pozdro
:.goo.:
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Przysiega ma wiekszy ciezar gatunkowy niz przyrzeczenie
szczupak
jest trochę wymienialne. W Niemczech np. przed sądem można nie przysięgać, o
ile wiara zabrania przysięgi przed instytucjami (przysięga się tylko Bogu),
wtedy należy złożyć przyrzeczenie, które przysięgą nie jest, ale ma tą samą
moc prawną.
Waldek
Przysięga tak się ma do przyrzeczenia,
jak krzywoprzysięstwo do złamania słowa.
Ignotum per ignotum? ;-)
Stasinek
PS. Podaję pierwowzór takiej definicji:
Marks tak się ma do marksizmu,
jak Kant do kanciarzy.
To z lat sześćdziesiątych... :-)
St.
> Chodzi jednak o ciężar gatunkowy. Przysięga jest czymś poważniejszym, np.
> przysięgę składa żołnierz, przyrzeczenie - harcerz a obietnicę - zuch. W
> każdym z tych przypadków obowiązuje ścisły tekst i rytuał. Przyrzeczenie
> dokonania jakiejś czynności prawnej można nazwać promesą. Obietnica też może
> powodować skutki prawne, np. obietnica małżeństwa.
Co Ty? Naprawdę? Jak mi ktoś przyrzeknie, że się ze mną ożeni i rozmyśli się ,
to mogę go podać do sądu i sąd go zmusi?
> W mowie potocznej
> wszystkie te określenia stosuje się zamiennie, chociaż nie zawsze powinno
> się tak robić. Honor bardzo staniał i przysięga przed sądem nie ma już
> żadnej wagi, dlatego zrównano odpowiedzialność za zeznania składane pod
> przysięgą i bez niej. Gdyby odpowiedzialność była radykalnie różna, mogłoby
> to doprowadzić do ciekawych zjawisk.
Jakich?
gr...@poczta.onet.pl wrote:
>
> > Obietnica też może
> > powodować skutki prawne, np. obietnica małżeństwa.
>
> Co Ty? Naprawdę? Jak mi ktoś przyrzeknie, że się ze mną ożeni i rozmyśli się ,
> to mogę go podać do sądu i sąd go zmusi?
Jak masz dowody, to tak. No, powiedzmy nie zmusić do ślubu, ale
wyprocesować sumkę na otarcie łez.
Nie wiem jak u nas, ale w Anglii podobna sytuacja jest osią wielu
utworów literackich. Oczywiście łatwiej było o dowody w czasach, gdy
ludzie nie mieli innego wyjścia, niż pisywać listy.
[...]
> Grażyna
>
> --
> Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
--
Pozdrowienia
Janek http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Do ożenku nie, ale do odszkodowania tak. Jednak chyba muszą zaistnieć jakieś
warunki.
>
zrównano odpowiedzialność za zeznania składane pod
> > przysięgą i bez niej. Gdyby odpowiedzialność była radykalnie różna,
mogłoby
> > to doprowadzić do ciekawych zjawisk.
>
> Jakich?
> Grażyna
>
No, nie wiem. To hipoteza. Raczej to przeczuwam.
Zbig.Bag.
A Wacpanna w jakiej intencyji pyta ?
szczupak
Na honor, swiete to slowa
szczupak
Chcesz powiedzieć, że mogę pozwać pana, który obiecał, że się ze mną ożeni i
nie zrobił tego? :-O
Kamila Pe.
W polskim prawodawstwie to nie funkcjonuje (na szczęście :-) )
PbD
> Mówię to.
> Zbig.Bag.
I co ma zrobić pozwany? Pójść z powódką do USC czy też do kościoła, tam go
zapytają, czy ma wolną i nieprzymuszoną wolę, a on na to: nie chcem, ale
muszem,
bo obiecałem i teraz sąd mnie ściga? Co wtedy zrobi urzędnik względnie
ksiądz?
Szczerze skonfundowany,
Leszek L.
> Mówię to.
Też mi się tak wydaje. Ale chyba sama obietnica małżeństwa, nie może być
przyczyną roszczeń. Teraz sobie pogdybam. Gdyby jedna strona obiecywała drugiej
małżeństwo (są świadkowie lub dokumenty), a druga strona w związku z
przewidywanym małżeństwem poczyniła pewne kroki np. sprzedała szybko (może
wtedy po niekorzystnej cenie) mieszkanie, porzuciła intratną posadę, odrzuciła
korzystną ofertę pracy, w zwiazku z przeprowadzką do innego miasta - to _mi_
się wydaje, że mogłaby szukać zadośćuczynienia w sądzie.
Ela
Obszerniejszą odpowiedź podczepiłam pod Twój wcześniejszy post, a tutaj
tylko ograniczę się do prośby o wskazanie stosownych przepisów prawa. Nie
dlatego, żebym je chciała wykorzystywać :-), tylko dlatego, że znajomi
prawnicy twierdzą coś wręcz przeciwnego.
Kamila Pe.
Chyba właśnie nie bardzo, bo pewne czynności nie mogą być przedmiotem ważnej
umowy. Wydaje mi się, że małżeństwo też jest wśród nich (nie jest przecież
transakcją handlową, przynajmniej w rozumieniu prawa. Poza tym, zmuszanie do
małżeństwa byłoby naruszeniem elementarnych praw człowieka). Zresztą
słyszałam wypowiedzi kilku prawników stwierdzających expressis verbis, że w
polskim prawie instytucji zaręczyn nie ma, w związku z czym takowe nie rodzą
skutków prawnych. Gdyby było inaczej, to sądy byłyby pełne rozjuszonych
panienek dyszących żądzą zemsty na byłych narzeczonych, którzy się
odkochali, rozczarowali czy zwyczajnie odeszli do innej. Pewnie dlatego
przepisy nic nie mówią o "obietnicach małżeństwa": i bez tego sędziowie nie
nadążają z rozstrzyganiem naprawdę ważnych spraw. Taka instytucja istniała,
ale po pierwsze w Anglii, a po drugie w czasach Dickensa (cała akcja "Klubu
Pickwicka" kręci się wokół rzekomej obietnicy małżeństwa). Cywilizowany
świat dał sobie z tym spokój.
Kamila Pe.
> Z czystej ciekawości. Żadna przyjemność być z kimś na kim wymusiło się to
> bycie:)
Witam
Zadna to gwarancja przyjemnosci, w wielkiej milosci sie laczyc.
Licho wie czy szanse nawet nie spadaja a to przez oczekiwania
zbytnie, skad i rozczarowania wielkie sie biora :)
pozdrawiam
szczupak
Ale nie może również nakazać płacenia za zerwanie narzeczeństwa samo w
sobie, która to myśl wynikała z Twoich poprzednich postów (nie wspominałeś o
niekorzystnym rozporządzeniu czy kosztach). Swoją drogą, ktoś, kto podejmuje
decyzje majątkowe kierując się miłosnymi deklaracjami jest... tego, no...
inteligentny inaczej i finansowa kara słusznie mu się należy :-/. Ale to już
NTG.
Kamila Pe.
Ale niekorzystne rozporządzanie mieniem i zerwanie zaręczyn to dwie zupełnie
różne, niezależne od siebie rzeczy. Jeżeli narzeczona wyłudzi od Ciebie
tysiąc złotych, a następnie stwierdzi, że jednak nie poleci z Tobą do USC /
kościoła / niepotrzebne skreślić, to sąd może jej nakazać wyłącznie zwrot
tysiąca złotyc, i to nie dlatego, że "nie dotrzymała obietnicy". Kolejnych
dwóch, pięciu czy dziesięciu tysięcy za rezygnację z Ciebie zasądzić nie
może. Jeżeli nic nie wyłudzi, tylko Cię puści kantem, to w ogóle nie masz po
co iść do jakiegokolwiek sądu, bo tylko się ośmieszysz.
O przymuszaniu do małżeństwa nic nie pisałem.
Ale pisałeś o odszkodowaniu za "niedotrzymanie obietnicy". Gdyby takowe było
dopuszczone przez prawo, to stałbyś przed wyborem: albo się ożenisz, albo
zapłacisz karę. Co to jest, jeśli nie wymuszenie? Niby nie masz obowiązku
się chajtać, możesz zapłacić, ale wymuszanie pieniędzy też jest bezprawne.
Kamila Pe.
W takim razie szczescia zycze !!!
Jakkolwiek dwuznacznie by to teraz brzmialo :)
pozdrawiam
szczupak
> Dzięki. Ja mam szczęście, ponieważ w mojej filozofii życziowej szczęście
ma
> ten, kto je chce mieć
Przez chwile wpadlem w panike, ze ja nie chce.
Ale przeciez chce. Jak najbardziej.
I od razu mi ulzylo.
Wiec sobie teraz tylko cichutko nuce tak jak to bylo
chyba w jakiejs piosence "wiec szczescie ...taaa .... musi przyjsc".
Slow niestety nie pamietam ale istote pani filozofii chyba zalapalem :)
Chyba, ze pisala pani o tym innym szczesciu. Eeech.... jaki
ten polski jezyk jest wieloznaczny. Takie szczescie jesli dobrze
rozumiem tez z reguly mam ale mimo tego a moze wlasnie dlatego
w totolotka nie gram :)
szczupak
> Ja też nie gram:)
Witam :)
To jest wlasnie to co najbardziej lubie w matematyce.
Rachunek prawdopodobienstwa.
Mozna miec dowolna filozofie
ale szanse nie moga byc zbyt male :)
pozdrawiam
szczupak