Kiedyś była to powszechna zasada, że mieliśmy Karola Darwina i Jerzego
Waszyngtona,
a teraz w TV mozna słyszeć o Georgu Dablju Bushu, co dla mnie jest horrorem
BS
"Dżordżu Dablju Buszu" :)
Ja osobiscie tlumacze imiona wladcow, rzadzacych, swietych itp. Tak
wiec: Elzbieta I, sw. Piotr, Wlodzimierz Putin (troche glupie
zestawienie Putina i sw. Piotra, ale niech bedzie), Jan Karol Burbon (a
nie zaden Juan Carlos!!!!). Wydawaloby sie, ze jak tlumaczymy takie
osoby, to i zwykle tez sie powinno. Mam tu mieszane uczucia. Np. J.
Korwin-Mikke tlumaczy wszystko - zachowujac nawet formy zdrabniajace
("Bill Clinton" -> "Wilus Clinton"). Ja jednak staram sie pospolstwa
(wliczam w to i siebie) nie tlumaczyc - imie mowi jednak w jakis sposob
o pochodzeniu danej osoby. Przy podawaniu "Elzbieta II" kazdy wie, ze
chodzi o krolowa brytyjska, natomiast podajac "Francis Jones" i
zmieniajac to na "Franciszek..." - no mozna, ale ja wole zostawiac.
- Szwejk
--
E-mail: | Moja strona o I Wojnie Swiatowej: |
wszwejk | http://www.wielkawojna.prv.pl |
<-> +-- An error occurred: --------------------------------+
poczta +-- Your reader doesn't support animated signatures! --+
--
Serdeczne pozdrowienia,
Ogryzek
(Jeśli chcesz do mnie napisać, usuń z adresu "VeryBig")
">Moja koleżanka pracuje w szkole razem z Niemką. Taką prawdziwą, z Niemiec,
nie rozumiejącą ani słowa po polsku. No i ta moja koleżanka przedstawia się
tej Niemce jako "ANA" (na imię jej Anna). To dopiero horror!
Nie słyszałem nigdy aby Niemka w Niemczech koleżance z Polski przedstawiała
się jako np. Edzia mając na imię Edeltraud.
Tak sie sklada, ze niemiecka wymowa imienia "Anna" to Ana, poniewaz Niemcy
wypowiadaja podwojne spolgloski jaka jedna i "Anna" brzmi dla nich jak
"ananas" Tak wiec Twoja kolezanka nie uzyla zadnego zdrobnienia tylko
prawdopodbnie znajac jezyk niemiecki, przedstawila sie w sposob zrozumialy
dla Niemki.
Ania"
Nie sądzę, żeby imiona można było "tłumaczyć". Można co najwyżej zastępować
je ich obcojęzycznymi odpowiednikami. A teraz ad rem: jestem przeciwniczką
wyżej opisanej praktyki. George Bush jest Georgem, nie Jerzym. W akcie
urodzenia zapisano go jako George'a, więc nikt nie ma prawa ni z gruchy, ni
z pietruchy go przemianowywać, podobnie, jak nie wolno mu
zmieniać nazwiska na Krzak. A wstawianie mu między imię i nazwisko tego
kretyńskiego "dabelju" to rzeczywiście horror.
Kamila Pe.
> Nie sądzę, żeby imiona można było "tłumaczyć".
Ty chyba próbowałaś przetłumaczyć imię
Mercedes na ,,imię" Pederasta. ;) Dobrze,
że zmieniasz zdanie co do możliwości
tłumaczenia imion. ;)
LC.
Kłamstwo.
> Dobrze, że zmieniasz zdanie
Brak słów.
Przypisujesz Kamili, czego nie napisała. Nie chce ci się zużyć
choćby pięciu minut (a z Google'em wystarczyłaby nawet jedna)
na sprawdzenie tej insynuacji.
I jeszcze dodatkowo obrażasz Ją, biorąc swe pomówienie za podstawę
niczym stwierdzony fakt. Ba, ignorując nawet własnoklawiaturnie
napisane "CHYBA"...
Obrzydliwość.
Maciek
> Obrzydliwość.
Przetłumaczenie Mercedes na Pederasta? Owszem. :)
LC. :)
Nie, słoneczko, posty ci się pomyliły, mój z czyimś. Nigdy w życiu nie
przyszłoby mi do glowy to, co opisaleś powyżej.
Kamila Pe.
Po pierwsze, dlaczego używa pierwszej litery drugiego imienia, a nie całego
drugiego imienia? Skoro się go wstydzi, to niech je sobie zmieni. Po drugie,
litera "w" po polsku nazywa się "wu", a nie "dabelju", jak twierdzi personel
polskich środków przekazu.
Kamila Pe.
Nie pomyliły mi się. :)
LC.
Postscriptum: Ja bym tak napisał:
* Nie, Słoneczko! Posty Ci się pomyliły: Mój z czyimś.
* Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do glowy to, co opisałeś powyżej.
* Nie, Słoneczko! Posty Ci się pomyliły -- mój z czyimś.
* Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do glowy to, co opisałeś powyżej.
[o George'u W.]
>Po pierwsze, dlaczego używa pierwszej litery drugiego imienia, a nie całego
>drugiego imienia?
Dlatego, że taki jest zwyczaj, szczgólnie w "wyższych sferach"
(cokolwiek przez nie rozumieć). Dziwne, że nie wiesz.
>Po drugie, litera "w" po polsku nazywa się "wu", a nie "dabelju", jak
>twierdzi personel polskich środków przekazu.
"Dżordż Wu Busz"? A fe...
--
Rafal "Negrin" Lisowski neg...@rpg.pl http://www.rockmetal.pl
To taki amerykanski zwyczaj, bardzo zreszta popularny.
Podobny problem sprawia tlumaczenie nazw uczelni. Moim zdaniem chyba jednak nie
powinno sie ich tlumaczyc na polski, gdyz jest wiele uczelni o podobnych
nazwach. Czasem slysze w telewizji _uniwersytet stanu Michigan_ i nie wiem czy
ktos ma na mysli Michigan State czy University of Michigan. Niedawno zobaczylem
wywiad z Aleksandrem Wolszczanem i napis _Aleksander Wolszczan - Uniwersytet
stanu Pennsylvania_ i nie widzialem czy autor napisu mial na mysli Penn State
(uniwersytet stanowy tegoz wlasnie stanu) czy University of Pennsylvania
(uniwersytet prywatny).
mac
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> wywiad z Aleksandrem Wolszczanem i napis _Aleksander Wolszczan -
> Uniwersytet stanu Pennsylvania_ i nie widzialem czy autor napisu
> mial na mysli Penn State (uniwersytet stanowy tegoz wlasnie stanu)
Penn _State_ = stanowy, stanu [Pensylwania]
> czy University of Pennsylvania (uniwersytet prywatny).
of Pennsylvania = pensylwański
--
HQ
Tak, tylko, ze to chyba nie musi byc takie oczywiste dla ludzi, ktorzy nie
wiedza, ze Penn State University w ogole istnieje, czyli chyba dla zdecydowanej
wiekszosci Polakow. Tzn. nie zdziwilbym sie, gdyby wielu pomyslalo, ze chodzi o
University of Pennsylvania slyszac _uniwersytet stanu Pennsylvania_, tym
bardziej, ze np. taki University of Michigan jest akurat instytucja stanowa.
Dlatego wydaje mi sie, ze podawanie nazw w oryginale byloby precyzyjniejsze.
>> Penn _State_ = stanowy, stanu [Pensylwania]
>>
>> > czy University of Pennsylvania (uniwersytet prywatny).
>>
>> of Pennsylvania = pensylwański
>
> Tak, tylko, ze to chyba nie musi byc takie oczywiste dla ludzi, ktorzy
> nie wiedza, ze Penn State University w ogole istnieje, czyli chyba
> dla zdecydowanej wiekszosci Polakow.
... której to zdecydowanej większości jest absolutnie obojętne, czy
jest tam jedna uczelnia, czy dwie, o podobnej nazwie, jak sądzę.
> Tzn. nie zdziwilbym sie, gdyby wielu pomyslalo, ze chodzi o University
> of Pennsylvania slyszac _uniwersytet stanu Pennsylvania_
Tylko ktoś, kto _wie_, zwróci uwagę. Dla tych, co nie wiedzą, nie ma
to żadnego znaczenia, przyznaj.
--
HQ
Ale to nie zwalnia autora od napisania poprawnej nazwy.
> On 2/13/2003 2:46 PM, W.Kotwica wrote :
>> Tylko ktoś, kto _wie_, zwróci uwagę. Dla tych, co nie wiedzą, nie ma
>> to żadnego znaczenia, przyznaj.
>
> Ale to nie zwalnia autora od napisania poprawnej nazwy.
Zgoda. Ale nie wymusza pozostawiania nietłumaczonej.
--
HQ
W takim razie świadomie fałszujesz moje wypowiedzi, a to już mi się bardzo
nie podoba :-(((.
>
> Postscriptum: Ja bym tak napisał:
>
> * Nie, Słoneczko! Posty Ci się pomyliły: Mój z czyimś.
> * Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do glowy to, co opisałeś powyżej.
>
> * Nie, Słoneczko! Posty Ci się pomyliły -- mój z czyimś.
> * Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do glowy to, co opisałeś powyżej.
Krótko mówiąc, nadużywasz wielkich liter i wykrzykników.
Kamila Pe.
Wiem, skarbie, wiem. Wiem również, że "taki zwyczaj" jest obcy polskiej (i
chyba w ogóle europejskiej) tradycji. Przeszczepianie go na nasz grunt
traktuję tak samo, jak Coca Colę i MacDonalda: z lekkim obrzydzeniem.
> >Po drugie, litera "w" po polsku nazywa się "wu", a nie "dabelju", jak
> >twierdzi personel polskich środków przekazu.
>
> "Dżordż Wu Busz"? A fe...
Tiaaa, dabelju jest caaacy :-/.
Kamila Pe.
Wiem o tym, co nie znaczy, że mi się to podoba. Tym bardziej mi się nie
podoba przeflancowywanie tej okropnej maniery do Polski.
Kamila Pe.
>> Nie pomyliły mi się. :)
> W takim razie świadomie fałszujesz moje wypowiedzi, a to już mi się bardzo
> nie podoba :-(((.
Nie wydaje mi się. :)
>> Postscriptum: Ja bym tak napisał:
>> * Nie, Słoneczko! Posty Ci się pomyliły: Mój z czyimś.
>> * Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do glowy to, co opisałeś powyżej.
>> * Nie, Słoneczko! Posty Ci się pomyliły -- mój z czyimś.
>> * Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do glowy to, co opisałeś powyżej.
> Krótko mówiąc, nadużywasz wielkich liter i wykrzykników.
> Kamila Pe.
LC. :)
>> Dlatego, że taki jest zwyczaj, szczgólnie w "wyższych sferach"
>> (cokolwiek przez nie rozumieć). Dziwne, że nie wiesz.
>Wiem, skarbie, wiem.
Okazałaś brak tej wiedzy, więc skąd miałem wiedzieć, że tylko udajesz?
>Wiem również, że "taki zwyczaj" jest obcy polskiej (i chyba w ogóle
>europejskiej) tradycji. Przeszczepianie go na nasz grunt [...]
"Przeszczepianie go na nasz grunt"?? Od kiedy Bush Jr. jest na "naszym
gruncie" i od kiedy nie ma prawa nazwać się tak, jak chce? (A jeśli
nie wiesz, co napisałaś, przypomnę Ci wyjątkowo zabawny fragment
Twojej wypowiedzi:
:dlaczego używa pierwszej litery drugiego imienia, a nie całego
:drugiego imienia? Skoro się go wstydzi, to niech je sobie zmieni.
Niezłe, co?
>traktuję tak samo, jak Coca Colę i MacDonalda: z lekkim obrzydzeniem.
Cóż, u Ciebie ani powyższe, ani żadne analogiczne nie może chyba
dziwić... Ale czasem chyba warto by się było zastanowić, zanim się coś
strzeli, prawda?
>> >Po drugie, litera "w" po polsku nazywa się "wu", a nie "dabelju", jak
>> >twierdzi personel polskich środków przekazu.
>> "Dżordż Wu Busz"? A fe...
>Tiaaa, dabelju jest caaacy :-/.
Wiesz wiele, zatem wiesz zapewne również to, że gust i estetyka jest
kwestią względną. Mnie na przykład nie podoba się mieszanie w nazwisku
polskiego z angielskim...
Swoją drogą: dla Ciebie "ejcz dżi łels" czy "ha gie łels"? Albo: "i ej
kaminks" czy "e a kaminks"? Albo z innej beczki: "bi dżej armstronk"
czy "be jot armstronk"? (taki koszykasz w en be a był ;) )
>>> Nie pomyliły mi się. :)
>> W takim razie świadomie fałszujesz moje wypowiedzi, a to już mi się bardzo
>> nie podoba :-(((.
>Nie wydaje mi się. :)
Jeśli Ci się nie wydaje, to zacytuj wreszcie; natomiast jeśli nie
jesteś w stanie zacytować bądź odnieść się do konkretnej wypowiedzi
Kamili, przeproś i skończ wątek. Nie ciągnij go w ten sposób, bo
naprawdę nie wiadomo, o co Ci chodzi.
> Gdy datą było Fri, 14 Feb 2003 18:57:49 +0100, "Leszek Eneuel
> Ciszewski" <pro...@czytac.fontem.lucida.console> oznajmił(a) światu:
>>>> Nie pomyliły mi się. :)
>>> W takim razie świadomie fałszujesz moje wypowiedzi, a to już mi się bardzo
>>> nie podoba :-(((.
>> Nie wydaje mi się. :)
> Jeśli Ci się nie wydaje, to zacytuj wreszcie; natomiast jeśli nie
> jesteś w stanie zacytować bądź odnieść się do konkretnej wypowiedzi
> Kamili, przeproś i skończ wątek. Nie ciągnij go w ten sposób, bo
> naprawdę nie wiadomo, o co Ci chodzi.
--------------------------------------------------------------
Ty chyba próbowałaś przetłumaczyć imię
Mercedes na ,,imię" Pederasta. ;) Dobrze,
że zmieniasz zdanie co do możliwości
tłumaczenia imion. ;)
LC.
news:b2c1bl$i98$1...@flis.man.torun.pl
--------------------------------------------------------------
A Noemi?
A Mercedes?
Czy to są imiona dopuszczone do ,,nadawania" w Polsce?
--
lc. :)
news:aulfq3$nil$1...@flis.man.torun.pl
--------------------------------------------------------------
Nie wiem. Z Noemi nie powinno być problemu, bo to przecież imię biblijne. O
próbie nadania imienia Mercedes nie slyszałam, natomiast przeczytałam w
"Przeglądzie", że ktoś chciał dać dziecku na imię Pederasta, bo usłyszał to
słowo w telewizji i uznał, że elegancko brzmi...
Kamila Pe.
news:aunki1$ori$3...@news.tpi.pl
--------------------------------------------------------------
--
LC.
Nie wymusza, ale tych tlumaczen nie da sie czasami poprawnie zinterpretowac.
Np. w czasie, gdy duzo mowiono w mediach o Wolszczanie w jednym programie
zobaczylem wspomniany juz napis _Uniwersytet stanu Pennsylvnia_, a w innym
napis byl po angielsku _University of Pennsylvania_, tylko ze bledny, gdyz nie
na tej akurat uczelni Wolszczan wyklada(l), a wlasnie na Penn State.
Prawdopodobnie ktos uslyszal wpierw polska wersje i stad ten blad. Uzywanie
nazw w oryginale byloby jednoznaczne. Mowienie, ze dla wiekszosci ludzi nie ma
znaczenia czy poprawnie zinterpretuja tlumaczenie i beda wiedziec, o ktory
uniwersytet chodzi doprowadziloby nas do absurdu.
Inny przyklad. Slyszysz z czterech roznych zrodel o czterech roznych naukowcach
pracujacych na nastepujacych uniwersytetach:
uniwersytet Nowego Jorku
uniwersytet nowojorski
uniwersytet miasta Nowy Jork
uniwersytet stanu Nowy Jork
Nie jestem pewien, czy dla wszystkich bedzie jasne
1) na jakiej konkretnie uczelni kazdy z nich pracuje
2) czy kazdy z nich pracuje na innej uczelni czy tez moze niektorzy pracuja na
tej samej.
mac
>> > Ale to nie zwalnia autora od napisania poprawnej nazwy.
>>
>> Zgoda. Ale nie wymusza pozostawiania nietłumaczonej.
>
> Nie wymusza, ale tych tlumaczen nie da sie czasami poprawnie
> zinterpretowac.
Zgadzam się z Tobą. Z dokładnością do "czasami", jak niżej:
> Np. w czasie, gdy duzo mowiono w mediach o Wolszczanie w jednym programie
> zobaczylem wspomniany juz napis _Uniwersytet stanu Pennsylvnia_, a w innym
> napis byl po angielsku _University of Pennsylvania_, tylko ze bledny, gdyz
> nie na tej akurat uczelni Wolszczan wyklada(l), a wlasnie na Penn State.
> Prawdopodobnie ktos uslyszal wpierw polska wersje i stad ten blad.
I *nie wiedział*, że są dwa uniwersytety o podobnej nazwie. Zatem błąd
nie powstał dlatego, że przetłumaczono nazwę, tylko dlatego, że jedna
z osób z łańcuchu przekazu informacji nie wiedziała, że są dwa uniwersytety
o podobnej nazwie i trzeba baczniej przyjrzeć się nazwie. Tak samo,
podejrzewam, Amerykanin, który nigdy nie słyszał o żadnym z nich,
usłyszawszy o University of Pennsylvania, bedzie, zetknąwszy się potem
z Penn State sądził, że to ta sama uczelnia. Taka pomyłka naprawdę nie
zależy od tego, czy tłumaczymy nazwy, choć tłumaczenie może zwiększyć
ryzyko.
> Mowienie, ze dla wiekszosci ludzi nie ma znaczenia czy poprawnie
> zinterpretuja tlumaczenie i beda wiedziec, o ktory uniwersytet chodzi
> doprowadziloby nas do absurdu.
Nie, nie. Interpretacja nie ma znaczenia dla tych, którzy nie wiedzą
o realiach. Nie będą wiedzieć, ale w niczym to nie przeszkodzi, niczego
nie zmieni. Zaś dla tych, co wiedzą, że istnieje pułapka? Jeśli tłumacze
są kompetentni? Podałeś przykład, w którym jeden z tłumaczy zawiódł.
Gdyby trzymał się prostej zasady (of California=kalifornijski), nie
byłoby problemu.
> Inny przyklad. Slyszysz z czterech roznych zrodel o czterech roznych
> naukowcach pracujacych na nastepujacych uniwersytetach:
>
> uniwersytet Nowego Jorku
> uniwersytet nowojorski
> uniwersytet miasta Nowy Jork
> uniwersytet stanu Nowy Jork
>
> Nie jestem pewien, czy dla wszystkich bedzie jasne
> 1) na jakiej konkretnie uczelni kazdy z nich pracuje
> 2) czy kazdy z nich pracuje na innej uczelni czy tez moze niektorzy
> pracuja na tej samej.
Ujmę rzecz inaczej: czy w tym ostatnim przykładzie, podobnie jak
w pensylwańskim niejednoznaczność wynika z samego faktu przetłumaczenia
nazwy, czy z tego, że tłumacz (tłumacze) nie zadbał (zadbali) o przekład?
(Co nie znaczy, że chcę, żeby nazwy uczelni były zawsze tłumaczone,
rozsądne odstępstwa by się znalazły, choć niekoniecznie w powyższych
przypadkach).
--
HQ
Przecież taki mądry jesteś :-).
>
> > "Przeszczepianie go na nasz grunt"?? Od kiedy Bush Jr. jest na "naszym
> gruncie" i od kiedy nie ma prawa nazwać się tak, jak chce?
Dżordż Busz nie (chwała Bogu), ale prezenterzy radia i telewizji - tak.
(A jeśli
> nie wiesz, co napisałaś, przypomnę Ci wyjątkowo zabawny fragment
> Twojej wypowiedzi:
>
> :dlaczego używa pierwszej litery drugiego imienia, a nie całego
> :drugiego imienia? Skoro się go wstydzi, to niech je sobie zmieni.
>
> Niezłe, co?
Skoro tak mówisz, to pewnie masz rację. A wracając do naszych baranów,
skracanie imion do inicjałów jest wstrętną, urzędniczą manierą, taką samą,
jak pisanie nazwiska przed imieniem. To, że w Hameryce tak sobie wymyślili
nie oznacza, że musimy robić tak samo.
>
> >traktuję tak samo, jak Coca Colę i MacDonalda: z lekkim obrzydzeniem.
>
> Cóż, u Ciebie ani powyższe, ani żadne analogiczne nie może chyba
> dziwić...
To takie dziwne, że nie pijam odrdzewiacza i nie jadam żywnościowych śmieci?
Ale czasem chyba warto by się było zastanowić, zanim się coś
> strzeli, prawda?
Wybacz, ale nie rozumiem, co poeta chciał przez to powiedzieć. Nie
"strzelam" (nawet w liceum wymigałam się od obowiązkowego strzelania), a
Twoją powyższą wypowiedź interpretuję w ten sposób, że traktujesz mnie jak
lekko nienormalną, bo nie padam na twarz przed kulinarnym, obyczajowym i
wszelkim innym badziewiem z Jueseju. Jeśli moja interpetacja jest mylna, to
mnie popraw.
> >> >Po drugie, litera "w" po polsku nazywa się "wu", a nie "dabelju", jak
> >> >twierdzi personel polskich środków przekazu.
> >> "Dżordż Wu Busz"? A fe...
> >Tiaaa, dabelju jest caaacy :-/.
>
> Wiesz wiele, zatem wiesz zapewne również to, że gust i estetyka jest
> kwestią względną.
Akurat w tym przypadku nie o gust i estetykę chodzi, tylko o przestrzeganie
pewnych zasad.
Mnie na przykład nie podoba się mieszanie w nazwisku
> polskiego z angielskim...
To może nie odmieniajmy angielskich nazwisk? Przecież dodawanie Dżordżowi
Dabelju końcówek fleksyjnych jest par excellence "mieszaniem w nazwisku
polskiego z angielskim"...
> Swoją drogą: dla Ciebie "ejcz dżi łels" czy "ha gie łels"?
Herbert George Wells. Tylko i zawsze.
Albo: "i ej
> kaminks" czy "e a kaminks"?
Jak wyżej.
Albo z innej beczki: "bi dżej armstronk"
> czy "be jot armstronk"? (taki koszykasz w en be a był ;) )
Beniamin John (czy jak mu tam na chrzcie dali) Armstrong. Albo po prostu
Armstrong. Skoro i tak nie używa imion, to nie powinno mu zrobić różnicy.
Kamila Pe.
>> Okazałaś brak tej wiedzy, więc skąd miałem wiedzieć, że tylko udajesz?
>Przecież taki mądry jesteś :-).
Ja? Mało...
>> > "Przeszczepianie go na nasz grunt"?? Od kiedy Bush Jr. jest na "naszym
>> gruncie" i od kiedy nie ma prawa nazwać się tak, jak chce?
>Dżordż Busz nie (chwała Bogu),
Podzielam :)
>ale prezenterzy radia i telewizji - tak.
A dlaczego mieliby nazywać go inaczej niż sam siebie nazywa?
>[...] A wracając do naszych baranów, skracanie imion do inicjałów jest
>wstrętną, urzędniczą manierą, taką samą, jak pisanie nazwiska przed
>imieniem.
Jeszcze raz Ci powtarzam: to jest Twoje zdanie -- i dlatego Ty nie
używasz w swoim nazwisku pierwszej litery swego drugiego imienia. Ale
nie jest to żadna reguła, prawda powszechna, objawiona, czy kto tam
wie, jaka jeszcze. Inni mają święte prawo uważać -- jak ja -- że nie
ma w owej "manierze" niczego urzędniczego ani wstrętnego, a jeszcze
inni -- używać inicjału drugiego imienia, skoro taka forma im się z
jakichś przyczyn podoba (tak samo, jak mogą używać wyłącznie swojego
drugiego imienia, konkretnej "wersji", na przykład zdrobnionej,
któregoś z imion, itp. itd.). Choć Twoje prawo do estetycznej niechęci
wobec takich form jest równie święte, Twoje zdanie nie jest w niczym
lepsze lub gorsze od przeciwnego; warto o tym pamiętać, by zachować
odrobinę... hm, chyba pokory, kiedy do głowy przychodzi myśl o
ferowaniu wyroków w sposób, w jaki to czynisz.
Mnie nie podoba się większość sztuki nowoczesnej -- ale nie ciskam
kamieniami w tych, których gust różni się tu od mojego.
>To, że w Hameryce tak sobie wymyślili nie oznacza, że musimy robić tak
>samo.
Nie oznacza. Ale nie oznacza również, że nie możemy, jeśli uznamy (tj.
ktoś spośród nas), że to dobry pomysł. Dlaczego społeczeństwo wciąż
musi się dzielić na bezkrytycznych zwolenników jakichś tam wpływów i
ich równie bezkrytycznych krytyków. (Chyba nawet dobrze, że to
ostatnie brzmi paradoksalnie, bo takie właśnie zwykle jest).
>> >traktuję tak samo, jak Coca Colę i MacDonalda: z lekkim obrzydzeniem.
>> Cóż, u Ciebie ani powyższe, ani żadne analogiczne nie może chyba
>> dziwić...
>To takie dziwne, że nie pijam odrdzewiacza i nie jadam żywnościowych śmieci?
Zapewne nie, bo -- jak powiedzieliśmy wyżej -- wszystkie gusta są
równie uprawnione. Jednakże Twoja powyższa wypowiedź nie została
wygłoszona w kontekscie, nazwijmy to, kulinarnym, a
społeczno-kulturalnym (zapewne też, jak to bywa, z domieszką
polityki). W tej sytuacji, dlaczego wszystkie te trzy rzeczy (trzy, bo
także owe nieszczęsne inicjały) traktujesz "z lekkim obrzydzeniem"? Bo
Ci nie smakują? Nie; bo -- czynisz to oczywistym w swoich ostatnich
postach w tym wątku -- nie są nasze, a amerykańskie.
>Ale czasem chyba warto by się było zastanowić, zanim się coś
>> strzeli, prawda?
>[...] Twoją powyższą wypowiedź interpretuję w ten sposób, że traktujesz mnie
>jak lekko nienormalną, bo nie padam na twarz przed kulinarnym, obyczajowym i
>wszelkim innym badziewiem z Jueseju. Jeśli moja interpetacja jest mylna, to
>mnie popraw.
Jest mylna, śpieszę ze sprostowaniem. Odnosiłem się do przytoczonej
przeze mnie Twojej wypowiedzi o używaniu przez Busha nieszczęsnego
_W._ -- tak niefortunnej, że aż przykro.
(SD Twoje "nie padam na twarz" traktuję oczywiście -- jak sądzę
zgodnie z Twoim zamierzeniem -- jako figurę retoryczną; nie
podejrzewam przecież, żebyś nie była świadoma, iż stosunek do,
najogólniej mówiąc, rzeczy nie dzieli się zerojedynkowo na
"obrzydzenie" i "padanie na twarz").
>> >> >Po drugie, litera "w" po polsku nazywa się "wu", a nie "dabelju", jak
>> >> >twierdzi personel polskich środków przekazu.
>> >> "Dżordż Wu Busz"? A fe...
>> >Tiaaa, dabelju jest caaacy :-/.
>> Wiesz wiele, zatem wiesz zapewne również to, że gust i estetyka jest
>> kwestią względną.
>Akurat w tym przypadku nie o gust i estetykę chodzi, tylko o przestrzeganie
>pewnych zasad.
Jakich zasad?
>> Mnie na przykład nie podoba się mieszanie w nazwisku polskiego z angielskim
>To może nie odmieniajmy angielskich nazwisk? Przecież dodawanie Dżordżowi
>Dabelju końcówek fleksyjnych jest par excellence "mieszaniem w nazwisku
>polskiego z angielskim"...
Nie, nie jest; jest "mieszaniem polskiego z angielskim" w _odmianie_
nazwiska :) Różnica może subtelna, ale -- jak dla mnie -- istotna.
>> Swoją drogą: dla Ciebie "ejcz dżi łels" czy "ha gie łels"?
>Herbert George Wells. Tylko i zawsze.
Problem w tym, że o wielu "dwuimiennych" pisarzach przyjęło się (nie
wiem, czy -- w tym oraz innych przykładach, które przytoczę -- wyszło
to od nich samych, czy od późniejszych krytyków i badaczy) mówić i
pisać z użyciem ich inicjałów. Takim pisarzem jest H. G. Wells, a
jeszcze bardziej T. S. Eliot, D. H. Laurence, W. H. Auden, o J. R. R.
Tolkienie nie wspominając. Wygląda na to, że nie tylko w języku jako
takim, ale i w literaturoznawstwie jest pewien uzus, którego się nie
zmieni; pytanie do Ciebie było proste, nie odpowiedziałaś na nie.
>>Albo: "i ej kaminks" czy "e a kaminks"?
>Jak wyżej.
Jak wyżej? Ooo... Tu sprawa jest jeszcze lepsza, bo e.e. cummings
(napisałem wcześniej "e a" -- moja pomyłka, przepraszam) takiego
właśnie zapisu nazwiska -- z dokładnością do braku wielkich liter --
używał. Ja bym się w tym dopatrywał czegoś "na prawach" pseudonimu
artystycznego; jeśli go odrzucić, trza by też zgłowackizować Prusa.
Więc?
SD, żeby było śmieszniej, amerykańska poezja dostarcza jeszczego
lepszego kwiatka: niejaka Hilda Doolittle podpisywała swoje dzieła
jako H. D., i tak też się o niej przeważnie pisze.
> Albo z innej beczki: "bi dżej armstronk"
>> czy "be jot armstronk"? (taki koszykasz w en be a był ;) )
>Beniamin John (czy jak mu tam na chrzcie dali) Armstrong. Albo po prostu
>Armstrong. Skoro i tak nie używa imion, to nie powinno mu zrobić różnicy.
Pomijam nieudany dowcip (względnie: takąż ironię) i posłużę się Twoimi
słowami: jak wyżej.
>Kamila Pe.
Hmm... W kontekscie całej dyskusji poważnie niepokoi mnie Twój sposób
podpisywania się. Zastrzeżeń może być wiele -- rozwijać, czy sama się
orientujesz? ;)