Maciej
Hej,
Sprawdź tu:
http://tinyurl.com/5gtoz
To prawda, że w różnorakich dokumentach audytorskich (z branży księgowej,
farmaceutycznej, informatycznej itd.) jest mnóstwo błędów tego typu. Sami
audytorzy nie wiedzą, że są audytorami a nie a "auditorami".
Pozdrawiam, Jac.
Dwa różne słowa? Ale które?
Spolszczone są na pewno:
audytorski (audytorskiego, audytorskiemu, (o) audytorskim; (o) audytorskiej,
audytorską; audytorskie)
audytor (o tym audytorze; ci audytorzy, tych audytorów, tym audytorom)
na podstawie http://portalwiedzy.onet.pl/polszczyzna.html
Faktycznie nigdzie nie ma hasła audyt, co jest o tyle dziwne, ze ten termin
wcale nie jest taki nowy. Ja osobiście spotkałem się z nim już na początku
lat dziewięćdziesiątych.
Pozdrawiam,
Jacek.
> Dwa różne słowa? Ale które?
W mojej praktyce zawodowej spotkałem się z następującymi znaczeniami:
audyt: badanie sprawozdania finansowego spółki;
audit: badanie stopnia wdrożenia norm ISO.
Ludzie wykonujący powyższe czynności to odpowiednio audytorzy/auditorzy
> Jacek.
Pozdrawiam
Fender
Dziwne. Wydawało mi się zawsze, że audyt biegłego rewidenta odznacza się (co
do formy) tym samym, co audyt w innych branżach. Jest to badanie zgodności
systemu ewidencji (procesów) z obowiązującymi normami – np. ISO, GMP, Ustawą
o rachunkowości itp.
Co do osoby wykonującej audyt, to jednoznacznie zostało to wyjaśnione w
słowniku. Poprawną forma jest „audytor”.
Pozdrawiam, Jac.
> Dziwne. Wydawało mi się zawsze, że audyt biegłego rewidenta odznacza się
(co
> do formy) tym samym, co audyt w innych branżach. Jest to badanie zgodności
> systemu ewidencji (procesów) z obowiązującymi normami – np. ISO, GMP,
Ustawą
> o rachunkowości itp.
> Co do osoby wykonującej audyt, to jednoznacznie zostało to wyjaśnione w
> słowniku. Poprawną forma jest „audytor”.
Owszem, masz rację, ale nie zmienia to faktu, że w literaturze dotyczącej
wdrażania norm ISO występują nagminnie formy "audit" i "auditor" w
znaczeniu, o którym pisalem poprzednio.
Jac.
Pozdrawiam
Fender
Pewnie też piszą "flejm" i "flame" w znaczeniu, o którym pisano poprzednio.
Jac.
To nie to samo. Nie jest to kwestia spolszczenia.
Audyt i audit to wyrazy różniące się zakresem znaczeniowym. Fender
zdefiniował je bardzo precyzyjnie.
> To nie to samo. Nie jest to kwestia spolszczenia.
A zatem czego?
> Audyt i audit to wyrazy różniące się zakresem znaczeniowym. Fender
> zdefiniował je bardzo precyzyjnie.
Moim zdaniem istnienie dwóch tak bliskich sobie form jest na dłuższą
metę nie do utrzymania. I szczerze mówiąc żałuję, że audytorzy
zmienią się w auditorów.
r.
> Moim zdaniem istnienie dwóch tak bliskich sobie form jest na dłuższą
> metę nie do utrzymania. I szczerze mówiąc żałuję, że audytorzy
> zmienią się w auditorów.
Jest jeszcze jeden aspekt powyższego zagadnienia. Audytorem może być
instytucja wykonująca audyt (np. KPMG, Price Waterhouse Coopers,
Deloitte&Touche), natomiast auditor to raczej osoba fizyczna, zajmująca się
wdrażaniem ISO.
> r.
Pozdrawiam
Fender
Nic bardziej mylnego! Jestem szczęśliwym absolwentem studiów podyplomowych w
kierunku audytu. :-) Już na pierwszychm wykładzie - inauguracyjnym
dyskutowaliśmy problem nazewnictwa (wykładowcą był Brytyjczyk polskiego
pochodzenia, jeden z prekursorów audytu w Polsce). Sprawa jest banalnie
prosta. Audyt i audit oraz odpowiednio audytor i auditor to dokładnie to
samo. Najprawdopodomniej język polski jest jedynym na świecie, w którym
rozróżnia się audytora od auditora. A różnica wzięła się stąd, że różne
środowiska wprowadzały te dziedziny działalności do Polski. "Isowcy"
bezmyślnie przepisali do polskich tekstów te słowa z ich angielską pisownią
i mamy auditorów. Pewnie tym zdaniem wywołam burzę, ale takie są fakty. ;-)
Natomiast spece od zarządzania ciutkę się zastanowili i odpowiednio
spolszczyli te słowa tworząc audytorów. Zachodzi dzięki temu analogia. Wszak
mamy "audytorium", "audycję", itp. a słowa te mają w końcu to samo łacińskie
pochodzenie. Sprawa ciągnie się już latami i każdy uważa, że ma rację. Jak
zwykle. To pewnie tak, jak z chemikami, którzy wprowadzają ("lepsiejsze,
anglolatinomiędzynarodowe" oczywiście) ditlenki w miejsce (tych wstrętnych,
słowiańskich, niezrozumiałych) dwutlenków... Ja optuję absolutnie za
audytorami i audytem, bo po co uzywać wyrazów niepolskich w miejscu, w
którym istnieje poprawne, jednoznacze polskie i to tak podobne do obcego!
Jeszcze jedno - audyt to nie kontrola bilansu. Kontrola bilansu to rewizja.
Natomiast audyt to znacznie szersze zagadnienie, nie sposób zdefiniwać go
jednym zdaniem. Ale audyt może być też informatyczny, może dotyczyć
przepływu dokumentów, ochrony mienia, itd.
Nemo Audytor :-)
> Audyt i audit oraz odpowiednio audytor i auditor to dokładnie to
> samo. Najprawdopodomniej język polski jest jedynym na świecie,
> w którym rozróżnia się audytora od auditora.
Mnie zawsze ciekawiło, na ile inne języki starają się dostrzegać różnicę
między słowem "leasing" (w brzmieniu zapożyczonym z angielskiego)
i "dzierżawa" (w lokalnym narzeczu). O ile dzierżawę łatwo na angielski
przełożyć jako "leasing", to tłumaczenie w drugą stronę nie jest takie
oczywiste. Albo co na myśli miał ustawodawca pisząc: "przedmiotem
zamówienia publicznego jest nabycie, najem, dzierżawa lub leasing
nieruchomości". Co miał na myśli jest o tyle ważne, że od rozróżnienia
między tymi słowami w wielu przypadkach zależy to, ile pieniędzy
ubędzie z kieszeni. Nie doszukałem się w polskich słownikach słowa
"leasing". Raz natrafiłem na próbę wytłumaczenia: "Leasing jest to rodzaj
dzierżawy..." -- fajnie, a koń jest rodzajem zwierzęcia. Sejmowe ustawy,
w których słowa "leasing" się używa, też nie zawierają objaśnieającego
słowniczka.
Jarek
--
...w rozumieniu niniejszej ustawy rak jest rybą...
--- ustawa o rybołówstwie z dnia 7 marca 1932 r.
W UE marchewka jest owocem... ;-)
Może komuś się w Polsce wydaje, że lizing ;-) de iure kończy się przejęciem
na własność dzierżawionej rzeczy i dlatego rozróżnia? Gdybam. A tak nie
jest, bowiem wszystko zależy od tego jak się strony umówią. Co więcej, w
przepisach o podatkach mowa jest o leasingu/lizingu, ale gdy idzie o
szczegóły to już ładnie po polsku mówi się o czynszu za dzierżawę. Oby tyle!
Nemo
>> ...w rozumieniu niniejszej ustawy rak jest rybą...
>> --- ustawa o rybołówstwie z dnia 7 marca 1932 r.
>
> W UE marchewka jest owocem... ;-)
Na szczęście też tylko "w rozumieniu ustawy". Póki jest to jasno
określone, to nie ma co się czepiać (zbyt poważnie).
> Może komuś się w Polsce wydaje, że lizing ;-) de iure kończy się
> przejęciem na własność dzierżawionej rzeczy i dlatego rozróżnia?
Z naciskiem na "się wydaje". Co gorsza nawet tym, którzy powinni
być najbardziej "iurni".
> A tak nie jest, bowiem wszystko zależy od tego jak się strony umówią.
> Co więcej, w przepisach o podatkach mowa jest o leasingu/lizingu,
Nie jest chyba dobrze, gdy w przepisach o podatkach używane są słów,
których nie ma w języku polskim, i których chyba nawet sam ustawodawca
nie rozumie.
> ale gdy idzie o szczegóły to już ładnie po polsku mówi się o czynszu
> za dzierżawę.
A te szczegóły to w jakiejś konkretnej ustawie? I jaki ma ona wpływ
na objaśnienie słowa "leasing/lizing" użytego w innych przepisach?
--
Jarek
Trudno brać poważnie europejskich ustawodawców, którzy nam dyktują rozmiar
ogórka, smak koziego sera, pojemność flaski z wódką...
>
> > Może komuś się w Polsce wydaje, że lizing ;-) de iure kończy się
> > przejęciem na własność dzierżawionej rzeczy i dlatego rozróżnia?
>
> Z naciskiem na "się wydaje". Co gorsza nawet tym, którzy powinni
> być najbardziej "iurni".
Oj jurni oni są, oj są... Ale "iurni" to oni sa chyba najmniej...
>
> > A tak nie jest, bowiem wszystko zależy od tego jak się strony umówią.
> > Co więcej, w przepisach o podatkach mowa jest o leasingu/lizingu,
>
> Nie jest chyba dobrze, gdy w przepisach o podatkach używane są słów,
> których nie ma w języku polskim, i których chyba nawet sam ustawodawca
> nie rozumie.
Ba! A ileż ustaw niezgodnych treścią z ustawą o języku polskim. Choćby
nieszczęsne spółki: S.A., ale sp.j., ale Sp. z o.o. Widocznie 3 różnych
studentów pisało te teksty swoim mocodawcom-posłom.
>
> > ale gdy idzie o szczegóły to już ładnie po polsku mówi się o czynszu
> > za dzierżawę.
>
> A te szczegóły to w jakiejś konkretnej ustawie? I jaki ma ona wpływ
> na objaśnienie słowa "leasing/lizing" użytego w innych przepisach?
Nie jestem prawnikiem i nie pamiętam niestety. Wiem tylko, że czytałem
jakieś przepisy dot. leasingu samochodów i tam była mowa o czynszu za
dzierżawę, co mnie wielce ucieszyło! Nie było to prawnicze definiowanie
leasingu/lizingu.
Nemo
>>> ale gdy idzie o szczegóły to już ładnie po polsku mówi się o czynszu
>>> za dzierżawę.
>>
>> A te szczegóły to w jakiejś konkretnej ustawie? I jaki ma ona wpływ
>> na objaśnienie słowa "leasing/lizing" użytego w innych przepisach?
>
> Nie jestem prawnikiem i nie pamiętam niestety. Wiem tylko, że czytałem
> jakieś przepisy dot. leasingu samochodów i tam była mowa o czynszu za
> dzierżawę, co mnie wielce ucieszyło! Nie było to prawnicze definiowanie
> leasingu/lizingu.
Szczegółowe przepisy czasem bywają sensowne (kto wie, może nawet zostały
stworzone przez osoby o szerszych horyzontach), ale pisanie w ustawach
o "dzierżawie i leasingu" to wstyd, ruja i poróbstwo (lub czasopisma).
--
Jarek
> I jakaż tu niekonsekwencja w nazewnictwie fachowym. Mogę podać, na
której
> uczelni kształci się osobno specjalistów od audytu i od auditu.
Dawno już twierdziłem, że tak ze trzy czwarte 'uczelni' trzeba zamknąć,
to się poziom może jako tako da utrzymać...
Pzdr
Paweł
Moim skromnym zdaniem słowo "audit" jest wynikiem zwykłego niechlujstwa
ustawodawcy.
"Auditor" i "audit" używane są także w kontekście przepisów HACCP (normy
higieny w zakresie zbiorowego żywienia) zaś osoby parające się tym procederem
oświeciły mnie, że muszą używać słowa "audit" zamias "audyt" bo tak stoi
napisane w Ustawie. Zarówno "audyt" jak i "audit" oznaczają kontrolę zgodności
stanu faktycznego z normami.
Sytuacja jest dla mnie dziwna - to tak jakby na mocy ustawy przez telefony
komórkowe (to też nowość w polskiej rzeczywistości) się rozmówiało bo przecież
nie jest to zwykły telefon przez który się rozmawia, tylko telefon bez kabla,
a więc coś całkiem innego!
Ale trudno się dziwić, gdy w ławach poselskich zasiadają (p)osłowie, którzy
nie potrafią powiedzieć zdania, żeby nie strzelić byka.
Pozdrawiam,
Raf :-)
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Ja się wcale nie dziwię, że taka absurdalna sytuacja może istnieć w Polsce.
Skoro 100% (nie sprawdzałem - to moje przypuszczenia) literatury traktującej
o ISO mówią o audicie - czyli używając angielskiego słowa, zaś analogicznie
ta część mówiąca o nieisowym audycie posługuje się polskmi słowem, to niesie
to konsekwencje w powszechnym nazywaniu osobno tych dziedzin działalności.
Prangę jednocześnie skierować obrońców rozróżniania tych 2 form do
literatury obcojęzycznej - znajdźcie tam różnice! Otóż nie ma ich. A audyt
przecież jest amerykańskim pomysłem sprzed ponad 100 lat. Więc w tamtejszej
literaturze należałoby szukać źródłosłowu. Po angielsku jedno i drugie
nazywa się tak samo, niezależnie, czy dotyczy ISO, księgowości, komputerów,
itd. - "audit" i człowiek/instytucja "auditor". Proste.
Nemo
Podobnie też niektórzy z głębokim przekonaniem o swojej racji uczą o
ditlenkach, a pozostali o dwutlenkach!
Nemo
Mało tego. Ustawodawca wskazuje nawet tytuły rozdziałów i zawartości raportu
pokontrolnego w audycie wewnętrznym. Używa przy tym własnego słownictwa nie
dość że nieprawidłowo przetłumaczonego z angielskiego oryginału (IIA, CIA -
nie chodzi o wywiadownię tylko o Certified Internal Auditor, CoSo, itp.
normy światowe), ale odbiega też od polskiego słownictwa już dawno
przyjętego w Polsce i w polskojęzycznej literaturze, a te powstały nawet na
10 lat zanim pod naciskiem UE zajął się tą tematyką Sejm. Stąd mamy kwatki
samosiejki w polskim prawie.
Nemo
Mieszasz. Nie ma ludzi utrzymujących, że azan i amoniak oraz ditlenek i
dwutlenek (ja tę nomenklaturę znam od kilkunatsu lat, nie wiem skąd
teraz to nagłe ożywienie tematu...) to różne rzeczy. Są, jak widać na
załączonym obrazku :-), ludzie twierdzący, że audyt i audit to dwie
różne rzeczy. Abstrahuję przy tym od sensowności tego rozróżniania i
zgodności z polskimi wzorcami językowymi...
> Nemo
>
pzdr
piotrek
Nemo
pozdrawiam
Audyt rulez!!
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Fajnie. Ale obawiam się, że nie każdy z nas ma dostęp do archwialnych
numerów PB. Może przytoczysz konkluzje tego wywodu?!
Nemo
> Fajnie. Ale obawiam się, że nie każdy z nas ma dostęp do archwialnych
> numerów PB. Może przytoczysz konkluzje tego wywodu?!
Fakt. Co prawda odróżnianie audytu od auditu (brrr, co za potworność!!!)
wprawiło mnie w osłupienie, ale ciekawe, co też tam ustalono...
Pzdr
Paweł