A druga sprawa to sformułowanie, które mnie osobiście razi, a też
zyskuje na popularności "popełnić dzieło/ utwór". Ja to rozumiałam jako
pełne kokieterii samookreślenie skromnego autora dzieła, ale widzę, że
zwrot funkcjonuje normalnie zastępczo jako np. stworzyć dzieło. Coraz
częściej spotykam się z takim zwrotem nawet w wywiadach, np. "film,
który Pan ostatnio popełnił..." Czy nie wydaje się Wam to śmieszne? Jak
można nazwać takie przeniesienie, przesunięcie znaczeń (o ile to jeszcze
figura stylistyczna, a nie już zaakceptowany nowy zwrot, którego
podtekstu nikt już nie odczuwa)?
Pozdrawiam
Ewa
IMHO przez analogię - tak jak się poetą bywa (gdy wena napada znienacka),
tak można utwór popełnić, ale raczej kilka strof. Poematu już raczej nie,
chyba że ktoś w szale twórczym popełni go w jedną noc (po czym padnie
nieprzytomny). Ale jak się robi film dwa lata, to "popełnić" się go nie da
zupełnie. Tyle rozszerzenia znaczeniowego, bo w podstawowej defnicji
(kokietreria) zgadzam się z Tobą. Tak można mówić o swoim dziele, o cudzym
nie wypada.
Beno
> IMHO przez analogię - tak jak się poetą bywa (gdy wena napada znienacka),
> tak można utwór popełnić, ale raczej kilka strof. Poematu już raczej nie,
> chyba że ktoś w szale twórczym popełni go w jedną noc (po czym padnie
> nieprzytomny). Ale jak się robi film dwa lata, to "popełnić" się go nie da
> zupełnie.
Widzę, że u Ciebie podstawowe jest kryterium czasowe usprawiedliwiające
użycie słowa 'popełnić'. Ja z kolei uważam, że skoro popełnia się błędy,
występki i przestępstwa, to raczej do dzieła, czy nawet utworu, to słowo
nie pasuje, chyba że autor sam nie jest pewien wartości swego dzieła
(serio albo przez kokieterię).
Pozdrawiam
Ewa
Tak, kryterium zdawkowości, zgodnie z wyrażeniem "zdarzyło mi się popełnić".
Beno
Wielki był to poeta, który góry stworzył
i w śnieg je odziewając rytmu nie uronił.
Wielki, który zrymował bałwany na morzu
z jastrzębiem, co nad lasem szybuje w przestworzu
i w rzekę wpieśnił pstrągi a na stepy konie.
Wzruszam się każdą zwrotką księżycowej pełni,
kruchość róży podziwiam i potęgę gromu.
Na twarz padam przed Wieszczem, który je *popełnił*.
Lecz człowiek się nie udał. Pisał go grafoman.
- Stefan
--
Stefan Sokolowski, Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
Poecie wolno, ale my dyskutujemy tu o innym użyciu tego wyrazu.
Beno
Pewnie jakas metonimia, choć chętniej nazwałabym to sloganem.
> A druga sprawa to sformułowanie, które mnie osobiście razi, a też
> zyskuje na popularności "popełnić dzieło/ utwór". Ja to rozumiałam jako
> pełne kokieterii samookreślenie skromnego autora dzieła, ale widzę, że
> zwrot funkcjonuje normalnie zastępczo jako np. stworzyć dzieło. Coraz
> częściej spotykam się z takim zwrotem nawet w wywiadach, np. "film,
> który Pan ostatnio popełnił..." Czy nie wydaje się Wam to śmieszne? Jak
> można nazwać takie przeniesienie, przesunięcie znaczeń (o ile to jeszcze
> figura stylistyczna, a nie już zaakceptowany nowy zwrot, którego
> podtekstu nikt już nie odczuwa)?
Kolejny slogan, tym razem wywodzący się z ironicznego, jak sądzę,
zderzenia pejoratywnie nacechowanego "popełniania" z pozytywnym
"dziełem". Poprzez nadmierne powtarzanie powiedzonko wytarło się z
pierwotnej pozłotki paradoksalności i stało nużącym frazesem.
Oczywiście inaczej jest odbierany zwrot "popełniłem dzieło", można to
uznać za autoironiczny dystans do własnego wytworu, a inaczej cytowany
przez Ciebie "popełnił pan film", który to już świadczy o niezrozumieniu
tego, co się mówi. Chyba, że chcemy wytknąć autorowi popełniony zły, czy
nieudolny występek (artystyczny) i wracamy wówczas do ironii, choć
niezbyt jednak finezyjnej.
--
Basia
Zgadzam się obiema rękami. Niedokształcenie chyba wychodzi z żurnalisty,
i brak kindersztuby.
Ale dotyczy, niestety, coraz większej masy ludzi uprawiających ten zawód
- namnożyło się mediów, zatem może w nich pracować już niemal każdy. No
i mamy efekty. Sucha drętwa mowa, łaciny za grosz, cała wiedza z Google
(inna sprawa, że chwała mu, ale to jeszcze nie jest Wiedza Ostateczna),
ładnej cytaty nie uświadczysz, a powielają się koszmary typu:
"prawdopodobnie ma pan na koncie?..".
Rozpacz...
--
JackOss - po kiego mi sygnaturka?!!
> Pewnie jakas metonimia, choć chętniej nazwałabym to sloganem.
Z pewnością jest to rodzaj metonimii, myślałam jednak o precyzyjniejszym
określeniu. Metonimią jest każde nazwanie czegoś inaczej, a tu chodzi
konkretnie o uniknięcie nazwania czegoś wprost przez strach przed
nazwaniem czegoś pejoratywnie (np. zamiast: sytuacja jest beznadziejna -
sytuacja jest, jaka jest), chociaż najczęściej tego rodzaju zwrot wynika
z niedbałości językowej. Takie jednak 'omówienia' są stałą składową
języka. Słowo 'niedźwiedź' na przykład ma taką genezę - niedźwiedź to
ten, który wie, gdzie jest miód ;-). Nie nazywało się zwierzęcia wprost
w strachu przed nim.
> Oczywiście inaczej jest odbierany zwrot "popełniłem dzieło", można to
> uznać za autoironiczny dystans do własnego wytworu, a inaczej cytowany
> przez Ciebie "popełnił pan film", który to już świadczy o niezrozumieniu
> tego, co się mówi. Chyba, że chcemy wytknąć autorowi popełniony zły, czy
> nieudolny występek (artystyczny) i wracamy wówczas do ironii, choć
> niezbyt jednak finezyjnej.
No właśnie, dlatego tak mnie razi.
Pozdrawiam
Ewa
Chyba nie wie, prawda? Za to wiewiórka wie, gdzie są wiórki...
medea:
> Nie nazywało się zwierzęcia wprost w strachu przed nim.
To znaczy, jakiego imienia się nie wymawiało w tym strachu?
> Z pewnością jest to rodzaj metonimii, myślałam jednak o precyzyjniejszym
> określeniu. Metonimią jest każde nazwanie czegoś inaczej, a tu chodzi
> konkretnie o uniknięcie nazwania czegoś wprost przez strach przed
> nazwaniem czegoś pejoratywnie (np. zamiast: sytuacja jest beznadziejna -
> sytuacja jest, jaka jest), chociaż najczęściej tego rodzaju zwrot wynika
> z niedbałości językowej.
No właśnie nie wiem, czy tutaj kluczową rolę ogrywa "strach przed
nazwaniem czegoś pejoratywnie". Raczej taki zwrot odbieram jako watę
językową, slogan, który ma na celu zasygnalizowanie przez mówiącego
czegoś w stylu (nazwę to na nasz tu teraz użytek) stoicyzmu ludowego.
Czyli nie jest za dobrze, nie jest zbyt źle, "jest jak jest", a w
domyśle: i nie mam wpływu, by to zmienić, więc godzę się z tą
bylejakością bytu.
Zatem "jest jak jest" rozumiem jako sytuację niezbyt korzystną, ale nie
tragiczną, dramatyczną, ani tym bardziej beznadziejną - przyjmowaną
spokojnie z lekką domieszką rezygnacji.
Ponieważ prezentujemy inne rozumienie tego 'jest, jak jest", więc nawet,
jeśli znalazłoby się słowo nazywające tę figurę retoryczną, to sądzę, że
dla każdej z nas byłoby ono inne. Dla Ciebie coś zbliżonego do
eufemizmu, czyli złagodzenia, dla mnie uciekanie w niewiele mówiący
slogan, zamiast konkretu, wynikające może z niedbałości, a może z
nieporadności językowej.
Chyba nie jest to synekdocha.
Nie znam nazwy zjawiska językowego, polegającego na określaniu słowa
słowem identycznym, a tutaj mamy taki przypadek. Nie jestem polonistką,
mogę takiej figury retorycznej nie znać, jeśli nawet śpi zakopana gdzieś
w słownikach.
--
Basia
Na 100% медведь wie.
>> Nie nazywało się zwierzęcia wprost w strachu przed nim.
>
> To znaczy, jakiego imienia się nie wymawiało w tym strachu?
"Hastur", że nawiążę do grafomanii H.P. Lovecrafta :)
JD
>
> Na 100% медведь wie.
Polacy nie gęsi.
Co miedźwiedzia skórę szacowali
Dwa obeszli miedźwiedzia, więc sobie szeptali
szacując, zacz by onę skórę w mieście dali.
Puści się miedźwiedź do nich, jednego połapił,
a drugi się na drzewo ochotnie pokwapił.
A ten duszę zataił; miedźwiedź stojąc słucha,
skoczył precz. A ten pytał: - "Coć szeptał u ucha?" -
- "Mówił, bych ci nie wierzył, a to pilnie chował,
póki nie mam, bych cudzej skóry nie szacował".
(Mikołaj Rej)
Pytanie: kiedy miedźwiedź zmienił się w niedźwiedzia?
--
Basia
>> Słowo 'niedźwiedź' na przykład ma taką genezę - niedźwiedź to ten,
>> który wie, gdzie jest miód ;-).
>
> Chyba nie wie, prawda? Za to wiewiórka wie, gdzie są wiórki...
Wie. Miedź-wiedź.
>> Nie nazywało się zwierzęcia wprost w strachu przed nim.
>
> To znaczy, jakiego imienia się nie wymawiało w tym strachu?
Podobno miś/miszka/mieszko - czy jaka tam postać tego imienia w
tamtych czasach obowiązywała.
MJ
Łasicza mowa (ang. weasel words) – szczególna, wieloznaczna terminologia
lub szczególna składnia stosowana (zazwyczaj intencjonalnie) przez
wypowiadającego się, która bądź to powoduje ukrycie siły
kontrowersyjnego lub obciążonego emocjonalnie stwierdzenia, bądź też
pozwala uniknąć jednoznacznego zajęcia stanowiska w danej kwestii.
Źródło: Wikipedia
> Pozdrawiam
> Ewa
Pozdrawiam, argothiel
Michal Jankowski
> Podobno miś/miszka/mieszko - czy jaka tam postać tego imienia w
> tamtych czasach obowiązywała.
No patrzcie, jak się pozmieniało... Teraz ludzie boją się niedźwiedzi
a misie dają dzieciom do zabawy.
> Łasicza mowa (ang. weasel words) – szczególna, wieloznaczna terminologia
> lub szczególna składnia stosowana (zazwyczaj intencjonalnie) przez
> wypowiadającego się, która bądź to powoduje ukrycie siły
> kontrowersyjnego lub obciążonego emocjonalnie stwierdzenia, bądź też
> pozwala uniknąć jednoznacznego zajęcia stanowiska w danej kwestii.
O! Ciekawe określenie :-).
Pozdrawiam
Ewa
A etymologia tego drugiego członu jest stuprocentowo pewna? Nie miałbym
nic przeciwko temu, żeby to był stwór, który śledzony wiedzie do miodu.
Taki miodowód http://pl.wikipedia.org/wiki/Miodow%C3%B3d_du%C5%BCy
>
>>> Nie nazywało się zwierzęcia wprost w strachu przed nim.
>> To znaczy, jakiego imienia się nie wymawiało w tym strachu?
>
> Podobno miś/miszka/mieszko - czy jaka tam postać tego imienia w
> tamtych czasach obowiązywała.
>
Zaraz, zaraz. Mieszko/miśko to chyba po prostu zdrobnienie od
miedźwiedzia. Takie jeszcze dalej idące jego obłaskawienie.
Tak daleko idące, że później kronikarze musieli osobom o imieniu Mieszko
fabrykować jakieś bardziej godne, jak Mieczysław.
> MJ
pzdr
piotrek
>> Wie. Miedź-wiedź.
>
> A etymologia tego drugiego członu jest stuprocentowo pewna? Nie miałbym
> nic przeciwko temu, żeby to był stwór, który śledzony wiedzie do miodu.
> Taki miodowód http://pl.wikipedia.org/wiki/Miodow%C3%B3d_du%C5%BCy
Wyobraziłem sobie właśnie niedźwiedzia ze skrzydłami i dziobem jak
u dzięcioła. Przeciwko takiemu stworowi, to już bym coś miał.
Jarek
--
Za brudny syrop - pachnący miód
stosunki produkcji są proste
za brudny syrop - pachnący miód
Rosjanie to zwą "pszczełowodstwem"
/Pcziełowodstwom/. To jest /pczieła/, przez /cza/ a nie /szcza/.
>> Rosjanie to zwą "pszczełowodstwem"
>
> /Pcziełowodstwom/. To jest /pczieła/, przez /cza/ a nie /szcza/.
Nie wiedziałem, ale postaram się zapamiętać.
--
"Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo."
Niedźwiedzie, jak wiadomo, do zdobywania miodu używają baloników. Przed
pszczołami maskują się, udając chmury.
A z podaną etymologią chyba coś nie tak, Bańkowski dzieli medv|\v{e}dP
od medw|\=ed|o|s. \v{e} stoi za jat', P za jer. Pionowe kreski pokazują
podział.
vdb
--
LANGUAGE, n. The music with which we charm the serpents guarding another's
treasure. (Bierce)
> A z podaną etymologią chyba coś nie tak, Bańkowski dzieli medv|\v{e}dP
> od medw|\=ed|o|s. \v{e} stoi za jat', P za jer. Pionowe kreski pokazują
> podział.
>
Niewiele mi to rozjaśnia. A czy oprócz typów "miodowiedzący" i
"miodowód" prawdopodobny jest typ "miodojad" (tak jak Samojed)?
pzdr
piotrek
Chodzi o to, że cięcie jest w innym miejscu, więc czasownikiem jest
"jeść", a nie "wieść". Czyli "miodojad", który wyparł pewnie starsze
słowo praindoeuropejskie (ursus, fr. ours). Przynajmniej tak w słowniku
etymologicznym.
>> Niewiele mi to rozjaśnia. A czy oprócz typów "miodowiedzący" i
>> "miodowód" prawdopodobny jest typ "miodojad" (tak jak Samojed)?
>
> Chodzi o to, że cięcie jest w innym miejscu, więc czasownikiem jest
> "jeść", a nie "wieść". Czyli "miodojad", który wyparł pewnie starsze
> słowo praindoeuropejskie (ursus, fr. ours). Przynajmniej tak w słowniku
> etymologicznym.
Z tymi pszczołami, to może powinniśmy sprawdzić jeszcze w słowniku
*entomologicznym*.
Jarek
--
"Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu."
Ale tam nie będzie niedźwiedzia.