Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

szukam tekstu skeczu

964 views
Skip to first unread message

Tomek MG

unread,
Feb 3, 2008, 4:20:51 AM2/3/08
to
Chyba wykonywał go Kobuszewski
Facetowi w rurach coś nie działąło i zamówił hydraulika, a ten do niego
gadał tylko w żargonie hydraulicznym, pamięta może ktoś?

tax:
Terroryści, którzy zajęli fabrykę wódek i likierów, piąty dzień nie mogą
sformułować żądań.

Andrzej

unread,
Feb 3, 2008, 4:49:55 AM2/3/08
to

(ctr C + ctr V)


Julian Tuwim "Ślusarz"

W łazience co się zatkało, rura chrapała przeraźliwie, aż do przeciągłego
wycia, woda kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku domowych środków
zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do zębów, dmuchanie w otwór, ustna
perswazja etc.) - sprowadziłem ślusarza. Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą
szczeciną na twarzy, w okularach na ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkimi
niebieskimi oczyma, jakimś załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki,
pokręcił krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział: -
Ferszlus trzeba roztrajbować.
Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem jednak i
zapytałem: - A dlaczego?
Ślusarz był zaskoczony moją ciekawością, ale po pierwszym odruchu
zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów, chrząknął i
rzekł: - Bo droselklapa tandetnie zblindowana i ryksztosuje.
- Aha, - powiedziałem - rozumiem! Więc gdyby droselklapa była w swoim czasie
solidnie zablindowana, nie ryksztosowała by teraz i roztrajbowanie ferszlusu
byłoby zbyteczne?
- Ano chyba. A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby
tender udychtować. Trzy razy stuknąłem młotkiem w kran, pokiwałem głową i
stwierdziłem: - Nawet słychać.
Ślusarz spojrzał doć zdumiony: - Co słychać?
- Słychać, że tender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że gdy pan mu
da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie
zablindowana, nie będzie już więcej ryksztosować i, co za tym idzie ferszlus
będzie roztrajbowany.
I zmierzyłem ślusarza zimnem, bezczelnym spojrzeniem. Moja fachowa wymowa
oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanymi poraz pierwszy w życiu
terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza. Poczuł, że musi mi czymś
zaimponować. - Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować
będzie reperacja - wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny -
kosztować będzie... 7 złotych 85 groszy.
- To niedużo, - odrzekłem spokojnie - myślałem, że co najmniej dwa razy
tyle. Co się za tyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby pan miał
fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.
Ślusarz był blady i nienawidził mnie. Uśmiechnął się drwiąco i powiedział:
- Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel kryptować? Żeby trychter
był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy
culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobię.
- No wie pan, - zawołałem, rozkładając ręce - czegoś podobnego nie
spodziewałem się po panu! Więc ten trychter według pana nie jest zrobiony na
szoner? Ha, ha, ha! Pusty miech mnie bierze! Gdzież on na litość Boga jest
krajcowany?
- Jak to, gdzie? - warknął ślusarz - Przecież ma kajlę na uberlaufie!
Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie:
- Rzeczywiście. Nie zauważyłem, że na uberlaufie jest kajla. W takim razie
zwracam honor: bez holajzy ani rusz.
I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na uberlaufie trychter
rzeczywiście robiony był na szoner, nie za krajcowany, i bez holajzy w żaden
sposób nie udałoby się zakryptować lochbajtel w celu udychtowania pufra i
dania mu szprajcy przez lochowanie tendra, aby roztrajbować ferszlus, który
źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje.


--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.listserv.chomor-l

jaQbek

unread,
Feb 3, 2008, 4:50:18 AM2/3/08
to

Użytkownik "Tomek MG" <tomek.ja...@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:fo411l$5mq$2...@inews.gazeta.pl...

> Chyba wykonywał go Kobuszewski
> Facetowi w rurach coś nie działąło i zamówił hydraulika, a ten do niego
> gadał tylko w żargonie hydraulicznym, pamięta może ktoś?


Majster: - Jasiu! Jako mój uczeń kształcisz się u mnie na nauce. Co to jest,
mój chłopcze?
Jasio: - To jest rura, panie majster.
Majster: - Tak jest. A do czego jest ta rura?
Jasio: - Ta rura jest do niczego.
Majster: - Tak jest. Weź tera kajecik i ołówek i pisz. Będzie lekcja
teoretyczna "Rozmowa z klientem". Ee!
Klient: - Więc proszę pana, pękła mi rura...
Majster: - Zara, chwileczkę! A dzień dobry kto powie? Młodzież słucha. Ona
się uczy...
Klient: - Dzień dobry! Więc proszę pana, pękła mi rurka przy zlewie i trzeba
wstawić nową rurkę, kranik przelotowy i wejście do baterii...
Majster: - Ale czy masz pan chwilkie czasu?
Klient: - Mam, mam...
Majster: - To idź pan sobie do kina na jakienś film, co pan jeszcze nie
byłeś. Jasiu! Podkreśl wężykiem, że to jest dowcip.
Klient: - Ale proszę pana, woda mi się leje!
Majster: - O musi się lać! Dana woda podlegająca ciśnieniu, napotykając na
otwór, czyli szczelinę, wypływa. Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan
głąb. (Do Jasia): Głąb. Zapisałeś?
Jasio: - Nie... bądź pan... głąb... Tak!
Majster: - Tera uważaj. Bendzie się stawiał.
Klient: - Proszę pana! Ja chciałem pana uprzedzić, że ja mam gwarancję na
naprawę tej rurki.
Majster: - No, to to zmienia postać rzeczy. Masz pan tu książkę życzeń i
zażaleń i pisz pan, że pan majster odmawia naprawy gwarancyjnej.
Klient: - Będzie pan miał nieprzyjemności, proszę pana!
Majster: - Kochany, wiesz co oni mogą mnie zrobić? Jasiu, powiedz panu.
Jasio: - Oni mogą panu majstrowi skoczyć!
Majster: - Tak jest, mogą mnie skoczyć.
Klient: - A gdzie oni mogą panu... skoczyć?
Majster: - No, Jasiu, powiedz panu.
Jasio: - Oni mogą panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w
dupę pocałować.
Majster: - Tak jest. Z tym że - Jasiu! Jeżeli używasz zwrotu "tam, gdzie pan
może pana majstra w... i tak dalej... pocałować", to zawsze zostawiaj takie
jakby niedomówienie. Więcej inteligentnie... A poza tym bardzo dobrze. (Do
klienta) No! Pisz pan zażalenie i nie bądź pan rura.
Klient: - Jak to ja mam nie być rura?
Majster: - Nie bądź pan rura i nie pękaj pan!
Jasio: - Wężykiem, wężykiem?...

Płacisz za mnie :)


Tomek MG

unread,
Feb 3, 2008, 5:57:03 AM2/3/08
to
Użytkownik Andrzej napisał:


Obu Panom serdecznie dziękuję:

taxy:
Rzecz działa się w niedalekiej przeszłości, podczas prywatyzacji jednego
z polskich zakładów produkcyjnych. Do fabryki przyjechała delegacja ze
znanej amerykańskiej firmy, aby na miejscu zapoznać się z problemami i
zorientować się jak na żywo wygląda życie w firmie. Manager ze swoją
świtą obszedł już wszystkie zakamarki fabryki, porozmawiał z kilkoma
uśmiechniętymi (i o dziwo znającymi doskonale język angielski)
robotnikami, aż na koniec dotarł do hali produkcyjnej. Po chwili
zauważył dwóch stojących naprzeciw siebie gości w zaplamionych
kombinezonach, mocno gestykulujących i przekrzykujących warkot maszyn.
"Pewnie rozmawiają o jakichś ważnych sprawach produkcyjnych" - pomyślał
manager, skinął na swoją osobistą tłumaczkę i powiedział:
- Proszę podkraść się do nich niezauważenie, podsłuchać o czym mówią,
przetłumaczyć na angielski i wieczorem dostarczyć mi spisaną rozmowę.
Jestem przecież fachowcem i zdaję sobie sprawę z tego, że więcej dowiem
się o problemach zakładu z takiej rozmowy, niż ze wszystkich papierów i
ocen prywatyzacyjnych.
Wieczorem, po powrocie do hotelu zastał na łóżku kartkę z zapisem rozmowy:
Majster do robotnika: "...wstępuję w intymne związki seksualne z tobą i
twoją mamą, ty, kobieta lekkich obyczajów, nawet gwałconej tokarki,
kobieta lekkich obyczajów, nie możesz, kobieta lekkich obyczajów,
prawidłowo włączyć. Dyrektor, kobieta lekkich obyczajów, polecił w
żeński organ rozrodczy, kobieta lekkich obyczajów, wejść z tobą w
intymne związki seksualne w tylnej linii bioder, kobieta lekkich
obyczajów, jeśli przez ciebie pasywny homoseksualisto znowu nie
wykonamy, kobieta lekkich obyczajów, tego nie podobnego do męskiego
organu rozrodczego planu, kobieta lekkich obyczajów, który musi zrobić
gwałcona z tyłu w linii bioder fabryka."
Robotnik do majstra:
"Majster to mógł wstąpić w intymne związki seksualne ze swoją mamusią,
ja już wstąpiłem w intymne związki seksualne w tylnej linii bioder z
panem dyrektorem, i nie będę wchodził w takie związki, kobieta lekkich
obyczajów, z gwałconymi tokarkami. A co najważniejsze na męskim organie
rozrodczym wiszą mi wszystkie, kobieta
lekkich obyczajów, plany tego gwałconego zakładu."

Wchodzi kobieta do apteki i mów do aptekarza, że chce kupić arszenik.
- Po co pani arszenik? - pyta aptekarz.
- Chcę otruć mojego męża, który mnie zdradza.
- Droga pani, nie mogę pani sprzedać arszeniku, aby pani zabiła męża,
nawet jeżeli panią zdradza z inną kobietą.
Na to kobieta wyciąga zdjęcie, na którym jej mąż kocha się z żoną aptekarza.
- Ooooo - mówi aptekarz - nie wiedziałem, że ma pani receptę...


Jack i Tom piją piwo w saloonie, a tu wchodzi kowboj z głową Indianina
pod pachą. Wręcza ją barmanowi, a ten daje mu pieniądze. Barman zwraca
się do nich:
- Nienawidzę Indian. W ostatnim tygodniu spalili mi stodołę i zabili
żonę i dzieci. Kto mi przyniesie głowę Indianina, daję mu tysiąc dolców.
Jack i Tom wypijają swoje piwo i idą polować na Indian. Po chwili
zauważają jednego. Jack rzuca kamieniem, trafia w głowę i Indianin spada
z konia w głęboki wąwóz. Obydwaj idą w ślad za nim, a Tom wyciąga nóż,
by zabrać trofeum. Jack mówi:
- Tom, spójrz na to.
- Nie teraz, jestem zajęty.
- Myślę, że naprawdę powinieneś to zobaczyć.
- Dupku, nie widzisz, że jestem zajęty? Mam tysiąc dolarów w ręku.
- Proszę, Tom, popatrz.
Tom patrzy w górę wąwozu, a tam stoi pięć tysięcy Indian. Tom woła:
- O kurwa, będziemy milionerami!

Maćko

unread,
Feb 3, 2008, 6:21:25 AM2/3/08
to
Dnia 03-02-2008 o 10:20:51 Tomek MG <tomek.ja...@gazeta.pl>
napisał(a):

> Chyba wykonywał go Kobuszewski
> Facetowi w rurach coś nie działąło i zamówił hydraulika, a ten do niego
> gadał tylko w żargonie hydraulicznym, pamięta może ktoś?

http://rapidshare.com/files/88804492/JAN_KOBUSZEWSKI_-_Majster.mp3.html

tax:

Koles wyjechal na delegację. Po jakims czaasie miał wrócić, więc wysłał
telegram do żony, że przyjeżdża.
Miała wyjśc na lotnisko po niego. Przyleciał, chodzi po tej hali, ale żony
nie ma.
- A to kurwa!
Ale zaraz sobie myśli:
- A może nie kurwa, może czeka na mnie w domu.
Wchodzi do domu, a żony nie ma.
- A to kurwa!
Ale zaraz myśli:
- A może nie kurwa, może czeka w kuchni z obiadem.
Idzie do kuchni, a tam żony nie ma.
- A to kurwa!
Ale znowu myśli:
- A może nie kurwa, może czeka w sypialni...
Idzie do sypialni, a tam jego żona lezy w łóżku z jego przyjacielem.
- A to kurwa!!! Hmmm, a może nie kurwa, może nie dostała telegramu.

--
Moją Operą jest klient pocztowy

jacki

unread,
Feb 3, 2008, 3:19:30 PM2/3/08
to
Tomek MG pisze:

>>> Chyba wykonywał go Kobuszewski
>>> Facetowi w rurach coś nie działąło i zamówił hydraulika, a ten do
>>> niego gadał tylko w żargonie hydraulicznym, pamięta może ktoś?

>> W łazience co się zatkało, rura chrapała przeraźliwie, aż do

>> przeciągłego wycia, woda kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku

Przepraszam sporo powycinałem.
Nurtuje mnie tylko jedno, czy to przypadkiem nie jest jakaś śląska gwara
a nie hydrauliczna? U nas na podlasiu, na ten przykład, hydraulicy mówią
normalnie, tylko spodenki tak miło opuszczają, że im widać wczorajsze
spaghetti ;)

--
Pozdrawiam
Andrzej Jackiewicz
jacki(at)idealan.pl

jacki

unread,
Feb 3, 2008, 3:29:06 PM2/3/08
to
jacki pisze:

O haspodinu... taxów pozapominał:

Za poprzedni:
- Gdzie byłeś?!
- Na kółku szachowym...
- Ale śmierdzisz wódką!!!
- A czym mam śmierdzieć? Szachami?

Za bieżący:
- O widzi pan. Pan nie zapiął pasów i na pierwszy rzut oka to żebra i
ręce połamane, nogi z lekka.... A widzi pan? Kierowca... człowiek
rozważny, zapiął pasy i popatrzy pan: siedzi taki całkowicie spokojny...
jak żywy....

Nadpłata:
My tu gadu gadu, a kobiety od rana nic ciepłego w ustach nie miały...


--
Pozdrawiam
Andrzej Jackiewicz
jack(at)idealan.pl

0 new messages