Panic on the streets of London...

80 wyświetleń
Przejdź do pierwszej nieodczytanej wiadomości

Michal Radomil Wisniewski

nieprzeczytany,
27 paź 2004, 04:36:4227.10.2004
do
Shaun of Dead.

Zabawny.
Wzruszający.
Zombie!

Perfekcja.

Aaaaaabsolutnie koniecznie.

--
Why do I have the feeling that someday I'll be describing this to a
psychiatrist? ... m.

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
27 paź 2004, 05:58:1427.10.2004
do
"Michal Radomil Wisniewski" <mwisn...@phoenix.pl> wrote in message
news:BDA52ABA.2C279%mwisn...@phoenix.pl...

> Shaun of Dead.
>
> Zabawny.
> Wzruszający.
> Zombie!
>
> Perfekcja.
>
> Aaaaaabsolutnie koniecznie.

Dla pierwszej połowy warto zamienić każdy inny film.

PS. Widził ktoś Spaced? Równie dobre? Równie śmieszne?

--
Michal Chacinski

Have you noticed the beautiful lighting in this toilet?


Michal Olszewski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 11:20:1228.10.2004
do
Rufus T. Firefly wrote:
> "Michal Radomil Wisniewski" <mwisn...@phoenix.pl> wrote in message
> news:BDA52ABA.2C279%mwisn...@phoenix.pl...
>
>>Shaun of Dead.
>>
>>Zabawny.
>>Wzruszający.
>>Zombie!
>>
>>Perfekcja.
>>
>>Aaaaaabsolutnie koniecznie.
>
> Dla pierwszej połowy warto zamienić każdy inny film.

Powiedzcie, że żartujecie. Dawno nie widziałem takiej słabizny
scenariuszowo-reżyserskiej. Co to, kurna, w ogóle jest? Komedia? Horror?
Dramat? Trochę zabawne, wcale nie straszne, a wątki dramatyczne są
_że-nu-ją-ce_. Żenada zdaje się być żywcem wyjęta z filmu Eda Wooda (czy
zaraz jakiś kolega sympatyczny zacznie cwaniakować, że o to chodziło?).

Za to "Wesele" jest best of the best. Tuż za "Rejsem" i "Seksmisją" w
rankingu polskich komedii. Chwilami przegięte do granic wytrzymałości,
ale może i dobrze.

--
Eaten alive Michał Olszewski

Michal Radomil Wisniewski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 13:37:5128.10.2004
do
Phoebe Michal Olszewski @ 10/28/04 17:20 napisału:

> Rufus T. Firefly wrote:
>> "Michal Radomil Wisniewski" <mwisn...@phoenix.pl> wrote in message
>> news:BDA52ABA.2C279%mwisn...@phoenix.pl...
>>
>>> Shaun of Dead.
>>>
>>> Zabawny.
>>> Wzruszający.
>>> Zombie!
>>>
>>> Perfekcja.
>>>
>>> Aaaaaabsolutnie koniecznie.
>>
>> Dla pierwszej połowy warto zamienić każdy inny film.
>
> Powiedzcie, że żartujecie. Dawno nie widziałem takiej słabizny
> scenariuszowo-reżyserskiej. Co to, kurna, w ogóle jest? Komedia? Horror?
> Dramat?

Wszytko? Zupełnie jak w życiu, man. Zupełnie jak w życiu.

> Trochę zabawne, wcale nie straszne, a wątki dramatyczne są
> _że-nu-ją-ce_.

Nieprawda.

Cały film jest o tym, jak on pod presją stara się podskoczyć wyżej dupy,
przez co ginie jego rodzina i przyjaciele. Jest w tym jakieś zen.

--
Choco - party - good good ... m.

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 13:50:1228.10.2004
do
In <clr2o2$4f7$1...@news.dialog.net.pl> Michal Olszewski wrote:

> Za to "Wesele" jest best of the best. Tuż za "Rejsem" i "Seksmisją" w
> rankingu polskich komedii. Chwilami przegięte do granic wytrzymałości,
> ale może i dobrze.

Ja jakoś bardzo nie lubię tego aktora, który w kasku motocyklowym (?)
występuje na plakatach. Samo jego oblicze wydaje mi się zapowiedzią
komedii w stylu "Kogiel-mogiel 2 czyli galimatias". Po tym jak poszedłem
na "Pręgi" i wydałem 10 złotych (promocja w Cinema City) na film, który
i tak sfinansowałem ze swoich pieprzonych podatków, do końca roku nie
zamierzam wydać ani gronia na bilet na polski film. W polskim kinie
najbardziej wkurzające jest to, że tych kolesi nawet nie można
zbojkotować - nawet jak coś obejrzy 0 widzów, i tak się obłowią z
budżetu.

--
My taxes went to Iraq and all I got was this lousy sig.

Michal Radomil Wisniewski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 14:06:4728.10.2004
do
Phoebe Wojciech Orlinski @ 10/28/04 19:50 napisału:

>> Za to "Wesele" jest best of the best. Tuż za "Rejsem" i "Seksmisją" w
>> rankingu polskich komedii. Chwilami przegięte do granic wytrzymałości,
>> ale może i dobrze.
>
> Ja jakoś bardzo nie lubię tego aktora, który w kasku motocyklowym (?)
> występuje na plakatach. Samo jego oblicze wydaje mi się zapowiedzią
> komedii w stylu "Kogiel-mogiel 2 czyli galimatias". Po tym jak poszedłem
> na "Pręgi" i wydałem 10 złotych (promocja w Cinema City) na film, który
> i tak sfinansowałem ze swoich pieprzonych podatków, do końca roku nie

Ale man, jakeś poszedł na film wyprodukowany przez - OMG - Zanussiego, to
czegoś się, kurna, spodziewał?

--
"Not in El Paso, it wasn't. In El Paso, I got me $255." ... m.


Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 14:19:4828.10.2004
do
"Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
news:20041028195...@igel.gazeta.pl...

> Ja jakoś bardzo nie lubię tego aktora, który w kasku motocyklowym (?)
> występuje na plakatach. Samo jego oblicze wydaje mi się zapowiedzią
> komedii w stylu "Kogiel-mogiel 2 czyli galimatias".

Miałem nawet okazję powiedzieć dystrybutorowi, że plakat jest do dupy i
zniechęci mu część widowni. Jak to mówiłem w zasadzie mogłem wymieniać tę
część z co najmniej kilku inicjałów :)

> Po tym jak poszedłem
> na "Pręgi" i wydałem 10 złotych (promocja w Cinema City) na film, który
> i tak sfinansowałem ze swoich pieprzonych podatków, do końca roku nie
> zamierzam wydać ani gronia na bilet na polski film.

Spaliłeś po prostu, stary. Zły tytuł wybrałeś i nie jestem w stanie
powidzieć, co - mimo mnóstwa sygnałów ostrzegawczych - skłoniło Cię do
wybrania się na "Pręgi". Ale po chwili zastanowienia świta mi, że nie miałeś
nawet kogo w redakcji zapytać o zrównoważone, trzeźwe zdanie, bo rzecz tam
uchodzi za "wybitne dokonanie" itd. Dla odmiany nienajlepiej oceniane w GW
"Wesele" (że niby złe nazwiska twórcy mają, nic się z wyspą nie kojarzy
itd.) było najlepszym filmem w Gdyni.

> W polskim kinie
> najbardziej wkurzające jest to, że tych kolesi nawet nie można
> zbojkotować - nawet jak coś obejrzy 0 widzów, i tak się obłowią z
> budżetu.

E tam, zawsze można o tym coś napisać.

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 14:32:3528.10.2004
do
"Michal Olszewski" <adres_zaczyna_sie_...@bigfoot.com> wrote
in message news:clr2o2$4f7$1...@news.dialog.net.pl...

> Powiedzcie, że żartujecie. Dawno nie widziałem takiej słabizny
> scenariuszowo-reżyserskiej. Co to, kurna, w ogóle jest? Komedia? Horror?
> Dramat? Trochę zabawne, wcale nie straszne, a wątki dramatyczne są
> _że-nu-ją-ce_. Żenada zdaje się być żywcem wyjęta z filmu Eda Wooda (czy
> zaraz jakiś kolega sympatyczny zacznie cwaniakować, że o to chodziło?).

a) Śmieszne jest. W pierwszej połowie, jak facet chodzi i robi swoje, a w
tle non stop słychać ze wszystkich mediów różne niepokojące informacje
bardzo się rozbawiłem. To jest przy okazji słodki komentarz o tym jak
człowiek dostosowuje się do nawału informacyjnego i ewolucyjnie przestawia
mózg na poszukiwanie i rejestrowanie wyłącznie tych informacji, które są mu
w danym momencie potrzebne.

b) Jak spojrzeć na motyw zombi i cały gatunek pod kątem podtekstu, to
gatunek strasznie w ostatnich latach zbiedniał, mimo że przeżywa renesans. A
"Shaun" wrócił do dopisywania podtekstu i - o dziwo- pierwszy raz od dawna
jest tu wydźwięk pozytywny. Znaczy się: jasne, że wszędzie dookoła są
zombie, przecież każdy to widzi )prędzej czy później), ale kurna żyć trzeba.
Więc pozostaje robić swoje: zgarnąć cizię, kumpla i ewentualnie rodzinę i
wylądować w jakimś imprezowym miejscu. Pierwszorzędnym drobiazgiem jest to,
że kiedyś azylem był supermarket, a dzisiaj jest pub. A do tego epidemię
daje się w końcu przeczekać, zombie lądują w miejscach dla nich
przeznaczonych i wszystko jest miodnie, jeśli tylko nie dałeś się wciągnąć
do zombiego towarzystwa. Czego i państwu.

A powracając do pytania - widział ktoś sitcom "Spaced" tej samej ekipy?

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 14:44:3328.10.2004
do
In <clrdtr$oid$1...@nemesis.news.tpi.pl> Rufus T. Firefly wrote:

>> Po tym jak poszedłem
>> na "Pręgi" i wydałem 10 złotych (promocja w Cinema City) na film,
>> który i tak sfinansowałem ze swoich pieprzonych podatków, do końca
>> roku nie zamierzam wydać ani gronia na bilet na polski film.
>
> Spaliłeś po prostu, stary. Zły tytuł wybrałeś i nie jestem w stanie
> powidzieć, co - mimo mnóstwa sygnałów ostrzegawczych - skłoniło Cię do
> wybrania się na "Pręgi".

No bo poza Tadziem "Pręgami" rajcowała się jeszcze bratnia tetryczka,
więc pomyślałem, że jednak zaryzykuję.

> Ale po chwili zastanowienia świta mi, że nie
> miałeś nawet kogo w redakcji zapytać o zrównoważone, trzeźwe zdanie,
> bo rzecz tam uchodzi za "wybitne dokonanie" itd. Dla odmiany
> nienajlepiej oceniane w GW "Wesele" (że niby złe nazwiska twórcy mają,
> nic się z wyspą nie kojarzy itd.) było najlepszym filmem w Gdyni.

Obawiam się, że jednak zaczekam na emisję w TV.

>> W polskim kinie
>> najbardziej wkurzające jest to, że tych kolesi nawet nie można
>> zbojkotować - nawet jak coś obejrzy 0 widzów, i tak się obłowią z
>> budżetu.
>
> E tam, zawsze można o tym coś napisać.

Ale ja i bez tego mam o czym pisać.

Michal Olszewski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 16:55:3128.10.2004
do
Wojciech Orlinski wrote:

> Ja jakoś bardzo nie lubię tego aktora, który w kasku motocyklowym (?)
> występuje na plakatach. Samo jego oblicze wydaje mi się zapowiedzią
> komedii w stylu "Kogiel-mogiel 2 czyli galimatias". Po tym jak poszedłem
> na "Pręgi" i wydałem 10 złotych (promocja w Cinema City) na film, który
> i tak sfinansowałem ze swoich pieprzonych podatków, do końca roku nie
> zamierzam wydać ani gronia na bilet na polski film.

Ale hardkor. "Pręgi" _zamiast_ "Wesela". Ale jazda. Wybór roku. :)

Nie, serio, obejrzyj "Wesele". ASAP.

--
Do not start decapitating zombies left and right! Michał Olszewski

Michal Olszewski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 16:40:0328.10.2004
do
UWAGA SPOILER DO TEGO NIEWARTEGO OGLĄDANIA FILMU


Rufus T. Firefly wrote:
> "Michal Olszewski" <adres_zaczyna_sie_...@bigfoot.com> wrote
> in message news:clr2o2$4f7$1...@news.dialog.net.pl...
>
>>Powiedzcie, że żartujecie. Dawno nie widziałem takiej słabizny
>>scenariuszowo-reżyserskiej. Co to, kurna, w ogóle jest? Komedia? Horror?
>>Dramat? Trochę zabawne, wcale nie straszne, a wątki dramatyczne są
>>_że-nu-ją-ce_. Żenada zdaje się być żywcem wyjęta z filmu Eda Wooda (czy
>>zaraz jakiś kolega sympatyczny zacznie cwaniakować, że o to chodziło?).
>
> a) Śmieszne jest. W pierwszej połowie, jak facet chodzi i robi swoje, a w
> tle non stop słychać ze wszystkich mediów różne niepokojące informacje
> bardzo się rozbawiłem. To jest przy okazji słodki komentarz o tym jak
> człowiek dostosowuje się do nawału informacyjnego i ewolucyjnie przestawia
> mózg na poszukiwanie i rejestrowanie wyłącznie tych informacji, które są mu
> w danym momencie potrzebne.

Czy zdajesz sobie sprawę, jak rozpaczliwa jest powyższa obrona?

> b) Jak spojrzeć na motyw zombi i cały gatunek pod kątem podtekstu, to
> gatunek strasznie w ostatnich latach zbiedniał, mimo że przeżywa renesans. A
> "Shaun" wrócił do dopisywania podtekstu i - o dziwo- pierwszy raz od dawna
> jest tu wydźwięk pozytywny. Znaczy się: jasne, że wszędzie dookoła są
> zombie, przecież każdy to widzi )prędzej czy później), ale kurna żyć trzeba.
> Więc pozostaje robić swoje: zgarnąć cizię, kumpla i ewentualnie rodzinę i
> wylądować w jakimś imprezowym miejscu. Pierwszorzędnym drobiazgiem jest to,
> że kiedyś azylem był supermarket, a dzisiaj jest pub. A do tego epidemię
> daje się w końcu przeczekać, zombie lądują w miejscach dla nich
> przeznaczonych i wszystko jest miodnie, jeśli tylko nie dałeś się wciągnąć
> do zombiego towarzystwa. Czego i państwu.

Nie kupuję. Przede wszystkim dlatego, że twórcy już totalnie tracą trop
gdzieś w okolicach śmierci matki. Przecież te dramatyczne sceny są
wyreżyserowane, uwaga, uwaga, _na serio_. W ogóle w całym filmie są
takie przedziwne dłużyzny powagi - że przez 5 minut nie pada nawet
najdrobniejszy greps.

Nie o zawartość dowcipów tu jednak chodzi. Problemem są fatalne
nierówności - raz to jest absurdalna komedia, raz dramat na poważnie.
Ten film stworzył ktoś, kto nie wiedział do końca, co chce zrobić. Nie
uwierzę w żadną jednorodną myśl spajającą całość. Ten film się
zwyczajnie rozlatuje już po 20 minutach.

Zawiodłem się okrutnie. Oczekiwałem - nie wiem w sumie czemu, trailer i
plakat, chyba - takiej klasycznej monty-pythonowskej inteligentnej
komedii angielskiej, która drwi ze wszystkiego i wszystkich. Zarówno z
horrorów, jak i z przeciwników horrorów. Komedii, w której ludowy front
wyzwolenia judei zamiast prać zombich, pierze front wyzwolenia ludu
judei. Komedii, w której zombiech można pokonać w jakiś absurdalnie
idiotyczny sposób - np. opowiadając dowcipy po niemiecku. Komedii, w
której lekarze diagnozują całą tę zombie-aferę jako epidemię zapalenia
spojówek.

--
Don't touch your eyes. I'll prescribe some antibiotics. Michał Olszewski

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:09:1028.10.2004
do
In <clrmhe$fg2$2...@news.dialog.net.pl> Michal Olszewski wrote:
> Wojciech Orlinski wrote:
>
>> Ja jakoś bardzo nie lubię tego aktora, który w kasku motocyklowym (?)
>> występuje na plakatach. Samo jego oblicze wydaje mi się zapowiedzią
>> komedii w stylu "Kogiel-mogiel 2 czyli galimatias". Po tym jak
>> poszedłem na "Pręgi" i wydałem 10 złotych (promocja w Cinema City)
>> na film, który i tak sfinansowałem ze swoich pieprzonych podatków,
>> do końca roku nie zamierzam wydać ani gronia na bilet na polski film.
>
> Ale hardkor. "Pręgi" _zamiast_ "Wesela". Ale jazda. Wybór roku. :)
>
> Nie, serio, obejrzyj "Wesele". ASAP.

The damage is done, Aniu Draniewicz, która w "Tetrykach" napisała:
"Kolejny świetny polski film. Zaczyna się bardzo niepozornie, ale
ciekawie się rozwija, a końcówka na długo pozostaje w pamięci i naprawdę
robi wrażenie. Takich filmów właśnie najbardziej nam brakuje ?
opowiadających o współczesnej Polsce i jej mieszkańcach, o ich
codziennym życiu. [rzeczywiście, w najzupełniej codziennym życiu pełzam
po jaskiniach i poluję na gołębie - przyp. WO] Szczególnie tych, którzy
dorastali na przełomie dwóch systemów politycznych i jednocześnie dwóch
systemów wartości. Ten film to manifest tego pokolenia".

Wiem wiem, moja wina, jak ktoś zaczyna od "Kolejny świetny polski film",
to już powinny były dzwonić wszystkie dzwonki alarmowe, tak jak kiedy
Tadzio Sobolewski swoją recenzję zaczął od "Pojawiająca się przed
"Pręgami" żółta czołówka zespołu Tor dla miłośnika polskiego kina znaczy
coś więcej niż tylko logo producenta. Kojarzy się z pewną tradycją,
która - sądząc po sukcesach "Pręg" - jest wciąż żywotna. Tworzą ją filmy
Zanussiego, Kieślowskiego, Marczewskiego, Żebrowskiego. "Pręgi"
Magdaleny Piekorz według scenariusza Wojciecha Kuczoka wydają się
debiutem podobnej rangi.".

Kuuuuurna, po fakcie już widzę, że wszędzie było pełno znaków
ostrzegawczych, które w swej naiwności zignorowałem ("debiutem podobnej
rangi", hę?).

Ale o co właściwie chodzi z tym facetem w kasku motocyklowym (?)?

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:47:0528.10.2004
do
"Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
news:20041028230...@igel.gazeta.pl...

> Ale o co właściwie chodzi z tym facetem w kasku motocyklowym (?)?

No właśnie o nic i dlatego to jest dodupny plakat. To kawałek scenki, która
wydawała mi się w filmie naciągana i zbyt samoświadomie folkowa, a która nie
ma żadnego znaczenia. Ta postać z plakatu też zresztą nie ma w filmie
wielkiego znaczenia. Plakat nic w sumie nie mówi o filmie, za to
niepotrzebnie kojarzy się z jakimiś zawodami. Lepsze to niż wersja
"projektant bez pomysłu projektuje plakat: dwie twarze obok siebie i dla
podkreślenia ahtyzmu - sepia", czyli Pręgi. Ale niewiele lepsze.

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:41:3828.10.2004
do
"Michal Olszewski" <adres_zaczyna_sie_...@bigfoot.com> wrote
in message news:clrmh8$fg2$1...@news.dialog.net.pl...

> UWAGA SPOILER DO TEGO NIEWARTEGO OGLĄDANIA FILMU

> > a) Śmieszne jest. W pierwszej połowie, jak facet chodzi i robi swoje, a


w
> > tle non stop słychać ze wszystkich mediów różne niepokojące informacje
> > bardzo się rozbawiłem. To jest przy okazji słodki komentarz o tym jak
> > człowiek dostosowuje się do nawału informacyjnego i ewolucyjnie
przestawia
> > mózg na poszukiwanie i rejestrowanie wyłącznie tych informacji, które są
mu
> > w danym momencie potrzebne.
>
> Czy zdajesz sobie sprawę, jak rozpaczliwa jest powyższa obrona?

Nie zdaję. Dla mnie to było sedno. I w sedno.

> Nie kupuję. Przede wszystkim dlatego, że twórcy już totalnie tracą trop
> gdzieś w okolicach śmierci matki.

Czyli gdzie to było? Gdzieś chyba w 3/4 filmu? Stary, to co najmniej o 2/4
dalej niż większość kina.

> Przecież te dramatyczne sceny są
> wyreżyserowane, uwaga, uwaga, _na serio_. W ogóle w całym filmie są
> takie przedziwne dłużyzny powagi - że przez 5 minut nie pada nawet
> najdrobniejszy greps.

No bo to nie jest komedia tylko. To komedia między innymi. Akurat te 5 minut
przypadało na inne.

> Nie o zawartość dowcipów tu jednak chodzi. Problemem są fatalne
> nierówności - raz to jest absurdalna komedia, raz dramat na poważnie.
> Ten film stworzył ktoś, kto nie wiedział do końca, co chce zrobić. Nie
> uwierzę w żadną jednorodną myśl spajającą całość. Ten film się
> zwyczajnie rozlatuje już po 20 minutach.

Ale widzisz, IMO ta konstrukcja i rozpadówka świetnie oddaje podejście tego
bohatera do problemu zombie. Najpierw ich nie zauważa, bo ma ważniejsze
problemy. Później ich zauważa, ale ma ważniejsze problemy. Później nadal ma
ważniejsze problemy, ale w ich rozwiązaniu zaczynają mu przeszkadzać zombie,
przez co dołączają do ważniejszych problemów i z poziomu gości w mroku, z
których można porobić jaja, zmieniają się w ludojadów. Jaja z pogrzebu się
robią znaczy. Do rozwiązania problemu trzeba spoważnieć.

> Zawiodłem się okrutnie. Oczekiwałem - nie wiem w sumie czemu, trailer i
> plakat, chyba - takiej klasycznej monty-pythonowskej inteligentnej
> komedii angielskiej, która drwi ze wszystkiego i wszystkich. Zarówno z
> horrorów, jak i z przeciwników horrorów. Komedii, w której ludowy front
> wyzwolenia judei zamiast prać zombich, pierze front wyzwolenia ludu
> judei. Komedii, w której zombiech można pokonać w jakiś absurdalnie
> idiotyczny sposób - np. opowiadając dowcipy po niemiecku. Komedii, w
> której lekarze diagnozują całą tę zombie-aferę jako epidemię zapalenia
> spojówek.

Już rozumiem. Masz problem z tym, że obejrzałeś inny film, niż sobie
założyłeś. Współczuję, ale nic nie jestem w stanie zrobić.

Jeśli już coś zarzucić Shaunowi, to to, że fatalnie, kryminalnie wręcz
marnuje mega talent komediowy mistrza świata, jakim jest Dylan Moran. No co
za kaszaniarz daje Moranowi rolę "irytującego dupka, którego zjedzą czarne
charaktery"? Zaraz... wiem... taką rolę może mu dać autor sitcomu kręcący
film o zombi, chorobliwie zazdrosny o to, że Moran to autor najlepszego
sitcomu po tej stronie Oceanu. No tak, teraz już rozumiem.

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:43:2928.10.2004
do
"Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
news:20041028204...@igel.gazeta.pl...

> > Spaliłeś po prostu, stary. Zły tytuł wybrałeś i nie jestem w stanie
> > powidzieć, co - mimo mnóstwa sygnałów ostrzegawczych - skłoniło Cię do
> > wybrania się na "Pręgi".
>
> No bo poza Tadziem "Pręgami" rajcowała się jeszcze bratnia tetryczka,
> więc pomyślałem, że jednak zaryzykuję.

Nadal nie przychodzi mi do głowy powód, dla którego WO miałby iść do kina na
film o tym, że psychiczne i fizyczne niszczenie dzieciaka wyhoduje z niego
dziwaka.

> >> W polskim kinie
> >> najbardziej wkurzające jest to, że tych kolesi nawet nie można
> >> zbojkotować - nawet jak coś obejrzy 0 widzów, i tak się obłowią z
> >> budżetu.
> >
> > E tam, zawsze można o tym coś napisać.
>
> Ale ja i bez tego mam o czym pisać.

No. Ale bez efektu zadośćuczynienia ("kurna, zmarnowałem czas - ktoś mi musi
za to zapłacić").

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:51:2728.10.2004
do
In <clrpj0$r17$2...@nemesis.news.tpi.pl> Rufus T. Firefly wrote:

>> No bo poza Tadziem "Pręgami" rajcowała się jeszcze bratnia tetryczka,
>> więc pomyślałem, że jednak zaryzykuję.
>
> Nadal nie przychodzi mi do głowy powód, dla którego WO miałby iść do
> kina na film o tym, że psychiczne i fizyczne niszczenie dzieciaka
> wyhoduje z niego dziwaka.

No mnie wbrew pozorom (?) interesują freudowskie historie o tego typu
konfliktach i ich przezwyciężaniu w dorosłości - tutaj wzorem jest dla
mnie na przykład motyw tego, jak Sebastien z "Inwazji barbarzyńców"
godzi się ze swoim ojcem na łożu śmierci. Miałem nadzieję, że to będzie
bardziej coś w ten deseń, tym bardziej że z (niedokończonej) książki
pamiętałem, że główny bohater w swoich monologach zaczyna w końcu
współczuć staremu K.

>> > E tam, zawsze można o tym coś napisać.
>>
>> Ale ja i bez tego mam o czym pisać.
>
> No. Ale bez efektu zadośćuczynienia ("kurna, zmarnowałem czas - ktoś
> mi musi za to zapłacić").

Osobiście wolę efekt "ekstra, obejrzałem fajny film i jeszcze mi za to
płacą", dlatego w sprawach zawodowych wolę się trzymać z daleka od
polskiego kina.

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:52:5228.10.2004
do
In <clrpj1$r17$3...@nemesis.news.tpi.pl> Rufus T. Firefly wrote:
> "Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
> news:20041028230...@igel.gazeta.pl...
>
>> Ale o co właściwie chodzi z tym facetem w kasku motocyklowym (?)?
>
> No właśnie o nic i dlatego to jest dodupny plakat. To kawałek scenki,
> która wydawała mi się w filmie naciągana i zbyt samoświadomie folkowa,
> a która nie ma żadnego znaczenia. Ta postać z plakatu też zresztą nie
> ma w filmie wielkiego znaczenia. Plakat nic w sumie nie mówi o filmie,
> za to niepotrzebnie kojarzy się z jakimiś zawodami.

Nie, mi się właśnie kojarzy z komizmem "Kogla Mogla". Że zaraz,
powiedzmy, panna młoda będzie uciekać motocyklem prowadzonym przez
debilowatego niedoszłego teścia, albo coś w tym guście, a pan młody
będzie ją gonić traktorem, wymachując kłonicą (or compatible).

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:56:5728.10.2004
do
"Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
news:20041028230...@igel.gazeta.pl...

> Ale o co właściwie chodzi z tym facetem w kasku motocyklowym (?)?

A tak jeszcze a propos plakatów, które nie wiadomo co sprzedają, to
wyśmienitym nieporozumieniem jest plakat/ulotka filmu "Z odniesionym
czołem". Wielki The Rock z groźną miną idzie z wielkim kijem. A obok napis:
"Film oparty na faktach" :)

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 17:59:0728.10.2004
do
In <clrq5c$t3e$1...@nemesis.news.tpi.pl> Rufus T. Firefly wrote:
> "Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
> news:20041028230...@igel.gazeta.pl...
>
>> Ale o co właściwie chodzi z tym facetem w kasku motocyklowym (?)?
>
> A tak jeszcze a propos plakatów, które nie wiadomo co sprzedają, to
> wyśmienitym nieporozumieniem jest plakat/ulotka filmu "Z odniesionym
> czołem". Wielki The Rock z groźną miną idzie z wielkim kijem. A obok
> napis: "Film oparty na faktach" :)

Zaraz, o czym mowa, bo mi to chyba umknęło? Z jakim czołem? Kto to jest
The Rock? (pewnie jak nie wiem, to znowu jakiś koszykarz)?

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
28 paź 2004, 18:00:0728.10.2004
do
"Rufus T. Firefly" <cha...@SPAMOFFrufus.neostrada.pl> wrote in message
news:clrq5c$t3e$1...@nemesis.news.tpi.pl...

> A tak jeszcze a propos plakatów, które nie wiadomo co sprzedają, to
> wyśmienitym nieporozumieniem jest plakat/ulotka filmu "Z odniesionym
> czołem". Wielki The Rock z groźną miną idzie z wielkim kijem. A obok
napis:
> "Film oparty na faktach" :)

Zaraz, cofam to, bo chyba nie zakumałem. Właśnie odwróciłem ulotkę i tam
jest m.in. taki fragment reklamy:

--
"Myślę, że widzowie naprawdę cenią autentyzm w kinie, nie chcą oglądać
komiksowych bohaterów" - mówi Jegg Habberstad, który koordynował też
realizację scen walk w takich filmach, jak "Spiderman" i "Mission Impossible
2"
--

Znaczy to chyba pastisz ulotki jest... :)

Michal Radomil Wisniewski

nieprzeczytany,
29 paź 2004, 02:13:4029.10.2004
do
Phoebe Rufus T. Firefly @ 10/28/04 23:43 napisału:

>> No bo poza Tadziem "Pr?gami" rajcowa?a si? jeszcze bratnia tetryczka,
>> wi?c pomy?la?em, ?e jednak zaryzykuj?.
>
> Nadal nie przychodzi mi do g?owy powód, dla którego WO mia?by i?? do kina na
> film o tym, ?e psychiczne i fizyczne niszczenie dzieciaka wyhoduje z niego
> dziwaka.

Ha. A ja wiem. Chciał sobie udowodnić, że polskie kino jest niewarte itd. I
zrobił to w taki masochistyczny sposób. Teraz siedzi przed jabkiem i drżąc z
emocji pisze "ale mnie zrobili w konia i to za moje podatki!" Takie Wojtkowe
pręgi.

--
Homicide is painless ... m.

Michal Radomil Wisniewski

nieprzeczytany,
29 paź 2004, 02:17:4829.10.2004
do
Phoebe Michal Radomil Wisniewski @ 10/29/04 8:13 napisału:

> Ha. A ja wiem. Chciał sobie udowodnić, że polskie kino jest niewarte itd. I
> zrobił to w taki masochistyczny sposób. Teraz siedzi przed jabkiem i drżąc z
> emocji pisze "ale mnie zrobili w konia i to za moje podatki!" Takie Wojtkowe
> pręgi.

Z tego mógłby być ładny film - kluczowa scena: po związanym taśmą filmową
Krytyku Nowego Pokolenia depcze Maja Komorowska w szpilkach i lateksowym
wdzianku a'la Trinity.

--
I saw Janet Jackson's boob ... m.

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
29 paź 2004, 04:28:3129.10.2004
do
In <BDA7AC34.2C7CB%mwisn...@phoenix.pl> Michal Radomil Wisniewski
wrote:

> Phoebe Rufus T. Firefly @ 10/28/04 23:43 napisału:
>
>>> No bo poza Tadziem "Pr?gami" rajcowa?a si? jeszcze bratnia tetryczka,
>>> wi?c pomy?la?em, ?e jednak zaryzykuj?.
>>
>> Nadal nie przychodzi mi do g?owy powód, dla którego WO mia?by i?? do
>> kina na film o tym, ?e psychiczne i fizyczne niszczenie dzieciaka
>> wyhoduje z niego dziwaka.
>
> Ha. A ja wiem. Chciał sobie udowodnić, że polskie kino jest niewarte
> itd. I zrobił to w taki masochistyczny sposób.

Ale ja przecież nie mówię, że ten film jest nic nie wart - w końcu dałem
mu ocenę 5/10 w tabeli tetrycznej. Po prostu to dalszy ciąg klątwy
Hallmarku, czyli robienia filmów, które w normalnym kraju miałyby status
"made for TV".

Michal Radomil Wisniewski

nieprzeczytany,
29 paź 2004, 04:38:5429.10.2004
do
Phoebe Wojciech Orlinski @ 10/29/04 10:28 napisału:

> Ale ja przecież nie mówię, że ten film jest nic nie wart - w końcu dałem
> mu ocenę 5/10 w tabeli tetrycznej. Po prostu to dalszy ciąg klątwy
> Hallmarku, czyli robienia filmów, które w normalnym kraju miałyby status
> "made for TV".

No właśnie zauważyłem i mnie to trochę zdziwiło. Twoja tetryczna piątka
oznacza "Poczekajcie aż będzie w TV"???

--
So if I can shoot rabbits then I can shoot zombies ... m.

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
29 paź 2004, 04:44:1529.10.2004
do
"Michal Radomil Wisniewski" <mwisn...@phoenix.pl> wrote in message
news:BDA7AD2B.2C7CC%mwisn...@phoenix.pl...

> Z tego mógłby być ładny film - kluczowa scena: po związanym taśmą filmową
> Krytyku Nowego Pokolenia depcze Maja Komorowska w szpilkach i lateksowym
> wdzianku a'la Trinity.

Raczej w stroju Ninja Komora.

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
29 paź 2004, 04:46:1829.10.2004
do
In <BDA7CE3E.2C7D8%mwisn...@phoenix.pl> Michal Radomil Wisniewski
wrote:

>> Ale ja przecież nie mówię, że ten film jest nic nie wart - w końcu
>> dałem mu ocenę 5/10 w tabeli tetrycznej. Po prostu to dalszy ciąg
>> klątwy Hallmarku, czyli robienia filmów, które w normalnym kraju
>> miałyby status "made for TV".
>
> No właśnie zauważyłem i mnie to trochę zdziwiło. Twoja tetryczna
> piątka oznacza "Poczekajcie aż będzie w TV"???

A bo co? To oznacza, że nie było aż tak, że chciałem koniecznie wyjść,
ale też i nie było aż tak, żebym uznał to za dobrze wydane dwie dychy.

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
29 paź 2004, 06:45:5629.10.2004
do
"Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
news:20041028235...@igel.gazeta.pl...

> > A tak jeszcze a propos plakatów, które nie wiadomo co sprzedają, to
> > wyśmienitym nieporozumieniem jest plakat/ulotka filmu "Z odniesionym
> > czołem". Wielki The Rock z groźną miną idzie z wielkim kijem. A obok
> > napis: "Film oparty na faktach" :)
>
> Zaraz, o czym mowa, bo mi to chyba umknęło? Z jakim czołem? Kto to jest
> The Rock? (pewnie jak nie wiem, to znowu jakiś koszykarz)?

Er, z "podniesionym czołem". A The Rock to taki zapaśnik, który został
aktorem i zajął miejsce Szfarcenegera. gra w takich samych filmach takie
same role, więc hasło, że "film oparty na faktach" nabiera takiego samego
wydźwięku, jakby ktoś napisał to na plakacie z Arnoldem trzymającym gana.

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
30 paź 2004, 18:19:1530.10.2004
do
In <clrpiv$r17$1...@nemesis.news.tpi.pl> Rufus T. Firefly wrote:

[przepraszam za opoznienie]

>> Przecież te dramatyczne sceny są
>> wyreżyserowane, uwaga, uwaga, _na serio_. W ogóle w całym filmie są
>> takie przedziwne dłużyzny powagi - że przez 5 minut nie pada nawet
>> najdrobniejszy greps.
>
> No bo to nie jest komedia tylko. To komedia między innymi. Akurat te 5
> minut przypadało na inne.

Bo mi się najbardziej podobało to, że ten film osiąga to, czego nie
potrafi zrobić polskie kino. Ja się zgadzam, że facet pierdułowaty,
żyjący w zabagnionym środowisku, który zmarnował swoje życie etc., to
jest potencjalnie bardzo dobry temat na film. Tylko że można to zrobić
inteligentnie i dowcipnie jak w "Wysypie żywych trupów", a nie głupawo
jak w typowym polskim "Powrocie zarośniętych inteligentów z szarych
blokowisk VI". "Wysyp" dotyka wielu w sumie ważnych spraw. Na przykład
tego, że umiejętność poruszania się i wydawania odgłosów jeszcze nie
świadczy o tym, że żyjesz przez duże Ż. Bo można swoje życie zmarnować i
być zombiakiem z Media Marktu (zdaje się, że mniej więcej to samo
Zanussi chciał pokazać w "Za ścianą", gdzie zombiaka gra Maja Komorowska).

> Ale widzisz, IMO ta konstrukcja i rozpadówka świetnie oddaje podejście
> tego bohatera do problemu zombie. Najpierw ich nie zauważa, bo ma
> ważniejsze problemy. Później ich zauważa, ale ma ważniejsze problemy.
> Później nadal ma ważniejsze problemy, ale w ich rozwiązaniu zaczynają
> mu przeszkadzać zombie, przez co dołączają do ważniejszych problemów i
> z poziomu gości w mroku, z których można porobić jaja, zmieniają się w
> ludojadów. Jaja z pogrzebu się robią znaczy. Do rozwiązania problemu
> trzeba spoważnieć.

Przy tym wszyskim w zombifikowany metaforyczny sposób pokazano tutaj
jeszcze raz te same problemy. Bohater na przykład zapewne jest taką
pierdołą, bo nie otrząsnął się z frojdowskich powikłań. Zauważmy, że
wyzwolenie osiąga dopiero po rozwiązaniu problemu kastracyjnej matki.
Jakie to byłoby fajne zakończenie "Pręg" (ze streszczenia Tadzia wynika
zresztą, że właśnie książka kończy się jakoś w ten deseń, ja już nie
dojechałem niestety).

> Jeśli już coś zarzucić Shaunowi, to to, że fatalnie, kryminalnie wręcz
> marnuje mega talent komediowy mistrza świata, jakim jest Dylan Moran.

A Martin Freeman? Przecież on tylko mówi "cześć".

> No co za kaszaniarz daje Moranowi rolę "irytującego dupka, którego
> zjedzą czarne charaktery"? Zaraz... wiem... taką rolę może mu dać
> autor sitcomu kręcący film o zombi, chorobliwie zazdrosny o to, że
> Moran to autor najlepszego sitcomu po tej stronie Oceanu.

Ojej, nie oglądałem. Kto to nadaje?

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
30 paź 2004, 18:21:0030.10.2004
do
In <clrmh8$fg2$1...@news.dialog.net.pl> Michal Olszewski wrote:

> Nie kupuję. Przede wszystkim dlatego, że twórcy już totalnie tracą
> trop gdzieś w okolicach śmierci matki. Przecież te dramatyczne sceny
> są wyreżyserowane, uwaga, uwaga, _na serio_.

Bo one są na serio.



> Nie o zawartość dowcipów tu jednak chodzi. Problemem są fatalne
> nierówności - raz to jest absurdalna komedia, raz dramat na poważnie.

No i?

> Ten film stworzył ktoś, kto nie wiedział do końca, co chce zrobić. Nie
> uwierzę w żadną jednorodną myśl spajającą całość.

Zapewne brzmiała ona "a gdyby tak romantyczna komedia będąca
jednocześnie horrorem?".

> Zawiodłem się okrutnie. Oczekiwałem - nie wiem w sumie czemu, trailer
> i plakat, chyba - takiej klasycznej monty-pythonowskej inteligentnej
> komedii angielskiej, która drwi ze wszystkiego i wszystkich.

Oczekiwałem - wiem w sumie czemu, trailer i plakat - romantycznej
komedii będącej jednocześnie horrorem.

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
30 paź 2004, 18:23:0730.10.2004
do
In <clre0c$sec$1...@atlantis.news.tpi.pl> Rufus T. Firefly wrote:

> a) Śmieszne jest. W pierwszej połowie, jak facet chodzi i robi swoje,
> a w tle non stop słychać ze wszystkich mediów różne niepokojące
> informacje bardzo się rozbawiłem.

Ja umierałem ze śmiechu przy sekwencji porannych zakupów, tym bardziej,
że sam swój poranny stan określam właśnie jako "zombie". Kiedy bohater
idzie do sklepu i nawet nie widzi tego, że właśnie nastąpił Krach
Cywilizacji, bo jest zbyt śpiący... bomba! No a greps z tym, że
bohaterowie celowo ćwiczą udawanie zombiaków i "Helen, znakomicie!"/
"Sory, zamyśliłam się"...

> A powracając do pytania - widział ktoś sitcom "Spaced" tej samej ekipy?

Znów to samo pytanie - ktoś to nadaje?

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
30 paź 2004, 18:26:2830.10.2004
do
In <BDA6FB0F.2C77C%mwisn...@phoenix.pl> Michal Radomil Wisniewski
wrote:

>> Trochę zabawne, wcale nie straszne, a wątki dramatyczne są
>> _że-nu-ją-ce_.
>

> Nieprawda.
>
> Cały film jest o tym, jak on pod presją stara się podskoczyć wyżej
> dupy, przez co ginie jego rodzina i przyjaciele. Jest w tym jakieś zen.

Zaraz, jacy tam przyjaciele? Przecież to jest taka typowa ekipa do
skreślenia w survival horrorze. Kogo niby żałujesz, tego księgowego w
okularkach? Bohater wreszcie otrząsa się z infantylnych ograniczeń (w
tym - pewnych przyjaźni) i w końcu staje się dorosły, lepiej późno ni ż
wcale. Dla mnie to jest raczej o tym, jak wielu ludzi czeka w
nieskończoność by zrobić coś ze swoim życiem (dialog w sklepie: "zrobię
jeszcze coś ze swoim życiem"/"kiedy?"), a potem jak w tej piosence Pink
Floyd, "you missed the starting gun".

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
30 paź 2004, 18:33:3130.10.2004
do
In <20041031002...@igel.gazeta.pl> Wojciech Orlinski wrote:

> Ja umierałem ze śmiechu przy sekwencji porannych zakupów, tym bardziej,
> że sam swój poranny stan określam właśnie jako "zombie". Kiedy bohater
> idzie do sklepu i nawet nie widzi tego, że właśnie nastąpił Krach
> Cywilizacji, bo jest zbyt śpiący... bomba! No a greps z tym, że
> bohaterowie celowo ćwiczą udawanie zombiaków i "Helen, znakomicie!"/
> "Sory, zamyśliłam się"...

..ale najbardziej rechotałem przy sekwencji rzucania w zombiaki
winylami. "Blue Monday, pierwsze wydanie"/"E, tym nie"/"Dire Straits!"/
"Rzucaj!"...

Michal Radomil Wisniewski

nieprzeczytany,
31 paź 2004, 01:38:3231.10.2004
do
Użytkownik "Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:20041031002...@igel.gazeta.pl...

> > Cały film jest o tym, jak on pod presją stara się podskoczyć wyżej
> > dupy, przez co ginie jego rodzina i przyjaciele. Jest w tym jakieś zen.
>
> Zaraz, jacy tam przyjaciele? Przecież to jest taka typowa ekipa do
> skreślenia w survival horrorze. Kogo niby żałujesz, tego księgowego w
> okularkach?

FGS, to że ktoś jest prickiem, nie znaczy, że nie należy go żałować. Choć
tego typa akurat nie, dał się zjeść na własną prośbę. Ale nie powiesz, że
nie żal matki?

Znacząca jest IMO scena jak mijają tę lustrzaną ekipę prowadzoną przez
Yvonne ("Do pubu? Och... powodzenia.") , a na końcu się okazuje, że tamci
przeżyli wszyscy.

> jeszcze coś ze swoim życiem"/"kiedy?"), a potem jak w tej piosence Pink
> Floyd, "you missed the starting gun".

Kurde, ale oni po tym całym "nie chcę siedzieć w pubie do końca życia"
wrócili do "plan for today - relaxing in the pub".

m.

Michal Olszewski

nieprzeczytany,
31 paź 2004, 04:03:2231.10.2004
do
Wojciech Orlinski wrote:
> In <clrmh8$fg2$1...@news.dialog.net.pl> Michal Olszewski wrote:
>
>>Nie kupuję. Przede wszystkim dlatego, że twórcy już totalnie tracą
>>trop gdzieś w okolicach śmierci matki. Przecież te dramatyczne sceny
>>są wyreżyserowane, uwaga, uwaga, _na serio_.
>
> Bo one są na serio.

I przejąłeś się?

To trochę tak, jakby w jakimś South Parku Kenny ginął na serio, na
poważnie, bez żartów, bez dystansu.

>>Nie o zawartość dowcipów tu jednak chodzi. Problemem są fatalne
>>nierówności - raz to jest absurdalna komedia, raz dramat na poważnie.
>
> No i?

To znaczy, że jak przechodzą do części dramatycznej, to robi się żenada.
Bo starają się na serio traktować coś, z czego przed chwilą robili sobie
jaja. To se ne da.

>>Ten film stworzył ktoś, kto nie wiedział do końca, co chce zrobić. Nie
>>uwierzę w żadną jednorodną myśl spajającą całość.
>
> Zapewne brzmiała ona "a gdyby tak romantyczna komedia będąca
> jednocześnie horrorem?".

Horror? Mówimy o "Shaun of the dead"? Bałeś się czegoś na tym filmie?

Proponuję raczej coś w rodzaju "a gdyby tak angielska komedia będąca
jednocześnie żenadą?".

--
Kill Phil Michał Olszewski

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
31 paź 2004, 07:22:0831.10.2004
do
In <cm1u23$i5j$1...@news.onet.pl> Michal Radomil Wisniewski wrote:

>> Zaraz, jacy tam przyjaciele? Przecież to jest taka typowa ekipa do
>> skreślenia w survival horrorze. Kogo niby żałujesz, tego księgowego w
>> okularkach?
>
> FGS, to że ktoś jest prickiem, nie znaczy, że nie należy go żałować.
> Choć tego typa akurat nie, dał się zjeść na własną prośbę. Ale nie
> powiesz, że nie żal matki?

Odczytuje jej śmierć jako metaforę dokonania przez głównego bohatera
psychoanalitycznej katharsis - więc w tym sensie nie.

> Znacząca jest IMO scena jak mijają tę lustrzaną ekipę prowadzoną przez
> Yvonne ("Do pubu? Och... powodzenia.") , a na końcu się okazuje, że
> tamci przeżyli wszyscy.

Jak to WSZYSCY? Naprawdę gdzieś ich potem widzisz? Wydawało mi się, że z
całej tej ekipy przeżyła tylko Yvonne (a więc Shaun miał dwukrotnie
większą skuteczność). Nie upieram się, może przegapiłem, ale nawet
wypatrywałem, czy na ekranie jeszcze pojawi się narzeczony Yvonne,
Declan (bo ja z kolei bardzo lubię grającego go aktora i nie mogłem
uwierzyć w to, że cała jego rola ograniczy się do jednego "Cześć").

>> jeszcze coś ze swoim życiem"/"kiedy?"), a potem jak w tej piosence
>> Pink Floyd, "you missed the starting gun".
>
> Kurde, ale oni po tym całym "nie chcę siedzieć w pubie do końca życia"
> wrócili do "plan for today - relaxing in the pub".

Bo na tym polega moim zdaniem taka kuchenna psychoanaliza Shauna.
Rodzice wbili mu do głowy pewien wzorzec tego, jak powinien wygląda ć
dorosły mężczyzna - że tak jak (rewelacyjny) Bill Nighy, powinien
dorobić się własnego "dżaga" i domku na przedmieściu, ale za cenę
wyglądania jak zombie nawet bez charakteryzacji. Shaun jednocześnie
odrzuca ten model (na zasadzie "nie chcę tak!") ale akceptuje go jako
prawdziwy opis dorosłości ("kurna, ale to naprawdę chyba tak wygląda").
Innymi słowy, jest przekonany, że dorosnąć można tylko za cenę
pożegnania się z konsolowymi multiplejerami i piciem piwa w pubie, że
można być tylko albo Edem albo Philipem. Dlatego jego ozdrawiające
katharsis polega na "sorry Philip", KA-POW!, i ułożenie sobie życia po
swojemu, w którym jest zarówno miejsce na własne rozrywki jak i na
obowiązki Odpowiedzialnej Głowy Rodziny. To dygresja, ale nie lubię
wielu filmów dla młodzieży takich jak "Reality Bites" właśnie za to, że
umacniają młodych ludzi w przekonaniu o tym, że alternatywa rzeczywiście
jest tylko taka - albo Ed albo Philip, albo Ethan Hawke albo Ben Stiller
etc.

Wojciech Orlinski

nieprzeczytany,
31 paź 2004, 09:42:1431.10.2004
do
In <cm29p3$9nj$1...@news.dialog.net.pl> Michal Olszewski wrote:

>>>Nie kupuję. Przede wszystkim dlatego, że twórcy już totalnie tracą
>>>trop gdzieś w okolicach śmierci matki. Przecież te dramatyczne sceny
>>>są wyreżyserowane, uwaga, uwaga, _na serio_.
>>
>> Bo one są na serio.
>
> I przejąłeś się?

Tak, chociaż nie tyle scenami śmierci rodziców co raczej pojednania
poprzedzającego katarktycznego hedszota.

>>>Nie o zawartość dowcipów tu jednak chodzi. Problemem są fatalne
>>>nierówności - raz to jest absurdalna komedia, raz dramat na poważnie.
>>
>> No i?
>
> To znaczy, że jak przechodzą do części dramatycznej, to robi się
> żenada.

E tam.

> Bo starają się na serio traktować coś, z czego przed chwilą
> robili sobie jaja. To se ne da.

Nie robili sobie jaj z problemów Shauna z ułożeniem sobie życia. W
jednej z pierwszych scen w sklepie on mówi, że chce coś zrobić ze swoim
życiem, na co arogancki 17-latek odpowiada "kiedy?". To też jest serio.

>> Zapewne brzmiała ona "a gdyby tak romantyczna komedia będąca
>> jednocześnie horrorem?".
>
> Horror? Mówimy o "Shaun of the dead"? Bałeś się czegoś na tym filmie?

Tak. Polubiłem Shauna razem z całym jego bagażem problemów i życzyłem mu
ocalenia.

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
11 lis 2004, 07:25:4311.11.2004
do
"Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
news:20041031001...@igel.gazeta.pl...

> A Martin Freeman? Przecież on tylko mówi "cześć".

No. W tej lustrzanej grupie w ogóle są komediowi aktorzy z innych seriali.
To coś jak ukłon w stronę kumpli.

> > No co za kaszaniarz daje Moranowi rolę "irytującego dupka, którego
> > zjedzą czarne charaktery"? Zaraz... wiem... taką rolę może mu dać
> > autor sitcomu kręcący film o zombi, chorobliwie zazdrosny o to, że
> > Moran to autor najlepszego sitcomu po tej stronie Oceanu.
>
> Ojej, nie oglądałem. Kto to nadaje?

Nikt u nas, niestety. Pisałem o tym na grupie parę lat temu. Rzecz nazywa
się Black Books. Do dzisiaj miała 3 serie po 6 odcinków. Jest tylko trójka
bohaterów: Bernard Black, właściciel tytułowego antykwariatu (ciągle pijący
abnegat skrajnie nieprzystosowany do życia w żadnej grupie i rzucający
rewelacyjnie wymyślne obelgi - to własnie Dylan Moran), znudzony korporacją
korporacyjny księgowy, który przypadkowo trafia do antykwariatu i dostaje
tam pracę (Bill Bailey - kolejny świetny brytyjski komik - razem z Moranem
tworzą dream team) i ich bardzo brytyjska znajoma, która nie robi w życiu
nic poza nudzeniem się. Moran jest autorem koncepcji, głównym aktorem i
współautorem scenariuszy. To ostatnie razem z jednym z mistrzów brytyjskiej
komedii ostatniej dekady - Grahamem Linehanem, czyli scenarzystą/autorem
m.in. Father Ted, The Day Today i The Fast Show.

Wszystkie trzy serie są do kupienia na brytyjskich DVD. Warto kupić - dobre
wydanie, bardzo zabawne dodatki, komentarze itd. Dotarła do mnie właśnie
trzecia seria i odkryłem jeszcze jeden powód, dla którego Dylan Moran ma
rolę dupka w Shaun of the Dead. Otóż w pierwszym odcinku trzeciej serii
Black Book pojawia się Simon Pegg, czyli scenarzysta/Shaun i gra skrajnego
dupka z korporacyjnej księgarni obok antykwariatu Morana :)

Rufus T. Firefly

nieprzeczytany,
11 lis 2004, 07:26:4311.11.2004
do
"Wojciech Orlinski" <ig...@gazeta.pl> wrote in message
news:20041031002...@igel.gazeta.pl...

> > A powracając do pytania - widział ktoś sitcom "Spaced" tej samej ekipy?
>
> Znów to samo pytanie - ktoś to nadaje?

U nas nie. A jakoś w tym przypadku nie ciągnie mnie zamawianie tego na DVD.
Więc ponowne pytanie - ktoś widział?

Odpowiedz wszystkim
Odpowiedz autorowi
Przekaż dalej
Nowe wiadomości: 0