Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Nowa reduta

639 views
Skip to first unread message

Daniel M.J.

unread,
Dec 27, 2007, 5:21:59 PM12/27/07
to
Nie wiem, czy to bardziej tragiczne, czy humorystyczne w każdym razie tutaj
różne temat się porusza, zatem i taki utwór liryczny pozwalam sobie
popełnić. A posta kończę taxem, więc chyba może być.

Nowa reduta

Nam strzelać nie kazano. Nas rano
Gdzieś do afgańskiej wioski wysłano.
Czy nasza misja mogła być pokojowa,
Gdy za cywilem wciąż bojownik się chowa?
Gdy każdy dzień zamachami znaczony
Nekrologów tworzy kolejne strony.

Gdzież są władcy, którzy nas tam wysłali?
Oni spoglądają na to z oddali.
Już ich nie obchodzi nasz los,
Zza krat zbyt cichy słychać głos.
Mają nas za zwykłych morderców
Nie dali nam nawet prawników.

Kiedy w święta każdy szczęścia sobie życzy,
My siedzimy w milczeniu na twardej pryczy,
Wierząc w absurdu tego zakończenie
Wysokiego Sądu nagłe olśnienie -
Że gdy wojna i terror wokoło
Czasem ktoś kulkę zarobi w czoło.

- Z inspiracji wieszcza Adama
Dla polskich żołnierzy
aut. Daniel Jabłoński

Tax
Mama strofuje córkę:
- Zobacz, twoje koleżanki są już po rozwodzie, a ty jeszcze za mąż nie
wyszłaś!


jakuboff

unread,
Dec 27, 2007, 5:49:49 PM12/27/07
to
Daniel M.J. wrote:
> Nowa reduta

A ta już dosyć stara, chyba ją czytałem pierwszy raz wiele lat temu w
jakimś czasopiśmie komputerowym:

Reduta Nortona

Nam pisać nie kazano. - W systemie zadrżało
Ztrace’owałem program; dwieście funkcji grzmiało.
Globalnych procedur ciągną się szeregi,
Prosto, długo, daleko - jako morza brzegi;
I ujrzałem EXE’ka: - wczytał, stertą skinął
I jak ptak jedno skrzydło kodu swego zwinął;
Wylewa się spod skrzydła ściśniona tablica,
Wielką długą kolumną, jako dysku lica,
Nasypane iskrami sektorów.Jak tempy
Ku skasowaniu jej bieżą zastępy.

A przeciw niej - binarna, szybko przetworzona,
Jak FAT leżący w dysku, reduta Nortona
Sześć tylko modułów; wciąż defragmentują;
I nie tyle inku dysze jeta plują,
I nie tyle bitów idzie przez RS-a w RETAL-u,
Ile te moduły wytworzą fraktalów.
Patrz, tam wirus w sam środek sektora się nurza
Jak pamięć mały segment, procesor zachmurza;
Budzi się wirus, blok ostatni leci
I ogromna łysina bad-sectorów świeci.

Głowica z dala leci, prądem szumi, wyje,
Iskrzy jak DMA przed bitwą, miota się, dysk ryje; -
Już dopadła; jak boa śród ścieżek się zwija,
Czyta piersią, pisze zębem, oddechem odbija.
Ostatniej nie widać, lecz słychać po dźwięku,
Po czytaniu się plików, kasowanych jęku:
Gdy CLUSTER od końca do końca przewierci,
W powietrzu zaraz izolacją śmierdzi.

Gdzież jest system, co na rzezie tłumy te wyprawia ?
Czy dzieli ich algorytm, stosu sam nadstawia ?
Nie, on siedzi na płycie, na swojej matrycy,
Król wielki, samowładnik dysku połowicy;
Przełączył CMOS-a - i tysiąc sektorów już leci;
Podłączył - tysiąc katalogów opłakuje dzieci;
Odłączył - padają kości, tam w pamięci dziwy.
Mocarzu, jak DOS silny, jak WIZARD złośliwy,
Gdy bajty szeregowe twoje straszą sumy,
Gdy dysku twój kontroler pisze pełen dumy,
Commander się jeden twej władzy wypiera,
FAT formatuje i TRON ci odbiera,
TRON-a Ongrysów ściąga z twego dysku,
Boś go śmiał zdebuggować na tym swoim RISC-u !

BIOS dziwi się - drganie porusza napędy,
BIOS gniewa się - lecą drukarek głowic zęby;
Ale sypią się dane, którym ranna rosa
Wdarła się między bajty.Zginiem - rozweselim BIOSa.
Posłany DOS IBM-owski z siłami pół sieci,
Wierny, czynny, sprawny - ogień w rękach dzieci.

Ura ! ura ! patrz, blisko reduty już w nowy
Segment pamięci kładą swe tułowy;
Jeszcze toner przyczepiony do drukarki wałów,
Jeszcze zasilacz w środku jasny od przepałów,
Czerwieni się nad czernią, jak w środek lotniska
Płonący TOMCAT leci, - FISHBED go naciska, -
Zgasł; - z nim zgasła reduta.Czyż modułu ciało
Strącone z wektora kod swój skasowało ?
Czy WIZARD boot-sector już zerami zalał ?
Już segmenty modułów COMMAND.COM rozwalał.

Gdzież antywirus ? - Ach dziś pracował więcej
Niż na wszystkich przeglądach za tej władzy dziecięcej;
Zgadłem, dlaczego milczy bo nieraz widziałem
Lichy algorytm walczący z wirusów nawałem.
Gdy godzinę wołano dwa słowa: pisz, czytaj;
Gdy przerwania przejęte, MULTITASKING, myszka;
To skok bezpośredni, wre wirusia czynność;
Na koniec bez skoku pełnią swą powinność,
Na koniec randomowo, bez czucia napięcia,
Antywir jako młyn dysku, - czyta, grzmi, - kręci
Kod z dysku w segmenta, z segmentów na oko :
Aż program wśród szczepionek długo i szeroko
Szukał, nie znalazł - antywir zawisnął,
Nie znalazłszy szczepionki, w pamięci się ścisnął;
I uczuł, że nim kręci pętla nieskończona;
Opuścił ją, wyskoczył; - wnet ztrace’ują TRONA !
Wektorem szarpnęło, - w FAT wirusów kupa
Już lazła, jak TEQUILLA na świeżego boota.

Pociemniała pamięć - gdy zniszczyłem zator,
Zobaczyłem co robił NORTON INTEGRATOR.
On przez funkcyję wspartą na moim wektorze
Długo spoglądał na wirusów morze.
Na koniec rzekł: “Stracona”. - Spośród portów jego
Spłynęło bajtów kilka, - rzekł do mnie - “Kolego,
Algorytm twój lepszy; patrzaj tam w sektorze,
Znasz Nortona, czy widzisz gdzie ?” - “Dyrektorze,
Czy go znam ? - Tam stał zawsze, ten moduł kierował.
Nie widzę - znajdę - dojrzę ! - w bad-blockach się schował.
Lecz wśród najgłębszych zapętleń kodu ileż razy
Widziałem LINKER jego tworzący rozkazy… -
Widzę go znowu - tam wirusów prasa.
Wywija, grozi wrogom ma w SETUP adresa,
Kasują go - zginął - o nie skoczył w dół - do drivera !”
“Dobrze - rzecze Dyrektor - nie odda im servera”.

Tu blask, - dym, - chwila cicho, - huk jak stu kowalów.

W puch się rozpękł monitor od ciężkich fraktalów,
Głowice podskoczyły i jak wystrzelone
Pędziły śród ścieżek - Pliki wyczyszczone
Nie trafiły w FAT-u kopie. I dym wionął
Prosto ku nam; i w gęstej chmurze nas ochłonął.
I nie było nic widać nim kineskop zgasnął.
Na zawsze - już tylko odłamek w dysk trzasnął…
Spojrzałem na redutę; - plik, monitor blady,
Moduły, i naszych garstka, i wrogów gromady:
Wszystko jak TEMP znikło. - tylko szara bryła
SERVER zniszczony leży - rozjemcza mogiła.
Tam i ci co bronili, - i ci co się wdarli,
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.
I choćby BIOS wirusom kazał wstać, już dusza
Wirusia tam raz pierwszy BIOS-a nie posłusza.
Tam zagrzebane tylu set kody i imiona:
Źródła gdzie? - nie wiem; lecz wiem, gdzie źródło Nortona.
On będzie Patron dysków ! - bo dzieło zniszczenia
W dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia;
DOS wyrzekł słowo stań się, DOS i zgiń wyrzecze.
Gdy przerwaniom adres funkcyj obsługi uciecze,
Kiedy dyski BIOS-ów ta duma szalona
Obleje, jak wirusy redutę Nortona -
Każąc plemię hardware’u GIFami zatrute,
DOS wysadzi te sieci jak on swą redutę.

Ongrys
( pisane o spadku napięcia
nad brzegiem dysku w Warszawie
1993-4-20 — 1993-5-5;2:41pm )

tax:
Rok 1981, Bill Gates wygłasza swoje słynne zdanie: "640 kb pamięci jest
wystarczające dla każdego."

eMeS

unread,
Dec 27, 2007, 6:25:03 PM12/27/07
to
Dnia Thu, 27 Dec 2007 17:49:49 -0500, jakuboff napisał(a):
> A ta już dosyć stara

W międzyczasie była jeszcze wersja skrócona Reduty:

Nam strzelać nie kazano - wstąpiłem na działo
A działo się ujebało

A tutaj wersja A.D. 2002:

"Repreza Engela" - Shivo
Opowiadanie piłkarza składu podstawowego.

Nam strzelać nie kazano - Wstąpiłem na pole
Ogromnego boiska. Kurwa! Ja pierdolę!
Kibiców koreańskich ciągną się szeregi
Po trybunach wysokich, aż po same brzegi.
Widziałem ich trenera: - przybiegł, coś powiedział,
A później już spokojnie na swej ławce siedział.
Sędzia gwizdnął w swój gwizdek, no i się zaczęło,
Lecz od owego pisku wnet z nieba lunęło.
A na mokrej murawie ciężko piłkę kopać,
Tak aby butem czystym nie nadepnąć błota.

Co innego Korea, te brudasy skośne
Taplały się wciąż błocie, jak dzieci radośnie.
Ubrudzili nam piłkę i potem strzelali...
Dudek chciał zostać czysty. Wy byście łapali?
Nie miejcie więc doń żalu, że w bramce stał z boku,
Wraz z żoną oszczędzają na proszku w tym roku.
Cóż, że przegraliśmy, zachowajmy powagę.
Wszak wciąż mamy nad nimi moralną przewagę.
Po cóż kibic narzeka, musi się wydzierać?
Przecież już powiedziałem - nie kazano strzelać!

Nam strzelać nie kazano - a tu mecz kolejny.
Dzisiaj już deszcz nie pada, co za klimat chwiejny!
Trener jednak usłyszał, że znów będzie lało,
Dał więc swym zawodnikom złe ciuchy na ciało
I ubrał on piłkarzy w koszulki specjalne
Co (choć zwykłe z wyglądu) są nieprzemakalne.
Gdy jednak zapanuje przepiękna pogoda
Ogromna bywa z nimi często niewygoda
Nie przepuszczają potu, kleją się do ciała,
Nic dziwnego, że Polska tak kiepściutko grała.

Inaczej Portugalia, ich główny menago
Niejednego w swym klubie trzymał Figo-fago.
Piłka zaś przyspieszała, jak jakaś rakieta,
Kiedy miał ją przy sobie ten Pedro Pauleta.
Lecz najgorsze już było (taką grę pierdolę!),
Że gdy nie patrzyliśmy, to walili gole.
Płoche wasze obawy, cóż że obrywamy!
W tym meczu honorowo na faule wygramy.
No i po co te krzyki że nam władowano?
Przecież już powiedziałem - strzelać nie kazano!

Nam strzelać nie kazano - czas na Amerykę.
Kibice nas przywitali przeogromnym krzykiem!
Jak my w takich warunkach mamy móc pracować?!
Lecz dziś trener na szczęście kazał kibicować.
Siedzimy sobie zatem, ja, a obok Dudek.
Zajadamy chipsy, pijem gorący kubek;
Kiedym ja na odwrocie własny opis czytał,
Dudek wciąż do Tottiego eSeMeSy pisał.
Minęło już z pięć minut, wszyscy ciągle krzyczą...
No i jak mam to czytać, gdy oni tak ryczą?!

Wreszcie się ten mecz skończył, pewnie przegraliśmy,
Lecz nie patrzyłem ile - z Dudkiem gadaliśmy
Wciąż o naszych zarobkach. Małe jak cholera,
Aż musimy dorabiać. Czas zmienić trenera.
Nagle wzrok zawiesiłem na wielkich ekranach.
Jak to? Co to za cyfry? To fatamorgana?
Ale jednak, naprawdę, Polska dziś wygrała.
O ja pierdziu, ej Dudek, niezła wyszła chała!
Na usprawiedliwienie coś powiedzieć chcielim:
Nam strzelać nie kazano - oni nie wiedzieli...

Źródło: http://www.bocznica.org/texty/ReprezaEngela.txt

Tax:

Po potężnej bibce budzi się brać studencka... i słychać taki oto dialog:
- Coooo dziś mamy?
- Wtorek chybaaa...
- Nie tak dokładnieee... sesja zimowa czy letnia?

MoonWolf

unread,
Dec 28, 2007, 10:39:07 AM12/28/07
to
jakuboff denied rebel lies:

> A ta już dosyć stara, chyba ją czytałem pierwszy raz wiele lat temu w
> jakimś czasopiśmie komputerowym:

Bajtek. Tylko tam jakieś skrócone było - nie wiem czy ta wersja jest
pełna czy taka jak w Bajtku. Musiałbym poszukać tego numeru.

Ta{x,ks}
Siedzi na ławce pani w ciąży, podchodzi do niej mały Jaś i pyta:
- Co pani tam ma? - wskazując na brzuszek.
- Dziecko.
- A czy pani je mocno kocha?
- Tak.
- No to dlaczego je pani zjadła?

--
<:> Roger, MoonWolf Out <:>|Magic is for wimps
(::) (::)|
(:) JID:moon...@jabberpl.org(:)| http://karakkhaz.prv.pl

Konrad Bechler

unread,
Dec 28, 2007, 12:34:20 PM12/28/07
to
Witam,

> Bajtek. Tylko tam jakieś skrócone było - nie wiem czy ta wersja jest
> pełna czy taka jak w Bajtku. Musiałbym poszukać tego numeru.

Właśnie, Bajtek.
Dawno temu na łamach tego pisemka ogłoszono konkurs na opowiadanie SF.
Były tam bajki o wirusach, czymś w rodzaju Matriksa, Mirku, co napisał
jakiś program i kompatybilnej mamie. Ma ktoś może u siebie takie
archiwalne materiały i zechciałby się ze mną podzielić?
Byłbym bardzo wdzięczny. Mogą być nawet skany.
Z góry ślicznie dziękuję.


tax:
Mąż do żony:
- Kochanie mam dzisiaj zebranie i wrócę trochę później.
- Znam te twoje zebrania, wrócisz rano kompletnie pijany i bez pieniędzy!
- No wiesz kochanie, jak możesz tak myśleć?!
Godzina 5 rano, pijany mąż stoi pod drzwiami i mówi:
- No i wykrakała cholera!!


I jeszcze awansem za dobroczyńcę:
Przychodzi dziadzio do burdelu. Wchodzi do, bo ja wiem, wybieralni, a
tam na jego widok podrywa się jedna ze zgromadzonych dziewcząt i,
łagodnie kołysząc biodrami, podpływa do potencjalnego klienta. Z jej
ust, niczym tchnienie jaśminowego odświeżacza do powietrza, wydobywa się
pytanie:
- Numerek?
Na to dziadzio:
- O żesz ty!!!. Do dentysty - numerek, do kardiologa numerek, ale żeby
do k*rwy, to już przesada!!!

--
Konrad Bechler
konrad (at) konsol (dot) eu

MoonWolf

unread,
Dec 28, 2007, 12:58:13 PM12/28/07
to
Konrad Bechler denied rebel lies:

> Właśnie, Bajtek.
> Dawno temu na łamach tego pisemka ogłoszono konkurs na opowiadanie SF.
> Były tam bajki o wirusach, czymś w rodzaju Matriksa, Mirku, co napisał
> jakiś program i kompatybilnej mamie. Ma ktoś może u siebie takie
> archiwalne materiały i zechciałby się ze mną podzielić?
> Byłbym bardzo wdzięczny. Mogą być nawet skany.

No ja mam większość/wszystkie numery z tymi opowiadaniami. Mam też
skaner. Tylko chęci jakoś nie bardzo - ale jeśli nie będzie innej
możliwości to się poświęcę (;)
Kiedyś obiło mi się o oczy coś o planach stworzenia na necie biblioteki
z archiwaliami Bajtka. Może takie coś powstało?

Ta{x,ks}
U lekarza:
-Panie doktorze, a co znaczy wpis "CH W" w mojej karcie?
-Oznacza, że nie do końca pana zdiagnozowałem...

--
<:> Roger, MoonWolf Out <:>|Kill all within my hands

Konrad Bechler

unread,
Dec 28, 2007, 5:39:33 PM12/28/07
to
Witam,

> No ja mam większość/wszystkie numery z tymi opowiadaniami. Mam też
> skaner. Tylko chęci jakoś nie bardzo - ale jeśli nie będzie innej
> możliwości to się poświęcę (;)

No widzisz, a ja byłem kiedyś na tyle głupi, że się całej makulatury
pozbyłem :-((
Jakbyś mógł, to chociaż to opowiadanko z wirusem, co się tak dziwnie
rozmnażał...


> Kiedyś obiło mi się o oczy coś o planach stworzenia na necie biblioteki
> z archiwaliami Bajtka. Może takie coś powstało?

Hmm, nie znalazłem nic takiego, ale jeszcze poszukam.

VAT:
Mężczyzna dzwoni do swojego szefa i wykrzykuje podniecony:
- Panie Kierownikuuu... dzień wolny....muszę..... moja
żona....teraz......dziecko!!!
- Dobrze, dobrze, tylko spokojne. Ma pan dzień wolny. Gratuluję.
Następnego dnia, gdy mężczyzna przychodzi całkiem już spokojny do
pracy, szef ponawia gratulacje:
- No i jak tam, Panie Kolego? Chłopiec czy dziewczynka?
- Hm, trudno powiedzieć, Panie Kierowniku. Będziemy wiedzieć dopiero
za 9 miesięcy.

Marek Szy

unread,
Jan 11, 2008, 1:16:06 PM1/11/08
to
Dnia 28-12-2007 o 18:34:20 Konrad Bechler <uzyj....@z.sygnatury>
napisał(a):

Witam,

Bajtek. Tylko tam jakieś skrócone było - nie wiem czy ta wersja jest
pełna czy taka jak w Bajtku. Musiałbym poszukać tego numeru.

Właśnie, Bajtek.
Dawno temu na łamach tego pisemka ogłoszono konkurs na opowiadanie SF.
Były tam bajki o wirusach, czymś w rodzaju Matriksa, Mirku, co napisał
jakiś program i kompatybilnej mamie. Ma ktoś może u siebie takie
archiwalne materiały i zechciałby się ze mną podzielić?
Byłbym bardzo wdzięczny. Mogą być nawet skany.
Z góry ślicznie dziękuję.

Tu masz forum z różnym starymi gazetami. Tylko trzeb się zalogować.

http://retroreaders.pl/phpBB2/dload.php?action=category&id=2

Tax:
Na wiejskim przystanku, gdzie od dawna już autobusy nie kursują, siedzą
trzy koleżanki i pestki z dyni łuskają, nuda na całego, lekko kaleczona
rzadkim rechotem.
Niespodzianie zza zakrętu wyjeżdża stary brudny ciągnik, bez kabiny i
podjeżdża pod przystanek.
Zza kierownicy wychyla się zarośnięta morda miejscowego autochtona, która
przekrzykując warkot rzuca.
- Mirka! Mirka!
- Czego?
- Idziemy na ruchaczkę?
Mirka szturchając koleżanki, z uśmiechem i wyrazem błogości na twarzy.
- Wie, jak mnie podejść, nosz kurde, wymiękam przy nim....

--
Używam klienta poczty Opera Mail: http://www.opera.com/mail/

Marek Szy

unread,
Jan 11, 2008, 1:16:49 PM1/11/08
to
Dnia 28-12-2007 o 18:34:20 Konrad Bechler <uzyj....@z.sygnatury>
napisał(a):

Witam,

Bajtek. Tylko tam jakieś skrócone było - nie wiem czy ta wersja jest
pełna czy taka jak w Bajtku. Musiałbym poszukać tego numeru.

Właśnie, Bajtek.
Dawno temu na łamach tego pisemka ogłoszono konkurs na opowiadanie SF.
Były tam bajki o wirusach, czymś w rodzaju Matriksa, Mirku, co napisał
jakiś program i kompatybilnej mamie. Ma ktoś może u siebie takie
archiwalne materiały i zechciałby się ze mną podzielić?
Byłbym bardzo wdzięczny. Mogą być nawet skany.
Z góry ślicznie dziękuję.

Tu masz forum z różnym starymi gazetami. Tylko trzeb się zalogować.

http://retroreaders.pl/phpBB2/dload.php?action=category&id=2

Tax:
Na wiejskim przystanku, gdzie od dawna już autobusy nie kursują, siedzą
trzy koleżanki i pestki z dyni łuskają, nuda na całego, lekko kaleczona
rzadkim rechotem.
Niespodzianie zza zakrętu wyjeżdża stary brudny ciągnik, bez kabiny i
podjeżdża pod przystanek.
Zza kierownicy wychyla się zarośnięta morda miejscowego autochtona, która
przekrzykując warkot rzuca.
- Mirka! Mirka!
- Czego?
- Idziemy na ruchaczkę?
Mirka szturchając koleżanki, z uśmiechem i wyrazem błogości na twarzy.
- Wie, jak mnie podejść, nosz kurde, wymiękam przy nim....

--
Pozdrawiam SzyMarek

bieniu...@gmail.com

unread,
Jan 24, 2008, 5:13:40 AM1/24/08
to
MOJA REDUTA:D

Nam strzalac nie kazano
wstąpiłem na działo- wyjebało!
spojrzałem na pole- ja pierdole..!
Saska kępa zielenieje
tańczą kurwy i złodzieje,
prostytutki i rozwódki,
milionerzy i gangsterzy.
wszedł krol w złotej szacie
kazał chlopom sciągać gacie,
a kto z nich nie sciagnie gaci
temu jaja utną kaci... ;p

Waldemar Krzok

unread,
Jan 24, 2008, 5:21:49 AM1/24/08
to
bieniu...@gmail.com schrieb:

> MOJA REDUTA:D
>
> Nam strzalac nie kazano
> wstąpiłem na działo- wyjebało!
> spojrzałem na pole- ja pierdole..!
> Saska kępa zielenieje
> tańczą kurwy i złodzieje,
> prostytutki i rozwódki,
> milionerzy i gangsterzy.

patrzę, patrzę a na Woli
cała armia się pierdoli
a żołnierz drewnianą nogą
pomaga tym, co już nie mogą

0 new messages