Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

fonetyka słowa "oryginalny"

4 views
Skip to first unread message

darnel

unread,
Feb 19, 2005, 4:49:13 PM2/19/05
to
Jeśli wymawiam słowo oryginalny, to jak prawidłowo ono brzmi fonetycznie?
"orginalny"? pomijamy ygrek, czy wymawiamy bardzo miękko?


Paweł Niezbecki

unread,
Feb 19, 2005, 5:02:06 PM2/19/05
to
darnel<dar...@o2.pl>
news:cv8c9s$a5j$1...@atlantis.news.tpi.pl

> Jeśli wymawiam słowo oryginalny, to jak prawidłowo ono brzmi
> fonetycznie? "orginalny"? pomijamy ygrek, czy wymawiamy bardzo miękko?

Wielkie ROTFL :)

Podaję w podziale na sylaby:

[o-ry-gi-nal-ny]

Twarde [r][y]


Jeśli chcesz natomiast powiedzieć *orginalny, to mówisz [or-gi-nal-ny]

Być może może się tam pojawić małe 'schwa' między [r] i [g], ale i bez
'schwa' chyba daje się to wymówić :)

Paff


darnel

unread,
Feb 19, 2005, 5:57:34 PM2/19/05
to
Użytkownik "Paweł Niezbecki" <sa...@pl.acn.wawa> napisał w wiadomości
news:cv8d0t$1ufb$1...@mamut1.aster.pl...

Nie rozjaśniłeś jeszcze mojego zaćmienia. A pozatym pojawiły się nasytępne.
Mianowicie:
Czy oryginalny=orginalny (iczy oba wyrazy są dopuszczone i prawidłowe w
najpiękniejszej świata mowie ???)
Proszę o objaśnienie mi słowa ROTFL.
oraz
'schwa'.


Paweł Niezbecki

unread,
Feb 19, 2005, 6:12:46 PM2/19/05
to
darnel<dar...@o2.pl>
news:cv8ga1$r7b$1...@atlantis.news.tpi.pl

-...]


> Nie rozjaśniłeś jeszcze mojego zaćmienia. A pozatym pojawiły się
> nasytępne. Mianowicie:
> Czy oryginalny=orginalny (iczy oba wyrazy są dopuszczone i prawidłowe
> w najpiękniejszej świata mowie ???)

Nie wiem, co wymyślili 'decydenci od poprawności'. W każdym razie przez
dziesiątki, a może setki lat poprawną formą było 'oryginalny' i tylko
'oryginalny'.

Czy 'oryginalny'=*'orginalny'? Jeżeli *'orginalny' ma oznaczać 'nie
podrobiony' albo 'nietuzinkowy', to tak.

> Proszę o objaśnienie mi słowa ROTFL.

Trollujesz?
ROTFL - rolling on the floor laughing (turlam się po podłodze ze śmiechu) -
rozbawiło mnie bowiem Twoje pytanie

> oraz
> 'schwa'.

http://elex.amu.edu.pl/ifa/pigulka/schwa.htm

Czyli jednak chyba nie może tam być 'schwa' :)

Paweł


Marcin 'Qrczak' Kowalczyk

unread,
Feb 19, 2005, 6:16:44 PM2/19/05
to
"Paweł Niezbecki" <sa...@pl.acn.wawa> writes:

> Nie wiem, co wymyślili 'decydenci od poprawności'. W każdym razie przez
> dziesiątki, a może setki lat poprawną formą było 'oryginalny' i tylko
> 'oryginalny'.

To, że w pisowni, to oczywiste, ale nie jest oczywiste, co oficjalne
normy mówią na temat wymowy, biorąc pod uwagę, że wielu ludzi jednak
mówi "orginalny" (co powoduje błędy w pisowni).

Skąd wiesz, że nie jest to tak jak ze słowem "jabłko", gdzie wymowa
"japko" jest poprawna?

--
__("< Marcin Kowalczyk
\__/ qrc...@knm.org.pl
^^ http://qrnik.knm.org.pl/~qrczak/

Marcin 'Qrczak' Kowalczyk

unread,
Feb 19, 2005, 6:19:09 PM2/19/05
to
"Paweł Niezbecki" <sa...@pl.acn.wawa> writes:

> Nie wiem, co wymyślili 'decydenci od poprawności'. W każdym razie przez
> dziesiątki, a może setki lat poprawną formą było 'oryginalny' i tylko
> 'oryginalny'.

To, że w pisowni, to oczywiste, ale nie jest oczywiste, co oficjalne


normy mówią na temat wymowy, biorąc pod uwagę, że wielu ludzi jednak
mówi [orginalny] (co powoduje błędy w pisowni).

Skąd wiesz, że nie jest to tak jak ze słowem "jabłko", gdzie wymowa

[japko] jest poprawna? Albo "socjalizmie" [socjaliźmie]?

Paweł Niezbecki

unread,
Feb 19, 2005, 6:25:58 PM2/19/05
to
Marcin 'Qrczak' Kowalczyk<qrc...@knm.org.pl>
news:87mzu0q...@qrnik.zagroda

> "Paweł Niezbecki" <sa...@pl.acn.wawa> writes:
>
> > Nie wiem, co wymyślili 'decydenci od poprawności'. W każdym razie
> > przez dziesiątki, a może setki lat poprawną formą było 'oryginalny'
> > i tylko 'oryginalny'.
>
> To, że w pisowni, to oczywiste, ale nie jest oczywiste, co oficjalne
> normy mówią na temat wymowy, biorąc pod uwagę, że wielu ludzi jednak
> mówi "orginalny" (co powoduje błędy w pisowni).

A wielu ludzi ma również błędne wyobrażenie na temat pisowni i dlatego mówi
[orginalny].
To działa w obie strony i się nawzajem wzmacnia.

> Skąd wiesz, że nie jest to tak jak ze słowem "jabłko", gdzie wymowa
> "japko" jest poprawna?

Pojechałem do Rgi, bo wypiłem płyn Borgo. No OK, nie jest to to samo, no nie
jest :)
Rozumiem, że w [oryginalny] może istnieć tendencja do wypadania tego
nieakcentowanego 'y'.

No nic, niech się wypowiedzą mądrzejsi i bardziej oświeceni.

P.


maciek

unread,
Feb 19, 2005, 7:02:21 PM2/19/05
to

Pan Parowozik

unread,
Feb 20, 2005, 6:20:57 AM2/20/05
to
*Paweł Niezbecki* pisze tak oto:

> Marcin 'Qrczak' Kowalczyk<qrc...@knm.org.pl>
> news:87mzu0q...@qrnik.zagroda
>
>> "Paweł Niezbecki" <sa...@pl.acn.wawa> writes:
>>
>>> Nie wiem, co wymyślili 'decydenci od poprawności'. W
>>> każdym razie przez dziesiątki, a może setki lat
>>> poprawną formą było 'oryginalny' i tylko 'oryginalny'.
>>
>> To, że w pisowni, to oczywiste, ale nie jest oczywiste,
>> co oficjalne normy mówią na temat wymowy, biorąc pod
>> uwagę, że wielu ludzi jednak mówi "orginalny" (co
>> powoduje błędy w pisowni).

Ja powiedziałbym raczej, że niewielu mówi /oryginalny/.

{...}


> Pojechałem do Rgi, bo wypiłem płyn Borgo. No OK, nie jest
> to to samo, no nie jest :)

Oczywiste, że nie jest. Lepiej popróbuj na sześciosylabowych (lub więcej)
słowach.
Jeśli chcesz przykład krótkiego, to proszę: "pijana" (o nietrzeźwej
kobiecie). Osobiście, jak się nie pilnuję, to mówię "pjana" (tak widocznie
się nauczyłem) i jest to dość powszechne.

> Rozumiem, że w [oryginalny] może istnieć tendencja do
> wypadania tego nieakcentowanego 'y'.
>

I ma. Nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś "wybrzuszał" to "y" w tym słowie.
Chyba, że chce podkreślić, iż ono tam jest. :)

> No nic, niech się wypowiedzą mądrzejsi i bardziej
> oświeceni.
>


O, sorry. Dopiero to zauważyłem... Już znikam. ;)

--
Pozdrawia
P.P.

Wiktor S.

unread,
Feb 20, 2005, 9:45:12 AM2/20/05
to
> Jeśli wymawiam słowo oryginalny, to jak prawidłowo ono brzmi fonetycznie?
> "orginalny"? pomijamy ygrek, czy wymawiamy bardzo miękko?

Moim zdaniem należy wymawiać to normalnie, tak jak się pisze.

oryginalny

z normalnym akcentem na "o" i na "na", bez dziwnych manipulacji przy "y".


--
Azarien
wswiktor&poczta,fm

Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 20, 2005, 10:55:34 AM2/20/05
to

"Wiktor S." cva7nl$6kp$2...@news.onet.pl

> Moim zdaniem należy wymawiać to normalnie, tak jak się pisze.

> oryginalny

> z normalnym akcentem na "o" i na "na", bez dziwnych manipulacji przy "y".

Moim zdaniem, gdy się komuś mocno śpieszy, :) tak mocno,
że aż mu nie zależy na tym, żeby być zrozumianym -- może
wymawiać dowolnie. :) I dotyczy to nie tylko tego słowa. :)

--
.`'.-. ._. .-.
.'O`-' ., ; o.' eneuel@@ascii.art.pl '.O_'
`-:`-'.'. '`\.'`.' ~'~'~'~'~'~'~'~'~'~' o.`.,
o'\:/.d`|'.;. p \ ;'. . ;,,. ; . ,.. ; ;, .;. . .;\|/....

Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 20, 2005, 10:47:47 AM2/20/05
to

"darnel" cv8ga1$r7b$1...@atlantis.news.tpi.pl

> Nie rozjaśniłeś jeszcze mojego zaćmienia. A pozatym pojawiły się nasytępne.

__________________________________________________^

> Czy oryginalny=orginalny (iczy oba wyrazy są dopuszczone i prawidłowe w

_____________________________^
> najpiękniejszej świata mowie ???)

Postaraj się pisać dokładniej, skoro pytasz o takie niuanse. :)

> Proszę o objaśnienie mi słowa ROTFL.

Hm... Jakby to opowiedzieć...
Gdy ktoś zostaje powalony na ziemię/podłogę jakimś żartem,
czy raczej śmiechem, nad którym zapanować nie potrafi...

No więc wówczas, gdy już dojdzie do siebie :) po
takim napadzie -- napisze 'ROTFL'. :)

Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 20, 2005, 10:42:54 AM2/20/05
to

"Paweł Niezbecki" cv8d0t$1ufb$1...@mamut1.aster.pl

> Jeśli chcesz natomiast powiedzieć *orginalny, to mówisz [or-gi-nal-ny]

I wychodzi wówczas nieoryginalne wcale słowo -- 'orgialny'. ;)

Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 20, 2005, 10:58:07 AM2/20/05
to

"Paweł Niezbecki" cva8n0$16oj$1...@mamut1.aster.pl

> Naród ma problem z wymową tego trudnego wyrazu, a Ty narodowi wbrew robisz?

Naród ma też masę innych problemów. I ten akurat -- należy do tych problemów,
które można rozwiązać bez nakładów finansowych i bez powodowania nadmiarowego
cierpienia tegoż Narodu. :)

Paweł Niezbecki

unread,
Feb 20, 2005, 10:00:50 AM2/20/05
to
Wiktor S.<wswi...@poczta.fmv>
news:cva7nl$6kp$2...@news.onet.pl

Naród ma problem z wymową tego trudnego wyrazu, a Ty narodowi wbrew robisz?
;)

P.


Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 20, 2005, 11:03:22 AM2/20/05
to

"Pan Parowozik" cv9rnt$frl$1...@nemesis.news.tpi.pl

> *Paweł Niezbecki* pisze tak oto:

> >> To, że w pisowni, to oczywiste, ale nie jest oczywiste,


> >> co oficjalne normy mówią na temat wymowy, biorąc pod
> >> uwagę, że wielu ludzi jednak mówi "orginalny" (co
> >> powoduje błędy w pisowni).

> Ja powiedziałbym raczej, że niewielu mówi /oryginalny/.

Rozumiem, że przeprowadzaliście obaj jakieś badania
statystyczne, skoro piszecie 'wielu ludzi' i 'niewielu'. ;)

Pan Parowozik

unread,
Feb 20, 2005, 2:08:21 PM2/20/05
to
*Eneuel Leszek Ciszewski* pisze tak oto:

{...}


>
> Rozumiem, że przeprowadzaliście obaj jakieś badania
> statystyczne, skoro piszecie 'wielu ludzi' i 'niewielu'.
> ;)

Owszem. Najprostsze i najtańsze. Słucham ludzi i nie pamiętam, żeby
wymawianie /orYginalny/ było powszechne. Powiedziałbym nawet, że pisząc
"wielu" mam na myśli prawie wszystkich.
Polacy mówią /orginalny/ lub podobnie. Sam staram się "zasygnalizować" jakoś
to "Y", ale bez przesady. Po prostu wydaje mi się to zbyt sztuczne i
pretensjonalne (choć to pewnie kwestia gustu).

--
Pozdrawia
P.P.

Paweł Niezbecki

unread,
Feb 20, 2005, 2:06:09 PM2/20/05
to
Pan Parowozik<RACHnic...@SZASTpoczta.onet.plPRAST>
news:cvamt5$rk5$1...@atlantis.news.tpi.pl

No to chyba muszę zmienić środowisko ze swojego niepolskiego.
Wstydzę się swojej sztuczności i pretensjonalności.
Spróbuję się przestawić na 'orginalny', choć obawiam się, że w moich ustach
brzmieć to będzie sztucznie i pretensjonalnie.
:)

Paff


Stefan Sokolowski

unread,
Feb 20, 2005, 2:06:35 PM2/20/05
to
Pan Parowozik:

> Słucham ludzi i nie pamiętam, żeby wymawianie /orYginalny/ było
> powszechne. Powiedziałbym nawet, że pisząc "wielu" mam na myśli
> prawie wszystkich. Polacy mówią /orginalny/ lub podobnie.

Podobnie jest z ,,uniwerstetem''.

- Stefan

--
Stefan Sokolowski, IPI PAN Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak

Wiktor S.

unread,
Feb 20, 2005, 2:49:27 PM2/20/05
to
>> Słucham ludzi i nie pamiętam, żeby wymawianie /orYginalny/ było
>> powszechne. Powiedziałbym nawet, że pisząc "wielu" mam na myśli
>> prawie wszystkich. Polacy mówią /orginalny/ lub podobnie.
>
> Podobnie jest z ,,uniwerstetem''.

uniwersytet

Gdy akcentuje się na "wer", być może.
Akcentowane "y" ubezdźwięcznić się nie ma jak :-)


--
Azarien
wswiktor&poczta,fm

Stefan Sokolowski

unread,
Feb 20, 2005, 3:05:48 PM2/20/05
to
Wiktor S.:

> uniwersytet
>
> Gdy akcentuje się na "wer", być może.

Akcentuje się na ,,te'', mianownik jest nieistotnym wyjątkiem:
,,Którędy do uniwersTEtu?''
,,Studiowałem na uniwersTEcie.''
,,Studia uniwersTEckie dają wykształcenie ogólne.''

Wiktor S.:


> Akcentowane "y" ubezdźwięcznić się nie ma jak :-)

Masz na myśli ,,oniemić'', czyli zrobić z niego samogłoskę niemą?

Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 20, 2005, 3:24:02 PM2/20/05
to

"Pan Parowozik" cvamt5$rk5$1...@atlantis.news.tpi.pl

> Owszem. Najprostsze i najtańsze. Słucham ludzi i nie pamiętam, żeby
> wymawianie /orYginalny/ było powszechne. Powiedziałbym nawet, że pisząc
> "wielu" mam na myśli prawie wszystkich.
> Polacy mówią /orginalny/ lub podobnie. Sam staram się "zasygnalizować" jakoś
> to "Y", ale bez przesady. Po prostu wydaje mi się to zbyt sztuczne i
> pretensjonalne (choć to pewnie kwestia gustu).

To jak z wyższym wykształceniem -- gdy studiowałem, uważałem,
iż przeciętny człowiek po przekroczeniu któregośtam roku życia,
ma wyższe wykształcenie. I dopiero kolega (też student) który
ankietował z ramienia :) CBOSu (Centrum Badań Opinii Społecznej)
sprowadził mnie na tak zwaną Ziemię. :)

Jeśli mnie nie zrozumiałeś: Człowiek ma wrodzone zdolności ;)
aproksymowania, co zazwyczaj spełnia dobrą rolę, czyli sprawdza
się, ale bywa i tak, że wprowadza w błąd. :)

I ja akurat miałem w swoim życiu do czynienia z ludźmi, dla których
'oryginalność' była bardzo istotna ze względu na dobro tego, co
wykonywali (na przykład oryginalny wkład do drukarki czy długopisu
był lepszy od kombinowanego), dlatego i sami nie postępowali
,,oryginalnie", ale dokładali starań, aby wszystko wykonywać
jak najlepiej. :)

Ja nawet nie wymawiałem 'chlep', ale 'chleb', co akurat nie
jest poprawne w języku polskim, i co nie umknęło uwadze pewnej
Amerykance, która przed kilkunastu laty przyjechała do Polski,
aby uczyć polskie dzieci angielskiego, :) i była świeża w tej
materii -- to znaczy nauczyła się polskiego tuż przed przybyciem
do Polski, dzięki czemu mogła porównać wzorową polszczyznę do
tej z polskiego życia. :)

Wyłapywała 'ja umię' -- zarówno niepotrzebny zaimek, jak
i końcówkę 'ę', błędy ortograficzne, ale i ten właśnie
mój twardy 'chleb'. :) Także wyłapywała aktorskie :)
zgłoski -- tę dokładną, czystą mowę, której jakoś nie
potrafię opisać, a która wymagana jest na przykład
od prezenterek radiowych i tp. osób. :)

Wracając do 'oryginalności' -- ja zazwyczaj słyszę
'oryginalny', nie zaś 'orginalny', który automagicznie
kojarzy się w mojej myśli :) z orgiami i (jak dla mnie)
jest trudniejszy w wymowie. :)

Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 20, 2005, 3:29:36 PM2/20/05
to

"Stefan Sokolowski" m1wtt3h...@topos.ipipan.gda.pl

> > Słucham ludzi i nie pamiętam, żeby wymawianie /orYginalny/ było
> > powszechne. Powiedziałbym nawet, że pisząc "wielu" mam na myśli
> > prawie wszystkich. Polacy mówią /orginalny/ lub podobnie.

> Podobnie jest z ,,uniwerstetem''.

Dokładnie. :) Jak miałem kilka lat -- miałem dylematy:

-- uniwersTytet (nawet nie wiem teraz, jak to wypowiedzieć)
-- felarny/felerny/feralny/ferelny/itd.

Ale na szczęście uczyłem się polskiej mowy głównie z radia
i telewizji, i nawet niektórzy ludzie z dobrym słuchem twierdzili,
iż nie wychowałem się w Białymstoku. :) Wspomniana przeze mnie
w tym wątku Amerykanka także zauważyła, iż nie mam typowego,
białostockiego ,,akcentu". :)

Wiktor S.

unread,
Feb 20, 2005, 7:38:53 PM2/20/05
to
> Akcentuje się na ,,te'', mianownik jest nieistotnym wyjątkiem:
> ,,Którędy do uniwersTEtu?''
> ,,Studiowałem na uniwersTEcie.''
> ,,Studia uniwersTEckie dają wykształcenie ogólne.''
>
> Wiktor S.:
>> Akcentowane "y" ubezdźwięcznić się nie ma jak :-)
>
> Masz na myśli ,,oniemić'', czyli zrobić z niego samogłoskę niemą?


Bezdźwięczną. Przynajmniej u mnie to "s" zachowuje jakąś cząstkową
sylabiczność.

Całe słowo przyjmuje nieco inną intonację gdy wymawiam "uniwersytet" z takim
wypadniętym "y", niż w teoretycznym słowie "uniwerstet".

W każdym razie wyraźna wymowa "uniwerstet" brzmi dużo mniej naturalnie niż
wyraźna "uniwersYtet".


--
Azarien
wswiktor&poczta,fm

Eneuel Leszek

unread,
Feb 21, 2005, 7:23:52 AM2/21/05
to

"mac" cvcekq$1r8$1...@inews.gazeta.pl

> A tak przy okazji, wymawiania "chleb" z [b] na koncu wyrazu rowniez nauczyles
> sie z radia i telewizji?

Nie. Był to efekt uboczny czegś innego.

> > i nawet niektórzy ludzie z dobrym słuchem twierdzili,
> > iż nie wychowałem się w Białymstoku. :)

> Skad wiesz, ze mieli dobry sluch?

Bo z łatwością rozpoznawali pewne niuanse?
(na przykład potrafili rozpoznać, kto w jakiej części Polski się wychował?)

> A tak w ogole, to nie ma co sie tak wstydzic tego wychowania w Bialymstoku.

Naprawdę? I ja tak uważam -- tym bardziej, że z pewnych względów
Białystok jest bardziej polski niż Warszawa -- historyków poproszę
o pomoc w wyjaśnieniu, skąd się wziął Białystok i jak było z Mazowszem.

> Coz, stalo sie i nie ma co tragizowac--nikt nie jest idealny:-)

To znaczy?

piotrpanek

unread,
Feb 21, 2005, 4:38:02 AM2/21/05
to
Paweł Niezbecki napisał(a):

> Marcin 'Qrczak' Kowalczyk<qrc...@knm.org.pl>
> news:87mzu0q...@qrnik.zagroda
>
>
>>"Paweł Niezbecki" <sa...@pl.acn.wawa> writes:
>>
>>
>>>Nie wiem, co wymyślili 'decydenci od poprawności'. W każdym razie
>>>przez dziesiątki, a może setki lat poprawną formą było 'oryginalny'
>>>i tylko 'oryginalny'.
>>
>>To, że w pisowni, to oczywiste, ale nie jest oczywiste, co oficjalne
>>normy mówią na temat wymowy, biorąc pod uwagę, że wielu ludzi jednak
>>mówi "orginalny" (co powoduje błędy w pisowni).
>
>
> A wielu ludzi ma również błędne wyobrażenie na temat pisowni i dlatego mówi
> [orginalny].
> To działa w obie strony i się nawzajem wzmacnia.

Faktem jest, że przez kilkanaście lat życia byłem przekonany, że pisze
się "tak jak się mówi", czyli "orginalny". Przez pewien czas żyłem w
przekonaniu, że podczas zapożyczania z języków obcych, wyrzuciliśmy to
"i"...
Kiedy wreszcie moje oczy zauważyły, że w wielu czytanych wcześniej
przeze mnie tekstach jest to "y", byłem trochę zdziwiony.

> Pojechałem do Rgi, bo wypiłem płyn Borgo. No OK, nie jest to to samo, no nie
> jest :)
> Rozumiem, że w [oryginalny] może istnieć tendencja do wypadania tego
> nieakcentowanego 'y'.
>
> No nic, niech się wypowiedzą mądrzejsi i bardziej oświeceni.
>

Ja nie wiem, czy oni spełniają któreś z tych kryteriów. Wiem tylko, że
są "uprawnieni":

http://slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=oryginalny+m%F3wi&kat=18

> P.
>
pzdr
piotrek

--
Trol to też stworzenie boże
że inaczej żyć nie może,
że cię czasem w zadek utnie -
nie postępuj z nim okrutnie

mac

unread,
Feb 21, 2005, 5:54:19 AM2/21/05
to
Eneuel Leszek Ciszewski <pro...@czytac.fontem.lucida.console> napisał(a):

> Ale na szczęście uczyłem się polskiej mowy głównie z radia
> i telewizji,

Tak, z pewnoscia. Warto sie gdzies zglosic--przed Toba slawa pierwszego
czlowieka na swiecie, ktory nauczyl sie ojczystej mowy "glownie z radia i
telewizji".

A tak przy okazji, wymawiania "chleb" z [b] na koncu wyrazu rowniez nauczyles
sie z radia i telewizji?

> i nawet niektórzy ludzie z dobrym słuchem twierdzili,


> iż nie wychowałem się w Białymstoku. :)

Skad wiesz, ze mieli dobry sluch?

A tak w ogole, to nie ma co sie tak wstydzic tego wychowania w Bialymstoku.


Coz, stalo sie i nie ma co tragizowac--nikt nie jest idealny:-)

mac


--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

Pan Parowozik

unread,
Feb 21, 2005, 1:28:50 PM2/21/05
to
*Paweł Niezbecki* pisze tak oto:

>> Owszem. Najprostsze i najtańsze. Słucham ludzi i nie


>> pamiętam, żeby wymawianie /orYginalny/ było powszechne.
>> Powiedziałbym nawet, że pisząc "wielu" mam na myśli
>> prawie wszystkich.
>> Polacy mówią /orginalny/ lub podobnie. Sam staram się
>> "zasygnalizować" jakoś to "Y", ale bez przesady. Po
>> prostu wydaje mi się to zbyt sztuczne i pretensjonalne
>> (choć to pewnie kwestia gustu).
>
> No to chyba muszę zmienić środowisko ze swojego
> niepolskiego.

Prowokujesz mnie? ;)
Dobrze wiesz, że nie o to chodzi (Polacy mówią: nie o to się rozchodzi :/ ).
Czasem wydaje mi się, że jestem zrozumiały, ale w konfrontacji z
rzeczywistością cząsto przegrywam.
Z kontekstu: "Polacy mówią" znaczy "przeciętny Kowalski (nie-profesor
lingwista/filolog) mówi"...
Nie wysysam takich tez z palca - przeprowadzam 20-40 rozmów dziennie z
mieszkańcami RP od morza do Tatr (taką mam pracę) i wiem, jak mówią. Nie
znaczy to, że pochwalam błędy językowe.
Co zaś dotyczy wymowy "oryginalny", to uważam, że nie bezpodstawnie i
słusznie uznano wymowę bez "y" za równoprawną oryginalnej.

> Wstydzę się swojej sztuczności i pretensjonalności.

Niesłusznie. Jak przeczytasz ze zrozumieniem moje ostatnie zdanie w cytacie,
poprawi Ci się humor.

> Spróbuję się przestawić na 'orginalny', choć obawiam się,
> że w moich ustach brzmieć to będzie sztucznie i
> pretensjonalnie. :)

Dlatego nie musisz. Oryginały też są potrzebne w przyrodzie (choćby dlatego,
żeby nie było nudno). ;)

--
Pozdrawia
P.P.

JerzyN

unread,
Feb 21, 2005, 1:38:09 PM2/21/05
to
Użytkownik "Pan Parowozik"

> *Paweł Niezbecki* pisze tak oto:
> > No to chyba muszę zmienić środowisko ze swojego
> > niepolskiego.
>
> Prowokujesz mnie? ;)
[...]

> Co zaś dotyczy wymowy "oryginalny", to uważam, że nie bezpodstawnie i
> słusznie uznano wymowę bez "y" za równoprawną oryginalnej.

Coś na kształt poszłem i poszedłem? Ehhhhhhh :-(

[...]


> > Spróbuję się przestawić na 'orginalny', choć obawiam się,
> > że w moich ustach brzmieć to będzie sztucznie i
> > pretensjonalnie. :)
>
> Dlatego nie musisz. Oryginały też są potrzebne w przyrodzie (choćby
dlatego,
> żeby nie było nudno). ;)

Wcale nie będzie oryginalny ani nudny, jest więcej takich co mówią z
"y".
--
Pozdrawiam, Jerzy

Eneuel Leszek

unread,
Feb 21, 2005, 2:34:37 PM2/21/05
to

"Eneuel Leszek" cvcju9$itr$1...@korweta.task.gda.pl

> "mac" cvcekq$1r8$1...@inews.gazeta.pl

> > A tak w ogole, to nie ma co sie tak wstydzic tego wychowania w Bialymstoku.

> Naprawdę? I ja tak uważam -- tym bardziej, że z pewnych względów
> Białystok jest bardziej polski niż Warszawa -- historyków poproszę
> o pomoc w wyjaśnieniu, skąd się wziął Białystok i jak było z Mazowszem.


Nawet (: nie ukrywam :) tego miasta w nagłówkach:

A-koordynaty: N 53°06'45", E 23°08'38"; Arkedocja. :-)
X-MimeOLE: Moje tel.: 607 635935, 85 7463797, 85 8789052

Są to współrzędne geograficzne miejsca w Białymstoku i kierunkowe
numery telefonów w Telekomunikacji, przynależące do Białegostoku.

Pan Parowozik

unread,
Feb 21, 2005, 3:08:31 PM2/21/05
to
*JerzyN* pisze tak oto:

{...}


>> Co zaś dotyczy wymowy "oryginalny", to uważam, że nie
>> bezpodstawnie i słusznie uznano wymowę bez "y" za
>> równoprawną oryginalnej.
>
> Coś na kształt poszłem i poszedłem? Ehhhhhhh :-(
>

Tu się nie zgodzę, ponieważ nie jest to błąd natury "fonetycznej" tylko po
prostu mylenie poprawnej formy żeńskiej "poszłam" z męską "poszedłem" (czy
jakoś tak...). Dzieci mają z tym duże problemy i MBSZ błąd jest wynikiem
głównie zaniedbania rodziców (niekorygowany pozostaje).
"Orginalny" natomiast jest, jak to ładnie napisał Eneuel LC, "aproksymacją
fonetyczną" (mam nadzieję, że w tym kontekscie ;) ), czyli "wygładzeniem"
zgodnie ze wspominaną czasem przeze mnie zasadą "minimalizacji energii".

Lepszym przykładem byłoby "wogle".

--
Pozdrawia
P.P.

JerzyN

unread,
Feb 21, 2005, 3:12:23 PM2/21/05
to
Użytkownik "Pan Parowozik"

> Tu się nie zgodzę, ponieważ nie jest to błąd natury "fonetycznej"
tylko po
> prostu mylenie poprawnej formy żeńskiej "poszłam" z męską "poszedłem"
(czy
> jakoś tak...). Dzieci mają z tym duże problemy i MBSZ błąd jest
wynikiem
> głównie zaniedbania rodziców (niekorygowany pozostaje).
> "Orginalny" natomiast jest, jak to ładnie napisał Eneuel LC,
"aproksymacją
> fonetyczną" (mam nadzieję, że w tym kontekscie ;) ), czyli
"wygładzeniem"
> zgodnie ze wspominaną czasem przeze mnie zasadą "minimalizacji
energii".

:-)
Szukasz "naukowego" uzasadnienia dla czegoś co mozna okreslić mianem
niechlujstwa językowego.

> Lepszym przykładem byłoby "wogle".

Masz rację, lepszy ale to i tak nic nie zmienia.
--
Pozdrawiam, Jerzy

Pan Parowozik

unread,
Feb 21, 2005, 4:21:29 PM2/21/05
to
*JerzyN* pisze tak oto:

> Użytkownik "Pan Parowozik"
>> Tu się nie zgodzę, ponieważ nie jest to błąd natury
>> "fonetycznej" tylko po prostu mylenie poprawnej formy
>> żeńskiej "poszłam" z męską "poszedłem" (czy jakoś
>> tak...). Dzieci mają z tym duże problemy i MBSZ błąd
>> jest wynikiem głównie zaniedbania rodziców
>> (niekorygowany pozostaje). "Orginalny" natomiast jest,
>> jak to ładnie napisał Eneuel LC, "aproksymacją
>> fonetyczną" (mam nadzieję, że w tym kontekscie ;) ),
>> czyli "wygładzeniem" zgodnie ze wspominaną czasem przeze
>> mnie zasadą "minimalizacji energii".
>
> :-)
> Szukasz "naukowego" uzasadnienia dla czegoś co mozna
> okreslić mianem niechlujstwa językowego.

Odpowiem kilkoma pytaniami:
1. Czy "japko" jest niechlujstwem językowym?
2. Czy "w radiu", "w studiu", "w kinie" nie było niechlujstwem językowym,
kiedy rzeczowniki te były nieodmienne?
3. Czy "depcze", "chłepcze", "szepcze" nie były niechlujstwem językowym,
kiedy formami poprawnymi były odpowiednio: "depce", "chłepce", "szepce"?
itd...

Próbuję znaleźć wyjaśnienie pewnego zjawiska i nie poruszam kwestii
niechlujstwa (nie opowiadam się również radykalnie po jednej ze stron --
jestem tylko trochę przekorny). Czy "orginalny" jest nim? Pewnie tak, ale
raczej jest tego rodzaju niechlujstwem, które czeka w kolejce na uznanie za
poprawne. Uzus już WMW zdecydował. :)

--
Pozdrawia
P.P.

Marcin 'Qrczak' Kowalczyk

unread,
Feb 21, 2005, 4:29:01 PM2/21/05
to
"JerzyN" <N0,007,SP...@megapolis.pl> writes:

>> Co zaś dotyczy wymowy "oryginalny", to uważam, że nie bezpodstawnie i
>> słusznie uznano wymowę bez "y" za równoprawną oryginalnej.
>
> Coś na kształt poszłem i poszedłem? Ehhhhhhh :-(

Nie, raczej na kształt "ksiąszke" i "szeździesiąt".

--
__("< Marcin Kowalczyk
\__/ qrc...@knm.org.pl
^^ http://qrnik.knm.org.pl/~qrczak/

ruska

unread,
Feb 22, 2005, 3:01:34 AM2/22/05
to

Użytkownik "Eneuel Leszek Ciszewski" <pro...@czytac.fontem.lucida.console>
napisał w wiadomości news:cvasrh$q57$1...@flis.man.torun.pl...
>
> "Stefan Sokolowski" m1wtt3h...@topos.ipipan.gda.pl
>
.....

> Ale na szczęście uczyłem się polskiej mowy głównie z radia
> i telewizji, i nawet niektórzy ludzie z dobrym słuchem twierdzili,
> iż nie wychowałem się w Białymstoku. :) Wspomniana przeze mnie
> w tym wątku Amerykanka także zauważyła, iż nie mam typowego,
> białostockiego ,,akcentu". :)

Czy dobrze odebrałam, czy uważasz to za zaletę, że nie masz "akcentu"
białostockiego? Mieszkam w tym mieście i uwielbiam słuchać, jak ludzie
mówią po polsku z uroczym " spjewnym zacjąganiem". Przez tę śpiewność
chyba /między innymi/ kocham ten region. Ale masz rację, wiele osób mówi
"uniwersTytet"
Pozdrawiam serdecznie
Gala


Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 8:09:39 AM2/22/05
to

"ruska" <zo...@bezspamu.pl> cvep55$721$1...@news.onet.pl

> Użytkownik "Eneuel Leszek Ciszewski" <pro...@czytac.fontem.lucida.console>
> napisał w wiadomości news:cvasrh$q57$1...@flis.man.torun.pl...

> > "Stefan Sokolowski" m1wtt3h...@topos.ipipan.gda.pl

> .....
> > Ale na szczęście uczyłem się polskiej mowy głównie z radia
> > i telewizji, i nawet niektórzy ludzie z dobrym słuchem twierdzili,
> > iż nie wychowałem się w Białymstoku. :) Wspomniana przeze mnie
> > w tym wątku Amerykanka także zauważyła, iż nie mam typowego,
> > białostockiego ,,akcentu". :)

> Czy dobrze odebrałam, czy uważasz to za zaletę, że nie masz "akcentu"

Akcent nie jest niczym złym.
Pisząc 'na szczęście' -- miałem coś innego na myśli:
W radiu czy TV mówiono poprawną polszczyzną, podczas
gdy dookoła -- niekoniecznie. :)

> białostockiego? Mieszkam w tym mieście i uwielbiam słuchać, jak ludzie
> mówią po polsku z uroczym " spjewnym zacjąganiem". Przez tę śpiewność

Bez przesady -- nie znam nikogo, kto zaciaga.
Moim zdaniem trzeba naprawdę być wyczulonym,
aby usłyszeć różnicę pomiędzy kimś wychowanym
w Białymstoku i kimś wychowanym na przykład
w Warszawie. :) Kraków już jest łatwiejszy
do odgadnięcia -- przynajmniej dla mnie.
Oczywiście Ślązaki czy inne temu podobne
grupy etniczne -- też. :):):)

Wielkopolska tez jest łatwa do odgadnięcia,
ale nie z powodu mowy, a zachowania. :)

> chyba /między innymi/ kocham ten region.

A ja nie. Sam Białystok jest dla mnie nudny,
natomiast południe pod Białymstokiem jest
ewentualna wyprawą w nieznane i groźne. ;)

> Ale masz rację, wiele osób mówi
> "uniwersTytet"

-- poszłem, wyłałczać, dla Józka, uniwerstytet...

I to żaden akcent czy regionalizm, ale błędy językowe
wynikające z niechlujstwa. Gdy jeszcze ktoś miał porządnych
rodziców lub nauczycieli -- było OK, ale różnie bywało.
Dookoła mówiło się po prostu niepoprawnie. :) (może
poza szkołami) Teraz (moim zdaniem) jest znacznie lepiej,
ale podejrzewam, że będzie znacznie gorzej za jakiś czas,
gdyż ludzie strasznie biednieją, a z głodnym żołądkiem
przestaje się myśleć o czymkolwiek, poza szukaniem
i ciułaniem pieniędzy. Wiem, bo mi brakowało i musiałem
ograniczyć ,,odchamianie się" ;) i widzę teraz to samo
u ludzi, którym się przyglądam. (a przyglądam się raczej
uważnie)

ruska

unread,
Feb 22, 2005, 9:33:59 AM2/22/05
to

> > Użytkownik "Eneuel Leszek Ciszewski"
<pro...@czytac.fontem.lucida.console>
> > napisał w wiadomości news:cvasrh$q57$1...@flis.man.torun.pl...
>
> > > "Stefan Sokolowski" m1wtt3h...@topos.ipipan.gda.pl
....

> > Czy dobrze odebrałam, czy uważasz to za zaletę, że nie masz "akcentu"
>
> Akcent nie jest niczym złym.
> Pisząc 'na szczęście' -- miałem coś innego na myśli:
> W radiu czy TV mówiono poprawną polszczyzną, podczas
> gdy dookoła -- niekoniecznie. :)
>
> > białostockiego? Mieszkam w tym mieście i uwielbiam słuchać, jak ludzie
> > mówią po polsku z uroczym " spjewnym zacjąganiem". Przez tę śpiewność
>
> Bez przesady -- nie znam nikogo, kto zaciaga.
> Moim zdaniem trzeba naprawdę być wyczulonym,
> aby usłyszeć różnicę pomiędzy kimś wychowanym
> w Białymstoku i kimś wychowanym na przykład
> w Warszawie. :)

Bardzo widoczne jest to u wielu białostoczan, szczególnie u ludzi starszych.
Chociaż młodzież też bardzo często "sledzikuje"

> > chyba /między innymi/ kocham ten region.
>
> A ja nie. Sam Białystok jest dla mnie nudny,
> natomiast południe pod Białymstokiem jest
> ewentualna wyprawą w nieznane i groźne. ;)

No cóż, należy tylko współczuć, że mieszkasz w miejscu, którego nie lubisz,
natomiast druga część zdania jest dla mnie zupełnie niezrozumiała, czym jest
południe pod Białymstokiem i dlaczego takie groźne?

> > Ale masz rację, wiele osób mówi
> > "uniwersTytet"
>
> -- poszłem, wyłałczać, dla Józka, uniwerstytet...
>
> I to żaden akcent czy regionalizm, ale błędy językowe
> wynikające z niechlujstwa. Gdy jeszcze ktoś miał porządnych
> rodziców lub nauczycieli -- było OK, ale różnie bywało.
> Dookoła mówiło się po prostu niepoprawnie. :) (może
> poza szkołami) Teraz (moim zdaniem) jest znacznie lepiej,
> ale podejrzewam, że będzie znacznie gorzej za jakiś czas,
> gdyż ludzie strasznie biednieją, a z głodnym żołądkiem
> przestaje się myśleć o czymkolwiek, poza szukaniem
> i ciułaniem pieniędzy. Wiem, bo mi brakowało i musiałem
> ograniczyć ,,odchamianie się" ;) i widzę teraz to samo
> u ludzi, którym się przyglądam. (a przyglądam się raczej
> uważnie)

Ale oprócz tego, że mówią błędnie /nie wszyscy i nie większość - przyznasz/,
przykłady, które podałeś, są wg mnie błędami ogólnopolskimi, to używają też
pięknych słow, znanych chyba tylko tutaj - szeptucha, hładyszka, apołonik,
kumy, szelonówka, razora i zwracają się do siebie w trzeciej osobie- gdzie
był?, co kupił?, no to jak, wypije? - bardzo lubię język białostoczan.

Natomiast nie zgadzam się na ze stwierdzeniem, że sytuacja materialna
wpływa na poprawność językową. Znam naprawdę wielu bogatych biznesmenów,
mówiących okropną polszczyzną i ludzi o średnim statusie materialnym, w
mieszkaniach pełnych książek /i czytających je/.
Pozdrawiam
Gala

Stefan Sokolowski

unread,
Feb 22, 2005, 11:58:38 AM2/22/05
to
ruska:

> używają też pięknych słow, znanych chyba tylko tutaj

Błagam o przekład!

szeptucha -- plotka?
hładyszka -- piękna dziewczyna?
apołonik -- ?
kumy -- czy to onacza coś innego niż normalnie?
szelonówka -- ?
razora -- żyletka?

Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 1:19:16 PM2/22/05
to

"ruska" cvfg4u$jpj$1...@news.onet.pl

> > Bez przesady -- nie znam nikogo, kto zaciaga.
> > Moim zdaniem trzeba naprawdę być wyczulonym,
> > aby usłyszeć różnicę pomiędzy kimś wychowanym
> > w Białymstoku i kimś wychowanym na przykład
> > w Warszawie. :)

> Bardzo widoczne jest to u wielu białostoczan,
> szczególnie u ludzi starszych. Chociaż młodzież
> też bardzo często "sledzikuje"

U starszych tak. :) (to znaczy -- zgadzam się
z tym, że u starszych to daje się czasami usłyszeć)

> > > chyba /między innymi/ kocham ten region.

> > A ja nie. Sam Białystok jest dla mnie nudny,
> > natomiast południe pod Białymstokiem jest
> > ewentualna wyprawą w nieznane i groźne. ;)

> No cóż, należy tylko współczuć, że mieszkasz w miejscu, którego nie lubisz,
> natomiast druga część zdania jest dla mnie zupełnie niezrozumiała, czym jest
> południe pod Białymstokiem i dlaczego takie groźne?

A masz mapę Polski? :) O ile północ nad Białymstokiem
witam ze spokojem, podobnie jak i resztę Polski, o tyle
to, co poniżej Białegostoku, aż do Lublina -- tchnie :)
w moich oczach grozą. :) I wolę te tereny zwiedzać
z rozwagą. :) BTW -- na południu Białegostoku ponoć
istniała swego czasu granica pomiędzy Koroną i Litwą. :)
(czyli wewnątrz dzisiejszych granic miasta)

> Ale oprócz tego, że mówią błędnie /nie wszyscy i nie większość - przyznasz/,
> przykłady, które podałeś, są wg mnie błędami ogólnopolskimi, to używają też
> pięknych słow, znanych chyba tylko tutaj - szeptucha, hładyszka, apołonik,
> kumy, szelonówka, razora i zwracają się do siebie w trzeciej osobie- gdzie
> był?, co kupił?, no to jak, wypije? - bardzo lubię język białostoczan.

Mnie ta piękna mowa nie ciągnie. :)
I nie jest to temat na ,,publiczne" forum. :)
Chodzi o mentalność tych ludzi, którzy używają tej mowy. :)
Wolę ich omijać. :)

> Natomiast nie zgadzam się na ze stwierdzeniem, że sytuacja materialna
> wpływa na poprawność językową. Znam naprawdę wielu bogatych biznesmenów,

Nie twierdzę, że nadmiar gotówki czyni mądrym czy doskonałym. :)
Może fragment listu, w którym dziś coś tłumaczę:

[..] Gdy przed dwoma laty zobaczyłem aż :) 17 złotych -- pomyślałem,
iż muszę zaczekać, gdyż w tamtym czasie brakowało mi dosłownie na
jedzenie i *każda* złotówka była dla mnie cenna [..]

[..] tak się strasznie złożyło, że poznałem wartość
pojedynczych złotówek i wiem o tym, że nawet 21 złotych
może stanowić poważny problem. :) [..]

Musiałem zrezygnować z całej masy rzeczy, które bym normalnie wykonywał,
gdybym miał pieniądze. Musiałem rezygnować niemal ze wszystkiego. Na oczach
zadowolonych z tego księży, którzy w taki sposób starli się mnie nakłonić
do uległości :) i robienia pieniędzy kosztem najbiedniejszych Polaków
i (oczywiście) przekazywania części tak pozyskanych pieniędzy owym
duchownym, za które to pieniądze oni -- mieliby czynić dobro.

Z innego prywatnego listu:

Powodzenia w życiu osobistym i zawodowym -- to ostatnie czasami ;)
dość wydatnio rzutuje na to pierwsze, :) które oczywiście jest
ważniejsze. :)

A napisałem to pod ,,natchnieniem" tego, co mnie spotkało.

> mówiących okropną polszczyzną i ludzi o średnim statusie materialnym,

Ale ja byłem zdecydowanie poniżej tej średniej.

> w mieszkaniach pełnych książek /i czytających je/.

No tak. :) Książki należy czytać, nie tylko kupować. :)

Niektórzy tylko kupują, ja nauczyłem się czynić odwrotnie,
to znaczy czytałem, ale nie kupowałem. :) Nawet byłem na
tyle bezczelny, że wkładałem zakładkę i, odkładając książkę
na półkę, dawałem do zrozumienia :) zaprzyjaźnionej sprzedawczyni,
iż ten akurat egzemplarz jeszcze nie jest do sprzedania. :)
(lub dawałem jej do zrozumienia, że jest do sprzedania, gdy
już przeczytałem) Tak czyniłem, gdy uczyłem się w ogólniaku
i tak czynię do dnia dzisiejszego, i to nawet z czasopismami. :)
Najtrudniej jest na stacjach benzynowych, gdzie każde poruszenie
się otwiera (reagujące na ruch) drzwi wejściowe i w ciasnych
sklepikach (na przykład w Empiku) bo ciągle się komuś przeszkadza. :)
Najłatwiej natomiast w dużych sklepach typu Auchan. :) (jakiś
czas temu lubiłem tam ,,robić zakupy") ;)

> Pozdrawiam
Ja także. :)

Stefan Sokolowski

unread,
Feb 22, 2005, 1:59:41 PM2/22/05
to
Eneuel Leszek:

> O ile północ nad Białymstokiem witam ze spokojem, podobnie jak i
> resztę Polski, o tyle to, co poniżej Białegostoku, aż do Lublina --
> tchnie :) w moich oczach grozą. :) I wolę te tereny zwiedzać z
> rozwagą. :)

Fakt, tam jest strrrasznie. W zeszłym roku w tamtych stronach pękła
mi szprycha od strony zębatki i zwichrowała mi koło. Widać nie
zachowałem należytej rozwagi. Ale żeby jeszcze dopełnić obraz grozy
-- nie miałem szansy na żaden czynny warsztat rowerowy, bo to się
stało w wigilię Bożego Narodzenia. Kompletny horror. Musiałem z
Białegostoku do Gdańska wieźć rower pociągiem. I to przez Warszawę,
brrr! Okropne województwo...

ruska

unread,
Feb 22, 2005, 3:31:31 PM2/22/05
to

Użytkownik "Stefan Sokolowski"
<S.Soko...@ipipan.DELETE-THIS-ANTISPAM-JUNK.gda.pl> napisał w wiadomości
news:m11xb8t...@topos.ipipan.gda.pl...

> ruska:
> > używają też pięknych słow, znanych chyba tylko tutaj
>
> Błagam o przekład!
>
> szeptucha -- plotka?
> hładyszka -- piękna dziewczyna?
> apołonik -- ?
> kumy -- czy to onacza coś innego niż normalnie?
> szelonówka -- ?
> razora -- żyletka?
>
> - Stefan
>
Jak tak pięknie prosisz...
szeptucha - babka, która odczynia wszystkie choroby, najsławniejsza w naszym
regionie - we wsi Orli - przyjeżdżają do niej ludzie z całej Polski
hładyszka - dzbanek glininy, w którym gospodarze na wsi trzymają mleko /żeby
było zimne/, a damy miejskie wkładają weń gałąź pachnącego bzu / na ten
przykład/
apołonik - jest to chochla, łyżka wazowa, kiedyś drewniany...
kumy - oznacza chyba to samo, ale tylko u nas ludzie zwracają się do siebie
/mówię o wsiach/ per "kumie", "kumo" - nie tylko osoby, które były
rodzicami chrzestnymi w stosunku do siebie, ale także rodzice chrzestni w
stosunku do rodziców dziecka / nie jest to aby zawiłe?/
szelonówka - jest to przepiękna chustka, mająca z reguły czarne albo białe
tło, na nim ogromne kwiaty, zakończona frędzlami, zakładana do cerkwi
przez /teraz/ starsze kobiety, obecna praktycznie w każdym wiejskim domu w
miejscowości, z której pochodzę...
razora - skąd u Ciebie to skojarzenie z żyletką? już szybciej ze słowem
"rozorać", gdyż chodzi o miedzę...
Tyle jest tych słów... - zanikających, zapominanych, prawda, że szkoda...
A odnośnie Twego roweru - no, przykro mi, naprawdę. Następnym razem daj
znać, gdy będziesz jechał, zorganizujemy serwis, bo nie mogę obiecać, że
wyremontujemy drogi, tego nie...
Gala


Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 3:41:59 PM2/22/05
to

"Stefan Sokolowski" m1wtt0s...@topos.ipipan.gda.pl

> > O ile północ nad Białymstokiem witam ze spokojem, podobnie jak i
> > resztę Polski, o tyle to, co poniżej Białegostoku, aż do Lublina --
> > tchnie :) w moich oczach grozą. :) I wolę te tereny zwiedzać z
> > rozwagą. :)

> Fakt, tam jest strrrasznie. W zeszłym roku w tamtych stronach pękła
> mi szprycha od strony zębatki i zwichrowała mi koło. Widać nie
> zachowałem należytej rozwagi. Ale żeby jeszcze dopełnić obraz grozy
> -- nie miałem szansy na żaden czynny warsztat rowerowy, bo to się
> stało w wigilię Bożego Narodzenia. Kompletny horror. Musiałem z
> Białegostoku do Gdańska wieźć rower pociągiem. I to przez Warszawę,
> brrr! Okropne województwo...

Dziwne... Jedna szprycha mniej i taki problem?
Ja kiedyś jechałem dość szybko i wjechałem na
szyny kolejowe, które zobaczyłem dosłownie
w ostatniej chwili, jako iż nie był to typowy
przejazd kolejowy, ale jakiś nieużywany tor
w lesie, na dodatek obrośnięty trawą... :)
No i nie było już szansy ani na ominięcie ;)
ani nawet na przeskoczenie...

Po uderzeniu -- w kilku szprychach, że tak
to określę, nieco zmniejszyło się naprężenie...
I jakoś mi to nie przeszkodziło w jeździe,
a tu takie coś... Jedna szprycha mniej
i koło zwichrzone... ;) Nie -- zwichrowane...

(gorzej było ze mną -- musiałem kilka ;) chwil odczekać) :)

Z Białegostoku czy spod Białegostoku, bo ja
piszę o terenach na południe od Białegostoku :)
do Gdańska zimą... Raczej daleko...

Z Białegostoku czy spod Białegostoku, bo ja
piszę o terenach na południe od tego miasta :)
do Gdańska zimą... Raczej daleko...

Też jeździłem zimą. :) I rowerem, i motocyklem...
Wróżono mi kłopoty z (przemrożonymi) kolanami oraz
powiększenie grona dawców nerek. ;) Ale że wróżbiarstwo
jest grzechem -- kolan nie uszkodziłem, a nerki
(przynajmniej prawa; chyba prawą -- musiałbym
rzucić okiem na kurtkę, na której pozostał ślad)
trochę ucierpiały. :) Później przez jakiś czas ni
stąd, ni zowąd znienacka traciłem umiejętność
vertykalnego ;) pozycjonowania mojego białkowego
opakowania, zwanego niekiedy ciałem... Na szczęście
opanowałem :) umiejętność opierania się o ścianę
(czy raczej odnajdowania sposobu na to, aby nie
oddalać się zbytnio od ścian nawet wówczas, gdyby
tego zażyczył sobie ktoś z mego otoczenia) i po
prostu osuwałem się w razie czego po ścianie,
o którą się opierałem... :) Dokładnie -- to tylko
jeden raz straciłem w taki sposób i z tego powodu
przytomność w ,,obliczu" innych ludzi. :) Reszta
mego kłopotu i cierpienia pozostała moją tajemnicą. :)
Z czasem o wszystkim zapomniałem. :) Nerki, choć
trochę zostały obite -- nie sprawiały kłopotów,
a i badania lekarskie niczego złego w nich nie
wykryły. :) Nie pamiętam, czy zaliczyłem jakieś
badania neurologiczne w związku z tymi kłopotami
z traceniem przytomności. I nawet nie były to
pełne utraty świadomości, bo łapałem jeszcze
wówczas kontakt z resztą świata, :) tyle że
miałem trudności z utrzymaniem się na nogach. :)

Wracając do miejscowości leżących na południe od
Białegostoku -- wolę tam nie jeździć w celach
,,rekreacyjnych". ;) (czyli wówczas, gdy nie muszę)
Ale nikomu tego nie bronię. :) Może jeszcze dodam,
że w ogóle -- bez trudu odnajduję się :) wśród nowych
miejsc i nowych ludzi. :) (w Polsce i nie tylko w Polsce)

Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 3:54:35 PM2/22/05
to

"ruska" cvg53i$92f$1...@news.onet.pl

> szeptucha - babka, która odczynia wszystkie choroby, najsławniejsza w naszym
> regionie - we wsi Orli - przyjeżdżają do niej ludzie z całej Polski

Znam. Odczyniała ;) mi ból głowy, ale nie odczyniła. :)

> kumy - oznacza chyba to samo, ale tylko u nas ludzie zwracają się do siebie
> /mówię o wsiach/ per "kumie", "kumo" - nie tylko osoby, które były
> rodzicami chrzestnymi w stosunku do siebie, ale także rodzice chrzestni w
> stosunku do rodziców dziecka / nie jest to aby zawiłe?/

To jak ze zwrotną ;) relacją brat-brat czy
siostra-siostra lub szwagier-szwagier itd.?

Chyba i oficjalnie znaczy to samo:

kum I m IV, DB. -a, Ms. ~mie; lm M. ci -owie (te -y), DB. -ów

1. ojciec chrzestny w stosunku do matki chrzestnej i do rodziców
dziecka lub ojciec dziecka w stosunku do jego rodziców chrzestnych

Wiedziałem, że to coś ma wspólnego z chrzczeniem, ale nie wiedziałem
dokładnie, o co chodzi. :) I zawsze mi się to myliło ze swatami. ;)

> szelonówka - jest to przepiękna chustka, mająca z reguły czarne albo białe
> tło, na nim ogromne kwiaty, zakończona frędzlami, zakładana do cerkwi

Znam takie chustki, ale chyba one nie są czarne. :)
(to znaczy ja nie znam czarnych, ale jakieś ciemne)

> przez /teraz/ starsze kobiety, obecna praktycznie w każdym wiejskim domu w
> miejscowości, z której pochodzę...

Chyba nie tylko w wiejskich domach.

> Tyle jest tych słów... - zanikających, zapominanych, prawda, że szkoda...

Nieprawda. :) (przepraszam)
Ja w ogóle nie tęsknię do Wschodu. :)
Nawet ten dalszy ;) Wschód jest dla mnie jakiś niemój. :)
(baśnie z Alladynem jeszcze trawię, ale w ogóle -- niekoniecznie)
Co innego z Zachodem, który wydaje mi się być jakby mniej bezduszny) :)

> A odnośnie Twego roweru - no, przykro mi, naprawdę. Następnym razem daj
> znać, gdy będziesz jechał, zorganizujemy serwis, bo nie mogę obiecać, że
> wyremontujemy drogi, tego nie...

A co Ty masz do dróg? Czasami te drogi są lepsze niż w miastach. ;)

darnel

unread,
Feb 22, 2005, 4:16:49 PM2/22/05
to

Chładyszka mógłbym mieć na drugie, czyli gliniany dzbanek. No bo jakby nie
było to wszyscy jesteśmy dzbankami ulepionymi z gliny.


darnel

unread,
Feb 22, 2005, 4:21:49 PM2/22/05
to
> Chładyszka mógłbym mieć na drugie, czyli gliniany dzbanek. No bo jakby nie
> było to wszyscy jeste¶my dzbankami ulepionymi z gliny.
>

Hładyszka znaczy się,:) Ale wstyd chowam się w szpary między deskami w
podłodze...


Stefan Sokolowski

unread,
Feb 22, 2005, 4:28:41 PM2/22/05
to
Ja:
> Błagam o przekład!
[...]
> szeptucha -- plotka?

ruska:


> szeptucha - babka, która odczynia wszystkie choroby, najsławniejsza
> w naszym regionie - we wsi Orli - przyjeżdżają do niej ludzie z
> całej Polski

No tak, z plotką byłoby zbyt proste...

Ja:
> hładyszka -- piękna dziewczyna?
ruska:


> hładyszka - dzbanek glininy, w którym gospodarze na wsi trzymają
> mleko /żeby było zimne/

Myślałem, że lodówki kompletnie zamordowały tą technologię. Nie
miałem szansy zgadnąć, bo wyprowadzałem ,,hładyszkę'' od gładkiego,
powiedzmy, lica. Czy to od gładzenia glinianych dzbanków przed
wypaleniem? Bo one chyba muszą być wypalone, chociaż niepolewane?

ruska:


> apołonik - jest to chochla, łyżka wazowa, kiedyś drewniany...

Dlaczego tak? Od ,,płony''?

ruska:


> kumy - oznacza chyba to samo, ale tylko u nas ludzie zwracają się do
> siebie /mówię o wsiach/ per "kumie", "kumo" - nie tylko osoby, które
> były rodzicami chrzestnymi w stosunku do siebie, ale także rodzice
> chrzestni w stosunku do rodziców dziecka / nie jest to aby zawiłe?/

Nie bardziej zawiłe niż inne określenia pokrewieństw i powinowactw.
Coraz częściej, żeby odróżnić świekrę od teściowej, musimy zajrzeć do
słownika. Bo na codzień to sobie mówimy po imieniu...

ruska:


> szelonówka - jest to przepiękna chustka, mająca z reguły czarne albo
> białe tło, na nim ogromne kwiaty, zakończona frędzlami, zakładana do
> cerkwi przez /teraz/ starsze kobiety, obecna praktycznie w każdym
> wiejskim domu w miejscowości, z której pochodzę...

A czy nazwa pochodzi od materiału, czy czegoś innego?

ruska:


> razora - skąd u Ciebie to skojarzenie z żyletką?

Aż wstydzę się powiedzieć skąd, takie to jest bez sensu... no dobra,
z angielskiego. Napisałem nie myśląc i wysłałem; dopiero potem
zajarzyłem, że gdzie angielski a gdzie wieś białostocka.

ruska:


> A odnośnie Twego roweru - no, przykro mi, naprawdę. Następnym razem
> daj znać, gdy będziesz jechał, zorganizujemy serwis, bo nie mogę
> obiecać, że wyremontujemy drogi

Ani się ważcie!

Trochę naciągnąłem opowieść, ta przygoda miała miejsce na wschód a nie
na południe od Białegostoku -- w Puszczy Knyszyńskiej. Jechałem sobie
na rowerze od Gdańska na wschód a jak mi się Polska skończyła, to
skręciłem na południe. Drogi w puszczach były pokryte ubitym
śniegolodem; trafiały się w nim dziury, w które wpadało się dosyć
twardo. Wcześnie robiło się ciemno, więc tych dziur nie było widać.
A mój ciężar i cały bagaż łącznie z namiotem i jedzeniem na 10 dni
spoczywały na bagażniku na tylnym kole. Więc w którejś dziurze koło
się zbuntowało. Faktycznie, skróciło mi to wyprawę; miałem jeszcze w
planach przejechać przez Puszczę Białowieską a potem odbić na zachód i
poszukać znajomych, u których raz byłem i nie pamiętałem adresu...

Ale nie życzę sobie żadnego remontowania śniegu w Puszczy
Knyszyńskiej. Ma być taki, jak spadł. W końcu jechałem po przygodę a
brak bagażnika na przednie koło jest moim zaniedbaniem a nie ziemi
białostockiej, która bardzo mi się podobała. Chciałem tylko jeszcze
trochę wystraszyć Eneuela Leszka. Po co Wam tam ludzie, których nie
interesuje hładyszka ani apołonik?

Jarosław Sokołowski

unread,
Feb 22, 2005, 5:29:12 PM2/22/05
to
Pan Stefan Sokolowski zapytał:

>> apołonik - jest to chochla, łyżka wazowa, kiedyś drewniany...
>
> Dlaczego tak? Od ,,płony''?

Od [n]apełniania. Znałem w wersji 'apałonok' od zaprzyjaźnionych
Szkoto-Białorusino-Litwino-Polaków.

--
Jarek

ruska

unread,
Feb 22, 2005, 6:00:02 PM2/22/05
to

Użytkownik "Eneuel Leszek" <pro...@czytac.fontem.lucida.console9> napisał w
wiadomości news:cvg6up$lam$1...@korweta.task.gda.pl...

>
> "ruska" cvg53i$92f$1...@news.onet.pl
>
> > szeptucha - babka, która odczynia wszystkie choroby, najsławniejsza w
naszym
> > regionie - we wsi Orli - przyjeżdżają do niej ludzie z całej Polski
>
> Znam. Odczyniała ;) mi ból głowy, ale nie odczyniła.

Może za mało razy u niej byłeś, wg opowieści - jest bardzo skuteczna.
....


> > szelonówka - jest to przepiękna chustka, mająca z reguły czarne albo
białe
> > tło, na nim ogromne kwiaty, zakończona frędzlami, zakładana do cerkwi
>
> Znam takie chustki, ale chyba one nie są czarne. :)
> (to znaczy ja nie znam czarnych, ale jakieś ciemne)

Mają czarne tło /albo białe/ a na nim żywe kolory i kwiaty..

> > przez /teraz/ starsze kobiety, obecna praktycznie w każdym wiejskim domu
w
> > miejscowości, z której pochodzę...
>
> Chyba nie tylko w wiejskich domach.
>
> > Tyle jest tych słów... - zanikających, zapominanych, prawda, że
szkoda...
>
> Nieprawda. :) (przepraszam)
> Ja w ogóle nie tęsknię do Wschodu. :)
> Nawet ten dalszy ;) Wschód jest dla mnie jakiś niemój. :)
> (baśnie z Alladynem jeszcze trawię, ale w ogóle -- niekoniecznie)
> Co innego z Zachodem, który wydaje mi się być jakby mniej bezduszny) :)

No cóż, chciałam to pozostawić bez komentarza, ale mieszkając na Wschodzie i
nie rozumiejąc go i nie lubiąc - a przecież emanuje zewsząd jego
bizantyjskość - i z języka i z obrzędów i z historii i z ludzi i z
religii - chyba czujesz się wyalienowany i przepraszam, może się mylę,
obcy...


> > A odnośnie Twego roweru - no, przykro mi, naprawdę. Następnym razem daj
> > znać, gdy będziesz jechał, zorganizujemy serwis, bo nie mogę obiecać, że
> > wyremontujemy drogi, tego nie...
>
> A co Ty masz do dróg? Czasami te drogi są lepsze niż w miastach. ;)
>

Ja nic do dróg nie mam... Za Kochanowskim "Gościu, siądź pod mym liściem, a
odpocznij sobie... Szkoda, że Stefanowi się nie udało...
> .`'.-. ._. .-.
Pozdrawiam
Gala


Stefan Sokolowski

unread,
Feb 22, 2005, 6:13:21 PM2/22/05
to
Eneuel Leszek:

> Ja w ogóle nie tęsknię do Wschodu. :)
> Nawet ten dalszy ;) Wschód jest dla mnie jakiś niemój. :)
> (baśnie z Alladynem jeszcze trawię, ale w ogóle -- niekoniecznie)
> Co innego z Zachodem, który wydaje mi się być jakby mniej bezduszny) :)

Dalszego wschodu nie znam. Ale ten bliski... Można wiele dobrego
powiedzieć o Zachodzie, ale nie to, żeby jakoby miał duszę. Można
wiele złego powiedzieć o Wschodzie, ale nie to, żeby był bezduszny.

Stefan Sokolowski

unread,
Feb 22, 2005, 6:24:28 PM2/22/05
to
ruska:

> Szkoda, że Stefanowi się nie udało...

Zaraz, co mi się nie udało? Przejechałem mniej, niż bym przejechał
gdyby nie awaria, to fakt. Ale nie miałem żadnego ściśle ustalonego
planu, ile mam zwiedzić. Przez kilka dni udawało mi się wspaniale.
Wróciłem do domu zadowolony (choć ciut przedwcześnie) a zaraz po
Świętach rower został naprawiony bez śladu.

Prawdopodobieństwo, że będę chciał powtórzyć imprezę, jest dosyć
wysokie. Tylko proszę Cię, Galu, nie naprawiajcie dróg na moje
przyjęcie. Dobre drogi ściągają samochody a na co one komu?

Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 9:42:47 PM2/22/05
to

"Stefan Sokolowski" m1650kj...@topos.ipipan.gda.pl

> Dalszego wschodu nie znam. Ale ten bliski... Można wiele dobrego
> powiedzieć o Zachodzie, ale nie to, żeby jakoby miał duszę. Można
> wiele złego powiedzieć o Wschodzie, ale nie to, żeby był bezduszny.

Być może to zależy od definicji duszy. :)

Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 9:41:49 PM2/22/05
to

"Stefan Sokolowski" m11xb8j...@topos.ipipan.gda.pl

> wysokie. Tylko proszę Cię, Galu, nie naprawiajcie dróg na moje
> przyjęcie. Dobre drogi ściągają samochody a na co one komu?

Marudzisz! Niech naprawią drogi i zbudują ścieżki rowerowe!
Jest tylko jeden problem... Panująca bieda? Nie, to nie
ten problem... Jest coś gorszego...

Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 9:39:08 PM2/22/05
to

"ruska" cvgdpp$65e$1...@news.onet.pl

> > > szeptucha - babka, która odczynia wszystkie choroby,
> > > najsławniejsza w naszym regionie - we wsi Orli - przyjeżdżają
> > > do niej ludzie z całej Polski

> > Znam. Odczyniała ;) mi ból głowy, ale nie odczyniła.

> Może za mało razy u niej byłeś, wg opowieści - jest bardzo skuteczna.

Raz. :)

> ....
> > > szelonówka - jest to przepiękna chustka, mająca z reguły czarne
> > > albo białe tło, na nim ogromne kwiaty, zakończona frędzlami,
> > > zakładana do cerkwi

> > Znam takie chustki, ale chyba one nie są czarne. :)
> > (to znaczy ja nie znam czarnych, ale jakieś ciemne)

> Mają czarne tło /albo białe/ a na nim żywe kolory i kwiaty..

Nie będę się spierał. :)

> > > przez /teraz/ starsze kobiety, obecna praktycznie w każdym
> > > wiejskim domu w miejscowości, z której pochodzę...

> > > Tyle jest tych słów... - zanikających, zapominanych,
> > > prawda, że szkoda...

> > Nieprawda. :) (przepraszam)
> > Ja w ogóle nie tęsknię do Wschodu. :)
> > Nawet ten dalszy ;) Wschód jest dla mnie jakiś niemój. :)
> > (baśnie z Alladynem jeszcze trawię, ale w ogóle -- niekoniecznie)
> > Co innego z Zachodem, który wydaje mi się być jakby mniej bezduszny) :)

> No cóż, chciałam to pozostawić bez komentarza, ale mieszkając na Wschodzie
> i nie rozumiejąc go i nie lubiąc - a przecież emanuje zewsząd jego
> bizantyjskość - i z języka i z obrzędów i z historii i z ludzi
> i z religii - chyba czujesz się wyalienowany

Oj tak, ale nie z tego powodu!!!
Alienują ;) mnie duchowni katoliccy, aby jakaś ich :) panna mnie tej
alienacji pozbawiła, przy okazji zagospodarowując bogactwa, jakimi
mnie zapewne Bóg zechce ;) pobłogosławić w zamian za to, co przeżyłem. :)
A przeżyłem dzięki ich głupocie i uporowi właśnie. :)
Jakże inaczej nazwać to, że na spowiedziach (czyli wówczas, gdy mówią
w imieniu Boga, jeśli wierzyć ich własnej nauce) coś mi nakazują uczynić,
po czym czynią wszystko co w ich mocy, abym tego, co mi nakazują uczynić
w czasie, gdy mnie spowiadają -- uczynić nie był w stanie? :)

(daje się zrozumieć?) :)

Problem w tym, że ja jestem zbyt twardy, :) a panny wolę wesołe i tak
zwane proste -- nie z ,,wielkich/wysokich" progów. ;) **Nie twierdzę**,
iż odrzucam panny z miasta :) czy z wielkich rodów, ale że szczerość
i wesołość więcej znaczą niż ewentualne koneksje, zwłaszcza z duchownymi,
którym jakoś nie przeszkadzało, że przymierałem głodem, :) i którym
nadal :) nie przeszkadza to, że nie mam pracy, :) nie mam mebli, nie
jem prawie wcale obiadów od kilku lat, mam (jakby to określić) mało
ubrań itd., i w ogóle nie mam :) dzięki nim przed sobą przyszłości,
gdyż uważali, że zburzą mi życie i wepchną tym sposobem do czegoś,
co ja nazywam ,,rodzinną firmą", aby czerpać z tego (razem ze mną)
nieuczciwie pieniądze. :)

Odpędzili mnie od moich znajomych -- ludzi z najwyższych półek
polskiego i nie tylko polskiego społeczeństwa, aby mnie mieć
dla siebie :) i ewentualnie wepchnąć do rynsztoka. :)

BTW -- wg moich obliczeń to, w co oni wierzyli -- ,,rodzinna
firma" -- już jest zlikwidowane. :) Życie jest brutalne:
Bóg nie wysłuchał kapłanów i wysłuchał mnie, :) choć
jeszcze pół roku temu byli pewni, że mnie zmuszą do
tego, abym ,,robił" pieniądze kosztem podatników
i zasilał tak ,,zarobionymi" pieniędzmi kasę
duchowieństwa...

Właśnie chyba dziś powinienem się upewnić w stosownych
instytucjach, czy likwidacja ,,rodzinnej firmy" przebiega
zgodnie z planami... Tyle tylko, że wkrótce czwarta godzina,
tak więc przed południem raczej z łóżka nie wstanę, aby
swoje odespać. :)

Przed dwoma tygodniami w ciągu zaledwie dwóch godzin
odwiedziłem siedem miejsc bez pośpiechu i wszędzie
załatwiłem wszystko, co zamierzyłem. :) I także
wówczas wstałem w południe. :)

> i przepraszam, może się mylę, obcy...

Obcym się jest względem kogoś lub dla kogoś. :)
I zawsze się jest dla kogoś obcym. Może należy
zapytać, czy dobrze się czuję w Białymstoku. :)

Miałem znajomych, nawet przyjaciół, którzy wystąpili
w mojej obronie, gdy tego potrzebowałem, ale nie dane
mi było z ich pomocy skorzystać. Teraz nie każdy ma
odwagę, aby się przyznać do znajomości ze mną. :)

Jedni się boją księży, inni się boją mojej nędzy materialnej,
a jeszcze inni -- depresji, po której pozostało jedynie
tragiczne wspomnienie. :) (wolę tego wspomnienia nie
rozgrzebywać, bo chyba bym umarł natychmiast z przerażenia,
gdybym sobie uświadomił to, co mnie spotkało przed dwoma laty)

I chyba wszyscy po prostu nie rozumieją, że siedzę
w Białymstoku uwiązany brakiem pieniędzy!

A są i tacy, którzy wola się nie narazić mojemu ex-szefowi,
który nie dotrzymując danego słowa -- skazał mnie na śmierć
głodową, z czego zdawał sobie sprawę. :) Niestety.

BTW -- dziękuję prawosławnym zielarzom za zioła oraz
wszystkim ludziom, którzy modlą się w intencji mojego
zdrowia. :)

To, co uczynili moi znajomi księża ze mną -- jest zbrodnią
w moich oczach. A powód -- pieniądze -- stawia ich w jak
najgorszym świ...

I teraz jak wygląda Twoje pytanie, dotyczące mojej obcości?

Eneuel Leszek

unread,
Feb 22, 2005, 9:44:23 PM2/22/05
to

"darnel" cvg7ih$4ks$1...@atlantis.news.tpi.pl

> No bo jakby nie było to wszyscy jesteśmy dzbankami ulepionymi z gliny.

Nie rozumiem. :) Jak to wszyscy z gliny?

Stefan Sokolowski

unread,
Feb 23, 2005, 1:24:03 AM2/23/05
to
Eneuel Leszek:

> Marudzisz! Niech naprawią drogi i zbudują ścieżki rowerowe!

A przy tych ścieżkach co kilometr niech wybudują karmniki dla
rowerzystów; drzewa w puszczy niech poustawiają równymi rzędami a nie
jedno tak drugie siak; sarnom niech założą minipódniczki a jeleniom
krawaty; i niech zatrudnią Eneuela Leszka na stanowisku dyrektora
GUPCiO czyli Głównego Urzędu Planowania Chmur i Obłoków.

ruska

unread,
Feb 23, 2005, 1:41:11 AM2/23/05
to

Użytkownik "Stefan Sokolowski"
<S.Soko...@ipipan.DELETE-THIS-ANTISPAM-JUNK.gda.pl> napisał w wiadomości
news:m11xb8j...@topos.ipipan.gda.pl...

> Prawdopodobieństwo, że będę chciał powtórzyć imprezę, jest dosyć
> wysokie. Tylko proszę Cię, Galu, nie naprawiajcie dróg na moje
> przyjęcie. Dobre drogi ściągają samochody a na co one komu?
>
> - Stefan
>

Prosił, prosił i uprosił /też białostockie/... Daję Ci harcerskie słowo
honoru, że nie zasypię żadnej dziury w drodze...
Gala


ruska

unread,
Feb 23, 2005, 1:49:36 AM2/23/05
to

Użytkownik "Eneuel Leszek" <pro...@czytac.fontem.lucida.console9> napisał w
wiadomości news:cvgr02$scl$1...@korweta.task.gda.pl...
>
> "ruska" cvgdpp$65e$1...@news.onet.pl

..... i z religii - chyba czujesz się wyalienowany

No cóż, stwierdzeniu o obcości i alienacji nie przeczysz, wyjaśniłeś
tylko, czym są spowodowane.
An nescis, mi fili, longas esse manus?
Pozdrawiam Gala


Rafal Ziobro

unread,
Feb 23, 2005, 3:23:19 AM2/23/05
to
ruska <zo...@bezspamu.pl> wrote:
> kumy - oznacza chyba to samo, ale tylko u nas ludzie zwracają się do siebie
> /mówię o wsiach/ per "kumie", "kumo" - nie tylko osoby, które były
> rodzicami chrzestnymi w stosunku do siebie

Sugerujesz, że one _także_ zwracają się do siebie "kumie"? Dziwne.

> ale także rodzice chrzestni w
> stosunku do rodziców dziecka / nie jest to aby zawiłe?/

A to jest już najzupełniej normalne.

r.

ruska

unread,
Feb 23, 2005, 3:33:28 AM2/23/05
to

Użytkownik "Rafal Ziobro" <rrzi...@kinga.cyf-kr.edu.pl> napisał w
wiadomości news:cvhehn$d3e$1...@localhost.localdomain...

> ruska <zo...@bezspamu.pl> wrote:
> > kumy - oznacza chyba to samo, ale tylko u nas ludzie zwracają się do
siebie
> > /mówię o wsiach/ per "kumie", "kumo" - nie tylko osoby, które były
> > rodzicami chrzestnymi w stosunku do siebie
>
> Sugerujesz, że one _także_ zwracają się do siebie "kumie"? Dziwne.

Tak, rodzice chrzestni są "kumami" i ... dalej to, co powiedziałam powyżej ,
czyli "kumo", "kumie"
Gala


Rafal Ziobro

unread,
Feb 23, 2005, 3:47:08 AM2/23/05
to
ruska <zo...@bezspamu.pl> wrote:

No cóż, co kraj to obyczaj. Związki pomiędzy rodzicami chrzestnymi są
często luźne (bo zwykle jedno ze strony ojca a drugie ze strony matki),
stąd może nie dosłuchałem się takich zwyczajów.

r.

Eneuel Leszek

unread,
Feb 23, 2005, 8:41:51 AM2/23/05
to

"Stefan Sokolowski" m1wtszi...@topos.ipipan.gda.pl

> krawaty; i niech zatrudnią Eneuela Leszka na stanowisku dyrektora
> GUPCiO czyli Głównego Urzędu Planowania Chmur i Obłoków.

No, niestety nie mam wyższego wykształcenia, więc nie mogę być
dyrektorem. GUPCiO. Mogę być natomiast pracownikiem technicznym
na białostockiej uczelni, bo byłem tam takim dziewięć lat. I takim
bym chciał być nadal. (choć nie powinienem wyjaśniać, dlaczego bym
chciał)

Niestety -- nie podoba się to świątobliwym, którym w przeszłości
swej płaciłem pieniądze, a teraz oni chcą (po komunistach) stać
się klasą jedynie słuszną i rządzącą dosłownie wszystkim. :)

Nie podoba się -- gdyż jedyne, czego w życiu potrzebują -- to pieniądze.
Choć trudno w to uwierzyć -- nie rozumieją tego, iż pieniądze same w sobie
wartości nie posiadają. :) Gdybym miał teologiczne studia za sobą -- zapewne
mógłbym być nie tylko dyrektorem GUPCiO (wówczas -- czyli gdybym takie studia
za sobą miał i wyrażał chęć objęcia takowej posady -- na pewno by coś takiego
utworzono specjalnie dla mnie) ale także mógłbym być, kimkolwiek bym zechciał,
o ile inny teolog by nie zechciał ,,przede mną" takiego stanowiska. :)
Oczywiście wówczas można by było stworzyć takie kolejne stanowisko, :)
aby nas ze sobą pogodzić. Co więcej -- mógłbym się ożenić z kimkolwiek
bym zechciał, nie licząc się z jego (czy raczej jej) wolą.


Swego czasu napisałem o pewnej pani teolog, zatrudnionej jako grafik
komputerowy na Akademii Medycznej w Białymstoku, która zwróciła mi
uwagę na złą rozdzielczość przekazanych przeze mnie skanów zdjęć. :)
Zdjęcia były skanowane z rozdzielczością około 2167 dpi, podczas gdy
owa pani zwróciła mi uwagę, iż były skanowane w rozdzielczości 150 dpi,
a powinny były być skanowane w rozdzielczości 300 dpi. :)

Jaka jest różnica pomiędzy 2167 dpi i 150 dpi -- chyba wiadomo:

(2167/150) = 14.4466667, czyli rozmiar takiego skanu
jest ((2167/150)*(2167/150) = 208.706178) razy
większy/mniejszy. :)

To jakby zauważyć:

-- przyjedź do mnie prawdziwym pojazdem
transportowym -- czyli Maluchem 126p,
a nie hulajnogą

w sytuacji, gdy się przyjechało ciągnikiem
siodłowym z naczepą -- czyli tak zwanym TIRem. :)

Pani ta siedzi obok mnie na zdjęciu zamieszczonym w ,,internecie",
nazywa się Łucja Stalenczyk (mam nadzieję, że nie mylę nazwiska,
sprawdzać mi się nie chce, bo trochę mi się śpieszy) a korespondencja
z nią, w której domaga się ,,wyższej" rozdzielczości znajdują się
w DeBeiXie, którego adres także podałem do publicznej wiadomości,
wychodząc naprzeciw ,,apelowi" biskupa Pieronka, który publicznie
zachęcał do piętnowania głupoty. :) (ciekawe, czy wówczas zdawał
sobie sprawę, że duchowni są najgłupszą znaną mi klasa w Polsce;
raczej nie, i nie tylko o to mi chodzi, czy zdawał sobie sprawę
z mego istnienia, ale o to, czy zdawał sobie sprawę z tego, że
znajdzie się ktoś, dla kogo duchowni katoliccy stanowią najgłupszą,
znana mu klasę społeczeństwa polskiego) Aby było jasne -- nie kryję
się za parawanem ,,drutów" i mogę bronić swych słów także bez
pośrednictwem ,,internetu", o ile będzie to obrona prowadzona
jedynie za pomocą słów czy gestów, a nie na przykład przy
pomocy pałek, kijów itp. przedmiotów, w posługiwaniu którymi
nie jestem dostatecznie mocny. :)

A wszystko to piszę właściwie nie dla Was, :) ale z myślą
o potomnych, aby mogli poczytać za ileśtam lat, jak żyli
ci, którzy zasilali duchownych Kościoła katolickiego
i jak żyli duchowni oraz osoby z nimi związane.

Niestety nie mam teraz czasu na zamieszczenie linków,
ponieważ nieco się zasiedziałem ,,wczoraj", mam zwyczaj
spania ośmiu godzin dziennie bez względu na to, o której
się kładę spać, a o 15:30 mam tak zwaną laseroterapię. :)

BTW -- gdyby ktoś z Was złamał jakąś kość, która nie zechcę się
zrastać -- proponuję upomnienie się u lekarza o zabiegi rehabilitacyjne,
które są bardzo skuteczne. To znaczy w moim przypadku dały wiele dobrego. :)
(magnetoterapia, laseroterapia i jontoforeza)

Co do tych puszcz -- ładniejsze ,,puszcze" są właśnie niedaleko Trójmiasta :)
niż na południe od Białegostoku. :)

--
.`'.-. ._. .-.
.'O`-' ., ; o.' eneuel@@ascii.art.pl '.O_'
`-:`-'.'. '`\.'`.' ~'~'~'~'~'~'~'~'~'~' o.`.,
o'\:/.d`|'.;. p \ ;'. . ;,,. ; . ,.. ; ;, .;. . .;\|/....

Postscriptum: Wprawdzie na ww. uczelni utworzono specjalnie dla mnie
etat przed iluśtam laty, abym mógł spokojnie przenieść
się z Fizyki na Wydział Humanistyczny bez zabierania razem ze sobą
etatu, ale ja nie miałem żadnego za sobą poparcia, poza swoją pracą.

Eneuel Leszek

unread,
Feb 23, 2005, 8:50:54 AM2/23/05
to

"ruska" cvh9a7$qm7$1...@news.onet.pl

> No cóż, stwierdzeniu o obcości i alienacji nie przeczysz, wyjaśniłeś
> tylko, czym są spowodowane.

Brakiem pracy i brakiem pieniędzy.
W 2000 roku wydawałem dziennie 1000 złotych
(jak policzyłem wczoraj -- 21 złotych w ciągu pół godziny)
i nie czułem się wyalienowany, choć żyłem w tym samym mieście. :)
Nawet mieszkałem niemal w tym samym miejscu co teraz. :)
Jedyne, co uległo zmianie -- jestem biedniejszy. :)

Gdybym był bogatszy -- zapewniam Cię, że byłbym niewyalienowany. ;)
I akurat wolę tych ludzi, którzy mi chcieli pomóc, gdy mi brakowało
na chleb, niż tych, którzy cierpliwie czekają na chwilę, aż będę
znowu bogaty, aby mnie -- w miłosierdzi swoim -- przygarnąć. :)
(czyli duchownych katolickich)

(;

Swoją drogą -- zmowa jakaś czy co? I Ty, i Stefan z tym
GUPCiO (piszę ten skrót z pamięci, jakbym się więc
pomyli -- proszę o wyrozumiałość) dajecie mi szansę
napisać dokładnie to, co chcę napisać. :)

Moim zdaniem -- to zmowa!

;)

Eneuel Leszek

unread,
Feb 23, 2005, 1:14:52 PM2/23/05
to

"Stefan Sokolowski" m1acpwj...@topos.ipipan.gda.pl

> > hładyszka - dzbanek glininy, w którym gospodarze na wsi trzymają
> > mleko /żeby było zimne/

> Myślałem, że lodówki kompletnie zamordowały tą technologię. Nie
> miałem szansy zgadnąć, bo wyprowadzałem ,,hładyszkę'' od gładkiego,
> powiedzmy, lica. Czy to od gładzenia glinianych dzbanków przed
> wypaleniem? Bo one chyba muszą być wypalone, chociaż niepolewane?

Wiesz, jak działa ;) taka chłodziarka? :)
Naczynie nasiąka wodą, która parując -- pochłania
ciepło z otoczenia, czyli głównie z siebie, które
to otoczenie chłodzi. :)

Czy tak samo jest w przypadku mleka? Chyba nie. :)
Czy takie garnki na mleko też mają gąbczaste ścianki?
Chyba trudno by było wówczas o zachowanie tam czystości. :)

> Trochę naciągnąłem opowieść, ta przygoda miała miejsce na wschód a nie
> na południe od Białegostoku -- w Puszczy Knyszyńskiej. Jechałem sobie

Supraśl i Królowy Most? To zupełnie inne miejsca/strony. :)
Bardzo ładne. :) Tam z wielką ochotą jeździłem w celach rekreacyjnych. :)
Miejsce przypomina mi trochę Azalandię (czyli Zatokę Pucką) w rejonie Rewy. :)

I drogi są tam raczej utrzymane w bardzo dobrym stanie. :)
Nawet te nieistotne bywają utrzymane w doskonałym stanie. :)

> Ale nie życzę sobie żadnego remontowania śniegu w Puszczy
> Knyszyńskiej. Ma być taki, jak spadł. W końcu jechałem po przygodę a
> brak bagażnika na przednie koło jest moim zaniedbaniem a nie ziemi
> białostockiej, która bardzo mi się podobała. Chciałem tylko jeszcze
> trochę wystraszyć Eneuela Leszka. Po co Wam tam ludzie, których nie
> interesuje hładyszka ani apołonik?

Przecież to zupełnie inne tereny. :)

Wschód i północ licząc od Białegostoku, znam niemal na pamięć. :)
Niby południe i zachód też, ale nie lubię tego południa. :)

Wiktor S.

unread,
Feb 23, 2005, 5:54:34 PM2/23/05
to
> Mogę być natomiast pracownikiem technicznym
> na białostockiej uczelni, bo byłem tam takim dziewięć lat.
> I takim bym chciał być nadal. (choć nie powinienem wyjaśniać,
> dlaczego bym chciał)

> Niestety -- nie podoba się to świątobliwym

Jak rozumiem, świątobliwym nie podoba się twoje chcenie bycia pracownikiem
uczelni.

W takim świetle nie musisz wyjaśniać dlaczego byś chciał...

--
Azarien

wswiktor&poczta,fm

Eneuel Leszek

unread,
Feb 23, 2005, 9:53:54 PM2/23/05
to

"Wiktor S." cvj1j1$pik$1...@news.onet.pl

Wyjaśnię w świetle żarowym i świetle luminoforu monitora:

-- Praca na uczelni pozwala kontaktować się
na co dzień z ludźmi ,,nieco" mądrzejszymi
od reszty społeczeństwa.
-- Praca w ogóle -- daje i satysfakcję,
i pieniądze konieczne do życia, i rozwój
potrzebny do zbawienia duszy. :)
(chyba jakoś tak to ujął Norwid)
-- Azalandzka Królewna ma na imię Marta,
natomiast imię Alicja nadałem jej
z powodu Alicji, która będąc
pracowniczką uczelni, uznała, że
mam prawo do życia w sytuacji, gdy
inni mi tego prawa odmówili.
Co więcej: Azalandzka Królewna
otrzymała niektóre cechy owej Alicji
z uczelni. :) Dokładnie, to właśnie
tę uczelniana Alicję miałem na myśli,
gdy pisałem o pertraktowaniu dziewczynki
ze strażnikiem:

b50b0b$9e6$1...@flis.man.torun.pl
http://www.google.pl/groups?as_umsgid=b50b0b%249e6%2...@flis.man.torun.pl&lr=&hl=pl

Nie martw się. :)
Nadal czeka moja signaturka. :)
Bug nakazał, abym uwolnił elty/Elty -- więc uwolniłem
i nie ma kto pisać, ale przeca pozostał Owidiusz,
któremu wprawdzie same amory w głowie, ale który
też jest Narratorem, choć nie jest Eltem/eltem,
a Elfem. :)

Podczytałem kawałek...
Azalandzka Królewna ,,wymienia
poglądy" ;) z Pueruańskim Strażnikiem,
któren trzyna w łapskach Królewski Dekret,
sygnowany pieczęcią Namiestnika Króla...

[..]


-- Jestem Alicja -- Azalandzka Królewna!
Zejdź mi z drogi raróżku, nim pozostawię
po Tobie mgliste wspomnienie!

-=-

Inną postacią, którą podkładam pod Azalandzką Królewnę,
jestem ja sam z kwietnia 1992, gdy rozmawiam z Iszkowaskim:

Message-ID: <crnhdv$kk7$1...@korweta.task.gda.pl>
http://www.google.pl/groups?as_umsgid=crnhdv%24kk7%2...@korweta.task.gda.pl&lr=&hl=pl

-- Znam Ciebie. Pracowałeś na politechnice. :)

Message-ID: <c54grd$rvk$1...@flis.man.torun.pl>
http://www.google.pl/groups?as_umsgid=c54grd%24rvk%2...@flis.man.torun.pl&lr=&hl=pl

-- Znam Ciebie. :)
-- Tak?
-- Ty jesteś Eneuel -- Królewski Elf,


Od tego się wszystko zaczyna. Dziewczynka ta dała mi po prostu nadzieję :)
i sprawiła, że odzyskałem wiarę w to, iż powrócę do swego świata. :)
A jak odzyskałem tę wiarę? ***Zrozumiała, co do niej mówiłem*** i przypomniała
mi tym sposobem ludzi, z którymi kiedyś żyłem oraz świat, który dla mnie dużo
znaczył. :) Świat Rozumu i Miłości -- w wielkim skrócie. :)

I jeszcze coś jej zawdzięczam: :)
Nauczyła mnie modlić się. :)
I tu jest pewna tajemnica, której nie ujawnię. :)
Przynajmniej tak długo, jak długo ta Królewna mi
na to nie pozwoli. :) Coś, co rozegrało się na
oczach wielu osób. :) Coś, o czym wiedzą i apologeci
z którymi wówczas tam byłem, i Świetlicki, i cała
masa innych ludzi, a jednak coś, co pozostanie
tajemnicą i nie zostanie ujawnione, :) póki nie
zechcę, a nie zechcę, ponieważ wiem, że ta
dziewczynka woli, aby to pozostało tajemnicą. :)

A dla mnie -- jej wola jest święta niczym wola samego Boga. :)

A co nie ,,natchnęło", aby o niej pisać? :)
Film, w którym dziewczyna odzyskuje wolność
ciała i ducha dzięki malowaniu. :)

Można więc powiedzieć -- że ukradłem pomysł. ;)

-=-

Pod osobę owej Królewny podkładam zachowania innych ludzi,
stąd nie zawsze moje opowiadania o niej są spójne. :) Zawsze
jednak bazują na czymś, co zaistniało w rzeczywistości. Zdawałem
sobie sprawę z tego, że potrafię wciągać ludzi w czytanie tego, co
piszę (zdawałem sobie z tego sprawę od dawna) dlatego postanowiłem
pisać i wciągać ludzi w czytanie, aby:

-- pokazać po latach (a więc dzisiaj) że nie byłem ani
głuchy, ani nieświadomy tego, co dookoła mnie się
działo, a jednocześnie pokazać to dopiero teraz
właśnie, gdy mam na to ochotę
-- obudzić w ludziach, którzy mnie znali, pamięć
-- wciągnąć w zasadzkę duchownych, którzy chętnie
czytali, nie rozumiejąc, że jest to jakby
narkotyk ściągający na nich wyrok; :)
to oni właśnie dopominali :) mocno, abym
kontynuował te opowiadania, gdy zaprzestałem
pisać o Królewnie
-- powiedzieć i tej dziewczynce, i całemu światu,
jak wiele jej zawdzięczam, jak wiele dla mnie
znaczy, i jak wiele (w związku z tym) gotowy
jestem uczynić w razie potrzeby dla niej :)
(że tak to w skrócie nazwę)

-=-

Są i inne powody, dla których chcę wrócić do pracy. :)
Te, o których pisać chcę i te, o których pisać nie chcę. )

-- Mam prezent, z którego chcę skorzystać, ale aby
skorzystać, ,,muszę" pracować na uczelni. :)
-- Chcę budować własne sieci komputerowe -- czyli
zrealizować to, co zrealizować miałem i ziścić
pragnienia niektórych osób i nadzieje we mnie
pokładane przed laty. :) Stracony czas -- wykorzystałem, :)
jak potrafiłem: :) W razie powodzenia -- nie odstąpię ani
routera ;) duchownym katolickim. :) Ani węzełka, ani
supełka, ani nitki, ani wtyczki. :)

-=-

Czy to światło, jakim się posłużyłem -- odpowiada Ci? :)
Może poświecić innym? Dziennym? Może lamp wyładowczych?
Może diodami świecącymi? (elektroluminescencyjnymi?)
A może poświecić przykładem? :) Może światło Ducha
Świętego by się przydało? :) Może inna światłość?

Eneuel Leszek

unread,
Feb 23, 2005, 10:03:28 PM2/23/05
to

"Eneuel Leszek" cvjfu7$cl2$1...@korweta.task.gda.pl

> A co nie ,,natchnęło", aby o niej pisać? :)

+ A co mnie ,,natchnęło", aby o niej pisać? :)

Głupi błąd. Niby oczywiste, że 'mnie', ale...

Wiktor S.

unread,
Feb 24, 2005, 12:29:41 PM2/24/05
to
> Czy to światło, jakim się posłużyłem -- odpowiada Ci? :)

Niech świeci jak najdłużej, Eneuelu.


--
Azarien

wswiktor&poczta,fm

Eneuel Leszek

unread,
Feb 24, 2005, 2:44:27 PM2/24/05
to

"Wiktor S." cvl2tq$hgg$1...@news.onet.pl

> > Czy to światło, jakim się posłużyłem -- odpowiada Ci? :)

> Niech świeci jak najdłużej, Eneuelu.

Są naiwni, którym się wydaje, że za jakiś czas zgaśnie,
bo jak długo można archiwizować grupy dyskusyjne? Ale
rozum podpowiada, że nie zanosi się na to zgaszenie. :)

-=-

Może jeszcze dodam, że praca jest mi potrzebna do tego, aby ożenić się. :)
Niby to proste, że praca jest potrzebna do życia, ale najwyraźniej zbyt
trudne, aby zrozumieli ;) to ludzie pokroju Świetlickiego, którym się
wydaje, że najpierw ślub, później żebranie na ulicy i pod kościołem
tak zwane, a w międzyczasie -- dzieci... Poniekąd w rozmowie ze mną
wyznał, iż preferuje moja drogę (czyli najpierw praca) ale i cóż z tego? :)

Komuniści też wydawali gazetę 'Prawdę'. :)

Ja -- mam na celowniku :) swoje życie, Świetlicki -- pieniądze. :)
Pieniądze, jakie miałaby przynieść moja ,,rodzinna firma", która
nie jest moją i pieniądze jakie przynosić może zaprzyjaźniona ze
Świetlickim firma Komserwis, :) której bym przeszkadzał, gdybym
wrócił do pracy na uczelni. :)

I aby było jasne -- nie będę nigdy mógł przejąć owej ,,rodzinnej firmy",
ponieważ brak mi stosownego wykształcenia. :) Mogę być bez wykształcenia
pracownikiem technicznym uczelni, a nawet byłem przez kilka lat i ,,problem"
niedokończonych studiów nie był problemem, ale nie mogę być elektrykiem
bez stosownego wykształcenia, nawet wówczas, jeśli mój ojciec rodzony
jest elektrykiem i ojciec chrzestny za swego życia także był elektrykiem. :)

Gdy pracowałem na uczelni -- ,,problem" niedokończonych
studiów poruszony został tylko raz, na samym początku.
W ten sposób prof. Dobrzyński nawiązał do wcześniejszych
moich próśb zatrudnienia mnie w czasie, gdy byłem jeszcze
studentem, które to prośby odrzucano. Nigdy później nikt
oficjalnie nie pytał mnie o to, czy zamierzam studia kończyć,
ani wówczas, gdy zaocznie ustanowiono mnie doradcą ds.
komputeryzacji uczelni (której to posady nie przyjąłem)
ani wówczas, gdy przeniosłem się na Wydział Humanistyczny,
ani tym bardziej później -- trudno przecież wymagać, aby
niedoszły Fizyk studiował cos z humanistycznych przedmiotów. :)

I gdy zwalniałem się tymczasowo -- problem ten nie był poruszany.
Wręcz przeciwnie -- miałem zająć się budową kolejnego ośrodka
studenckiego -- na Socjologii. Ponieważ mój ex-przełożony
obiecał mi ponowne przyjęcie d o pracy po rektorskich
wyborach bez względu na ich przebiega, na cały ośrodek
przeznaczono zaledwie 10 tysięcy złotych, a ja byłem
po prostu wykończony nerwowo i fizycznie -- zwolniłem
się, aby powrócić po jakimś czasie. Była jesień 1998
roku.

Do wiosny 2001 roku utrzymywałem kontakty z moim ex-przełożonym,
którym był prof. Jerzy Kopania i nic nie zapowiadało odmówienia mi
przyjęcia ponownego do pracy; wręcz przeciwnie: W powietrzu wisiało
pytanie dotyczące tego, kiedy zamierzam powrócić.

Jesienią 2001 roku wpadłem z nieznanego mi powodu w stan, który
nazywam depresją, z którego wyleczyłem się ziołami przepisanymi
mi przez prawosławnych zielarzy w roku :) 1999, :) kiedy to
zapewniono mnie o tym, iż ziołami można uleczyć nawet tak
ciężki przypadek osłabienia czy uszkodzenia wegetatywnego
układu nerwowego, że chory nie ma sił praktycznie na nic,
poza leżeniem. :) Tak więc dokonałem leczniczej samowoli,
gdy sięgnąłem po zioła dwa lata po badaniu i kiedy sam
orzekłem, że dotknęła mnie choroba, o której opowiadano
mi wcześniej, i o której dużo czytałem przed kilkunastu
laty. :)

W ostatnim dniu sierpnia 2002 roku pojechałem do opisywanej
przeze mnie Azalandii, gdzie spotkałem między innymi dziewczynkę,
której mądrość przewyższała znacznie wiek biologiczny, że tak to
ujmę w słowa. I właśnie ta dziewczynka obudziła moją pamięć,
dała nadzieję i sprawiła, że zatęskniłem do świata, który
stawał się dla mnie nierealnym...

Tymczasem duchowni snuli już plany ożenienia mnie ze swoją
wybranka, uczynienia mnie w opinii ludzkiej nieuleczalnie
chorym, zdolnym jedynie do przekazywania im części pieniędzy
,,zarobionych" na pracach zlecanych przez Urząd Miejski
,,rodzinnej firmie"...

Jednocześnie, w kilka dni po przyjeździe, zabroniono mi na spowiedzi
kontaktowania się z moim ojcem rodzonym i pobierania pieniędzy ponad
ustalony swego czasu tysiąc złotych miesięcznie.

Gdy do owych ustaleń dochodziło -- prawie nie żyłem i wolałem,
aby mój stan pozostał moją tajemnica do czasu,aż umrę lub powrócę
do życia, dlatego tak tanio sprzedałem swój podpis, choć zapewne
mogłem wytargować zdecydowanie więcej. :) Na pewno nie mniej niż
cztery i nie więcej niż sześć tysięcy złotych miesięcznie. :)

To, co mówi spowiednik, wg wiary katolickiej -- to Słowo wypowiedziane
pod natchnieniem ducha Świętego. Pozwolono mi dorobić, ale nie pozwolono
na to, abym od ojca brał więcej niż ów tysiąc złotych miesięcznie. :)
Oczywiście na spowiedzi nie opowiadałem jak do owego tysiąca doszło.

Poza tą spowiedzią były i inne, na których wprost kazano mi rozstać
się z rodzicami. :) Ponadto i ,,życie" potwierdza słuszność takowej
decyzji. :)


*****************************************************************
* *
* Wbrew pozorom -- to nie ja wydaję złe świadectwo Kościołowi *
* katolickiemu, :) ale księżą katoliccy, zakonnice katolickie *
* oraz wszelakiej maści apologeci katoliccy (w tym i spotkani *
* w Osłoninie w sierpniu 2002 roku) a także inni teolodzy czy *
* w ogóle osoby związane z duchowieństwem katolickim -- które *
* znając moja sytuację, starały się mnie uczynić elektrykiem, *
* zamiast pozwolić mi na powrót do pracy na uczelni. Płacę za *
* ich głupotę cenę bardzo wysoką i zapewniam, że nie istnieje *
* żadne dobro, które mogłoby mnie z tymi ludźmi pogodzić. Nie *
* interesuje mnie ich stanowisko -- ponieważ ich własna nauka *
* mówi, iż nie mają racji. I ja tej ich nauce wierzę, nie im. *
* *
*****************************************************************

Ciężko mi o tym pisać, bo piszę o rzeczywistości, wiedząc
o tym, iż ,,obrońcy życia" drwią z Boga i z ludzkiego życia.

Prezentując siebie, piszę:

Message-ID: <c54grd$rvk$1...@flis.man.torun.pl>
http://www.google.pl/groups?as_umsgid=c54grd%24rvk%2...@flis.man.torun.pl&lr=&hl=pl

-- Ty jesteś Eneuel -- Królewski Elf,
zrodzony jako niewolnik, w Kapodocji
granicach; należysz prawnie do Arkedocji,
lecz Korteriusze (z powodu Twego chamskiego brak dyplomu
urodzenia oraz z powodu pieniędzy) starają chęć wejścia w kooperację
się Ciebie uczynić parobkiem, lekceważąc nie znam się na elektryczności,
więc musiałbym w takiej
firmie być nikim


to, co mówią do mnie w czasie
spowiedzi, czyli nakaz rozstania
tym samym postanowienie Króla. :) się z rodzicami, a tym samym
i ,,rodzinną firmą", której już
formalnie od kilku dni nie ma.

-=-

Wyobraź sobie wpływowego lekarza, który bada mnie mnie i orzeka,
iż powinienem cos uczynić, po czym używa wszelakich metod, aby
mi to coś udaremnić, jednocześnie powołując się na nieprawdę
lub ukazując takie części prawdy, aby wprowadzać w błąd:

-- Przecież właśnie brak wykształcenia uniemożliwia mi
pracę elektryka i nie uniemożliwia mi pracy informatyka,
a nie na odwrót. :)
-- Właśnie dlatego, aby prawidłowo ożywiać, powinienem
pracować, gdyż w przeciwnym przypadku nie będę miał
pieniędzy na życie.

Początkowo 200 złotych przekazywałem duchownym, aby nawet
w najsmutniejszym dla mnie czasie -- dzielić się z nimi,
ale w zamian otrzymywałem przekleństwa, wiec pewnego dnia
zaprzestałem sponsorowania tych, którym zawdzięczałem zło.

Około 400 złotych pochłaniały opłaty związane z mieszkaniem,
tak więc na cała resztę (w tym i na jedzenie) miałem zaledwie
400 złotych miesięcznie. Trochę jakby mało. W tym samym czasie
na uczelni brakowało pracownika, który by wykonywał ,,moją" pracę.

Wnioski -- pozostawiam czytelnikom.

Aby było jasne: Nauka katolicka głosi, że pozbawianie człowieka środków
do życia -- jest łamaniem piątego przykazania Boskiego,
czyli jest zabijaniem tego człowieka.

O ,,rodzinnej firmie" krążą plotki, ale prawdę łatwo poznać:

Ojciec ma prawie 70 lat i jest chory na raka prostaty oraz
na cukrzycę ,,tabletkową", a firma nie posiada ani sprzętu
(a tego rodzaju elektryczna firma musi dysponować sprzętem
bardzo :) drogim), ani nieruchomości, ani księgowości, ani
jakiejkolwiek struktury czy organizacji.


Ja pracowałem na uczelni przez dziewięć lat. Przez kilka
lat pracowałem tam jednocześnie i na etacie, i poza etatem.
Ponadto miałem (i mam) swoją firmę komputerową. W roku 2003
brakowało mi nawet pieniędzy na uporządkowanie ,,papierków"
tej firmy. :)

Nauczyłem się pracy samodzielnej, aby nie napisać samotnej. :)
Nie dam rady ani pracować z podwładnymi, ani z ,,nadwładnymi". :)
I znam tylko jedno miejsce pracy, gdzie mogłem robić praktycznie
to, co uznałem za stosowne, :) choć formalnie miałem przełożonych,
gdyż każdy człowiek musi takowych nad sobą mieć. :) (papież też,
i uzurpujący sobie władzę -- także) :)

Aby było jasne: Nie mam i nie miałem kłopotów z nawiązywaniem znajomości,
czy podporządkowywaniu się przełożonym, nie martwią mnie
,,złe przepisy" czy ,,źli przełożeni". :) I zawsze znajduję
potrzebną mi pomoc -- zazwyczaj bez trudu. :)

-=-

Czy już wiadomo, dlaczego tak mi tęskno na tę uczelnię? :)

darnel

unread,
Feb 25, 2005, 5:35:36 AM2/25/05
to
> W ostatnim dniu sierpnia 2002 roku pojechałem do opisywanej
> przeze mnie Azalandii, gdzie spotkałem między innymi dziewczynkę,
> której mądrość przewyższała znacznie wiek biologiczny, że tak to
> ujmę w słowa. I właśnie ta dziewczynka obudziła moją pamięć,
> dała nadzieję i sprawiła, że zatęskniłem do świata, który
> stawał się dla mnie nierealnym...
>
>
Ej opowiedz bliżej jak możesz historię z dziewczyneczką.


Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 25, 2005, 8:10:22 AM2/25/05
to

"darnel" <dar...@o2.pl> cvmv9v$eki$1...@nemesis.news.tpi.pl

Dziewczyneczka jest opisana na pra-a, natomiast napiszę,
że 400 złotych miesięcznie miało mi wystarczyć na:

-- opłatę ,,internetu" -- który stanowił dla mnie
jedyne miejsce do kontaktu z innymi ludźmi, gdyż
nie miałem sił praktycznie na nic, poza leżeniem
i siedzeniem przed komputerem oraz stukanie
w klawisze, które to stukanie nie męczyło
zbyt wiele, a nie mózg miałem uszkodzony,
ale wegetatywny układ nerwowy

-- opłaty związane z samochodem (akurat średnia
z miesiąca wyniosła wówczas 35 złotych, więc
niewiarygodnie niewiele

-- środki piorące -- głównie proszki do prania
(używam Jelpa/u -- wbrew pozorom to tani proszek)

-- środki ;) myjące typu pasta do zębów, szczoteczki
do zębów, mydła itd., przy czym mam od urodzenia
problemy ze skórą i ,,zwykłe" mydło mi nie służy do
tego stopnia, że chyba musiałbym wówczas dopłacić
nieco do leczenia tej skóry, gdybym tego ,,zwykłego"
mydła używał

-- środki ;) myjące do naczyń (Ludwik i E)

-- uzupełnianie bielizny (słabo uzupełniałem
i doczekałem się na przykład majtek z dziurami
przetartymi na wylot; :) o uzupełnianiu ubrań
wierzchnich tak zwanych -- nie było oczywiście
mowy; musiało starczyć to, co kupiłem wcześniej,
a wiele tego nie miałem (właśnie teraz mam kłopoty
związane z brakiem koszul, które to koszule trudno
kupić niestety)

-- na jedzenie

I to wszystko w zestawieniu z rokiem 2000, kiedy to
wydawałem dziennie w czasie wakacji 1000 złotych. :)
Dokładniej -- policzyłem, iż sześć tygodni (42 dni)
pochłonęło 40 tysięcy złotych. Aby było jasne -- nie
,,inwestowałem" tego, ale wydawałem. Po czymś takim
musiałem zadowolić się jakby nieco mniejszymi pieniędzmi.
A niestety (jak dureń) wydawałem głównie na innych,
którzy moim zdaniem byli ode mnie biedniejsi, :)
i którzy nie zechcieli mi nawet SMSa wysłać po tym,
jak nieco zbiedniałem. :)

Co więcej: Nie zawsze ustalony comiesięczny tysiąc złotych
otrzymywałem (nie mówiąc już o tym, że jeśli otrzymywałem,
to na raty, nierzadko bardzo drobne, częste raty) tak więc
jakoś doszło do tego, iż musiałem zmienić dietę :) z soków
czy mleka, owoców i w ogóle normalnego jedzenia na jedzeni
wysokokalorycznych i stosunkowo tanich, lecz niekoniecznie
pełnowartościowych produktów typu salami na przykład... :)

Całe moje życie poczęło ,,kręcić się" wokoło jedzenia
i pieniędzy -- musiałem zrezygnować niemal ze wszystkiego,
poza jedzeniem i tym, co konieczne do życia biologicznego.
Zwierzęta żyją trochę podobnie. :)

W tym wszystkim nie odczuwałem nic nadzwyczajnego, tak samo
jak nic nie odczuwa człowiek, któremu brakuje w zbiorniku
samochodu paliwa, poza tym iż zdaje sobie sprawę z tego,
że bez paliwa -- jechać zbyt daleko nie można. :)

Ale kiedy szok minął -- spokojnie przyjrzałem się postawie
Świetlickiego, który miał świadomość tego, iż mówię prawdę
o tym, że średnio starcza mi na jedzenie w co drugi dzień,
i który odparł na to z mądrością ,,godną" kapłana Miłości:
-- 'Przyjacielu -- z pustym żołądkiem to ty nawet Zdrowaś
Maryjo nie odmówisz'. Gdyby to jeszcze powiedział tego
dnia, gdy mnie poczęstował kanapkami -- może by wyglądało
to inaczej, ale wypowiadając te słowa -- nie po częstował
mnie niczym, poza herbatą. :)
Poza tym -- nadal nie stać mnie na meble. Owszem na jakieś
byle jakie -- tak, ale wiem z doświadczenia, :) że jest to
marnowanie pieniędzy, gdyż takie meble nie posłużą mi zbyt
długo i ,,za chwilę" problem się powtórzy.

-=-

Zwracając się do innych kapłanów katolickich:

-- Nie oczekuję od was wsparcia finansowego,
bo nie takie jest mi potrzebne, ale jeśli
nie zabierzecie się bezzwłocznie do modlitwy
w sprawie mojego powrotu do pracy tam, gdzie
pracowałem, czyli na uczelni -- przejdziecie
do wieczności jako moi dłużnicy, jako że wam
płaciłem dosyć hojnie, a w zamian otrzymałem
nie błogosławieństwa, ale przekleństwa, gdyż
,,rodzinna firma" prowadzi mnie nie do Boga,
czy życia w ogóle, lecz do nikąd. O ile taki
Świetlicki wybrał dobijanie :) mnie z powodu
konieczności ochrony firmy Komserwis, o tyle
was -- nawet taki konieczność dotyczy. Ażeby
było jasne -- w Polsce, aby być elektrykiem,
trzeba :) mieć wykształcenie elektryczne, :)
nie musi :) to być wykształcenie wyższe, ale
ja -- nie posiadam **żadnego** elektrycznego
wykształcenia, także technicznego itp. I aby
być pracownikiem *technicznym* uczelni, więc
tym, kim bym na uczelni chciał być -- dyplom
wyższej uczelni potrzebny nie :) jest i jest
to faktem, gdyż pracowałem :) na uczelni bez
tego dyplomu przez nieco ponad dziewięć lat.

I aby było jasne -- chcę tam wrócić. :) Chcę
tam wrócić i tam pracować. I firma Komserwis
oraz jej duchowy opiekun, czyli ksiądz Józef
Świetlicki, muszą się z tym smutnym dla nich
faktem pogodzić. :)

Ponadto praca -- daje nie tylko pieniądze. :)

A teraz znikam, aby dać się ostrzelać z laserowej broni,
czyli zrehabilitować laseroterapią. :) BTW -- jeśli się
komuś coś (jakaś kość) połamie i nie zechce się zrastać
-- poproście lekarzy o zabiegi rehabilitacyjne. :)

-=-

Wracając do dziewczyneczki -- sporo o niej napisałem na pra-a. :)
Google lub serwer archiwalny, którego adres jest w sigu, po prawej
stronie, na samym dole:

--spacja
_______ ____________________ _
( ______) eneuel@@ascii.art.pl | |
| |___ ____ _____ _ _ _____ | |
| ___) | _ \ | ___ || | | || ___ || |
| |_____ | | | || ____|| |_| || ____|| |
|_______)|_| |_||_____)|____/ |_____) \_)

FAQ grupy pl.rec.ascii-art znajdziesz na:
http://www.ascii-art-joli.prv.pl/faq.html
Archiwa usnetu: news-archive.icm.edu.pl

Eneuel Leszek

unread,
Feb 25, 2005, 11:30:40 AM2/25/05
to

"Eneuel Leszek Ciszewski" cvn891$oih$1...@achot.icm.edu.pl

> -- opłaty związane z samochodem (akurat średnia
> z miesiąca wyniosła wówczas 35 złotych, więc
> niewiarygodnie niewiele

miesięczna średnia z roku; wymianę oleju
i OC opłaciłem bez zużywania swojej gotówki :)

> Zwracając się do innych kapłanów katolickich:

> -- Nie oczekuję od was wsparcia finansowego,
> bo nie takie jest mi potrzebne, ale jeśli
> nie zabierzecie się bezzwłocznie do modlitwy
> w sprawie mojego powrotu do pracy tam, gdzie
> pracowałem, czyli na uczelni -- przejdziecie
> do wieczności jako moi dłużnicy, jako że wam
> płaciłem dosyć hojnie, a w zamian otrzymałem
> nie błogosławieństwa, ale przekleństwa, gdyż
> ,,rodzinna firma" prowadzi mnie nie do Boga,
> czy życia w ogóle, lecz do nikąd. O ile taki

+ czy życia w ogóle -- ale donikąd. O ile taki

> Świetlicki wybrał dobijanie :) mnie z powodu
> konieczności ochrony firmy Komserwis, o tyle
> was -- nawet taki konieczność dotyczy. Ażeby

+ was nawet taka konieczność nie dotyczy. Żeby

> było jasne -- w Polsce, aby być elektrykiem,
> trzeba :) mieć wykształcenie elektryczne, :)
> nie musi :) to być wykształcenie wyższe, ale
> ja -- nie posiadam **żadnego** elektrycznego
> wykształcenia, także technicznego itp. I aby
> być pracownikiem *technicznym* uczelni, więc
> tym, kim bym na uczelni chciał być -- dyplom
> wyższej uczelni potrzebny nie :) jest i jest
> to faktem, gdyż pracowałem :) na uczelni bez
> tego dyplomu przez nieco ponad dziewięć lat.

> I aby było jasne -- chcę tam wrócić. :) Chcę
> tam wrócić i tam pracować. I firma Komserwis
> oraz jej duchowy opiekun, czyli ksiądz Józef
> Świetlicki, muszą się z tym smutnym dla nich
> faktem pogodzić. :)

> Ponadto praca -- daje nie tylko pieniądze. :)

--spacja

darnel

unread,
Feb 25, 2005, 3:55:11 PM2/25/05
to
Podziękowania za lotne głosy dla:

Eneuela Leszka Ciszewskiego
maca
Eneuela Leszka
ruskiej (dobrze odmieniam?)
Stefana Sokolowskiego
Wiktora S.
Jarosława Sokołowskiego (masz brata w pierwszej lidze piłki nożnej?)
Rafała Ziobro (A Ty w parlamencie?)
piotrpanka (punk is dead?)
Pana Parowozika
JerzegoN
Marcina 'Qrczaka' Kowalczyka

które w gromkiej debacie ustaliły jednogłośnie że:

Piszemy oryginalny, natomiast wymowa jest dowolna, tzn. oryginalny bądz
orginalny.

Zamykam temat

^
[closed]

darnel
Ci do dużo mówia, zazwyczaj nic nie mają do powiedzenia.<___ pożegnalna
stopka


Eneuel Leszek

unread,
Feb 25, 2005, 6:13:47 PM2/25/05
to

"darnel" cvo3cj$inq$1...@atlantis.news.tpi.pl

> Ci do dużo mówia, zazwyczaj nic nie mają do powiedzenia.<___ pożegnalna
> stopka

Oryginalny temat zamknięty, więc nie będę oryginalnie ciągnął.

Co do wielomówności -- niekoniecznie nic nie mają do powiedzenia.

Czasami gadanina ukrywa to, co istotne. :)
Gdy człowiek milczy -- prowokuje do ciągnięcia za język,
ale gdy stale mówi i mówi -- tępi zapędy poznawcze swych
interlokutorów. :)

Eneuel Leszek Ciszewski

unread,
Feb 25, 2005, 9:29:46 PM2/25/05
to

"Eneuel Leszek" cvlarm$em5$1...@korweta.task.gda.pl

> Gdy pracowałem na uczelni -- ,,problem" niedokończonych
> studiów poruszony został tylko raz, na samym początku.
> W ten sposób prof. Dobrzyński nawiązał do wcześniejszych
> moich próśb zatrudnienia mnie w czasie, gdy byłem jeszcze
> studentem, które to prośby odrzucano. Nigdy później nikt
> oficjalnie nie pytał mnie o to, czy zamierzam studia kończyć,

Ani też nieoficjalnie nie dawano mi do
zrozumienia, iż dobrze by było, gdybym
je ukończył. :)

I nie pamiętam, aby komuś przeszkadzała
nadmierna różnica w wykształceniu.
Z niektórymi osobami byłem na ty,
z innymi bardziej oficjalnie, :)
i nijak się to miało do wykształcenia tych osób, :)
bo wśród tych pierwszych i nie brakowało profesora
(nie mego ex-przełożonego) i nie brakowało doktorów,
ani osób piastujących jakieś stanowiska na uczelni, :)
ani też magistrów czy inżynierów magistrów. :)

Po prostu jedni uznawali oficjalne tytułowanie za stratę
czasu, a inni nie, :) a ja uważałem, że jeśli już się
komuś udało przejść ze mną na ty -- to znaczyło, iż
nie należy temu zjawisku przeszkadzać. :) A udawało
się zuchwałym, że tak to określę. :)

> ani wówczas, gdy zaocznie ustanowiono mnie doradcą ds.
> komputeryzacji uczelni (której to posady nie przyjąłem)

-- Dzień dobry, czy mogę rozmawiać
z panem Ciszewskim -- to pan. Tak?
-- Dzień dobry. Tak.
-- Profesor Dobrzyński powiedział mi,
iż jest pan doradcą ds. komputeryzacji
uczelni i w związku z tym...
-- Obawiam się, że mnie pani z kimś myli.
-- Nie. Pan profesor Dobrzyński mnie
uprzedził, iż może pan zaprzeczać,
ale...
-- Bo ja nie jestem żadnym doradcą. :)
-- Pan profesor Dobrzyński mianował pana...
-- A ja tej nominacji nie przyjmuję.
-- A prywatnie mógłby mi pan doradzić...

Później odbyło się oficjalne mianowanie,
czy raczej oficjalniejsza odmowa przyjęcia
owej nominacji. :) Pamiętam, iż byłem razem
z trzema innymi potencjalnymi kandydatami
,,zespołu doradczego", ale do dziś tylko
zapamiętałem (ówczesnego doktora) doktora
Andrzeja Trybulca. A pamiętam, ponieważ
profesorowi Dobrzyńskiemu podobały się
komputery legendarnej DEC, zaś doktorowi
Andrzejowi Trybulcowi się komputery tej
korporacji zdecydowanie nie podobały. :)
Ja swego zdania nie wypowiedziałem, bo
i w jakim celu? Wszem i wobec znana była
przecież moja opinia. :)

Zapewne profesor Dobrzyński nie zdawał sobie wówczas
sprawy z tego, jak blisko było do tego, aby komputery
DECa -- stanęły na białostockim uniwersytecie, czyli
filii Uniwersytetu Warszawskiego. :)


Aby było jasne:

-- Poszukiwałem ;) dla nich miejsca na rusycystyce,
u zaprzyjaźnionego profesora, który namiętnie
uczył wymienności pomiędzy portem SCSI (do
którego powinien być podłączony skaner)
i Centronicsa (do którego powinna być
tradycyjnie podłączona drukarka). Niestety
były to porty nieinteligentne i próby
skutkowały ,,pracą" topikowych bezpieczników. :)
I nawet znalazło się tam miejsce, ale wykorzystane
zostało do czegoś innego -- wstawiono tam jakieś
komputery oparte o procesory 586.
-- Poszukiwałem ;) dla nich miejsca w Katolickim
Liceum Ogólnokształcącym, w którym pracował,
jako Informatyk i Fizyk, mój kolega -- Jacek
K. Bruns, z którym jakiś czas temu na tym
forum rozmawiałem.
-- Poszukiwałem ;) dla nich miejsca u mego
ex-przełożonego -- profesora Jerzego Kopani.
-- Poszukiwałem ;) dla nich także miejsca na
Wydziale Ekonomicznym, który mieścił się
tymczasowo w ,,cudzym" budynku, co nie
sprzyjało owym poszukiwaniom. :)
-- Nie poszukiwałem ;) dla nich miejsca
w Bibliotece Głównej. :) Wraz z tym
nieposzukiwaniem, ;) znalazłem dealera
Alephu, którego pracowniczka, w trakcie

http://www.aleph.pl/ -- dealer, o którym piszę powyżej, zniknął
z polskiego rynku przed kilku laty

targów, wyraziła ewentualne zainteresowanie
promocyjną instalacją, w zamian za którą
białostocka Biblioteka wyraziłaby swoje
oficjalne zdanie co do ewentualnej
przydatności powszechnie nieznanego
wówczas w Polsce Alephu. :) Promocja
miała być kompleksowa -- to znaczy
uczelnia nie zapłaciłaby ani za program,
ani za instalację, ani za ,,zerowe"
przeszkolenie pracowników. :)

> ani wówczas, gdy przeniosłem się na Wydział Humanistyczny,
> ani tym bardziej później -- trudno przecież wymagać, aby

+ niedoszły Fizyk studiował coś z humanistycznych przedmiotów. :)

> I gdy zwalniałem się tymczasowo -- problem ten nie był poruszany.
> Wręcz przeciwnie -- miałem zająć się budową kolejnego ośrodka
> studenckiego -- na Socjologii. Ponieważ mój ex-przełożony

+ obiecał mi ponowne przyjęcie do pracy po rektorskich
+ wyborach bez względu na ich przebieg, a na cały ośrodek


> przeznaczono zaledwie 10 tysięcy złotych, a ja byłem
> po prostu wykończony nerwowo i fizycznie -- zwolniłem
> się, aby powrócić po jakimś czasie. Była jesień 1998
> roku.

> Do wiosny 2001 roku utrzymywałem kontakty z moim ex-przełożonym,
> którym był prof. Jerzy Kopania i nic nie zapowiadało odmówienia mi
> przyjęcia ponownego do pracy; wręcz przeciwnie: W powietrzu wisiało
> pytanie dotyczące tego, kiedy zamierzam powrócić.

Wisiało, gdy go odwiedzałem go w jego mieszkaniu.

> Jesienią 2001 roku wpadłem z nieznanego mi powodu w stan, który
> nazywam depresją, z którego wyleczyłem się ziołami przepisanymi
> mi przez prawosławnych zielarzy w roku :) 1999, :) kiedy to
> zapewniono mnie o tym, iż ziołami można uleczyć nawet tak
> ciężki przypadek osłabienia czy uszkodzenia wegetatywnego
> układu nerwowego, że chory nie ma sił praktycznie na nic,
> poza leżeniem. :) Tak więc dokonałem leczniczej samowoli,
> gdy sięgnąłem po zioła dwa lata po badaniu i kiedy sam
> orzekłem, że dotknęła mnie choroba, o której opowiadano
> mi wcześniej, i o której dużo czytałem przed kilkunastu
> laty. :)

A czytałem, bo interesowałem się wówczas (podstawówka
i początek ogólniaka) psychocośtami. :) (psychoanalizą,
psychologią, psychiatrią)

> W ostatnim dniu sierpnia 2002 roku pojechałem do opisywanej
> przeze mnie Azalandii, gdzie spotkałem między innymi dziewczynkę,
> której mądrość przewyższała znacznie wiek biologiczny, że tak to
> ujmę w słowa. I właśnie ta dziewczynka obudziła moją pamięć,
> dała nadzieję i sprawiła, że zatęskniłem do świata, który
> stawał się dla mnie nierealnym...

A był to świat związany i DEC, i z uczelnią. :)

Jak się to stało, iż to ona właśnie zbudziła tę pamięć?
Zrozumiała mnie bez problemu, tym samym przypominając mi
ludzi, którzy choć używali czasami innych niż ja słów,
to jednak mówili językiem, który rozumiałem doskonale. :)
Czasami wręcz jakiekolwiek słowa były niepotrzebne. :)
I to było bardzo przyjemne, bo nadmiar słów -- wbrew
pozorom -- męczy. :)

Królewna także nie wypowiadała zbyt dużo słów. :)
Prawdę mówiąc -- w tamte dni nie usłyszałem nawet jej głosu. :)
Nic. :) Ani śmiechu, ani słowa, ani czegokolwiek, choć się
doskonale z nią rozumiałem. :) Nawet wiedziałem, o czym
rozmawiała ze swoją Matką, gdy niemal upadła. :) (rower) :)

> Tymczasem duchowni snuli już plany ożenienia mnie ze swoją
> wybranka, uczynienia mnie w opinii ludzkiej nieuleczalnie
> chorym, zdolnym jedynie do przekazywania im części pieniędzy
> ,,zarobionych" na pracach zlecanych przez Urząd Miejski
> ,,rodzinnej firmie"...

Benedykt, którego nazwiska nie znam, Świetlicki, Rabiczko...
(to wiem na pewno, jak wiem na pewno, że mam teraz przed sobą
klawiaturę) :) Jak rozumiem -- także Konkol, choć tego się
mogę tylko domyślać, biorąc pod uwagę rozmowy ze swoim
ojcem rodzonym na przykład. :)

Oczywiście wybranka zdawała sobie sprawę z tego, że jestem zdrowy. :)

> Gdy do owych ustaleń dochodziło -- prawie nie żyłem i wolałem,

++ aby mój stan pozostał moją tajemnicą do czasu, aż umrę lub powrócę


> do życia, dlatego tak tanio sprzedałem swój podpis, choć zapewne
> mogłem wytargować zdecydowanie więcej. :) Na pewno nie mniej niż
> cztery i nie więcej niż sześć tysięcy złotych miesięcznie. :)

> To, co mówi spowiednik, wg wiary katolickiej -- to Słowo wypowiedziane

+ pod natchnieniem Ducha Świętego. Pozwolono mi dorobić, ale nie pozwolono


> na to, abym od ojca brał więcej niż ów tysiąc złotych miesięcznie. :)
> Oczywiście na spowiedzi nie opowiadałem jak do owego tysiąca doszło.

Polecono mi także jechać do Włoch, do Asyżu. :)
Asyż jest znany ze świętego Franciszka, zaś ten
jest znany z tego, iż nie chciał swojej :) ,,rodzinnej firmy"
i odszedł od swego ojca niemal goły, aby nie odbierać ojcu
tego, czego ów oddać po dobroci nie chciał. :)

Jak dotąd -- nie pojechałem, bo i za co? :)

> Poza tą spowiedzią były i inne, na których wprost kazano mi rozstać
> się z rodzicami. :) Ponadto i ,,życie" potwierdza słuszność takowej
> decyzji. :)


> *****************************************************************
> * *
> * Wbrew pozorom -- to nie ja wydaję złe świadectwo Kościołowi *
> * katolickiemu, :) ale księżą katoliccy, zakonnice katolickie *
> * oraz wszelakiej maści apologeci katoliccy (w tym i spotkani *
> * w Osłoninie w sierpniu 2002 roku) a także inni teolodzy czy *
> * w ogóle osoby związane z duchowieństwem katolickim -- które *

+ * znając moją sytuację, starały się mnie uczynić elektrykiem, *


> * zamiast pozwolić mi na powrót do pracy na uczelni. Płacę za *
> * ich głupotę cenę bardzo wysoką i zapewniam, że nie istnieje *
> * żadne dobro, które mogłoby mnie z tymi ludźmi pogodzić. Nie *
> * interesuje mnie ich stanowisko -- ponieważ ich własna nauka *
> * mówi, iż nie mają racji. I ja tej ich nauce wierzę, nie im. *
> * *
> *****************************************************************

Warto dodać? Chyba warto -- słowa Prymasa Tysiąclecia:

-- Mówicie, że czas to pieniądz? A ja wam mówię,
że czas -- to Miłość. :)

I ja na własnej skórze :):) odczułem ;) prawdziwość tych słów. :)

Karmelitanki, przeklinając mnie, życzyły mi, abym
się nigdy w życiu nie spotkał ponownie z tą Królewną.

> Ciężko mi o tym pisać, bo piszę o rzeczywistości, wiedząc
> o tym, iż ,,obrońcy życia" drwią z Boga i z ludzkiego życia.

+ -- Ty jesteś Eneuel -- Królewski Elf, nauka katolicka Boga nazywa Królem
a nas, ludzi -- Królewskimi Dziećmi


> zrodzony jako niewolnik, w Kapodocji

> granicach; należysz prawnie do Arkedocji, Arkedocją nazwałem *klimat* ośrodków
komputerowych opartych o sprzęt oraz
o myśl techniczną legendarnej DEC.

> lecz Korteriusze (z powodu Twego chamskiego brak dyplomu

> urodzenia oraz z powodu pieniędzy) starają chęć wejścia w kooperację

z ,,rodzinną firmą" i urzędnikami

> się Ciebie uczynić parobkiem, lekceważąc nie znam się na elektryczności,
> więc musiałbym w takiej
> firmie być nikim

> to, co mówią do mnie w czasie
> spowiedzi, czyli nakaz rozstania
> tym samym postanowienie Króla. :) się z rodzicami, a tym samym
> i ,,rodzinną firmą", której już
> formalnie od kilku dni nie ma.


I od tej pory jedynie moja wola
mogłaby mnie do takowej firmy
wciągnąć, jako że nie podlegam
modlitwom księży, których nazywam
Korteriuszami :)
> -=-

+ Wyobraź sobie wpływowego lekarza, który bada mnie i orzeka,
+ iż powinienem coś uczynić, po czym używa wszelakich metod, aby


> mi to coś udaremnić, jednocześnie powołując się na nieprawdę

+ lub ukazując takie części prawdy, aby wprowadzać innych w błąd:

> -- Przecież właśnie brak wykształcenia uniemożliwia mi
> pracę elektryka i nie uniemożliwia mi pracy informatyka,
> a nie na odwrót. :)

Prawo tego Państwa zabrania mi wykonywania zawodu elektryka
bez stosownego wykształcenia. Podobnie nie mogę być lekarzem
bez stosownego wykształcenia. Nie mogę być zawodowym kierowcą
z powodu (wrodzonych) wad wzroku -- trzech i niedowidzenia :)
lewego oka. :) Każda z tych wad, gdyby nawet wystąpiła
pojedynczo -- udaremniłaby mi drogę do stanowiska zawodowego
kierowcy. Tak samo rzecz się ma z niedowidzeniem, które samo
w sobie stanowi przeszkodę wystarczająco skuteczną.

+ -- Właśnie dlatego, aby prawidłowo odżywiać, powinienem


> pracować, gdyż w przeciwnym przypadku nie będę miał
> pieniędzy na życie.

Świetlickiemu (podobnie jak pani teolog, Łucji Stalenczyk)
leżało na sercu (w co wątpię, bo oni nie mają serc!) moje
żywienie...

> Początkowo 200 złotych przekazywałem duchownym, aby nawet
> w najsmutniejszym dla mnie czasie -- dzielić się z nimi,
> ale w zamian otrzymywałem przekleństwa, wiec pewnego dnia
> zaprzestałem sponsorowania tych, którym zawdzięczałem zło.

Można powiedzieć, że był to akt rozpaczliwej samoobrony. :)

I aby było jasne: Nie byłem związany jakimkolwiek słowem
do płacenia duchownym katolickim, ani jakimkolwiek innym, :)
jakichkolwiek ofiar czy darowizn. :)

> Około 400 złotych pochłaniały opłaty związane z mieszkaniem,
> tak więc na cała resztę (w tym i na jedzenie) miałem zaledwie
> 400 złotych miesięcznie. Trochę jakby mało. W tym samym czasie
> na uczelni brakowało pracownika, który by wykonywał ,,moją" pracę.

A wiem to od swojej koleżanki, Weroniki Biegluk, absolwentki
polonistyki i rusycystyki, zatrudnionej na tejże uczelni,
z którą wielokrotnie rozmawiałem w tamtym czasie. :)

BTW -- winna jest mi sprzątanie samochodu i cztery obiady. :)

> Wnioski -- pozostawiam czytelnikom.

> Aby było jasne: Nauka katolicka głosi, że pozbawianie człowieka środków
> do życia -- jest łamaniem piątego przykazania Boskiego,
> czyli jest zabijaniem tego człowieka.

I aby było jasne -- jestem człowiekiem. :)

> O ,,rodzinnej firmie" krążą plotki, ale prawdę łatwo poznać:

+ Ojciec ma prawie 70 lat i jest chory na raka prostaty oraz

rocznik 36+/-1 z uwagi na wojenne perypetie
na spowiedzi powiedziano mi, że w tym
wieku możliwe już są pewne fiksacje, i że
nie powinienem zwracać uwagi na ojca,
a z firmą -- czasami tak bywa, że się
coś buduje, czegoś się chce, a później
się już tego nie chce; powiedziano mi
wówczas, o co powinienem Boga poprosić,
jeśli firmy brać nie chcę; :) ewentualność
wspólnej pracy -- nie była brana pod uwagę
ze względu na to, iż taka wspólnota nie była
możliwa; przypomnę -- głos spowiednika, to
wg nauki katolickiej -- głos Boga, bo głos
mówiący pod natchnieniem Ducha Świętego;
była połowa roku 2001, zanim wpadłem
w depresję

> na cukrzycę ,,tabletkową", a firma nie posiada ani sprzętu

więc musi ów sprzęt pożyczać, przez co
zyskowność firmy staje pod znakiem zapytania

> (a tego rodzaju elektryczna firma musi dysponować sprzętem

podnośnik koszowy, dźwig... :)
(to uśmiech do księży, dla których
,,u Boga nie ma nic niemożliwego")

> bardzo :) drogim), ani nieruchomości, ani księgowości, ani

jedno pomieszczenie dzierżawione i jeden
pokoik własny -- o wartości 12? tysięcy złotych...

> jakiejkolwiek struktury czy organizacji.

I całe szczęście, bo nie wpadnie nikomu
w łapska :) niepowołane. :) Budowałem
w Duchu, nie w materii. :) Duch drwi
ze świata materii, ale i drwi z tych,
którzy by chcieli nad nim zapanować. :)

> Ja pracowałem na uczelni przez dziewięć lat. Przez kilka

Nie licząc pracy wcześniejszej -- społecznej. :)

> lat pracowałem tam jednocześnie i na etacie, i poza etatem.

Zatrudniano mnie (w dodatkowych miejscach) chętnie.
Wypuszczano na moją prośbę mniej chętnie. :)

Ja lubiłem przede wszystkim sieci Novellowskie. :)
Panującego DOSa zamierzałem jakoś przeczekać, gdyż
było to zbyt prymitywne... Wiedziałem, że przyjdą
czasy komputerowych systemów z prawdziwego zdarzenia. :)

Wiedziałem, bo znałem takowe systemy. :)

> Nauczyłem się pracy samodzielnej, aby nie napisać samotnej. :)
> Nie dam rady ani pracować z podwładnymi, ani z ,,nadwładnymi". :)
> I znam tylko jedno miejsce pracy, gdzie mogłem robić praktycznie
> to, co uznałem za stosowne, :) choć formalnie miałem przełożonych,
> gdyż każdy człowiek musi takowych nad sobą mieć. :) (papież też,
> i uzurpujący sobie władzę -- także) :)

> Aby było jasne: Nie mam i nie miałem kłopotów z nawiązywaniem znajomości,

A wręcz przeciwnie. :)

Teraz prywatnie (nieupoważnionych proszę
o nieczytanie ;) wciętego :) tekstu) do
księdza Henryka Samula:

Nadal dobrze, czyli młodo wyglądam,
nadal czasami niosę ludziom Radość,
nadal bez trudu zawieram znajomości
z panienkami -- życie jest brutalne
w tym względzie -- może powinien :)
ksiądz użyć innych modlitw -- skoro
Bóg nie wysłuchuje księdza? :) Mnie
to obojętne. :)

> czy podporządkowywaniu się przełożonym, nie martwią mnie

Bo przełożeni -- nad sobą zawsze mają swoich przełożonych i Boga. :)

> ,,złe przepisy" czy ,,źli przełożeni". :) I zawsze znajduję

Przepisy zazwyczaj są złe globalnie, ale lokalnie (czyli ta ich część,
która mnie dotyczy) są dobre. ;)

> potrzebną mi pomoc -- zazwyczaj bez trudu. :)

Zgodnie z pewnymi błogosławieństwami. :)

> -=-

> Czy już wiadomo, dlaczego tak mi tęskno na tę uczelnię? :)

Może kolejny ksiądz, idąc w ślady Rabiczki, ma znienacka wyzionąć ducha?
Może wyżej postawiona osoba katolickiego duchowieństwa? :) Ja walczę
o swoje życie, podczas gdy duchowni -- o pieniądze. :)

Matka mojego Ojca modliła się o to, aby się ze mną
zobaczyć przed swą śmiercią, ale Bóg -- nie wysłuchał
i zmarła bez pogodzenia się ze mną po tym, jak uczyniła
mi krzywdę.

Mój proboszcz, honorowy ;) prałat papieża -- umarł nagle
i także się nie pogodził na tym świecie z człowiekiem,
któremu odmówił choćby pożyczenia pieniędzy na operację
palca czy jedzenie; wiedział, że nie mam mebli, wiedział,
że jestem abstynentem, wiedział, że wcześniej pracowałem
na uczelni, gdzie raczej żyło mi się dobrze. Kilka dni
przed śmiercią był na odpuście poza Białymstokiem w dniu
śmierci odprawiał mszę świętą -- można powiedzieć, że na
chwilę przed niespodziewaną, niezapowiedzianą śmiercią.

Świetlicki -- chcesz być kolejnym, czy ustąpisz miejsca
Samulowi lub papieżowi?

Katolicka nauka mówi o tym, iż my wszyscy :) jesteśmy
ludem kapłańskim, a Bóg nie jest prywatną własnością
księży na przykład, czy innych ,,mocarzy duchowych". :)

Bóg bowiem nie ma względu na osobę. :) (chyba, że osobę
taką, jak Królewna, którą ma w oczach swych ogień i która
jest Królewskim, Białym Elfem -- jak ja) :)

Znacie Prawdę, a gdybyście nawet jej nie znali, to nie
moglibyście się tłumaczyć ewentualną niewiedzą, albowiem
Bóg -- nikomu nie pozwolił żyć w nieświadomości czy niewiedzy!

Wasze modlitwy o to, abym ,,zatkał" uszy na głos ubogiego -- są aż
tak głośne, że doszły i do moich uszu. :) Nawet kupiłem stopery ;)
na tę właśnie okoliczność. :) Nie zmienia to jednak faktu, iż Bogu
na ,,rodzinnej firmie" nie zależy. :)

Jesteście ludźmi wolnymi -- sami wybierzcie. :)
Mojemu ojcu, w styczniu roku 2001 także dałem wybór. :)
I jemu także (jak wam) dawałem ten wybór przez wiele lat.
Tłumaczyłem, opowiadałem, nawet spotkałem go z Iszkowskim, :)
aby mój ojciec mógł podjąć decyzję. :) I podjął. Teraz wy
podejmujecie [różne] decyzje. :) Na przykład taką, czy
nadal będziecie drwić z Boga czy może wreszcie się
opamiętacie i przestaniecie. :) Jezus Judasza nie
powstrzymywał i nie modlił się o jego nawrócenie, :)
a jedynie dawał mu do zrozumienia, iż ten -- zmierza
ku zagładzie, gdy troszczy się o pozorne dobro ubogich. :)
(jak wy teraz) :)

Jarosław Sokołowski

unread,
Feb 26, 2005, 5:07:08 AM2/26/05
to
pan darnel, o którym nic nie wiemy, podobnie jak o jego rodzinie, napisał:

> Podziękowania za lotne głosy dla:
>
> Eneuela Leszka Ciszewskiego
> maca
> Eneuela Leszka
> ruskiej (dobrze odmieniam?)
> Stefana Sokolowskiego
> Wiktora S.
> Jarosława Sokołowskiego (masz brata w pierwszej lidze piłki nożnej?)

Zastanawiam się czemu to pytanie tylko do mnie, a nie do p.Stefana.
(Nie, nie mam. Nie mam też nic wspólnego z tzw. Pruszkowem.)

[...]


> które w gromkiej debacie ustaliły jednogłośnie że:
>
> Piszemy oryginalny, natomiast wymowa jest dowolna, tzn. oryginalny
> bądz orginalny.

Ależ ja tylko o chochelkach pisałem.

--
Jarek

0 new messages