> Wiersz jednozwrotkowy, trzywersowy z rymem sylabowym, z równomiernie
> rozłożonym akcentem. Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie zadowolenie
> z otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm i szczęście,
> które człowiekowi żyjącemu we współczesnym zamęcie, może dać tylko
> otaczająca go przyroda.
> Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody część żaby jest
> pretekstem do euforii. Szybko poruszające się słońce sugeruje wczesne
> lato, kiedy świat zwierzęcy budzi się z otchłani zimy. Puenta liryku
> jest jednoznaczna i łatwo odczytywalna, oddaje doskonale szybkość i
> złożoność ruchu słońca, które przecież nie jest istotą ludzką.
> Uwagę zwraca użycie wulgaryzmów, których znajomość świadczy o ludowych
> korzeniach poety i głębokiej więzi ze społeczeństwem. W moim rozumieniu
> autor chciał się tym utworem odwdzięczyć środowisku, w którym wyrósł, za
> poświecenie i trud włożony w zapewnienie mu należytego wykształcenia.
> Szkoda, że tak mało w dzisiejszej poezji wierszy o tak pogodnym nastroju.
>
> A oto sam wiersz!
>
> Słońce w górze zapierdala,
> Żaba w wodzie dupę moczy,
> Kurwa, co za dzień uroczy...
---
Autora nie znam
Pozdrawiam
A
Taxiorek typu copy & paste
Pierwszego dnia szkoły, przed rozpoczęciem lekcji, nauczycielka
przedstawia klasie nowego ucznia:
- To jest Nguyen Dong z Wietnamu. Od dziś będzie waszym kolegą.
Lekcja się zaczyna. Nauczycielka mówi:
- Zobaczymy, ile pamiętacie z historii Polski. Kto wypowiedział słowa:
„Mieczów ci u nas dostatek"?
W klasie cisza jak makiem zasiał, tylko Nguyen podnosi rękę i mówi:
- Władysław Jagiełło do posłów krzyżackich przed bitwą pod Grunwaldem,
lipiec 1410.
- No i proszę, nie wstyd wam? Nguyen jest Wietnamczykiem, a historię
Polski zna lepiej niż wy. Czy chcecie udowodnić, że „Polak przed szkodą i
po szkodzie głupi". No, jaki poeta to napisał?
Znowu wstaje Nguyen.
- Jan Kochanowski w pieśni o spustoszeniu Podola, 1586.
Nauczycielka z wyrzutem spogląda na uczniów.
W klasie zapada cisza. Nagle słychać czyjś głośny szept:
- Bierz dupę w troki i spierdalaj do swojego gównianego kraju.
- Kto to powiedział?! - krzyczy nauczycielka, na co Nguyen podnosi rękę i
recytuje:
- Józef Piłsudski do generała Michaiła Tuchaczewskiego na przedpolach
Warszawy, sierpień 1920.
W klasie robi się jeszcze ciszej. Słychać tylko, jak ktoś mruczy pod nosem:
- Możesz mnie pocałować w dupę.
Nauczycielka, coraz bardziej zdenerwowana:
- Przesadziliście. Kto tym razem?
Znów wstaje Nguyen.
- Andrzej Lepper do Anety Krawczyk na IV krajowym zjeździe Samoobrony,
Warszawa, styczeń 2004.
Tego jest już za wiele nawet dla nauczycielki. Biedna kobieta opada na
krzesło, jęcząc:
- Boże, daj mi siłę, bo zaraz zwymiotuję.
Nguyen, nie czekając na pytanie:
- Papież Jan Paweł II na widok pielgrzymki Rodziny Radia Maryja, plac św.
Piotra w Rzymie, marzec 1994.
Nauczycielka traci panowanie nad sobą. Ostatkiem sił rzęzi:
- Niech ktoś zabierze stąd tę kupę gówna.
Nguyen, niczym niezrażony:
- Borys Jelcyn, wskazując na Aleksandra Kwaśniewskiego po spełnieniu
dziesiątego toastu na oficjalnym obiedzie na Kremlu w Moskwie, czerwiec
1998.
Nauczycielka mdleje. Jeden z uczniów mówi ze zgrozą:
- Jezu, to dopiero lachociąg!
Nguyen reaguje natychmiast:
- Prałat Henryk Jankowski, oceniając wysiłki ministranta Mariusza
Olchowika po każdej mszy w kościele św. Brygidy w Gdańsku w latach
1998-2002.
Klasa podnosi dziki wrzask. Po chwili drzwi się otwierają i wbiega
wkurzony dyrektor:
- Co wy, do diabła, wyprawiacie?! Takiej bandy debili jeszcze w życiu nie
widziałem!
Na co Nguyen:
- Nicolas Sarkozy do polskiej delegacji, szczyt Unii Europejskiej w
Brukseli, październik 2008.
A w zeszłym miesiącu zapodali w Tv, że dzisiejsza młodzież potrafi
wykorzystać tylko 200 słów do porozumiewania się;p
Tax (Ctrl + c/v)
Mąż wraca z delegacji, a żona w łóżku z kochankiem...
Mąż:
- Halinko, co ty robisz?!
A Halinka do kochanka:
- A mówiłam, że głupek??
#
Wchodzi facet do przedziału w wagonie i mówi
- Dzień dobry, jestem z bronią...
Ludzie wrzask i uciekają. Facet dalej ciągnie:
- Bronia, chodź mamy wolne miejsca...
#
Kłóci się siostra z bratem. Ten ostatni nie znajdując już żadnego
argumentu krzyczy:
- Masz mnie słuchać, bo ja w wojsku byłem podporucznikiem!
- A ja byłam pod majorem!!
#
Q: Czym się różni major od komety ?
A: Major jest odwrotością komety.
Wytłumaczenie: Kometa to gwiazda z ogonem. Ogon po staropolsku to
kutas. Tak więc kometa to gwiazda z kutasem.
#
Wchodzi facet do sklepu z bielizną i mówi:
- Są majtki na wacie?
- Panie, tego nie produkuje się od 30 lat!!
- Wacia! chodź, idziemy stąd.
#
Stanley odnalazl w glebi Afryki jakiegos bialego.
- Dr Livingstone?
- Nie.
- Nie?!
- Przykro mi.
Stanley idzie szukac dalej, a Livingstone do siebie: "Nie wie pacan,
ze dostalem docenta".
#
Stirlitz ustalił spotkanie z łącznikiem z centrali w Cafe Elefant w
Berlinie. W umówiony dzień Stirlitz niedbałym krokiem wszedł do
lokalu,
zasiadł przy stoliku i zamówił wódkę.
- Nie ma wódki - odpowiedział kelner
- W takim razie poproszę wino - ponowił Stirlitz
- Wina też nie ma - kelner na to
- A piwo jest?
- Piwa niestety też nie ma - odparł skonsternowany kelner.
"Widocznie łącznik z Moskwy przybył dzień wcześniej" domyślił się
pułkownik
Isajew.
#
Car Mikołaj II spacerował po parku. Zamachowiec rzucił w niego bombą,
ale władcę własnym ciałem zasłonił porucznik Rżewski.
- Jestem Twoim dłużnikiem - mówi car. - Co chcesz w zamian?
- Nic.
- Niemożliwe, mów; dam radę wszystko zrobić.
- Chciałbym ożenić się z córką pułkownika Siemienowa.
Car Mikołaj II wzywa pułkownika.
- Dajcie swoją córkę Rżewskiemu.
- Panie, nie godzi się - ja pułkownik, on - ledwie porucznik... -
broni
się Siemienow.
- OK, pułkowniku, oddajcie więc córkę GENERAŁOWI Rżewskiemu...
- Ale on taki prostak...
- Oddajcie córkę KSIĘCIU GERNERAŁOWI Rżewskiemu
- Prostak Rżewski nikogo nie zna na dworze...
- Dajcie córkę księciu generałowi Rżewskimu, NAJLEPSZEMU PRZYJACIELOWI
CARA.
Na to Rżewski nie wytrzymał - rzucił się na szyję carowi:
- Nikuś, kochany, a na ch*uj mi ta młoda Siemienowna? Teraz to se
lepszą
babę znajdę.
#
Jaka jest różnica między penisem a żarówką?
Żadna... I jedno i drugie można zastapić świeczką...
#
Blondynka do chłopaka:
- Bardzo cię lubię. Mówisz mi takie przyjemne rzeczy - że jestem
ładna,
mądra, kochana, jedyna... Jesteś bardzo miły.
Chłopak:
- I mam tylko jedną wadę: kłamię.
#
Czy to prawda doktorze, że jeżeli ktoś umrze we śnie, to dowie się o
tym dopiero rano?
#
Pewien dziesięciolatek miał problem z matematyką, jego rodzice
próbowali
wszystkiego od korepetycji do hipnozy - bez skutku.
W końcu, zrezygnowani postanowili wysłać go do szkoły przyklasztornej.
Po
pierwszym dniu chłopak wrócił do domu ze skoncentrowanym wyrazem
twarzy,
minął swoich rodziców, zamknął się w pokoju i przez ponad dwie
godziny
zakuwał matematykę. Po tym czasie wyszedł na obiad, szybciutko go
zjadł a
następnie wrócił do pokoju i robił zadania aż do późnej nocy.
Od tamtej pory każdy dzień wyglądał zadziwiająco podobnie.
Po miesiącu matka wróciła rozradowana z wywiadówki.
- Synku, dostałeś szóstkę, powiedz jak to się stało, czy to dlatego,
że
uczyły cię zakonnice?
- Nie
- To może dlatego, że uczyliście się w małych grupach?
- Nie
- Podręczniki? Nauczyciele? Klimat?
- Nie
- To co?
- Wiesz, kiedy przyszedłem tam pierwszego dnia i zobaczyłem tego
kolesia
przybitego do plusa - wiedziałem, że mam przerąbane...
#
Zebrał wódz indiański "Siedzący Pies" całe swoje
plemię na naradę wojenną:
- Czerwonoskórzy! Jesteśmy wielkim narodem?
- Taaaaak!
- To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem
nuklearnym?
- Taaaa... Zbudujemy? Huurraaa!!!
Ścięli tomahawkami największą sekwoję w okolicy,
wydrążyli ją w trudzie i znoju, według starej, indiańskiej
recepty wyprodukowali proch, napchali do wydrążonego pnia,
zapletli linę, z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz
rakiety.
- Gdzie ją wystrzelimy?
- Na Erewań!
- A dlaczego na Erewań?
- Innych miast nie znamy...
Napisali na rakiecie "Na Erewań", zbili się w gromadę i podpalili
lont. Jak nie pierd***ęło!!! Prawdziwy
Armagedon! Dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu
kilkunastu
metrów... Wódz bez nogi, bez ręki otrzepuje się z kurzu i mówi:
- Ja pierd*lę!! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Erewaniu?
--
Pozdrawiam :)
JM
http://www.bykom-stop.avx.pl/index.html
Bezpieczny wolontariat (Nobel?): http://zwijaj.pl/
Pełna wersja wiersza:
Leci sobie ptaszek z dala,
W górze słonko zapierdala
Żaba w wodzie dupę moczy
Kurwa! - jaki dzień uroczy!
>> Wiersz jednozwrotkowy, trzywersowy z rymem sylabowym, z równomiernie
>> rozłożonym akcentem. Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie
>> zadowolenie z otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm
>> i szczęście, które człowiekowi żyjącemu we współczesnym zamęcie, może
>> dać tylko otaczająca go przyroda.
>
>> Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody część żaby
>> jest pretekstem do euforii. Szybko poruszające się słońce sugeruje
>> wczesne lato, kiedy świat zwierzęcy budzi się z otchłani zimy. Puenta
>> liryku jest jednoznaczna i łatwo odczytywalna, oddaje doskonale
>> szybkość i złożoność ruchu słońca, które przecież nie jest istotą ludzką.
Zapierdalające inne stworzenia sugerują wczesne lato,
kiedy świat zwierzęcy obudził się z otchłani zimy
JA liryczne personifikuje słońce.
W słowie "zapierdala" oddaje szybkość i złożoność ruchu słońca, które
przecież nie jest istota ludzka i nie może
"zapierdalać" senso stricte.
>> Uwagę zwraca użycie wulgaryzmów, których znajomość świadczy o ludowych
>> korzeniach poety i głębokiej więzi ze społeczeństwem. W moim
>> rozumieniu autor chciał się tym utworem odwdzięczyć środowisku, w
>> którym wyrósł, za poświecenie i trud włożony w zapewnienie mu
>> należytego wykształcenia.
>
>> Szkoda, że tak mało w dzisiejszej poezji wierszy o tak pogodnym nastroju.
Dodajmy tylko, że jest to wiersz sylabotoniczny, czterostopowiec
trocheiczny, o rymach żeńskich, opartych na akcencie paroksytonicznym.
Podkreślić należy brak średniówki oraz przerzutni klauzulowych.
Wprawdzie podmiot liryczny nie uobecnia się za pośrednictwem form 1 os.
l.poj., jednak jego stanowisko ujawnia się w ostatnim wersie w formie
ekspresyjnej eksklamacji oraz wypowiedzenia w formie równoważnika zdania
("co za dzień uroczy"). Można by zaryzykować zatem tezę, że utwór ten
należy do niezdefiniowanej jeszcze dotychczas odmiany liryki, którą tu
roboczo nazwiemy liryką pozornie pośrednią.
Analizując zawartość merytoryczną wiersza możemy odnaleźć w nim
refleksję nad kondycją współczesnego świata i człowieka, który jego
część stanowi. Podobnie jak w bajkach także tu postaci zwierząt mogą być
uosobieniem typowych cech ludzkich (aczkolwiek utwór ten bajką nie jest,
przede wszystkim ze względu na brak płynącego zeń widocznego morału).
Zarówno żaba, jak i ptaszek symbolizują dwie skrajne postawy
współczesnych ludzi. I tak w żabie możemy odnaleźć postać człowieka
konformisty, skupionego na konsumpcyjnym stylu życia, który nie
przedstawia swoim postępowaniem żadnych wyższych wartości. W opozycji do
tej postaci został ukazany ptaszek, który "w górze zapierdala". Zwróćmy
uwagę na dosadność ostatniego słowa, która sugeruje nam, że ów
zwierzątko jest przykładem człowieka ciężko pracującego
w życiu. To właśnie dzięki niemu żaba może "dupę w wodzie moczyć", czyli
korzystać z uroków życia. Dodatkowo należy zauważyć, że ptaszek "lata w
górze", a płaz znajduje się "na dole" (nie jest to wyrażone w sposób
bezpośredni, ale możemy domyślać się, że w powietrzu raczej nie ma
stawów i jezior). W ten sposób podmiot liryczny sugeruje nam, że ciężko
"zapierdalający" człowiek jest wart więcej niż ten, prowadzący
wygodnicki tryb życia. Zatem ludzie oddający się swojej pracy są w
pewien sposób sakralizowani, gdyż to oni są bliżej słońca, a więc i
Boga. Jednak słońce świeci "z dala". Zwróćmy uwagę na to ostatnie
stwierdzenie, gdyż jest ono kluczem do interpretacji wiersza. Może ono
sugerować dystans, jaki dzieli nasze wyobrażenie o pięknie współczesnego
świata a smutną rzeczywistością. Zarówno ptaszek, skupiony na swojej
pracy, jak i żaba oddająca się przyjemnościom, zapominają o prawdziwych
wartościach, które symbolizują piękno i dają spokój ducha, czyli tych
metafizycznych. Podmiot w pewien sposób daje nam do zrozumienia, że
Słońcem w naszym życiu może być sztuka! I tylko dzięki jej kontemplacji
jesteśmy w stanie dosięgnąć prawdziwego szczęścia. Patrząc z tej strony
na sytuację liryczną zwierzątek, możemy stwierdzić, że ich życie jest
tylko pozorne, gdyż brakuje w nim poezji. Dodatkowym argumentem
potwierdzającym moją tezę, może być ostatni wers, który stanowi puentę
utworu. Dzięki wyrazistej eksklamacji ("Kurwa!") możemy znaleźć w niej
dozę ironii, która sugeruje nam dysonans pomiędzy epikurejską (ba, wręcz
panteistyczną!) wizją rzeczywistości, a jej faktycznym stanem.
Mimo że (jak się domyślam) autor wiersza jest mi współczesny, to zawarta
przez niego myśl ma charakter uniwersalny, gdyż każde pokolenie cierpi
na swoisty kryzys wartości.
\\\\ |||||| ////
=( @ @ )=
oOOo--(..)--oOOo---------------------
^^^^^^ Pozdr.Lila
-------------------------------------------------
Na ga��zce siedzi ptaszek
Pi�rka mu si� �wiec�
Jak pierdoln� go kamieniem
Pewnie mu odlec�
oraz z innej bajki
Paj�czek, paj�czek
bez n�ek i bez r�czek
to te dzieci skurwysyny
pourywa�y mu ko�czyny
ps.
sorki ale kiedy� nale�y zap�aci� myto od czytania ;) a s�ownictwo zachowane
w oryginale
pozdrawiam grup�
Pawe�
Ja-tam techniczny jestem, w liceum z polskiego między 3, a 4
oscylowałem, więc precyzyjnej analizy nie zrobię, ale w tym ni huja
rytmu nie ma!
Proponuję poprawioną wersję:
<tax>
Pajączek, pajączek
bez nóżek i rączek.
Bo te dzieci skurwysyny
ujebały mu kończyny.
</tax>
(Starczy? Czy korektę zeznania mam składać?>
... zaliczka na wypadek:
<tax>
Na tapczanie siedzi miś.
Pewnie łapkę poda dziś?
Nie? Nie poda? Co za mina?!
W ryja misia skurwysyna!
---
Ja pierdolę to przedszkole,
wszystkie lalki i niedźwiadki.
Tylko jeża nie pierdolę,
bo jeż jest nie całkiem gładki.
</tax>
--
Tnx. Pzdr. Pyrtek.
Jak powiedzia�, tak si� sta�o
Wszystkie ule rozjeba�o...
--
Dzieci zaczynaj� w ko�cu my�le�, �e B�g jest kr�gowcem w gazowym stanie
skupienia. - A. Einstein
[http://maciejochocki.blogspot.com]
Dodatkowo o ile pami�tam:
"Zapierdolďż˝ kilo miodu
niech te kurwy zdechn� z g�odu".
tax:
Dowcipny facet przychodzi do apteki i pyta:
- Czy ma pan mro�on� marchewk�?
- Mam.
- O, a peruki sďż˝?
- Sďż˝.
- Hm... A miedziane rondelki dostanďż˝?
- Naturalnie.
- I to wszystko mogďż˝ kupiďż˝ w aptece?
- Oczywi�cie. Poprosz� o recept�...
Leci sobie transportowy, wielki C-130 Hercules w eskorcie dw�ch F-16.
Piloci gadaj� sobie przez radio, I oczywi�cie w ko�cu my�liwcy zaczynaj�
udowadnia�, o ile F-16 s� lepsze od Herculesa - Uzbrojenie, pr�dko��,
manewrowo��...
- Spokojnie - m�wi pilot C-130 - na tym pudle mo�na zrobi� kilka rzeczy,
o jakich wy ch�opcy mogliby�cie tylko pomarzy�.
- Tak? No to dawaj!
- Spoko. Patrzcie.
My�liwcy patrz�, ale Hercules leci sobie prosto i spokojnie, nic si� nie
dzieje, za jakie� 5 minut s�ycha� g�os w s�uchawkach
- No i jak?
-Co jak? Co ty niby zrobi�e�?
-Wsta�em, przeci�gn��em si�, napi�em kawy, poszed�em si� odla� i wr�ci�em...