Wiecie co? Tłumaczyłam sobie spokojnie umowę z języka polskiego na ichni.
Raptem patrzę i oczom nie wierzę. Cały artykuł poświęcony jest _anulacji_.
Najpierw sapnęłam, wymamrotałam klasyczne "jak już debil coś napisze..." i
przystąpiłam do dalszego przetwarzania. Następnie ogarnął mnie rodzaj
niepokoju poznawczego i sprawdziłam, czy przypadkiem słownik nie zna słowa
brzmiącego mi jak ohydny nowotworek. Uff, jaka ulga. Słownik nie zna. Już
byłabym odetchnęła z ulgą, ale coś mię tknęło i rzeczoną anulację wpuściłam
w gugla. I ujrzałam 26 tysięcy trafień (jak na polski internet, to nawet
sporo przecież). Właściwie wszystkie z działki hotelarsko-turystycznej.
Anulacje rezerwacji, anulacje lotów, anulacje wycieczek... Cholera jasna! -
myślę sobie. Ki czort?
Szanowni Puryści i Pozostałe Tęgie Głowy,
czy znacie słowo "anulacja"?
na jakiej zasadzie ono funkcjonuje w polszczyźnie?
czy językoznawcy o nim wiedzą? jeśli tak, jak się doń odnoszą?
i w ogóle co Wy na to?
Kłaniam się w pas,
Zatorska
Goto pl.hum.indianszczyzna ;)
> Wiecie co? Tłumaczyłam sobie spokojnie umowę z języka polskiego na ichni.
> Raptem patrzę i oczom nie wierzę. Cały artykuł poświęcony jest _anulacji_.
> Najpierw sapnęłam, wymamrotałam klasyczne "jak już debil coś napisze..." i
> przystąpiłam do dalszego przetwarzania.
Ale - co ciekawe - mimo iż owego wyrazu nie notują słowniki
(wierzę na słowo; nie sprawdzałem), to jest on (chyba)
powszechnie zrozumiały... Potraktuj "anulację" jako
"anulowanie" i powinno być dobrze :-)
> Już
> byłabym odetchnęła z ulgą, ale coś mię tknęło i rzeczoną anulację wpuściłam
> w gugla. I ujrzałam 26 tysięcy trafień (jak na polski internet, to nawet
> sporo przecież).
A "mój" Internet pokazuje "tylko" 17 400 trafień
( http://42.pl/url/c2I ). Widocznie masz jakiś lepszy ;)
> Właściwie wszystkie z działki hotelarsko-turystycznej.
> Anulacje rezerwacji, anulacje lotów, anulacje wycieczek... Cholera jasna! -
> myślę sobie. Ki czort?
Działalność tzw. marketoidów zapewne...
> czy znacie słowo "anulacja"?
> na jakiej zasadzie ono funkcjonuje w polszczyźnie?
Prawem kaduka :)
> czy językoznawcy o nim wiedzą? jeśli tak, jak się doń odnoszą?
Sam bym się chętnie przekonał. Do prof. Bralczyka
(podczas jego audycji w TV Polonia) nawet udaje się dodzwonić.
Jak trafię na tę audycję, to spróbuję mu zadać to pytanie...
> i w ogóle co Wy na to?
Może wydaje im się (autorom tego słowa), że "anulacja"
brzmi bardziej profesjonalnie niż "anulowanie"?
Pozdrawiam
Piotr
Witam!
Chyba nie należy tak bardzo przejmować się góglem. Proszę sprawdzić pisownię
wyrazu "spódnica". Jeśli dobrze pamiętam "spudnica" ma dwa razy więcej trafień.
I jaka jest tego przyczyna?
Pozdrawiam serdecznie,
M.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> czy znacie słowo "anulacja"?
nawet jeśli nie znałem, to od razu rozumiem, co oznacza
dziwne ;)
> na jakiej zasadzie ono funkcjonuje w polszczyźnie?
na zasadzie "czemu nie?"
> czy językoznawcy o nim wiedzą? jeśli tak, jak się doń odnoszą?
a co to obchodzi miliony normalnych użytkowników języka polskiego?
> i w ogóle co Wy na to?
jest mi to obojętne
p.
[...]
> > i w ogóle co Wy na to?
>
> Może wydaje im się (autorom tego słowa), że "anulacja"
> brzmi bardziej profesjonalnie niż "anulowanie"?
A poza tym jest krótsze i rymuje się z 'rezerwacja' (na przykład) :)
Paff
--
"If we expect chairman Abbas to fight terrorism effectively, he can't do it
with slingshots and stones."
- Putin
> Chyba nie należy tak bardzo przejmować się góglem. Proszę sprawdzić pisownię
> wyrazu "spódnica". Jeśli dobrze pamiętam "spudnica" ma dwa razy więcej trafień.
> I jaka jest tego przyczyna?
Jakiś spamer założył mnóstwo stron ze słowem "spudnica".
--
__("< Marcin Kowalczyk
\__/ qrc...@knm.org.pl
^^ http://qrnik.knm.org.pl/~qrczak/
Ty zrozumiałeś, ale przypuszczam, że dla ludzi nieznających angielskiego to
słowo nie byłoby już takie jasne. A paru ich pewnie w tym kraju jeszcze
zostało. Zresztą nawet gdyby owych nie było, to myślę, że warto mieć pewien
szacunek dla języka jako nośnika kultury narodowej i nie okaleczać go
szkodliwymi zapożyczeniami (co oczywiście nie oznacza, że wszystkie
zapożyczenia są niepotrzebne).
> > na jakiej zasadzie ono funkcjonuje w polszczyźnie?
> na zasadzie "czemu nie?"
Iii tam. Mamy anulowanie, mamy odwołanie. Anulacja jest nowa (chyba) i raczej
brzydka.
Funkcjonuje, jak sądzę, na zasadzie reklamowej nowomowy i mody językowej. To
chyba dobry przykład niepotrzebnego silenia się na nadanie wypowiedziom
bardziej urzędowego brzmienia.
No bo jakżeż tu powiedzieć po prostu: "odwołanie"? To takie plebejskie! :-)
> > czy językoznawcy o nim wiedzą? jeśli tak, jak się doń odnoszą?
> a co to obchodzi miliony normalnych użytkowników języka polskiego?
Masz na myśli tych, którzy nie znają ani angielskiego, ani łaciny, a czasem
mylą adaptację z adopcją? ;-) Obstawiam, że dla nich anulacja będzie dość
dziwacznym nowotworem i nie za bardzo zrozumiałym. Jeśli już, to domyślą się
jego znaczenia z kontekstu, ale po co nam takie słowa, skoro mamy już całkiem
równoznaczne odpowiedniki?
> > i w ogóle co Wy na to?
> jest mi to obojętne
Indyferentyzm? ;) A mnie trochę smuci.
Pozdrawiam serdecznie
Scobin
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Eeeeeeee... Ale w jezyku angielskim nie ma slowa zbudowanego na rdzeniu
anul- (wiec znajomosc angielskiego w niczym tu nie pomaga).
Co innego umiejetnosc poslugiwania sie komputerem. Bo mysle, ze
wiekszosc osob po raz pierwszy wlasnie tutaj spotkalo sie z okresleniem
"anuluj" i na tej podstawie sa w stanie zrozumiec, co oznacza "anulacja".
--
Pozdrawiam,
Damian Sobota.
> > Ty zrozumiałeś, ale przypuszczam, że dla ludzi nieznających
> > angielskiego to słowo nie byłoby już takie jasne. A paru ich pewnie
> > w tym kraju jeszcze
>
> Eeeeeeee... Ale w jezyku angielskim nie ma slowa zbudowanego na
> rdzeniu anul- (wiec znajomosc angielskiego w niczym tu nie pomaga).
[...]
Ale za to na 'annul-' jest... ;)
Paff
--
"Znam ojca Hejmo i wiem, że jest on człowiekiem niezwykle uczynnym"
- Prymas Glemp
> Paweł Niezbecki:
> > > czy znacie słowo "anulacja"?
>
> > nawet jeśli nie znałem, to od razu rozumiem, co oznacza
>
> > dziwne ;)
>
> Ty zrozumiałeś, ale przypuszczam, że dla ludzi nieznających
> angielskiego to słowo nie byłoby już takie jasne.
[...]
Przypuszczam, że jest jasne dla każdego, kto zna słowo 'anulować' i słowa na
'-acja' (np. rezerwacja) ;)
Paff
--
"U.S.: PA security forces need weapons to maintain order; Israel: They
should first take arms from terrorists."
> Howgh!
>
Joł, joł, joł!
Jak jesteśmy już przy anulacji to warto zwrócić uwagę na aplikację i
aplikować. Mało gdzie się widzi takie wyrażenia jak "ubiegać się",
"składać podanie". Wszyscy tylko aplikują i aplikują. Dopóki nie
dowiedziałem się co znaczy słowo "to apply" to myślałem, że zaaplikować
to można co najwyżej elektrowstrząsy albo dawkę leku.
--
fluxus @ chrome.pl
Paweł Niezbecki:
> Przypuszczam, że jest jasne dla każdego, kto zna słowo 'anulować' i słowa na
> '-acja' (np. rezerwacja) ;)
Tak, ale po co mamy się zmuszać do tak skomplikowanego procesu myślowego? :-)
Ciężko spojrzeć na słowo "anulacja" i tak just like that wiedzieć, o co
chodzi. Najpierw trzeba skojarzyć z anulowaniem, potem dopiero z odwoływaniem.
A poza tym słowo jest dziwne, niestetyczne i budzi niesmak. ;)
Serdecznie pozdrawiam
Oj, racja, racja...
> I jaka jest tego przyczyna?
A zobacz, jakich trafień! ;-)
AdamS
Dzisiaj pokazuje już 62 600 trafień.
Nie wiem, o co tutaj chodzi :-)
Pozdrawiam
Piotr
--
ula mówi ahoj // ullaaa na op.pl // dżidżi:3234801
Rzeczywiście! :-)))))
Pozdrawiam
Piotr
Tak jest. I jeszcze można aplikować, czyli odbywać aplikację, swoistą
praktykę w zawodach prawniczych. Aplikacja sędziowska, prokuratorska...
Kiedyś jednak pani minister od szkół, przedszkoli i sportu powiedziała, że
uczeń będzie mógł aplikować się do maksymalnie trzech szkół (czytaj: zanieść
podanie o przyjęcie). I się zaczęło. Zadziwiająca jest siła takich
ministerialnych wypowiedzi. A może mechanizm jest odwrotny? Pani od żłobków
i przedszkoli powiedziała, bo już tak w jej środowisku mówiono? Ciekawe.
Pozdrawiam
Bolbeck
Howgh!
> rzeczoną anulację wpuściłam
> w gugla. I ujrzałam 26 tysięcy trafień (jak na polski internet, to nawet
> sporo przecież). Właściwie wszystkie z działki hotelarsko-turystycznej.
> Anulacje rezerwacji, anulacje lotów, anulacje wycieczek... Cholera
> jasna! -
> myślę sobie. Ki czort?
>
Pomyślałem sobie: granulować, to działać, iżby granulat otrzymać, to może i
anulaty mogą być?
Wpuściwszy w google otrzymałem około 14400 odpowiedzi, ale kiedy zaznaczyłem
"Szukaj na stronach kategorii: Polski", to otrzymałem: "Wyniki 1 - 4 spośród
około 27 w języku Polski dla zapytanie anulat". Nie jest to wiele. (Te
litery wielkie i małe - jak w oryginale)
Bolbeck
> Proszę sprawdzić pisownię
> wyrazu "spódnica". Jeśli dobrze pamiętam "spudnica" ma dwa razy więcej
> trafień.
Swoją drogą to ciekawe czemu RJP czy inne namaszczone gremia nie dopuszczają
w ortografii kilku alternatywnych pisowni. Gramatyki nie traktują tak
sztywno. Co prawda ostatnio trochę popuścili z "nie" i imiesłowami - może
szykuje się jakiś rozłam :)
A tak swoją drogą to może przejść na zapis fonetyczny? Wtedy by nie umykały
nam w piśmie regionalne różnice w wymowie.
Artur
Dwa tygodnie temu była rozważana podobna para "generacja" -
"generowanie". Za "generacją" przemawiała jej dokonana forma. Takoż i
za "anulacją".
A odnośnie braku tego słowa w słowniku - MSZ słowniki służą do opisu
języka (a nie jego definiowania) więc brak słowa będącego w użyciu
świadczy przeciw słownikom a nie temu słowu. Zresztą temat "Po co są
słowniki" też był wałkowany :)
Artur
> Swoją drogą to ciekawe czemu RJP czy inne namaszczone gremia nie dopuszczają
> w ortografii kilku alternatywnych pisowni. Gramatyki nie traktują tak
> sztywno. Co prawda ostatnio trochę popuścili z "nie" i imiesłowami - może
> szykuje się jakiś rozłam :)
A Boże uchowaj! Wejdź na www.onet.pl, tam jest takie coś, że ludzie
komentują różne rzeczy i piszą. Bardzo różnie komentują i bardzo różnie
piszą. Rzuć okiem na te komentarze, i przemyśl rzecz raz jeszcze.
> A tak swoją drogą to może przejść na zapis fonetyczny? Wtedy by nie umykały
> nam w piśmie regionalne różnice w wymowie.
Nikt nie zabrania używać. Ale za wątpliwą przyjemność obcowania z większą
ilością homonimów w niektórych dialektach z góry dziękuję.
Za to chętnie zamieniłbym "a" z ogonkiem, na "o" z ogonkiem.
I trochę się dziwię, że Kaszubi tego nie zrobili.
--
Emil Wojtacki si coffeam non bibam
factus sum velut aes sonans
aut cymbalum tinniens
Raczej dlaczego "but", skoro są (w polszczyźnie) "botki" ;)
Pozdrawiam
Piotr
"Generacja" to w ogóle mi się nie kojarzy z rzeczownikiem
odczasownikowym... A taka np. "migracja" wcale dokonana
nie jest (o ile można mówić o rzeczownikach dokonanych;
to raczej skrót myślowy, raczej zrozumiały)...
> A odnośnie braku tego słowa w słowniku - MSZ słowniki służą do opisu
> języka (a nie jego definiowania)
Ale jedno nie wyklucza drugiego. W słownikach są zamieszczone
definicje będące usankcjonowaniem status quo, podczas gdy np.
w matematyce definicje pełnią zupełnie inną rolę.
> więc brak słowa będącego w użyciu
> świadczy przeciw słownikom a nie temu słowu.
Czy fakt, że w słownikach nie ma słowa "jush", świadczy
przeciw nim? :>
Pozdrawiam
Piotr
PiotRek:
> Raczej dlaczego "but", skoro są (w polszczyźnie) "botki" ;)
Ciekawe... Botki są z francuskiego i tam są zdecydowanie przez ,,o''.
A skąd jest but? Chociaż trudno uwierzyć, że od ang. /boot/, to może
chociaż mieli wspólnych przodków?
- Stefan
--
Stefan Sokolowski, IPI PAN Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
No ale "chuligan" został wzięty bezpośrednio z angielskiego. Zresztą takich
słów gdzie w angielskim jest "oo" a w polskim "u" jest więcej (pudel,
bambus, harpun). Ktoś poda przykłady na "oo" - "ó"?
Artur
Chodzi Ci o to, że na różnych forach ludzie robią błędy ortograficzne? Jest
to argument za poluzowaniem ortografii bo przecież wtedy błędów będzie
mniej. Nie zajmuję jakiegoś skrajnego stanowiska. Chodzi mi o to by na
zasadzie uzusu dopuścić podwójną pisownię niektórych słów (np.
"abstrachować" czy "wychamować").
>> A tak swoją drogą to może przejść na zapis fonetyczny? Wtedy by nie
>> umykały nam w piśmie regionalne różnice w wymowie.
>
> Nikt nie zabrania używać. Ale za wątpliwą przyjemność obcowania z
> większą ilością homonimów w niektórych dialektach z góry dziękuję.
>
> Za to chętnie zamieniłbym "a" z ogonkiem, na "o" z ogonkiem.
> I trochę się dziwię, że Kaszubi tego nie zrobili.
Nie chcę wyskakiwać z kolejną rewolucją ortograficzną (bo tych na grupie
było już wiele) - ten pomysł poddałem jako ciekawostkę. A w podobnym stylu:
zauważ, że Anglicy mają zapis typu "what's". Z tego co wiem w polskim nic
takiego nie ma. A może by się przydało? Np. " jes' " - bardzo często w
słowie "jest" nie wymawia się "t".
Artur
>> A odnośnie braku tego słowa w słowniku - MSZ słowniki służą do opisu
>> języka (a nie jego definiowania)
> Ale jedno nie wyklucza drugiego. W słownikach są zamieszczone
> definicje będące usankcjonowaniem status quo, podczas gdy np.
> w matematyce definicje pełnią zupełnie inną rolę.
Usankcjonowaniem? A co - jeśli użyję jakiegoś słowa spoza słownika to prof.
Bralczyk za karę przebije mi opony w samochodzie? ;)
>> więc brak słowa będącego w użyciu
>> świadczy przeciw słownikom a nie temu słowu.
> Czy fakt, że w słownikach nie ma słowa "jush", świadczy
> przeciw nim? :>
A jest takie słowo w użyciu? Może masz na myśli kulersko zapisane słowo
"już" (wtedy powinno być raczej "yoosh")? To inny temat: ortografia.
Artur
/Boob/ --> bób. ale po drodze bardzo zmienił znaczenie. Przede
wszystkim się zmniejszył.
> Anglicy mają zapis typu "what's". Z tego
> co wiem w polskim nic takiego nie ma.
Głodnyś? Zmęczonyś? Jak nie ma, jak jest.
--
Jarek
Przepraszam, że się wtrącę, ale czy Ty przeczytałeś w końcu ten wstęp do NSPP,
czy nie? Jeżeli nie, to przeczytaj, bo dobrze by było znać to, co się
krytykuje.
A tak swoją drogą: skoro mało Cię obchodzą ustalenia językoznawców, to nie
rozumiem, dlaczego pisząc na tej grupie, przestrzegasz (najczęściej)
obowiązujących norm? Przecież nikt Ci za to opony w samochodzie nie przebije.
Pozdrawiam serdecznie
Artur
> A tak swoją drogą: skoro mało Cię obchodzą ustalenia językoznawców,
> to nie rozumiem, dlaczego pisząc na tej grupie, przestrzegasz
> (najczęściej) obowiązujących norm? Przecież nikt Ci za to opony w
> samochodzie nie przebije.
Sądzę że reprezentujemy 2 podejścia:
1. Słowniki lepiej lub gorzej opisują język i ich wpływ na język jest mały;
2. Słowniki definiują język. Tym językiem należy się posługiwać.
Pierwsze podejście jest wyłącznie opisowe, a drugie postulatywne.
Stosując Twoje podejście masz problem z wyjaśnieniem czemu "przestrzegam
(najczęściej) obowiązujących norm".
Przecież skoro to słowniki definiują język to Artur musiał najpierw z nich
się nauczyć języka. A teraz tym językiem je krytykuje. Sprzeczność.
Wyjaśnienie jest proste - ja nie uczyłem się języka ze słowników, ja po
prostu posługuję się językiem, którego nauczyłem się "ze społeczeństwa".
Bez urazy :)
Artur
Artur
>>> Anglicy mają zapis typu "what's". Z tego
>>> co wiem w polskim nic takiego nie ma.
>> Głodnyś? Zmęczonyś? Jak nie ma, jak jest.
> To co innego. "Głodnyś" nie jest wynikiem niedbałego
> wymówienia "głodny jesteś" (a może jest?).
A czy angielskie "what's" jest świadectwem niedbalstwa?
> Mi chodzi np. o zdanie: "Dziś jest mecz", które
> część osób wypowie "Dziś jes mecz".
A, więc o to Panu chodzi. Francuzi mają jeszcze fajniej.
Tam się na oko (i ucho) czyta co czwartą literę. Ale
chyba nikt tego nie uzna za dobry powód do zmiany pisowni.
--
Jarek
Artur:
> Nie. Nie mam NSPP.
W bibliotekach jest. Trzy stroniczki, zajmą Ci góra parę minut. ;-)
> Sądzę że reprezentujemy 2 podejścia:
> 1. Słowniki lepiej lub gorzej opisują język i ich wpływ na język jest mały;
> 2. Słowniki definiują język. Tym językiem należy się posługiwać.
> Pierwsze podejście jest wyłącznie opisowe, a drugie postulatywne.
> Stosując Twoje podejście masz problem z wyjaśnieniem czemu "przestrzegam
> (najczęściej) obowiązujących norm".
Moje podejście jest gdzieś pośrodku:
"Słowniki opisują język, a zarazem definiują pewne niepisane normy społeczne.
Językiem uznanym za poprawny należy się posługiwać, aby uniknąć negatywnych
konsekwencji społecznych".
> Wyjaśnienie jest proste - ja nie uczyłem się języka ze słowników, ja po
> prostu posługuję się językiem, którego nauczyłem się "ze społeczeństwa".
Właśnie. Czyli Twój przykład świadczy o tym, że słowniki całkiem dobrze
opisują rzeczywistą polszczyznę. Ale wielu innych ludzi nie ma tak wyrobionej
świadomości językowej czy społecznej (piszę to bez ironii), a słowniki mogą im
pomóc w przestrzeganiu norm, z których istnienia inaczej nie zdawaliby sobie
sprawy.
Oczywiście opis poprawności jest zwykle wtórny w stosunku do języka. Lingwiści
generalnie nie kreują normy, lecz uzasadniają naukowo powszechne odczucie
językowe ("powszechne" -- jeśli nie w całym narodzie, to przynajmniej wśród
jego warstw wykształconych).
Serdecznie pozdrawiam
Artur