:
>> >Niesamowity Mlotek <mlo...@intra.mp.pw.edu.pl> napisał(a) w artykule:
>> [...]

>> >> Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.

>> >To moze byc prawda, ale samolubnie mam nadzieje, ze nie za mojego zycia.
>> To moze byc prawda i samolubnie mam nadzieje, ze za mojego zycia.
>> To na pewno warto bedzie zobaczyc.
>Niewątpliwie ;-)
>Kiedy jakaś koreańska sekta zapowiadała koniec świata
>CNN tak na wszelki wypadek ustawil 20 kamer w Seulu ;-)
>Wyobraźcie sobie wpływy z reklam w czasie transmisji z końca świata...

Nie znam najnowszych badan, ale zdaje mi sie, ze do ogladania konca swiata
w zupelnosci zbedna bedzie transmisja, bo kazdy sobie sam obejrzy.

>Bart

Michal M. Rokita

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

Paweł Pluta wrote:

> >> To na pewno warto bedzie zobaczyc.
> >Niewątpliwie ;-)
> >Kiedy jakaś koreańska sekta zapowiadała koniec świata
> >CNN tak na wszelki wypadek ustawil 20 kamer w Seulu ;-)
> >Wyobraźcie sobie wpływy z reklam w czasie transmisji z końca
> świata...
>
> Nie znam najnowszych badan, ale zdaje mi sie, ze do ogladania konca
> swiata
> w zupelnosci zbedna bedzie transmisja, bo kazdy sobie sam obejrzy.

E tam. W telewizorze bedzie ladniejsze bo z kilku ujec naraz, stereo,
technikolor i fachowy komentarz. Nie mowiac o skrocie z najwazniejszych
wydarzen w wieczornym dzienniku. :)
BTW Czy ktos czytal w weekendowej Rzepie tekst Mrozka (chodzilo o
Apokalipse pokazywana w telewizorni)? Bo tak mi sie skojarzylo.

--
Michal M. Rokita
m...@eskadra.com.pl

Everybody is a book of blood;
wherever we're opened, we're red.

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

Niesamowity Mlotek wrote in message ...

>Dlaczego? Otoz:
>
>1) Czlowiek w ciagu mijajacych wiekow caly czas sie rozwija.
>
>TAK. Rozwija sie pod wzgledem umyslowym - nowe wynalazki, prawa, srodki
tran-
>sportu, leki itp. Niestety caly ten rozwoj niszczy czlowieka jako takiego.


Człowieka jako takiego - co masz na myśli? Sądząc po dalszych akapitach -
ludzkie ciało. Cóż za skrajny materializm...

>2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow otoczenia.
>
>TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac to otaczenie do
siebie.


Co z tego?

>3) W przypadku zagrozenia ludzie beda potrafili sie zjednoczyc.
>
>NIE. Zjednoczyc potrafia sie ludzie, ktorych cos laczy. W przypadku ogolno-
>swiatowego zagrozenia ludzie (wszyscy) nie beda potrafili sie polaczyc.
Zawsze
>ktos bedzie chcial zrobic na tym interes, albo stwierdzi, ze "gowno go to
obcho-
>dzi, a on na zadnych indiancow z Amazonskich lasow (pogozelcow, powodzian
itp)
>placil nie bedzie, bo on mieszka gdzie indziej". A takich bedzie duzo.

1. Wymień te zagrożenia
2. Znacznie więcej dzieli ludzi niż tylko miejsce zamieszkania. Znacznie
więcej też ich łączy. Ot, choćby ja - wolałbym się "połączyć" z czytelnikami
listy SF-F (choćby i z Australii czy gdzie tam nas czytają) niż z menelami z
mojego bloku.

> W wyniku rozwoju lecznictwa coraz bardziej zwieksza odsetek ludzi, ktorzy
>odchodza od normy "czlowieka zdrowego".

Doprawdy?
Gdzie 200 lat temu znalazłbyś zdrowego 30-latka z wszystkimi zębami? Taki
facet rzeczywiście odbiega od ówczesnej normy człowieka zdrowego...

> Przykladem moze byc nizej podpisany -
>wada wzroku (astygmatyzm, krotkowzrocznosc), jak stwierdzil lekarz, wada
wro-
>dzona, jet to wada czesta w mojej rodzinie. Sa oczywiscie inne choroby,
ktore
>moga sa dziedziczne a z ktorymi mozna zyc i rozmnazac sie.

Hmm. Niżej podpisany z kolei był wyciągany z brzucha mamusi za główkę za
pomocą kleszczy położniczych. 500 lat temu zapewne ani ja, ani moja szanowna
Mama nie przeżyłaby tego porodu. Ale czy komplikacje takie oznaczają, że
jestem dziedzicznie obciążony lub skazany na bycie wiecznym słabeuszem?

> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.


Jak ją mierzysz? Podasz jakieś źródła tego "faktu"?

> Niestety ciagly rozwoj techniki ( i przemyslu) wplywa nie tylko na
czlowieka
>jako takiego, lecz takze na jego otoczenie.

Niestety? Facet, nie jesteś z partii luddystów przypadkiem?

>A to otoczenie rowniez zmienia lu-
>dzi. I to nie tylko pod wgledem fizycznym, ale i psychicznym.
> Wiekszosc czasu przebywamy w zamknietych pomieszczeniach, a widok z okna
jest
>tez najczesciej ograniczony innym blokiem. Nie nalezy sie dziwic jesli sie
>okaze, ze ponad 26% spoleczenstwa cierpi na agorafobie, czyli strach przed
>otwarta przestrzenia (wg.badan przeprowadzonych w USA).

Z drugiej strony, na pewno znacznie mniejsza część społeczeństwa cierpi na
klaustrofobię - pomyślałeś o tym?

>Coraz mniej chodzimy,
>nawet jesli sie trzeba dostac na pierwsze pietro z parteru, to 70% badanych
woli
>uzyc windy niz isc.
>Nastepuje coraz wieksze uzaleznienie od roznego rodzaju chemikaliow.

Wolę być "uzależniony" od aspiryny i żyć 70 lat niż bez uzależnienia żyć lat
30.

>Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.


To źle?
Zresztą, ja zauważam trend dokładnie odwrotny.

>Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do calkowitego
braku
>koniecznosci poruszania sie.

Nie doprowadzi raczej natomiast do braku _ochoty_ do poruszania się.
Dobór naturalny ciągle działa. Większe szanse mają u płci przeciwnej
wysportowani, aktywni partnerzy niż rośliny siedzące całymi dniami przed
telewizorami.

> Srodki chemiczne powoduja nieodwracalne zmiany w
>organiznie - bardzo wiele skladnikow na dzialanie mutagenne (np. ocet).

Rany boskie. Chyba zwrócę tę sałatkę z sosem vinegarette.

> Elektrownie atomowe sa grozne i niebezpieczne (wyjasnienie - jesli cos
sie sta-
>nie) - co z tego, ze ze zwyklych weglowych caly czas sypie sie na nas
mutagenny,
>radioaktywny pyl.

Życie w ogóle jest groźne i niebezpieczne. Każdego dnia na głowę może spaść
Ci meteoryt.

> Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z lodowki.

Co mają akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?
A w ogóle komputer, na którym napisałeś te słowa, zżera jakieś 10 razy
więcej prądu niż przeciętna lodówka - i wszystko zamienia się w ciepło.

> Wzrost promieniowania UV i kosmicznego dochodzacego do powierzchni
Ziemi -
>Jakie mozliwe mutacje, to nie Czernobyl.

Kolego, mieszasz dwie rzeczy.
Promieniowanie UV może ci co najwyżej uszkodzić skórę i to tylko wtedy, jak
się będziesz bardzo starał. Ale jest proste rozwiązanie - noś ubranie. Może
być z lnu.

>A tak zwanym miedzyczasie:
>ilosc ludzi chorych na raka - rosnie

Rośnie też przeciętna długość życia. Wolisz umrzeć z głodu wcześniej czy na
raka - później?

>ilosc ludzi z roznymi uczuleniami - rosnie

Rośnie liczba zdiagnozowanych uczuleń. Dawniej ludzie (i lekarze) myśleli,
że to inne choroby.

>ilosc ludzi, ktorzy choruja z przyczyn nerwowych - rosnie

W ogóle liczba (nie ilość - ludzie są przeliczalni, chyba, że traktujesz
wszystkich jako jedną biomasę) ludzi rośnie.

>ilosc ludzi z chorobami spowodowanymi zyciem w ciaglym napieciu - rosnie

Coś za coś. Każdy może wypaść z wyścigu szczurów, jeśli chce.

>ilosc ludzi pracujacych nad nowymi broniami biologicznymi - rosnie


To mnie naprawdę przekonuje - skąd masz ten dostęp do tajnych danych o
liczbie ludzi pracujących nad nowymi broniami biologicznymi?

>Ilosc ludzi, ktorzy traktuja ekologow jak swirow - rosnie
>(1995 - 6% 1997 - 21% w USA)


No, ja się nie dziwię.

>Ale zauwazmy, ze caly czas ktos na tym wszystkim zarabia. Sposob jest
prosty:
>najpierw wzbudza sie lekka panike ("Kleszcze atakuja", "Samochody dymia",
"Cie-
>plarnia z Ziemi" itp), a nastepnie na rynku pokazuje sie produkt ktory temu
>moze zaradzic ("Szczepionka na kleszcze", "Nasz model spala o 20% mniej
paliwa",
>"Krem o nowej formule - UV BLOKING 50" <-- teksty prawdziwe) a
spoleczenstwo
>oddycha z ulga. Do nastepnego razu.

A nie przychodzi Ci do głowy, że te produkty rzeczywiście robią to, co
obiecują?

>Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.

Cóż za fatalizm. I tak wszyscy umrzemy.

>I do prawdy nie wiem co bedzie szybciej, udusimy sie, zatrujemy woda z
kranu,
>cos blysnie, huknie i beda rosly "grzyby, same prawdziwki tyko swiecace bo
ra-
>dioaktywne" albo nadejdzie epidemia grypy i padna wszyscy, albowiem
zmieniamy
>sie nie tylko my, ale cala przyroda czyli rowniez wirusy a my im w tym
jeszcze
>pomagamy...
> ...a moze wywali korki a ludzkosc padnie ze strachu, bo skrzynka jest na
>zewnatrz budynku.
> Scenariuszy konca swiata jest wiele, ale obawiam sie, patrzac na to
wszystko,
>ze im bardziej pesymistyczny tym bardziej prawdziwy


Mam scenariusz alternatywny - wszystko będzie dobrze, wymyślimy
antygrawitację, potem podróże nadprzestrzenne i rozprzestrzenimy się po
całej galaktyce. Co nas powstrzyma?

Wiktor

Slawomir Szczyrba

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

Michal M. Rokita napisał(a) w wiadomości:

>
>E tam. W telewizorze bedzie ladniejsze bo z kilku ujec naraz, stereo,
>technikolor i fachowy komentarz. Nie mowiac o skrocie z najwazniejszych
>wydarzen w wieczornym dzienniku. :)
>BTW Czy ktos czytal w weekendowej Rzepie tekst Mrozka (chodzilo o
>Apokalipse pokazywana w telewizorni)? Bo tak mi sie skojarzylo.
>
Jesli sie nie myle, to pierwszy wymyslil to Mleczko :)
(Tia, przynajmniej ja to spotkalem u niego juz daaaawno temu... :)

>Michal M. Rokita
>m...@eskadra.com.pl

Slawek
-- Slawomir Szczyrba --
-- < st...@priv.onet.pl > -- < http://priv.onet.pl/ka/steev >

-- A bad random number generator: 1, 1, 1, 1, 1, 4.33e+67, 1, 1, 1

Joanna Zielinska

unread,
Mar 5, 1998, 3:00:00 AM3/5/98
to

On Wed, 4 Mar 1998 17:56:40 -0600, Niesamowity Mlotek
<mlo...@intra.mp.pw.edu.pl> wrote:

>1) Czlowiek w ciagu mijajacych wiekow caly czas sie rozwija.

> pod wzgledem umyslowym -


>. Niestety caly ten rozwoj niszczy czlowieka jako takiego.

>Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do calkowitego braku
>koniecznosci poruszania sie.

E tam, przesadzasz. Mam komputer w domu i kilka razy dziennie wlaczam
sie do sieci, ale to wcale nie znaczy, ze nie pragne kontaktu z
przyjaciolmi (od lat jezdze na konwenty tylko w tym celu).


(ciach statystyka)

Powinno byc: ciach wszystko
- i - ergo 22. (to z Lema)

Nawiasem mowiac, po co te jeremiady, kiedy mozemy sobie przeczytac
"Kongres futurologiczny" i od razu zrobi nam sie weselej.

>Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.

Wiesz co, tak siedze i mysle. Moze jestesmy juz tylko snem?
Ale piekny jest ten sen srebrny...

Zatruta, senna, "upadla" i nadal myslaca tylko o internecie
Dzoana
________________________
joa...@uci.agh.edu.pl
"I make you a present of everything I've said as yet"

Witold Witaszewski

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

Hi All

Czwartek Marzec 05 1998 20:16, Wiktor Kochanowski wrote to All:

>> 2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow otoczenia.
>>
>> TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac to otaczenie
>> do

WK> siebie.


WK> Co z tego?

niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby chcial) skutki
zmian jakie wprowadzaja?

[ciach]

WK> Hmm. Niżej podpisany z kolei był wyciągany z brzucha mamusi za główkę
WK> za pomocą kleszczy położniczych. 500 lat temu zapewne ani ja, ani moja
WK> szanowna Mama nie przeżyłaby tego porodu. Ale czy komplikacje takie
WK> oznaczają, że jestem dziedzicznie obciążony lub skazany na bycie
WK> wiecznym słabeuszem?

tak, oznaczaja, ze jestes dziedzicznie obciazony.
bez obrazy, ale jesli konieczny byl porod kleszczowy, znaczy to, ze anatomia
twojej szanownej rodzicielki nie byla w stanie przeprowadzic porodu
samodzielnie. a polowe genow masz od niej. cechy, ktore spowodowaly taka, a nie
inna budowe twojej mamy i takie, a nie inne komplikacje porodu moga odezwac sie
u twoich zenskich potomkin, przysparzajac im klopotow.

>> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.

WK> Jak ją mierzysz? Podasz jakieś źródła tego "faktu"?

patrz wyzej.
poza tym, teraz ludzie z zespolem downa, fenyloketonuria, zespolem turnera nie
umieraja w dziecinstwie. czesc z nich zapewne bedzie miala dzieci. i defekty,
ktore sa potencjalnie smiertelne, przekazuja sie dalej. wszystko przez to, ze
nosiciele uszkodzonych genow dozyli do wieku rozrodczego dzieki rozwinietej
medycynie.

>> Niestety ciagly rozwoj techniki ( i przemyslu) wplywa nie tylko na

WK> czlowieka


>> jako takiego, lecz takze na jego otoczenie.

WK> Niestety? Facet, nie jesteś z partii luddystów przypadkiem?

ah. znaczy, efekt cieplarniany, smog, degradacja gleb, skazenie wody, ziemi i
powietrza to nie jest 'niestety'?
znaczy, kazdy kto widzi negatywne skutki postepu naukowo-technicznego jest
kopnietym luddysta?

>> A to otoczenie rowniez zmienia lu-
>> dzi. I to nie tylko pod wgledem fizycznym, ale i psychicznym.
>> Wiekszosc czasu przebywamy w zamknietych pomieszczeniach, a widok z
>> okna

WK> jest


>> tez najczesciej ograniczony innym blokiem. Nie nalezy sie dziwic
>> jesli sie okaze, ze ponad 26% spoleczenstwa cierpi na agorafobie,
>> czyli strach przed otwarta przestrzenia (wg.badan przeprowadzonych w
>> USA).

WK> Z drugiej strony, na pewno znacznie mniejsza część społeczeństwa
WK> cierpi na klaustrofobię - pomyślałeś o tym?

niby dlaczego tak uwazasz?

>> Coraz mniej chodzimy,
>> nawet jesli sie trzeba dostac na pierwsze pietro z parteru, to 70%
>> badanych

WK> woli


>> uzyc windy niz isc.
>> Nastepuje coraz wieksze uzaleznienie od roznego rodzaju chemikaliow.

WK> Wolę być "uzależniony" od aspiryny i żyć 70 lat niż bez uzależnienia
WK> żyć lat 30.

przypomina mi sie pewne powiedzenie: 'lepiej zyc kleczac niz umrzec stojac'.
tak tylko....

a o uzaleznieniach to chya powinienes sie troche wiecej dowiedziec.

>> Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.


WK> To źle?

tak, to zle. zreszta, twoja aprobata dla dbania glownie o wlasna d. na pewno
jest ci pociecha i pomoca w znoszeniu, na przyklad, sasiada wiercacego dziury w
scianie o 23oo.

WK> Zresztą, ja zauważam trend dokładnie odwrotny.

tak? a moglbys zaprezentowac jakies przyklady tego trendu? jakies konkretne
przyklady tych licznych zwyciestw altruizmu?

>> Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do
>> calkowitego

WK> braku
>> koniecznosci poruszania sie.

WK> Nie doprowadzi raczej natomiast do braku _ochoty_ do poruszania się.
WK> Dobór naturalny ciągle działa. Większe szanse mają u płci przeciwnej
WK> wysportowani, aktywni partnerzy niż rośliny siedzące całymi dniami
WK> przed telewizorami.

nie mowimy o couch potatoes, tylko o takich jak my sami - o spolecznosci
internetowej i tym, co z niej powstanie.
a tak swoja droga - zauwazyles moze, ze wiekszosc tych wysportowanych aktywnych
chodzi obecnie w ortalionowych dresach? i naprawde chcialbys miec powodzenie u
takich egzemplarzy plci przeciwnej, ktore lgna do takich?

WK> Życie w ogóle jest groźne i niebezpieczne. Każdego dnia na głowę może
WK> spaść Ci meteoryt.

zostalem zmiazdzony potega tego argumentu.

>> Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z
>> lodowki.

WK> Co mają akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?
WK> A w ogóle komputer, na którym napisałeś te słowa, zżera jakieś 10 razy
WK> więcej prądu niż przeciętna lodówka - i wszystko zamienia się w
WK> ciepło.

o freonie slyszales moze?

>> Wzrost promieniowania UV i kosmicznego dochodzacego do powierzchni

WK> Ziemi -


>> Jakie mozliwe mutacje, to nie Czernobyl.

WK> Kolego, mieszasz dwie rzeczy.
WK> Promieniowanie UV może ci co najwyżej uszkodzić skórę i to tylko
WK> wtedy, jak się będziesz bardzo starał. Ale jest proste rozwiązanie -
WK> noś ubranie. Może być z lnu.

hehehe. o mutagennym wplywie promieniowania nadfioletowego slyszales? jeden z
silniejszych mutagenow, iirc...

>> ilosc ludzi z roznymi uczuleniami - rosnie

WK> Rośnie liczba zdiagnozowanych uczuleń. Dawniej ludzie (i lekarze)
WK> myśleli, że to inne choroby.

pojawiaja sie tez nowe uczulenia. czy dawniej zdarzaly sie uczulenia na krowie
mleko czy marchewke?

>> ilosc ludzi z chorobami spowodowanymi zyciem w ciaglym napieciu -
>> rosnie

WK> Coś za coś. Każdy może wypaść z wyścigu szczurów, jeśli chce.

nie tylko o wyscig szczurow tu chodzi.

>> ilosc ludzi pracujacych nad nowymi broniami biologicznymi - rosnie


WK> To mnie naprawdę przekonuje - skąd masz ten dostęp do tajnych danych o
WK> liczbie ludzi pracujących nad nowymi broniami biologicznymi?

tajne dane nie sa potrzebne. w koncu, jak sam piszesz, liczba ludzi w ogole
rosnie...

>> Ilosc ludzi, ktorzy traktuja ekologow jak swirow - rosnie
>> (1995 - 6% 1997 - 21% w USA)


WK> No, ja się nie dziwię.

a to akurat widac.

>> Ale zauwazmy, ze caly czas ktos na tym wszystkim zarabia. Sposob jest

WK> prosty:


>> najpierw wzbudza sie lekka panike ("Kleszcze atakuja", "Samochody
>> dymia",

WK> "Cie-


>> plarnia z Ziemi" itp), a nastepnie na rynku pokazuje sie produkt
>> ktory temu moze zaradzic ("Szczepionka na kleszcze", "Nasz model
>> spala o 20% mniej

WK> paliwa",


>> "Krem o nowej formule - UV BLOKING 50" <-- teksty prawdziwe) a

WK> spoleczenstwo


>> oddycha z ulga. Do nastepnego razu.

WK> A nie przychodzi Ci do głowy, że te produkty rzeczywiście robią to, co
WK> obiecują?

o, wyznawca techniki!
a nie przychodzi ci do glowy, ze niezupelnie o to chodzi?

[ciach koniec swiata]

WK> Mam scenariusz alternatywny - wszystko będzie dobrze, wymyślimy
WK> antygrawitację, potem podróże nadprzestrzenne i rozprzestrzenimy się
WK> po całej galaktyce. Co nas powstrzyma?

my sami.

chocby dlatego, ze jesli nie bedzie w tym kasy, to nikt tego nie zrobi.

WK> Wiktor

to tyle.
witold.


Piotr W. Cholewa

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

On 5 Mar 98 at 15:25, Pawe Pluta wrote:
>
> Nie znam najnowszych badan, ale zdaje mi sie, ze do ogladania konca swiata
> w zupelnosci zbedna bedzie transmisja, bo kazdy sobie sam obejrzy.
>
Beda powoli gasly gwiazdy... Pamietacie Dziewiec miliardow imion
Boga?

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

Witold Witaszewski wrote in message <8891...@p10.f70.n480.z2.ftn>...

> >> 2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow otoczenia.
> >>
> >> TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac to otaczenie
> >> do
> WK> siebie.
>
>
> WK> Co z tego?
>
>niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby chcial)
skutki
>zmian jakie wprowadzaja?


Niby nie, ale czy należy powstrzymywać się od dokonywania zmian tylko
dlatego, że nigdy nie można przewidzieć ich skutków?

Jest na to ludowa mądrość: kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.

> WK> Hmm. Niżej podpisany z kolei był wyciągany z brzucha mamusi za główkę
> WK> za pomocą kleszczy położniczych. 500 lat temu zapewne ani ja, ani moja
> WK> szanowna Mama nie przeżyłaby tego porodu. Ale czy komplikacje takie
> WK> oznaczają, że jestem dziedzicznie obciążony lub skazany na bycie
> WK> wiecznym słabeuszem?
>
>tak, oznaczaja, ze jestes dziedzicznie obciazony.
>bez obrazy, ale jesli konieczny byl porod kleszczowy, znaczy to, ze
anatomia
>twojej szanownej rodzicielki nie byla w stanie przeprowadzic porodu
>samodzielnie. a polowe genow masz od niej. cechy, ktore spowodowaly taka, a
nie
>inna budowe twojej mamy i takie, a nie inne komplikacje porodu moga odezwac
sie
>u twoich zenskich potomkin, przysparzajac im klopotow.

Otóż nie - bo moje potomkinie również będą miały do dyspozycji kleszcze
położnicze. Czy 500 lat temu brak zdolności programistycznych był
obciążeniem dziedzicznym? Obydwa "obciążenia" są tutaj symetrycznie
nieistotne. Genetyczne obciążenie to nie to, co arbitralnie za takowe
uznamy; to cecha, która przeszkadza w przeżyciu i rozmnażaniu się
_w_danym_środowisku_. W naszym środowisku takie rzeczy, jak zbyt wąskie
biodra ewentualnej matki w niczym nie przeszkadzają.

> >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
>
> WK> Jak ją mierzysz? Podasz jakieś źródła tego "faktu"?
>
>patrz wyzej.

Prosiłem o podanie obiektywnego sposobu pomiaru, a nie kolejnej opinii
popartej chybionym przykładem.

>poza tym, teraz ludzie z zespolem downa, fenyloketonuria, zespolem turnera
nie
>umieraja w dziecinstwie. czesc z nich zapewne bedzie miala dzieci. i
defekty,
>ktore sa potencjalnie smiertelne, przekazuja sie dalej. wszystko przez to,
ze
>nosiciele uszkodzonych genow dozyli do wieku rozrodczego dzieki rozwinietej
>medycynie.

Zauważ, że ludzie, którzy wiedzą o jakiejś wadzie swoich genów, często
powstrzymują się od posiadania dzieci. Zresztą, to nieistotne w kontekście
dla zagrożenia rasy ludzkiej - tak długo, jak istnieje nowoczesna (i coraz
nowocześniejsza) medycyna, nieważne są genetyczne defekty, które potrafi ona
skorygować. A gdyby coś miało się wydarzyć, co cofnęłoby nas na jakiś
wcześniejszy poziom, to przecież dobre geny nie giną - geny złe natomiast z
powrotem zabiją swoich nosicieli, więc problem się sam rozwiąże.

> >> Niestety ciagly rozwoj techniki ( i przemyslu) wplywa nie tylko na
> WK> czlowieka
> >> jako takiego, lecz takze na jego otoczenie.
>
> WK> Niestety? Facet, nie jesteś z partii luddystów przypadkiem?
>
>ah. znaczy, efekt cieplarniany, smog, degradacja gleb, skazenie wody, ziemi
i
>powietrza to nie jest 'niestety'?
>znaczy, kazdy kto widzi negatywne skutki postepu naukowo-technicznego jest
>kopnietym luddysta?

Nasz przedmówca użył "niestety" w kontekście, który nie wskazywał wyraźnie
na _złe_ skutki postępu, tylko na jakiekolwiek jego wpływy na otoczenie. Nie
wszystkie są złe - chyba, że ktoś jest właśnie luddystą.

> >> A to otoczenie rowniez zmienia lu-
> >> dzi. I to nie tylko pod wgledem fizycznym, ale i psychicznym.
> >> Wiekszosc czasu przebywamy w zamknietych pomieszczeniach, a widok z
> >> okna

> >> tez najczesciej ograniczony innym blokiem. Nie nalezy sie dziwic
> >> jesli sie okaze, ze ponad 26% spoleczenstwa cierpi na agorafobie,
> >> czyli strach przed otwarta przestrzenia (wg.badan przeprowadzonych w
> >> USA).
>
> WK> Z drugiej strony, na pewno znacznie mniejsza część społeczeństwa
> WK> cierpi na klaustrofobię - pomyślałeś o tym?
>
>niby dlaczego tak uwazasz?

A dlaczego uważa tak NM?

Kolega NM podał "fakt" - jakieś nie wymienione bliżej "badania w USA" i
uzasadnił je swoim własnym rozumowaniem. Używając tego samego rozumowania
wysuwam swoją własną hipotezę. Niestety nie mam na jej poparcie "wyników
badań z USA"... te 26% wydaje mi się zresztą mocno przesadzone. 1/4 ludzi w
Stanach bałaby się przebywać pod gołym niebem?

> >> Nastepuje coraz wieksze uzaleznienie od roznego rodzaju chemikaliow.
>
> WK> Wolę być "uzależniony" od aspiryny i żyć 70 lat niż bez uzależnienia
> WK> żyć lat 30.
>
>przypomina mi sie pewne powiedzenie: 'lepiej zyc kleczac niz umrzec
stojac'.
>tak tylko....

Doprawdy?... jak rozumiem, przeziębienia zwalczasz tylko siłą woli?
Zapalenia płuc - ziółkami prosto z lasu? Gangreny - chlebem z pajęczyną? Bo
inaczej "żyłbyś klęcząc"?

>a o uzaleznieniach to chya powinienes sie troche wiecej dowiedziec.

Jeśli jakiś środek przedłuża życie milionom ludzi, to można chyba
powiedzieć, że jesteśmy od niego uzależnieni? Nie sądzę, aby NM miał na
myśli tylko narkotyki (polecam naturalne liście koki, tytoń, supertradycyjny
alkohol etylowy, seks, betel, etc.)

> >> Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.
>
> WK> To źle?
>
>tak, to zle. zreszta, twoja aprobata dla dbania glownie o wlasna d. na
pewno
>jest ci pociecha i pomoca w znoszeniu, na przyklad, sasiada wiercacego
dziury w
>scianie o 23oo.

Bez związku. Łac. non sequitur. Mylisz dbanie o własne interesy z nie
liczeniem się z nikim i niczym.

Dalej nie wytłumaczyłeś, dlaczego to źle.

> WK> Zresztą, ja zauważam trend dokładnie odwrotny.
>
>tak? a moglbys zaprezentowac jakies przyklady tego trendu? jakies konkretne
>przyklady tych licznych zwyciestw altruizmu?

Spójrz, kto jest dzisiaj wzorem dla "oświeconych" ludzi. Matka Teresa,
księżna Diana, Bill Clinton. Czy to są postacie egoistyczne?

> >> Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do

> >> calkowitego braku


> >> koniecznosci poruszania sie.
>
> WK> Nie doprowadzi raczej natomiast do braku _ochoty_ do poruszania się.
> WK> Dobór naturalny ciągle działa. Większe szanse mają u płci przeciwnej
> WK> wysportowani, aktywni partnerzy niż rośliny siedzące całymi dniami
> WK> przed telewizorami.
>
>nie mowimy o couch potatoes, tylko o takich jak my sami - o spolecznosci
>internetowej i tym, co z niej powstanie.

Sugerujesz, że dla społeczności internetowej brak wysportowania jest
atrakcyjny?

>a tak swoja droga - zauwazyles moze, ze wiekszosc tych wysportowanych
aktywnych
>chodzi obecnie w ortalionowych dresach?

Nie, nie zauważyłem. Nie obracam się w towarzystwie dresiarzy (aczkolwiek
fobia antydresiarska jest mi obca, niektórzy z moich najlepszych przyjaciół
są dresiarzami etc. etc.) tylko normalnych ludzi, którzy jednak wcale nie
zaniedbują sportu tylko dlatego, że większość dnia siedzą przed komputerem.

> i naprawde chcialbys miec powodzenie u
>takich egzemplarzy plci przeciwnej, ktore lgna do takich?

Och, wpadamy w ten ton moralnej wyższości...
Jako zdrowemu heteroseksualnemu mężczyźnie podoba mi się bardziej kobieta
ruszająca się od nieruchawej. To jest właśnie ten przejaw działania doboru
naturalnego, o którym mówiłem. Capisce?
Nie rozumiem, po co wpadasz w jakieś klimaty antydresiarskie.

> WK> Życie w ogóle jest groźne i niebezpieczne. Każdego dnia na głowę może
> WK> spaść Ci meteoryt.
>
>zostalem zmiazdzony potega tego argumentu.

Nic dziwnego, meteoryty swoje ważą.
A argument był najzupełniej poważny. Jak ktoś wychodzi z domu, to musi się
liczyć z tym, że spadnie na niego meteoryt. Jak ktoś nie chce mieć
zaczadzonej okolicy, to niech się pogodzi z tym, że elektrownia może mu
wybuchnąć. Szanse są podobnego rzędu.

> >> Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z
> >> lodowki.
>
> WK> Co mają akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?
> WK> A w ogóle komputer, na którym napisałeś te słowa, zżera jakieś 10 razy
> WK> więcej prądu niż przeciętna lodówka - i wszystko zamienia się w
> WK> ciepło.
>
>o freonie slyszales moze?

Słyszałem, ale nie wiem, co ma wspólnego z efektem cieplarnianym. Są pewne
(mocno dyskutowane) wskazówki, że może wpływać na rozmiary dziury ozonowej i
w ten sposób zwiększać natężenie promieniowania UV, ale to dopiero następny
akapit. I jeszcze jedno - lody dla tego, kto wskaże mi, kto w dzisiejszych
czasach robi jeszcze lodówki z freonem.

> >> Wzrost promieniowania UV i kosmicznego dochodzacego do powierzchni
> WK> Ziemi -
> >> Jakie mozliwe mutacje, to nie Czernobyl.
>
> WK> Kolego, mieszasz dwie rzeczy.
> WK> Promieniowanie UV może ci co najwyżej uszkodzić skórę i to tylko
> WK> wtedy, jak się będziesz bardzo starał. Ale jest proste rozwiązanie -
> WK> noś ubranie. Może być z lnu.
>
>hehehe. o mutagennym wplywie promieniowania nadfioletowego slyszales? jeden
z
>silniejszych mutagenow, iirc...

Żeby zaszła mutacja (przez co rozumiem - być może ograniczam to słowo, ale
chyba w tym kontekście rozmawiamy - wyprodukowanie wadliwych komórek
rozrodczych), promieniowanie musi dotrzeć do twoich, hmm... skarbów. A te są
głęboko ukryte pod slipkami nawet w lecie na plaży. Mutacja komórek
somatycznych skóry może również zajść i przerodzić się w raka, ale jak
napisałem - można przecież nosić ubranie!

> >> ilosc ludzi z roznymi uczuleniami - rosnie
>
> WK> Rośnie liczba zdiagnozowanych uczuleń. Dawniej ludzie (i lekarze)
> WK> myśleli, że to inne choroby.
>
>pojawiaja sie tez nowe uczulenia. czy dawniej zdarzaly sie uczulenia na
krowie
>mleko czy marchewke?

Nie, jasne, że nie.. po prostu byli ludzie, którzy mleka i marchewki nie
znosili i jakoś z tym żyli. Dzisiaj okazuje się, że są uczuleni. Yassne...

> >> ilosc ludzi z chorobami spowodowanymi zyciem w ciaglym napieciu -
> >> rosnie
>
> WK> Coś za coś. Każdy może wypaść z wyścigu szczurów, jeśli chce.
>
>nie tylko o wyscig szczurow tu chodzi.

To dlaczego jeszcze dzisiaj żyjemy w dużym napięciu, nawet, jeśli tego nie
chcemy?

> >> ilosc ludzi pracujacych nad nowymi broniami biologicznymi - rosnie
>
> WK> To mnie naprawdę przekonuje - skąd masz ten dostęp do tajnych danych o
> WK> liczbie ludzi pracujących nad nowymi broniami biologicznymi?
>
>tajne dane nie sa potrzebne. w koncu, jak sam piszesz, liczba ludzi w ogole
>rosnie...

Innymi słowy, krzyczmy "pożar", może ktoś się nabierze i zacznie uciekać...

> >> Ale zauwazmy, ze caly czas ktos na tym wszystkim zarabia. Sposob jest

> prosty:
> >> najpierw wzbudza sie lekka panike ("Kleszcze atakuja", "Samochody
> >> dymia",

> "Cie-
> >> plarnia z Ziemi" itp), a nastepnie na rynku pokazuje sie produkt
> >> ktory temu moze zaradzic ("Szczepionka na kleszcze", "Nasz model
> >> spala o 20% mniej

> paliwa",
> >> "Krem o nowej formule - UV BLOKING 50" <-- teksty prawdziwe) a

> spoleczenstwo
> >> oddycha z ulga. Do nastepnego razu.
>
> WK> A nie przychodzi Ci do głowy, że te produkty rzeczywiście robią to, co
> WK> obiecują?
>
>o, wyznawca techniki!
>a nie przychodzi ci do glowy, ze niezupelnie o to chodzi?

A o co? Zrezygnować z samochodów i prądu elektrycznego? Trzeciego wyjścia
nie widzę.

>[ciach koniec swiata]
>
> WK> Mam scenariusz alternatywny - wszystko będzie dobrze, wymyślimy
> WK> antygrawitację, potem podróże nadprzestrzenne i rozprzestrzenimy się
> WK> po całej galaktyce. Co nas powstrzyma?
>
>my sami.
>
>chocby dlatego, ze jesli nie bedzie w tym kasy, to nikt tego nie zrobi.

Dlaczego z góry zakładasz, że nie będzie w tym kasy? Przemysł kosmiczny
dawno zwrócił nakłady poniesione na niego, nie tylko w opłatach za
wynoszenie na orbitę satelitów, ale we wszystkich nowych technologiach,
jakie zostały przy okazji opracowane. Dziś więcej chyba startuje już rakiet
prywatnych niż rządowych.

>to tyle.
>witold.

Niestety, to za mało.
Wiktor.

PS. Skonfiguruj sobie klienta na dodawanie "Re:" do odpowiedzi, bo
zauważyłem, że wiele razy "łamałeś" już wątki. Albo w ogóle zrezygnuj z
dostępu do newsów przez Fido... przecież to czysty masochizm. Postęp
techniczny (współczesny internet zamiast starożytnego Fido BBS) naprawdę
może Ci pomóc.


Wagrowski, Konrad

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

To i ja sie wlacze...

> ----------
> From: Wiktor Kochanowski[SMTP:alte...@cheerful.com]
> Reply To: SF-F Distribution List
> Sent: 6 marca 1998 04:30
> To: sf...@uci.agh.edu.pl
> Subject: Re: Upadek ludzi


>
> Witold Witaszewski wrote in message <8891...@p10.f70.n480.z2.ftn>...
> > >> 2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow
> otoczenia.
> > >>
> > >> TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac to
> otaczenie
> > >> do
> > WK> siebie.
> >
> >
> > WK> Co z tego?
> >
> >niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby chcial)
> skutki
> >zmian jakie wprowadzaja?
>
>
> Niby nie, ale czy należy powstrzymywać się od dokonywania zmian tylko
> dlatego, że nigdy nie można przewidzieć ich skutków?
>

> Jest na to ludowa m?dro?ć: kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.
Wydaje sie, ze wlasnie wspomniane na poczatku dopasowywanie otoczenia do
siebie, powoduje eliminowanie ryzyka z zycia, a w efekcie rozleniwienie
i degeneracje. Pamietacie "Koniec Wiecznosci" Asimova?


> > >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
> >

> > WK> Jak j? mierzysz? Podasz jakie? Ľródła tego "faktu"?


> >
> >patrz wyzej.
>
> Prosiłem o podanie obiektywnego sposobu pomiaru, a nie kolejnej opinii
> popartej chybionym przykładem.
>

Rozejrzyj sie wokol siebie :-). Wezmy mnie: astgmatyzm, skrzywienie
kregoslupa, wypadanie zastawki, nerwica, zlamana noga (no to akurat nie
genetyczne;-)). A tak na serio nalezaloby chyba porownac stan zdrowia
spoleczenstwa dzis i w jakiejs innej epoce. A to raczej nie do
zrobienia.

> > >> Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.
> >

> > WK> To Ľle?


> >
> >tak, to zle. zreszta, twoja aprobata dla dbania glownie o wlasna d.
> na
> pewno
> >jest ci pociecha i pomoca w znoszeniu, na przyklad, sasiada
> wiercacego
> dziury w
> >scianie o 23oo.
>

> Bez zwi?zku. Łac. non sequitur. Mylisz dbanie o własne interesy z nie


> liczeniem się z nikim i niczym.
>

> Dalej nie wytłumaczyłe?, dlaczego to Ľle.
>
> > WK> Zreszt?, ja zauważam trend dokładnie odwrotny.


> >
> >tak? a moglbys zaprezentowac jakies przyklady tego trendu? jakies
> konkretne
> >przyklady tych licznych zwyciestw altruizmu?
>

> Spójrz, kto jest dzisiaj wzorem dla "o?wieconych" ludzi. Matka Teresa,
> księżna Diana, Bill Clinton. Czy to s? postacie egoistyczne?
>
A co na milosc boska, te postacie maja ze soba wspolnego? Kobieta, o
ktorej chyba nikt niezaleznie od wyznania i pogladow politycznych nie
moze powiedziec nic zlego,poswiecajace cale swe zycie, niebywale
wylansowana przez media kobieta, ktora czasami organizowala jakies akcje
charytatywne dla swojego image, bedace lekiem na wyrzuty sumienia innych
(ze ktos tam cos dla biednych robi) i znany aferzysta, lamiacy chyba
wiekszosc przepisow prawnych w swym kraju, ktorego jedynym osiagnieciem
maja byc osiagniecia polityki zagranicznej, a jak wspaniale rozwiazane
zostaly konflikty w Irlandii i Izraelu to kazdy chyba widzi. Nie mowiac
juz o 'sukcesach' 'operacji pokojowych' w Somalii i na Haiti. I kim sa
ci "oswieceni" ludzie?

> > >> Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do
> > >> calkowitego braku
> > >> koniecznosci poruszania sie.
> >
> > WK> Nie doprowadzi raczej natomiast do braku _ochoty_ do poruszania
> się.

> > WK> Dobór naturalny ci?gle działa. Większe szanse maj? u płci
> przeciwnej
> > WK> wysportowani, aktywni partnerzy niż ro?liny siedz?ce całymi


> dniami
> > WK> przed telewizorami.
> >
> >nie mowimy o couch potatoes, tylko o takich jak my sami - o
> spolecznosci
> >internetowej i tym, co z niej powstanie.
>

> Sugerujesz, że dla społeczno?ci internetowej brak wysportowania jest
> atrakcyjny?
W tej kwestii musimy chyba zapytac sie plci przeciwnej. Czy wola
wysportowanych i umiesnianych dresiarzy, z ktorymi da sie porozmawiac
najwyzej o samochodach, lub w jakim to lokalu on ostatnio nie byl, czy
tez krotkowzrocznych i przygarbionych intelektualistow?
Tylko czy beda szczere? ;-)

Konrad R. Wagrowski


Ewa Pawelec

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

Wagrowski, Konrad <KWagr...@eragsm.com.pl> wrote:
[ciach]

> W tej kwestii musimy chyba zapytac sie plci przeciwnej. Czy wola
> wysportowanych i umiesnianych dresiarzy, z ktorymi da sie porozmawiac
> najwyzej o samochodach, lub w jakim to lokalu on ostatnio nie byl, czy
> tez krotkowzrocznych i przygarbionych intelektualistow?
> Tylko czy beda szczere? ;-)
Pytanie jest zdecydowanie tendencyjne. Krotkowzroczni i przygarbieni
intelektualisci... Hmm... A nie moze tak sie trafic (krotkowzroczny niech
juz bedzie) wysportowany intelektualista? Znam takich zdumiewajaco duza
liczbe, patrz Sir Marcus :-)

EwaP


--
------------------------------------------------------------
Ewa Pawelec, Zaklad Optyki Atomowej IF UJ
http://www.cyf-kr.edu.pl/~ufpawele
------------------------------------------------------------

Aneta Reluga

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

Wiktor Kochanowski <alte...@cheerful.com> wrote:

> Co mają akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?

Freon.

> A w ogóle komputer, na którym napisałeś te słowa, zżera jakieś 10 razy
> więcej prądu niż przeciętna lodówka - i wszystko zamienia się w ciepło.

Chodzilo o freon :)
An.

Lech Zaciura

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

Piotr W. Cholewa <pcho...@usctoux1.cto.us.edu.pl> napisał(a) w artykule
> On 5 Mar 98 at 15:25, Pawe Pluta wrote:
> >
> > Nie znam najnowszych badan, ale zdaje mi sie, ze do ogladania konca
swiata
> > w zupelnosci zbedna bedzie transmisja, bo kazdy sobie sam obejrzy.
> >
> Beda powoli gasly gwiazdy... Pamietacie Dziewiec miliardow imion
> Boga?
>
> PWC

Pamietamy, pamietamy. Pecetem te imiona poskladali - to chyba juz czas,
nie? ;-)


Kasia Kulpa

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

On Fri, 6 Mar 1998 04:30:33 +0100, Wiktor Kochanowski <alte...@cheerful.com> wrote:
: Witold Witaszewski wrote in message <8891...@p10.f70.n480.z2.ftn>...

: >pojawiaja sie tez nowe uczulenia. czy dawniej zdarzaly sie uczulenia na


: krowie
: >mleko czy marchewke?
:
: Nie, jasne, że nie.. po prostu byli ludzie, którzy mleka i marchewki nie
: znosili i jakoś z tym żyli. Dzisiaj okazuje się, że są uczuleni. Yassne...

bardzo lubie marchewke (jablka tez), i jestem na nie uczulona. to tak w
kwestii formalnej :)

do dzis pamietam ogrom zdziwienia starszych pokolen mojej rodziny, kiedy
dowiadywali sie, jakie efekty wywoluje u mnie spozywanie niektorych
produktow. nigdy nie slyszeli o podobnych objawach (nie chodzi o nazwe
"uczulenie", czy "alergia", tylko o objawy).

kasica na marginesie
--
--[kku...@orient.uw.edu.pl]-------[http://www.orient.uw.edu.pl/~kkulpa/]--
--[Mąpież posuwa się zgrabnie, lecz z wolna:]-----------------------------
--[Dręczy go autorefleksja namolna.]--------------------------------------

Witold Witaszewski

unread,
Mar 6, 1998, 3:00:00 AM3/6/98
to

Hi All

Piątek Marzec 06 1998 04:30, Wiktor Kochanowski wrote to All:

WK> Witold Witaszewski wrote in message <8891...@p10.f70.n480.z2.ftn>...


>> >> 2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow
>> >> otoczenia. TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac
>> >> to otaczenie do
>> WK> siebie.
>>
>>
>> WK> Co z tego?
>>
>> niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby chcial)

WK> skutki
>> zmian jakie wprowadzaja?


WK> Niby nie, ale czy należy powstrzymywać się od dokonywania zmian tylko
WK> dlatego, że nigdy nie można przewidzieć ich skutków?

WK> Jest na to ludowa mądrość: kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.

niby tak :), ale tu wchodza jeszcze kwestie swiatopogladowe, w ktore wglebial
sie nie bede. w skrocie powiem, ze uwazam przesadne zmiany srodowiska (a takze
kierowanie sie przy ich dokonywaniu zasada 'kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa')
za dzialalnosc nieodpowiedzialna i niewlasciwa. moj poglad bierze sie z moich
przekonan, powiedzmy, filozoficznych, o ktorych dyskutowac nie chce.

[ciach porod kleszczowy]

WK> Otóż nie - bo moje potomkinie również będą miały do dyspozycji
WK> kleszcze położnicze.

a - zatem porod kleszczowy to dla ciebie brak klopotow?

WK> Czy 500 lat temu brak zdolności programistycznych
WK> był obciążeniem dziedzicznym? Obydwa "obciążenia" są tutaj
WK> symetrycznie nieistotne.

uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc do
samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne?
interesujace podejscie...

WK> Genetyczne obciążenie to nie to, co
WK> arbitralnie za takowe uznamy; to cecha, która przeszkadza w przeżyciu
WK> i rozmnażaniu się _w_danym_środowisku_.
WK> W naszym środowisku takie
WK> rzeczy, jak zbyt wąskie biodra ewentualnej matki w niczym nie
WK> przeszkadzają.

pewnie - zawsze mamy kleszcze.
waskie biodra kobiety przeszkadzaja w rozmnazaniu sie niezaleznie od tego, czy
mamy srodki, by temu zaradzic, czy nie.

>> >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
>>

>> WK> Jak ją mierzysz? Podasz jakieś źródła tego "faktu"?
>>
>> patrz wyzej.

WK> Prosiłem o podanie obiektywnego sposobu pomiaru, a nie kolejnej opinii
WK> popartej chybionym przykładem.

co rozumiesz przez 'obiektywny sposob pomiaru'?
jezeli ludzie z wadliwymi genami zyja i dochowuja sie potomstwa, to ich geny
sie przenosza. liczba osob z takimi genami wzrasta. znaczy pula genowa ludzkosci
zawiera coraz wiecej wadliwych genow. czy cos pominalem?

>> poza tym, teraz ludzie z zespolem downa, fenyloketonuria, zespolem
>> turnera

WK> nie


>> umieraja w dziecinstwie. czesc z nich zapewne bedzie miala dzieci. i

WK> defekty,


>> ktore sa potencjalnie smiertelne, przekazuja sie dalej. wszystko
>> przez to,

WK> ze


>> nosiciele uszkodzonych genow dozyli do wieku rozrodczego dzieki
>> rozwinietej medycynie.

WK> Zauważ, że ludzie, którzy wiedzą o jakiejś wadzie swoich genów, często
WK> powstrzymują się od posiadania dzieci.

kluczowymi slowami sa 'wiedza' i 'czesto'.

WK> Zresztą, to nieistotne w
WK> kontekście dla zagrożenia rasy ludzkiej - tak długo, jak istnieje
WK> nowoczesna (i coraz nowocześniejsza) medycyna, nieważne są genetyczne
WK> defekty, które potrafi ona skorygować.

jesli defekty sa do korekcji - problemu nie ma. ale nie wszystko da sie
skorygowac i nie kazdy czlowiek z korygowalnym defektem zostanie 'naprawiony'.
tymczasem kazdy, kogo tylko wspolczesna medycyna da rade utrzymac przy zyciu,
bedzie zyl. i, jesli uda mu sie miec dzieci, przekazywal swoje geny dalej.

WK> A gdyby coś miało się wydarzyć,
WK> co cofnęłoby nas na jakiś wcześniejszy poziom, to przecież dobre geny
WK> nie giną - geny złe natomiast z powrotem zabiją swoich nosicieli, więc
WK> problem się sam rozwiąże.

racja. byloby jednak dobrze, zeby nie okazalo sie, ze wszyscy mamy zle geny.

[ciach 'niestety']
WK> Nasz przedmówca użył "niestety" w kontekście, który nie wskazywał
WK> wyraźnie na _złe_ skutki postępu, tylko na jakiekolwiek jego wpływy na
WK> otoczenie. Nie wszystkie są złe - chyba, że ktoś jest właśnie
WK> luddystą.

zlesmy sie zrozumieli... :)

[ciach]


>> >> Nastepuje coraz wieksze uzaleznienie od roznego rodzaju
>> >> chemikaliow.
>>
>> WK> Wolę być "uzależniony" od aspiryny i żyć 70 lat niż bez

>> WK> uzależnienia żyć lat 30.


>>
>> przypomina mi sie pewne powiedzenie: 'lepiej zyc kleczac niz umrzec

WK> stojac'.
>> tak tylko....

WK> Doprawdy?... jak rozumiem, przeziębienia zwalczasz tylko siłą woli?
WK> Zapalenia płuc - ziółkami prosto z lasu? Gangreny - chlebem z
WK> pajęczyną? Bo inaczej "żyłbyś klęcząc"?

nie mowie o uzywaniu lekow w ogole. mowie o uzaleznieniu od nich.
lekow staram sie unikac, tu masz racje. ale co do uzaleznienia - to dla mnie to
jest zycie kleczac.

>> a o uzaleznieniach to chya powinienes sie troche wiecej dowiedziec.

WK> Jeśli jakiś środek przedłuża życie milionom ludzi, to można chyba
WK> powiedzieć, że jesteśmy od niego uzależnieni?

mieszasz pojecia. co innego 'uzaleznienie' chorego czlowieka od leku, ktory
ratuje mu zycie, co innego uzaleznienie psychofizyczne - takie jak alkoholowe,
narkotyczne, etc. mowie teraz tylko o tym drugim.

>> >> Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.
>>

>> WK> To źle?


>>
>> tak, to zle. zreszta, twoja aprobata dla dbania glownie o wlasna d.
>> na

WK> pewno


>> jest ci pociecha i pomoca w znoszeniu, na przyklad, sasiada
>> wiercacego

WK> dziury w
>> scianie o 23oo.

WK> Bez związku. Łac. non sequitur. Mylisz dbanie o własne interesy z nie
WK> liczeniem się z nikim i niczym.

dbanie coraz mniej o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne zrozumialem jako
zwazanie glownie na dobro wlasne kosztem zwazania na dobro innych. czyli, w
skrocie, wlasnie nie liczenie sie z nikim i niczym.

WK> Dalej nie wytłumaczyłeś, dlaczego to źle.

dbanie o wlasne dobro - ok.
dbanie o wlasne dobro bez uwzgledniania dobra innych - nie ok.
jasne?

>> WK> Zresztą, ja zauważam trend dokładnie odwrotny.


>>
>> tak? a moglbys zaprezentowac jakies przyklady tego trendu? jakies
>> konkretne przyklady tych licznych zwyciestw altruizmu?

WK> Spójrz, kto jest dzisiaj wzorem dla "oświeconych" ludzi. Matka Teresa,
WK> księżna Diana, Bill Clinton. Czy to są postacie egoistyczne?

khm, ze powtorze.
czy moglbys zaprezentowac jakies przyklady licznych zwyciestw postawy
altruistycznej, swiadczacych o tym, ze staje sie ona coraz popularniejsza?

>> >> Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do
>> >> calkowitego braku
>> >> koniecznosci poruszania sie.
>>
>> WK> Nie doprowadzi raczej natomiast do braku _ochoty_ do poruszania

>> WK> się. Dobór naturalny ciągle działa. Większe szanse mają u płci
>> WK> przeciwnej wysportowani, aktywni partnerzy niż rośliny siedzące
>> WK> całymi dniami przed telewizorami.


>>
>> nie mowimy o couch potatoes, tylko o takich jak my sami - o
>> spolecznosci internetowej i tym, co z niej powstanie.

WK> Sugerujesz, że dla społeczności internetowej brak wysportowania jest
WK> atrakcyjny?

sadze, ze dla spolecznosci internetowej wysportowanie rozmowcy jest cecha
drugorzedna wobec jego/ jej walorow intelektualnych.

[ciach]

>> i naprawde chcialbys miec powodzenie u
>> takich egzemplarzy plci przeciwnej, ktore lgna do takich?

WK> Och, wpadamy w ten ton moralnej wyższości...

jaki ton moralnej wyzszosci? po prostu pytam. ja na przyklad nie chcialbym...

WK> Jako zdrowemu heteroseksualnemu mężczyźnie podoba mi się bardziej
WK> kobieta ruszająca się od nieruchawej. To jest właśnie ten przejaw
WK> działania doboru naturalnego, o którym mówiłem. Capisce?

no, ze sie podoba, to w pelni rozumiem.

WK> Nie rozumiem,
WK> po co wpadasz w jakieś klimaty antydresiarskie.

bo tak sie sklada, ze mam alergie na ludzi w szelestach.

>> WK> Życie w ogóle jest groźne i niebezpieczne. Każdego dnia na głowę

>> WK> może spaść Ci meteoryt.


>>
>> zostalem zmiazdzony potega tego argumentu.

WK> Nic dziwnego, meteoryty swoje ważą.

:)

>> >> Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z
>> >> lodowki.
>>

>> WK> Co mają akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?
>> WK> A w ogóle komputer, na którym napisałeś te słowa, zżera jakieś
>> WK> 10 razy więcej prądu niż przeciętna lodówka - i wszystko
>> WK> zamienia się w ciepło.
>>
>> o freonie slyszales moze?

WK> Słyszałem, ale nie wiem, co ma wspólnego z efektem cieplarnianym. Są
WK> pewne (mocno dyskutowane) wskazówki, że może wpływać na rozmiary
WK> dziury ozonowej

no, wcale nie jestem pewien tej mocnej dyskusji. wydaje mi sie, ze wplyw
freonow na powloke ozonowa zostal juz wyjasniony.

[ciach]

>> WK> Kolego, mieszasz dwie rzeczy.
>> WK> Promieniowanie UV może ci co najwyżej uszkodzić skórę i to tylko
>> WK> wtedy, jak się będziesz bardzo starał. Ale jest proste

>> WK> rozwiązanie - noś ubranie. Może być z lnu.


>>
>> hehehe. o mutagennym wplywie promieniowania nadfioletowego slyszales?
>> jeden

WK> z
>> silniejszych mutagenow, iirc...

WK> Żeby zaszła mutacja (przez co rozumiem - być może ograniczam to słowo,
WK> ale chyba w tym kontekście rozmawiamy - wyprodukowanie wadliwych
WK> komórek rozrodczych)

nie, nie tylko w tym kontekscie.

WK> , promieniowanie musi dotrzeć do twoich, hmm...
WK> skarbów. A te są głęboko ukryte pod slipkami nawet w lecie na plaży.
WK> Mutacja komórek somatycznych skóry może również zajść i przerodzić się
WK> w raka, ale jak napisałem - można przecież nosić ubranie!

takie wiecej odblaskowe, z przylbica, zeby uv ci oczu nie uszkodzil. pewnie ze
mozna.

>> >> ilosc ludzi z roznymi uczuleniami - rosnie
>>
>> WK> Rośnie liczba zdiagnozowanych uczuleń. Dawniej ludzie (i

>> WK> lekarze) myśleli, że to inne choroby.


>>
>> pojawiaja sie tez nowe uczulenia. czy dawniej zdarzaly sie uczulenia
>> na

WK> krowie
>> mleko czy marchewke?

WK> Nie, jasne, że nie.. po prostu byli ludzie, którzy mleka i marchewki
WK> nie znosili i jakoś z tym żyli. Dzisiaj okazuje się, że są uczuleni.
WK> Yassne...

ta... zawsze byli tacy, ktorzy po wypiciu szklanki mleka puchli i dostawali
wysypki. zawsze byli tacy, ktorzy po zjedzeniu kromki chlebka chorowali przez
tydzien. normalka.
tylko teraz powymyslali jakichs skaz bialkowych, panie...

[ciach]

WK> Innymi słowy, krzyczmy "pożar", może ktoś się nabierze i zacznie
WK> uciekać...

znaczy, co konkretnie masz na mysli? moglbys rozwinac?

[ciach]


>> WK> A nie przychodzi Ci do głowy, że te produkty rzeczywiście robią

>> WK> to, co obiecują?


>>
>> o, wyznawca techniki!
>> a nie przychodzi ci do glowy, ze niezupelnie o to chodzi?

WK> A o co? Zrezygnować z samochodów i prądu elektrycznego? Trzeciego
WK> wyjścia nie widzę.

zrezygnowac np. z produkcji samochodow o trwalosci trzech lat (bo jakby mogly
dluzej dzialac, to nie daloby sie tyle ich sprzedac).

>> [ciach koniec swiata]
>>
>> WK> Mam scenariusz alternatywny - wszystko będzie dobrze, wymyślimy
>> WK> antygrawitację, potem podróże nadprzestrzenne i rozprzestrzenimy

>> WK> się po całej galaktyce. Co nas powstrzyma?


>>
>> my sami.
>>
>> chocby dlatego, ze jesli nie bedzie w tym kasy, to nikt tego nie
>> zrobi.

WK> Dlaczego z góry zakładasz, że nie będzie w tym kasy? Przemysł
WK> kosmiczny dawno zwrócił nakłady poniesione na niego, nie tylko w
WK> opłatach za wynoszenie na orbitę satelitów, ale we wszystkich nowych
WK> technologiach, jakie zostały przy okazji opracowane. Dziś więcej chyba
WK> startuje już rakiet prywatnych niż rządowych.

a wszystkie lataja na marsa, do jowisza, i w ogole...
kasa jest w satelitach, nie w dalekich lotach. zeby wyslac wyprawe badawcza,
trzeba zainwestowac mase szmalu. a niewielu chce ryzykowac.

WK> Niestety, to za mało.
WK> Wiktor.

WK> PS. Skonfiguruj sobie klienta na dodawanie "Re:" do odpowiedzi, bo
WK> zauważyłem, że wiele razy "łamałeś" już wątki. Albo w ogóle zrezygnuj

och, wpadamy w ten ton moralnej wyzszosci...

to tyle.
witold.


Pawel Aleksander Fedorynski

unread,
Mar 7, 1998, 3:00:00 AM3/7/98
to

On 6 Mar 1998, Wagrowski, Konrad wrote:

> A tak na serio nalezaloby chyba porownac stan zdrowia
> spoleczenstwa dzis i w jakiejs innej epoce. A to raczej nie do
> zrobienia.

Można np. porównać średnią długość życia dawniej i dziś. Dziś jest
znacznie większa i cały czas rośnie.

Pozdrawiam

Aleksander

"There's more to see than can ever be seen
More to do than can ever be done"


Pawel Aleksander Fedorynski

unread,
Mar 7, 1998, 3:00:00 AM3/7/98
to

On Fri, 6 Mar 1998, Witold Witaszewski wrote:

> uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc do
> samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne?
> interesujace podejscie...

Ja np. nie uważam tych rzeczy za tak samo ważne. Umiejętność programowania
jest dla mnie o wiele ważniejsza niż umiejętność samodzielnego urodzenia
dziecka. Prawdopodobieństwo, że moja dziewczyna będzie zmuszona urodzić
dziecko gdzie indziej niż w cywilizowanym szpitalu uważam za
zaniedbywalne.

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 7, 1998, 3:00:00 AM3/7/98
to

Wagrowski, Konrad wrote

>To i ja sie wlacze...

>> Niby nie, ale czy należy powstrzymywać się od dokonywania zmian tylko

>> dlatego, że nigdy nie można przewidzieć ich skutków?
>>

>> Jest na to ludowa m?dro?ć: kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.


>Wydaje sie, ze wlasnie wspomniane na poczatku dopasowywanie otoczenia do
>siebie, powoduje eliminowanie ryzyka z zycia, a w efekcie rozleniwienie
>i degeneracje. Pamietacie "Koniec Wiecznosci" Asimova?


Niekoniecznie - ryzyko przenosi się tylko na inny poziom. Dawniej wychodząc
z jaskini ryzykowałeś bycie zjedzonym przez tygrysa, dziś wychodząc z domu
ryzykujesz, że przejedzie Cię samochód.

Ponadto ryzyko kiedyś było w gruncie rzeczy niezależne od ludzkich działań.
Życie było niebezpieczne dla każdego i zawsze. Dziś mamy większy wybór -
ryzykują tylko ci, którzy chcą.

>> > >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
>> >

>> > WK> Jak j? mierzysz? Podasz jakie? Ľródła tego "faktu"?
>> >
>> >patrz wyzej.
>>


>> Prosiłem o podanie obiektywnego sposobu pomiaru, a nie kolejnej opinii

>> popartej chybionym przykładem.
>>
>Rozejrzyj sie wokol siebie :-). Wezmy mnie: astgmatyzm, skrzywienie
>kregoslupa, wypadanie zastawki, nerwica, zlamana noga (no to akurat nie
>genetyczne;-)).

W średniowieczu byłbyś okazem zdrowia, bo:
* w ogóle widzisz, nie straciłeś wzroku przez zaćmę czy chroniczne zapalenie
spojówek
* twój kręgosłup nie jest złamany, a nie chorowałeś na Heine-Medina i inne
kości masz proste
* nogę masz złamaną, ale ją masz i (pewnie) nie kulejesz - kto dawniej
złamał nogę, miał prawie 100% szans na bycie kulawym przez resztę życia
Podobnie nawet najbrzydsze dzisiejsze kobiety byłyby cenionymi pięknościami
na średniowiecznych dworach, z tych samych powodów... Szanse człowieka na
dożycie, powiedzmy, 20 lat bez żadnych permanentnych uszkodzeń ciała były
wówczas dość marne.

> A tak na serio nalezaloby chyba porownac stan zdrowia
>spoleczenstwa dzis i w jakiejs innej epoce. A to raczej nie do
>zrobienia.


Jak już ktoś zauważył, wystarczy porównać długość życia. Założenie, że to i
ogólny stan zdrowia społeczeństwa są w ścisłej korelacji jest chyba
uprawnione? Dzisiaj nawet porównuje się stan opieki zdrowotnej w różnych
krajach przez porównanie w nich średniej długości życia.

>> > >> Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.

>> >tak? a moglbys zaprezentowac jakies przyklady tego trendu? jakies
>> konkretne
>> >przyklady tych licznych zwyciestw altruizmu?
>>

>> Spójrz, kto jest dzisiaj wzorem dla "o?wieconych" ludzi. Matka Teresa,
>> księżna Diana, Bill Clinton. Czy to s? postacie egoistyczne?
>>
>A co na milosc boska, te postacie maja ze soba wspolnego? Kobieta, o
>ktorej chyba nikt niezaleznie od wyznania i pogladow politycznych nie
>moze powiedziec nic zlego,poswiecajace cale swe zycie,

Można powiedzieć, że dawała biednym rybę, a nie wędkę. Nie robiła też tego
zupełnie bezinteresownie, tylko starała się przy okazji przyciągać wiernych
do swojego kościoła.

> niebywale
>wylansowana przez media kobieta, ktora czasami organizowala jakies akcje
>charytatywne dla swojego image, bedace lekiem na wyrzuty sumienia innych
>(ze ktos tam cos dla biednych robi)

A jednak dziś nie mówi się o jej talentach PR, tylko o tym, że walczyła z
minami przeciwpiechotnymi. W miliony idzie sprzedaż płyt opiewających ją
jako czyste, niewinne serce. QED.

> i znany aferzysta, lamiacy chyba
>wiekszosc przepisow prawnych w swym kraju, ktorego jedynym osiagnieciem
>maja byc osiagniecia polityki zagranicznej, a jak wspaniale rozwiazane
>zostaly konflikty w Irlandii i Izraelu to kazdy chyba widzi. Nie mowiac
>juz o 'sukcesach' 'operacji pokojowych' w Somalii i na Haiti.

Nie pamiętasz już zapewne o jego próbach "zreformowania" amerykańskiego
systemu opieki zdrowotnej sprzed blisko 5 lat. A chociażby w zeszłym roku
było głośno o "Voluntary Service Summit", gdzie zaproponował, aby uczniowie
szkół średnich nie mogli dostać dyplomu, jeśli nie spędzą określonej liczby
godzin na "dobrowolnej" pracy społecznej.

> I kim sa
>ci "oswieceni" ludzie?

Pierwsza, druga, trzecia a zwłaszcza czwarta władza - to właśnie media
lansują takie postawy w dzisiejszych czasach.

>> Sugerujesz, że dla społeczno?ci internetowej brak wysportowania jest
>> atrakcyjny?

>W tej kwestii musimy chyba zapytac sie plci przeciwnej. Czy wola
>wysportowanych i umiesnianych dresiarzy, z ktorymi da sie porozmawiac
>najwyzej o samochodach, lub w jakim to lokalu on ostatnio nie byl, czy
>tez krotkowzrocznych i przygarbionych intelektualistow?
>Tylko czy beda szczere? ;-)


Właśnie :-)
Ale zadajesz złe pytania. Wybór nie jest między cherlawym internautą a
umięśnionym dresiarzem, tylko między cherlawym internautą i umięśnionym
internautą.

>Konrad R. Wagrowski


Wiktor

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 7, 1998, 3:00:00 AM3/7/98
to

Witold Witaszewski wrote in message <8892...@p10.f70.n480.z2.ftn>...

> >> niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby chcial)
> WK> skutki
> >> zmian jakie wprowadzaja?
>
> WK> Niby nie, ale czy należy powstrzymywać się od dokonywania zmian tylko
> WK> dlatego, że nigdy nie można przewidzieć ich skutków?
>
> WK> Jest na to ludowa mądrość: kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.
>
>niby tak :), ale tu wchodza jeszcze kwestie swiatopogladowe, w ktore
wglebial
>sie nie bede. w skrocie powiem, ze uwazam przesadne zmiany srodowiska

Kto decyduje o tym, kiedy zmiany są przesadne?

> (a takze
>kierowanie sie przy ich dokonywaniu zasada 'kto nie ryzykuje, ten nie
wygrywa')
>za dzialalnosc nieodpowiedzialna i niewlasciwa.

... i jaką inną zasadą proponujesz się kierować przy zmianach środowiska? A
może wolałbyś, żeby środowisko się w ogóle nie zmieniało?

> moj poglad bierze sie z moich
>przekonan, powiedzmy, filozoficznych, o ktorych dyskutowac nie chce.

A o czymże my tu dyskutujemy, jak nie o przekonaniach filozoficznych??

>[ciach porod kleszczowy]
>
> WK> Otóż nie - bo moje potomkinie również będą miały do dyspozycji
> WK> kleszcze położnicze.
>
>a - zatem porod kleszczowy to dla ciebie brak klopotow?


Tak, bo żyję w świecie, w którym jest on możliwy.

> WK> Czy 500 lat temu brak zdolności programistycznych
> WK> był obciążeniem dziedzicznym? Obydwa "obciążenia" są tutaj
> WK> symetrycznie nieistotne.
>
>uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc do
>samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne?
>interesujace podejscie...


Niezdolność do pisania programów komputerowych pośrednio wpływa na możliwość
posiadania dzieci. _W_dzisiejszym_świecie_. Niezdolność do samodzielnego
(np. bez kleszczy) urodzenia dziecka wpływa na tę możliwość znacznie mniej
(choć bardziej bezpośrednio).

> WK> Genetyczne obciążenie to nie to, co
> WK> arbitralnie za takowe uznamy; to cecha, która przeszkadza w przeżyciu
> WK> i rozmnażaniu się _w_danym_środowisku_.
> WK> W naszym środowisku takie
> WK> rzeczy, jak zbyt wąskie biodra ewentualnej matki w niczym nie
> WK> przeszkadzają.
>
>pewnie - zawsze mamy kleszcze.
>waskie biodra kobiety przeszkadzaja w rozmnazaniu sie niezaleznie od tego,
czy
>mamy srodki, by temu zaradzic, czy nie.


Ależ właśnie o to chodzi, że nie przeszkadzają. Gdyby było inaczej, nie
byłoby mnie na świecie dzisiaj. Twoja odpowiedź na pytanie dlaczego
sprowadza się tym samym do "bo tak".

> >> >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
> >>
> >> WK> Jak ją mierzysz? Podasz jakieś źródła tego "faktu"?
> >>
> >> patrz wyzej.

>
> WK> Prosiłem o podanie obiektywnego sposobu pomiaru, a nie kolejnej opinii
> WK> popartej chybionym przykładem.
>
>co rozumiesz przez 'obiektywny sposob pomiaru'?

Pomiar to odwołanie się do rzeczywistości i pobranie jakichś jej liczbowych
właściwości w celu stwierdzenia faktu zamiast wyprowadzania tego faktu z
jakichś arbitralnie dobranych przesłanek.

>jezeli ludzie z wadliwymi genami zyja i dochowuja sie potomstwa, to ich
geny
>sie przenosza. liczba osob z takimi genami wzrasta. znaczy pula genowa
ludzkosci
>zawiera coraz wiecej wadliwych genow. czy cos pominalem?

Ale jeśli ludzie z genami niewadliwymi rozmnażają się szybciej, to chyba nie
ma to żadnego znaczenia, że pula zawiera więcej złych genów w liczbach
bezwzględnych?

I jeszcze jedno: nie ma ludzi bez wadliwych genów. Na każdego można coś
znaleźć, niestety. U niektórych te geny się po prostu nie uaktywniają, no i
różnej straszliwości wady kodują. Ale znowu - ujemna wartość tego samego
upośledzenia genetycznego zależy od środowiska, w którym nosiciel takich
genów żyje. Pies bez nosa nie miałby szans przeżycia w dzikim środowisku,
natomiast dzisiaj jako kuriozum na pewno zostałby przygarnięty przez jakąś
miłośniczkę nietypowych psów i miałby mnóstwo małych beznosych
szczeniaczków.

> WK> Zresztą, to nieistotne w
> WK> kontekście dla zagrożenia rasy ludzkiej - tak długo, jak istnieje
> WK> nowoczesna (i coraz nowocześniejsza) medycyna, nieważne są genetyczne
> WK> defekty, które potrafi ona skorygować.
>
>jesli defekty sa do korekcji - problemu nie ma. ale nie wszystko da sie
>skorygowac i nie kazdy czlowiek z korygowalnym defektem zostanie
'naprawiony'.
>tymczasem kazdy, kogo tylko wspolczesna medycyna da rade utrzymac przy
zyciu,
>bedzie zyl. i, jesli uda mu sie miec dzieci, przekazywal swoje geny dalej.

Chyba, że nie będzie chciał tego robić. Jeśli defekt się uaktywnia, to
człowiek o nim wie, a kto chce mieć kalekie dzieci?

> WK> A gdyby coś miało się wydarzyć,
> WK> co cofnęłoby nas na jakiś wcześniejszy poziom, to przecież dobre geny
> WK> nie giną - geny złe natomiast z powrotem zabiją swoich nosicieli, więc
> WK> problem się sam rozwiąże.
>
>racja. byloby jednak dobrze, zeby nie okazalo sie, ze wszyscy mamy zle
geny.


Jak już napisałem, wszyscy mamy jakieś złe geny, zapytaj dowolnego genetyka.
Wzór doskonałego genetycznie człowieka nie istnieje.

> WK> Doprawdy?... jak rozumiem, przeziębienia zwalczasz tylko siłą woli?
> WK> Zapalenia płuc - ziółkami prosto z lasu? Gangreny - chlebem z
> WK> pajęczyną? Bo inaczej "żyłbyś klęcząc"?
>
>nie mowie o uzywaniu lekow w ogole. mowie o uzaleznieniu od nich.
>lekow staram sie unikac, tu masz racje. ale co do uzaleznienia - to dla
mnie to
>jest zycie kleczac.


Bardzo nieprzejednana moralnie postawa. A pozwól, że spytam - czy np. Pigmej
z buszu, który nie zaznał dobrodziejstw cywilizacji żyje bardziej "stojąc"
niż uzależniony od narkotyków artysta rockowy albo pisarz-alkoholik? Kim
wolałbyś być?

> >> a o uzaleznieniach to chya powinienes sie troche wiecej dowiedziec.
>
> WK> Jeśli jakiś środek przedłuża życie milionom ludzi, to można chyba
> WK> powiedzieć, że jesteśmy od niego uzależnieni?
>
>mieszasz pojecia. co innego 'uzaleznienie' chorego czlowieka od leku, ktory
>ratuje mu zycie, co innego uzaleznienie psychofizyczne - takie jak
alkoholowe,
>narkotyczne, etc. mowie teraz tylko o tym drugim.


Oryginalny posting mówił o tym, że "człowiek jest coraz bardziej uzależniony
od różnych chemikaliów". Zrozumiałem przez to obydwa rodzaje uzależnień.
Taka też chyba była intencja autora.

> WK> Mylisz dbanie o własne interesy z nie


> WK> liczeniem się z nikim i niczym.
>
>dbanie coraz mniej o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne zrozumialem
jako
>zwazanie glownie na dobro wlasne kosztem zwazania na dobro innych. czyli, w
>skrocie, wlasnie nie liczenie sie z nikim i niczym.

W takim razie znowu można to dwojako rozumieć. Dbanie o własne interesy
_i_nic_ponadto_ nikoniecznie oznacza, że w tym celu poświęcamy interesy
innych. Można robić to grając według reguł.

> WK> Dalej nie wytłumaczyłeś, dlaczego to źle.
>
>dbanie o wlasne dobro - ok.
>dbanie o wlasne dobro bez uwzgledniania dobra innych - nie ok.
>jasne?


Niezupełnie. Nie OK jest dopiero dbanie o własne interesy bez uwzględniania
_praw_ innych. O swoje _dobro_ niech zatroszczą się sami.

> >> WK> Zresztą, ja zauważam trend dokładnie odwrotny.
> >>
> >> tak? a moglbys zaprezentowac jakies przyklady tego trendu? jakies
> >> konkretne przyklady tych licznych zwyciestw altruizmu?
>
> WK> Spójrz, kto jest dzisiaj wzorem dla "oświeconych" ludzi. Matka Teresa,
> WK> księżna Diana, Bill Clinton. Czy to są postacie egoistyczne?
>
>khm, ze powtorze.
>czy moglbys zaprezentowac jakies przyklady licznych zwyciestw postawy
>altruistycznej, swiadczacych o tym, ze staje sie ona coraz popularniejsza?


Jeszcze więcej przykładów?
* Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na potrzeby ONZ.
* Bill Gates oświadczył, że rozda swoją fortunę na cele charytatywne,
zamiast przekazać ją małej Jennifer Gates.
* Tysiące młodych Amerykanów wyjeżdżają pomagać krajom drugiego i trzeciego
świata w ramach Peace Corps.
* Więcej niż kiedykolwiek jest różnych instytucji charytatywnych, a niektóre
są tak bogate, że stać ich na reklamy telewizyjne. Jeśli oglądałeś
kiedykolwiek CNN albo BBC to znasz slogan "Where there is CARE, there is
hope."
I w ogóle - kiedy ostatnio słyszałeś, żeby ktoś mówił, że jest dumny z
zarobionych milionów i nie ma skrupułów, aby je przeznaczyć na osobisty
luksus? Bogacze dziś czują potrzebę usprawiedliwiania się ze swojego
bogactwa, czego wcześniej nie bywało.

> WK> Sugerujesz, że dla społeczności internetowej brak wysportowania jest
> WK> atrakcyjny?
>
>sadze, ze dla spolecznosci internetowej wysportowanie rozmowcy jest cecha
>drugorzedna wobec jego/ jej walorow intelektualnych.


Doprawdy?
Jako członek społeczności internetowej oświadczam, że wolę wysportowaną
dresiarkę od mocno zaniedbanej intelektualistki... (dresiarki, czytacie?
;-))
Nie zapominaj ponadto, że "społeczność internetowa" to pojęcie bardzo
dynamiczne. 5 lat temu składała się prawie wyłącznie z naukowców i
inżynierów; dzisiaj już przeważają na nim ludzie "nietechniczni", aczkolwiek
ciągle pewnie IQ internauty jest przeciętnie wyższe niż szarego członka
społeczeństwa; ale czy możesz zagwarantować, że za 10 lat dresiarze nie będą
mieli własnych grup dyskusyjnych i stron WWW? Właściwie już rok temu
widziałem coś takiego jak "Disco Polo Web".

Może pytanie do dresiarek nie jest skierowane w próżnię? :-)

>[ciach]
>
> >> i naprawde chcialbys miec powodzenie u
> >> takich egzemplarzy plci przeciwnej, ktore lgna do takich?
>
> WK> Och, wpadamy w ten ton moralnej wyższości...
>
>jaki ton moralnej wyzszosci? po prostu pytam. ja na przyklad nie
chcialbym...

[i dalej]


> WK> Nie rozumiem,
> WK> po co wpadasz w jakieś klimaty antydresiarskie.
>
>bo tak sie sklada, ze mam alergie na ludzi w szelestach.

Jeśli po prostu pytasz, to po prostu Ci odpowiem: tak, chciałbym mieć
powodzenie również u takich egzemplarzy płci przeciwnej. A może dzisiaj
bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką kiedyś stanowiło
przestawanie z brudnymi hippisami? To bardzo proste - skreślasz pewną grupę
ludzi ze względu na ubrania, które noszą (czy parę innych zewnętrznych
atrybutów stylu życia).

> >> >> Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z
> >> >> lodowki.
> >>
> >> WK> Co mają akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?
> >> WK> A w ogóle komputer, na którym napisałeś te słowa, zżera jakieś
> >> WK> 10 razy więcej prądu niż przeciętna lodówka - i wszystko
> >> WK> zamienia się w ciepło.
> >>
> >> o freonie slyszales moze?
>
> WK> Słyszałem, ale nie wiem, co ma wspólnego z efektem cieplarnianym. Są
> WK> pewne (mocno dyskutowane) wskazówki, że może wpływać na rozmiary
> WK> dziury ozonowej
>
>no, wcale nie jestem pewien tej mocnej dyskusji. wydaje mi sie, ze wplyw
>freonow na powloke ozonowa zostal juz wyjasniony.


Na efekt cieplarniany jednak wpływ mają raczej znikomy.

> WK> , promieniowanie musi dotrzeć do twoich, hmm...
> WK> skarbów. A te są głęboko ukryte pod slipkami nawet w lecie na plaży.
> WK> Mutacja komórek somatycznych skóry może również zajść i przerodzić się
> WK> w raka, ale jak napisałem - można przecież nosić ubranie!
>
>takie wiecej odblaskowe, z przylbica, zeby uv ci oczu nie uszkodzil. pewnie
ze
>mozna.


No to dresy!!! Jak najbardziej odblaskowe! I ciemne okulary. Jak widać,
dresiarze wiedzą, co dobre...

A bardziej serio, to najcieńszy materiał chroni od promieniowania UV lepiej
niż powłoka ozonowa. Spójrz sobie na słońce przez ozon i przez batyst, to
się przekonasz...

> WK> Nie, jasne, że nie.. po prostu byli ludzie, którzy mleka i marchewki
> WK> nie znosili i jakoś z tym żyli. Dzisiaj okazuje się, że są uczuleni.
> WK> Yassne...
>
>ta... zawsze byli tacy, ktorzy po wypiciu szklanki mleka puchli i dostawali
>wysypki. zawsze byli tacy, ktorzy po zjedzeniu kromki chlebka chorowali
przez
>tydzien. normalka.
>tylko teraz powymyslali jakichs skaz bialkowych, panie...

Zwracam tylko uwagę na fakt, że ludzie są dzisiaj przeczuleni na punkcie
alergii, więc wzrost ich ilości nie musi być tak duży, jak to się wydaje na
pierwszy rzut oka.

>[ciach]
>
> WK> Innymi słowy, krzyczmy "pożar", może ktoś się nabierze i zacznie
> WK> uciekać...
>
>znaczy, co konkretnie masz na mysli? moglbys rozwinac?

Chodziło o te bronie biologiczne. Bez żadnych konkretnych danych zostaliśmy
zaalarmowani, że ilość ludzi pracujących nad nimi rośnie. To jest nic
innego, jak wywoływanie paniki.

> >> WK> A nie przychodzi Ci do głowy, że te produkty rzeczywiście robią
> >> WK> to, co obiecują?
> >>
> >> o, wyznawca techniki!
> >> a nie przychodzi ci do glowy, ze niezupelnie o to chodzi?
>
> WK> A o co? Zrezygnować z samochodów i prądu elektrycznego? Trzeciego
> WK> wyjścia nie widzę.
>
>zrezygnowac np. z produkcji samochodow o trwalosci trzech lat (bo jakby
mogly
>dluzej dzialac, to nie daloby sie tyle ich sprzedac).


Po pierwsze, kto produkuje samochody o trwałości trzech lat? Trend jest
odwrotny, producenci konkurują ze sobą o to, czyje auta są trwalsze. Kilka
niemieckich czasopism publikuje testy ilości defektów w aucie wg producenta
i wieku samochodu; producenci najtrwalszych aut wykorzystują te wyniki potem
w swoich kampaniach marketingowych.
Po drugie, jeśli auto o trwałości trzyletniej ma być znacznie tańsze niż o
trwałości dwudziestoletniej, to ja i tak kupię trzyletie, aczkolwiek
uczciwość wymaga, aby w cenie auta uwzględnić koszty jego złomowania.

[ekonomia kosmiczna]


> WK> Dlaczego z góry zakładasz, że nie będzie w tym kasy? Przemysł
> WK> kosmiczny dawno zwrócił nakłady poniesione na niego, nie tylko w
> WK> opłatach za wynoszenie na orbitę satelitów, ale we wszystkich nowych
> WK> technologiach, jakie zostały przy okazji opracowane. Dziś więcej chyba
> WK> startuje już rakiet prywatnych niż rządowych.
>
>a wszystkie lataja na marsa, do jowisza, i w ogole...
>kasa jest w satelitach, nie w dalekich lotach. zeby wyslac wyprawe
badawcza,
>trzeba zainwestowac mase szmalu. a niewielu chce ryzykowac.

To się zmienia. Przykładem ostatnia misja Pathfindera, która kosztowała
tylko 250 milionów dolarów - tyle każda korporacja z listy Fortune 500
mogłaby wydać chociażby dla efektu promocyjnego. A kiedy wysyłanie satelitów
będzie już całkowicie w prywatnych rękach, to dalsze badania będą
sponsorowane z tak zarobionych pieniędzy, bo trzeba będzie je w coś
zainwestować.

Na razie przeszkody przychodzą m.in. ze strony rządów. Po pierwsze, rządowe
agencje kosmiczne konkurują z prywatnymi w wysyłaniu satelitów, czyniąc
takie badania automatycznie mniej opłacalnymi. Po drugie, przeszkadza
ustawodawstwo, które nadaje ciałom niebieskim status podobny, jak ma
Antarktyda - wspólnej własności całej ludzkości. Czy z Dzikiego Zachodu
zbudowanoby współczesną Amerykę, gdyby narody uzgodniły między soba, że jest
on wspólną własnością ludzkości? Zmieńmy prawo na podobne - ten, kto
przyleci i zacznie eksploatować jakiś kawałek Kosmosu, automatycznie staje
się jego posiadaczem - i zobaczymy wkrótce rój osadników i firm, chcących na
tym zarobić.

> WK> PS. Skonfiguruj sobie klienta na dodawanie "Re:" do odpowiedzi, bo
> WK> zauważyłem, że wiele razy "łamałeś" już wątki. Albo w ogóle zrezygnuj
>
>och, wpadamy w ten ton moralnej wyzszosci...


Nie moralnej, tylko technologicznej. Twój system postowania na USENET jest
substandardowy i przeszkadza innym jego użytkownikom. Nie mówię Ci przecież,
żebyś sobie zainstalował Windows 95... Czy masz jakiś inny powód poza
nostalgią, żeby używać Fido?

>witold.


Wiktor

Wagrowski, Konrad

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to


> ----------
> From: Pawel Aleksander
> Fedorynski[SMTP:cae...@students.mimuw.edu.pl]


> Reply To: SF-F Distribution List

> Sent: 7 marca 1998 00:54
> To: sf...@uci.agh.edu.pl
> Subject: RE: Upadek ludzi


>
> On 6 Mar 1998, Wagrowski, Konrad wrote:
>

> > A tak na serio nalezaloby chyba porownac stan zdrowia
> > spoleczenstwa dzis i w jakiejs innej epoce. A to raczej nie do
> > zrobienia.
>

> Można np. porównać średnią długość życia dawniej i dziś. Dziś jest
> znacznie większa i cały czas rośnie.
>
> Pozdrawiam
>
> Aleksander
>

To nie wynika ze ogolnego stanu zdrowia, tylko z postepu medycyny. A
tego nikt nie neguje.
Konrad R. Wagrowski


Wagrowski, Konrad

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

> ----------
> From: Wiktor Kochanowski[SMTP:alte...@cheerful.com]
>
> Wagrowski, Konrad wrote
>
> >To i ja sie wlacze...
>
>
> >> Niby nie, ale czy należy powstrzymywać się od dokonywania zmian
> tylko
> >> dlatego, że nigdy nie można przewidzieć ich skutków?
> >>
> >> Jest na to ludowa m?dro?ć: kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.
>
>
> >Wydaje sie, ze wlasnie wspomniane na poczatku dopasowywanie otoczenia
> do
> >siebie, powoduje eliminowanie ryzyka z zycia, a w efekcie
> rozleniwienie
> >i degeneracje. Pamietacie "Koniec Wiecznosci" Asimova?
>
>
> Niekoniecznie - ryzyko przenosi się tylko na inny poziom. Dawniej
> wychodz?c
> z jaskini ryzykowałe? bycie zjedzonym przez tygrysa, dzi? wychodz?c z

> domu
> ryzykujesz, że przejedzie Cię samochód.
Ale samochod nie jest nastawiony na to aby cie zamordowac (wbrew
pozorom...)
Jest wiec bezpieczniej.

> Ponadto ryzyko kiedy? było w gruncie rzeczy niezależne od ludzkich
> działań.
> Życie było niebezpieczne dla każdego i zawsze. Dzi? mamy większy wybór
> -
> ryzykuj? tylko ci, którzy chc?.
I to wlasnie degeneruje tych, ktorzy nie musza ryzykowac. Zreszta tym,
ktorzy chca ryzykowac swe zycie etc. to prawo coraz bardziej jest
odbierane. Zeby bylo jasne: nie jestem za tym, zeby wprowadzac jakies
dodatkowe ryzyko, aby ludzie nie gnusnieli. Jak ktos chce czuc sie
calkowicie bezpiecznie, to jego prawo. Stwierdzam tylko fakt.

> >> > >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
> >> >

> >> > WK> Jak j? mierzysz? Podasz jakie? Ąródła tego "faktu"?
> >> >
> >> >patrz wyzej.
> >>


> >> Prosiłem o podanie obiektywnego sposobu pomiaru, a nie kolejnej
> opinii

> >> popartej chybionym przykładem.
> >>
> >Rozejrzyj sie wokol siebie :-). Wezmy mnie: astgmatyzm, skrzywienie
> >kregoslupa, wypadanie zastawki, nerwica, zlamana noga (no to akurat
> nie
> >genetyczne;-)).
>

> W ?redniowieczu byłby? okazem zdrowia, bo:
> * w ogóle widzisz, nie straciłe? wzroku przez zaćmę czy chroniczne
> zapalenie
> spojówek
Ale w sredniowieczu wzroku bym nie tracil, bo nie spedzilbym dziecinstwa
na czytaniu ksiazek, a mlodosci na siedzeniu przed komputerem.
> * twój kręgosłup nie jest złamany, a nie chorowałe? na Heine-Medina i
> inne
> ko?ci masz proste
Ci z uszkodzonymi kregoslupami, raczej szybko umierali i nie zanizali
sredniej stanu zdrowia
> * nogę masz złaman?, ale j? masz i (pewnie) nie kulejesz - kto dawniej


> złamał nogę, miał prawie 100% szans na bycie kulawym przez resztę
> życia

Fakt. Tak na marginesie to na razie jescze nie chodze, ale kulec na
szczescie raczej nie bede.
> Jak już kto? zauważył, wystarczy porównać długo?ć życia. Założenie, że
> to i
> ogólny stan zdrowia społeczeństwa s? w ?cisłej korelacji jest chyba


> uprawnione? Dzisiaj nawet porównuje się stan opieki zdrowotnej w
> różnych

> krajach przez porównanie w nich ?redniej długo?ci życia.
Nie wystarczy. Dlugosc zycia swiadczy o opiece zdrowotnej, a nie o
rozwoju chorob genetycznych
> >> Spójrz, kto jest dzisiaj wzorem dla "o?wieconych" ludzi. Matka


> Teresa,
> >> księżna Diana, Bill Clinton. Czy to s? postacie egoistyczne?
> >>
> >A co na milosc boska, te postacie maja ze soba wspolnego? Kobieta, o
> >ktorej chyba nikt niezaleznie od wyznania i pogladow politycznych nie
> >moze powiedziec nic zlego,poswiecajace cale swe zycie,
> Można powiedzieć, że dawała biednym rybę, a nie wędkę. Nie robiła też
> tego

> zupełnie bezinteresownie, tylko starała się przy okazji przyci?gać
> wiernych
> do swojego ko?cioła.
Czy to zle? Mysle, ze wedlug niej robila to dla nich, nie dla siebie.

> > niebywale
> >wylansowana przez media kobieta, ktora czasami organizowala jakies
> akcje
> >charytatywne dla swojego image, bedace lekiem na wyrzuty sumienia
> innych
> >(ze ktos tam cos dla biednych robi)
>

> A jednak dzi? nie mówi się o jej talentach PR, tylko o tym, że
> walczyła z
> minami przeciwpiechotnymi. W miliony idzie sprzedaż płyt opiewaj?cych
> j?


> jako czyste, niewinne serce. QED.
>
> > i znany aferzysta, lamiacy chyba
> >wiekszosc przepisow prawnych w swym kraju, ktorego jedynym
> osiagnieciem
> >maja byc osiagniecia polityki zagranicznej, a jak wspaniale
> rozwiazane
> >zostaly konflikty w Irlandii i Izraelu to kazdy chyba widzi. Nie
> mowiac
> >juz o 'sukcesach' 'operacji pokojowych' w Somalii i na Haiti.
>
> Nie pamiętasz już zapewne o jego próbach "zreformowania"
> amerykańskiego
> systemu opieki zdrowotnej sprzed blisko 5 lat. A chociażby w zeszłym
> roku

> było gło?no o "Voluntary Service Summit", gdzie zaproponował, aby
> uczniowie
> szkół ?rednich nie mogli dostać dyplomu, je?li nie spędz? okre?lonej


> liczby
> godzin na "dobrowolnej" pracy społecznej.

Coz, dla mnie Bill C. jest przykladem polityka z "Czerwonych dywanow..."
RAZa. Niewazne sa konsekwencje twej polityki, wazne jest to jak jest
odbierana przez wyborcow.

> > I kim sa
> >ci "oswieceni" ludzie?
>

> Pierwsza, druga, trzecia a zwłaszcza czwarta władza - to wła?nie media
> lansuj? takie postawy w dzisiejszych czasach.
Tylko w dzisiejszych? Kiedys nie bylo mediow, ale postawa pomagania
biednym tez byla propagowana. Nasze pytanie dotyczylo jednak jak ludzie
odpowiadaja na takie lansowanie.

> >> Sugerujesz, że dla społeczno?ci internetowej brak wysportowania
> jest
> >> atrakcyjny?
> >W tej kwestii musimy chyba zapytac sie plci przeciwnej. Czy wola
> >wysportowanych i umiesnianych dresiarzy, z ktorymi da sie porozmawiac
> >najwyzej o samochodach, lub w jakim to lokalu on ostatnio nie byl,
> czy
> >tez krotkowzrocznych i przygarbionych intelektualistow?
> >Tylko czy beda szczere? ;-)

> Wła?nie :-)
> Ale zadajesz złe pytania. Wybór nie jest między cherlawym internaut? a
> umię?nionym dresiarzem, tylko między cherlawym internaut? i
> umię?nionym
> internaut?.
Dlaczego zadalem konkretne pytanie, ktore narzucalo sie z kontekstu
rozmowy. Tylko, ze nie pamietam juz tego kontekstu...

> >Konrad R. Wagrowski
>
> Wiktor
Konrad R. Wagrowski

Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

Niesamowity Mlotek wrote:
>
> Ilosc ludzi, ktorzy traktuja ekologow jak swirow - rosnie
> (1995 - 6% 1997 - 21% w USA)

Mnie raczej martwi ilosc ludzi ktorzy traktuja swirow jak ekologow.
Uwaga: ekolog to nie jest ktos taki kto protestuje przeciwko elektrowni
albo oblewa futra farba. To jest wlasnie swir.


septimus

--
Andrzej Jarząbek mailto:ajar...@cyber.ict.pwr.wroc.pl
--- Przyjaciele, zle widzicie! ---

Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

Witold Witaszewski wrote:
>
> >> 2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow otoczenia.
> >>
> >> TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac to
> >> otaczenie do siebie.

> WK> Co z tego?
>
> niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby chcial)
> skutki zmian jakie wprowadzaja?

Nie wszystkie. Co z tego?

> [ciach]
>
> WK> Hmm. Niżej podpisany z kolei był wyciągany z brzucha mamusi za

> WK> główkę za pomocą kleszczy położniczych. 500 lat temu zapewne ani
> WK> ja, ani moja szanowna Mama nie przeżyłaby tego porodu. Ale czy
> WK> komplikacje takie oznaczają, że jestem dziedzicznie obciążony lub
> WK> skazany na bycie wiecznym słabeuszem?


>
> tak, oznaczaja, ze jestes dziedzicznie obciazony.
> bez obrazy, ale jesli konieczny byl porod kleszczowy, znaczy to, ze
> anatomia twojej szanownej rodzicielki nie byla w stanie przeprowadzic
> porodu samodzielnie. a polowe genow masz od niej. cechy, ktore
> spowodowaly taka, a nie inna budowe twojej mamy i takie, a nie inne
> komplikacje porodu moga odezwac sie u twoich zenskich potomkin,
> przysparzajac im klopotow.

No i co? Przez pare pokolen bedzie mozna tak robic, pozniej jak bedzie
juz taka mozliwosc to sie poprawi gen.



> >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
>
> WK> Jak ją mierzysz? Podasz jakieś źródła tego "faktu"?
>
> patrz wyzej. poza tym, teraz ludzie z zespolem downa, fenyloketonuria,
> zespolem turnera nie umieraja w dziecinstwie. czesc z nich zapewne
> bedzie miala dzieci.

Ludzie z zespolem Downa nie moga chyba miec dzieci.
Zreszta choroba nie jest tym z czym jest choremu niewygodnie, tylko tym
co przeszkadza w zyciu i w rozmanzaniu sie. Kiedys krotkowzoecznosc byla
powazna choroba, dzisuiaj jest tylko niedogodnoscia.

> i defekty, ktore sa potencjalnie smiertelne, przekazuja sie dalej.
> wszystko przez to, ze nosiciele uszkodzonych genow dozyli do wieku
> rozrodczego dzieki rozwinietej medycynie.

No i co z tego? PRzeciez medycyne mamy. A jakby miala byc katastrofa i
medycyna przestalaby istniec, to ktostam by przezyl, jest nas duzo.

No i jeszcze mamy w perspetywie inzynierie genetyczna.

> >> Nastepuje coraz wieksze uzaleznienie od roznego rodzaju
> >> chemikaliow.
>
> WK> Wolę być "uzależniony" od aspiryny i żyć 70 lat niż bez

> WK> uzależnienia żyć lat 30.


>
> przypomina mi sie pewne powiedzenie: 'lepiej zyc kleczac niz umrzec
> stojac'. tak tylko....

Well, przede wszystkim jesli chodzi o aspiryne to jest to raczej
uzaleznienie psychiczne, bo AFAIK to aspiryna niczego nie leczy (chyba
tylko kaca :))

> a o uzaleznieniach to chya powinienes sie troche wiecej dowiedziec.

Jest pewna grupa ludzi nie uzaleznionych (np. ja). Jesli by sie okazalo
ze ludzkosc juz nie moze dostarczyc uzaleznionym ich chemikaliow to0
reszta odbuduje populacje.

> >> Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.
>
> WK> To źle?
>
> tak, to zle. zreszta, twoja aprobata dla dbania glownie o wlasna d. na
> pewno jest ci pociecha i pomoca w znoszeniu, na przyklad, sasiada
> wiercacego dziury w scianie o 23oo.

W trosce o wlasna d. zrobie sasiadowi awanture :)

> WK> Zresztą, ja zauważam trend dokładnie odwrotny.
>
> tak? a moglbys zaprezentowac jakies przyklady tego trendu? jakies
> konkretne przyklady tych licznych zwyciestw altruizmu?
>
> >> Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do

> >> calkowitego braku koniecznosci poruszania sie.


>
> WK> Nie doprowadzi raczej natomiast do braku _ochoty_ do poruszania

> WK> się. Dobór naturalny ciągle działa. Większe szanse mają u płci
> WK> przeciwnej wysportowani, aktywni partnerzy niż rośliny siedzące
> WK> całymi dniami przed telewizorami.


>
> nie mowimy o couch potatoes, tylko o takich jak my sami - o
> spolecznosci internetowej i tym, co z niej powstanie.

Internet wcale nie eliminuje potrzeby poruszania sie. Znam z internetu
ludzi ktorzy poruszaja sie calkiem sporo (np. goscia ktory jest
przewodnikiem gorskim). Poza tym ludzie ktorzy sie znaja z inernetu w
wielu wypadkach spotykaja sie czasem IRL. Niektorzy ludzie z tej listy
jezdza na konwenty, na przyklad.

> a tak swoja droga - zauwazyles moze, ze wiekszosc tych wysportowanych
> aktywnych chodzi obecnie w ortalionowych dresach? i naprawde chcialbys
> miec powodzenie u takich egzemplarzy plci przeciwnej, ktore lgna do
> takich?

Nie, nie zauwazylem. To tylko taki warszawski folklor.



> WK> Mam scenariusz alternatywny - wszystko będzie dobrze, wymyślimy
> WK> antygrawitację, potem podróże nadprzestrzenne i rozprzestrzenimy

> WK> się po całej galaktyce. Co nas powstrzyma?


>
> my sami.
>
> chocby dlatego, ze jesli nie bedzie w tym kasy, to nikt tego nie
> zrobi.

Kasa jest pojeciem wzglednym. To nie jest tak ze kasa albo w czyms jest
albo jej w tym nie ma. To zalezy od wielu czynnikow: koniunktury, stanu
naturalnych zasobow, rozkladu kapitalu. W koncu w takim wojsku tez summa
summarum nie ma kasy.

>
> to tyle.
> witold.

Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

On Sat, 7 Mar 1998 22:48:35 +0100, "Wiktor Kochanowski"
<alte...@cheerful.com> has disseminated foul capitalist propaganda by
writing:
[...]

>>uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc do
>>samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne?
>>interesujace podejscie...
>
>
>Niezdolność do pisania programów komputerowych pośrednio wpływa na możliwość
>posiadania dzieci. _W_dzisiejszym_świecie_. Niezdolność do samodzielnego

Ehhh... Powiedz to dresiarzom, i ogolnie wszystkim osobom niezdolnym
do pisania programow komputerowych.
;>>

>(np. bez kleszczy) urodzenia dziecka wpływa na tę możliwość znacznie mniej
>(choć bardziej bezpośrednio).

[...]


>>khm, ze powtorze.
>>czy moglbys zaprezentowac jakies przyklady licznych zwyciestw postawy
>>altruistycznej, swiadczacych o tym, ze staje sie ona coraz popularniejsza?

>Jeszcze więcej przykładów?
>* Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na potrzeby ONZ.

Absolutnie bezinteresownie i bez rozglosu. Nawet nie powiedzial, ze to
zrobil, tylko przekazal wszystko anonimowo...

Chociaz skoro o tym wiemy, to chyba jednak nie... ;///

>* Bill Gates oświadczył, że rozda swoją fortunę na cele charytatywne,
>zamiast przekazać ją małej Jennifer Gates.

HA HA HA HA.

Bill Gates mowi, ze Windows 95 nie ma bugow - to wszystko sa features.


[...]


>>sadze, ze dla spolecznosci internetowej wysportowanie rozmowcy jest cecha
>>drugorzedna wobec jego/ jej walorow intelektualnych.

>Doprawdy?
>Jako członek społeczności internetowej oświadczam, że wolę wysportowaną
>dresiarkę od mocno zaniedbanej intelektualistki... (dresiarki, czytacie?
>;-))

Errr... No coz. Ja osobiscie mam alergie na glupote, wiec wiekszosc
dresiarek odpada. ;>

[...]


>Jeśli po prostu pytasz, to po prostu Ci odpowiem: tak, chciałbym mieć
>powodzenie również u takich egzemplarzy płci przeciwnej. A może dzisiaj
>bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką kiedyś stanowiło
>przestawanie z brudnymi hippisami? To bardzo proste - skreślasz pewną grupę
>ludzi ze względu na ubrania, które noszą (czy parę innych zewnętrznych
>atrybutów stylu życia).

A to nieprawda. Ja nie mam uprzedzen - nie lubie wszystkich. Z
zalozenia. (Chociaz oczywiscie sa wyjatki, ale te wyjatki stosuja sie
tez do dresiarzy. <TEORIA> Kazdego czlowieka da sie polubic.
</TEORIA>)
[...]


>>och, wpadamy w ten ton moralnej wyzszosci...

>Nie moralnej, tylko technologicznej. Twój system postowania na USENET jest
>substandardowy i przeszkadza innym jego użytkownikom. Nie mówię Ci przecież,

Przeszkadza TOBIE. Jakos nie zauwazylem pojawiajacej sie tutaj lawiny
postow zadajacych zeby Witold zmienil swoj system postowania.
Ergo - uznajesz SWOJE zdanie za zdanie innych uzytkownikow Usenetu.
Co to jest, jezeli nie "Ton moralnej wyzszosci."? QED

;P

>żebyś sobie zainstalował Windows 95... Czy masz jakiś inny powód poza

AAAAAAAAARGH!!!

JAK MOZESZ ZADAC OD LUDZI ZAINSTALOWANIA SOBIE WIN95? UHG!
(Przepraszam za krzyki, ale to jest naprawde straszne. ;))


Leszek Karlik, aka Mike - tr...@friko.onet.pl; http://www.wlkp.top.pl/~bear/mike
Amber fan and Star Wars junkie; UIN 6947998; WTF TKD; FIAWOL; IMAO; SNAFU; TANJ
-----BEGIN GEEK CODE BLOCK-----
Version: 3.1
GL/O d- s+: a19 C+++ W-(++) N+++ K? w(---) O@ M- PS+(+++) PE Y+
PGP- !t--- 5+(-) X- R*+++>$ tv-- b++++ D+ G-- e h--*! !r-- !y-*
------END GEEK CODE BLOCK------

Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

On 8 Mar 98 14:52:16 GMT, KWagr...@eragsm.com.pl (Wagrowski, Konrad)

has disseminated foul capitalist propaganda by writing:

[...]


>> z jaskini ryzykowałe? bycie zjedzonym przez tygrysa, dzi? wychodz?c z
>> domu ryzykujesz, że przejedzie Cię samochód.

>Ale samochod nie jest nastawiony na to aby cie zamordowac (wbrew
>pozorom...)
> Jest wiec bezpieczniej.

Ale jest wiecej samochodow na glowe czlowieka niz tygrysow na glowe
czlowieka. ;>
Wiec jest niebezpieczniej. ;>

[...]

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

Leszek Karlik, aka Mike wrote...

>>* Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na potrzeby
ONZ.

>Absolutnie bezinteresownie i bez rozglosu. Nawet nie powiedzial, ze to
>zrobil, tylko przekazal wszystko anonimowo...
>
>Chociaz skoro o tym wiemy, to chyba jednak nie... ;///


Ale właśnie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby wszyscy
poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie. Co to jest, jak nie
nawoływanie do altruizmu?

>>* Bill Gates oświadczył, że rozda swoją fortunę na cele charytatywne,
>>zamiast przekazać ją małej Jennifer Gates.
>

>HA HA HA HA.
>
>Bill Gates mowi, ze Windows 95 nie ma bugow - to wszystko sa features.


Znowu - to, co mówi, jest ważniejsze od tego, co zrobi.

>[...]


>>Jeśli po prostu pytasz, to po prostu Ci odpowiem: tak, chciałbym mieć
>>powodzenie również u takich egzemplarzy płci przeciwnej. A może dzisiaj
>>bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką kiedyś stanowiło
>>przestawanie z brudnymi hippisami? To bardzo proste - skreślasz pewną
grupę
>>ludzi ze względu na ubrania, które noszą (czy parę innych zewnętrznych
>>atrybutów stylu życia).
>

>A to nieprawda. Ja nie mam uprzedzen - nie lubie wszystkich. Z
>zalozenia. (Chociaz oczywiscie sa wyjatki, ale te wyjatki stosuja sie
>tez do dresiarzy. <TEORIA> Kazdego czlowieka da sie polubic.
></TEORIA>)


A więc nie ma o czym mówić.
Tylko dlaczego piszesz wcześniej, że masz (pośrednio) alergię na dresiarzy?

>>>och, wpadamy w ten ton moralnej wyzszosci...
>
>>Nie moralnej, tylko technologicznej. Twój system postowania na USENET jest
>>substandardowy i przeszkadza innym jego użytkownikom. Nie mówię Ci
przecież,
>

>Przeszkadza TOBIE. Jakos nie zauwazylem pojawiajacej sie tutaj lawiny
>postow zadajacych zeby Witold zmienil swoj system postowania.

Ja też nie żądam, tylko uprzejmie wskazuję wadę w jego oprogramowaniu. Parę
osób mogło na przykład nie zauważyć jego odpowiedzi, bo nie zostały z powodu
braku "Re:" podciągnięte pod ten wątek. Jestem pewien, że nie tylko mnie to
przeszkadza.

>Ergo - uznajesz SWOJE zdanie za zdanie innych uzytkownikow Usenetu.

Chciałoby się zapuścić głosowanie... komu przeszkadzają urywające się wątki,
niech podniesie rękę.

Ale to nie ma znaczenia. Jeśli widzę, że ktoś chodzi po ulicy jak lunatyk,
to nie muszę się pytać innych, żeby widzieć, że to im przeszkadza, nawet,
jeśli są zbyt dobrze wychowani, żeby zwracać na to uwagę.

>Co to jest, jezeli nie "Ton moralnej wyzszosci."? QED

>;P


Jak już napisałem, jest to ton wyższości technologicznej :-)

>>żebyś sobie zainstalował Windows 95... Czy masz jakiś inny powód poza

>AAAAAAAAARGH!!!
>
>JAK MOZESZ ZADAC OD LUDZI ZAINSTALOWANIA SOBIE WIN95? UHG!
>(Przepraszam za krzyki, ale to jest naprawde straszne. ;))


1. Nie żądam przecież! Napisałem wyraźnie, że "Nie mówię Ci przecież,
żebyś sobie zainstalował Windows 95..." Musisz mieć alergię na Windows 95,
jeśli tak reagujesz na każdą wzmiankę... może to chemikalia z opakowań
cedeków z Windows? Albo te chmurki na niebieskim tle?

2. Z Twojego postu: "X-Newsreader: Forte Free Agent 1.1/16.230"
Nic mi nie wiadomo, aby istniała wersja Free Agenta na inne OS-y niż
Windows...
To oprogramowanie też jest substandardowe, bo we Free Agencie nie daje się
uzyskać polskich znaczków. Normalnie pomijam to milczeniem, ale sam się
prosisz.

Wiktor

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

Wagrowski, Konrad wrote

>> >Wydaje sie, ze wlasnie wspomniane na poczatku dopasowywanie otoczenia do
>> >siebie, powoduje eliminowanie ryzyka z zycia, a w efekcie rozleniwienie
>> >i degeneracje. Pamietacie "Koniec Wiecznosci" Asimova?
>>
>> Niekoniecznie - ryzyko przenosi się tylko na inny poziom. Dawniej
wychodz?c
>> z jaskini ryzykowałe? bycie zjedzonym przez tygrysa, dzi? wychodz?c z
>> domu ryzykujesz, że przejedzie Cię samochód.

>Ale samochod nie jest nastawiony na to aby cie zamordowac (wbrew
>pozorom...)
> Jest wiec bezpieczniej.


Liczą się fakty, a nie intencje. Podobnie musisz uważać na samochody
dzisiaj, jak i na tygrysy w czasach prehistorycznych.

>> Ponadto ryzyko kiedy? było w gruncie rzeczy niezależne od ludzkich
>> działań.
>> Życie było niebezpieczne dla każdego i zawsze. Dzi? mamy większy wybór
>> - ryzykuj? tylko ci, którzy chc?.
>I to wlasnie degeneruje tych, ktorzy nie musza ryzykowac. Zreszta tym,
>ktorzy chca ryzykowac swe zycie etc. to prawo coraz bardziej jest
>odbierane. Zeby bylo jasne: nie jestem za tym, zeby wprowadzac jakies
>dodatkowe ryzyko, aby ludzie nie gnusnieli. Jak ktos chce czuc sie
>calkowicie bezpiecznie, to jego prawo. Stwierdzam tylko fakt.


OK. Tylko czy przejeżdżające samochody dokonują selekcji naturalnej gorszej
niż tygrysy? W obydwu przypadkach ludzie z lepszym refleksem mają większą
szansę. A pod samochód wpaść może każdy, bo każdy musi chodzić po ulicach.

>> W ?redniowieczu byłby? okazem zdrowia, bo:
>> * w ogóle widzisz, nie straciłe? wzroku przez zaćmę czy chroniczne
>> zapalenie
>> spojówek
>Ale w sredniowieczu wzroku bym nie tracil, bo nie spedzilbym dziecinstwa
>na czytaniu ksiazek, a mlodosci na siedzeniu przed komputerem.

Ale mógłbyś stracić, bo byle zapalenie spojówek nie ustępowałoby po
tygodniu, jak dzisiaj, kiedy mamy chemię.

>> * twój kręgosłup nie jest złamany, a nie chorowałe? na Heine-Medina i
>> inne
>> ko?ci masz proste
>Ci z uszkodzonymi kregoslupami, raczej szybko umierali i nie zanizali
>sredniej stanu zdrowia

Ale ci z Heine-Medina już nie. Zauważ, ile dawniej było karłów, garbusów,
ludzi powykręcanych przez reumatyzm.

>> Jak już kto? zauważył, wystarczy porównać długo?ć życia. Założenie, że
>> to i
>> ogólny stan zdrowia społeczeństwa s? w ?cisłej korelacji jest chyba
>> uprawnione? Dzisiaj nawet porównuje się stan opieki zdrowotnej w
>> różnych
>> krajach przez porównanie w nich ?redniej długo?ci życia.
>Nie wystarczy. Dlugosc zycia swiadczy o opiece zdrowotnej, a nie o
>rozwoju chorob genetycznych

Mówiliśmy również o ogólnym stanie zdrowia ludzi. A ja jeszcze z uporem
maniaka dodam - jakie znaczenie ma nawet (jakoby) większość chorób
genetycznych, jeśli nie przeszkadzają one w życiu w dzisiejszym świecie? A
jakby się zdarzyła jakaś katastrofa, to ci uszkodzeni sobie wymrą i sytuacja
wróci do normy.

>> >A co na milosc boska, te postacie maja ze soba wspolnego? Kobieta, o
>> >ktorej chyba nikt niezaleznie od wyznania i pogladow politycznych nie
>> >moze powiedziec nic zlego,poswiecajace cale swe zycie,
>> Można powiedzieć, że dawała biednym rybę, a nie wędkę. Nie robiła też
>> tego zupełnie bezinteresownie, tylko starała się przy okazji przyci?gać
>> wiernych do swojego ko?cioła.
>Czy to zle? Mysle, ze wedlug niej robila to dla nich, nie dla siebie.


W ogóle, pytanie powinno brzmieć, czy altruizm jest lepszy czy gorszy niż
egoizm? Co przynosi lepsze efekty? Troszczenie się o innych, czy troszczenie
się o siebie?
Ale zbaczamy z tematu. Faktem jest, że każdy dziś wie, kim była matka Teresa
i znakomita większość ludzi uważa ją za bohaterkę, jeśli nie za świętą. To
dowodzi, która postawa ma dziś większe uznanie.

>Coz, dla mnie Bill C. jest przykladem polityka z "Czerwonych dywanow..."
>RAZa. Niewazne sa konsekwencje twej polityki, wazne jest to jak jest
>odbierana przez wyborcow.


Właśnie. Dlaczego zatem zorganizował taką akcję? Czy nie oznacza to, że w
oczach wyborców praca dla innych ma większą moralną wartość niż praca dla
siebie?

>> > I kim sa ci "oswieceni" ludzie?
>>
>> Pierwsza, druga, trzecia a zwłaszcza czwarta władza - to wła?nie media
>> lansuj? takie postawy w dzisiejszych czasach.
>Tylko w dzisiejszych? Kiedys nie bylo mediow, ale postawa pomagania
>biednym tez byla propagowana. Nasze pytanie dotyczylo jednak jak ludzie
>odpowiadaja na takie lansowanie.

Dzisiaj zaczynają się z tym lansowaniem zgadzać. Oznacza to pewnego rodzaju
powrót do średniowiecza, gdzie jednostka miała nie dbać o siebie i dobra
doczesne, tylko o szczęście w niebie, a na ziemi - pracować na rzecz innych
(namaszczonych przez autorytet), którzy mogli z tego korzystać. Sytuacja się
trochę zmieniła, bo inny jest autorytet i inni korzystają, ale zasada, że
dbanie o swoje własne dobro jest be pozostała. A mieliśmy chwilę przerwy od
tej mentalności w czasach nowożytnych... może trzeba zgodzić się z
Jęczmykiem, że nadchodzi Nowe Średniowiecze? (aczkolwiek generalnie jego
felietony w
"Fantastyce" denerwują mnie jako tendencyjne i ideologiczne).

>Konrad R. Wagrowski


Wiktor

Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

On Sun, 8 Mar 1998 20:16:38 +0100, "Wiktor Kochanowski"
<alte...@cheerful.com> has disseminated foul capitalist propaganda by
writing:
[...]

>>Absolutnie bezinteresownie i bez rozglosu. Nawet nie powiedzial, ze to
>>zrobil, tylko przekazal wszystko anonimowo...
>>
>>Chociaz skoro o tym wiemy, to chyba jednak nie... ;///

>Ale właśnie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby wszyscy
>poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie. Co to jest, jak nie
>nawoływanie do altruizmu?

Nie. To reklama, a nie nawolywanie do altruizmy.

[...]


>>Bill Gates mowi, ze Windows 95 nie ma bugow - to wszystko sa features.

>Znowu - to, co mówi, jest ważniejsze od tego, co zrobi.

Hmmm... Pytanie bylo:

>khm, ze powtorze.
>czy moglbys zaprezentowac jakies przyklady licznych zwyciestw postawy
>altruistycznej, swiadczacych o tym, ze staje sie ona coraz popularniejsza?

(koniec cytatu)

Wiec wedlug Ciebie, to ze Bill Gates powiedzial, ze rozda pieniadze,
to zwyciestwo postawy altruistycznej i swiadectwo, ze staje sie ona
coraz popularniejsza?

[...]


>>A to nieprawda. Ja nie mam uprzedzen - nie lubie wszystkich. Z
>>zalozenia. (Chociaz oczywiscie sa wyjatki, ale te wyjatki stosuja sie
>>tez do dresiarzy. <TEORIA> Kazdego czlowieka da sie polubic.
>></TEORIA>)

>A więc nie ma o czym mówić.
>Tylko dlaczego piszesz wcześniej, że masz (pośrednio) alergię na dresiarzy?

Bo mam alergie na dresiarzy, a dokladniej, na glupote. A dresiarze to
taki sztandarowy przyklad glupoty.

[...]


>>Przeszkadza TOBIE. Jakos nie zauwazylem pojawiajacej sie tutaj lawiny
>>postow zadajacych zeby Witold zmienil swoj system postowania.
>
>Ja też nie żądam, tylko uprzejmie wskazuję wadę w jego oprogramowaniu. Parę
>osób mogło na przykład nie zauważyć jego odpowiedzi, bo nie zostały z powodu
>braku "Re:" podciągnięte pod ten wątek. Jestem pewien, że nie tylko mnie to
>przeszkadza.


>>Ergo - uznajesz SWOJE zdanie za zdanie innych uzytkownikow Usenetu.
>
>Chciałoby się zapuścić głosowanie... komu przeszkadzają urywające się wątki,
>niech podniesie rękę.
>
>Ale to nie ma znaczenia. Jeśli widzę, że ktoś chodzi po ulicy jak lunatyk,
>to nie muszę się pytać innych, żeby widzieć, że to im przeszkadza, nawet,
>jeśli są zbyt dobrze wychowani, żeby zwracać na to uwagę.
>
>>Co to jest, jezeli nie "Ton moralnej wyzszosci."? QED
>
>>;P
>
>
>Jak już napisałem, jest to ton wyższości technologicznej :-)

[...]


>1. Nie żądam przecież! Napisałem wyraźnie, że "Nie mówię Ci przecież,
>żebyś sobie zainstalował Windows 95..." Musisz mieć alergię na Windows 95,
>jeśli tak reagujesz na każdą wzmiankę... może to chemikalia z opakowań
>cedeków z Windows? Albo te chmurki na niebieskim tle?

Nie. Przepraszam, przepraszam, bije sie w piersi... Bylem w trakcie
odpowiedzi, i zostawilem "Nie mowie ci przeciez" w paragrafie na ktory
odpowadalem, przewinalem w dol i zobaczylem reszte... Mea culpa, mea
culpa, mea maxima culpa!
;>

>2. Z Twojego postu: "X-Newsreader: Forte Free Agent 1.1/16.230"
>Nic mi nie wiadomo, aby istniała wersja Free Agenta na inne OS-y niż
>Windows...

Bo nie istnieje. Niestety, ale nie kazdy ma wlasny komputer na ktorym
moze zainstalowac co mu sie zywnie podoba. Ja na przyklad korzystam z
komputera biurowego, na ktorym Windowsy byc musza - bo Word to,
niestety, standard oprogramowania biurowego. ;//

>To oprogramowanie też jest substandardowe, bo we Free Agencie nie daje się
>uzyskać polskich znaczków. Normalnie pomijam to milczeniem, ale sam się
>prosisz.

"No to co?"

Prawde mowiac, nawet gdyby mozna bylo stosowac polskie znaczki, i tak
bym tego nie robil.. Kwestia przyzwyczajenia.
Nie mowiac o tym, ze mam alergie na produkty Microsoftu. Dlatego na
pewno nie bede stosowal Outlooka. ;>

Piotr W. Cholewa

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

On 7 Mar 98 at 1:03, Pawel Aleksander Fedorynski wrote:

> On Fri, 6 Mar 1998, Witold Witaszewski wrote:
>

> > uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc do
> > samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne?
> > interesujace podejscie...
>

> Ja np. nie uważam tych rzeczy za tak samo ważne. Umiejętność programowania
> jest dla mnie o wiele ważniejsza niż umiejętność samodzielnego urodzenia
> dziecka. Prawdopodobieństwo, że moja dziewczyna będzie zmuszona urodzić
> dziecko gdzie indziej niż w cywilizowanym szpitalu uważam za
> zaniedbywalne.
>

A po co ci dziecko? Przez dobre kilkanascie lat nie nadaje sie do
pisania programow.

Leszek Krowicki

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

On Fri, 06 Mar 98 18:33:05 +0100, Witold Witaszewski
<Witold.Wi...@p10.f70.n480.z2.fidonet.org> wrote:

[wielkie ciach]

> WK> Słyszałem, ale nie wiem, co ma wspólnego z efektem cieplarnianym. S±


> WK> pewne (mocno dyskutowane) wskazówki, że może wpływać na rozmiary
> WK> dziury ozonowej
>
>no, wcale nie jestem pewien tej mocnej dyskusji. wydaje mi sie, ze wplyw
>freonow na powloke ozonowa zostal juz wyjasniony.

AFAIK zostalo jedynie dowiedzione, ze w pewnych okolicznosciach freony
moglyby niszczyc warstwe ozonowa. Podstawowym problemem jest jednak
to, w jaki sposob czasteczki freonu, gazu bardzo ciezkiego, w ogole
moglyby dostac sie do gornych (bardzo gornych) warstw atmosfery.
Fachowcy szacuja, ze taka dyfuzja freonu do gornych warstw atmosfery
musialaby potrwac od 30 do nawet 200 lat.
IMHO zwiazki freonu z tak naglasniana w ostatnich latach dziura
ozonowa sa zerowe. Bo niby dlaczego freon mialby sie gromadzic wlasnie
w rejonach polarnych? Wcale tez nie jest pewne, czy sama fluktuacje
dziury ozonowej nie sa czasem zjawiskiem w pelni naturalnym.
Ostatecznie wykryto ja raptem 20 lat temu, co wcale nie oznacza, ze
wczesniej jej nie bylo, tylko ze wczesniej nie istnialy techniczne
mozliwosci badania warstwy ozonowej.

pozdrawiam
Leff

>[ciach]

>to tyle.
>witold.
>


Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 8, 1998, 3:00:00 AM3/8/98
to

Leszek Karlik, aka Mike wrote:
>
> >Ale wła nie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby

> >wszyscy poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie. Co to
> >jest, jak nie nawoływanie do altruizmu?
>
> Nie. To reklama, a nie nawolywanie do altruizmy.

Ale toi jest reklama wlasnie bazujaca na tym ze ludzi obchodzi wiedej
niz tylko wlasne cztery litery. Gdyby ogolu nie obchodzil los innych to
taka reklama nie odnioslaby zadnego skutku.

> Prawde mowiac, nawet gdyby mozna bylo stosowac polskie znaczki, i tak
> bym tego nie robil.. Kwestia przyzwyczajenia.
> Nie mowiac o tym, ze mam alergie na produkty Microsoftu. Dlatego na
> pewno nie bede stosowal Outlooka. ;>

Jest chocby Netszkapa :)

>
> Leszek Karlik, aka Mike - tr...@friko.onet.pl;

septimus

Witold Witaszewski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Hi All

Sobota Marzec 07 1998 21:45, Wiktor Kochanowski wrote to All:

>> Wydaje sie, ze wlasnie wspomniane na poczatku dopasowywanie otoczenia
>> do siebie, powoduje eliminowanie ryzyka z zycia, a w efekcie
>> rozleniwienie i degeneracje. Pamietacie "Koniec Wiecznosci" Asimova?

WK> Niekoniecznie - ryzyko przenosi się tylko na inny poziom. Dawniej
WK> wychodząc z jaskini ryzykowałeś bycie zjedzonym przez tygrysa, dziś
WK> wychodząc z domu ryzykujesz, że przejedzie Cię samochód.

WK> Ponadto ryzyko kiedyś było w gruncie rzeczy niezależne od ludzkich
WK> działań. Życie było niebezpieczne dla każdego i zawsze. Dziś mamy
WK> większy wybór - ryzykują tylko ci, którzy chcą.

sprzeeecznosc! opisane przez ciebie powyzej ryzyko bycia potraconym przez
samochod wynika z indywidualnego wyboru?
najpierw piszesz, ze dalej sie ryzykuje zyciem, tylko nieco inaczej, a potem,
ze teraz ryzykuje tylko ten co chce?

Witold Witaszewski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Hi All

Sobota Marzec 07 1998 01:03, Pawel Aleksander Fedorynski wrote to All:

>> uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc
>> do samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne? interesujace
>> podejscie...

PF> Ja np. nie uważam tych rzeczy za tak samo ważne. Umiejętność
PF> programowania jest dla mnie o wiele ważniejsza niż umiejętność
PF> samodzielnego urodzenia dziecka.

dla ciebie z pewnoscia... ;)

mialem na mysli spojrzenie 'w makroskali' - od strony wplywu obu wymienionych
wyzej zdolnosci na szanse przetrwania danej populacji.

PF> Prawdopodobieństwo, że moja
PF> dziewczyna będzie zmuszona urodzić dziecko gdzie indziej niż w
PF> cywilizowanym szpitalu uważam za zaniedbywalne.

ok, twoje prawo.
nawet jednak w cywilizowanym szpitalu zdolnosc do samodzielnego urodzenia
dziecka znacznie ulatwi jej zycie. temu nie zaprzeczysz?

PF> Pozdrawiam

PF> Aleksander

to tyle.
witold.


Witold Witaszewski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Hi All

Sobota Marzec 07 1998 22:48, Wiktor Kochanowski wrote to All:

[ciach]


>> w skrocie powiem, ze uwazam przesadne zmiany srodowiska

WK> Kto decyduje o tym, kiedy zmiany są przesadne?

ja. to ja decyduje, jakie zmiany srodowiska uwazam za przesadne. a chcialbym
zaznaczyc, ze w calej wypowiedzi chodzi tylko o moje zdanie...

>> (a takze
>> kierowanie sie przy ich dokonywaniu zasada 'kto nie ryzykuje, ten nie
WK> wygrywa')


>> za dzialalnosc nieodpowiedzialna i niewlasciwa.

WK> ... i jaką inną zasadą proponujesz się kierować przy zmianach
WK> środowiska? A może wolałbyś, żeby środowisko się w ogóle nie
WK> zmieniało?

mysleniem. konkretnie mowiac, mysleniem troche wiecej o tych, ktorzy przyjda po
nas, a troche mniej o wlasnej kabzie.
jestem idealista, wiem.

>> moj poglad bierze sie z moich
>> przekonan, powiedzmy, filozoficznych, o ktorych dyskutowac nie chce.

WK> A o czymże my tu dyskutujemy, jak nie o przekonaniach filozoficznych??

nno, powiedzmy...

>> [ciach porod kleszczowy]
>>
>> WK> Otóż nie - bo moje potomkinie również będą miały do dyspozycji
>> WK> kleszcze położnicze.
>>
>> a - zatem porod kleszczowy to dla ciebie brak klopotow?

WK> Tak, bo żyję w świecie, w którym jest on możliwy.

khm, ze sie powtorze - porod kleszczowy to dla cieie porod bez klopotow?
naturalny?
mozliwosc uszkodzenia dziecka pomijasz, jak rozumiem, takze?

>> WK> Czy 500 lat temu brak zdolności programistycznych
>> WK> był obciążeniem dziedzicznym? Obydwa "obciążenia" są tutaj
>> WK> symetrycznie nieistotne.
>>

>> uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc
>> do samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne? interesujace
>> podejscie...

WK> Niezdolność do pisania programów komputerowych pośrednio wpływa na
WK> możliwość posiadania dzieci. _W_dzisiejszym_świecie_.

czy moglbys opisac mi ten posredni wplyw?

WK> Niezdolność do
WK> samodzielnego (np. bez kleszczy) urodzenia dziecka wpływa na tę
WK> możliwość znacznie mniej (choć bardziej bezpośrednio).

i uwazasz, ze niezdolnosc do urodzenia dziecka bez kleszczy nie jest oznaka
slabosci organizmu matki?

>> WK> Genetyczne obciążenie to nie to, co
>> WK> arbitralnie za takowe uznamy; to cecha, która przeszkadza w

>> WK> przeżyciu i rozmnażaniu się _w_danym_środowisku_. W naszym
>> WK> środowisku takie rzeczy, jak zbyt wąskie biodra ewentualnej
>> WK> matki w niczym nie przeszkadzają.


>>
>> pewnie - zawsze mamy kleszcze.
>> waskie biodra kobiety przeszkadzaja w rozmnazaniu sie niezaleznie od
>> tego,

WK> czy


>> mamy srodki, by temu zaradzic, czy nie.

WK> Ależ właśnie o to chodzi, że nie przeszkadzają. Gdyby było inaczej,
WK> nie byłoby mnie na świecie dzisiaj. Twoja odpowiedź na pytanie
WK> dlaczego sprowadza się tym samym do "bo tak".

umknelo ci dosc wazkie rozroznienie - miedzy 'przeszkadzaja' a
'uniemozliwiaja'. waskie biodra przeszkadzaja w rodzeniu dzieci - nie
uniemozliwiaja go. czynia rodzenie dzieci trudniejszym. juz jasne?

WK> I jeszcze jedno: nie ma ludzi bez wadliwych genów. Na każdego można
WK> coś znaleźć, niestety. U niektórych te geny się po prostu nie
WK> uaktywniają, no i różnej straszliwości wady kodują. Ale znowu - ujemna
WK> wartość tego samego upośledzenia genetycznego zależy od środowiska, w
WK> którym nosiciel takich genów żyje. Pies bez nosa nie miałby szans
WK> przeżycia w dzikim środowisku, natomiast dzisiaj jako kuriozum na
WK> pewno zostałby przygarnięty przez jakąś miłośniczkę nietypowych psów i
WK> miałby mnóstwo małych beznosych szczeniaczków.

ano wlasnie. jesli juz jestesmy tymi beznosymi psami, to przynajmniej starajmy
sie miec takie srodowisko, zeby w nim wyzyc. nie dewastujmy go - nie starajmy
sie, zeby milosniczka nietypowych psow zniecierpliwila sie i wyrzucila nas z
domu, razem z malymi beznosymi szczeniaczkami...

WK> Chyba, że nie będzie chciał tego robić. Jeśli defekt się uaktywnia, to
WK> człowiek o nim wie, a kto chce mieć kalekie dzieci?

niektorzy mysla, ze ich to ominie, niektorzy mysla ze dadza sobie z kalekim
dzieckiem rade. niektorzy wreszcie nie wiedza, ze ich dziecko ma duze szanse
urodzic sie kaleka.

>> racja. byloby jednak dobrze, zeby nie okazalo sie, ze wszyscy mamy
>> zle

WK> geny.

WK> Jak już napisałem, wszyscy mamy jakieś złe geny, zapytaj dowolnego
WK> genetyka. Wzór doskonałego genetycznie człowieka nie istnieje.

byloby dobrze, gdyby nie okazalo sie, ze wszyscy mamy geny, ktore doprowadza
nas do smierci. doskonalosc genetyczna (jakkolwiek definiowana) jedno, a
zdolnosc do przezycia drugie.

>> WK> Doprawdy?... jak rozumiem, przeziębienia zwalczasz tylko siłą

>> WK> woli? Zapalenia płuc - ziółkami prosto z lasu? Gangreny -
>> WK> chlebem z pajęczyną? Bo inaczej "żyłbyś klęcząc"?


>>
>> nie mowie o uzywaniu lekow w ogole. mowie o uzaleznieniu od nich.
>> lekow staram sie unikac, tu masz racje. ale co do uzaleznienia - to
>> dla

WK> mnie to
>> jest zycie kleczac.

WK> Bardzo nieprzejednana moralnie postawa. A pozwól, że spytam - czy np.
WK> Pigmej z buszu, który nie zaznał dobrodziejstw cywilizacji żyje
WK> bardziej "stojąc" niż uzależniony od narkotyków artysta rockowy albo
WK> pisarz-alkoholik? Kim wolałbyś być?

a co to ma do rzeczy?
co lepsze: jajko na twardo czy dlugopis parkera?

WK> Oryginalny posting mówił o tym, że "człowiek jest coraz bardziej
WK> uzależniony od różnych chemikaliów". Zrozumiałem przez to obydwa
WK> rodzaje uzależnień. Taka też chyba była intencja autora.

mozliwe...

>> WK> Mylisz dbanie o własne interesy z nie
>> WK> liczeniem się z nikim i niczym.
>>

>> dbanie coraz mniej o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne
>> zrozumialem
WK> jako


>> zwazanie glownie na dobro wlasne kosztem zwazania na dobro innych.
>> czyli, w skrocie, wlasnie nie liczenie sie z nikim i niczym.

WK> W takim razie znowu można to dwojako rozumieć. Dbanie o własne
WK> interesy _i_nic_ponadto_ nikoniecznie oznacza, że w tym celu
WK> poświęcamy interesy
WK> innych. Można robić to grając według reguł.

nie wydaje mi sie. jesli przez 'dbanie o wlasne interesy i nic ponadto'
rozumiesz 'moje najwazniejsze i zwisa mi twoje na ten temat zdanie', to chyba
nie da sie utrzymac takiej postawy bedac w zgodzie z regulami.

>> WK> Dalej nie wytłumaczyłeś, dlaczego to źle.
>>
>> dbanie o wlasne dobro - ok.
>> dbanie o wlasne dobro bez uwzgledniania dobra innych - nie ok.
>> jasne?


WK> Niezupełnie. Nie OK jest dopiero dbanie o własne interesy bez
WK> uwzględniania _praw_ innych. O swoje _dobro_ niech zatroszczą się
WK> sami.

o to mi chodzilo.

WK> Jeszcze więcej przykładów?
WK> * Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na potrzeby
WK> ONZ.
WK> * Bill Gates oświadczył, że rozda swoją fortunę na cele charytatywne,
WK> zamiast przekazać ją małej Jennifer Gates.
WK> * Tysiące młodych Amerykanów wyjeżdżają pomagać krajom drugiego i
WK> trzeciego świata w ramach Peace Corps.
WK> * Więcej niż kiedykolwiek jest różnych instytucji charytatywnych, a
WK> niektóre są tak bogate, że stać ich na reklamy telewizyjne. Jeśli
WK> oglądałeś kiedykolwiek CNN albo BBC to znasz slogan "Where there is
WK> CARE, there is hope." I w ogóle - kiedy ostatnio słyszałeś, żeby ktoś
WK> mówił, że jest dumny z zarobionych milionów i nie ma skrupułów, aby je
WK> przeznaczyć na osobisty luksus? Bogacze dziś czują potrzebę
WK> usprawiedliwiania się ze swojego bogactwa, czego wcześniej nie bywało.

jakos nie spotkalem sie z usprawiedliwianiem sie z bogactwa. za to dume z
zarobionych milionow i brak skrupulow w przeznaczaniu ich na osobisty luksus
widzialem nieraz.

>> WK> Sugerujesz, że dla społeczności internetowej brak wysportowania

>> WK> jest atrakcyjny?


>>
>> sadze, ze dla spolecznosci internetowej wysportowanie rozmowcy jest
>> cecha drugorzedna wobec jego/ jej walorow intelektualnych.


WK> Doprawdy?
WK> Jako członek społeczności internetowej oświadczam, że wolę
WK> wysportowaną dresiarkę od mocno zaniedbanej intelektualistki...

do rozmowy tez?

WK> (dresiarki, czytacie? ;-))

watpie czy czytaja... (w ogole :) )

WK> Nie zapominaj ponadto, że "społeczność
WK> internetowa" to pojęcie bardzo dynamiczne. 5 lat temu składała się
WK> prawie wyłącznie z naukowców i
WK> inżynierów; dzisiaj już przeważają na nim ludzie "nietechniczni",
WK> aczkolwiek ciągle pewnie IQ internauty jest przeciętnie wyższe niż
WK> szarego członka społeczeństwa;

prawie na pewno.

WK> ale czy możesz zagwarantować, że za 10
WK> lat dresiarze nie będą mieli własnych grup dyskusyjnych i stron WWW?

no coz - jesli czlowiek dochodzi do poziomu _dyskusji_, o poziomie listy
dyskusyjnej nie mowiac, to przestaje byc dresiarzem. moze nawet dalej chodzic w
dresie - ale dresiarzem juz nie jest.

WK> Właściwie już rok temu widziałem coś takiego jak "Disco Polo Web".

wspolczuje...
;)

WK> Może pytanie do dresiarek nie jest skierowane w próżnię? :-)

:))

>> [ciach]


>>
>> >> i naprawde chcialbys miec powodzenie u
>> >> takich egzemplarzy plci przeciwnej, ktore lgna do takich?
>>

>> WK> Och, wpadamy w ten ton moralnej wyższości...
>>
>> jaki ton moralnej wyzszosci? po prostu pytam. ja na przyklad nie

WK> chcialbym...

WK> [i dalej]


>> WK> Nie rozumiem,
>> WK> po co wpadasz w jakieś klimaty antydresiarskie.
>>
>> bo tak sie sklada, ze mam alergie na ludzi w szelestach.

WK> Jeśli po prostu pytasz, to po prostu Ci odpowiem: tak, chciałbym mieć
WK> powodzenie również u takich egzemplarzy płci przeciwnej.

ok. jak wolisz.
de gustibus costam costam :))

WK> A może
WK> dzisiaj bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką kiedyś
WK> stanowiło przestawanie z brudnymi hippisami?

czy jestes w stanie wyodrebnic jakas ideologie dresiarzy, jakies podstawy do
prowokacji obyczajowej? jakies dresiarskie przeslanie? jakies wartosci gloszone
przez dresiarzy?

WK> To bardzo proste -
WK> skreślasz pewną grupę ludzi ze względu na ubrania, które noszą (czy
WK> parę innych zewnętrznych atrybutów stylu życia).

skreslam pewna grupe ludzi ze wzgledu na pewne zewnetrzne atrybuty stylu zycia.
konkretnie ze wzgledu na rodzaj prezentowanych zachowan stadnych. zwlaszcza nie
podoba mi sie sklonnosc do bezmyslnej, losowej przemocy. sklonnosc do
nieliczenia sie z prawami innych. muzyka, jakiej sluchaja dresiarze i same dresy
- to cechy drugo- albo i trzeciorzedne.
moim zdaniem, o byciu dresiarzem nie przesadza noszenie dresu. dresizm to stan
umyslu.

>> >> >> Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z
>> >> >> lodowki.
>> >>
>> >> WK> Co mają akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?
>> >> WK> A w ogóle komputer, na którym napisałeś te słowa, zżera

>> >> WK> jakieś 10 razy więcej prądu niż przeciętna lodówka - i
>> >> WK> wszystko zamienia się w ciepło.
>> >>
>> >> o freonie slyszales moze?
>>


>> WK> Słyszałem, ale nie wiem, co ma wspólnego z efektem

>> WK> cieplarnianym. Są pewne (mocno dyskutowane) wskazówki, że może
>> WK> wpływać na rozmiary dziury ozonowej


>>
>> no, wcale nie jestem pewien tej mocnej dyskusji. wydaje mi sie, ze
>> wplyw freonow na powloke ozonowa zostal juz wyjasniony.


WK> Na efekt cieplarniany jednak wpływ mają raczej znikomy.

oczywiscie.
przyznaje racje - dziura ozonowa a efekt cieplarniany to dwie zupelnie rozne
sprawy. moj blad.
ale ze mnie....
;)

WK> No to dresy!!! Jak najbardziej odblaskowe! I ciemne okulary. Jak
WK> widać, dresiarze wiedzą, co dobre...

WK> A bardziej serio, to najcieńszy materiał chroni od promieniowania UV
WK> lepiej niż powłoka ozonowa. Spójrz sobie na słońce przez ozon i przez
WK> batyst, to się przekonasz...

koniec z opalaniem, chlip chlip....
masz racje.

to tyle.
witold.


Witold Witaszewski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Hi All

Niedziela Marzec 08 1998 11:53, Andrzej Jarzabek wrote to All:

>> niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby
>> chcial) skutki zmian jakie wprowadzaja?

AJ> Nie wszystkie. Co z tego?

ktoras z tych zmian, albo kombinowany efekt kilku z nich moze doprowadzic do
'gpf' - generalnego p***niecia fszystkiego. a duzo tych zmian, powiedzialbym
nawet, ze wiekszosc, wprowadzana jest nawet bez prob przewidzenia konsekwencji.

[ciach porod kleszczowy]

AJ> No i co? Przez pare pokolen bedzie mozna tak robic, pozniej jak
AJ> bedzie
AJ> juz taka mozliwosc to sie poprawi gen.

chyba, ze cos sie rypnie. a zdaje mi sie, ze do zburzenia kulturalnego,
cywilizowanego swiata, w ktorym zyjemy nie potrzeba zbyt duzo. nie potrzeba
apokalipsy, zeby zmusic nas do uzywania technologii sprzed stu lat - nieduza
wojna w zupelnosci wystarczy. i jak trzeba bedzie nagle powrocic do 'metod
tradycyjnych', to jest problem...

>> >> Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
>>
>> WK> Jak ją mierzysz? Podasz jakieś źródła tego "faktu"?
>>
>> patrz wyzej. poza tym, teraz ludzie z zespolem downa,
>> fenyloketonuria, zespolem turnera nie umieraja w dziecinstwie. czesc
>> z nich zapewne bedzie miala dzieci.

AJ> Ludzie z zespolem Downa nie moga chyba miec dzieci.

sa inne nieciekawe choroby przenoszone genetycznie.

>> i defekty, ktore sa potencjalnie smiertelne, przekazuja sie dalej.
>> wszystko przez to, ze nosiciele uszkodzonych genow dozyli do wieku
>> rozrodczego dzieki rozwinietej medycynie.

AJ> No i co z tego? PRzeciez medycyne mamy. A jakby miala byc katastrofa i
AJ> medycyna przestalaby istniec, to ktostam by przezyl, jest nas duzo.

no, ktostam by przezyl z pewnoscia. pytanie, jak dlugo?

>> przypomina mi sie pewne powiedzenie: 'lepiej zyc kleczac niz umrzec
>> stojac'. tak tylko....

AJ> Well, przede wszystkim jesli chodzi o aspiryne to jest to raczej
AJ> uzaleznienie psychiczne, bo AFAIK to aspiryna niczego nie leczy (chyba
AJ> tylko kaca :))

kaca tez nie. przynajmniej nie u mnie :)

>> a o uzaleznieniach to chya powinienes sie troche wiecej dowiedziec.

AJ> Jest pewna grupa ludzi nie uzaleznionych (np. ja). Jesli by sie
AJ> okazalo ze ludzkosc juz nie moze dostarczyc uzaleznionym ich
AJ> chemikaliow to0 reszta odbuduje populacje.

jak mowi powiedzenie: 'przetrwanie silniejszego jest ok, dopoki to ty jestes
silniejszy.'

>> >> Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.
>>
>> WK> To źle?
>>
>> tak, to zle. zreszta, twoja aprobata dla dbania glownie o wlasna d.
>> na pewno jest ci pociecha i pomoca w znoszeniu, na przyklad, sasiada
>> wiercacego dziury w scianie o 23oo.

AJ> W trosce o wlasna d. zrobie sasiadowi awanture :)

a on w trosce o wlasna d. zrobi ci wiertarka trzecie oko na czole ;)

>> a tak swoja droga - zauwazyles moze, ze wiekszosc tych

>> wysportowanych aktywnych chodzi obecnie w ortalionowych dresach? i


>> naprawde chcialbys miec powodzenie u takich egzemplarzy plci
>> przeciwnej, ktore lgna do takich?

AJ> Nie, nie zauwazylem. To tylko taki warszawski folklor.

szczesliwy czlowieku...

>> WK> Mam scenariusz alternatywny - wszystko będzie dobrze, wymyślimy
>> WK> antygrawitację, potem podróże nadprzestrzenne i

>> WK> rozprzestrzenimy się po całej galaktyce. Co nas powstrzyma?


>>
>> my sami.
>>
>> chocby dlatego, ze jesli nie bedzie w tym kasy, to nikt tego nie
>> zrobi.

AJ> Kasa jest pojeciem wzglednym. To nie jest tak ze kasa albo w czyms
AJ> jest albo jej w tym nie ma. To zalezy od wielu czynnikow: koniunktury,
AJ> stanu naturalnych zasobow, rozkladu kapitalu. W koncu w takim wojsku
AJ> tez summa summarum nie ma kasy.

pewnie ze nie. w wojsko kase laduje sie bez widokow na zwrot nakladow. ale
podroze kosmiczne to troche inna sprawa. rzady nie zrobia, bo nie ma po co, a
prywatni tez nie, bo zyskow z tego nie bedzie. i finito.

AJ> septimus

to tyle.
witold.


Witold Witaszewski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Hi All

Niedziela Marzec 08 1998 11:56, Andrzej Jarzabek wrote to All:

AJ> Niesamowity Mlotek wrote:
>>
>> Ilosc ludzi, ktorzy traktuja ekologow jak swirow - rosnie
>> (1995 - 6% 1997 - 21% w USA)

AJ> Mnie raczej martwi ilosc ludzi ktorzy traktuja swirow jak ekologow.
AJ> Uwaga: ekolog to nie jest ktos taki kto protestuje przeciwko
AJ> elektrowni albo oblewa futra farba. To jest wlasnie swir.

oj tak! trafiles w sedno.
jak nazwac gosci, ktorzy uwazaja, ze od w zasadzie niegroznej elektrowni
jadrowej fajniejsza jest friendly local elektrownia weglowa? ekologami?!
jak nazwac egzaltowane panny, ktore uwazaja, ze dla matki ziemi lepiej bedzie,
jesli wszyscy zaczna nosic futra z kiepsko biodegradowalnego plastiku? jak
nazwac typow, ktodzy takie futra nazywaja ekologicznymi? bo ekologami to
przeciez nie!

Witold Witaszewski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Hi All

Niedziela Marzec 08 1998 20:16, Wiktor Kochanowski wrote to All:

>>> * Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na
>>> potrzeby
WK> ONZ.

>> Absolutnie bezinteresownie i bez rozglosu. Nawet nie powiedzial, ze
>> to zrobil, tylko przekazal wszystko anonimowo... Chociaz skoro o tym
>> wiemy, to chyba jednak nie... ;///


WK> Ale właśnie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby wszyscy
WK> poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie. Co to jest,
WK> jak nie nawoływanie do altruizmu?

wywolywanie poczucia winy, jak sam napisales.

[ciach]

WK> Ja też nie żądam, tylko uprzejmie wskazuję wadę w jego oprogramowaniu.

hehe, uprzejmie. 'zmien program, albo w ogole zrezygnuj z czytania newsow przez
fido'. kultura, elegancja i szyk.

[ciach]

WK> Ale to nie ma znaczenia. Jeśli widzę, że ktoś chodzi po ulicy jak
WK> lunatyk, to nie muszę się pytać innych, żeby widzieć, że to im
WK> przeszkadza, nawet, jeśli są zbyt dobrze wychowani, żeby zwracać na to
WK> uwagę.

a jak ten przyklad ma sie do czytania newsow? konkretnie, chcialym wiedziec,
skad wiesz, ze innym to tez przeszkadza?

WK> Jak już napisałem, jest to ton wyższości technologicznej :-)

phe, roznica...

to tyle.
witold.


Bartlomiej Ogryczak

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Paweł Pluta wrote:
>
> On Thu, 05 Mar 1998 16:15:11 +0100, Bartlomiej Ogryczak
> <B.Ogr...@students.mimuw.edu.pl> wrote:
>
> >Paweł Pluta wrote:
> >> On 5 Mar 1998 11:19:18 GMT, "Lech Zaciura" <bil...@friko2.onet.pl> wrote:
> >> >Niesamowity Mlotek <mlo...@intra.mp.pw.edu.pl> napisał(a) w artykule:
> >> [...]
> >> >> Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.
> >> >To moze byc prawda, ale samolubnie mam nadzieje, ze nie za mojego zycia.
> >> To moze byc prawda i samolubnie mam nadzieje, ze za mojego zycia.
> >> To na pewno warto bedzie zobaczyc.
> >Niewątpliwie ;-)
> >Kiedy jakaś koreańska sekta zapowiadała koniec świata
> >CNN tak na wszelki wypadek ustawil 20 kamer w Seulu ;-)
> >Wyobraźcie sobie wpływy z reklam w czasie transmisji z końca świata...

>
> Nie znam najnowszych badan, ale zdaje mi sie, ze do ogladania konca swiata
> w zupelnosci zbedna bedzie transmisja, bo kazdy sobie sam obejrzy.
nie doceniasz CNN ;-) W telewizji będzie wyglądac dużo ciekawiej.
Będą wykresy, tabelki, symulacje komputerowe etc.
--
Bart
---
"If you belive the western sun is falling down on everyone"
http://rainbow.mimuw.edu.pl/~bart | Genera...@ThePentagon.com

Pawel Aleksander Fedorynski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

On 8 Mar 1998, Wagrowski, Konrad wrote:

> Nie wystarczy. Dlugosc zycia swiadczy o opiece zdrowotnej, a nie o
> rozwoju chorob genetycznych

Zarówno o opiece zdrowotnej jak i o zmianach genetycznych.
Wzrost wieku w którym ludzie przystępują do rozmnażania spowodował
wyeliminowanie z puli genowej tych genów letalnych, które zabijały
wcześniej.

Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

On Sun, 08 Mar 1998 23:58:39 +0100, Andrzej Jarzabek
<ajar...@cyber.ict.pwr.wroc.pl> has disseminated foul capitalist
propaganda by writing:
On Sun, 08 Mar 1998 23:58:39 +0100, in pl.listserv.sf-f you wrote:

[...]


>> Nie. To reklama, a nie nawolywanie do altruizmy.
>
>Ale toi jest reklama wlasnie bazujaca na tym ze ludzi obchodzi wiedej
>niz tylko wlasne cztery litery. Gdyby ogolu nie obchodzil los innych to
>taka reklama nie odnioslaby zadnego skutku.

Hmmm... Ja by to ujal w ten sposb: "jest to reklama bazujaca na tym,
ze media lansuja poglad, jakoby to ludzi obchodzilo cos wiecej niz
tylko wlasne cztery litery."
Szczegol.

>> Prawde mowiac, nawet gdyby mozna bylo stosowac polskie znaczki, i tak
>> bym tego nie robil.. Kwestia przyzwyczajenia.
>> Nie mowiac o tym, ze mam alergie na produkty Microsoftu. Dlatego na
>> pewno nie bede stosowal Outlooka. ;>
>
>Jest chocby Netszkapa :)

Dziekuje, postoje.

Slawomir Szczyrba

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Piotr W. Cholewa napisał(a) w wiadomości:

>>
>A po co ci dziecko? Przez dobre kilkanascie lat nie nadaje sie do
>pisania programow.
>
Ale mozna wykozystac do badania idiotoodpornosci napisanych
programow.

>PWC
>****************************************pcho...@usctoux1.cto.us.edu.pl

Slawek
-- Slawomir Szczyrba --
-- < st...@priv.onet.pl > -- < http://priv.onet.pl/ka/steev >

-- Death is a nonmaskable interrupt.

Slawomir Szczyrba

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Witold Witaszewski napisał(a) w wiadomości:
>
[...]

>sprzeeecznosc! opisane przez ciebie powyzej ryzyko bycia potraconym przez
>samochod wynika z indywidualnego wyboru?

[...]
>
Nie chcesz ryzykowac - nie wychodzisz z domu.
Proste ;)

>to tyle.
>witold.

Witold Witaszewski

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

Hi All

Poniedziałek Marzec 09 1998 00:51, Leszek Krowicki wrote to All:

>> no, wcale nie jestem pewien tej mocnej dyskusji. wydaje mi sie, ze
>> wplyw freonow na powloke ozonowa zostal juz wyjasniony.

LK> AFAIK zostalo jedynie dowiedzione, ze w pewnych okolicznosciach freony
LK> moglyby niszczyc warstwe ozonowa. Podstawowym problemem jest jednak
LK> to, w jaki sposob czasteczki freonu, gazu bardzo ciezkiego, w ogole
LK> moglyby dostac sie do gornych (bardzo gornych) warstw atmosfery.
LK> Fachowcy szacuja, ze taka dyfuzja freonu do gornych warstw atmosfery
LK> musialaby potrwac od 30 do nawet 200 lat.

o. tego nie wiedzialem.

LK> w rejonach polarnych? Wcale tez nie jest pewne, czy sama fluktuacje
LK> dziury ozonowej nie sa czasem zjawiskiem w pelni naturalnym.
LK> Ostatecznie wykryto ja raptem 20 lat temu, co wcale nie oznacza, ze
LK> wczesniej jej nie bylo, tylko ze wczesniej nie istnialy techniczne
LK> mozliwosci badania warstwy ozonowej.

cos w tym niewatpliwie jest.

LK> pozdrawiam
LK> Leff

to tyle.
witold.


Piotr W. Cholewa

unread,
Mar 9, 1998, 3:00:00 AM3/9/98
to

On 9 Mar 98 at 2:14, Witold Witaszewski wrote:
>
> AJ> Mnie raczej martwi ilosc ludzi ktorzy traktuja swirow jak ekologow.
> AJ> Uwaga: ekolog to nie jest ktos taki kto protestuje przeciwko
> AJ> elektrowni albo oblewa futra farba. To jest wlasnie swir.
>
> oj tak! trafiles w sedno.
> jak nazwac gosci, ktorzy uwazaja, ze od w zasadzie niegroznej elektrowni
> jadrowej fajniejsza jest friendly local elektrownia weglowa? ekologami?!

Mozna ich nazwac ludzmi wyjatkowo rozsadnymi. Rzecz w tym, ze
elektrownia jadrowa miala stac u Gdanszczan, a weglowe stoja u mnie
za oknem.

Zawsze proponowalem: nie chca takiej, nich sobie robia weglowe. Byle
u siebie. A my odcinamy kabel.

Do Khaliffa: to byl zart. Nie zamierzam naprawde odcinac kabla.

Marac

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Wiktor Kochanowski <alte...@cheerful.com> wrote in article
> Witold Witaszewski wrote in message <8892...@p10.f70.n480.z2.ftn>...
> >[ciach]

> > >> i naprawde chcialbys miec powodzenie u
> > >> takich egzemplarzy plci przeciwnej, ktore lgna do takich?
> > WK> Och, wpadamy w ten ton moralnej wyższości...
> >jaki ton moralnej wyzszosci? po prostu pytam. ja na przyklad nie
> chcialbym...

>
> [i dalej]
> > WK> Nie rozumiem,
> > WK> po co wpadasz w jakieś klimaty antydresiarskie.
> >bo tak sie sklada, ze mam alergie na ludzi w szelestach.
>
> Jeśli po prostu pytasz, to po prostu Ci odpowiem: tak, chciałbym mieć
> powodzenie również u takich egzemplarzy płci przeciwnej. A może dzisiaj
> bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką kiedyś stanowiło
> przestawanie z brudnymi hippisami?
BRUHAHA!!!

> To bardzo proste - skreślasz pewną grupę
> ludzi ze względu na ubrania, które noszą (czy parę innych zewnętrznych
> atrybutów stylu życia).
BRUHAHA!!!
Bycie dresiarzem nie ma nic wspolnego z noszonym przez niego ubraniem.
Dresiarz w garniturze nie przestaje byc dresiarzem. I widac na pierwszy
rzut oka, ze nim jest. Dresiarstwo to stan umyslu.
>
> [ekonomia kosmiczna]
> >a wszystkie lataja na marsa, do jowisza, i w ogole...
> >kasa jest w satelitach, nie w dalekich lotach. zeby wyslac wyprawe
> badawcza,
> >trzeba zainwestowac mase szmalu. a niewielu chce ryzykowac.
>
[cch]
>
> Na razie przeszkody przychodzą m.in. ze strony rządów. Po pierwsze, rządowe
> agencje kosmiczne konkurują z prywatnymi w wysyłaniu satelitów, czyniąc
> takie badania automatycznie mniej opłacalnymi. Po drugie, przeszkadza
> ustawodawstwo, które nadaje ciałom niebieskim status podobny, jak ma
> Antarktyda - wspólnej własności całej ludzkości. Czy z Dzikiego Zachodu
> zbudowanoby współczesną Amerykę, gdyby narody uzgodniły między soba, że jest
> on wspólną własnością ludzkości?
Moze i nie, ale _niestety_ tak sie nie stalo. Powinnismy sie modlic,
zeby kosmos (kiedys w przyszlosci) nie podzielil losu Dzikiego Zachodu.

> Zmieńmy prawo na podobne - ten, kto
> przyleci i zacznie eksploatować jakiś kawałek Kosmosu, automatycznie staje
> się jego posiadaczem - i zobaczymy wkrótce rój osadników i firm, chcących na
> tym zarobić.
Taaaaa.... I Coca-Cole zamiast Ksiezyca.
Troche przerazajace jest to co piszesz.
Pozdrawia zasmucony Marac
--

Michal Maracewicz
e-mail: ma...@polbox.com
...I'm in hell and I'm alone...

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Leszek Karlik, aka Mike wrote
>>Ale właśnie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby wszyscy
>>poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie. Co to jest, jak
nie
>>nawoływanie do altruizmu?
>

>Nie. To reklama, a nie nawolywanie do altruizmy.

To znaczy, żeby ludzie oglądali więcej CNN? Za miliard dolarów? Nie sądzę.

>Hmmm... Pytanie bylo:
>>khm, ze powtorze.
>>czy moglbys zaprezentowac jakies przyklady licznych zwyciestw postawy
>>altruistycznej, swiadczacych o tym, ze staje sie ona coraz popularniejsza?
>(koniec cytatu)
>
>Wiec wedlug Ciebie, to ze Bill Gates powiedzial, ze rozda pieniadze,
>to zwyciestwo postawy altruistycznej i swiadectwo, ze staje sie ona
>coraz popularniejsza?

Tak. Mógł powiedzieć - zgodnie z prawdą czy też nie - że pieniądze wyda na
pałace, jachty i dziwki. Najwyraźniej jednak uważa - lub myśli, że ludzie
powinni tak uważać - że rozdawanie pieniędzy jest moralnie lepsze, niż
wydawanie ich dla własnej przyjemności.

>
>>2. Z Twojego postu: "X-Newsreader: Forte Free Agent 1.1/16.230"
>>Nic mi nie wiadomo, aby istniała wersja Free Agenta na inne OS-y niż
>>Windows...
>Bo nie istnieje. Niestety, ale nie kazdy ma wlasny komputer na ktorym
>moze zainstalowac co mu sie zywnie podoba. Ja na przyklad korzystam z
>komputera biurowego, na ktorym Windowsy byc musza - bo Word to,
>niestety, standard oprogramowania biurowego. ;//

A może Netscape? Teraz już darmowy, a i tak tego Free Agenta sobie
zainstalowałeś.
A co do Worda będącego standardem biurowym, to nie widzę, dlaczego
"niestety". Jest to najlepszy obecnie edytor na rynku, a jedynym problemem
może być fakt, że jako standard jest to ruchomy cel ze wzlędu na ciągłe
zmiany formatów plików.

>>To oprogramowanie też jest substandardowe, bo we Free Agencie nie daje się
>>uzyskać polskich znaczków. Normalnie pomijam to milczeniem, ale sam się
>>prosisz.
>"No to co?"
>

>Prawde mowiac, nawet gdyby mozna bylo stosowac polskie znaczki, i tak
>bym tego nie robil.. Kwestia przyzwyczajenia.

A to już przeszkadza. My tego już nie zauważamy, ale nowi użytkownicy
miewają kłopoty z czytaniem "polskawego" tekstu.

>Nie mowiac o tym, ze mam alergie na produkty Microsoftu. Dlatego na
>pewno nie bede stosowal Outlooka. ;>


Stosuj co chcesz, byleby działało.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote in message <8894...@p10.f70.n480.z2.ftn>...

> PF> Prawdopodobieństwo, że moja
> PF> dziewczyna będzie zmuszona urodzić dziecko gdzie indziej niż w
> PF> cywilizowanym szpitalu uważam za zaniedbywalne.
>
>ok, twoje prawo.
>nawet jednak w cywilizowanym szpitalu zdolnosc do samodzielnego urodzenia
>dziecka znacznie ulatwi jej zycie. temu nie zaprzeczysz?

A zdolność pisania programów zapewni jej lepszego ojca dla tego dziecka. Tak
to działa.

>to tyle.
>witold.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote in message <8894...@p10.f70.n480.z2.ftn>...
>
> >> Wydaje sie, ze wlasnie wspomniane na poczatku dopasowywanie otoczenia
> >> do siebie, powoduje eliminowanie ryzyka z zycia, a w efekcie
> >> rozleniwienie i degeneracje. Pamietacie "Koniec Wiecznosci" Asimova?
>
> WK> Niekoniecznie - ryzyko przenosi się tylko na inny poziom. Dawniej
> WK> wychodząc z jaskini ryzykowałeś bycie zjedzonym przez tygrysa, dziś
> WK> wychodząc z domu ryzykujesz, że przejedzie Cię samochód.
>
> WK> Ponadto ryzyko kiedyś było w gruncie rzeczy niezależne od ludzkich
> WK> działań. Życie było niebezpieczne dla każdego i zawsze. Dziś mamy
> WK> większy wybór - ryzykują tylko ci, którzy chcą.
>
>sprzeeecznosc! opisane przez ciebie powyzej ryzyko bycia potraconym przez
>samochod wynika z indywidualnego wyboru?
>najpierw piszesz, ze dalej sie ryzykuje zyciem, tylko nieco inaczej, a
potem,
>ze teraz ryzykuje tylko ten co chce?


Sprzeczność tylko pozorna. Ryzyko ciągle jest, tylko bardziej selektywne.
Akurat bycie potrąconym przez samochód nie wynika z własnego wyboru
(aczkolwiek już spowodowanie wypadku drogowego - tak), ale wiele innych
rodzajów ryzyka jest dostępnych tylko dla tych, którzy się na nie godzą lub
je prowokują.

Moja konkluzja jest taka, że nie ma istotnej różnicy między ryzykiem z
punktu widzenia doboru naturalnego kiedyś a dziś, z wyjątkiem tego może, że
dziś ryzyko jest mniej losowe, a bardziej selektywne właśnie.

>to tyle.
>witold.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote

>[ciach]
> >> w skrocie powiem, ze uwazam przesadne zmiany srodowiska
>
> WK> Kto decyduje o tym, kiedy zmiany są przesadne?
>
>ja. to ja decyduje, jakie zmiany srodowiska uwazam za przesadne. a
chcialbym
>zaznaczyc, ze w calej wypowiedzi chodzi tylko o moje zdanie...

Zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa jakąkolwiek zmianę środowiska za
przesadną, chociażby owi swirujący ekoterroryści. Zamiast kierować się
opiniami, ludzie stosują rachunek zysków i strat i jak na razie świetnie na
tym wychodzą.

> >> (a takze
> >> kierowanie sie przy ich dokonywaniu zasada 'kto nie ryzykuje, ten nie
> WK> wygrywa')
> >> za dzialalnosc nieodpowiedzialna i niewlasciwa.
>
> WK> ... i jaką inną zasadą proponujesz się kierować przy zmianach
> WK> środowiska? A może wolałbyś, żeby środowisko się w ogóle nie
> WK> zmieniało?
>
>mysleniem. konkretnie mowiac, mysleniem troche wiecej o tych, ktorzy
przyjda po
>nas, a troche mniej o wlasnej kabzie.
>jestem idealista, wiem.

Gdyby każdy myślał w ten sposób, nic nie zostałoby osiągnięte. Nawet
zbudowanie drewnianego mostu nad rzeczką to już jest przecież zmiana
środowiska (bo akurat dany kawałek rzeczki będzie zacieniony i zginie parę
ciepłolubnych roślin wodnych).

> >> [ciach porod kleszczowy]
> >>
> >> WK> Otóż nie - bo moje potomkinie również będą miały do dyspozycji
> >> WK> kleszcze położnicze.
> >>
> >> a - zatem porod kleszczowy to dla ciebie brak klopotow?
>
> WK> Tak, bo żyję w świecie, w którym jest on możliwy.
>
>khm, ze sie powtorze - porod kleszczowy to dla cieie porod bez klopotow?
>naturalny?
>mozliwosc uszkodzenia dziecka pomijasz, jak rozumiem, takze?

Możliwość uszkodzenia dziecka przy skomplikowanym porodzie bez użycia
kleszczy jest znacznie większa. W porównaniu z tym poród kleszczowy to jest
właśnie poród bez kłopotów.

> >> WK> Czy 500 lat temu brak zdolności programistycznych
> >> WK> był obciążeniem dziedzicznym? Obydwa "obciążenia" są tutaj
> >> WK> symetrycznie nieistotne.
> >>
> >> uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc
> >> do samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne? interesujace
> >> podejscie...
>
> WK> Niezdolność do pisania programów komputerowych pośrednio wpływa na
> WK> możliwość posiadania dzieci. _W_dzisiejszym_świecie_.
>
>czy moglbys opisac mi ten posredni wplyw?

To proste - dzisiaj umiejętność programowania jest jedną z cech, które
zwiększają wartość potencjalnej matki na "rynku" partnerek. W ten sposób
osoba umiejąca programować ma większe szanse na związek i dzieci
(przypominam, że ciągle znakomita większość dzieci rodzi się w małżeństwach)
niż ta nie umiejąca programować. OK, wiem, że związek tych dwóch spraw jest
nieoczywisty i raczej wbrew stereotypom dotyczącym informatyczek (świnki
morskie itp.), ale może byłoby Ci łatwiej, gdybyś sobie za programowanie
podstawił księgowość albo znajomość literatury?

> WK> Niezdolność do
> WK> samodzielnego (np. bez kleszczy) urodzenia dziecka wpływa na tę
> WK> możliwość znacznie mniej (choć bardziej bezpośrednio).
>
>i uwazasz, ze niezdolnosc do urodzenia dziecka bez kleszczy nie jest oznaka
>slabosci organizmu matki?

Nawet najsilniejszym i najlepiej przygotowanym matkom zdarzają się trudne
porody. Ten akurat łatwo korygowalny feler układu rozrodczego może być
natomiast równoważony przez wiele innych zalet jej organizmu (i nie tylko) i
świetnych genów. Czy dlatego, że np. nosicielka genów wysokiego IQ (proszę,
nie dyskutujmy, czy IQ jest genetycznie warunkowane) ma problemy z porodem,
musimy wnioskować, że następuje degeneracja ludzkości?

> >> WK> Genetyczne obciążenie to nie to, co
> >> WK> arbitralnie za takowe uznamy; to cecha, która przeszkadza w
> >> WK> przeżyciu i rozmnażaniu się _w_danym_środowisku_. W naszym
> >> WK> środowisku takie rzeczy, jak zbyt wąskie biodra ewentualnej
> >> WK> matki w niczym nie przeszkadzają.
> >>
> >> pewnie - zawsze mamy kleszcze.
> >> waskie biodra kobiety przeszkadzaja w rozmnazaniu sie niezaleznie od

> >> tego, czy mamy srodki, by temu zaradzic, czy nie.


>
> WK> Ależ właśnie o to chodzi, że nie przeszkadzają. Gdyby było inaczej,
> WK> nie byłoby mnie na świecie dzisiaj. Twoja odpowiedź na pytanie
> WK> dlaczego sprowadza się tym samym do "bo tak".
>
>umknelo ci dosc wazkie rozroznienie - miedzy 'przeszkadzaja' a
>'uniemozliwiaja'. waskie biodra przeszkadzaja w rodzeniu dzieci - nie
>uniemozliwiaja go. czynia rodzenie dzieci trudniejszym. juz jasne?

Dziś tylko (nieznacznie) przeszkadzają, kiedyś znacznie częściej
uniemożliwiały. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie uważał wąskobiodrej
kobiety za genetycznie upośledzoną, a wręcz przeciwnie - całej masie facetów
się taka spodoba.

> WK> I jeszcze jedno: nie ma ludzi bez wadliwych genów. Na każdego można
> WK> coś znaleźć, niestety. U niektórych te geny się po prostu nie
> WK> uaktywniają, no i różnej straszliwości wady kodują. Ale znowu - ujemna
> WK> wartość tego samego upośledzenia genetycznego zależy od środowiska, w
> WK> którym nosiciel takich genów żyje. Pies bez nosa nie miałby szans
> WK> przeżycia w dzikim środowisku, natomiast dzisiaj jako kuriozum na
> WK> pewno zostałby przygarnięty przez jakąś miłośniczkę nietypowych psów i
> WK> miałby mnóstwo małych beznosych szczeniaczków.
>
>ano wlasnie. jesli juz jestesmy tymi beznosymi psami, to przynajmniej
starajmy
>sie miec takie srodowisko, zeby w nim wyzyc. nie dewastujmy go - nie
starajmy
>sie, zeby milosniczka nietypowych psow zniecierpliwila sie i wyrzucila nas
z
>domu, razem z malymi beznosymi szczeniaczkami...

Tylko, że środowisko, które zachwalasz, jest właśnie tym, w którym beznose
pieski przeżyć by nie mogły. Znacznie ważniejsze dla ich przeżycia jest
istnienie miłośniczek beznosych psów. Z Twojej własnej analogii wynika zatem
w gruncie rzeczy wezwanie do zachowania przede wszystkim środowiska
technicznego, a nie naturalnego.

> WK> Chyba, że nie będzie chciał tego robić. Jeśli defekt się uaktywnia, to
> WK> człowiek o nim wie, a kto chce mieć kalekie dzieci?
>
>niektorzy mysla, ze ich to ominie, niektorzy mysla ze dadza sobie z kalekim
>dzieckiem rade. niektorzy wreszcie nie wiedza, ze ich dziecko ma duze
szanse
>urodzic sie kaleka.

Ale dziś przynajmniej mamy szanse wiedzieć, że nasze dzieci mogą być
kalekie. Kiedyś takie dzieci rodziły się i umierały, dziś się często -
przyznaję, nie zawsze - po prostu nie rodzą. Efekt się równoważy, bo kiedyś
też nie wszystkie genetycznie uszkodzone dzieci umierały.

> >> racja. byloby jednak dobrze, zeby nie okazalo sie, ze wszyscy mamy

> >> zle geny.


>
> WK> Jak już napisałem, wszyscy mamy jakieś złe geny, zapytaj dowolnego
> WK> genetyka. Wzór doskonałego genetycznie człowieka nie istnieje.
>
>byloby dobrze, gdyby nie okazalo sie, ze wszyscy mamy geny, ktore
doprowadza
>nas do smierci.

Ech... życie to jest w ogóle choroba, która kończy się śmiercią [nie moje,
oczywiście].

To, o czym piszesz, jest niemożliwe. Zbyt duża jest pula różnych genów w
porównaniu z pojemnością jednostki.

> WK> > to jest zycie kleczac.


>
> WK> Bardzo nieprzejednana moralnie postawa. A pozwól, że spytam - czy np.
> WK> Pigmej z buszu, który nie zaznał dobrodziejstw cywilizacji żyje
> WK> bardziej "stojąc" niż uzależniony od narkotyków artysta rockowy albo
> WK> pisarz-alkoholik? Kim wolałbyś być?
>
>a co to ma do rzeczy?
>co lepsze: jajko na twardo czy dlugopis parkera?

Ale taki właśnie jest wybór. Cywilizacja to sprzedaż wiązana.

> WK> W takim razie znowu można to dwojako rozumieć. Dbanie o własne
> WK> interesy _i_nic_ponadto_ nikoniecznie oznacza, że w tym celu
> WK> poświęcamy interesy
> WK> innych. Można robić to grając według reguł.
>
>nie wydaje mi sie. jesli przez 'dbanie o wlasne interesy i nic ponadto'
>rozumiesz 'moje najwazniejsze i zwisa mi twoje na ten temat zdanie', to
chyba
>nie da sie utrzymac takiej postawy bedac w zgodzie z regulami.

W zgodzie z regułami Twoje zdanie mi zwisa. Twoje prawa - nie. Żeby mi
czegoś zakazać, potrzebujesz mocniejszego argumentu niż tylko opinia.

> WK> Jeszcze więcej przykładów?
> WK> * Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na potrzeby
> WK> ONZ.
> WK> * Bill Gates oświadczył, że rozda swoją fortunę na cele charytatywne,
> WK> zamiast przekazać ją małej Jennifer Gates.
> WK> * Tysiące młodych Amerykanów wyjeżdżają pomagać krajom drugiego i
> WK> trzeciego świata w ramach Peace Corps.
> WK> * Więcej niż kiedykolwiek jest różnych instytucji charytatywnych, a
> WK> niektóre są tak bogate, że stać ich na reklamy telewizyjne. Jeśli
> WK> oglądałeś kiedykolwiek CNN albo BBC to znasz slogan "Where there is
> WK> CARE, there is hope." I w ogóle - kiedy ostatnio słyszałeś, żeby ktoś
> WK> mówił, że jest dumny z zarobionych milionów i nie ma skrupułów, aby je
> WK> przeznaczyć na osobisty luksus? Bogacze dziś czują potrzebę
> WK> usprawiedliwiania się ze swojego bogactwa, czego wcześniej nie bywało.
>
>jakos nie spotkalem sie z usprawiedliwianiem sie z bogactwa. za to dume z
>zarobionych milionow i brak skrupulow w przeznaczaniu ich na osobisty
luksus
>widzialem nieraz.

To po co ja piszę te przykłady?
Różnica jest taka, że jeśli dumę z zarobionych milionów prezentuje mafioso,
to nie jest on idolem dla większości ludzi. Autorytety uznawane przez
większość natomiast wybierają właśnie to drugie podejście - choćby te
miliony uczciwie zarobili.

> >> WK> Sugerujesz, że dla społeczności internetowej brak wysportowania
> >> WK> jest atrakcyjny?
> >>
> >> sadze, ze dla spolecznosci internetowej wysportowanie rozmowcy jest
> >> cecha drugorzedna wobec jego/ jej walorow intelektualnych.
>
>
> WK> Doprawdy?
> WK> Jako członek społeczności internetowej oświadczam, że wolę
> WK> wysportowaną dresiarkę od mocno zaniedbanej intelektualistki...
>
>do rozmowy tez?

Ogólnie. Właściwie - chyba też. Imprezując miałem ostatnio przyjemność
tańczyć z kilkoma kobietami i jedna z nich była właśnie taką mocno
zaniedbaną intelektualistką, która starała się epatować swoją wiedzą i
planami naukowymi. Wyobraź sobie, z ulgą zmieniłem partnerkę na
bezpretensjonalną "dresiarkę" - sądząc po wyglądzie.

> WK> ale czy możesz zagwarantować, że za 10
> WK> lat dresiarze nie będą mieli własnych grup dyskusyjnych i stron WWW?
>
>no coz - jesli czlowiek dochodzi do poziomu _dyskusji_, o poziomie listy
>dyskusyjnej nie mowiac, to przestaje byc dresiarzem. moze nawet dalej
chodzic w
>dresie - ale dresiarzem juz nie jest.

Ach, subtelna zmiana nazewnictwa.
A jeśli ktoś czyta grupy dyskusyjne _i_ słucha disco polo i chodzi na
imprezy do "Colosseum"? Znam takiego faceta, naprawdę, produkuje się na
pl.rec.motocykle :-)

> WK> A może
> WK> dzisiaj bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką kiedyś
> WK> stanowiło przestawanie z brudnymi hippisami?
>
>czy jestes w stanie wyodrebnic jakas ideologie dresiarzy, jakies podstawy
do
>prowokacji obyczajowej? jakies dresiarskie przeslanie? jakies wartosci
gloszone
>przez dresiarzy?

Dres. Disco polo. Szmal. Szybki, niezobowiązujący seks. Piłka nożna.

Jak to się różni od ciuchów w kwiaty, rock'n'rolla, ostentacyjnego
wyrzekania się szmalu, równie szybkiego, niezobowiązującego seksu i rzucania
dla sportu kamieniami w policję przez hippisów?

> WK> To bardzo proste -
> WK> skreślasz pewną grupę ludzi ze względu na ubrania, które noszą (czy
> WK> parę innych zewnętrznych atrybutów stylu życia).
>
>skreslam pewna grupe ludzi ze wzgledu na pewne zewnetrzne atrybuty stylu
zycia.
>konkretnie ze wzgledu na rodzaj prezentowanych zachowan stadnych. zwlaszcza
nie
>podoba mi sie sklonnosc do bezmyslnej, losowej przemocy. sklonnosc do
>nieliczenia sie z prawami innych.

A jeśli komuś nie podoba się skłonność do przebywania w komunach i
ideologicznego wyrzekania się przemocy przez hippisów? Których można również
zidentyfikować przez pewne zewnętrzne atrybuty stylu życia?

> WK> No to dresy!!! Jak najbardziej odblaskowe! I ciemne okulary. Jak
> WK> widać, dresiarze wiedzą, co dobre...
>
> WK> A bardziej serio, to najcieńszy materiał chroni od promieniowania UV
> WK> lepiej niż powłoka ozonowa. Spójrz sobie na słońce przez ozon i przez
> WK> batyst, to się przekonasz...
>
>koniec z opalaniem, chlip chlip....
>masz racje.

I tak przestaje być modne (chociaż akurat nie u nas).
I bardzo dobrze zresztą. Mnie osobiście rozśmiesza widok zalegających
pokotami na plaży kobiet, które zamiast pluskać się w wodzie wolą nie
ruszając się godzinami wylegiwać na słońcu.

>
>to tyle.
>witold.
>
Wiktor

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote

> >> niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby
> >> chcial) skutki zmian jakie wprowadzaja?
>
> AJ> Nie wszystkie. Co z tego?
>
>ktoras z tych zmian, albo kombinowany efekt kilku z nich moze doprowadzic
do
>'gpf' - generalnego p***niecia fszystkiego. a duzo tych zmian,
powiedzialbym
>nawet, ze wiekszosc, wprowadzana jest nawet bez prob przewidzenia
konsekwencji.

Kombinowany efekt zmian genetycznych się może ujawnić praktycznie tylko tam,
gdzie populacja jest bardzo mała - nie dziś, w epoce, gdy mało kto znajduje
partnera w miejscu, w którym się urodził. To jeszcze jeden powód, dla
którego jakość populacji genów się nie pogarsza. Dzięki rozwojowi transportu
nie ma już przysłowiowych wiosek idiotów.

>chyba, ze cos sie rypnie. a zdaje mi sie, ze do zburzenia kulturalnego,
>cywilizowanego swiata, w ktorym zyjemy nie potrzeba zbyt duzo. nie potrzeba
>apokalipsy, zeby zmusic nas do uzywania technologii sprzed stu lat -
nieduza
>wojna w zupelnosci wystarczy. i jak trzeba bedzie nagle powrocic do 'metod
>tradycyjnych', to jest problem...

Ale jak wrócimy, to się to samo rozwiąże, jak już pisałem. W sposób
okrutny - ale tak właśnie drzewiej bywało.

> >> patrz wyzej. poza tym, teraz ludzie z zespolem downa,
> >> fenyloketonuria, zespolem turnera nie umieraja w dziecinstwie. czesc
> >> z nich zapewne bedzie miala dzieci.
>
> AJ> Ludzie z zespolem Downa nie moga chyba miec dzieci.
>
>sa inne nieciekawe choroby przenoszone genetycznie.

To jak dotrwały do naszych czasów? I dlaczego dzisiaj miałyby mieć większą
szansę, skoro potrafimy wykrywać nawet takie wady genetyczne, które się nie
zawsze ujawniają i przechodzą przez linie boczne?

> AJ> No i co z tego? PRzeciez medycyne mamy. A jakby miala byc katastrofa i
> AJ> medycyna przestalaby istniec, to ktostam by przezyl, jest nas duzo.
>
>no, ktostam by przezyl z pewnoscia. pytanie, jak dlugo?

To właściwie co proponujesz?
Bo wybór jest chyba taki: albo rezygnujemy z medycyny i eliminujemy złe geny
w sposób naturalny, albo nie rezygnujemy i dajemy upośledzonym genetycznie
jednostkom szansę przeżycia. A jest nas naprawdę tak dużo, że jakby wymarło
99% procent populacji, to i tak ten jeden procent czystych genetycznie ludzi
będzie to więcej niż 10 000 lat temu.

> >> a o uzaleznieniach to chya powinienes sie troche wiecej dowiedziec.
>
> AJ> Jest pewna grupa ludzi nie uzaleznionych (np. ja). Jesli by sie
> AJ> okazalo ze ludzkosc juz nie moze dostarczyc uzaleznionym ich
> AJ> chemikaliow to0 reszta odbuduje populacje.
>
>jak mowi powiedzenie: 'przetrwanie silniejszego jest ok, dopoki to ty
jestes
>silniejszy.'

Ale tak było. Zaczynasz niezauważalnie dyskutować sam ze sobą...

> AJ> Kasa jest pojeciem wzglednym. To nie jest tak ze kasa albo w czyms
> AJ> jest albo jej w tym nie ma. To zalezy od wielu czynnikow: koniunktury,
> AJ> stanu naturalnych zasobow, rozkladu kapitalu. W koncu w takim wojsku
> AJ> tez summa summarum nie ma kasy.
>
>pewnie ze nie. w wojsko kase laduje sie bez widokow na zwrot nakladow. ale
>podroze kosmiczne to troche inna sprawa. rzady nie zrobia, bo nie ma po co,

Czasem jest po co. Jak na księżyc będzie można polecieć za <$100m, to
wkrótce, jak tu już ktoś pisał, będzie można zobaczyć na Księżycu logo
Coca-Coli albo Marlboro.

>prywatni tez nie, bo zyskow z tego nie bedzie. i finito.

Kwestia kosztów i dowodu, że to się da zrobić. Jesteśmy tego coraz bliżej.

>to tyle.
>witold.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote

>
> >>> * Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na
> >>> potrzeby
> WK> Ale właśnie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby wszyscy
> WK> poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie. Co to jest,
> WK> jak nie nawoływanie do altruizmu?
>
>wywolywanie poczucia winy, jak sam napisales.


Tak bezinteresownie - toż to kwintesencja altruizmu! :-)

> WK> Ja też nie żądam, tylko uprzejmie wskazuję wadę w jego oprogramowaniu.
>
>hehe, uprzejmie. 'zmien program, albo w ogole zrezygnuj z czytania newsow
przez
>fido'. kultura, elegancja i szyk.

Owszem. Mogłem napisać "zmień program, przestarzały luzerze archaicznej
>>sieci<<, bo psujesz wszystkim dzień". A przecież naprawdę nie musisz,
możesz ręcznie dodawać "Re:" do nagłówka. Mam tylko nadzieje, że GoldEd na
to pozwala.

> WK> Ale to nie ma znaczenia. Jeśli widzę, że ktoś chodzi po ulicy jak
> WK> lunatyk, to nie muszę się pytać innych, żeby widzieć, że to im
> WK> przeszkadza, nawet, jeśli są zbyt dobrze wychowani, żeby zwracać na to
> WK> uwagę.
>
>a jak ten przyklad ma sie do czytania newsow? konkretnie, chcialym
wiedziec,
>skad wiesz, ze innym to tez przeszkadza?

Domyślam się. Jeśli ja, będąc raczej doświadczonym użytkownikiem Usenetu,
mam problem ze zidentyfikowaniem, co jest odpowiedzią na co, to inni raczej
też.

> WK> Jak już napisałem, jest to ton wyższości technologicznej :-)
>
>phe, roznica...

Owszem. Nie piszę przecież, że Fido jest moralnie gorsze. Sam kiedyś
używałem. Ale faktem jest, że normalny newsreader jest bardziej zaawansowany
technologicznie właśnie.

>to tyle.
>witold.

Wiktor


Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

On Tue, 10 Mar 1998 01:53:10 +0100, "Wiktor Kochanowski"
<alte...@cheerful.com> has disseminated foul capitalist propaganda by
writing:
[...]

>>Nie. To reklama, a nie nawolywanie do altruizmy.
>
>To znaczy, żeby ludzie oglądali więcej CNN? Za miliard dolarów? Nie sądzę.

Czemu nie? Dla TT miliard w ta, czy w tamta, to mu nie robi, a ma z
tego:
a) reklame
b) spokojne sumienie (ufff. dalem milion na dobre cele, nie jestem
zlym sknera trzymajacym pieniadze dla siebie)

To nie jest altruizm. IMTAO, oczywiscie.

[...]


>>Wiec wedlug Ciebie, to ze Bill Gates powiedzial, ze rozda pieniadze,
>>to zwyciestwo postawy altruistycznej i swiadectwo, ze staje sie ona
>>coraz popularniejsza?
>
>Tak. Mógł powiedzieć - zgodnie z prawdą czy też nie - że pieniądze wyda na
>pałace, jachty i dziwki. Najwyraźniej jednak uważa - lub myśli, że ludzie
>powinni tak uważać - że rozdawanie pieniędzy jest moralnie lepsze, niż
>wydawanie ich dla własnej przyjemności.

Jak juz powiedzialem - IMO jest to postawa lansowana przez media. Wiec


[...]


>
>A może Netscape? Teraz już darmowy, a i tak tego Free Agenta sobie
>zainstalowałeś.

Newsreader netszkapy mi sie nie podoba. I tyle. (Ale jako browsera
stosuje, czemu nie...)

>A co do Worda będącego standardem biurowym, to nie widzę, dlaczego
>"niestety". Jest to najlepszy obecnie edytor na rynku, a jedynym problemem
>może być fakt, że jako standard jest to ruchomy cel ze wzlędu na ciągłe
>zmiany formatów plików.

Dlaczego niestety? Ummm... Widzisz, pracowalem na chyba wszystkich
Wordach pod Windowsy, i mimo ciaglego ulepszania sprzetu Word
spowalnia, dodawane sa te wszystkie cholerne bajery, a jedyny powod
dla ktorego na jednym z komputerow mamy zainstalowany W97 zamiast W7
jest to, ze nie chcialo mi sie instalowac filtrow na pozostalych i
odinstalowywac W97. A i tak pracuje na W7. (Nie mowiac o tych
zarabiscie wielkich plikach ktore word z takim zamilowaniem
produkuje.)
Chyba lepiej przestane zanim piana zakapie mi cala klawiature... (Z
reszta to nie jest temat na listserv.sf-f... ;))

[...]


>>Prawde mowiac, nawet gdyby mozna bylo stosowac polskie znaczki, i tak
>>bym tego nie robil.. Kwestia przyzwyczajenia.
>
>A to już przeszkadza. My tego już nie zauważamy, ale nowi użytkownicy
>miewają kłopoty z czytaniem "polskawego" tekstu.

Pity them.
;P

>>Nie mowiac o tym, ze mam alergie na produkty Microsoftu. Dlatego na
>>pewno nie bede stosowal Outlooka. ;>

>Stosuj co chcesz, byleby działało.

A dziala, dziala... Nawet posty ladnie sortuje wedlug watku, bez
potrzeby wstawiania jakiegos "Re:"...
Heh heh.

Niesamowity Mlotek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

On Thu, 5 Mar 1998, Bartlomiej Ogryczak wrote:

> Pawe³ Pluta wrote:
--CIECIE-
> Niew±tpliwie ;-)
> Kiedy jaka¶ koreañska sekta zapowiada³a koniec ¶wiata

> CNN tak na wszelki wypadek ustawil 20 kamer w Seulu ;-)

> Wyobra¼cie sobie wp³ywy z reklam w czasie transmisji z koñca ¶wiata...


> --
> Bart
> ---
> "If you belive the western sun is falling down on everyone"
> http://rainbow.mimuw.edu.pl/~bart | Genera...@ThePentagon.com

Najbardziej oplacalny interes interes to wykupic czas reklamowy i zalatwic
sobie odroczona platnosc (np.14 dni). Ha! 30 minutowa reklama to jest
dopiero cos. Niestety trzeba miec 100% pewnosc co do daty...
----
Only you can stop the Evil.
Michal Mlotek vel OBCY
mlo...@intra.mp.pw.edu.pl
http://mlotek.home.ml.org


Niesamowity Mlotek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

On Thu, 5 Mar 1998, Wiktor Kochanowski wrote:

> Niesamowity Mlotek wrote in message ...
> >Dlaczego? Otoz:
> >1) Czlowiek w ciagu mijajacych wiekow caly czas sie rozwija.
> >TAK. Rozwija sie pod wzgledem umyslowym - nowe wynalazki, prawa, srodki
> tran-
> >sportu, leki itp. Niestety caly ten rozwoj niszczy czlowieka jako takiego.
>
> Cz³owieka jako takiego - co masz na my¶li? S±dz±c po dalszych akapitach -
> ludzkie cia³o. Có¿ za skrajny materializm...

Tak. Czlowieka jako cialo.

> >2) Czlowiek potrafi sie przystosowac do zmiany warunkow otoczenia.
> >
> >TAK, ale nie do konca. Najczesciej stara sie dopasowac to otaczenie do
> siebie.
>
>
> Co z tego?

1) Rosnace zatrucie srodowiska
2) Zmiany w ukladach wody.
3) Rabunkowa dzialalnosc wydobywcza - degradacja srodowiska
4) Wytluczenie nieodpowiadajacych nan zwierzat

> >3) W przypadku zagrozenia ludzie beda potrafili sie zjednoczyc.
> >
> >NIE. Zjednoczyc potrafia sie ludzie, ktorych cos laczy. W przypadku ogolno-
> >swiatowego zagrozenia ludzie (wszyscy) nie beda potrafili sie polaczyc.
> Zawsze
> >ktos bedzie chcial zrobic na tym interes, albo stwierdzi, ze "gowno go to
> obcho-
> >dzi, a on na zadnych indiancow z Amazonskich lasow (pogozelcow, powodzian
> itp)
> >placil nie bedzie, bo on mieszka gdzie indziej". A takich bedzie duzo.
>
> 1. Wymieñ te zagro¿enia

Oto przyklady -
Czysto ludzkie:
- komus walnie kilka glowic w silosach
- jw. tyle ze zarazki
-

Przyrodnicze
- powodz (jako efekt cieplarniany)
- dziura ozonowa (taka wieksza)
Chcesz wiecej - poczytaj fantastyke. Tam jest duzo pomyslow na takie
zagrozenia.

> 2. Znacznie wiêcej dzieli ludzi ni¿ tylko miejsce zamieszkania. Znacznie
> wiêcej te¿ ich ³±czy. Ot, choæby ja - wola³bym siê "po³±czyæ" z czytelnikami
> listy SF-F (choæby i z Australii czy gdzie tam nas czytaj±) ni¿ z menelami z
> mojego bloku.
>
> > W wyniku rozwoju lecznictwa coraz bardziej zwieksza odsetek ludzi, ktorzy
> >odchodza od normy "czlowieka zdrowego".

Moj blad. Chodzilo mi o choroby dziedziczne

> Doprawdy?
> Gdzie 200 lat temu znalaz³by¶ zdrowego 30-latka z wszystkimi zêbami? Taki
> facet rzeczywi¶cie odbiega od ówczesnej normy cz³owieka zdrowego...

A teraz stomatolodzy to z glodu umieraja? Rozwinela sie kultura i
profilaktyka.

> > Przykladem moze byc nizej podpisany -
> >wada wzroku (astygmatyzm, krotkowzrocznosc), jak stwierdzil lekarz, wada
> wro-
> >dzona, jet to wada czesta w mojej rodzinie. Sa oczywiscie inne choroby,
> ktore
> >moga sa dziedziczne a z ktorymi mozna zyc i rozmnazac sie.
>
> Hmm. Ni¿ej podpisany z kolei by³ wyci±gany z brzucha mamusi za g³ówkê za
> pomoc± kleszczy po³o¿niczych. 500 lat temu zapewne ani ja, ani moja szanowna
> Mama nie prze¿y³aby tego porodu. Ale czy komplikacje takie oznaczaj±, ¿e
> jestem dziedzicznie obci±¿ony lub skazany na bycie wiecznym s³abeuszem?
>
Nie, ale (jesli wspominasz o porodzie) szersze biodra (miednica)
wydatnie ulatwiaja porod. A czy bodowa kostna czlowieka jest przekazywana
genetycznie z pokolenia na pokolenie, tego nie jestem pewien.

> > Ciagla degeneracja puli genetycznej ludzkosci jest faktem.
>

> Jak j± mierzysz? Podasz jakie¶ ¼ród³a tego "faktu"
Ciaglym wzrostem roznego rodzaju uczulen. W czasach gdy ludzie polowali na
posilek, takiemu kichajacemu lowcy nie wrozylbym zbyt obfitego posilku.
Pomiar liczbowy, dane z ZUS-u.

> > Niestety ciagly rozwoj techniki ( i przemyslu) wplywa nie tylko na
> czlowieka
> >jako takiego, lecz takze na jego otoczenie.
>
> Niestety? Facet, nie jeste¶ z partii luddystów przypadkiem?

Niestety wplywa, a nie niestety rozwoj.
Nie jestem takze z partii.

> >A to otoczenie rowniez zmienia lu-
> >dzi. I to nie tylko pod wgledem fizycznym, ale i psychicznym.
> > Wiekszosc czasu przebywamy w zamknietych pomieszczeniach, a widok z okna
> jest
> >tez najczesciej ograniczony innym blokiem. Nie nalezy sie dziwic jesli sie
> >okaze, ze ponad 26% spoleczenstwa cierpi na agorafobie, czyli strach przed
> >otwarta przestrzenia (wg.badan przeprowadzonych w USA).
>
> Z drugiej strony, na pewno znacznie mniejsza czê¶æ spo³eczeñstwa cierpi na
> klaustrofobiê - pomy¶la³e¶ o tym?

Cos za cos? Byc moze, przyznam, ze nie spojrzalem na to z tej strony.
Ciekawe co sie porobilo z lekiem wysokosci?

> >Coraz mniej chodzimy,
> >nawet jesli sie trzeba dostac na pierwsze pietro z parteru, to 70% badanych
> woli
> >uzyc windy niz isc.
> >Nastepuje coraz wieksze uzaleznienie od roznego rodzaju chemikaliow.
>
> Wolê byæ "uzale¿niony" od aspiryny i ¿yæ 70 lat ni¿ bez uzale¿nienia ¿yæ lat
> 30.

A Cola :), papierosy, narkotyki, kawa (to nie jest zart), wszelkiego
rodzaju antybiotyki o wodzie ognistej nie mowiac?

Jesli regularne przyjmowanie kwasu ortofosforowego (to takie cos czym
mozna trawic szklo) przedluza zycie, to ja nie jestem Obcy.

> >Coraz mniej dba sie o sprawy ogolne, a coraz wiecej o prywatne.

> To ¼le?
> Zreszt±, ja zauwa¿am trend dok³adnie odwrotny.

> >Rozwoj telekomunikacji w krotkim czasie moze doprowadzic do calkowitego
> braku
> >koniecznosci poruszania sie.
>
> Nie doprowadzi raczej natomiast do braku _ochoty_ do poruszania siê.
> Dobór naturalny ci±gle dzia³a. Wiêksze szanse maj± u p³ci przeciwnej
> wysportowani, aktywni partnerzy ni¿ ro¶liny siedz±ce ca³ymi dniami przed
> telewizorami.
>
> > Srodki chemiczne powoduja nieodwracalne zmiany w
> >organiznie - bardzo wiele skladnikow na dzialanie mutagenne (np. ocet).
>
> Rany boskie. Chyba zwrócê tê sa³atkê z sosem vinegarette.
Z tym octem to nie zart, kwas octowy ma (w wiekszych ilosciach) naprawde
takie dzialanie.
>
> > Elektrownie atomowe sa grozne i niebezpieczne (wyjasnienie - jesli cos
> sie sta-
> >nie) - co z tego, ze ze zwyklych weglowych caly czas sypie sie na nas
> mutagenny,
> >radioaktywny pyl.
>
> ¯ycie w ogóle jest gro¼ne i niebezpieczne. Ka¿dego dnia na g³owê mo¿e spa¶æ
> Ci meteoryt.

Prawdopodobienstwo kolego, a poza tym nie musisz wychodzic z domu.



> > Efekt cieplarniany - Eeee tam! Bujdy - mowi, wyjmujac lody z lodowki.
>

> Co maj± akurat lodówki i lody do efektu cieplarnianego?
> A w ogóle komputer, na którym napisa³e¶ te s³owa, z¿era jakie¶ 10 razy
> wiêcej pr±du ni¿ przeciêtna lodówka - i wszystko zamienia siê w ciep³o.

Akurat chodzi o freon ze starszych typow lodowek.

> > Wzrost promieniowania UV i kosmicznego dochodzacego do powierzchni
> Ziemi -
> >Jakie mozliwe mutacje, to nie Czernobyl.
>
> Kolego, mieszasz dwie rzeczy.
> Promieniowanie UV mo¿e ci co najwy¿ej uszkodziæ skórê i to tylko wtedy, jak
> siê bêdziesz bardzo stara³. Ale jest proste rozwi±zanie - no¶ ubranie. Mo¿e
> byæ z lnu.

UV to nastepny srodek mutagenny (to nie ja wymyslilem), a jak duzo ludzi
na plazach chodzi w ubraniu

- CIACH -
Tutaj o wzroscie zachorowan.
Tak traktuje rodzaj ludzki (w tym przypadku) jako jedna biomase, w ktorej
wystepuje procentowy wzrost zachorowan.
>
> >ilosc ludzi z chorobami spowodowanymi zyciem w ciaglym napieciu - rosnie
>
> Co¶ za co¶. Ka¿dy mo¿e wypa¶æ z wy¶cigu szczurów, je¶li chce.

Albo zdechnac na "karoshi", to taki syndrom zajezdzonej kobyly coraz
bardziej "popularny" u Japonczykow.

> >ilosc ludzi pracujacych nad nowymi broniami biologicznymi - rosnie
> To mnie naprawdê przekonuje - sk±d masz ten dostêp do tajnych danych o
> liczbie ludzi pracuj±cych nad nowymi broniami biologicznymi?

Proste - dane o procencie mlodych ludzi konczacych uczelnie w USA i
zatrudniajacych sie w przemysle wojskowym nie sa tajne. Wystarczy spojrzec
na biochemie i porownac z zeszlymi latami.



> >Ilosc ludzi, ktorzy traktuja ekologow jak swirow - rosnie
> >(1995 - 6% 1997 - 21% w USA)

> No, ja siê nie dziwiê.

Nie jestem ekologiem! :)

- CIACH reklamy -

> A nie przychodzi Ci do g³owy, ¿e te produkty rzeczywi¶cie robi± to, co
> obiecuj±?

Tak najpierw wywoluje sie stan napiecia, a potem likwiduje tymi
produktami. Jednoczesnie likwiduje sie podejrzenia, ze moze rzeczywiscie
co sie dzieje nie do konca dobrego.



> >Zyjemy w pieknych czasach, ale kiedys to wszystko dupnie.
>

> Có¿ za fatalizm. I tak wszyscy umrzemy.

Ale moze w sposob spokojny i nie pomagajac innym

> Mam scenariusz alternatywny - wszystko bêdzie dobrze, wymy¶limy
> antygrawitacjê, potem podró¿e nadprzestrzenne i rozprzestrzenimy siê po
> ca³ej galaktyce. Co nas powstrzyma?
>
> Wiktor

My - OBCY. Jak? Obejrzyj we wtorek o godz. 20.00
A tam wyklul sie tylko jeden...
Pelen nadziei
OBCY aka Michal Mlotek
mlo...@intra.mp.pw.edu.pl
mlotek.home.ml.org


Wojciech Moczydlowski, Jr

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

> Do Khaliffa: to byl zart. Nie zamierzam naprawde odcinac kabla.
>
> PWC

To, co lubie u Ciebie, to wlasnie te malostkowe zlosliwosci.

Khaliff TM kha...@rhea.ids.pl
http://rhea.ids.pl/~khaliff

"Nie chce mi sie zmieniac tej sygnatury."


Janusz A. Urbanowicz

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

"Lech Zaciura" <bil...@friko2.onet.pl> writes:

> Piotr W. Cholewa <pcho...@usctoux1.cto.us.edu.pl> napisał(a) w artykule

> > On 5 Mar 98 at 15:25, Pawe Pluta wrote:
> > >
> > > Nie znam najnowszych badan, ale zdaje mi sie, ze do ogladania konca
> swiata
> > > w zupelnosci zbedna bedzie transmisja, bo kazdy sobie sam obejrzy.
> > >

> > Beda powoli gasly gwiazdy... Pamietacie Dziewiec miliardow imion
> > Boga?
> >
> > PWC
>
> Pamietamy, pamietamy. Pecetem te imiona poskladali - to chyba juz czas,
> nie? ;-)

A iluliterowe miały być ? Bo siedmioznakowych przetestowanych jest 89%..

Alex

--
Janusz A. "Alex" Urbanowicz, student of physics, Toruń DHP network admin
e-mail: Janusz.U...@bofh.org.pl WWW: http://eris.phys.uni.torun.pl/~alex/
"Płynąć chcę na Wschód, za Suez, gdzie jest dobrem każde zło,
gdzie przykazań brak dziesięciu a pić można aż po dno" -- Kipling

Niesamowity Mlotek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

On Fri, 6 Mar 1998, Wiktor Kochanowski wrote:

> Witold Witaszewski wrote in message <8891...@p10.f70.n480.z2.ftn>...

- spore CIACH -

> Zauwa¿, ¿e ludzie, którzy wiedz± o jakiej¶ wadzie swoich genów, czêsto
> powstrzymuj± siê od posiadania dzieci. Zreszt±, to nieistotne w kontek¶cie
> dla zagro¿enia rasy ludzkiej - tak d³ugo, jak istnieje nowoczesna (i coraz
> nowocze¶niejsza) medycyna, niewa¿ne s± genetyczne defekty, które potrafi ona
> skorygowaæ. A gdyby co¶ mia³o siê wydarzyæ, co cofnê³oby nas na jaki¶
> wcze¶niejszy poziom, to przecie¿ dobre geny nie gin± - geny z³e natomiast z
> powrotem zabij± swoich nosicieli, wiêc problem siê sam rozwi±¿e.

Nestety nie moge sie zgodzic. Ludzie nie zawsze powstrzymuja sie od
posiadania dzieci z tego powodu. Po drugie _nie ma czegos takiego jak zle
czy dobre geny_ jesli nastapila mutacja to gen (lub komorka) zostal
zmieniony, jesli zmiana nastapi w plazmie dziedziczacej to problem jest i
bynajmniej sam sie nie rozwiaze.

- znow CIACH -
> badañ z USA"... te 26% wydaje mi siê zreszt± mocno przesadzone. 1/4 ludzi w
> Stanach ba³aby siê przebywaæ pod go³ym niebem?

Takie sa odpowiedzi w ankietach. Nie kwestionuje - nie wiem wsrod kogo
prowadzono ankiete, jesli ludnosc miast, to by wiele tlumaczylo.

- CIACH -
> Je¶li jaki¶ ¶rodek przed³u¿a ¿ycie milionom ludzi, to mo¿na chyba
> powiedzieæ, ¿e jeste¶my od niego uzale¿nieni? Nie s±dzê, aby NM mia³ na

TAK. Nie tylko zle rzeczy uzalezniaja.

- CIACH -
> Spójrz, kto jest dzisiaj wzorem dla "o¶wieconych" ludzi. Matka Teresa,
> ksiê¿na Diana, Bill Clinton. Czy to s± postacie egoistyczne?
^^^^^^^^^^^^
Przyjacielu, uwazasz, ze akcja "Pustynna Burza" nie jest egoistyczna (dla
USA) ? Ha! Dlaczego wobec tego Saddam (za tluczenie Kurdow), Jugoslawia i
Rosja nie goszcza jeszcze chlopcow z US Marines? Bo nie maja ropy dla
Stanow vide to sa wewnetrzne sprawy tych krajow.

- CIACH o dresiarzach -

Panowie. O gustach sie nie dyskutuje

> > WK> ¯ycie w ogóle jest gro¼ne i niebezpieczne. Ka¿dego dnia na g³owê mo¿e
> > WK> spa¶æ Ci meteoryt.
> >
> >zostalem zmiazdzony potega tego argumentu.
>
> Nic dziwnego, meteoryty swoje wa¿±.
> A argument by³ najzupe³niej powa¿ny. Jak kto¶ wychodzi z domu, to musi siê
> liczyæ z tym, ¿e spadnie na niego meteoryt. Jak kto¶ nie chce mieæ
> zaczadzonej okolicy, to niech siê pogodzi z tym, ¿e elektrownia mo¿e mu
> wybuchn±æ. Szanse s± podobnego rzêdu.

Nie, szanse nie sa podobnego rzedu jesli piszesz o meteorach ktore moga
cie utluc. Jescze nalezy sie liczyc z tym, ze jacys eko-terrorysci
moga wysadzic uklad chlodzenia elektrowni jednoczesnie blokujac prety
paliwowe wewnatrz stosu.

> >
> >o freonie slyszales moze?
>
> S³ysza³em, ale nie wiem, co ma wspólnego z efektem cieplarnianym. S± pewne
> (mocno dyskutowane) wskazówki, ¿e mo¿e wp³ywaæ na rozmiary dziury ozonowej i
> w ten sposób zwiêkszaæ natê¿enie promieniowania UV, ale to dopiero nastêpny
> akapit. I jeszcze jedno - lody dla tego, kto wska¿e mi, kto w dzisiejszych
> czasach robi jeszcze lodówki z freonem.

Robic sie nie robi, ale posiadac, to i owszem.

> To dlaczego jeszcze dzisiaj ¿yjemy w du¿ym napiêciu, nawet, je¶li tego nie
> chcemy?

Jak nie chcesz to nie musisz. Przykre jest to, ze wybieramy zycie w
napieciu.

- CIACH -


> >chocby dlatego, ze jesli nie bedzie w tym kasy, to nikt tego nie zrobi.
>

> Dlaczego z góry zak³adasz, ¿e nie bêdzie w tym kasy? Przemys³ kosmiczny
> dawno zwróci³ nak³ady poniesione na niego, nie tylko w op³atach za
> wynoszenie na orbitê satelitów, ale we wszystkich nowych technologiach,
> jakie zosta³y przy okazji opracowane. Dzi¶ wiêcej chyba startuje ju¿ rakiet
> prywatnych ni¿ rz±dowych.

Na Marsa leci chyba ekspedycja rzadowa, a poza tym to glowne pieniadze w
przemysl kosmiczny (badania nad sprzetem itp) pakowalo wojsko. Skonczyl
sie wyscig zbrojen i pod jednym wzgledem zaluje tego. Kolonizacja Ksiezyca
bylaby pewnie porzadnie zaawansowana, a i na Marsie ludzie juz by byli.

>to tyle.
> >witold.
>
> Niestety, to za ma³o.
> Wiktor.
>
> PS. Skonfiguruj sobie klienta na dodawanie "Re:" do odpowiedzi, bo
> zauwa¿y³em, ¿e wiele razy "³ama³e¶" ju¿ w±tki. Albo w ogóle zrezygnuj z
> dostêpu do newsów przez Fido... przecie¿ to czysty masochizm. Postêp
> techniczny (wspó³czesny internet zamiast staro¿ytnego Fido BBS) naprawdê
> mo¿e Ci pomóc.

Wiktor! Kultury troche. To, ze sie nie uzywa Windows, to nie oznacza, ze
sie jest technofobem.
-----
Friends help you move.
Real friends help you move bodies.
Obcy aka Michal Mlotek
mlo...@intra.mp.pw.edu.pl
mlotek.home.ml.org


Wagrowski, Konrad

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to


> ----------
> From: Ewa Pawelec[SMTP:ufpa...@cyf-kr.edu.pl]
> Reply To: SF-F Distribution List
> Sent: 9 marca 1998 12:01
> To: sf...@uci.agh.edu.pl
> Subject: Re: Upadek ludzi
>
> Wagrowski, Konrad <KWagr...@eragsm.com.pl> wrote:
> > Jestes maksymalistka. Odpowiedziec, ze podobaja sie wysportowani i
> > madrzy mezczyzni, czy tez piekne i inteligentne kobiety to kazdy
> > potrafi. Niestety podalem konkretne przyklady. Pytanie takie ma sens
> gdy
> > wybor jest trudny. No wiec jak? ;-)))
> Szuka sie po prostu dluzej :-P
>
> EwaP
>
Czasem cale zycie.
Konrad R. Wagrowski


Niesamowity Mlotek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

On 6 Mar 1998, Wagrowski, Konrad wrote:

> To i ja sie wlacze...
> > Niby nie, ale czy nale¿y powstrzymywaæ siê od dokonywania zmian tylko
> > dlatego, ¿e nigdy nie mo¿na przewidzieæ ich skutków?


> >
> Wydaje sie, ze wlasnie wspomniane na poczatku dopasowywanie otoczenia do
> siebie, powoduje eliminowanie ryzyka z zycia, a w efekcie rozleniwienie
> i degeneracje. Pamietacie "Koniec Wiecznosci" Asimova?

Niektore zmiany mozna przewidziec. Od projektowania takich rzeczy
jak: gdzie zrobic zalew (ew. tame wodna) i nie tylko, to chyba jest
inzynieri srodowiska?


> > Prosi³em o podanie obiektywnego sposobu pomiaru, a nie kolejnej opinii
> > popartej chybionym przyk³adem.
> >
> Rozejrzyj sie wokol siebie :-). Wezmy mnie: astgmatyzm, skrzywienie
> kregoslupa, wypadanie zastawki, nerwica, zlamana noga (no to akurat nie
> genetyczne;-)). A tak na serio nalezaloby chyba porownac stan zdrowia
> spoleczenstwa dzis i w jakiejs innej epoce. A to raczej nie do
> zrobienia.

Mozna czesciowo, poprzez archeologie. Porownanie kosci, budowy wewnetrznej
(mumifikacja w pokladach bodajze torfu) a takze notatki pozostawione przez
przodkow.

> W tej kwestii musimy chyba zapytac sie plci przeciwnej. Czy wola
> wysportowanych i umiesnianych dresiarzy, z ktorymi da sie porozmawiac
> najwyzej o samochodach, lub w jakim to lokalu on ostatnio nie byl, czy
> tez krotkowzrocznych i przygarbionych intelektualistow?
> Tylko czy beda szczere? ;-)
> Konrad R. Wagrowski

Tak! Tak! Szczeze prosimy, szczeze!
----
- Do you suffer from the long term memory loss?
- I don't remember.
Michal Mlotek
mlo...@intra.mp.pw.edu.pl
mlotek.home.ml.org


Mirosław 'Jubal' Baran

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

PT Pawel Aleksander Fedorynski <cae...@students.mimuw.edu.pl>:

> On Fri, 6 Mar 1998, Witold Witaszewski wrote:

>> uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i niezdolnosc do
>> samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne?
>> interesujace podejscie...

> Ja np. nie uważam tych rzeczy za tak samo ważne. Umiejętność
> programowania jest dla mnie o wiele ważniejsza niż umiejętność
> samodzielnego urodzenia dziecka. Prawdopodobieństwo, że moja


> dziewczyna będzie zmuszona urodzić dziecko gdzie indziej niż w

> cywilizowanym szpitalu uważam za zaniedbywalne.

Jakże mi Cię żal...

Rodzić w szpitalu? Jakie to smutne. I jakie niebezpieczne...

pozdrawiam,
Jubal

PS. A umiejętność programowania nie ma nic wspólnego ze zwiększoną
zdolnością przeżycia. Można umieć programować i nie umieć myśleć e.g.

--
= // = mailto:ba...@knm.org.pl = http://www.ci.pwr.wroc.pl/~baran/ =
= \X/ = Miroslaw L. Baran = Jubal = medical student = ALCHEMY PANY! =

A cynic is a person searching for an honest man, with a stolen
lantern.

Mirosław 'Jubal' Baran

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

PT Pawel Aleksander Fedorynski <cae...@students.mimuw.edu.pl>:
> On 8 Mar 1998, Wagrowski, Konrad wrote:

>> Nie wystarczy. Dlugosc zycia swiadczy o opiece zdrowotnej, a nie o
>> rozwoju chorob genetycznych

> Zarówno o opiece zdrowotnej jak i o zmianach genetycznych. Wzrost
> wieku w którym ludzie przystępują do rozmnażania spowodował
> wyeliminowanie z puli genowej tych genów letalnych, które zabijały
> wcześniej.

So?
Polepszenie opieki medycznej spowodowało, że wieku rozrodczego
dorastają ludzie, którzy przenoszą różne nieciekawe geny, a którzy bez
tej opieki medycznej nie byliby w stanie owego wieku osiągnąć.

zdrówka,
Jubal

--
= // = mailto:ba...@knm.org.pl = http://www.ci.pwr.wroc.pl/~baran/ =
= \X/ = Miroslaw L. Baran = Jubal = medical student = ALCHEMY PANY! =

Year: A period of three hundred and sixty-five disappointments.

Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Poniedziałek Marzec 09 1998 21:46, Slawomir Szczyrba wrote to All:

SS> From: "Slawomir Szczyrba" <st...@priv.onet.pl>

SS> Witold Witaszewski napisał(a) w wiadomości:
>>
SS> [...]


>> sprzeeecznosc! opisane przez ciebie powyzej ryzyko bycia potraconym
>> przez samochod wynika z indywidualnego wyboru?

SS> [...]
>>
SS> Nie chcesz ryzykowac - nie wychodzisz z domu.
SS> Proste ;)

no, to w czasach prehistorycznych tak samo. nie chcesz ryzykowac - nie
wychodzisz z jaskini. gdzie roznica?

SS> Slawek

to tyle.
witold.


Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 01:56, Wiktor Kochanowski wrote to All:

>> PF> Prawdopodobieństwo, że moja
>> PF> dziewczyna będzie zmuszona urodzić dziecko gdzie indziej niż w
>> PF> cywilizowanym szpitalu uważam za zaniedbywalne.
>>
>> ok, twoje prawo.
>> nawet jednak w cywilizowanym szpitalu zdolnosc do samodzielnego
>> urodzenia dziecka znacznie ulatwi jej zycie. temu nie zaprzeczysz?

WK> A zdolność pisania programów zapewni jej lepszego ojca dla tego
WK> dziecka. Tak to działa.

:)
wytlumacz mi - na jakiej zasadzie czlowiek umiejacy pisac programy komputerowe
jest lepszym ojcem (i to, jak piszesz, na pewno) od nie umiejacego pisac
programy komputerowe?
chyba, ze miales na mysli to, ze czlowiek umiejacy pisac programy komputerowe
bedzie mial wiecej kasy niz ten, ktory tego nie umie. w takim razie wytlumacz
mi, dlaczego sadzisz, ze czlowiek, ktory ma duzo kasy jest lepszym ojcem niz
czlowiek, ktory nie ma duzo kasy?

chyba, ze miales na mysli to, ze jesli kobieta umie pisac programy, to bedzie
miala lepszego ojca dla dziecka. jesli tak, to prosze, uzasadnij czemu?

a jesli naprawde uwazasz, ze 'tak to dziala', tos naiwny.

WK> Wiktor

to tyle.
witold.


Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 02:00, Wiktor Kochanowski wrote to All:

>> WK> Niekoniecznie - ryzyko przenosi się tylko na inny poziom.

>> WK> Dawniej wychodząc z jaskini ryzykowałeś bycie zjedzonym przez
>> WK> tygrysa, dziś wychodząc z domu ryzykujesz, że przejedzie Cię
>> WK> samochód.


>>
>> WK> Ponadto ryzyko kiedyś było w gruncie rzeczy niezależne od

>> WK> ludzkich działań. Życie było niebezpieczne dla każdego i zawsze.
>> WK> Dziś mamy większy wybór - ryzykują tylko ci, którzy chcą.


>>
>> sprzeeecznosc! opisane przez ciebie powyzej ryzyko bycia potraconym

>> przez samochod wynika z indywidualnego wyboru? najpierw piszesz, ze


>> dalej sie ryzykuje zyciem, tylko nieco inaczej, a

WK> potem,


>> ze teraz ryzykuje tylko ten co chce?


WK> Sprzeczność tylko pozorna. Ryzyko ciągle jest, tylko bardziej
WK> selektywne. Akurat bycie potrąconym przez samochód nie wynika z
WK> własnego wyboru (aczkolwiek już spowodowanie wypadku drogowego - tak),

czemu wiec przytoczyles wlasnie ten przyklad?

WK> ale wiele innych rodzajów ryzyka jest dostępnych tylko dla tych,
WK> którzy się na nie godzą lub je prowokują.

WK> Moja konkluzja jest taka, że nie ma istotnej różnicy między ryzykiem z
WK> punktu widzenia doboru naturalnego kiedyś a dziś, z wyjątkiem tego
WK> może, że dziś ryzyko jest mniej losowe, a bardziej selektywne właśnie.

nie powiedzialbym...

Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 02:48, Wiktor Kochanowski wrote to All:

>> >> w skrocie powiem, ze uwazam przesadne zmiany srodowiska
>>
>> WK> Kto decyduje o tym, kiedy zmiany są przesadne?
>>
>> ja. to ja decyduje, jakie zmiany srodowiska uwazam za przesadne. a

WK> chcialbym


>> zaznaczyc, ze w calej wypowiedzi chodzi tylko o moje zdanie...

WK> Zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa jakąkolwiek zmianę środowiska za
WK> przesadną, chociażby owi swirujący ekoterroryści. Zamiast kierować się
WK> opiniami, ludzie stosują rachunek zysków i strat i jak na razie
WK> świetnie na tym wychodzą.

faktycznie. ich srodowisko naturalne zapewne wychodzi na tym rownie swietnie.
dlatego wlasnie kapiel w wisle (czy tez praktycznie dowolnej innej duzej rzece)
jest dzis zdrowa i przyjemna.

>> >> (a takze
>> >> kierowanie sie przy ich dokonywaniu zasada 'kto nie ryzykuje, ten
>> >> nie
>> WK> wygrywa')
>> >> za dzialalnosc nieodpowiedzialna i niewlasciwa.
>>
>> WK> ... i jaką inną zasadą proponujesz się kierować przy zmianach
>> WK> środowiska? A może wolałbyś, żeby środowisko się w ogóle nie
>> WK> zmieniało?
>>
>> mysleniem. konkretnie mowiac, mysleniem troche wiecej o tych, ktorzy

WK> przyjda po


>> nas, a troche mniej o wlasnej kabzie.
>> jestem idealista, wiem.

WK> Gdyby każdy myślał w ten sposób, nic nie zostałoby osiągnięte. Nawet
WK> zbudowanie drewnianego mostu nad rzeczką to już jest przecież zmiana
WK> środowiska (bo akurat dany kawałek rzeczki będzie zacieniony i zginie
WK> parę ciepłolubnych roślin wodnych).

usilujesz zrobic z kogos idiote - albo ze mnie, przez przypisywanie mi takich
pogladow, albo z siebie, przez ciagle niezrozumienie.
uwazasz, ze degradacja srodowiska przez np. kopalnie odkrywkowa i 'degradacja
srodowiska' przez drewniany mostek nad rzeczka to to samo?
jesli tak, to zapewniam cie, ze to nie to samo.

>> >> [ciach porod kleszczowy]
>> >>
>> >> WK> Otóż nie - bo moje potomkinie również będą miały do

>> >> WK> dyspozycji kleszcze położnicze.


>> >>
>> >> a - zatem porod kleszczowy to dla ciebie brak klopotow?
>>
>> WK> Tak, bo żyję w świecie, w którym jest on możliwy.
>>
>> khm, ze sie powtorze - porod kleszczowy to dla cieie porod bez
>> klopotow? naturalny? mozliwosc uszkodzenia dziecka pomijasz, jak
>> rozumiem, takze?

WK> Możliwość uszkodzenia dziecka przy skomplikowanym porodzie bez użycia
WK> kleszczy jest znacznie większa. W porównaniu z tym poród kleszczowy to
WK> jest właśnie poród bez kłopotów.

a rodziles kiedys dziecko? a byles moze przy tym? masz kobiete jakas w ogole?
wytlumacz mi prosze, jak skomplikowany porod dokonywany 'silami natury' jak sie
to mowi, moze uszkodzic (uszkodzic, powtarzam!) dziecko?
poczytaj moze jakas ksiazke medyczna, albo z poloznikiem porozmawiaj...

tak notabene - wiesz, jak wyglada porod kleszczowy?

>> >> WK> Czy 500 lat temu brak zdolności programistycznych
>> >> WK> był obciążeniem dziedzicznym? Obydwa "obciążenia" są tutaj
>> >> WK> symetrycznie nieistotne.
>> >>

>> >> uwazasz niezdolnosc do pisania programow komputerowych i
>> >> niezdolnosc do samodzielnego urodzenia dziecka za tak samo wazne?
>> >> interesujace podejscie...
>>

>> WK> Niezdolność do pisania programów komputerowych pośrednio wpływa

>> WK> na możliwość posiadania dzieci. _W_dzisiejszym_świecie_.


>>
>> czy moglbys opisac mi ten posredni wplyw?

WK> To proste - dzisiaj umiejętność programowania jest jedną z cech, które
WK> zwiększają wartość potencjalnej matki na "rynku" partnerek. W ten
WK> sposób osoba umiejąca programować ma większe szanse na związek i
WK> dzieci (przypominam, że ciągle znakomita większość dzieci rodzi się w
WK> małżeństwach) niż ta nie umiejąca programować. OK, wiem, że związek
WK> tych dwóch spraw jest nieoczywisty i raczej wbrew stereotypom
WK> dotyczącym informatyczek (świnki morskie itp.), ale może byłoby Ci
WK> łatwiej, gdybyś sobie za programowanie podstawił księgowość albo
WK> znajomość literatury?

mam dwa pytania:
- dlaczego uwazasz, ze jakakolwiek umiejetnosc zawodowa jest znaczaca przy
wyborze partnerki?
- dlaczego uwazasz, ze wiekszosc dzieci jest planowana?

>> WK> Niezdolność do
>> WK> samodzielnego (np. bez kleszczy) urodzenia dziecka wpływa na tę
>> WK> możliwość znacznie mniej (choć bardziej bezpośrednio).
>>
>> i uwazasz, ze niezdolnosc do urodzenia dziecka bez kleszczy nie jest
>> oznaka slabosci organizmu matki?

WK> Nawet najsilniejszym i najlepiej przygotowanym matkom zdarzają się
WK> trudne porody. Ten akurat łatwo korygowalny feler układu rozrodczego
WK> może być natomiast równoważony przez wiele innych zalet jej organizmu
WK> (i nie tylko) i świetnych genów. Czy dlatego, że np. nosicielka genów
WK> wysokiego IQ (proszę, nie dyskutujmy, czy IQ jest genetycznie
WK> warunkowane) ma problemy z porodem, musimy wnioskować, że następuje
WK> degeneracja ludzkości?

nie. ale jesli kobieta, ktora ma wiele naprawde pozytywnych genow, np. geny
wysokiego iq (nie mam zamiaru wdawac sie w dyskusje na temat genetycznego
warunkowania intelegencji) nie moze urodzic dziecka, to wszystkie jej swietne
cechy sa - z punktu widzenia puli genowej - o kant d. potluc. nie przekaze ich
dzieciom - znaczy moglaby ich rownie dobrze nie miec.

>> >> WK> Genetyczne obciążenie to nie to, co
>> >> WK> arbitralnie za takowe uznamy; to cecha, która przeszkadza w
>> >> WK> przeżyciu i rozmnażaniu się _w_danym_środowisku_. W naszym
>> >> WK> środowisku takie rzeczy, jak zbyt wąskie biodra ewentualnej
>> >> WK> matki w niczym nie przeszkadzają.
>> >>
>> >> pewnie - zawsze mamy kleszcze.
>> >> waskie biodra kobiety przeszkadzaja w rozmnazaniu sie niezaleznie
>> >> od tego, czy mamy srodki, by temu zaradzic, czy nie.
>>

>> WK> Ależ właśnie o to chodzi, że nie przeszkadzają. Gdyby było
>> WK> inaczej, nie byłoby mnie na świecie dzisiaj. Twoja odpowiedź na
>> WK> pytanie dlaczego sprowadza się tym samym do "bo tak".


>>
>> umknelo ci dosc wazkie rozroznienie - miedzy 'przeszkadzaja' a
>> 'uniemozliwiaja'. waskie biodra przeszkadzaja w rodzeniu dzieci - nie
>> uniemozliwiaja go. czynia rodzenie dzieci trudniejszym. juz jasne?

WK> Dziś tylko (nieznacznie) przeszkadzają, kiedyś znacznie częściej
WK> uniemożliwiały. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie uważał
WK> wąskobiodrej kobiety za genetycznie upośledzoną, a wręcz przeciwnie -
WK> całej masie facetów się taka spodoba.

>> WK> I jeszcze jedno: nie ma ludzi bez wadliwych genów. Na każdego

>> WK> można coś znaleźć, niestety. U niektórych te geny się po prostu
>> WK> nie uaktywniają, no i różnej straszliwości wady kodują. Ale
>> WK> znowu - ujemna wartość tego samego upośledzenia genetycznego
>> WK> zależy od środowiska, w którym nosiciel takich genów żyje. Pies
>> WK> bez nosa nie miałby szans przeżycia w dzikim środowisku,
>> WK> natomiast dzisiaj jako kuriozum na pewno zostałby przygarnięty
>> WK> przez jakąś miłośniczkę nietypowych psów i miałby mnóstwo małych
>> WK> beznosych szczeniaczków.


>>
>> ano wlasnie. jesli juz jestesmy tymi beznosymi psami, to przynajmniej

WK> starajmy


>> sie miec takie srodowisko, zeby w nim wyzyc. nie dewastujmy go - nie

WK> starajmy


>> sie, zeby milosniczka nietypowych psow zniecierpliwila sie i
>> wyrzucila nas

WK> z


>> domu, razem z malymi beznosymi szczeniaczkami...

WK> Tylko, że środowisko, które zachwalasz,

ja go nie zachwalam. tak sie sklada, ze to srodowisko jest naturalne.

WK> jest właśnie tym, w którym
WK> beznose pieski przeżyć by nie mogły. Znacznie ważniejsze dla ich
WK> przeżycia jest istnienie miłośniczek beznosych psów. Z Twojej własnej
WK> analogii wynika zatem w gruncie rzeczy wezwanie do zachowania przede
WK> wszystkim środowiska technicznego, a nie naturalnego.

o! zauwazyles!
chodzi mi o to, zeby przez nasze dzialania nie doprowadzic do katastrofy, po
ktorej zostanie tylko srodowisko naturalne. zrozum - ja nie mam nic do
cywilizacji naukowo-technicznej. zdaje sobie sprawe, ze rzucony 'na pastwe'
srodowiska naturalnego, bez jej wytworow prawdopodobnie umarlbym. chodzi mi
tylko i wylacznie o to, zebysmy zachowali troche umiaru i nie doprowadzili do
jednej z dwoch sytuacji:
- takiej degradacji planety, ze uratuje nas tylko przeprowadzka gdzie indziej
- katastrofy, ktora spowoduje zniszczenie zaawansowanej technologii, dzieki
ktorej zyjemy.
a tak rownowaga planety, jak i stan rzeczy, dzieki ktoremu korzystamy z
dobrodziejstw cywilizacji sa bardzo kruche.

[ciach]
WK> Ech... życie to jest w ogóle choroba, która kończy się śmiercią [nie
WK> moje, oczywiście].

znaczy, twoje nie skonczy sie smiercia? ;)

WK> To, o czym piszesz, jest niemożliwe. Zbyt duża jest pula różnych
WK> genów
WK> w porównaniu z pojemnością jednostki.

>> WK> > to jest zycie kleczac.
>>
>> WK> Bardzo nieprzejednana moralnie postawa. A pozwól, że spytam -

>> WK> czy np. Pigmej z buszu, który nie zaznał dobrodziejstw
>> WK> cywilizacji żyje bardziej "stojąc" niż uzależniony od narkotyków
>> WK> artysta rockowy albo pisarz-alkoholik? Kim wolałbyś być?


>>
>> a co to ma do rzeczy?
>> co lepsze: jajko na twardo czy dlugopis parkera?

WK> Ale taki właśnie jest wybór. Cywilizacja to sprzedaż wiązana.

miedzy jajkiem na twardo a dlugopisem parkera? dwoma nie przystajacymi
rzeczami? ktos tu czegos kompletnie nie rozumie...

[ciach]


>> jakos nie spotkalem sie z usprawiedliwianiem sie z bogactwa. za to
>> dume z zarobionych milionow i brak skrupulow w przeznaczaniu ich na
>> osobisty

WK> luksus
>> widzialem nieraz.

WK> To po co ja piszę te przykłady?
WK> Różnica jest taka, że jeśli dumę z zarobionych milionów prezentuje
WK> mafioso, to nie jest on idolem dla większości ludzi.

mnie sie wydaje, ze wlasnie mafiozi staja sie dla wiekszosci mlodych (uwaga!
mlodych!) ludzi autorytetami.
przyjrzyj sie chocby dresiarzom.

>> WK> Doprawdy?
>> WK> Jako członek społeczności internetowej oświadczam, że wolę
>> WK> wysportowaną dresiarkę od mocno zaniedbanej intelektualistki...
>>
>> do rozmowy tez?

WK> Ogólnie. Właściwie - chyba też. Imprezując miałem ostatnio przyjemność
WK> tańczyć z kilkoma kobietami i jedna z nich była właśnie taką mocno
WK> zaniedbaną intelektualistką, która starała się epatować swoją wiedzą i
WK> planami naukowymi. Wyobraź sobie, z ulgą zmieniłem partnerkę na
WK> bezpretensjonalną "dresiarkę" - sądząc po wyglądzie.

no tak. to wiele tlumaczy...

>> WK> ale czy możesz zagwarantować, że za 10
>> WK> lat dresiarze nie będą mieli własnych grup dyskusyjnych i stron

>> WK> WWW?


>>
>> no coz - jesli czlowiek dochodzi do poziomu _dyskusji_, o poziomie
>> listy dyskusyjnej nie mowiac, to przestaje byc dresiarzem. moze nawet
>> dalej

WK> chodzic w


>> dresie - ale dresiarzem juz nie jest.

WK> Ach, subtelna zmiana nazewnictwa.
WK> A jeśli ktoś czyta grupy dyskusyjne _i_ słucha disco polo i chodzi na
WK> imprezy do "Colosseum"? Znam takiego faceta, naprawdę, produkuje się
WK> na pl.rec.motocykle :-)

a gada do rzeczy? jesli gada do rzeczy, to moze sluchac disco polo i dresiarzem
nie jest. to nie jest sutelna zmiana nazewnictwa.

>> WK> A może
>> WK> dzisiaj bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką

>> WK> kiedyś stanowiło przestawanie z brudnymi hippisami?


>>
>> czy jestes w stanie wyodrebnic jakas ideologie dresiarzy, jakies
>> podstawy

WK> do


>> prowokacji obyczajowej? jakies dresiarskie przeslanie? jakies
>> wartosci

WK> gloszone
>> przez dresiarzy?

WK> Dres. Disco polo. Szmal. Szybki, niezobowiązujący seks. Piłka nożna.

aha. i to jest wedlug ciebie ideologia? przeslanie?

WK> Jak to się różni od ciuchów w kwiaty, rock'n'rolla, ostentacyjnego
WK> wyrzekania się szmalu

stawiasz znak rownosci miedzy gromadzeniem szmalu i zyciem w komunie?

WK> , równie szybkiego, niezobowiązującego seksu i
WK> rzucania dla sportu kamieniami w policję przez hippisów?

hippisi? w policje kamieniami? dla sportu?
jakichs dziwnych hippisow (a wlasciwie 'hippisow') znales...

>> WK> To bardzo proste -
>> WK> skreślasz pewną grupę ludzi ze względu na ubrania, które noszą

>> WK> (czy parę innych zewnętrznych atrybutów stylu życia).


>>
>> skreslam pewna grupe ludzi ze wzgledu na pewne zewnetrzne atrybuty
>> stylu

WK> zycia.


>> konkretnie ze wzgledu na rodzaj prezentowanych zachowan stadnych.
>> zwlaszcza

WK> nie


>> podoba mi sie sklonnosc do bezmyslnej, losowej przemocy. sklonnosc do
>> nieliczenia sie z prawami innych.

WK> A jeśli komuś nie podoba się skłonność do przebywania w komunach i
WK> ideologicznego wyrzekania się przemocy przez hippisów?
WK> Których można
WK> również zidentyfikować przez pewne zewnętrzne atrybuty stylu życia?

roznica polega na tym, ze hippisi, ktorzy siedza sobie spokojnie w komunie, nie
narzucaja sie nikomu ze swoimi pogladami, swoim wygladem i swoimi zachowaniami.
poza tym jakos dziwnie latwo przeslizgnales sie nad agresja dresiarzy. czyzbys
uznawal agresje wobec przedmiotow uzytecznosci publicznej i przypadkowych ludzi
za przyjemny i dozwolony sposob spedzania wolnego czasu?

to tyle.
witold.


Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 02:58, Wiktor Kochanowski wrote to All:

WK> Witold Witaszewski wrote


>> >> niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby
>> >> chcial) skutki zmian jakie wprowadzaja?
>>
>> AJ> Nie wszystkie. Co z tego?
>>
>> ktoras z tych zmian, albo kombinowany efekt kilku z nich moze
>> doprowadzic

WK> do


>> 'gpf' - generalnego p***niecia fszystkiego. a duzo tych zmian,

WK> powiedzialbym


>> nawet, ze wiekszosc, wprowadzana jest nawet bez prob przewidzenia

WK> konsekwencji.

WK> Kombinowany efekt zmian genetycznych się może ujawnić praktycznie
WK> tylko tam, gdzie populacja jest bardzo mała - nie dziś, w epoce, gdy
WK> mało kto znajduje partnera w miejscu, w którym się urodził. To jeszcze
WK> jeden powód, dla którego jakość populacji genów się nie pogarsza.
WK> Dzięki rozwojowi transportu nie ma już przysłowiowych wiosek idiotów.

nie mowie o zmianach genetycznych. nie mowie o ekspresji wad genetycznych.
mowie...
zreszta przeczytaj jeszcze raz, o czym mowie. potem odpowiadaj.

>> chyba, ze cos sie rypnie. a zdaje mi sie, ze do zburzenia
>> kulturalnego, cywilizowanego swiata, w ktorym zyjemy nie potrzeba
>> zbyt duzo. nie potrzeba apokalipsy, zeby zmusic nas do uzywania
>> technologii sprzed stu lat -

WK> nieduza


>> wojna w zupelnosci wystarczy. i jak trzeba bedzie nagle powrocic do
>> 'metod tradycyjnych', to jest problem...

WK> Ale jak wrócimy, to się to samo rozwiąże, jak już pisałem. W sposób
WK> okrutny - ale tak właśnie drzewiej bywało.

a jestes na to przygotowany?

>> >> patrz wyzej. poza tym, teraz ludzie z zespolem downa,
>> >> fenyloketonuria, zespolem turnera nie umieraja w dziecinstwie.
>> >> czesc z nich zapewne bedzie miala dzieci.
>>
>> AJ> Ludzie z zespolem Downa nie moga chyba miec dzieci.
>>
>> sa inne nieciekawe choroby przenoszone genetycznie.

WK> To jak dotrwały do naszych czasów? I dlaczego dzisiaj miałyby mieć
WK> większą szansę, skoro potrafimy wykrywać nawet takie wady genetyczne,
WK> które się nie zawsze ujawniają i przechodzą przez linie boczne?

a potrafimy je leczyc?

>> AJ> No i co z tego? PRzeciez medycyne mamy. A jakby miala byc

>> AJ> katastrofa i medycyna przestalaby istniec, to ktostam by
>> AJ> przezyl, jest nas duzo.


>>
>> no, ktostam by przezyl z pewnoscia. pytanie, jak dlugo?

WK> To właściwie co proponujesz?

nic. stawiam tylko pytania.

WK> Bo wybór jest chyba taki: albo rezygnujemy z medycyny i eliminujemy
WK> złe geny w sposób naturalny, albo nie rezygnujemy i dajemy
WK> upośledzonym genetycznie jednostkom szansę przeżycia. A jest nas
WK> naprawdę tak dużo, że jakby wymarło 99% procent populacji, to i tak
WK> ten jeden procent czystych genetycznie ludzi będzie to więcej niż 10
WK> 000 lat temu.

jestes przygotowany psychicznie na to, ze wymrze 99% populacji? przypominam, ze
obejmuje to ludzi tobie bliskich, a nawet ciebie.

>> jak mowi powiedzenie: 'przetrwanie silniejszego jest ok, dopoki to ty

WK> jestes
>> silniejszy.'

WK> Ale tak było. Zaczynasz niezauważalnie dyskutować sam ze sobą...

dlaczego twierdzisz, ze niezauwazalnie?

>> AJ> Kasa jest pojeciem wzglednym. To nie jest tak ze kasa albo w

>> AJ> czyms jest albo jej w tym nie ma. To zalezy od wielu czynnikow:
>> AJ> koniunktury, stanu naturalnych zasobow, rozkladu kapitalu. W
>> AJ> koncu w takim wojsku tez summa summarum nie ma kasy.


>>
>> pewnie ze nie. w wojsko kase laduje sie bez widokow na zwrot
>> nakladow. ale podroze kosmiczne to troche inna sprawa. rzady nie
>> zrobia, bo nie ma po co,

WK> Czasem jest po co. Jak na księżyc będzie można polecieć za <$100m, to
WK> wkrótce, jak tu już ktoś pisał, będzie można zobaczyć na Księżycu logo
WK> Coca-Coli albo Marlboro.

a chcialbys tego? zeby co noc widziec na niebie coca-cola, albo lucky strike?

Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 03:12, Wiktor Kochanowski wrote to All:

WK> Witold Witaszewski wrote
>>


>> >>> * Ted Turner niedawno podarował okrąglutki miliard dolarów na
>> >>> potrzeby
>> WK> Ale właśnie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby

>> WK> wszyscy poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie.
>> WK> Co to jest, jak nie nawoływanie do altruizmu?


>>
>> wywolywanie poczucia winy, jak sam napisales.

WK> Tak bezinteresownie - toż to kwintesencja altruizmu! :-)

ezinteresowne wywolywanie w innych poczucia winy jest przejawem solidnej uchyby
charakteru, a nie altruizmu.

>> WK> Ja też nie żądam, tylko uprzejmie wskazuję wadę w jego

>> WK> oprogramowaniu.


>>
>> hehe, uprzejmie. 'zmien program, albo w ogole zrezygnuj z czytania
>> newsow

WK> przez


>> fido'. kultura, elegancja i szyk.

WK> Owszem. Mogłem napisać "zmień program, przestarzały luzerze
WK> archaicznej


>>> sieci<<, bo psujesz wszystkim dzień".

jedyne, co bys w ten sposob osiagnal, to zniechecenie mnie (a zapewne takze
paru innych osob) do jakichkolwiek z toba dyskusji...

>>> A przecież naprawdę nie
>>> musisz,

WK> możesz ręcznie dodawać "Re:" do nagłówka. Mam tylko nadzieje, że
WK> GoldEd na to pozwala.

gdyby tylko mi sie chcialo...
jesli jeszcze pare osob zwroci mi na to uwage, to zaczne.
(halo! wszyscy, ktorym to przeszkadza! oto wasza szansa! :) )

>> WK> Ale to nie ma znaczenia. Jeśli widzę, że ktoś chodzi po ulicy

>> WK> jak lunatyk, to nie muszę się pytać innych, żeby widzieć, że to
>> WK> im przeszkadza, nawet, jeśli są zbyt dobrze wychowani, żeby
>> WK> zwracać na to uwagę.


>>
>> a jak ten przyklad ma sie do czytania newsow? konkretnie, chcialym

WK> wiedziec,


>> skad wiesz, ze innym to tez przeszkadza?

WK> Domyślam się. Jeśli ja, będąc raczej doświadczonym użytkownikiem
WK> Usenetu, mam problem ze zidentyfikowaniem, co jest odpowiedzią na co,
WK> to inni raczej też.

wcale niekoniecznie.

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote

> >> ok, twoje prawo.
> >> nawet jednak w cywilizowanym szpitalu zdolnosc do samodzielnego
> >> urodzenia dziecka znacznie ulatwi jej zycie. temu nie zaprzeczysz?
>
> WK> A zdolność pisania programów zapewni jej lepszego ojca dla tego
> WK> dziecka. Tak to działa.
>
>:)
>wytlumacz mi - na jakiej zasadzie czlowiek umiejacy pisac programy
komputerowe
>jest lepszym ojcem (i to, jak piszesz, na pewno) od nie umiejacego pisac
>programy komputerowe?
>chyba, ze miales na mysli to, ze czlowiek umiejacy pisac programy
komputerowe
>bedzie mial wiecej kasy niz ten, ktory tego nie umie. w takim razie
wytlumacz
>mi, dlaczego sadzisz, ze czlowiek, ktory ma duzo kasy jest lepszym ojcem
niz
>czlowiek, ktory nie ma duzo kasy?

Tak, to miałem na myśli. Przeciętnie programista zarabia znacznie lepiej niż
reprezentant pozostałej części populacji, tego chyba dowodzić nie muszę. A
więcej kasy to
* lepsze szanse przeżycia dla dziecka (np. dzięki lepszej opiece medycznej)
* szanse lepszego życia dla dziecka (np. dzięki lepszej edukacji)
I jeszcze kilka innych czynników, dla których _przeciętnie_ dziecko
człowieka umiejącego programować ma większe szanse w dzisiejszym świecie niż
dziecko człowieka nie umiejącego programować. Jeszcze raz podkreślam
przeciętność tych wyników, bo znowu znajdziesz jakieś jednostkowe
kontrprzykłady.

>chyba, ze miales na mysli to, ze jesli kobieta umie pisac programy, to
bedzie
>miala lepszego ojca dla dziecka. jesli tak, to prosze, uzasadnij czemu?


To też miałem na myśli. To też muszę uzasadniać? Ok, łopatologicznie to
idzie tak: kobieta umie pisać programy ==> zatem ma większe IQ od
przeciętnej ==> zatem jest atrakcyjna dla facetów z IQ również większym od
przeciętnej ==> tacy faceci mają więcej szmalu ==> tacy faceci są
_przeciętnie_ lepszymi ojcami dla swoich dzieci.

>a jesli naprawde uwazasz, ze 'tak to dziala', tos naiwny.


Bez osobistych wycieczek, proszę... Wiem, że możesz znaleźć kontrprzykłady,
programistki ze zrujnowanymi życiami i dziećmi, które nie dożyły roku itp.
itd. ale dobór naturalny działa właśnie tak, dzięki wielkim liczbom, które
pozwalają na uśrednianie wyniku.

>to tyle.
>witold.

Wiktor

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote

> >> WK> Kto decyduje o tym, kiedy zmiany są przesadne?
> >>
> >> ja. to ja decyduje, jakie zmiany srodowiska uwazam za przesadne. a
> >> chcialbym
> >> zaznaczyc, ze w calej wypowiedzi chodzi tylko o moje zdanie...
>
> WK> Zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa jakąkolwiek zmianę środowiska za
> WK> przesadną, chociażby owi swirujący ekoterroryści. Zamiast kierować się
> WK> opiniami, ludzie stosują rachunek zysków i strat i jak na razie
> WK> świetnie na tym wychodzą.
>
>faktycznie. ich srodowisko naturalne zapewne wychodzi na tym rownie
swietnie.
>dlatego wlasnie kapiel w wisle (czy tez praktycznie dowolnej innej duzej
rzece)
>jest dzis zdrowa i przyjemna.

Nie mówimy o tym, czy środowisko na tym świetnie wychodzi. Zgadzam się, że
naturalne środowisko człowieka już prawie nigdzie nie istnieje w wyniku jego
działalności. Chodzi tylko o to, że w zamian za takie - możesz to określić
jako "rabunkowe", jeśli sprawi Ci to przyjemność - wykorzystanie środowiska
dostaliśmy wiele rzeczy, których samo naturalne środowisko nigdy by nam nie
dostarczyło, gdybyśmy go się zdecydowali nie zmieniać.

> WK> Gdyby każdy myślał w ten sposób, nic nie zostałoby osiągnięte. Nawet
> WK> zbudowanie drewnianego mostu nad rzeczką to już jest przecież zmiana
> WK> środowiska (bo akurat dany kawałek rzeczki będzie zacieniony i zginie
> WK> parę ciepłolubnych roślin wodnych).
>
>usilujesz zrobic z kogos idiote - albo ze mnie, przez przypisywanie mi
takich
>pogladow, albo z siebie, przez ciagle niezrozumienie.
>uwazasz, ze degradacja srodowiska przez np. kopalnie odkrywkowa i
'degradacja
>srodowiska' przez drewniany mostek nad rzeczka to to samo?
>jesli tak, to zapewniam cie, ze to nie to samo.


Nie to samo, ale różnica jest zasadza się w skali zmian. Różni ludzie
uważają różne poziomy tej skali za nieakceptowalne, stąd moje pytanie - kto
decyduje, co wolno zrobić w środowisku, a co nie?

> >> >> a - zatem porod kleszczowy to dla ciebie brak klopotow?
> >>
> >> WK> Tak, bo żyję w świecie, w którym jest on możliwy.
> >>
> >> khm, ze sie powtorze - porod kleszczowy to dla cieie porod bez
> >> klopotow? naturalny? mozliwosc uszkodzenia dziecka pomijasz, jak
> >> rozumiem, takze?
>
> WK> Możliwość uszkodzenia dziecka przy skomplikowanym porodzie bez użycia
> WK> kleszczy jest znacznie większa. W porównaniu z tym poród kleszczowy to
> WK> jest właśnie poród bez kłopotów.
>
>a rodziles kiedys dziecko? a byles moze przy tym? masz kobiete jakas w
ogole?


Hej, take it easy. Wspomniałeś już, ze masz dzieci i nie zamierzam Ci ich
wyciągać kleszczami. Po co osobiste wycieczki?

Nie, nie byłem przy porodzie, a pytanie, czy mam kobietę litościwie
przemilczę (bo nie chcę Cię wpędzać w kompleksy, oczywiście :-)). Ty też nie
byłeś w warstwie ozonowej, a jednak się o tym wypowiadasz.

>wytlumacz mi prosze, jak skomplikowany porod dokonywany 'silami natury' jak
sie
>to mowi, moze uszkodzic (uszkodzic, powtarzam!) dziecko?

Np. dziecko może być źle ułożone w macicy (nie prosto główką do przodu) albo
poród będzie trwał tak długo, że będzie niedotlenione, co może zaowocować
upośledzeniem umysłowym. Wtedy siły natury nie wystarczają i stosuje się na
przykład kleszcze.

>tak notabene - wiesz, jak wyglada porod kleszczowy?


Owszem. Z opowiadań mojej Mamy właśnie.

> WK> To proste - dzisiaj umiejętność programowania jest jedną z cech, które
> WK> zwiększają wartość potencjalnej matki na "rynku" partnerek. W ten
> WK> sposób osoba umiejąca programować ma większe szanse na związek i
> WK> dzieci (przypominam, że ciągle znakomita większość dzieci rodzi się w
> WK> małżeństwach) niż ta nie umiejąca programować. OK, wiem, że związek
> WK> tych dwóch spraw jest nieoczywisty i raczej wbrew stereotypom
> WK> dotyczącym informatyczek (świnki morskie itp.), ale może byłoby Ci
> WK> łatwiej, gdybyś sobie za programowanie podstawił księgowość albo
> WK> znajomość literatury?
>
>mam dwa pytania:
>- dlaczego uwazasz, ze jakakolwiek umiejetnosc zawodowa jest znaczaca przy
>wyborze partnerki?


Bo widzę, że ludzie się tym też kierują. Ważny jest często fakt, że
_jakąkolwiek_ umiejętność zawodową partnerka posiada.

>- dlaczego uwazasz, ze wiekszosc dzieci jest planowana?


Większość dzieci może nie, ale mówimy o wyborze partnerki.

> WK> Nawet najsilniejszym i najlepiej przygotowanym matkom zdarzają się
> WK> trudne porody. Ten akurat łatwo korygowalny feler układu rozrodczego
> WK> może być natomiast równoważony przez wiele innych zalet jej organizmu
> WK> (i nie tylko) i świetnych genów. Czy dlatego, że np. nosicielka genów
> WK> wysokiego IQ (proszę, nie dyskutujmy, czy IQ jest genetycznie
> WK> warunkowane) ma problemy z porodem, musimy wnioskować, że następuje
> WK> degeneracja ludzkości?
>
>nie. ale jesli kobieta, ktora ma wiele naprawde pozytywnych genow, np. geny
>wysokiego iq (nie mam zamiaru wdawac sie w dyskusje na temat genetycznego
>warunkowania intelegencji) nie moze urodzic dziecka, to wszystkie jej
swietne
>cechy sa - z punktu widzenia puli genowej - o kant d. potluc. nie przekaze
ich
>dzieciom - znaczy moglaby ich rownie dobrze nie miec.

O to chodzi, że dzisiaj może i dzięki temu te świetne geny nie giną. Tym
razem ja zaczynam myśleć, że specjalnie nie chcesz zrozumieć...

> >> ano wlasnie. jesli juz jestesmy tymi beznosymi psami, to przynajmniej
> WK> starajmy
> >> sie miec takie srodowisko, zeby w nim wyzyc. nie dewastujmy go - nie
> WK> starajmy
> >> sie, zeby milosniczka nietypowych psow zniecierpliwila sie i
> >> wyrzucila nas
> WK> z
> >> domu, razem z malymi beznosymi szczeniaczkami...
>
> WK> Tylko, że środowisko, które zachwalasz,

>
>ja go nie zachwalam. tak sie sklada, ze to srodowisko jest naturalne.


Zachwalasz powrót do niego bez względu na koszty, takie mam wrażenie.

> WK> jest właśnie tym, w którym
> WK> beznose pieski przeżyć by nie mogły. Znacznie ważniejsze dla ich
> WK> przeżycia jest istnienie miłośniczek beznosych psów. Z Twojej własnej
> WK> analogii wynika zatem w gruncie rzeczy wezwanie do zachowania przede
> WK> wszystkim środowiska technicznego, a nie naturalnego.
>
>o! zauwazyles!
>chodzi mi o to, zeby przez nasze dzialania nie doprowadzic do katastrofy,
po
>ktorej zostanie tylko srodowisko naturalne.

Widzę tu sprzeczność, bo dotychczas rozumiałem, że katastrofa, o której
mówisz, takie środowisko miałaby zniszczyć.

> zrozum - ja nie mam nic do
>cywilizacji naukowo-technicznej. zdaje sobie sprawe, ze rzucony 'na pastwe'
>srodowiska naturalnego, bez jej wytworow prawdopodobnie umarlbym. chodzi mi
>tylko i wylacznie o to, zebysmy zachowali troche umiaru i nie doprowadzili
do
>jednej z dwoch sytuacji:
>- takiej degradacji planety, ze uratuje nas tylko przeprowadzka gdzie
indziej
>- katastrofy, ktora spowoduje zniszczenie zaawansowanej technologii, dzieki
>ktorej zyjemy.
>a tak rownowaga planety, jak i stan rzeczy, dzieki ktoremu korzystamy z
>dobrodziejstw cywilizacji sa bardzo kruche.

OK. Tylko że dotychczas dyskusja przebiegała między dwiema możliwościami:
1. Zniszczenia cywilizacji technicznej i powrotu do natury
2. Zniszczenia natury i zachowania cywilizacji technicznej.

Idealną sytuacją jest oczywiście zachowanie i natury i cywilizacji
technicznej i do tego powinniśmy dążyć. Ale gdybym miał wybierać, wybrałbym
możliwość drugą. Dlatego właśnie jestem w stanie zrozumieć, że niszczymy
jakiś kawałek środowiska, żeby wzbogacić techniczną stronę naszej
cywilizacji. Rachunek zysków i strat.

>[ciach]
> WK> Ech... życie to jest w ogóle choroba, która kończy się śmiercią [nie
> WK> moje, oczywiście].
>
>znaczy, twoje nie skonczy sie smiercia? ;)


Jak uczy doświadczenie, zawsze umierają inni :-)

> >> WK> > to jest zycie kleczac.
> >>
> >> WK> Bardzo nieprzejednana moralnie postawa. A pozwól, że spytam -
> >> WK> czy np. Pigmej z buszu, który nie zaznał dobrodziejstw
> >> WK> cywilizacji żyje bardziej "stojąc" niż uzależniony od narkotyków
> >> WK> artysta rockowy albo pisarz-alkoholik? Kim wolałbyś być?
> >>
> >> a co to ma do rzeczy?
> >> co lepsze: jajko na twardo czy dlugopis parkera?
>
> WK> Ale taki właśnie jest wybór. Cywilizacja to sprzedaż wiązana.
>
>miedzy jajkiem na twardo a dlugopisem parkera? dwoma nie przystajacymi
>rzeczami? ktos tu czegos kompletnie nie rozumie...


Racja. Cała analogia z jajkiem na twardo i długopisem Parkera była chybiona.
Ale gdyby ją naprawić tak: lekko podgniłe jajko na twardo i długopis Parkera
czy brak długopisu parkera i świeżutkie jajko na twardo? Podejrzewam, że
większość ludzi wybrałaby to pierwsze, nawet, gdyby musieli skonsumować owo
lekko podgniłe jajko. Długopis Parkera to rzecz, którą warto mieć za cenę
chwili niesmaku.

> WK> To po co ja piszę te przykłady?
> WK> Różnica jest taka, że jeśli dumę z zarobionych milionów prezentuje
> WK> mafioso, to nie jest on idolem dla większości ludzi.
>
>mnie sie wydaje, ze wlasnie mafiozi staja sie dla wiekszosci mlodych
(uwaga!
>mlodych!) ludzi autorytetami.
>przyjrzyj sie chocby dresiarzom.


Panikujesz. Dresiarze (zgodnie z osiągniętym przez nas konsensusem nie są to
wszyscy ludzie, którzy słuchają disco polo) to ciągle mniejszość młodych
ludzi. Poza tym z młodości się wyrasta...

> >> WK> Jako członek społeczności internetowej oświadczam, że wolę
> >> WK> wysportowaną dresiarkę od mocno zaniedbanej intelektualistki...
> >>
> >> do rozmowy tez?
>
> WK> Ogólnie. Właściwie - chyba też. Imprezując miałem ostatnio przyjemność
> WK> tańczyć z kilkoma kobietami i jedna z nich była właśnie taką mocno
> WK> zaniedbaną intelektualistką, która starała się epatować swoją wiedzą i
> WK> planami naukowymi. Wyobraź sobie, z ulgą zmieniłem partnerkę na
> WK> bezpretensjonalną "dresiarkę" - sądząc po wyglądzie.
>
>no tak. to wiele tlumaczy...


Uważasz, że to było jakieś traumatyczne przeżycie? Albo coś nietypowego dla
większości internautów?

> WK> Ach, subtelna zmiana nazewnictwa.
> WK> A jeśli ktoś czyta grupy dyskusyjne _i_ słucha disco polo i chodzi na
> WK> imprezy do "Colosseum"? Znam takiego faceta, naprawdę, produkuje się
> WK> na pl.rec.motocykle :-)
>
>a gada do rzeczy? jesli gada do rzeczy, to moze sluchac disco polo i
dresiarzem
>nie jest. to nie jest sutelna zmiana nazewnictwa.

Nieważne, czy gada do rzeczy, tego nie było w pierwotnej definicji. Ważne,
że gada przez Internet. Czy nie spotyka się nie-discopolowców gadających od
rzeczy?

> >> WK> A może
> >> WK> dzisiaj bycie dresiarzem to prowokacja obyczajowa - taka, jaką
> >> WK> kiedyś stanowiło przestawanie z brudnymi hippisami?
> >>
> >> czy jestes w stanie wyodrebnic jakas ideologie dresiarzy, jakies

> >> podstawy do


> >> prowokacji obyczajowej? jakies dresiarskie przeslanie? jakies

> >> wartosci gloszone przez dresiarzy?


>
> WK> Dres. Disco polo. Szmal. Szybki, niezobowiązujący seks. Piłka nożna.
>
>aha. i to jest wedlug ciebie ideologia? przeslanie?


Strywializowana, ale owszem, ideologia. Przesłanie też - zamaskowane. Co z
tego, że nie ma Manifestu Dresiarzy? Rolę takiego manifestu spokojnie mogą
pełnić teksty piosenek disco polo.

> WK> Jak to się różni od ciuchów w kwiaty, rock'n'rolla, ostentacyjnego
> WK> wyrzekania się szmalu
>
>stawiasz znak rownosci miedzy gromadzeniem szmalu i zyciem w komunie?

Motywacja jest częściowo ta sama - mieć grupę, którą uważa się za swoją.

> WK> , równie szybkiego, niezobowiązującego seksu i
> WK> rzucania dla sportu kamieniami w policję przez hippisów?
>
>hippisi? w policje kamieniami? dla sportu?
>jakichs dziwnych hippisow (a wlasciwie 'hippisow') znales...

OK, nie kamieniami, kwiatami.

> WK> A jeśli komuś nie podoba się skłonność do przebywania w komunach i
> WK> ideologicznego wyrzekania się przemocy przez hippisów?
> WK> Których można
> WK> również zidentyfikować przez pewne zewnętrzne atrybuty stylu życia?
>
>roznica polega na tym, ze hippisi, ktorzy siedza sobie spokojnie w komunie,
nie
>narzucaja sie nikomu ze swoimi pogladami, swoim wygladem i swoimi
zachowaniami.

Niekoniecznie, byli i tacy.

>poza tym jakos dziwnie latwo przeslizgnales sie nad agresja dresiarzy.
czyzbys
>uznawal agresje wobec przedmiotow uzytecznosci publicznej i przypadkowych
ludzi
>za przyjemny i dozwolony sposob spedzania wolnego czasu?

Tu jest różnica. Cóż, czasy się zmieniają i ideologia też - pozostaje jednak
pewna stadność zachowań.

>to tyle.
>witold.


Wiktor


Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

On Tue, 10 Mar 98 15:15:12 +0100, Witold Witaszewski
<Witold.Wi...@p10.f70.n480.z2.fidonet.org> has disseminated foul
capitalist propaganda by writing:


[...]


> >> wywolywanie poczucia winy, jak sam napisales.
>
> WK> Tak bezinteresownie - toż to kwintesencja altruizmu! :-)
>
>ezinteresowne wywolywanie w innych poczucia winy jest przejawem solidnej uchyby
>charakteru, a nie altruizmu.

LOL
Tyz prawda. ;)

[...]


> >>> A przecież naprawdę nie
> >>> musisz,
> WK> możesz ręcznie dodawać "Re:" do nagłówka. Mam tylko nadzieje, że
> WK> GoldEd na to pozwala.
>
>gdyby tylko mi sie chcialo...
>jesli jeszcze pare osob zwroci mi na to uwage, to zaczne.
>(halo! wszyscy, ktorym to przeszkadza! oto wasza szansa! :) )

Mi to nie przeszkadza. Ale ze swojej strony moge sie zdeklarowac, ze
jak kilka osob zwroci mi uwage na to, ze moja sygnaturka jest za
dluga, to ja skroce.

A co to ma do rzeczy?

Nie wiem... ;)

[...]

Slawomir Szczyrba

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski napisał(a) w wiadomości:
> >>
> SS> Nie chcesz ryzykowac - nie wychodzisz z domu.
> SS> Proste ;)
>
>no, to w czasach prehistorycznych tak samo. nie chcesz ryzykowac - nie
>wychodzisz z jaskini. gdzie roznica?
>
Wtedy nie jezdzily samochody ;b

>to tyle.
>witold.
>

Slawek
-- Slawomir Szczyrba --
-- < st...@priv.onet.pl > -- < http://priv.onet.pl/ka/steev >

-- Nasza niewiedza siega coraz dalszych swiatow. - S.J.Lec

Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 23:46, Niesamowity Mlotek wrote to All:

NM> A Cola :), papierosy, narkotyki, kawa (to nie jest zart), wszelkiego
NM> rodzaju antybiotyki o wodzie ognistej nie mowiac?

NM> Jesli regularne przyjmowanie kwasu ortofosforowego (to takie cos czym
NM> mozna trawic szklo) przedluza zycie, to ja nie jestem Obcy.

mlotku, nie kompromituj sie! szklo trawi sie kwasem fluorowodorowym, a nie
fosforowym!
co nie zmienia faktu, ze przyjmowanie tego ostatniego na zdrowie nie wplywa
najlepiej....

to tyle.
witold.


Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 19:02, Wiktor Kochanowski wrote to All:

WK> wytlumacz


>> mi, dlaczego sadzisz, ze czlowiek, ktory ma duzo kasy jest lepszym
>> ojcem

WK> niz


>> czlowiek, ktory nie ma duzo kasy?

WK> Tak, to miałem na myśli. Przeciętnie programista zarabia znacznie
WK> lepiej niż reprezentant pozostałej części populacji, tego chyba
WK> dowodzić nie muszę. A więcej kasy to * lepsze szanse przeżycia dla
WK> dziecka (np. dzięki lepszej opiece medycznej) * szanse lepszego życia
WK> dla dziecka (np. dzięki lepszej edukacji) I jeszcze kilka innych
WK> czynników, dla których _przeciętnie_ dziecko człowieka umiejącego
WK> programować ma większe szanse w dzisiejszym świecie niż dziecko
WK> człowieka nie umiejącego programować. Jeszcze raz podkreślam
WK> przeciętność tych wyników, bo znowu znajdziesz jakieś jednostkowe
WK> kontrprzykłady.

mie mam zamiaru wchodzic w, jak to nazwales, jednostkowe kontrprzyklady. mam
zamiar ponowic pytanie: wytlumacz mi, dlaczego sadzisz, ze czlowiek, ktory ma
duzo kasy, jest lepszym ojcem? bo jedyne, co do tej pory udowodniles, to to, ze
czlowiek, ktory ma wiecej kasy, moze wiecej dziecku kupic, oraz to, ze czlowiek,
ktory ma wiecej kasy, moze zaplacic za lepszych lekarzy. jak dotad nie napisales
nic o byciu lepszym ojcem, czy w ogole lepszym rodzicem. ja wysunalbym wrecz
teze przeciwna - ze czlowiek, ktory ma wiecej kasy jest czesto gorszym rodzicem
od tego, ktory ma mniej kasy.

>> chyba, ze miales na mysli to, ze jesli kobieta umie pisac programy,
>> to

WK> bedzie


>> miala lepszego ojca dla dziecka. jesli tak, to prosze, uzasadnij
>> czemu?


WK> To też miałem na myśli. To też muszę uzasadniać? Ok, łopatologicznie
WK> to idzie tak: kobieta umie pisać programy ==> zatem ma większe IQ
WK> od przeciętnej ==> zatem jest atrakcyjna dla facetów z IQ również
WK> większym od przeciętnej

dziura. jak sam napisales, ty wolisz wysportowane dresiarki od zaniedbanych
intelektualistek (o przecietnie wyzszym iq). chyba ze nie uwazasz swojego iq za
wyzsze od przecietnej, w ktorym to przypadku dziury nie ma.

WK> ==> tacy faceci mają więcej szmalu

druga dziura. faceci o wyzszym iq wcale niekoniecznie maja wiecej szmalu.

WK> ==> ==> tacy
WK> faceci są _przeciętnie_ lepszymi ojcami dla swoich dzieci.

ponawiam pytanie. dlaczego faceci, ktorzy maja wiecej szmalu, sa lepszymi
ojcami? wyjasnij.

>> a jesli naprawde uwazasz, ze 'tak to dziala', tos naiwny.


WK> Bez osobistych wycieczek, proszę... Wiem, że możesz znaleźć
WK> kontrprzykłady, programistki ze zrujnowanymi życiami i dziećmi, które
WK> nie dożyły roku itp. itd.

jak juz napisalem, nie mam zamiaru wdawac sie w kontrprzyklady.

WK> ale dobór naturalny działa właśnie tak,
WK> dzięki wielkim liczbom, które pozwalają na uśrednianie wyniku.

a co ma do tego dobor naturalny? czy to wlasnie dobor naturalny decyduje o tym,
kto jest lepszym rodzicem?

Witold Witaszewski

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Hi All

Wtorek Marzec 10 1998 19:37, Wiktor Kochanowski wrote to All:

WK> From: "Wiktor Kochanowski" <alte...@cheerful.com>

>> WK> Zamiast kierować się opiniami, ludzie stosują rachunek zysków i
>> WK> strat i jak na razie świetnie na tym wychodzą.


>>
>> faktycznie. ich srodowisko naturalne zapewne wychodzi na tym rownie

WK> swietnie.


>> dlatego wlasnie kapiel w wisle (czy tez praktycznie dowolnej innej
>> duzej

WK> rzece)


>> jest dzis zdrowa i przyjemna.

WK> Nie mówimy o tym, czy środowisko na tym świetnie wychodzi.

tak jak wychodzi srodowisko, tak i czlowiek.

WK> Zgadzam
WK> się, że naturalne środowisko człowieka już prawie nigdzie nie
WK> istnieje
WK> w wyniku jego działalności. Chodzi tylko o to, że w zamian za takie -
WK> możesz to określić jako "rabunkowe"

oczywiscie ze okresle jako rabunkowe.

WK> , jeśli sprawi Ci to przyjemność -
WK> wykorzystanie środowiska dostaliśmy wiele rzeczy, których samo
WK> naturalne środowisko nigdy by nam nie dostarczyło, gdybyśmy go się
WK> zdecydowali nie zmieniać.

za to dzieki zmianom, ktore wprowadzilismy, nasze dzieci nie dostana wielu
rzeczy, ktore dostarczyloby im naturalne srodowisko.

[ciach]
WK> Nie to samo, ale różnica jest zasadza się w skali zmian. Różni ludzie
WK> uważają różne poziomy tej skali za nieakceptowalne, stąd moje pytanie
WK> - kto decyduje, co wolno zrobić w środowisku, a co nie?

ja, i tylko ja, decyduje, co uznam za nieakceptowalne.
a o tym, co wolno zrobic srodowisku, powinien decydowac zdrowy rozsadek.
ktorego wiekszosc ludzi nie posiada...

[ciach]


>> a rodziles kiedys dziecko? a byles moze przy tym? masz kobiete jakas
>> w

WK> ogole?


WK> Hej, take it easy. Wspomniałeś już, ze masz dzieci

jedno, na razie.

WK> i nie zamierzam Ci
WK> ich wyciągać kleszczami.

sprobowalbys... ;)

WK> Po co osobiste wycieczki?

to nie sa osobiste wycieczki. chodzi mi o to, ze jesli masz kobiete, to
powinienes z nia porozmawiac na temat ciazy, rodzenia dzieci, a zwlaszcza na
temat ich wychowywania. moze sie okazac, ze wasze zdania sa nader rozne...

WK> Nie, nie byłem przy porodzie,

i to widac.

WK> a pytanie, czy mam kobietę litościwie
WK> przemilczę (bo nie chcę Cię wpędzać w kompleksy, oczywiście :-)).

no, sprobuj.

WK> Ty
WK> też nie byłeś w warstwie ozonowej, a jednak się o tym wypowiadasz.

>> wytlumacz mi prosze, jak skomplikowany porod dokonywany 'silami
>> natury' jak

WK> sie


>> to mowi, moze uszkodzic (uszkodzic, powtarzam!) dziecko?

WK> Np. dziecko może być źle ułożone w macicy (nie prosto główką do
WK> przodu) albo poród będzie trwał tak długo, że będzie niedotlenione, co
WK> może zaowocować upośledzeniem umysłowym.

tak jak i uzycie kleszczy.

[ciach]

>> WK> To proste - dzisiaj umiejętność programowania jest jedną z cech,

>> WK> które zwiększają wartość potencjalnej matki na "rynku"
>> WK> partnerek. W ten sposób osoba umiejąca programować ma większe
>> WK> szanse na związek i dzieci (przypominam, że ciągle znakomita
>> WK> większość dzieci rodzi się w małżeństwach) niż ta nie umiejąca
>> WK> programować. OK, wiem, że związek tych dwóch spraw jest
>> WK> nieoczywisty i raczej wbrew stereotypom dotyczącym informatyczek
>> WK> (świnki morskie itp.), ale może byłoby Ci łatwiej, gdybyś sobie
>> WK> za programowanie podstawił księgowość albo znajomość literatury?


>>
>> mam dwa pytania:
>> - dlaczego uwazasz, ze jakakolwiek umiejetnosc zawodowa jest znaczaca
>> przy wyborze partnerki?


WK> Bo widzę, że ludzie się tym też kierują. Ważny jest często fakt, że
WK> _jakąkolwiek_ umiejętność zawodową partnerka posiada.

jak czesto? jak czesto ludzie wybieraja sobie partnera na podstawie _zawodu_ ?

>> - dlaczego uwazasz, ze wiekszosc dzieci jest planowana?

WK> Większość dzieci może nie, ale mówimy o wyborze partnerki.

jesli wiekszosc dzieci nie jest planowana, to obala to twoja teze o wiekszych
szansach kobiety-programistki na posiadanie potomstwa.

>> WK> Nawet najsilniejszym i najlepiej przygotowanym matkom zdarzają

>> WK> się trudne porody. Ten akurat łatwo korygowalny feler układu
>> WK> rozrodczego może być natomiast równoważony przez wiele innych
>> WK> zalet jej organizmu (i nie tylko) i świetnych genów. Czy
>> WK> dlatego, że np. nosicielka genów wysokiego IQ (proszę, nie
>> WK> dyskutujmy, czy IQ jest genetycznie warunkowane) ma problemy z
>> WK> porodem, musimy wnioskować, że następuje degeneracja ludzkości?


>>
>> nie. ale jesli kobieta, ktora ma wiele naprawde pozytywnych genow,

>> np. geny wysokiego iq (nie mam zamiaru wdawac sie w dyskusje na temat


>> genetycznego warunkowania intelegencji) nie moze urodzic dziecka, to
>> wszystkie jej

WK> swietne


>> cechy sa - z punktu widzenia puli genowej - o kant d. potluc. nie
>> przekaze

WK> ich


>> dzieciom - znaczy moglaby ich rownie dobrze nie miec.

WK> O to chodzi, że dzisiaj może i dzięki temu te świetne geny nie giną.
WK> Tym razem ja zaczynam myśleć, że specjalnie nie chcesz zrozumieć...

jak nie moze - to nie moze. a jak moze, ale z klopotami - to medycyna te
klopoty rozwiazuje. to masz na mysli?

>> >> ano wlasnie. jesli juz jestesmy tymi beznosymi psami, to
>> >> przynajmniej
>> WK> starajmy
>> >> sie miec takie srodowisko, zeby w nim wyzyc. nie dewastujmy go -
>> >> nie
>> WK> starajmy
>> >> sie, zeby milosniczka nietypowych psow zniecierpliwila sie i
>> >> wyrzucila nas
>> WK> z
>> >> domu, razem z malymi beznosymi szczeniaczkami...
>>
>> WK> Tylko, że środowisko, które zachwalasz,

>>
>> ja go nie zachwalam. tak sie sklada, ze to srodowisko jest naturalne.


WK> Zachwalasz powrót do niego bez względu na koszty, takie mam wrażenie.

masz zle wrazenie.

>> WK> jest właśnie tym, w którym
>> WK> beznose pieski przeżyć by nie mogły. Znacznie ważniejsze dla ich
>> WK> przeżycia jest istnienie miłośniczek beznosych psów. Z Twojej

>> WK> własnej analogii wynika zatem w gruncie rzeczy wezwanie do
>> WK> zachowania przede wszystkim środowiska technicznego, a nie
>> WK> naturalnego.


>>
>> o! zauwazyles!
>> chodzi mi o to, zeby przez nasze dzialania nie doprowadzic do
>> katastrofy,

WK> po


>> ktorej zostanie tylko srodowisko naturalne.

WK> Widzę tu sprzeczność, bo dotychczas rozumiałem, że katastrofa, o
WK> której mówisz, takie środowisko miałaby zniszczyć.

zle rozumiales.
jesli chodzi o niszczenie srodowiska naturalnego, doskonale dajemy sobie rade
bez katastrof. dla srodowiska naturalnego to my jestesmy katastrofa.

>> zrozum - ja nie mam nic do
>> cywilizacji naukowo-technicznej. zdaje sobie sprawe, ze rzucony 'na
>> pastwe' srodowiska naturalnego, bez jej wytworow prawdopodobnie
>> umarlbym. chodzi mi tylko i wylacznie o to, zebysmy zachowali troche
>> umiaru i nie doprowadzili

WK> do


>> jednej z dwoch sytuacji:
>> - takiej degradacji planety, ze uratuje nas tylko przeprowadzka gdzie

WK> indziej


>> - katastrofy, ktora spowoduje zniszczenie zaawansowanej technologii,
>> dzieki ktorej zyjemy. a tak rownowaga planety, jak i stan rzeczy,
>> dzieki ktoremu korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji sa bardzo
>> kruche.

WK> OK. Tylko że dotychczas dyskusja przebiegała między dwiema
WK> możliwościami: 1. Zniszczenia cywilizacji technicznej i powrotu do
WK> natury 2. Zniszczenia natury i zachowania cywilizacji technicznej.

WK> Idealną sytuacją jest oczywiście zachowanie i natury i cywilizacji
WK> technicznej i do tego powinniśmy dążyć. Ale gdybym miał wybierać,
WK> wybrałbym możliwość drugą. Dlatego właśnie jestem w stanie zrozumieć,
WK> że niszczymy jakiś kawałek środowiska, żeby wzbogacić techniczną
WK> stronę naszej cywilizacji. Rachunek zysków i strat.

'full speed ahead, and fuck the icebergs.'
tak mi sie to kojarzy.
a tak poza tym, to jak zamierzasz produkowac tlen, jak wytniesz wszystkie
drzewa?

>> [ciach]
>> WK> Ech... życie to jest w ogóle choroba, która kończy się śmiercią

>> WK> [nie moje, oczywiście].


>>
>> znaczy, twoje nie skonczy sie smiercia? ;)


WK> Jak uczy doświadczenie, zawsze umierają inni :-)

ciekawe te twoje doswiadczenia... :)

>> >> WK> > to jest zycie kleczac.
>> >>
>> >> WK> Bardzo nieprzejednana moralnie postawa. A pozwól, że spytam -
>> >> WK> czy np. Pigmej z buszu, który nie zaznał dobrodziejstw
>> >> WK> cywilizacji żyje bardziej "stojąc" niż uzależniony od

>> >> WK> narkotyków artysta rockowy albo pisarz-alkoholik? Kim
>> >> WK> wolałbyś być?


>> >>
>> >> a co to ma do rzeczy?
>> >> co lepsze: jajko na twardo czy dlugopis parkera?
>>
>> WK> Ale taki właśnie jest wybór. Cywilizacja to sprzedaż wiązana.
>>
>> miedzy jajkiem na twardo a dlugopisem parkera? dwoma nie
>> przystajacymi rzeczami? ktos tu czegos kompletnie nie rozumie...


WK> Racja. Cała analogia z jajkiem na twardo i długopisem Parkera była
WK> chybiona.

tak jak i twoja analogia z pigmejem i alkoholikiem, czego zdaje sie nie
zauwazyles...

WK> Ale gdyby ją naprawić tak: lekko podgniłe jajko na twardo i
WK> długopis Parkera czy brak długopisu parkera i świeżutkie jajko na
WK> twardo? Podejrzewam, że większość ludzi wybrałaby to pierwsze, nawet,
WK> gdyby musieli skonsumować owo lekko podgniłe jajko. Długopis Parkera
WK> to rzecz, którą warto mieć za cenę chwili niesmaku.

ciekawy poglad. czy rozszerza sie takze na inne dziedziny zycia? jesli tak, to
powiedz mi prosze, jak definiujesz, ogolnie, 'chwile niesmaku', a co dla ciebie
jest, tez ogolnie, 'dlugopisem parkera'?

>> mnie sie wydaje, ze wlasnie mafiozi staja sie dla wiekszosci mlodych

WK> (uwaga!


>> mlodych!) ludzi autorytetami.
>> przyjrzyj sie chocby dresiarzom.


WK> Panikujesz. Dresiarze (zgodnie z osiągniętym przez nas konsensusem nie
WK> są to wszyscy ludzie, którzy słuchają disco polo) to ciągle mniejszość
WK> młodych ludzi.

sure about that? jestes calkowicie pewien, ze mniejszosc mlodych ludzi
przejawia taki typ zachowan i sposobu myslenia, ktory okreslamy skrotowo jako
'dresiarski'?
my chyba w roznych krajach zyjemy...

WK> Poza tym z młodości się wyrasta...

ale z nabytych w mlodosci przyzwyczajen i nawykow - nieczesto.

>> >> WK> Jako członek społeczności internetowej oświadczam, że wolę
>> >> WK> wysportowaną dresiarkę od mocno zaniedbanej

>> >> WK> intelektualistki...


>> >>
>> >> do rozmowy tez?
>>
>> WK> Ogólnie. Właściwie - chyba też. Imprezując miałem ostatnio

>> WK> przyjemność tańczyć z kilkoma kobietami i jedna z nich była
>> WK> właśnie taką mocno zaniedbaną intelektualistką, która starała
>> WK> się epatować swoją wiedzą i planami naukowymi. Wyobraź sobie, z
>> WK> ulgą zmieniłem partnerkę na bezpretensjonalną "dresiarkę" -
>> WK> sądząc po wyglądzie.


>>
>> no tak. to wiele tlumaczy...

WK> Uważasz, że to było jakieś traumatyczne przeżycie? Albo coś
WK> nietypowego dla większości internautów?

bynajmniej.
choc wchodzenie w bliskie towarzyskie interakcje z dresami jest dla wiekszosci
internautow, osmiele sie stwierdzic, raczej nietypowe....

>> WK> Ach, subtelna zmiana nazewnictwa.
>> WK> A jeśli ktoś czyta grupy dyskusyjne _i_ słucha disco polo i

>> WK> chodzi na imprezy do "Colosseum"? Znam takiego faceta, naprawdę,
>> WK> produkuje się na pl.rec.motocykle :-)


>>
>> a gada do rzeczy? jesli gada do rzeczy, to moze sluchac disco polo i

WK> dresiarzem


>> nie jest. to nie jest sutelna zmiana nazewnictwa.

WK> Nieważne, czy gada do rzeczy, tego nie było w pierwotnej definicji.
WK> Ważne, że gada przez Internet. Czy nie spotyka się nie-discopolowców
WK> gadających od rzeczy?

powtorze po raz kolejny. dresiarstwo to nie jest rodzaj sluchanej muzyki. to
nie jest sposob ubierania sie. to sposob zycia, stan umyslu.

[ciah]
WK> Motywacja jest częściowo ta sama - mieć grupę, którą uważa się za
WK> swoją.

pytanie jeszcze, co sie robi razem z ta grupa?

>> WK> , równie szybkiego, niezobowiązującego seksu i
>> WK> rzucania dla sportu kamieniami w policję przez hippisów?
>>
>> hippisi? w policje kamieniami? dla sportu?
>> jakichs dziwnych hippisow (a wlasciwie 'hippisow') znales...

WK> OK, nie kamieniami, kwiatami.

faktycznie, ganz egal - kwiaty, kamienie...

>> roznica polega na tym, ze hippisi, ktorzy siedza sobie spokojnie w
>> komunie,

WK> nie


>> narzucaja sie nikomu ze swoimi pogladami, swoim wygladem i swoimi

WK> zachowaniami.

WK> Niekoniecznie, byli i tacy.

ktorzy narzucali sie w sposob niekulturalny, glosny, obrazliwy dla innych,
powodujacy zniszczenia w okolicznej 'scenografii' i obrazenia u okolicznych
przechodniow?

to tyle.
witold.


Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Niesamowity Mlotek wrote:
>
> > Wolę być "uzależniony" od aspiryny i żyć 70 lat niż bez uzależnienia
> > żyć lat 30.

>
> A Cola :), papierosy, narkotyki, kawa (to nie jest zart), wszelkiego
> rodzaju antybiotyki o wodzie ognistej nie mowiac?

Co z kawa? Uwazasz ze nie da sie pic kawy i nie byc uzaleznionym? Ja
jestem kontrprzykladem, na przyklad. To samo z Cola, to samo z tzw.
narkotykami, to samo z alkoholem. Jak zmierzysz liczbe uzaleznionych?
Czym sie to uzaleznienie objawia? Syndromem odstawienia?

> Jesli regularne przyjmowanie kwasu ortofosforowego (to takie cos czym
> mozna trawic szklo) przedluza zycie, to ja nie jestem Obcy.

Obcemu to moze i przedluza.
A ja nie pijam niczego co by mi zzeralo szklanki.

> > Rany boskie. Chyba zwrócę tę sałatkę z sosem vinegarette.


> Z tym octem to nie zart, kwas octowy ma (w wiekszych ilosciach)
> naprawde takie dzialanie.

Tak, nie mowiac o tym ze w wiekszych ilosciach kwas octowy powoduje
poparzenia i zabija.


> UV to nastepny srodek mutagenny (to nie ja wymyslilem), a jak duzo
> ludzi na plazach chodzi w ubraniu

Ale UV raczejh nie powoduje mutacji dziedzicznych (jest filtrowany przez
skore i nie dociera do komorek rozrodczych. Co najwyzej mozesz dostac
raka skory.

A w slipkach duzo ludzi chodzi.

> > liczbie ludzi pracujšcych nad nowymi broniami biologicznymi?


>
> Proste - dane o procencie mlodych ludzi konczacych uczelnie w USA i
> zatrudniajacych sie w przemysle wojskowym nie sa tajne. Wystarczy
> spojrzec na biochemie i porownac z zeszlymi latami.

Ludzie po biochemii pracujacy dla wojska moga tez pracowac nad antidotum
albo np. nad bronia chemiczna nie powodujaca smierci.


> > Cóż za fatalizm. I tak wszyscy umrzemy.


>
> Ale moze w sposob spokojny i nie pomagajac innym

Nalac do wanny cieplej wody i podciac sobie zyly?

septimus

--
Andrzej Jarząbek mailto:ajar...@cyber.ict.pwr.wroc.pl
--- Przyjaciele, zle widzicie! ---

Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Marac wrote:
>
> Moze i nie, ale _niestety_ tak sie nie stalo. Powinnismy sie modlic,
> zeby kosmos (kiedys w przyszlosci) nie podzielil losu Dzikiego
> Zachodu.

Dlaczego mielibysmy sie o to modlic? I jaki jest los dzikiego zachodu?
Ze teraz sa tam Stany Zjednoczone? To nie taki zly los. A w kosmosie
njie ma indian.

> Taaaaa.... I Coca-Cole zamiast Ksiezyca.
> Troche przerazajace jest to co piszesz.

To sobie polecisz na Io, wbijesz flage, oglosisz ze twoje i bedziesz
mogl z Jowisza podziwiac ksiezyc bez Coca-Coli.

Poza tym Coca Cola to badziewiarze, nie bedzie ich na to stac. Od razu
przyleca inni i zaklepia sobie inne kawalki ksiezyca i nikt nic nie
pomaluje.

> Pozdrawia zasmucony Marac

Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Leszek Karlik, aka Mike wrote:
>
> >Ale toi jest reklama wlasnie bazujaca na tym ze ludzi obchodzi wiedej
> >niz tylko wlasne cztery litery. Gdyby ogolu nie obchodzil los innych
> >to taka reklama nie odnioslaby zadnego skutku.
>
> Hmmm... Ja by to ujal w ten sposb: "jest to reklama bazujaca na tym,
> ze media lansuja poglad, jakoby to ludzi obchodzilo cos wiecej niz
> tylko wlasne cztery litery."
> Szczegol.

Moment, jesli kazdy dba o wlasne 4 litery, to wie ze kupujac produkt
ktorego firma wydaje pieniadze na cele charytatywne wywala czesc
placonych przez siebie pieniedzy w bloto. A jesli nawet nie jest tego
swiadom, to dlaczego to ze firma wyfdaje pieniadze na cele charytatywne
mialoby go w ogole obchodzic, nie mowiac juz o sklonieniu go do
kupowania produktow tej firmy?

> >> pewno nie bede stosowal Outlooka. ;>
> >

> >Jest chocby Netszkapa :)
>
> Dziekuje, postoje.

Dlaczego? Masz cos przeciw?

>
> Leszek Karlik, aka Mike - tr...@friko.onet.pl;

septimus

Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote:
>
> byloby dobrze, gdyby nie okazalo sie, ze wszyscy mamy geny, ktore
> doprowadza nas do smierci. doskonalosc genetyczna (jakkolwiek
> definiowana) jedno, a zdolnosc do przezycia drugie.

Musze cie zmartwic. Niestety wszyscy mamy takie geny ktore doprowadza
nas do smierci. Bez wyjatku. Jedyna nadzieja w naszych dzieciach.

[ciach]


> czy jestes w stanie wyodrebnic jakas ideologie dresiarzy, jakies
> podstawy do prowokacji obyczajowej? jakies dresiarskie przeslanie?
> jakies wartosci gloszone przez dresiarzy?

Dresiarze nie glosza, onie wcielaja w zycie. Dresiarze to ludzie czynu.

>
> to tyle.
> witold.

Andrzej Jarzabek

unread,
Mar 10, 1998, 3:00:00 AM3/10/98
to

Witold Witaszewski wrote:
>
> >> niby nic. ale czy ludzie sa w stanie przewidziec (nawet gdyby
> >> chcial) skutki zmian jakie wprowadzaja?
>
> AJ> Nie wszystkie. Co z tego?
>
> ktoras z tych zmian, albo kombinowany efekt kilku z nich moze
> doprowadzic do 'gpf' - generalnego p***niecia fszystkiego. a duzo tych
> zmian, powiedzialbym nawet, ze wiekszosc, wprowadzana jest nawet bez
> prob przewidzenia konsekwencji.

I jak to gpf wedlug ciebie mialoby wygladac? Zostana tylko karaluchy?
Zauwaz ze np. w przypadku skazenia radioaktywnego albo chemicznego
jestesmy lepiej przystosowani genetycznie niz nasi przodkowie ze
sredniowiecza.

> [ciach porod kleszczowy]
>
> AJ> No i co? Przez pare pokolen bedzie mozna tak robic, pozniej jak
> AJ> bedzie
> AJ> juz taka mozliwosc to sie poprawi gen.


>
> chyba, ze cos sie rypnie. a zdaje mi sie, ze do zburzenia
> kulturalnego, cywilizowanego swiata, w ktorym zyjemy nie potrzeba zbyt
> duzo. nie potrzeba apokalipsy, zeby zmusic nas do uzywania technologii

> sprzed stu lat - nieduza wojna w zupelnosci wystarczy.

Pozwole sobie sie nie zgodzic. Nieduze wojny tocza sie na swiecie przez
caly czas. I nie wracamy jakos do dziewietnastego wieku.

> i jak trzeba bedzie nagle powrocic do 'metod tradycyjnych', to jest
> problem...

Jaki? Wtedy wygina ci ktorych wady genetyczne uniemozliwiaja im
przezycie czy rozrod. Zostana ci ktorzy sa wystarczajaco zdrowi zeby
przezyc. Jak zawsze wtedy kiedy sie zmieniaja warunki.
Zauwaz ze jesli nawet zginie 99,9% populacji ludzkiej to 6 milionow
osobnikow to wystarczajaco duzo zeby odtworzyc gatunek. A to jest
naprawde _skrajnie_ pesymistyczne zalozenie.



> AJ> No i co z tego? PRzeciez medycyne mamy. A jakby miala byc

> AJ> katastrofa i medycyna przestalaby istniec, to ktostam by przezyl,
> AJ> jest nas duzo.


>
> no, ktostam by przezyl z pewnoscia. pytanie, jak dlugo?

Wystarczy zeby przezyl tak dlugo zeby miec dzieci. Plus powiedzmy pare
lat. Jesli ludzie beda przewzywac do trzydziestki to juz wystarczy.

> AJ> Jest pewna grupa ludzi nie uzaleznionych (np. ja). Jesli by sie
> AJ> okazalo ze ludzkosc juz nie moze dostarczyc uzaleznionym ich
> AJ> chemikaliow to0 reszta odbuduje populacje.


>
> jak mowi powiedzenie: 'przetrwanie silniejszego jest ok, dopoki to ty

> jestes silniejszy.'

Z tym ze obecnie nie widze w jaki sposob brak nalogow mialby czynic mnie
silniejszym. Owszem jest to wygodne, oszczedza mi przykrosci i wydatkow,
ale prawdopodobienstwo ze to akurat mi np. ocali zycie jest raczej
niewielkie.

> >> na pewno jest ci pociecha i pomoca w znoszeniu, na przyklad,
> >> sasiada wiercacego dziury w scianie o 23oo.
>
> AJ> W trosce o wlasna d. zrobie sasiadowi awanture :)
>
> a on w trosce o wlasna d. zrobi ci wiertarka trzecie oko na czole ;)

Nie zrobi. Jestem zwinniejszy od sasiada, a za drugim razem przyjde z
kalachem. W trosce o wlasna d.

> >> a tak swoja droga - zauwazyles moze, ze wiekszosc tych
> >> wysportowanych aktywnych chodzi obecnie w ortalionowych dresach? i
[ciach]
> AJ> Nie, nie zauwazylem. To tylko taki warszawski folklor.
>
> szczesliwy czlowieku...
>

To jest bardzo proste. Wystarczy mieszkac w Europie a nie w Azji :->

[ciach]


> pewnie ze nie. w wojsko kase laduje sie bez widokow na zwrot nakladow.
> ale podroze kosmiczne to troche inna sprawa. rzady nie zrobia, bo nie
> ma po co,

Sugerujesz ze ten caly Pathfinder to fotomontaz i pic? Jak w tym filmie
o wyprawie kosmicznej co ja w studiu telewizyjnym sflaszowali?

> a prywatni tez nie, bo zyskow z tego nie bedzie. i finito.

Nie wiadomo wlasnie. Moga byc zyski jak wyprawy beda troche tansze a
zasoby mineralne Ziemi beda na wyczerpaniu.

maciej grzeszczuk

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

Tue, 10 Mar 1998 03:12:58 +0100 Wiktor Kochanowski napisal byl w pl.listserv.sf-f:
> Owszem. Mogłem napisać "zmień program, przestarzały luzerze archaicznej
> >>sieci<<, bo psujesz wszystkim dzień". A przecież naprawdę nie musisz,
> możesz ręcznie dodawać "Re:" do nagłówka. Mam tylko nadzieje, że GoldEd na
> to pozwala.

a ja mam nadzieję, że twój program pozwala na to, abyś wstawiał ładny header,
do kogo odpisujesz. bo mnie irytuje twoje ciągłe pisanie do 'All'.

> Domyślam się. Jeśli ja, będąc raczej doświadczonym użytkownikiem Usenetu,
> mam problem ze zidentyfikowaniem, co jest odpowiedzią na co, to inni raczej
> też.

a ja, jako doświadczony użytkownik fidonetu nie jestem w stanie na podstawie
twoich headerów stwierdzić, do kogo odpowiadasz. i co z tym fantem zrobisz?

> > WK> Jak już napisałem, jest to ton wyższości technologicznej :-)
> >phe, roznica...
> Owszem. Nie piszę przecież, że Fido jest moralnie gorsze. Sam kiedyś
> używałem. Ale faktem jest, że normalny newsreader jest bardziej zaawansowany
> technologicznie właśnie.

że co? czego używałeś? chyba bebeesu, co z fido jako takim ma dość mało
wspólnego. możesz mi to zaawansowanie technologiczne newsreadera pokazać
w kilku zwartych punktach?

2095
--
= kr...@zwieracz.pse.pl = phone +48-602-339173 = InterNIC: MKG5 =
= 2:480/70 = PGP 50D98803B12327E7 216A787AB7EFD5FA * in arp we trust *
= finger me or mail a message with subject: 'get-pgpkey' for pgp key =


maciej grzeszczuk

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

Tue, 10 Mar 1998 02:48:15 +0100 Wiktor Kochanowski napisal byl w pl.listserv.sf-f:

> Dres. Disco polo. Szmal. Szybki, niezobowiązujący seks. Piłka nożna.

biorąc pod uwagę częstotliwość występowania w twoich wypowiedziach zwrotu
'szybki, niezobowiązujący seks', a także twoją argumentację co do wyższości
dresiar etc. (materiały do wglądu) odnoszę wrażenie, że jesteś frustratem
seksualnym, do tego nie starszym, niż 15 lat.

w młodości prawdopodobnie wieszano ci kotleta na szyji.

2097

maciej grzeszczuk

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

Tue, 10 Mar 1998 01:56:17 +0100 Wiktor Kochanowski napisal byl w pl.listserv.sf-f:
> A zdolność pisania programów zapewni jej lepszego ojca dla tego dziecka. Tak
> to działa.

taak? rozpatrzmy to na twoim przykładzie: jesteś osobą wartościową jak mniemam,
lecz w kontaktach z drugą płcią preferujesz dresiary z plastikowymi alfami i
na ryju tapetą, miast kulturalne i wykształcone dziewczyny potrafiące własną
myśl do rozmowy co jakiś czas wrzucić. gdzie więc profity z bycia wykształconą
i posiadania umiejętności pisania programów?

2096

Piotr W. Cholewa

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

On 9 Mar 98 at 21:47, Slawomir Szczyrba wrote:

> Piotr W. Cholewa napisał(a) w wiadomo(?)ci:
> >>
> >A po co ci dziecko? Przez dobre kilkanascie lat nie nadaje sie do
> >pisania programow.
> >
> Ale mozna wykozystac do badania idiotoodpornosci napisanych
> programow.
>
Ale przez dwa lata trzeba je do tego przyuczac.

PWC

****************************************pcho...@usctoux1.cto.us.edu.pl
If men were meant to fly pcho...@gate.math.us.edu.pl
God would have created them with air-tickets p...@vr.pl

Piotr W. Cholewa

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

On 10 Mar 98 at 19:02, Wiktor Kochanowski wrote:

>
> Tak, to miałem na my(?)li. Przeciętnie programista zarabia znacznie lepiej niż
> reprezentant pozostałej czę(?)ci populacji, tego chyba dowodzić nie muszę. A
> więcej kasy to
> * lepsze szanse przeżycia dla dziecka (np. dzięki lepszej opiece medycznej)
> * szanse lepszego życia dla dziecka (np. dzięki lepszej edukacji)
> I jeszcze kilka innych czynników, dla których _przeciętnie_ dziecko
> człowieka umiej+cego programować ma większe szanse w dzisiejszym (?)wiecie niż
> dziecko człowieka nie umiej+cego programować. Jeszcze raz podkre(?)lam
> przeciętno(?)ć tych wyników, bo znowu znajdziesz jakie(?) jednostkowe
> kontrprzykłady.
>

W takim razie najlepszym ojcem jest specjalista od marketingu,
ewentualnie ksiegowy (pamietacie ksiegowego w Monty Pythonie?)

>
> To też miałem na my(?)li. To też muszę uzasadniać? Ok, łopatologicznie to


> idzie tak: kobieta umie pisać programy ==> zatem ma większe IQ od
> przeciętnej ==> zatem jest atrakcyjna dla facetów z IQ również większym od

> przeciętnej ==> tacy faceci maj+ więcej szmalu ==> tacy faceci s+


> _przeciętnie_ lepszymi ojcami dla swoich dzieci.
>

Skad ci przyszlo do glowy, ze pisanie programow wymaga wiekszego IQ
niz pisanie czegokolwiek innego?

Leszek Krowicki

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

On Tue, 10 Mar 1998 16:46:13 -0600, Niesamowity Mlotek
<mlo...@intra.mp.pw.edu.pl> wrote:

[wielkie ciach]


>Jesli regularne przyjmowanie kwasu ortofosforowego (to takie cos czym
>mozna trawic szklo) przedluza zycie, to ja nie jestem Obcy.

Ortofosforowym??? Szkło??? Trawic???
Powodzenia

Leff

[drugie wielkie ciach]
>=09=09=09=09=09 Pelen nadziei=20
>=09=09=09=09=09=09OBCY aka Michal Mlotek=20
>=09=09=09=09=09=09ml...@intra.mp.pw.edu.pl
>=09=09=09=09=09=09mlotek.home.ml.org
>


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

Witold Witaszewski wrote

> >> ktoras z tych zmian, albo kombinowany efekt kilku z nich moze
> >> doprowadzic do
> >> 'gpf' - generalnego p***niecia fszystkiego. a duzo tych zmian,
> >> powiedzialbym nawet, ze wiekszosc, wprowadzana jest nawet
> >> bez prob przewidzenia konsekwencji.
>
> WK> Kombinowany efekt zmian genetycznych się może ujawnić praktycznie
> WK> tylko tam, gdzie populacja jest bardzo mała - nie dziś, w epoce, gdy
> WK> mało kto znajduje partnera w miejscu, w którym się urodził. To jeszcze
> WK> jeden powód, dla którego jakość populacji genów się nie pogarsza.
> WK> Dzięki rozwojowi transportu nie ma już przysłowiowych wiosek idiotów.
>
>nie mowie o zmianach genetycznych. nie mowie o ekspresji wad genetycznych.
>mowie...
>zreszta przeczytaj jeszcze raz, o czym mowie. potem odpowiadaj.

Może jednak wyjaśnisz, bo dla mnie kombinowany efekt zmian genetycznych to
właśnie objawienie się ich kilku w tym samym osobniku.

> >> chyba, ze cos sie rypnie. a zdaje mi sie, ze do zburzenia
> >> kulturalnego, cywilizowanego swiata, w ktorym zyjemy nie potrzeba
> >> zbyt duzo. nie potrzeba apokalipsy, zeby zmusic nas do uzywania
> >> technologii sprzed stu lat -

> WK> nieduza
> >> wojna w zupelnosci wystarczy. i jak trzeba bedzie nagle powrocic do


> >> 'metod tradycyjnych', to jest problem...
>

> WK> Ale jak wrócimy, to się to samo rozwiąże, jak już pisałem. W sposób
> WK> okrutny - ale tak właśnie drzewiej bywało.
>
>a jestes na to przygotowany?

Ja nie, ale jakaś część rasy ludzkiej - tak. Chociażby entuzjaści survivalu
czy amerykańskie "milicje". Z punktu widzenia gatunku jesteśmy zatem
ubezpieczeni.

> >> sa inne nieciekawe choroby przenoszone genetycznie.
>
> WK> To jak dotrwały do naszych czasów? I dlaczego dzisiaj miałyby mieć
> WK> większą szansę, skoro potrafimy wykrywać nawet takie wady genetyczne,
> WK> które się nie zawsze ujawniają i przechodzą przez linie boczne?
>
>a potrafimy je leczyc?

A kiedyś potrafiliśmy? Potrafimy ich leczyć coraz więcej, to się liczy.

> >> AJ> No i co z tego? PRzeciez medycyne mamy. A jakby miala byc
> >> AJ> katastrofa i medycyna przestalaby istniec, to ktostam by

> >> AJ> przezyl, jest nas duzo.


> >>
> >> no, ktostam by przezyl z pewnoscia. pytanie, jak dlugo?
>

> WK> To właściwie co proponujesz?
>
>nic. stawiam tylko pytania.

Bardzo wygodna postawa. Zaczęliśmy, przypominam, od prawdopodobieństwa
wyginięcia ludzkości.

> WK> Bo wybór jest chyba taki: albo rezygnujemy z medycyny i eliminujemy
> WK> złe geny w sposób naturalny, albo nie rezygnujemy i dajemy
> WK> upośledzonym genetycznie jednostkom szansę przeżycia. A jest nas
> WK> naprawdę tak dużo, że jakby wymarło 99% procent populacji, to i tak
> WK> ten jeden procent czystych genetycznie ludzi będzie to więcej niż 10
> WK> 000 lat temu.
>
>jestes przygotowany psychicznie na to, ze wymrze 99% populacji?
przypominam, ze
>obejmuje to ludzi tobie bliskich, a nawet ciebie.

Nie chodzi o mnie, ani o to, czy jestem przygotowany. Jak pęknie cywilizacja
techniczna, to cokolwiek byśmy nie robili, Ziemia nie wyżywi 6 miliardów
ludzi.

>
> >> jak mowi powiedzenie: 'przetrwanie silniejszego jest ok, dopoki to ty

> WK> jestes
> >> silniejszy.'
>
> WK> Ale tak było. Zaczynasz niezauważalnie dyskutować sam ze sobą...
>
>dlaczego twierdzisz, ze niezauwazalnie?

Bo na początku, mam wrażenie, broniłeś poglądu, że wszyscy będziemy słabi,
teraz przyznajesz poniekąd, że są jacyś silni, którzy mogą przeżyć.

> WK> Czasem jest po co. Jak na księżyc będzie można polecieć za <$100m, to
> WK> wkrótce, jak tu już ktoś pisał, będzie można zobaczyć na Księżycu logo
> WK> Coca-Coli albo Marlboro.
>
>a chcialbys tego? zeby co noc widziec na niebie coca-cola, albo lucky
strike?

Jeśli oznaczałoby to możliwość taniego polecenia na Księżyc, to mnie to aż
tak bardzo nie przeszkadzałoby.

>witold.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

Witold Witaszewski wrote

> >> WK> Ale właśnie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem... Żeby
> >> WK> wszyscy poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni nie.
> >> WK> Co to jest, jak nie nawoływanie do altruizmu?
> >>
> >> wywolywanie poczucia winy, jak sam napisales.
>
> WK> Tak bezinteresownie - toż to kwintesencja altruizmu! :-)
>
>ezinteresowne wywolywanie w innych poczucia winy jest przejawem solidnej
uchyby
>charakteru, a nie altruizmu.


Ale czy altruizm działałby bez poczucia winy?

> >> skad wiesz, ze innym to tez przeszkadza?
>
> WK> Domyślam się. Jeśli ja, będąc raczej doświadczonym użytkownikiem
> WK> Usenetu, mam problem ze zidentyfikowaniem, co jest odpowiedzią na co,
> WK> to inni raczej też.
>
>wcale niekoniecznie.

A właśnie, że tak. A bo tak.

>witold.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

maciej grzeszczuk wrote
>Tue, 10 Mar 1998 03:12:58 +0100 Wiktor Kochanowski napisal byl w
pl.listserv.sf-f:

>> Owszem. Mogłem napisać "zmień program, przestarzały luzerze archaicznej
>> >>sieci<<, bo psujesz wszystkim dzień". A przecież naprawdę nie musisz,
>> możesz ręcznie dodawać "Re:" do nagłówka. Mam tylko nadzieje, że GoldEd
na
>> to pozwala.
>
>a ja mam nadzieję, że twój program pozwala na to, abyś wstawiał ładny
header,
>do kogo odpisujesz. bo mnie irytuje twoje ciągłe pisanie do 'All'.


Przecież to prawda. Choć może powinienem pisać "All except maciej
grzeszczuk" (pisownia z małych liter Twoja).

>> Domyślam się. Jeśli ja, będąc raczej doświadczonym użytkownikiem Usenetu,
>> mam problem ze zidentyfikowaniem, co jest odpowiedzią na co, to inni
raczej
>> też.
>
>a ja, jako doświadczony użytkownik fidonetu nie jestem w stanie na
podstawie
>twoich headerów stwierdzić, do kogo odpowiadasz. i co z tym fantem zrobisz?

Nic. pl.listserv.sf-f to grupa Usenetu i lista dyskusyjna poczty
internetowej, a nie fidonetu. Poza tym odpowiadam do All, bo tak się
odpowiada w Usenecie.

>> > WK> Jak już napisałem, jest to ton wyższości technologicznej :-)
>> >phe, roznica...
>> Owszem. Nie piszę przecież, że Fido jest moralnie gorsze. Sam kiedyś
>> używałem. Ale faktem jest, że normalny newsreader jest bardziej
zaawansowany
>> technologicznie właśnie.
>
>że co? czego używałeś? chyba bebeesu, co z fido jako takim ma dość mało
>wspólnego.

Proszę, nie tłumacz mi, co to jest Fido. Używałem Fido w wieku lat 6 (jeśli
przyjąć Twoje oszacowanie mojego wieku na lat 15).

> możesz mi to zaawansowanie technologiczne newsreadera pokazać
>w kilku zwartych punktach?

Wystarczy mi jeden. Post dochodzi wszędzie w maksymalnie parę godzin, a nie
w parę dni.

> 2095

To niezwykle ważna informacja.

>= kr...@zwieracz.pse.pl = phone +48-602-339173 = InterNIC: MKG5 =

I bardzo gustowny adres. I świetny pomysł, żeby podawać numer telefonu, i to
komórkowego. Ja jestem (ciągle) uprzejmy, ale ktoś, kto Cię nie lubi, mógłby
wpaść na pomysł, żeby Cię nękać telefonami, jak go zdenerwujesz osobistymi
aluzjami.

Wiktor

Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

maciej grzeszczuk wrote:
>> A zdolność pisania programów zapewni jej lepszego ojca dla tego dziecka.
Tak
>> to działa.
>
>taak? rozpatrzmy to na twoim przykładzie: jesteś osobą wartościową jak
mniemam,
>lecz w kontaktach z drugą płcią preferujesz dresiary z plastikowymi alfami
i
>na ryju tapetą, miast kulturalne i wykształcone dziewczyny potrafiące
własną
>myśl do rozmowy co jakiś czas wrzucić. gdzie więc profity z bycia
wykształconą
>i posiadania umiejętności pisania programów?


Stać ją będzie na bardziej błyszczący dres i lepszej klasy tapetę.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

maciej grzeszczuk wrote:
>Tue, 10 Mar 1998 02:48:15 +0100 Wiktor Kochanowski napisal byl w
pl.listserv.sf-f:

>> Dres. Disco polo. Szmal. Szybki, niezobowiązujący seks. Piłka nożna.
>
>biorąc pod uwagę częstotliwość występowania w twoich wypowiedziach zwrotu
>'szybki, niezobowiązujący seks',

2 razy, z czego drugi raz jako parodia. Sprawdź w słowniku, co to takiego.

> a także twoją argumentację co do wyższości
>dresiar etc. (materiały do wglądu) odnoszę wrażenie, że jesteś frustratem
>seksualnym, do tego nie starszym, niż 15 lat.


Biorąc pod uwagę częstotliwość występowania w Twoich wypowiedziach
osobistych insynuacji pod moim adresem, odnoszę wrażenie, że jesteś
frustratem Fido, do tego nie młodszym, niż 90 lat. Zbliżasz się do mojego
killfile'a. Niezłe osiągnięcie, jak na jeden dzień wymiany poglądów.

>w młodości prawdopodobnie wieszano ci kotleta na szyji.

W młodości nie uważałeś na lekcjach ortografii, interpunkcji, gramatyki,
informatyki i dobrego wychowania.

Wiktor


Wiktor Kochanowski

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

Piotr W. Cholewa wrote in message

>> A więcej kasy to
>> * lepsze szanse przeżycia dla dziecka (np. dzięki lepszej opiece
medycznej)
>> * szanse lepszego życia dla dziecka (np. dzięki lepszej edukacji)
>> I jeszcze kilka innych czynników, dla których _przeciętnie_ dziecko
>> człowieka umiej+cego programować ma większe szanse w dzisiejszym swiecie

niż
>> dziecko człowieka nie umiej+cego programować. Jeszcze raz podkre(?)lam
>> przeciętno(?)ć tych wyników, bo znowu znajdziesz jakie(?) jednostkowe
>> kontrprzykłady.
>>
>W takim razie najlepszym ojcem jest specjalista od marketingu,
>ewentualnie ksiegowy (pamietacie ksiegowego w Monty Pythonie?)

Nie wykluczam... ale nie robię przecież kategorycznych porównań, kto jest
_najlepszym_ ojcem.

>> To też miałem na my(?)li. To też muszę uzasadniać? Ok, łopatologicznie to
>> idzie tak: kobieta umie pisać programy ==> zatem ma większe IQ od
>> przeciętnej ==> zatem jest atrakcyjna dla facetów z IQ również większym
>> od
>> przeciętnej ==> tacy faceci maj+ więcej szmalu ==> tacy faceci s+
>> _przeciętnie_ lepszymi ojcami dla swoich dzieci.
>>
>Skad ci przyszlo do glowy, ze pisanie programow wymaga wiekszego IQ
>niz pisanie czegokolwiek innego?

Przeinaczasz. Nie mówię o pisaniu czegokolwiek innego, tylko o robieniu
czegokolwiek innego. I u¶redniam.

Wiktor


Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

On Wed, 11 Mar 1998 03:34:33 +0100, "Wiktor Kochanowski"
<alte...@cheerful.com> has disseminated foul capitalist propaganda by
writing:

[...]


>>a ja, jako doświadczony użytkownik fidonetu nie jestem w stanie na
>podstawie
>>twoich headerów stwierdzić, do kogo odpowiadasz. i co z tym fantem zrobisz?
>
>Nic. pl.listserv.sf-f to grupa Usenetu i lista dyskusyjna poczty
>internetowej, a nie fidonetu. Poza tym odpowiadam do All, bo tak się
>odpowiada w Usenecie.

Jak sam zwrociles uwage, sf-f to nie tylko grupa Usenetu, ale rowniez
lista dyskusyjna poczty internetowej. Jezeli ktos dostaje ja w formie
listow, to header do: All na pewno bardzo utrudnia mu zycie ludziom,
ktorzy czytaja grupe w zwyklym programie pocztowym.
;P
W zwiazku z tym odpowiadanie "bo tak sie odpowiada w Usenecie" jest po
prostu olewaniem tych subskrybentow listy ktorzy korzystaja z
listserva.
;>
Czy nie mozesz po prostu ustawiac tych headerow? W koncu korzystajac z
zaawansowanego technologicznie produktu Microsoftu nie powinno
stanowic to problemu...
;>

[...]


>> możesz mi to zaawansowanie technologiczne newsreadera pokazać
>>w kilku zwartych punktach?
>
>Wystarczy mi jeden. Post dochodzi wszędzie w maksymalnie parę godzin, a nie
>w parę dni.

A co to ma do newsreadera? Niewazne, czy stosuje sie Outlooka, czy FA,
czy pine'a...

[...]

PS. Nie, ja tez nie wiem, co ma to wspolnego z upadkiem ludzi. Ale cos
pewnie ma... ;)

Ewa Pawelec

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

Leszek Krowicki <lkro...@hempseed.com> wrote:
>>Jesli regularne przyjmowanie kwasu ortofosforowego (to takie cos czym
>>mozna trawic szklo) przedluza zycie, to ja nie jestem Obcy.
> Ortofosforowym??? Szkło??? Trawic???
> Powodzenia
Moze ze szkliwem zebowym mu sie pomylilo - to rzeczywiscie kwas
ortofosforowy trawi...

EwaP
--
------------------------------------------------------------
Ewa Pawelec, Zaklad Optyki Atomowej IF UJ
http://www.cyf-kr.edu.pl/~ufpawele
------------------------------------------------------------

Wagrowski, Konrad

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to


> ----------
> From: Wiktor Kochanowski[SMTP:alte...@cheerful.com]
> Reply To: SF-F Distribution List
> Sent: 11 marca 1998 03:26
> To: sf...@uci.agh.edu.pl
> Subject: Re: Upadek ludzi
>
> Witold Witaszewski wrote
> > >> WK> Ale wła?nie o to chodzi, że przekazał z wielkim szumem...


> Żeby
> > >> WK> wszyscy poczuli się winni, że Ted Turner przekazuje, a oni
> nie.
> > >> WK> Co to jest, jak nie nawoływanie do altruizmu?
> > >>
> > >> wywolywanie poczucia winy, jak sam napisales.
> >
> > WK> Tak bezinteresownie - toż to kwintesencja altruizmu! :-)
> >
> >ezinteresowne wywolywanie w innych poczucia winy jest przejawem
> solidnej
> uchyby
> >charakteru, a nie altruizmu.
>
>
> Ale czy altruizm działałby bez poczucia winy?
>

Spotkalem sie kiedys z twierdzeniem, ze cos takiego jak altruizm
wlasciwie nie istnieje. Jest tylko pewna forma egoizmu. Przeciez gdy
czynimy cos dla kogos robimy to z jednego z trzech powodow:
a) liczymy na zaplate
b) mamy nadzieje, ze ten ktos odwdzieczy sie nam w przyszlosci
c) sprawia to nam przyjemnosc
Czyli zawsze robimy to dla siebie.

Konrad R. Wagrowski


Leszek Karlik, aka Mike

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

On 11 Mar 98 14:59:30 GMT, KWagr...@eragsm.com.pl (Wagrowski,
Konrad) has disseminated foul capitalist propaganda by writing:

>
[...]


>Spotkalem sie kiedys z twierdzeniem, ze cos takiego jak altruizm
>wlasciwie nie istnieje. Jest tylko pewna forma egoizmu. Przeciez gdy
>czynimy cos dla kogos robimy to z jednego z trzech powodow:
> a) liczymy na zaplate
> b) mamy nadzieje, ze ten ktos odwdzieczy sie nam w przyszlosci
> c) sprawia to nam przyjemnosc
> Czyli zawsze robimy to dla siebie.

Swieta prawda...

Witold Szaman Siekierzynski

unread,
Mar 11, 1998, 3:00:00 AM3/11/98
to

> Leszek Krowicki <lkro...@hempseed.com> wrote:
> >>Jesli regularne przyjmowanie kwasu ortofosforowego (to takie cos czym
> >>mozna trawic szklo) przedluza zycie, to ja nie jestem Obcy.
> > Ortofosforowym??? Szk o??? Trawic???

> > Powodzenia
> Moze ze szkliwem zebowym mu sie pomylilo - to rzeczywiscie kwas
> ortofosforowy trawi...
>
> EwaP
> --
To taki cos co dodaja do Coli. Nie zauwazylem przegryzania sie
tresci przez butelki, ale na serio na lotniskach jedyna rzecza ktora
myja szyby w to cola, bo nic innego nie zmywa plynow uzywanych
podczas deszczu.
>

**********************************************************************
* HOWGH!!! *
* SZAMAN *
* *
* "...prawda jest tylko jedna, *
* fikcji starczy dla wszystkich" *
* J.A. Zajdel *
**********************************************************************


It is loading more messages.
0 new messages