dręczy mnie rozterka: jeżeli biorę z banku pieniądze, których tam
przedtem nie włożyłem, to raz się to nazywa kredyt, a raz debet.
Zarówno kredyt, jak i debet muszę potem spłacić.
Dlaczego mamy dwa przeciwstawne słowa na określenie
nieco różnych odcieni takiego samego w gruncie rzeczy działania:
pożyczania pieniędzy od banku?
Dziękuję i pozdrawiam,
L.
po pierwsze pojęcia nie są przeciwstawne, po drugie nie oznaczają
dokładnie tego samego. Jak jesteś głodny, to coś jesz. Jedzenie i głód
to nie to samo. Pożyczka i kredyt to jest w gruncie rzeczy to samo.
Debet może być konsekwencją pożyczki, ale niekoniecznie.
Waldek
Bo raz nazywasz to z punktu widzenia banku a raz ze swojego.
PN
Debet, lewa strona konta księgowego.
Mając konto w Banku, wydałeś więcej niż stan konta. Zapłaciłeś, czekiem
bez pokrycia.
Kredyt, pożyczanie pieniędzy na określonych warunkach.
Pozdrawiam
michał
> Debet, lewa strona konta księgowego.
A kredyt - prawa strona konta księgowego. Dlatego mówiłem,
że to przeciwstawne określenia.
> Mając konto w Banku, wydałeś więcej niż stan konta. Zapłaciłeś, czekiem
> bez pokrycia.
> Kredyt, pożyczanie pieniędzy na określonych warunkach.
Dziękuję za wszystkie trzy odpowiedzi. Robi się ciekawie.
Pozdrawiam - L.
mieszasz tu dwa pojęcia o tej samej nazwie, a właściwie tych samych
nazwach. Kredytor/debitor (lub kredyt/debet) to strony konta księgowego.
Z kredytem bankowym ma to tylko czasem coś wspólnego, na ogół nic. Można
też to opisać pasywa/aktywa, jak za dawnych czasów.
Waldek
> mieszasz tu dwa pojęcia o tej samej nazwie, a właściwie tych samych
> nazwach. Kredytor/debitor (lub kredyt/debet) to strony konta księgowego.
> Z kredytem bankowym ma to tylko czasem coś wspólnego, na ogół nic. Można
> też to opisać pasywa/aktywa, jak za dawnych czasów.
Aktywa i pasywa - to chyba tylko w bilansie? W kontach księgowych za
dawnych czasów było "winien" i "ma".
Kamnez
> dręczy mnie rozterka: jeżeli biorę z banku pieniądze, których tam
> przedtem nie włożyłem, to raz się to nazywa kredyt, a raz debet.
> Zarówno kredyt, jak i debet muszę potem spłacić.
I o to chodzi ;)
Kamnez
> Dlaczego mamy dwa przeciwstawne słowa na określenie
> nieco różnych odcieni takiego samego w gruncie rzeczy działania:
> pożyczania pieniędzy od banku?
Zapytaj raczej o karty debetowe, kredytowe i płatnicze oraz bankomatowe.
Aby było jasne -- są i inne karty, którymi można płacić lub na które można
otrzymać gotówkę, także poza bankomatem -- na przykład w sklepie. Na kredytową
powinieneś otrzymać oddzielny kredyt, na debetową niekoniecznie. Czasami nawet
debetowa nie powoduje nigdy ciągnięcia spod krechy. :)
Debet pochodzi z czasów, gdy bank Ci niczego nie przydzielał -- po prostu
miałeś prawo do pomylenia się, efektem czego był debet. W czasie płacenia
on-line debet nie ma racji bytu. Najłatwiejszą drogą do debetu
(dopuszczalnego lub nie) były czeki. Płaciłeś czekiem, a sklep (lub inna
osoba) nie miała możliwości sprawdzania, czy czek ma pokrycie. Czeki do
jakiejś wysokości przechodziły nawet wówczas, gdy na koncie był debet
większy, niż ten, na który pozwalał bank.
Mnie przed laty na stacji benzynowej powiedziano, że mogę nawet przysięgać,
iż moja złota karta kredytowa jest zastrzeżona, a i tak będą mi na nią
sprzedawać, :) bo bank zapłaci i tak. No i czasami płaciłem zastrzeżoną
kartą, co wq...ło PeKaO SA tak, że wypowiedziano mi tam umowy kredytowe/debetowe,
czego innymi metodami nie mogłem się doprosić. BTW -- w kilka miesięcy po
zamknięciu tam konta i likwidacji wszystkich kart, bank ów wystawił mi kolejną
złotą kartę, za którą kazał mi zapłacić. Z PeKaO SA było jak z głupią żoną:
-- była słodka w narzeczeństwie, stale głupia, skąpa i oszczędna, ale na
rozwód nie pozwalała. :) Któregoś razu miesięczne koszty debetu, przeliczone
na cały rok, sięgnęły tysięcy procent. :) Były to lata XXI wieku, :) nie
czasy hiperinflacji.
Jakiś czas później w Polsce ustawowo ukrócono samowolę banków i lichwiarstwo,
ale wiem, że nadal wyciska się z ludzi nieuzasadnione pieniądze. Na szczęście
ciąży na mnie tylko debet w Śląskim, który to bank nie zarzyna kur znoszących
złote jaja. :) Oprocentowanie rzeczywiste tamtejszego debetu to ze 20 procent
w stosunku rocznym. (co roku pobierana jest prowizja, więc trzeba ją jakoś
uwzględnić) Mam nadzieję, że i tego debetu się pozbędę niebawem.
--
.`'.-. ._. .-.
.'O`-' ., ; o.' leszekc@@alpha.net.pl '.O_'
`-:`-'.'. '`\.'`.' ~'~'~'~'~'~'~'~'~'~'~ o.`.,
o'\:/.d`|'.;. p \ ;'. . ;,,. ; . ,.. ; ;, .;. . .;\|/....
> mieszasz tu dwa pojęcia o tej samej nazwie, a właściwie tych samych
> nazwach. Kredytor/debitor (lub kredyt/debet) to strony konta księgowego. Z
> kredytem bankowym ma to tylko czasem coś wspólnego, na ogół nic. Można
Czy to, że ta nazwa (albo te nazwy) jest jedną i tą samą nazwą (albo dwiema
tymi samymi nazwami) - to czysty przypadek? Jak rakieta kosmiczna
i rakieta tenisowa?
O co zapytuję coraz bardziej zadziwiony,
L.
Rzeczywiście są przeciwstawne Dt - Ct . Polskie odpowiedniki - nie wiem dlaczego
tak dyskryminowane - to winien {Wn]} i ma {Ma}.
Rózne opisy tej samej kwoty wynikają z kontekstu różnych kont. Na koncie banku z
którego on piniądze pożyczył masz debet (jesteś winien) a na koncie Twoim gdzie
je przelano są postawione do Twojej dyspozycji (masz). Każda operacja jest
przecież księgowana [ w uproszczeniu - są i bardziej skomplikowane zapisy] na
dwóch kontach po przeciwnych stronach. Powyższe to elementarne zagadnienia z
rachunkowości która jest nudna jak flaki z olejem :)
--
.==, __. ,.___.___._ gg2155481
"==___/ `\./ [_ [__ [__) cyf...@op.pl
""'"\__. | | [__ | \ skype:cyfer_art
> Rzeczywiście są przeciwstawne Dt - Ct . Polskie odpowiedniki - nie wiem dlaczego
> tak dyskryminowane - to winien {Wn]} i ma {Ma}.
> Rózne opisy tej samej kwoty wynikają z kontekstu różnych kont. Na koncie banku z
> którego on piniądze pożyczył masz debet (jesteś winien) a na koncie Twoim gdzie
> je przelano są postawione do Twojej dyspozycji (masz). Każda operacja jest
> przecież księgowana [ w uproszczeniu - są i bardziej skomplikowane zapisy] na
> dwóch kontach po przeciwnych stronach. Powyższe to elementarne zagadnienia z
> rachunkowości która jest nudna jak flaki z olejem :)
Ma -- stan konta (Saldo bieżące) niższy od zera. I nadal ma?
W jednym banku nazwano to coś kredytem odnawialnym, w innym -- dopuszczalnym debetem.
Winien a ma "-" to to samo.
Zamiast zapisywać po stronie Wn można po Ma ze znakiem "-" .
Widać uznają - chyba słusznie - że taka prezentacja dla klienta jest najbardziej
wyrazista.
> Ma -- stan konta (Saldo bieżące) niższy od zera. I nadal ma?
Na kontach księgowych są zapisy operacji, a te nie mogą być ujemne.
Chyba, że ich nie ma. Ale wtedy są zerowe :) A zatem zawsze ma (chyba,
ze winien). :)
> W jednym banku nazwano to coś kredytem odnawialnym, w innym -- dopuszczalnym debetem.
Bo kredyt odnawialny jest dopuszczalnym debetem ;)
K.
> Na kontach księgowych są zapisy operacji, a te nie mogą być ujemne.
> Chyba, że ich nie ma. Ale wtedy są zerowe :) A zatem zawsze ma (chyba,
> ze winien). :)
Proponuję rzut oka do notatek różnych banków. Ja miałem kilkadziesiąt
różnych kont w różnych bankach. Najwięcej (osobiste, firmowe, walutowe
i jeszcze jakieś) miałem w PKO bp, późniejszym PKO BP SA. Teraz zresztą
też tam jedno mam -- w Inteligo.
> > W jednym banku nazwano to coś kredytem odnawialnym, w innym -- dopuszczalnym debetem.
> Bo kredyt odnawialny jest dopuszczalnym debetem ;)
Czyli kredyt i debet znaczy to samo.
Dla mnie debet miał sens, gdy nie był przyznawany, bo przyznanie
kosztuje nawet do 50 % tego, co bank sobie zabiera poza ,,kapitałem''.
No i wówczas, gdy miesięczne oprocentowanie było wyższe niż teraz roczne
a ,,prowizje'' podobne do dzisiejszych.
Tak w ogóle -- nie znam banku, który by nie okradał klientów.
Za okradanie przeproszono mnie tylko w PKO bp i zauważono, że
powinienem :) zgłaszać tego rodzaju nieprawidłowości, bo Zorba
jaki jest -- każdy widzi. Pomijając błędy programów -- bardzo
często w bankach kradną sami pracownicy, dlatego ja skrupulatnie
gromadzę makulaturę bankową... Znaczy dokumentację... Wyciągi,
potwierdzenia, dowody wpłat, zaświadczenia itd. -- chyba od
dwudziestu lat.
Ciekawe, jak wygląda współpraca sklepów z bankami. Co wówczas, gdy
klient otrzymuje z banku kredyt w sklepie i sklep nie wywiązuje się
ze swoich obowiązków. Czy wówczas możliwa jest sytuacja taka, że
towaru nie ma, a kredyt trzeba spłacać. :)
Teraz słowa 'debet' i 'kredyt' funkcjonują chyba tylko w tym celu,
aby plątać klientom w głowie. Teraz najlepiej chyba mieć konto typu
Inteligo (tanie lub bezpłatne z kartą bankomatową ,,pasującą'' do wielu
bankomatów) kredytów nie brać a ewentualne nadwyżki lokować w nieruchomościach.
Bzdura. Ewidentny przykład to storno. Są i inne.
>>> Ma -- stan konta (Saldo bieżące) niższy od zera. I nadal ma?
>> Na kontach księgowych są zapisy operacji, a te nie mogą być ujemne.
>> Chyba, że ich nie ma. Ale wtedy są zerowe :) A zatem zawsze ma (chyba,
>> ze winien). :)
>
> Bzdura. Ewidentny przykład to storno. Są i inne.
>
:)
K.
To są strony konta w księgowości. Winien może być zwany Debet a Ma
jako Credit. Jeżeli bank przysyła raz tak a raz tak to znaczy że z
różnych punktów widzenia to robi. Jeśli masz coś do spłacenia bankowi
to dla ciebie jest to zobowiązanie czyli strona MA natomiast dla banku
jest to należność czyli strona debet.
Jeśli chodzi o pasywa i aktywa to tutaj akurat nie trzeba tego tutaj
wprowadzać bo nie jest to tutaj najważniejsze.
Ania
To zależy. Taki poseł Łyżwiński, by nie szukać daleko. Winien i ma.
Kamnez
To ja Ci zacytuję część swego wyciągu z Inteligo:
Liczba i suma kwot operacji kredytowych 9 3,32
Liczba i suma kwot operacji debetowych 11 2,58
Saldo początkowe 99,41
Saldo końcowe 100,15
Końcówki kwot operacji są prawdziwe (pełnych kwot nie chcę podawać a są
tutaj nieistotne) i reszta informacji jest prawdziwa. Jak widać -- więcej
wpłynęło z konta niż wypłynęło, czyli kredytowymi operacjami nazwano tu
wpływy a debetowymi wypływy. :)
--
.`'.-. ._. .-.
.'O`-' ., ; o.' eneuel@@gmail.com '.O_'
`-:`-'.'. '`\.'`.' ~'~'~'~'~'~'~'~'~ o.`.,
o'\:/.d`|'.;. p \ ;'. . ;,,. ; . ,.. .;. ;. .;\|/....
>
> "Leszek L." f1731j$iuo$1...@polsl.pl
>
>> dręczy mnie rozterka: jeżeli biorę z banku pieniądze, których tam
>> przedtem nie włożyłem, to raz się to nazywa kredyt, a raz debet.
>> Zarówno kredyt, jak i debet muszę potem spłacić.
Czytałem niedawno w angielsko-języcznej literaturze o dokładnie tym
samym zagadnienieniu. Nie pamiętam szczegółów wywodu lecz wniosek był
taki, że banki bardzo często zapominają o tym, że to co dla nich jest
debetem dla klienta jest kredytem i oczywiści w odwrotnym kietunku to
również "bije". Informatycy, którzy piszą programy oraz tłumacze
interfejsów wielojęzycznych raz duszą są z bankiem a raz z klientem i
efekt jest taki, że Ty dziś zadajesz pytanie na tej grupie.
Ponieważ problem ma charakter "rozproszonego" więc nie spodziewaj się
szybkiego rozwiązania tej sprawy. Chyba, że Parlament Europejski coś w
tej kwestii zrobi :-)
Agryppa
> Eneuel Leszek Ciszewski wrote:
> > "Leszek L." f1731j$iuo$1...@polsl.pl
> >> dręczy mnie rozterka: jeżeli biorę z banku pieniądze, których tam
> >> przedtem nie włożyłem, to raz się to nazywa kredyt, a raz debet.
> >> Zarówno kredyt, jak i debet muszę potem spłacić.
> Czytałem niedawno w angielsko-języcznej literaturze o dokładnie tym
A ta literatura częściowo jest języczna a częściowo angielska?
Jeśli nie, to być może jest ona angielskojęzyczn?
> samym zagadnienieniu. Nie pamiętam szczegółów wywodu lecz wniosek był
> taki, że banki bardzo często zapominają o tym, że to co dla nich jest
> debetem dla klienta jest kredytem i oczywiści w odwrotnym kietunku to
> również "bije". Informatycy, którzy piszą programy oraz tłumacze
> interfejsów wielojęzycznych raz duszą są z bankiem a raz z klientem i
> efekt jest taki, że Ty dziś zadajesz pytanie na tej grupie.
Powiedzmy... Nie dziś, ale dawno, dawno temu... Może nie za górami
i nie za lasami, ale bardzo dawno. :) W południe 01 maja br.? (czyli
w dzień demonstrowania niezadowolenia proletariackiego?)
> Ponieważ problem ma charakter "rozproszonego" więc nie spodziewaj się
> szybkiego rozwiązania tej sprawy. Chyba, że Parlament Europejski coś w
> tej kwestii zrobi :-)
A co to jest problem rozproszony?
> A co to jest problem rozproszony?
>
O charakterze rozłożonej winy na wiele podmiotów.
P.S. Dziękuję za poprawkę "angielskojęzyczną".
Agryppa
>> dręczy mnie rozterka: jeżeli biorę z banku pieniądze, których tam
>> przedtem nie włożyłem, to raz się to nazywa kredyt, a raz debet.
>> Zarówno kredyt, jak i debet muszę potem spłacić.
debet <bank> <klient> kredyt
kredyt <bank> <klient> debet
Kredyt z debetem mają tyle wspólnego, że dokonuje się przesunięcie
pieniędzy. I tutaj podobieństwa się kończą.
Dług banku
Masz u nich konto i pieniądze plus kartę plastikową. Są Ci winni
wszystkie pieniądze plus odsetki. To jest "ich" debet, a więc dług
wobec Ciebie. Jednak najczęściej mówią, że "they will credit your
account". Dopiszą Ci do konta.
Transakcja debetowa to taka, która powiększy ich dług wobec Ciebie. Twój
depozyt jest dla nich debetem (udzielasz im kredytu). Odsetki, które Ci
dopisują są dla nich debetem i transakcją debetową rozpatrywaną z ich
strony.
Dług klienta
Masz konto w banku, pieniądze plus kartę plastikową. Pozwalają Ci
zaciągnąć "kredyt", który staje się debetem dla Ciebie. "Wziąć kredyt"
od banku to znaczy obciążyć się debetem wobec banku.
Dla mnie nie ma sensu stosować tej terminologii, gdyż jej znaczenie nie
jest ściśle określone dla stron umowy.
Agryppa
> > A co to jest problem rozproszony?
> O charakterze rozłożonej winy na wiele podmiotów.
Wyjaśnienie godne moich wyjaśnień. (inwersja)
Ale da się zrozumieć, choć nie w pierwszej chwili.
Dziękuję.
> P.S. Dziękuję za poprawkę "angielskojęzyczną".
Proszę.
-=-
Wracając do kredytu i debetu -- byłoby chyba całkiem nieźle,
gdyby nie to, że 'odnawialny kredyt' występuje jako **synonim**
'dopuszczalnego debetu'.
Jak już ktoś zauważył (i co jest zgodne czasami ;) z zapisami
bankowymi czy w ogóle księgowymi) debet jest ujemnym stanem konta,
długiem, zaś kredyt oznacza udzielenie pożyczki. Przy kredycie stan
konta kredytobiorcy powinien być wyższy od zera (bo kredytodawca daje
kredytobiorcy coś na tak zwaną krechę/umowę) przy debecie niższy od zera
(bo ,,kredytodawca'', czy raczej wierzyciel zezwala na taki stan rzeczy).
W obu przypadkach występuje dług (czyli debet) wobec banku, który należy
spłacić, tyle tylko, że w przypadku debetu -- ujemny stan jest u mnie na
koncie
(a konto bankowe, choć jest prowadzone przez bank, czasami
więc przez tę samą osobę, która udziela kredytu czy zezwala
na debet, to jednak jest moją własnością, czasami nawet
nazywaną górnolotnie posiadłością)
a w przypadku kredytu ja mam na koncie (niejako u siebie w domu,
na swoim stanie posiadania) wartości dodatnie, ale bankowi muszę
coś kiedyś dać: to, co mi pożyczył i coś ponadto -- na przykład
odsetki i prowizje oraz jakieś opłaty manipulacyjne. Byłoby prościej,
gdyby kredytu udzielił nie bank prowadzący dane konto, ale inny
lub nawet inna osoba -- na przykład tak:
Polski Bank Debetowy prowadzi moje konto i nie zezwala na jakiekolwiek
debety na prowadzonych przez siebie kontach. Moja ciocia otrzymała
w spadku po swoim wujku dwa miliony dolarów i pożyczyła mi trochę
pieniędzy na dwa lata (aby mi dopomóc w budowie mego domu) które
ja ulokowałem na swoim koncie w PBD. Innymi słowy mam wobec cioci
dług (i musze go spłacić zgodnie z zawartą z ciocią umową) ale na
swoim koncie w PBD mam stan dodatni.
-=-
I tylko pozostaje drobny zgrzyt: dlaczego 'kredyt odnawialny' nazywa
się czasami 'debetem'? Rozumiem, że przy kredycie występuje i debet,
ale nie rozumiem, dlaczego te określenia są traktowane jako synonimy?
Czy jest to problem wieloznaczności, niedokładności i uproszczeń:
-- mam telefon
mam linię telefoniczną
mam numer telefoniczny
mam aparat telefoniczny
rozmawiam przez telefon[iczną sieć]
powinienem zadzwonić do kogoś
-- jest dyskietka
jest możliwość podłączenia (do płyty głównej można podłączyć
stację FDD; na płycie jest stosowne gniazdo)
jest nośnik FDD (na stole leży nośnik)
stacja FDD (w komputerze jest stacja FDD)
-=-
I
Kiedyś naprawdę udzielano (na przykład w PKO bp) odnawialnych kredytów. Klient
otrzymywał z banku trochę pieniędzy na swoje konto i płacił od nich odsetki bez
względu na to, czy z nich korzystał, czy nie: Bank przydzielał jakiś limit (na
przykład tysiąc, czy raczej milion, bo było to dawno, złotych) i klient mógł
przelać na swoje konto część lub całość. Jeśli przelał więcej -- miał więcej
do dyspozycji (a dokładniej więcej u siebie na koncie) ale i od większej kwoty
płacił bankowi odsetki. Co więcej -- bank też płacił klientowi od tych pieniędzy
odsetki (oczywiście dużo mniejsze) bo pieniądze te znajdowały się już na koncie
klienta. Klient swobodnie dysponował pieniędzmi na swoim koncie, a w skład tych
pieniędzy wchodziło i to, co sobie pożyczył od banku, i to, co sam tam wpłacił
ze swego.
---
II
Później zamieniono to w **niemal** zwykły debet: przyznawano jakiś limit
i klient płacił odsetki tylko od tej kwoty, którą pobrał (stawiając stan
swego konta poniżej zera) ale dołożono do tego stałą prowizję, pobieraną
na samym początku: czy klient brał cokolwiek spod zera, czy tylko zadawalał
się samą możliwością wzięcia spod krechy -- prowizję płacił. (wbrew pozorom
prowizja ta skutecznie, nawet o 50% podwyższa koszt kredytu)
---
III
Teraz parareklama:
Polbank (grecki, czyli pewnie i prawosławny, ;) bank) pozwala na
debet bez prowizji. Można poprosić o limit debetowy/kredytowy (nie
wiem, bo jeszcze nie wziąłem) i płacić zań tylko wówczas, gdy się
zeń korzysta.
---
H ;)
A teraz trochę historii:
Jak już w tym wątku pisałem, kiedyś była możliwość schodzenia pod
krechę bez zawierania jakichkolwiek umów kredytowych czy debetowych.
Na koncie pojawiał się stan ujemny i płaciło się **tylko** odsetki,
i tylko od tego, co się wzięło spod krechy. W PKO bp taki debet
mógł trwać dwa tygodnie. Ówczesne ,,komputery'' uważały, że rok
liczy sobie bodajże 360 dni a miesiąc 30, ale był to problem
natury technicznej.
Innymi słowy -- nowoczesny kredyt (czy debet) w Polbanku jest tym
samym, co rzekomo historyczny debet w PKO pb. Oczywiście nowoczesny
kredyt w Polbanku jest oprocentowany wyżej niż debety czy kredyty
obarczone prowizjami, bo jednak pieniądz jest towarem, za który
trzeba płacić: nie ma prowizji -- jest więc wyższe oprocentowanie.
Debet w PKO bp też był oprocentowany wysoko i też nie był opłacalny
na dłuższą metę -- jego zadaniem było krótkotrwałe niwelowanie
drobnych wpadek: klient otrzymywał wyciąg po każdej księgowanej
operacji na swoim koncie i miał kilka dni na uregulowanie
ewentualnego debetu.
-=-
Najbardziej podoba mi się tłumaczenie kredytu i debetu tutaj:
"cyfer" f183n3$vps$1...@ns.netstone.pl
> Rzeczywiście są przeciwstawne Dt - Ct . Polskie odpowiedniki - nie wiem dlaczego
> tak dyskryminowane - to winien {Wn]} i ma {Ma}.
> Rózne opisy tej samej kwoty wynikają z kontekstu różnych kont. Na koncie banku z
> którego on piniądze pożyczył masz debet (jesteś winien) a na koncie Twoim gdzie
> je przelano są postawione do Twojej dyspozycji (masz). Każda operacja jest
> przecież księgowana [ w uproszczeniu - są i bardziej skomplikowane zapisy] na
> dwóch kontach po przeciwnych stronach. Powyższe to elementarne zagadnienia z
> rachunkowości która jest nudna jak flaki z olejem :)
-=-
Wracając do kredytu i debetu -- byłoby chyba całkiem nieźle,
gdyby nie to, że 'odnawialny kredyt' występuje jako synonim
'dopuszczalnego debetu'.
-=-
"Agryppa" f6pl53$mbi$1...@news.onet.pl
> Kredyt z debetem mają tyle wspólnego, że dokonuje się przesunięcie
> pieniędzy. I tutaj podobieństwa się kończą.
Czy można powiedzieć, że są to wręcz przeciwstawienia: :)
Mój kredyt (wobec/względem banku) jest debetem banku (wobec/względem mnie)
i odwrotnie, czyli mój debet (wobec/względem banku) jest kredytem banku
(wobec/względem mnie)? Wówczas nie ma to wiele wspólnego z bankowym kredytem
(udzieleniem mi pożyczki przez bank) czy debetowym (ujemnym) stanem mego
konta bankowego. :)
E> A co to jest problem rozproszony?
> O charakterze rozłożonej winy na wiele podmiotów.
Dziś w sklepie widziałem winomierz. ;)
Pewnie służy do mierzenia winy. ;)