Z różnicowaniem tekstu na poszczególnych stronach się nie spotkałem. Po
prostu ustala się stawkę za stronę rozliczeniową dla danego tekstu.
Stawkę ustalasz oczywiście Ty. Klient może ją zaakceptować lub nie. To
przy zleceniach dla klientów indywidualnych. Przy stałej współpracy z
biurami tłumaczeń zazwyczaj umawiasz się na stałą stawkę, z ewentualnymi
bonusami za krótkie terminy albo podwyższoną trudność.
Pozdrawiam,
Arkadesh
A jakie ceny zwykle występują?
Jak to na wolnym rynku bardzo różne. W każdym razie moim zdaniem to 30
zł jest do zaakceptowania. Zazwyczaj na początku ciężko tyle dostać,
chyba, że dziedzina rzadka albo trudna (np. medycyna), albo język mniej
popularny.
Pozdrawiam,
Arkadesh
Rzeczywiście tłumaczenie z medycyny jest najdroższe. Chodzi mi o tekst
specjalistyczny z informatyki tłumaczony z angielskiego.
Znalezione w internecie:
http://www.tlumaczenia-eup.pl/cennik - bardzo drogo,od 39,90 zł
http://www.tlumaczenia-miw.pl/cennik.html - 30
http://www.100at.pl/ - 25 zł
http://www.biuroakademia.pl/ - od 19,90 zł za stronę, (1800 znaków?)
http://www.favore.pl/126823_tanie-tlumaczenia-angielski-9-89-zl.html -
9,89 zł / 1250 znaków = 14.2 za 1800
http://allegro.pl/1274177293-i1274177293.html - 1700 znaków ze spacjami
to tylko 10,00 złotych
Czyli średnio 20 zł/stronę, jedna oferta bardzo droga ale zdarzają się
bardzo tanie
Pozdrawiam,
> Rzeczywiście tłumaczenie z medycyny jest najdroższe. Chodzi mi o tekst
> specjalistyczny z informatyki tłumaczony z angielskiego.
Ale jesteś klientem, który chce zlecić, czy tłumaczem, który chce tłumaczyć?
Jak klientem, to ja bym była bardzo ostrożna przy ofertach poniżej 30
złotych za stronę - w przypadku tekstu specjalistycznego wybitnie ostrożna.
Jakość będzie zapewne adekwatna do ceny.
Dobrzy tłumacze stawkę 30 złotych uważają za stawkę "do zaakceptowania", jak
napisał wcześniej Arkadiusz.
Pozdrawiam
Magdalena
A te 30 zł to brutto czy na rączusię, pozwolę sobie zapytać?
> On 25 Lis, 20:22, "Magdalena W." <psia...@gazeta.pl> wrote:
>> Dobrzy t�umacze stawk� 30 z�otych uwa�aj� za stawk� "do zaakceptowania", jak
>> napisa� wcze�niej Arkadiusz.
>
> A te 30 z� to brutto czy na r�czusi�, pozwol� sobie zapyta�?
A co klienta obchodzi, jakie podatki i sk�adki p�aci t�umacz?
Je�eli t�umacz jest p�atnikiem VAT, to podaje stawk� netto w rozumieniu
VAT, je�eli nie, to jest to ostateczna cena, jak� p�aci klient.
To, czy zechcesz od klienta wymusiďż˝ UoD, czy po prostu wystawisz mu
rachunek bez VAT, nie ma znaczenia. A mo�e inaczej - nie ma znaczenia,
je�eli klient chce si� bawi� w prowadzenie za ciebie rozlicze� z US.
A ile Ci wyjdzie "na r�czusie" zale�y od Twojej ochoty i umiej�tno�ci
zarz�dzania swoimi finansami.
Raf :-)
A te 1800 znak�w na stronie to 1800 znak�w orygina�u czy przek�adu,
pozwol� sobie jeszcze dopyta�?
oryginal.
marek
--
Użytkownik "zdumiony" <zdum...@jestem.pl> napisał w wiadomości
news:icl9f4$cg4$1...@news.onet.pl...
Jak ktoś pyta o warunki polskie to się mu podaje w polskich jednostkach.
Sam też się rozliczam na słowa.
> 3. Za 30 z³ za stronê to mogê ewentualnie tekst przepisaæ, nie t³umaczyæ!
> Ludzie, szanujcie siê! W koñcu od t³umacza czasem wiele zale¿y i
> kwalifikacje te¿ musi mieæ odpowiednie.
> Gwoli wyja¶nienia: mam zarejestrowan± dzia³alno¶æ.
Tyle, że klienci zagraniczni zazwyczaj wymagają referencji i jednak
pewnego doświadczenia, które gdzieś trzeba zdobyć. Stąd te 30 zł na
początek nie jest takie złe. Przeżyć się za to przeżyje, jakieś tam
obycie nabędzie i można próbować załapać się na lepsze stawki.
Pozdrawiam,
Arkadesh
Sęk w tym, że sposób liczenia "za stronę" jest archaizmem wywodzącym się z
czasów (jeszcze PRL i tuż po), gdy tekst tłumaczenia od tłumacza
przepisywały maszynistki, nierzadko biorąc więcej niż tłumacz. Przelicznik
"stawka/stronę (1500 lub 1800 zn.)" pochodził z jakichś układów zbiorowych
Pol. Zw. Maszynistek i Stenotypistek. W przypadku tłumaczeń jest kompletnym
bezsensem. Stopień trudności tłumaczenia nie wynika z liczby znaków, lecz ze
słów. I to powinno być podstawą.
Mam kilku stałych klientów krajowych, którym stawkę zł/str.już dawno wybiłem
z głowy.
"Tyle, że klienci zagraniczni zazwyczaj wymagają referencji i jednak
pewnego doświadczenia, które gdzieś trzeba zdobyć. Stąd te 30 zł na
początek nie jest takie złe. Przeżyć się za to przeżyje, jakieś tam
obycie nabędzie i można próbować załapać się na lepsze stawki."
Istotnie, tym niemniej, jeśli ktoś reklamuje się, że tłumaczy od
(przykładowo) 15 lat i bierze 30 zł/str. netto, to znaczy, że się nie ceni.
Owszem, znam przypadki, gdy osobnik liczył sobie 100 zł za stronę, ale
chodziło o tłumacza przysięgłego, który (o ironio!), brał się za tłumaczenie
np. z elektroniki, co już jest - delikatnie nazywając - nieporozumieniem.
--
Piotr Wodziński
Znaczy się, że jak?
Hania
--
There is no sin but ignorance.
A ile za słowo? Czy słowa krótkie czy dłuższe to ta sama trudność?
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "Hanna Burdon" <babels...@poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:ie5bp5$e34$1...@news.onet.pl...
Pozdro
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "zdumiony" <zdum...@jestem.pl> napisał w wiadomości
news:ie5d2o$ik1$1...@news.onet.pl...
Tłumaczy się dłuższy tekst gdzie występują krótkie i długie słowa, to
się uśrednia i niezależnie od tekstu mamy np. 6 znaków na słowo i
wychodzi 10 gr za słowo. Można przeliczać, za stronę, za kilobajt i nie
ma różnicy czy bierzemy za stronę czy za słowo bo wychodzi na to samo.
Nie znam się zbytnio na niemieckim, czy mógłby mi ktoś przetłumaczyć
fragment z niemieckiej Wikipedii http://de.wikipedia.org/wiki/Normseite
"Die Normseite ist eine Hilfsgröße, mit der man den Umfang eines
Manuskripts abschätzen kann. Im Literaturbetrieb, Journalismus und in
der Werbebranche dient diese als eine mögliche Berechnungsgrundlage für
das Honorar von Autoren, Journalisten, Textern, *Übersetzern* oder
Lektoren."
Interesuje mnie szczególnie to, co jest w tym artykule napisane na temat
układów zbiorowych "Pol. Zw. Maszynistek i Stenotypistek".
Ludek
Sorry, nie będę komentować. Zwrócę tylko uwagę na parę "drobiazgów". Jeśli w
tekście masz dużo elementów graficznych, to będzie i dużo kilobajtów. Po
drugie, jeśli ustalisz stawkę za stronę, a pracujesz pod TRADOSem, to jak
się będziesz rozliczać? A jeśli nawet wymyślisz jakiś sposób, to przekonaj
jeszcze klienta do tego, że ma płacić za kilobajty.
Mówiąc krótko: zawracanie głowy.
Ale, co oczywiste, masz pełny i wolny wybór. Ja tylko usiłowałem podzielić
się własnymi doświadczeniami wynikającymi z wieloletniej współpracy z
klientami niemal ze wszystkich kontynentów, oprócz Antarktydy, rzecz jasna.
Pozdro
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "zdumiony" <zdum...@jestem.pl> napisał w wiadomości
news:ie5gau$ut8$1...@news.onet.pl...
Kilobajt samego tekstu bez grafiki, czyli cena za 1000 znaków ze
spacjami,znakami specjalnymi i znakami końca wiersza.
"Strona znormalizowana, to wielkość pomocnicza, dzięki której można
oszacować objętość manuskryptu. W branży literackiej, dziennikarskiej i
reklamowej służy jako ewentualna podstawa do obliczania honorariów
autorskich, dziennikarskich, tekściarskich (libretta, scenariusze itd. -
przyp. mój), tłumaczeniowych lub lektorskich."
Pozdro
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "Ludek Vasta" <qlu...@XXXpoczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:ie5geg$v70$1...@news.onet.pl...
Pozdro
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "zdumiony" <zdum...@jestem.pl> napisał w wiadomości
news:ie5hnv$39e$1...@news.onet.pl...
Za dawnych niedobrych czasów istniało coś takiego jak Związek Zawodowy
Maszynistek, Stenotypistek... i czegoś tam jeszcze (może sekretarek?). Nie
pamiętam, jak to dokładnie się nazywało; podciągnięto pod to również
tłumaczy, czego efektem było to, że niejednokrotnie maszynistka dostawała
więcej niż tłumacz, za ten sam tekst. Istniało też coś takiego, jak układy
zbiorowe. Jednym z elementów/spadkiem po poprzedniej epoce, był i - jak się
okazuje - jest w dalszym ciągu, przynajmniej u niektórych dinozaurów,
sposób rozliczania w oparciu o zł/stronę. Przez stronę rozumiano na przykład
1500 znaków ze spacjami. O ile jednak w przypadku maszynistki miało to jakiś
sens, o tyle nie ma żadnego sensu stosowanie tego systemu do rozliczania
pracy tłumacza. Tym bardziej, że teraz każdy sobie "klepie" sam. A w końcu
nie chodzi o to "klepanie" na klawiaturze, lecz o wiedzę i myślenie. Tym
niemniej, pamiętam, że u początków mojej działalności tłumacza, właśnie w
ten sposób ustalano stawki. Od około 10 lat tego nie stosuję, bo 1.
agencje/klienci zagraniczni narzucili swój system, skądinąd znacznie
bardziej sensowny, 2. obrót krajowy to u mnie margines działalności, co ma
zresztą swoje plusy, 3. stary system rozliczania jest całkowicie
bezużyteczny przy stosowaniu programów wspomagających typu TRADOS, Wordfast
czy Transit, nie mówiąc już o tłumaczeniach on-line.
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "Ludek Vasta" <qlu...@XXXpoczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:ie5geg$v70$1...@news.onet.pl...
> Bardzo proszę:
>
> "Strona znormalizowana, to wielkość pomocnicza, dzięki której można
> oszacować objętość manuskryptu. W branży literackiej, dziennikarskiej i
> reklamowej służy jako ewentualna podstawa do obliczania honorariów
> autorskich, dziennikarskich, tekściarskich (libretta, scenariusze itd. -
> przyp. mój), tłumaczeniowych lub lektorskich."
No właśnie i sam sobie przetłumaczyłeś, że wcześniej palnąłeś bzdurę.
Owa strona znormalizowana, obojętnie czy licząca 1500 czy 1800 znaków, to
nie żaden przeżytek po "związku maszynistek, maszynistów i motorniczych" i
jakimś urojonym przepisywaniu przez nich, ale sposób na oszacowanie
wielkości tekstu w epoce przedkomputerowej - niech wszyscy piszą w 30
wierszach po 60 znaków, a da się to sensownie szacować.
A poza tym, ja się na przykład rozliczam za arkusze autorskie = 40000
znaków, które też nie mają specjalnego przełożenia na dzisiejsze książki w
rozmaitych formatach i stopniach pisma. I co? I jest mi wszystko jedno, czy
to są arkusze, czy kilobromby, czy na przykład psztymucle, gdzie 1
psztymucel = 512 znaków (coby było okrągło).
pozdravka
--
Woyzeck
woyzeck [dot] 2 [dot] 0 [at] gmail [dot] com; gg: 0x469B41
"What is translation? On a platter
A poet's pale and glaring head,
A parrot's screech, a monkey's chatter,
And profanation of the dead."
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "Woyzeck" <pis...@berdyczow.pl> napisał w wiadomości
news:12hv8r8lymwuv.h...@40tude.net...
Chyba dawno nie współpracowałeś z polskimi biurami. Tu strona
rozliczeniowa ma się nadal dobrze i niestety ma znaczenie podstawowe. W
branży tłumaczeń literackich dodatkowo arkusz rozliczeniowy - jednostka
jeszcze mniej wygodna i już całkowicie oderwana od rzeczywistości. A że
wątek dotyczył rynku polskiego, to i strona rozliczeniowa się w nim
pojawiła.
Pozdrawiam,
Arkadesh
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "Arkadiusz Dymek" <adr...@nie.bedzie> napisał w wiadomości
news:4d074e56$1...@news.home.net.pl...
Oszacowanie równie dobre jak każde inne. Nie widzę większej róznicy
pomiędzy rozliczaniem się na znaki (a do tego sprowadza się strona
rozliczeniowa) a na słowa (z których spora część to "the" czy "a",
mające niewielkie przełożenie na język polski). W każdym przypadku jest
to tylko jakaś tam abstrakcja umożliwiająca oszacowanie zgrubsza
przewidywanego nakładu pracy.
> Ciekawe, jak wyglądają w takim ujęciu rozliczenia w razie używania
> CAT-tools?
Normalnie. Zleceniodawca płaci za n stron rozliczeniowych, a co Ty z
nimi zrobisz, już go nie obchodzi. Mam i takich klientów, i sobie chwalę
takie rozwiązanie - czasami 90% pracy polega na kliknięciu Translate, a
płatność jest jakbym miał same no matche. Tak naprawdę rozliczanie na
słowa (a w szczególności słowa rozliczeniowe) jest w interesie
zlecającego, a nie tłumacza. Słowa przeliczeniowe niestety nie oddają
dobrze nakładu pracy przy tłumaczeniu na język polski. Najwięcej roboty
(w przeliczeniu na gotówkę) mam zawsze przy 99% dopasowaniach, gdzie
zmienił się tag, za który podstawiany jest jakiś termin. Zmiana niby
banalna, ale najczęściej wymaga zmiany składni całego zdania i roboty
jest tyle, co przy no matchu, a płaca groszowa.
Pozdrawiam,
Arkadesh
> Jest takie przysłowie: "Mądry wie, co mówi, ten drugi mówi, co wie." Ja
> wiem, co mówię,
A Twoja wiedza bije Twoją skromność na głowę.
> twierdząc, że rozliczanie pracy tłumacza według stawki za
> stronę jest przeżytkiem.
Strona to taka sama dobra jednostka obliczeniowa jak znak, słowo czy arkusz
wydawniczy. Równie dobrze możesz się uprzeć, że milimetry i metry są be, a
centymetry cacy.
> Tym niemniej życzę powodzenia, jak będziesz negocjować ceny z wielkimi
> agencjami z UK, Niemiec czy innego Hongkongu. Co ja mówię, nie będzie
> negocjacji, dostaniesz stawkę iluś tam eurocentów za słowo i tyle.
Nniniejszym zniknąłeś np. Niemcom stawkę za wiersz...
--
(-) Leszek Król
Przed wysłaniem odpowiedzi zapoznaj się z treścią nazapków dołączonych do
Internetu bądź skonsultuj się z grupowiczami lub wyszukiwarką, ponieważ
każdy post niewłaściwie stosowany zagraża wiedzy lub informacji.
Nie, nie zniknąłem, po prostu żaden z moich niemieckich kontrahentów tego
nie używa.
Reszty nie komentuję, nie mam czasu. Moją intencją było przedstawienie
pewnych wskazówek, może młodszym i mniej doświadczonym kolegom. Czy ktoś z
tego skorzysta, to już nie mój problem.
--
Piotr Wodziński
Podro
--
Piotr Wodziński
> "Nniniejszym zniknąłeś np. Niemcom stawkę za wiersz"
>
> Nie, nie zniknąłem, po prostu żaden z moich niemieckich kontrahentów tego
> nie używa.
No bo Ty pracujesz tylko dla tych wielkich.
> Reszty nie komentuję, nie mam czasu.
Uhm... skończyły się argumenty, czas uciekać.
Ale przecież na dobrym torcie jest wisienka. No to myk:
news:4d075aeb$0$22798$6578...@news.neostrada.pl
"Dlatego moje zdziwienie, że ten anachronizm, tzn. "zł/str.", dalej
funkcjonuje."
Twoje zdziwienie byłoby mniejsze, gdybyś wcześniej przeczytał to:
http://scriba-translation.net/ceny.html
"Ceny i płatności:
Podstawową stawką w tłumaczeniach jest 0,30 zł (netto) za słowo. W
przypadku, gdy podstawą rozliczeń jest strona standardowa (1500 znaków ze
spacjami), stawka wynosi 70 zł (netto)."
:))))
Ale z jakich porad ja mam korzystać? Zasady rozliczenia zasadniczo
ustala zleceniodawca, ja tylko negocjuję stawkę przy danej metodologii.
Tam gdzie płacą mi za słowo, biorę za słowo, tam gdzie za stronę,
rozliczam się w stronach. Ja Twoje stanowisko rozumiem, bo i 90% moich
zleceń jest rozliczanych w słowach. A że korzystniej jest tam, gdzie
klient nie słyszał o Tradosie i płaci mi zawsze za pełne strony, to
chyba też żadne odkrycie.
Pozdrawiam,
Arkadesh
W tym jest trochę racji, ale nie do końca.
Może jeszcze nie spotkałeś się z taką sytuacją, gdy tłumacz jest "ciągany za
odpowiedzialność" (albo mu taka odpowiedzialność grozi) , bo źle przepisał
ciąg cyfr, np.stanowiących jakiś kod. W TRADOSie masz "kopiuj źródło" i po
zawodach.
--
Piotr Wodziński
Użytkownik "Arkadiusz Dymek" <adr...@nie.bedzie> napisał w wiadomości
news:4d0773b7$1...@news.home.net.pl...
>W dniu 12/14/2010 2:10 PM, SCRIBA wrote:
>> Generalnie nie zgadzam sie z Twoimi uwagami. Bya mo?e wynika to z ró?nicy
>> do?wiadczen. Rzecz jasna, mo?esz z moich uwag/wskazówek skorzystaa, je?li
>> chcesz. Je?li nie, próbuj, ?ycze powodzenia (naprawde!).
>> A teraz musze, niestety, wracaa do pracy, rzeczywisto?a skrzeczy!
Ale przecież wyraźnie pisałem, że klienta nie obchodzi, co ja robię z
tym plikiem. Klient chce dostać wyczyszczony plik i rozlicza się bez
użycia przeliczników za dopasowania. W żaden sposób nie wyklucza to
stosowania przeze mnie Tradosa. Jedyna różnica taka, że dostaję do
tłumaczenia plik doc czy ppt, a nie ttx + TM.
Pozdrawiam,
Arkadesh
Jest jeden argument, którego chyba nie doczytałeś, i to miażdżący: ŻYCIE.
Możesz sobie przytaczać setki cytatów, to nie ma ŻADNEGO znaczenia. Od 10
lat (około) współpracuję w sumie z około setką klientów rozsianych po całym
świecie i ani razu, poza Polską, nie spotkałem się z systemem rozliczeń,
wobec którego wyrażam tutaj sceptycyzm. Już nie wspominam o jeszcze większej
rzeszy tzw. "pytaczy".
Jest to ponadto anachronizm nie mający żadnego uzasadnienia; ciągnie się za
nim w dalszym ciągu smrodek poprzedniej epoki, gdzie wyżej była ceniona
praca maszynistki przepisującej pracę tłumacza.
Po to zabrałem głos w dyskusji o stawkach, by inni, może młodsi, koledzy
dostrzegli bezsens takiego sposobu rozliczeń, a w każdym razie, by kiedyś
ewentualnie łatwiej mogli się przestawić na inny system.
Co zrobisz z tą informacją, Twoja sprawa!
Aha, zadałeś sobie trud, pewnie z braku lepszego zajęcia, dotarcia do mojej
strony int. Jak wspomniałem, stawka za stronę, jest reliktem, którego już
nie stosuję od dawna. Ma znaczenie czysto orientacyjne, a nie rozliczeniowe.
Z klientami, również krajowymi, rozliczam się tylko w złotówkach za słowo.
Wyciągaj sobie wnioski, jakie chcesz. Pamiętaj jednak o tym, że forum to
zabawa, a życie - życiem.
--
Piotr Wodziński
> Człowieku, prosiłeś o wyświadczenie uprzejmości, to dostałeś, a to, że
> wspomniana "strona znormalizowana" może działa w praktyce sekretarek, nie
> oznacza, że ma jakiekolwiek znaczenie w branży tłumaczeń.
> Jest takie przysłowie: "Mądry wie, co mówi, ten drugi mówi, co wie." Ja
> wiem, co mówię, twierdząc, że rozliczanie pracy tłumacza według stawki za
> stronę jest przeżytkiem.
> Tym niemniej życzę powodzenia, jak będziesz negocjować ceny z wielkimi
> agencjami z UK, Niemiec czy innego Hongkongu. Co ja mówię, nie będzie
> negocjacji, dostaniesz stawkę iluś tam eurocentów za słowo i tyle.
Ja prosiłem? :)
Istotnie, mądry wie, co mówi, ten drugi mówi co wie.
Z mojej strony EOT.
Pozdro
--
Piotr Wodziński
o, jakie ładne :) można sobie przyswoić na użytek nie wiadomo na razie
jaki, ale samo słówko brzmi cudnie.
Joanna
Joanna Czaplińska pisze:
> 1
>> psztymucel = 512 znaków (coby było okrągło).
>
> o, jakie ładne :) można sobie przyswoić na użytek nie wiadomo na razie
> jaki, ale samo słówko brzmi cudnie.
>
W bardzo mało* znanym utworze Lema "Wyprawaprofesora Tarantogi"
bohaterowie podziwiali jajka które zniósł prztemocel.
*tak mało znany, że nie mam go w wersji elektronicznej i dla sprawdzenia
szczegółów sięgnąłem na półkę z PAPIEROWĄ książką.
(a jednak jest on-line:
http://www.niniwa2.cba.pl/lem_wyprawa_profesora_tarantogi.htm)
--
Pozdrowienia
Janek http://www.mimuw.edu.pl/~janek
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
> Postaraj się przeczytać uważnie to, co piszę niżej, gdyż jest to, być może,
> ostatnia dla Ciebie okazja, by zmienić swój sposób myślenia.
Obiecuję. Będę czytać wszystko co napiszesz, chociaż... [x]
> Możesz sobie przytaczać setki cytatów, to nie ma ŻADNEGO znaczenia.
[x]
Skoro cytowanie _Twoich_ wypowiedzi nie ma żadnego znaczenia, to zadajmy
sobie pytanie zasadnicze: co zawierają i jakie znaczenie mają _Twoje_
wypowiedzi? :) Ale poza tym z każdym napisanym postem oczywiście masz coraz
większą :> rację.
> Aha, zadałeś sobie trud, pewnie z braku lepszego zajęcia,
Z perspektywy tych kilku postów widzę, że to raczej próba dyskusji z Tobą
podpada pod kategorię "z braku lepszego zajęcia" :(
> dotarcia do mojej strony int.
Jeśli trudem nazywasz skojarzenie nicka i adresu mailowego, a następnie
wpisanie nazwy domeny w przeglądarce, to masz naprawdę ciężko w życiu.
W związku z tym nie warto też pewnie prosić Pana Inżyniera o poprawę
konfiguracji OE? :)
> Wyciągaj sobie wnioski, jakie chcesz.
Akurat ta dyskusja nie prowadzi do żadnych wniosków, ale kiedyś na pewno
napiszesz coś, co dla takiego drobnego szaraczka jak ja będzie od początku
do końca spójne, dające podstawę do jakichkolwiek wniosków i w ogóle
poprowadzi go do "zwycięstwa w życiu". Będę czekał cierpliwie. A do tego
czasu...
EOT
/LK
> A teraz muszę, niestety, wracać do pracy, rzeczywistość skrzeczy!
_Pospolitość_. Pospolitość skrzeczy.
GS
--
Grzegorz Staniak <gstaniak _at_ gmail [dot] com>
> Cześć wszystkim
>
> Joanna Czaplińska pisze:
>
>> 1
>>> psztymucel = 512 znaków (coby było okrągło).
>>
>> o, jakie ładne :) można sobie przyswoić na użytek nie wiadomo na razie
>> jaki, ale samo słówko brzmi cudnie.
>>
>
>
> W bardzo mało* znanym utworze Lema "Wyprawaprofesora Tarantogi"
> bohaterowie podziwiali jajka które zniósł prztemocel.
>
> *tak mało znany, że nie mam go w wersji elektronicznej i dla sprawdzenia
> szczegółów sięgnąłem na półkę z PAPIEROWĄ książką.
Tak, tam był prztemocel, co zniósł wielkie jaja, natomiast Psztymucel jest
w opowiadaniach Wojtyszki "Bromba i inni" albo w innych okołobrombowych
urządzeniach. Wygląda jak zębatka, bo uciekł z silnika samochodu.
> Tak, tam był prztemocel, co zniósł wielkie jaja, natomiast Psztymucel jest
> w opowiadaniach Wojtyszki "Bromba i inni"
Słowem: Koniec i bRomba, a kto czytał, ten trąba :-)
AdamS
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
--
Zgrywasz strasznego pro, ale póki co nie potrafisz ustawić prawidłowego
kodowania w Outlook Expressie.
Idź na podwórko, gdzie znajdziesz dzieciaki gotowe Cię słuchać z
rozdziawionymi gębami. To nie jest lista reklamowa. Zajmujemy się tu
wzajemną pomocą, a nie chwaleniem się wysokością stawek.
EOT i PAPA [zostałeś dodany do killfile -
http://en.wikipedia.org/wiki/Plonk_%28usenet%29 ].
P.
> No i czego właściwie chcesz dowieść, że umiesz posługiwać się Googlem?
FYI: adres strony można wpisać też bezpośrednio...
> Życzę powodzenia i jak najmniej bolesnego zderzenia z rzeczywistością, o
> której usiłowałem napomknąć, jak już przyjdzie co do czego.
Zderzenie z rzeczywistością to ja miałem podczas wizyty na Twojej stronie.
Jedno Ci trzeba przyznać. Jeśli chodzi o poczucie odpowiedzialności, to
wykazujesz tu żelazną konsekwencję. Tzn. nie tłumaczysz na obcy i od razu
na swojej stronie prezentujesz uzasadnienie tej decyzji.
Angielski to nie moja domena (chociaż na podstawie index_en.html mam
wątpliwości, czy SCRIBA _nadal_ istnieje ;) ), ale jak patrzę na wersję
niemiecką, to...
http://scriba-translation.net/index_de.html
Unternehmen:
SCRIBA Übersetzungsbüro: Geschäft, Wissenschaft & Technik, Piotr Wodzinski
war in 1995 gegründet. Seit seiner Anfänge ist es ein
Einzelperson-Unternehmen. Herr Piotr Wodzinski (Dipl. Ing.) ist ein
Besitzer. 1980 absolvierte er die Technische Universität zu Wroclaw, Polen,
und zwar Angewandte Physik und genauer Angewandte Optik. SCRIBA
spezialisiert sich auf Übersetzungen von Englisch und Deutsch aufs Polnisch
in Gebiete: Geschäft, Wissenschaft und Technik. (Die Texte, die in der
Schwabacher Schrift gedruckt sind, werden auch bearbeitet).
Das Geschäft wurde am 1 November 1995 gestartet, aber reichen die
Erfahrungen des Besitzers im Bereiche der Übersetzungen bis 1989 zurück.
http://scriba-translation.net/index_en.html
SCRIBA Translation Office: Business, Science & Engineering has been active
since 1995. So far it is a one-person company, Mr. Piotr Wodziński (M.Sc.)
is its owner. He graduated from the Technical University in Wrocław, in
1980, specializing in applied physics and - more strictly - in applied
optics. SCRIBA specializes in translating texts from English and German
into Polish, particularly in the areas of business, science and
engineering. (The documents printed with schwabacher type are also worked
out).
The business started on 1 November 1995, however the owner's experiences in
translating go back to 1989.
I na koniec cytat z wersji polskiej, którą najwyraźniej starałeś się
przetłumaczyć na oba języki obce:
http://scriba-translation.net/index_pl.html
Biuro Tłumaczeń Technicznych i Handlowych SCRIBA jest - jak dotąd - firmą
jednoosobową, istnieje od 1995 r. Właścicielem jest mgr inż. Piotr
Wodziński, absolwent Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki
Wrocławskiej (rocznik 1980), kierunku fizyka stosowana, specjalizacja:
optyka stosowana. SCRIBA specjalizuje się w tłumaczeniach technicznych i
handlowych z języka angielskiego oraz niemieckiego na polski. (Teksty
niemieckie drukowane gotykiem są także opracowywane).
Firma zaczęła działalność z dniem 1 listopada 1995 r., jednakże
doświadczenia właściciela w zakresie tłumaczeń technicznych sięgają roku
1989.
Myślę, że powyższe cytaty są fantastycznym uzasadnieniem dla Twojego
dobrego samopoczucia i - nazwijmy to delikatnie - mentorskiego tonu.
Faktycznie każdy powinien zdecydować sam, czy chce brać z Ciebie przykład.
Tak trzymaďż˝!
Hania
--
There is no sin but ignorance.
> Przecie� napisa�em wy�ej, �e rynek krajowy to u mnie margines dzia�alno�ci,
> a z �adnymi krajowymi agencjami nie wsp�pracuj� w og�le. Dlatego moje
> zdziwienie, �e ten anachronizm, tzn. "z�/str.", dalej funkcjonuje.
No ale czemu si� przyczepi�e�, jak rzep psiego ogona?
Cz�owiek, kt�ry s�ysza� kiedy� o statystyce i znaj�cy matematyk� na
poziomie szko�y podstawowej bez problemu sobie przeliczy strony
przeliczeniowe na litery, znaki, s�owa, arkusze autorskie, wiersze (tak si�
rozlicza t�umaczenia z niemieckiego, bo oni maj� dziwny zwyczaj pisania
niekt�rych s��w bez odst�pu, �eby by�o trudniej zgadn��, gdzie si� kt�re
s�owo ko�czy) czy inne psztymucle albo kilobajty. Oczywi�cie przeliczenie
inaczej wygl�da w r�nych j�zykach i r�nych bran�ach, ale je�li t�umaczysz
kilka tysi�cy s��w dziennie, statystycznie r�nice mi�dzy r�nymi
jednostkami s� ca�kowicie pomijalne.
> Ciekawe, jak wygl�daj� w takim uj�ciu rozliczenia w razie u�ywania
> CAT-tools?
No jak to jak? Chcesz wiedzie�, jak poda� cen� za stron�, je�li masz 10000
nowych s��w i 10000 powt�rze�? Liczysz wed�ug swojej stawki (dla u�atwienia
niech b�dzie, �e liczysz 0,10 $ za nowe s�owo i 0,03 $ za powt�rzenie) i
wychodzi Ci np. 1300 USD. Te 20 tys s��w w angielskim to oko�o 67,8 strony.
Dzielisz 1300/67,8 = 19,17 USD/stron� i m�wisz klientowi z Polski, �e go
skasujesz 20$ za stron� 1800 znak�w. Albo dzielisz owe 20000 przez 9,9 co
ci daje 2020 wierszy i klientowi z Niemiec podajesz stawkďż˝ (1300/2020)* 100
= 64,36 $ (albo 65 $) za 100 wierszy. Albo szybciutko przeliczasz, �e twoje
20 tys s��w to 122040 znak�w, dzielisz to przez 40 tys i wychodzi Ci, �e
twoja praca liczy 3,051 arkusza drukarskiego. Podajesz wi�c wydawcy swoj�
stawkďż˝ 1300/3,051 = 427 $ za arkusz.
Proste jak konstrukcja cepa.
Przy najbli�szej okazji spr�buj wyt�umaczy� sekretarce, kt�rej dyrektor
kaza� dowiedzie� si� ile b�dzie kosztowa� t�umaczenie instrukcji obs�ugi
nowej obrabiarki, czym si� r�ni 75% match od 74% match i dlaczego masz za
nie innďż˝ stawkďż˝. Powodzenia!
Rozmowa b�dzie wygl�da�a tak:
S: Mam instrukcj� obrabiarki do t�umaczenia, jest tego oko�o 25 stron, ile
to b�dzie kosztowa�?
T: No dobrze prosz� pani, a ile jest powt�rze�?"
S: Nie rozumiem, prosz� ja�niej
T: No ile s��w si� powtarza?
S: Pan �artuje prawda? Pan sobie my�li, �e ja p�jd� do in�yniera i go
zapytam, ile s��w si� b�dzie powtarza�o w instrukcji, kt�r� on napisa�?
T: Nie prosz� pani, ja si� pytam ile w tek�cie b�dzie segment�w z
powt�rzeniami
S: Ale to jest obrabiarka zwyk�a, a nie segmentowa. Obrabiark� do segment�w
dopiero opracowujemy, wiec nie b�dzie �adnych segment�w
T: No to mo�e mi pani powie, procent s��w stanowi� matche od 75% do 99%?
S: Moment.... Wie pan, ale w�a�ciwie to my ju� nie potrzebujemy
t�umaczenia. Do widzenia
[S odk�ada s�uchawk� i m�wi do kole�anki]
S: Ale to dure�, nie chcia� powiedzie� ile sobie liczy za t�umaczenie tylko
pyta mnie o obrabiarkďż˝ segmentowďż˝. Zadzwoniďż˝ do jakiegoďż˝ normalnego
t�umacza
> Niech kto� spr�buje wyj�� ze swoimi us�ugami poza "polski grajdo�ek", to mu
> szybko ten anachronizm wybij� z g�owy.
M�w troch� wolniej, bo nie rozumiem, o co Ci chodzi? Chyba nie uwa�asz
profesjonalnych t�umaczy za imbecyli, kt�rzy nie s� w stanie poda�
klientowi wyceny w jednostkach, kt�rych on sobie �yczy??
Jak w sklepie masz podan� cen� kie�basy 18 z� za kilogram, i poprosisz o
"ten kawa�ek", "jedno p�to" albo "pi�tna�cie deko", to przecie� nawet
najbardziej "inteligentna inaczej" ekspedientka Ci to sprzeda i raczej nie
b�dzie mia�a problemu z ustaleniem, ile to ma kosztowa�. Dlaczego wi�c
zak�adasz, �e jakikolwiek t�umacz mia�by mie� tego rodzaju k�opoty?
Raf :-)