Chodzi mi tu jednak głównie o reklamy, które przecież są przygotowywane raz
(załóżmy), a potem tylko wielokrotnie powtarzane w telewizji, czy w radiu,
więc przygotowując je, twórcy mogliby rzucić okiem na transkrypcję
fonetyczną pewnych wyrazów, zanim ich użyją. Niestety jednak, ciągle
spotykam się z powszechną wymową wyrażeń takich jak: "BP Ultimate" jako
[bipi 'altimejt] zamiast [bipi 'altimet] (nie będę używał tu właściwej
transkrypcji fonetycznej IPA, bo niekoniecznie każdy musi być w niej
obeznany, więc po polsku będzie prościej),
pasta do zębów ['sensodyne] zamiast ['sensodajn],
jakieś urządzenie w TV Markecie zwane "Magic Gourmet" ("Magiczny smakosz"
(?)), czytane [medżik gur'me] zamiast [medżik 'gumej],
wybielacz "Ace", czytane kosmicznie [acze] zamiast [ejs] (co po prostu
znaczy "as" - tu jednak mogę się mylić pod warunkiem, że wybielacz
produkowany jest w kraju, w którym wyraz ten, cokolwiek oznacza, czyta się
faktycznie [acze]),
"cover" czytane jako ['kołwer] zamiast ['kawer] (ten ma wiele znaczeń, ale
najczęściej używany jest w kontekście muzycznym - nie wiem, czy to dobre
tłumaczenie, ale niech będzie "rearanżacja", np. jakiegoś utworu).
Na koniec zostawiam przykład bardzo ostatnio popularny - centrum handlowego
"Silesia City Center", w którym pierwszy wyraz czytany jest po prostu jako
[si'lezia], zamiast [saj'liżia], tak więc mamy [silezja siti senter],
zamiast [sajliżia siti senter].
No, może ktoś z Was ma wytłumaczenie, o co tu chodzi i w jakim celu ludzie
stosują taką wymowę? :-)
Pozdrawiam,
Mariusz.
[...różne tam takie...]
> Na koniec zostawiam przykład bardzo ostatnio popularny - centrum handlowego
> "Silesia City Center", w którym pierwszy wyraz czytany jest po prostu jako
> [si'lezia], zamiast [saj'liżia], tak więc mamy [silezja siti senter],
> zamiast [sajliżia siti senter].
A to niby czemu? Dlaczego mamy mówić 'sajlizia' na Silesia? Jak Anglosasi
nie potrafią wymówić obcego słowa inaczej niż na swoje kopyto, to znaczy,
że my też musimy kaleczyć wymowę? My potrafimy łacińską nazwę wypowiedzieć
bez charakterystycznego dla polszczyzny zmiękczenia "s" (jak na przykład
"sikawka"), nie musimy oglądać się na tych, którzy nawet nie wiedzą gdzie
ten Śląsk leży.
> No, może ktoś z Was ma wytłumaczenie, o co tu chodzi i w jakim celu ludzie
> stosują taką wymowę? :-)
To znaczy w jakim celu niektórzy usiłują mówić 'sajlizia'? Moda taka.
A chodzi pewnie o jakiś kompleks.
--
Jarek
> A to niby czemu? Dlaczego mamy mówić 'sajlizia' na Silesia? Jak Anglosasi
> nie potrafią wymówić obcego słowa inaczej niż na swoje kopyto, to znaczy,
> że my też musimy kaleczyć wymowę?
Ba, żeby chociaż nie potrafili. Słownik wymowy jednak podaje wymowę przez
/si-/. A nawet /szi-/.
Jarek
--
http://agnus.jogger.pl
OK, to prawda. Np. "Kraków" mogłby być wymówiony [krejkał] przez Anglików,
dających sobie głowę uciąć, że to poprawna, polska wymowa ;-) (to tylko
przykład, nie generalizowanie).
Poruszyłem temat, bo chciałem poznać opinię innych. Faktycznie, niektóre
wyrazy trudno wymówić, może dlatego celowo tworzy się [acze], czy
[sensodyne], bo może to łatwiej wpada Polakom w ucho i lepiej się sprzeda;
łatwiej to też wymówić w sklepie :-). Dla mnie jednak to bzdura.
Pomińmy może Silesia City Center (choć ciągle wydaje mi się, że skoro
czytamy dwa człony używając faktycznej wymowy angielskiej [siti senter], a
nie [city center], to również i ten pierwszy powinien zostać wymówiony
właściwie). Nie sądzicie? Pomińmy to jednak, bo wyraz "silesia", jest
zakorzeniony w polszczyznie, stąd pewnie ta wymowa. Sam niekoniecznie
chciałbym się wybijać i używać [sajliżia], skoro wszyscy mówią [silezja].
Naraziłbym się na śmieszność, choć pewnie byłoby inaczej, gdyby media
propagowały tę pierwszą, właściwą wersję.
Ale mamy też sytuację odwrotną: czemu CV wymawiamy [siwi], skoro to skrót
pochodzący z Łaciny, nie z angielskiego?
Wracając do pozostałych wyrazów, które przytoczyłem, zauważcie, że nie są
one czytane tak, jak wskazuje pisownia (gdyby czytać po polsku), bo w takim
wypadku powstałyby [gourmet] i [cower].
Zamiast tego mamy wymowę nie wiadomo skąd i nie wiadomo, na jakiej podstawie
stworzoną: [gur'me] i [kołwer]. Dlaczego więc, zamiast kombinować i tworzyć
nie wiadomo co, nie spojrzeć do słownika i nie użyć wymowy właściwej?
Mariusz.
A z ciekawości, co to za słownik?
> Wracając do pozostałych wyrazów, które przytoczyłem, zauważcie, że nie
> są one czytane tak, jak wskazuje pisownia (gdyby czytać po polsku), bo w
> takim wypadku powstałyby [gourmet] i [cower].
> Zamiast tego mamy wymowę nie wiadomo skąd i nie wiadomo, na jakiej
> podstawie stworzoną: [gur'me] i [kołwer]. Dlaczego więc, zamiast
> kombinować i tworzyć nie wiadomo co, nie spojrzeć do słownika i nie użyć
> wymowy właściwej?
a jaka wg ciebie jest prawidłowa wymowa słowa gourmet?
Waldek
Jest różnica między wymową brytyjską i amerykańską, ale powiedzmy, że
odpowiednio ['gu:mei] / ['gormei] (to tylko pseudotranskrypcja oczywiście).
A co?
Jestes swiadkiem procesu powstawania nowych polskich slow. Tak samo
prawdopodobnie powstalo polskie slowo "szwoleżer", ktore wymowa chyba
jednak rozni sie od francuskiego oryginalu "chevau-léger".
Ludek
no bo to jest słowo francuskie i w angielskim i amerykańskim jest też z
francuska wymawiane.
Waldek
> Ale mamy też sytuację odwrotną: czemu CV wymawiamy [siwi], skoro to skrót
> pochodzący z Łaciny, nie z angielskiego?
To akurat proste. Razem z obyczajem pisania CV przywędrował do nas
sam skrót -- tak pisany i tak wymawiany. Termin "curiculum witae" był
używany również wcześniej, nic się w tym używaniu nie zmieniło.
Jeszcze jedno. To pochodzi z łaciny, nie z Łaciny. Proszę nie próbować
przenosić nam tu cichaczem angielskich reguł stosowania wielkich liter.
> Wracając do pozostałych wyrazów, które przytoczyłem, zauważcie, że nie są
> one czytane tak, jak wskazuje pisownia (gdyby czytać po polsku), bo w takim
> wypadku powstałyby [gourmet] i [cower].
> Zamiast tego mamy wymowę nie wiadomo skąd i nie wiadomo, na jakiej podstawie
> stworzoną: [gur'me] i [kołwer]. Dlaczego więc, zamiast kombinować i tworzyć
> nie wiadomo co, nie spojrzeć do słownika i nie użyć wymowy właściwej?
Czy dobrze jest, że w pojawiają się nam w języku słowa brane wprost
z angielskiego, to temat długi i skomplikowany. Można o tym dyskutować
bez końca. Ale jeśli już jakieś słowo zaczyna w polszczyźnie funkcjonować
powszechnie, to sprawa jest prosta. Jeśli wszedłeś między wrony, musisz
krakać jak i ony -- czyli słowo musi poddać się normalnej adaptacji.
Poczynając od brzmienia i akcentu, a na odmianie czy innych końcówkach
kończąc. I proszę mi nie pisać, że wymowa jest "nie wiadomo skąd" -- to
jest po prostu dostosowanie się do dźwięków języka. Tak jest zawsze,
nie tylko w języku polskim. Anglicy jak sobie zapożyczyli słowo "idea",
to wymawiają je "ajdija" -- wcale nie dlatego, że nie zajrzeli do słowniką
i że nikt nie wiedział jaka jest właściwa wymowa.
--
Jarek
English Pronouncing Dictionary (ed. Daniel Jones, Peter Roach, James
Hartman, Jane Setter), Cambridge University Press
Jarek
--
http://agnus.jogger.pl
> Wracając do pozostałych wyrazów, które przytoczyłem, zauważcie, że nie są
> one czytane tak, jak wskazuje pisownia (gdyby czytać po polsku), bo w takim
> wypadku powstałyby [gourmet] i [cower].
> Zamiast tego mamy wymowę nie wiadomo skąd i nie wiadomo, na jakiej podstawie
> stworzoną: [gur'me] i [kołwer]. Dlaczego więc, zamiast kombinować i tworzyć
> nie wiadomo co, nie spojrzeć do słownika i nie użyć wymowy właściwej?
A dlaczego Amerykanie na stolicę jednego ze swoich stanów mówią /de moin/,
mimo że nie ma to żadnego ładu i składu? A Polacy mówią /me'nu/, często
asymilując samogłoskę, ale zachowując oryginalny akcent? Nie da się wymagać
wymowy poprawnej wg. oryginalnej fonologii lub wg. fonologii języka
docelowego; efekt końcowy najczęściej powstaje gdzieś na pograniczu.
Jarek
--
http://agnus.jogger.pl
Można bzdur szukać znacznie "bliżej" - w pełni polskojęzycznych
reklamach. Aktualnie radiostacje nadają reklamę, w której lektor czyta
(liczby przed przecinkiem nie pamiętam, ale to nie ma znaczenia);
"5,1%" jako "... i jeden dziesiątych procent"! Bardzo krótka treść i
kilka błęów! Takie czasy, taki nieprofesjonalizm. A może - to byłoby
potworne - to ukłon w stronę niegramotnych, by im się łatwiej
rozumiało? Oby nie!
Nemo
Jednocześnie powinna zastanawiać amerykańskość promowanej w Polsce
anguielszczyzny. Po brytyjsku byłoby "Centre", a nie tak jak mamy po
amerykaństku "Center". :)
> czytamy dwa człony używając faktycznej wymowy angielskiej [siti senter], a
> nie [city center], to również i ten pierwszy powinien zostać wymówiony
> właściwie). Nie sądzicie? Pomińmy to jednak, bo wyraz "silesia", jest
> zakorzeniony w polszczyznie, stąd pewnie ta wymowa. Sam niekoniecznie
Tak, można się tłumaczyć, że "Silesia" jest po łacinie, "city" po
angielsku, a "center" po amerykańsku. :) Tygiel kultur?
> chciałbym się wybijać i używać [sajliżia], skoro wszyscy mówią [silezja].
> Naraziłbym się na śmieszność, choć pewnie byłoby inaczej, gdyby media
> propagowały tę pierwszą, właściwą wersję.
> Ale mamy też sytuację odwrotną: czemu CV wymawiamy [siwi], skoro to skrót
> pochodzący z Łaciny, nie z angielskiego?
Może dlatego, że przypłynął do nas wraz z "cywilizacją anglojęzyczną"?
Niezbyt mocne uzasadnienie...
>
> Wracając do pozostałych wyrazów, które przytoczyłem, zauważcie, że nie są
> one czytane tak, jak wskazuje pisownia (gdyby czytać po polsku), bo w takim
> wypadku powstałyby [gourmet] i [cower].
> Zamiast tego mamy wymowę nie wiadomo skąd i nie wiadomo, na jakiej podstawie
> stworzoną: [gur'me] i [kołwer]. Dlaczego więc, zamiast kombinować i tworzyć
> nie wiadomo co, nie spojrzeć do słownika i nie użyć wymowy właściwej?
Myślę, że to - o zgrozo - ukłon w stronę nie znających obcych języków.
Słowa są czytane w języku "zagranicznym" i to ma wystarczyć. Czasem
może także "tradycja" dotycząca danej nazwy istnieje także w kraju,
skąd pochodzi; tego nie wiem(y).
Kiedy wśród Polaków zacząłbyś poprawnie wymawiać gros (prawie) znanych
im słów, to zaczną krzywo patrzeć na Ciebie i bardziej przykujesz ich
uwagę temu brzmieniu, niż treści, którą chcesz przekazać. Mało kto
mówi "idżekt" na klawisz na magnetofonie, tylko "ejekt"; Polska po
angielsku dla większości to "Poland" a nie "Peuland", "jundai" zamiast
"Hjundaj" i tak dalej. Z jendej strony poprawność, z drugiej strony
zrozumienie, a w kontaktach osobistych - możliwość bycia posądzonym o
snobizm, bądź wywyższanie się swoją znajomością sprawy w pewnym
środowiku.
Nemo
PS. Już kiedyś tu pytałem o to, czy "George W. Bush" wymiawiać z "wu"
w środku, czy z "dablju", wszak mniejszość Polaków zna literowanie
angielskie... :) A co ze skrótami z bardziej egzotycznych jezykach,
których prawie nikt u nas nie zna?
Zdarza mi się usłyszeć w pewnej rozgłośni (mniejsza o to jakiej, bo pewnie nie
tylko tam się to zdarza) coś jak "... na częstotliwości 98 megaherca".
Większość częstotliwości na UKF-ie ma ułamkowe części MHz, więc pewnie ktoś
uznał, że zawsze trzeba używać słowa "megaherc" w tej formie. Co wydaje mi się
zjawiskiem przeciwstawnym do sposoby użycia waty w zwrocie "1000 wat" (w
znaczeniu "1000 watów"). Tutaj wat pozostaje w mianowniku. A może ludziom
wydaje się, że jest rodzaju żeńskiego? Podobnie wygląda z "gramą", np. "50
gram".
R.
--
Jeżeli upadnie cywilizacja zachodnia, to będzie szansa na odbudowę cywilizacji
chrześcijańskiej. (dr Stanisław Krajski, Radio Maryja, 10 X 2001)
A ja czasem spotykam się z określeniem "zero pół" na liczbę 0,5 :-). Też
brzmi ciekawie, choć może to bardziej błąd matematyczny, niż językowy?
Pozdrawiam.
No właśnie. Też bardzo często się z tym spotykam - rozumiem, że w takim
razie, odmienianie tych jednostek jest prawidłowe, tak?
150 amperów, 300 omów, 230 woltów / watów - tak? Chciałem się upewnić, bo,
jak sam zauważyłeś, przeważnie ludzie mówią
150 amper / om / 230 wolt / wat / gram. Sam nieraz mam przez to wątpliwości
:-).
Pozdrawiam.
Dobre i to. W pozostałych rozgłośniach słychać raczej "na
częstotliwości 90 FM". Brrrr! :-(
> Większość częstotliwości na UKF-ie ma ułamkowe części MHz, więc pewnie ktoś
> uznał, że zawsze trzeba używać słowa "megaherc" w tej formie. Co wydaje mi się
> zjawiskiem przeciwstawnym do sposoby użycia waty w zwrocie "1000 wat" (w
> znaczeniu "1000 watów"). Tutaj wat pozostaje w mianowniku. A może ludziom
Tak mówią niestety nawet energetycy...
> wydaje się, że jest rodzaju żeńskiego? Podobnie wygląda z "gramą", np. "50
> gram".
... i piszą 20 dkg...
Nemo
Tak! bo czemu nie?!
Ktoś (wykształcony) się mnie kiedyś zapytał, czy daty się odmienia...
Bo "wszyscy mówią czwarty paździenik". Nie wspominając o nagminnym
nieodmienianiu nazwisk...
> jak sam zauważyłeś, przeważnie ludzie mówią
> 150 amper / om / 230 wolt / wat / gram. Sam nieraz mam przez to wątpliwości
> :-).
> Pozdrawiam.
"Pajęczarze ukradli prąd o natężeniu 220 wolt na kwotę miliona
przecinek zero pół peelenów" ;)
Nemo
Tak, to prawda. Ale nie sądzisz, że w wielu przypadkach byłoby inaczej,
gdyby media zapoczątkowały prawidłową wymowę wyrazów, których używają?
Wtedy nie byłoby obciachem powiedzieć w sklepie "poproszę pastę [sensodajn]
i wybielacz [ejs]" :-).
>Mało kto
>mówi "idżekt" na klawisz na magnetofonie, tylko "ejekt";
Również i w tym przypadku masz rację. Jest to jednak uzasadnione, jeśli ktoś
po prostu nie zna tego języka (szczególnie starsze pokolenie), bo niekażdy
się go uczył lub miał ochotę się uczyć - choć w przypadku mediów nie jest
to, wg mnie, żadne usprawiedliwienie. Dobrze chociaż, że mamy [prins polo],
a nie [prince polo] i oprócz tego będzie jeszcze co najmniej kilka
przykładów reklam, w których można faktycznie spotkać się z prawidłową
wymową wyrazów, nawet jeśli można sobie na niej połąmać język, więc na
szczęście niektórzy zwracają na nią uwagę.
Mariusz
Językowy także... Matematyczny może nawet ciutkę mniej - tak o zero
przecinek pół procent. :-D
Nemo
Sądzę, sądzę... Masz obsolutną rację. Ale... To ONI rządzą mediami. :(
>
> >Mało kto
> >mówi "idżekt" na klawisz na magnetofonie, tylko "ejekt";
>
> Również i w tym przypadku masz rację. Jest to jednak uzasadnione, jeśli ktoś
> po prostu nie zna tego języka (szczególnie starsze pokolenie), bo niekażdy
> się go uczył lub miał ochotę się uczyć - choć w przypadku mediów nie jest
> to, wg mnie, żadne usprawiedliwienie. Dobrze chociaż, że mamy [prins polo],
O! To rzadkość, częściej jednak przychodzi mi kupwoać "pryncepolo".
Ale i tam mi smakuje.
> a nie [prince polo] i oprócz tego będzie jeszcze co najmniej kilka
> przykładów reklam, w których można faktycznie spotkać się z prawidłową
> wymową wyrazów, nawet jeśli można sobie na niej połąmać język, więc na
> szczęście niektórzy zwracają na nią uwagę.
Obawiam się, że pozostajemy w mniejszości i ONI kiedyś każą nam
założyć kółko wzajemnej adoracji. Hehehehe.
Nemo
Też takich tworów nie mogę słuchać :-). Zarówno jeśli chodzi o daty, jak i o
nazwiska. Niektóre faktycznie są nieodmienne, ale znaczna większość jednak
się odmienia. Ktoś mi kiedyś usiłował wmówić, że nazwisk się nie odmienia,
więc sam się w tym zgubiłem i choć zawsze odmieniam nazwiska, nigdy nie
jestem tak naprawdę pewny, czy to prawidłowe. Jednak gdy się tego nie robi,
pojawiają się nazwiska o trudnej do określenia, właściwej formie mianownika,
np. "ostatnio spotkałem Lecha Wałęsa". Innymi słowy, możnaby z takiego
zdania wywnioskować, że chodzi o pana noszącego nazwisko "Wałęs"...
A skoro już poruszył Pan temat dat, chciałem się upewnić, czy poniższe
zdanie jest prawidłowe:
"Umówiłem się z nią na wpół do piątej." Pytam, bo często można usłyszeć
zamiast tego wersję "... na wpół do piątą".
Mariusz.
> Polska po angielsku dla większości to "Poland" a nie "Peuland",
> "jundai" zamiast "Hjundaj" i tak dalej.
Przed laty dość regularnie kontaktowałem się z prezesem polskiego
przedstawicielstwa tej firmy, Koreańczykiem. Mówił "Hundai".
--
Jarek
Przepraszam, to zwykły błąd ortograficzny. Już się poprawiam.
Mariusz.
Chyba jednak nie chodzi o rodzaj żeński, bo zwrotu "1 wolta" (w znaczeniu "1
wolt") się nie spotyka. Chociaż pewnie zaraz ktoś powie, że owszem, słyszał...
> No właśnie. Też bardzo często się z tym spotykam - rozumiem, że w takim
> razie, odmienianie tych jednostek jest prawidłowe, tak?
> 150 amperów, 300 omów, 230 woltów / watów - tak? Chciałem się upewnić, bo,
> jak sam zauważyłeś, przeważnie ludzie mówią
> 150 amper / om / 230 wolt / wat / gram. Sam nieraz mam przez to wątpliwości
> :-).
Nawet 22 pikofarady.
Strasznie to zagadkowe czemu niektórzy mówią w mianowniku. Obaliłem swoją
hipotezę o zmianie rodzaju. Może uważają, że "wolt" to takie dziwne tajemnicze
coś, czego lepiej nie ruszać, a jak już się ruszy, to chociaż nie odmieniać?
Dla mnie jedyną dopuszczalną sytuacją użycia zwrotu "100 gram" jest język
pijacki. Tak mi się kojarzy: do barmana podchodzi zapijaczony jegomość i
bełkotliwie prosi o kolejne 100 gram. Więc może to wpływ żargonu pijackiego na
inne obszary języka?
>> Jeszcze jedno. To pochodzi z łaciny, nie z Łaciny. Proszę nie próbować
>> przenosić nam tu cichaczem angielskich reguł stosowania wielkich liter.
>
> Przepraszam, to zwykły błąd ortograficzny. Już się poprawiam.
Pozwoliłem sobie zwrócić uwagę, bo pojawił się on po raz drugi.
To dość charakterystyczny błąd. Równie często spotykam formy
"we Wtorek", "w Marcu". Tak pisano w wieku XVIII i chyba jeszcze
w XIX. Ale gdy ktoś dzisiaj używa w tych sytuacjach wielkich liter,
to nie jest to archaizm, lecz wpływ angielszczyzny na współczesny
język polski.
--
Jarek
Mogliby mówić "cztery październik". Pewnie tak kiedyś będzie. A nawet jest, bo
jeżeli zamiast "4-ty październik" ktoś pisze "4. październik" to można by to
tak czytać.
A na razie prawidłowo można powiedzieć coś jak "to już czwarty październik bez
mojego męża". Byle ktoś nie sugerował, że to już czwarty październik jakiegoś
roku.
>> 150 amper / om / 230 wolt / wat / gram.
>
> Strasznie to zagadkowe czemu niektórzy mówią w mianowniku. Obaliłem
> swoją hipotezę o zmianie rodzaju. Może uważają, że "wolt" to takie
> dziwne tajemnicze coś, czego lepiej nie ruszać, a jak już się ruszy,
> to chociaż nie odmieniać? Dla mnie jedyną dopuszczalną sytuacją użycia
> zwrotu "100 gram" jest język pijacki. Tak mi się kojarzy: do barmana
> podchodzi zapijaczony jegomość i bełkotliwie prosi o kolejne 100 gram.
> Więc może to wpływ żargonu pijackiego na inne obszary języka?
Wszystkie "reguły językowe" formułowane są już wtedy, gdy jakaś forma
utrwali się w języku. Mówimy "trzysta procent normy", a gdy ktoś poczyta
to za sprawę zagadkową, to mu się spokojnie wyjaśnia, że to z łaciny
pochodzi, od "per cent", i dlatego się nie odmienia. Ale nikt nawet nie
próbuje w świetle powyższej teorii uzasadniać, dlaczego właściwą formą
jest "pół procenta" (czy wręcz "pół procentu").
Jarek
--
Po ichniemu nie rozumiem on po ludzku też
Lecz jest wódka więc jest tłumacz przy niej mów co chcesz
Postawiłem po sto gram niech Negr widzi że gest mam
Jemu przecież w Ameryce ciężko jest
Do dyspozycji w domu mam tylko słownik angielsko-polski i polsko-angielski
Oxford PWN, który wyraźnie podaje [sai'li:zia] (a może akurat następujące
znaki faktycznej transkrypcji nie zamienią się Wam w jakieś krzaki:
[saı'li:zıə]).
W słowniku Oxford Advanced Learner's Dictionary, który również posiadam,
niestety wyrazu tego nie ma. Udało mi się jednak znaleźć stronę, na której
nie ma niby transkrypcji, ale wyrazy są wymawiane przez lektora. Przedstawia
ona dwa sposoby wymowy: [sai'li:zia] i [sai'li:ż(i)a] (tak mniej więcej)
(http://www.howjsay.com/index.php?word=silesia&submit=Submit). Oczywiście,
nie twierdzę, że Pański słownik podaje błędną wymowę, choć przyznam, że
jestem nią zdziwiony. Sugeruje Pan, że podana tam angielska transkrypcja
nakazuje wymawiać ten wyraz jako [silezia] lub [szilezia]?
Mariusz.
Tak przy okazji, o ile pamiętam, liczebniki porządkowe w datach pisze
się bez kropek.
Nemo
I z bułgarską walutą. Nie wiem, ile razy słyszałam, że coś kosztowało
"pięćdziesiąt lewa" (w latach siedemdziesiątych było to nagminne. W
dzisiejszych czasach ten błąd jest rzadszy, bo i rzadziej ludziska jeżdżą na
urlop do Bułgarii).
Kamila Pe.
A może germanizm?
N.
Wierzę. Ja swój przykład oparłem na fonetycznym zapisie nazwy z
polskiego czasopisma technicznego z początku lat osiemdziesiątych.
Może ten zapis był nie dość precyzyjny, a może Koreańczycy
"uangielszczyli" w międzynarodowym środowisku nzawę swej firmy?
Nemo
Za to w j. czeskim chyba mają mniej wątpliwości. W czasach
raczkującego kapitalizmu odwiedziłem Czeski Cieszyn. Tamże na rynku
stał stragan z cytrusami. Poprosiłem "2 kilo pomarańczy" i obsługator
powtórzył do siebie "dwa kila". Po polsku raczej (prawie) nikt by tak
nie powiedział?
Nemo
> jestem nią zdziwiony. Sugeruje Pan, że podana tam angielska transkrypcja
> nakazuje wymawiać ten wyraz jako [silezia] lub [szilezia]?
Ona niczego nie nakazuje, ona informuje, że taka wymowa jest używana w
grupie uznanej za punkt odniesienia. "Taka" czyli w interesującym nas
aspekcie /sai-/ /si-/ lub /szi-/; w tej kolejności, co zapewne
odzwierciedla popularność.
Jarek
--
http://agnus.jogger.pl
>>> Polska po angielsku dla większości to "Poland" a nie "Peuland",
>>> "jundai" zamiast "Hjundaj" i tak dalej.
>>
>> Przed laty dość regularnie kontaktowałem się z prezesem polskiego
>> przedstawicielstwa tej firmy, Koreańczykiem. Mówił "Hundai".
>
> Wierzę. Ja swój przykład oparłem na fonetycznym zapisie nazwy z
> polskiego czasopisma technicznego z początku lat osiemdziesiątych.
> Może ten zapis był nie dość precyzyjny, a może Koreańczycy
> "uangielszczyli" w międzynarodowym środowisku nzawę swej firmy?
To normalna praktyka, że w pierwszej kolejności nazwy marek się
uangielszcza. A w drugiej dba się o to, by na lokalnych rynkach
stosowane były nazwy łatwe do wymówienia (jak na przykład u nas
"Osram" -- ale na tym zalety tej nazwy się kończą), a poza tym
lokalnie używana wymowa łatwo kojarzyła sie tybylcom z formą
pisaną. Dlatego też w Polsce słyszymy "hiundai", a na przykład
w Hiszpanii (zapewne) "iundai" -- takie są reguły tamtejszej
wymowy. Podobnie jest z Ace. Pierwsze co robia reklamiarze, to
oswojenie klientów nazwą i jej brzmieniem.
--
Jarek
>>>> Jeszcze jedno. To pochodzi z łaciny, nie z Łaciny. Proszę nie próbować
>>>> przenosić nam tu cichaczem angielskich reguł stosowania wielkich liter.
>>>
>>> Przepraszam, to zwykły błąd ortograficzny. Już się poprawiam.
>>
>> Pozwoliłem sobie zwrócić uwagę, bo pojawił się on po raz drugi.
>> To dość charakterystyczny błąd. Równie często spotykam formy
>> "we Wtorek", "w Marcu". Tak pisano w wieku XVIII i chyba jeszcze
>> w XIX. Ale gdy ktoś dzisiaj używa w tych sytuacjach wielkich liter,
>> to nie jest to archaizm, lecz wpływ angielszczyzny na współczesny
>> język polski.
>
> A może germanizm?
W XVIII wieku? Całkiem prawdopodobne. Ale dzisiaj to anglicyzm.
--
Jarek
> Tamże na rynku stał stragan z cytrusami. Poprosiłem "2 kilo pomarańczy"
> i obsługator powtórzył do siebie "dwa kila". Po polsku raczej (prawie)
> nikt by tak nie powiedział?
Dość powszechna forma w niektórych rejonach na południu Polski (w innych
być może też).
--
Jarek
>> Przed laty dość regularnie kontaktowałem się z prezesem polskiego
>> przedstawicielstwa tej firmy, Koreańczykiem. Mówił "Hundai".
>
> Wierzę. Ja swój przykład oparłem na fonetycznym zapisie nazwy z
> polskiego czasopisma technicznego z początku lat osiemdziesiątych.
> Może ten zapis był nie dość precyzyjny, a może Koreańczycy
> "uangielszczyli" w międzynarodowym środowisku nzawę swej firmy?
W USA mówią coś na kształt "handej". Rymuje się do "Sunday".
Kilka wariantów wymowy jest na stronie http://en.wikipedia.org/wiki/Hyundai
MJ
> Kiedy wśród Polaków zacząłbyś poprawnie wymawiać gros (prawie) znanych
> im słów, to zaczną krzywo patrzeć na Ciebie i bardziej przykujesz ich
> uwagę temu brzmieniu, niż treści, którą chcesz przekazać. Mało kto
> mówi "idżekt" na klawisz na magnetofonie, tylko "ejekt"; Polska po
> angielsku dla większości to "Poland" a nie "Peuland", "jundai" zamiast
> "Hjundaj" i tak dalej. Z jendej strony poprawność, z drugiej strony
> zrozumienie, a w kontaktach osobistych - możliwość bycia posądzonym o
> snobizm, bądź wywyższanie się swoją znajomością sprawy w pewnym
> środowiku.
>
> Nemo
>
> PS. Już kiedyś tu pytałem o to, czy "George W. Bush" wymiawiać z "wu"
> w środku, czy z "dablju", wszak mniejszość Polaków zna literowanie
> angielskie... :) A co ze skrótami z bardziej egzotycznych jezykach,
> których prawie nikt u nas nie zna?
Nie tylko skróty. Hyundai wymawia się podobno Jundee.
Waldek
> sam skrót -- tak pisany i tak wymawiany. Termin "curiculum witae" był
Pozwolę sobie tutaj poprawić: curriculum vitae.
:-)
Pozdrawiam
Ewa
Ciekawe slowo to "obslugator". Ale chyba powiedzial "dwie kila", bo w
czeskim jest rodzaju nijakim "dvě". W czeskiej knajpie nalezy zamawiac
"dwie piwa" (nie "dwa piwa").
W czeskim tez jest "to procento", wiec mozemy spokonie odmieniac:
jedno procento, dvě-tři-čtyři procenta, pět procent, půl procenta.
Ludek
Czesto sie spotykam w polskich sklepach z forma: pięć złoty, trzy złoty.
Jak gdyby slowa "zloty" sie nie odmienialo.
Ludek
> Czesto sie spotykam w polskich sklepach z forma: pięć złoty, trzy
> złoty. Jak gdyby slowa "zloty" sie nie odmienialo.
Rzadko bo rzadko, ale słyszę też formę "jeden złotych".
MJ
> Rzadko bo rzadko, ale s�ysz� te� form� "jeden z�otych".
Nie wiem sk�d si� ta linia wzi�a - dyskusja jest za d�uga,
ale "jeden z�otych" to bardzo cz�sta forma,
zw�aszcza je�li u�ywa jej komputer.
(Ale nie jestem za reform�- uproszczeniem gramatyki.)
--
(tekst w nowej ortografi: �->u , ch->h ,rz->� lub sz, -ii-> -i)
Ortografia to NAWYK, cz�sto nielogiczny,
ktury ludzie oci�ali umys�owo
na�ucaj� bezmy�lnie nast�pnym pokoleniom.
reforma.ortografi.w.interia.pl
Jak to?! Przecież on jest /pręs poLO/, chyba że ktoś nie zna języków
obcych i musi się podpierać pidżinem z jakiejś wyspy na peryferiach
kontynentu.
- Stefan
--
Stefan Sokolowski, Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
Pra-widłowy jest tylko bardzo stary wózek widłowy, praszczur
dzisiejszych wózków widłowych. A ludzie mówią różnie i zamiast ich
wypowiedzi dzielić na prawidłowe i lewidłowe, lepiej zajmijmy się
porównywaniem prywatnych idiolektów.
Mariusz:
> "Umówiłem się z nią na wpół do piątej."
Ja osobiście umawiam się z nią na *pół* do piątej'' (w domyśle: pół
godziny) a następnie ujmuję ją *wpół*. Czy Ty na odwrót, umawiasz się
na wpół i ujmujesz pół? Które pół ujmujesz a które Ci zostaje?
> Ja osobiście umawiam się z nią na *pół* do piątej'' (w domyśle: pół
> godziny) a następnie ujmuję ją *wpół*. Czy Ty na odwrót, umawiasz się
> na wpół i ujmujesz pół? Które pół ujmujesz a które Ci zostaje?
Mam pewien problem ze zrozumieniem, co masz na myśli...
W swoim pytaniu miałem na myśli, czy błędną jest forma "na (w)pół do piątą",
w przeciwieństwie do "na (w)pół do piątej". Rozumiem, że tak.
Ale różnica między "wpół" i "pół"? W książkach spotykam się jedynie z formą
drugą, choć tu, u nas, mówi się "wpół". To niepoprawne?
Mariusz
Masz rację. Tzn. słowo to się odmienia, ale faktycznie, coraz więcej ludzi
(przynajmniej w moim otoczeniu), pozostawia to słowo w mianowniku, co mnie
dość mocno razi.
"Pożycz mi dziesięć złoty"... A gdzie "-ch"? To chyba jakaś nowa moda, czy
coś. Trudno powiedzieć :).
Mariusz.
> Ale nie sądzisz, że w wielu przypadkach byłoby inaczej,
> gdyby media zapoczątkowały prawidłową wymowę wyrazów, których używają?
> Wtedy nie byłoby obciachem powiedzieć w sklepie "poproszę pastę [sensodajn]
> i wybielacz [ejs]" :-).
"I jeszcze poproszę dorzucić ten drobiazg od [wersejs]" też nie byłoby
obciachem. Ace, podobnie jak Versace przyszło do nas z trochę innej części
świata niż hamburgery.
Ciekawe, że jeśli coś nie wygląda jak napisane po polsku, to od razy
wszystkim wydaje się, że jest po angielsku (= trzeba wymawiać z angielska).
A potem słyszę, że ktoś kupił benzynę na stacji [ardże]. Tyle tylko, że
Arge jest marką/siecią jak najbardziej polską.
Raf :-)
--
Przysłowia polskie: Kto mieczem wojuje, temu się ucho nie urwie.
Skąd taka teza? Smarkaty nie jestem, ale jeszcze tej wersji nie
słyszałem. Za to na poparcie tezy okołoangielskiej wymowy jest nazwa
islandzka (oni nie cieprią obcych słów i angielskiej pisowni na
cokolwiek): Prins Póló.
> obcych i musi się podpierać pidżinem z jakiejś wyspy na peryferiach
Oni tam na tej wyspie to jeszcze się zdziwią jak "język
międzynarodowy" (np. hinduski pidżin anglopochodny) u nich zapanuje...
> kontynentu.
>
> - Stefan
>
Nemo
A ja się trochę nie dziwię. Język angielski nas zalewa ze wszech
stron, jak coś jest "międzynarodowe" to w znakomitej większości jest z
kraju anglojęzycznego (nie mówię o butach, czy sweterkach chińskich,
choć i nach napisy zwykle są wyłącznie po angielsku). Ponadto
większość naszych współobywateli nie zna żadnego języka obcego (nie
mówiąc o własym), a nawet jak znają angielski, to często go tylko
"znają" ze słyszenia...
> A potem słyszę, że ktoś kupił benzynę na stacji [ardże]. Tyle tylko, że
> Arge jest marką/siecią jak najbardziej polską.
"Tiwipolonia"
Nemo
EvT
--
http://qck.pl/Rc
Rozwiązaniem byłoby nazywanie rzeczy obcych jak robią to Finowie - jak
się literki po fińsku czyta, tak się "to to" nazywa. I tak Peugetot to
[peugeot], a nie jakiś tam [perzo]. Tak mówił ten "półpolski Fin" z
programu "Europa da się lubić". I my właśnie (szczęśliwie) niekóre
obce wyrazy tak wymawiamy.
A jak wymawiacie "ketchup"? Ja "po polsku", czyli tak, jak nam się
spolszczył ten wyraz - [keczup], aczkolwiek spotkałem już paru
purystów, którzy walczą o "prawidłowy" [keczap]. Ale spotkałem się też
z [lajpton], "bo i w angielskim się czyta [aj]"! ;-) Chajfaj!
Nemo
[podkreślenia moje -- Stefan]
Dlaczego używasz takich dziwacznych wartościujących przymiotników w
odniesieniu do żywego języka? To tak, jakbyś pytał, czy to miasto
jest błędne a tamto poprawne. Takie sposoby mówienia *są*,
właściciele języka polskiego tak mówią. Możesz zastanawiać się, co
pokrzywiło wieżę w Pizie i dlaczego naprzeciwko Żurawia, po drugiej
strony Motławy od reprezentacyjnego Głównego Miasta, mieści się
,,dzielnica latających noży''; może Ci się to podobać lub nie, ale
pytanie o ,,poprawność'' czy ,,błędność'' takiej wieży i takiej
dzielnicy nie mają żadnego sensu.
Mariusz:
> W swoim pytaniu miałem na myśli, czy błędną jest forma "na (w)pół do
> piątą"
W moim idiolekcie nie występuje, ja mówię ,,na pół do piątej''. Czy
jest ,,błędna'' w Twoim idiolekcie -- a Kto na liście miałby Ci
odpowiedzieć na pytanie o Twój sposób mówienia?
Mariusz:
> tu, u nas, mówi się "wpół". To niepoprawne?
Tyz piknie, jak pedzioł baca na wieść, że miastowi na rzyć mówią
,,dupa''. Przyjmuję do akceptującej wiadomości, że tak tam, u Was,
mówią. A co masz na myśli pytając o to na ,,n-''?
"Obsługator", bo ekspedient, sklepowa, itp. zanikają w codziennym
języku, jak sprzątaczka (osoba sprzątająca, osoba do sprzątania).
Ukułem więc sobie nowe słowo, aczkolwiek chyba jest zrozumiałe. :-D
> czeskim jest rodzaju nijakim "dvě". W czeskiej knajpie nalezy zamawiac
Mówisz "dwie kila". Yyyyyyy (by ładnie zdanie rozpocząć)... Być może.
Akurat "dwie" mi w pamięć nie zapadły. Choć może to był cieszyński
autochton i mieszał polski z czeskim... Nie rozstrzygnę już tego.
Notabene od Ślązaka z Frysztatu (Karwina) nauczyłem się słowa
"dzianka", które stosuję od kilkunastu lat do dziś.
> "dwie piwa" (nie "dwa piwa").
Jak zamówię "dwa piwa" to i tak mnie zrozumieją, Gorzej, jak zamówię
"herbatę". ;) Ale czemu "dwie piwa" - w liczbie mnogiej "pivo" jest
rodzaju żeńskiego, czy tak po prostu się "liczebnikuje" po czesku?
Nemo
Myślę, że to wynik niedbalstwa językowego. Końcówka "~ych" nie brzmi
dominująco w wypowiedzi i często może być słyszana jako "~y". Stąd później
inni powtarzają "pięć złoty" i tak się niestety utrwala. Mam jednak nadzieję,
że nie stanie się to nigdy normą. Pewnie nie zdąży, jak przejdziemy na niemal
nie odmieniane "euro".
Nemo
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> "I jeszcze poproszę dorzucić ten drobiazg od [wersejs]" też nie byłoby
> obciachem. Ace, podobnie jak Versace przyszło do nas z trochę innej części
> świata niż hamburgery.
>
OK, OK :-). Ale w swoim poscie napisałem, że wymawia się to [ejs] przy
założeniu, że jest to produkcji brytyjskiej, bo de facto nie byłem pewny
(nie mam jak sprawdzić teraz i nie dam sobie głowy uciąć, ale wydawało mi
się, że spotkałem się z napisem "Made in UK" na butelce tego wybielacza,
stąd pewnie przyszła mi do głowy ta wymowa). Ale skoro wybielacz jest
włoski, pewnie masz rację: [acze], [wersacze] :-).
Mariusz.
Sam też mówię [keczup], bo takie słowo znalazłem kiedyś w słowniku języka
polskiego, choć też dziwiłem się wtedy, dlaczego [keczup], a nie [keczap],
ale mniejsza o to :-).
>"bo i w angielskim się czyta [aj]"! ;-) Chajfaj!
Chajlajf :-). Oczywiście to tylko ironia, jak rozumiem? :)
Mariusz.
To znaczy?
Dobrze, może wartościowanie tych wypowiedzi przymiotnikami "błędne",
"poprawne" nie jest w tym przypadku do końca poprawne.
A jeśli Twoje, ww. pytanie, dotyczy mojego wcześniejszego pytania, miałem na
myśli różnicę "na pół do piąt-EJ", "na pół do piąt-Ą".
Nawet jeśli taki jest lokalny dialekt, czy mój idiolekt, sądzę, że akurat w
tym przypadku (w przeciwieństwie do "wpół"/"pół"), można już mówić o
poprawności...
Mariusz.
Ja:
> Jak to?! Przecież on jest /pręs poLO/
Nemo2:
> Skąd taka teza?
Właściwie nie wiem... Wydawało mi się, że kiedyś tak mówiono na
jakiegoś polskiego arystokratę, pewnie w wieku XIX, albo jeszcze
gorzej. To miało oznaczać /prince polonais/ (== polski książe), ale
stało się czymś w rodzaju osobistego przydomka. Niestety nie potrafię
potwierdzić tej tezy ani znaleźć szczegółów.
Naród zwykle mówi ,,PRInce POlo'', przy czym druga sylaba pierwszego
słowa brzmi zwyczajnie po polsku, tak jak ,,łące''. To jest w
porządku, bo to jest polski baton. Wymowa francuska, jaką podałem
wyżej, może ma uzasadnienie historyczne a może nie ma, ale to nie ma
znaczenia, bo ludzie tak nie mówią, ja tylko żartowałem. Wymowa
angielskawa ,,PRINS POlo'' nie ma żadnego uzasadnienia poza snobizmem
na anglosaksizm.
Ludzie się umawiają
* na piątą,
* na za pięć piątą -- czyli ,,NA (za pięć) PIĄTĄ'',
* na za kwadrans piątą -- czyli ,,NA (za kwadrans) PIĄTĄ''.
Ale też
* na pięć po piątej,
* na kwadrans po piątej.
Można z tego wywnioskować, że przy umawianiu się na *przed* pełną
godziną określenie, o ile przed, wchodzi między przyimek ,,na'' i
nazwę godziny nie zaburzając ich zwykłego rzędu, czyli ,,na'' odnosi
się do godziny a nie do minut. A przy umawianiu się *po* pełnej
godzinie ,,na'' odnosi się do minut lub innych fragmentów godziny. Ta
analogia prowadziłaby do
(1) ,,na pół do piątą'' -- czyli ,,NA (pół do) PIĄTĄ'', oraz
(2) ,,na pół po czwartej''.
O ile wiem, Polacy w Polsce nigdy nie mówią w stylu (2), ale
emigrantom pewnie może się przytrafić takie tłumaczenie /half past/
/four/. Co do (1) -- tak ludzie mówią, równolegle do
(3) ,,na pół do piątej''.
Ja z przyzwyczajenia mówię (3), zdając sobie sprawę, że czynię tym
wyrwę w logicznym nazewnictwie godzin i minut, które wymagałoby
biernika.
Jak Ty masz mówić, tego nie wiem. A tak przy aproposie, czy coś
miałeś na myśli używając tego wartościującego rzeczownika na ,,p-'' na
końcu cytowanego wyżej fragmentu Twojej wypowiedzi?
Jak powiesz po polsku "herbatę" i darujesz sobie niepotrzebne "herba",
to tez Cie zrozumieja.
> Ale czemu "dwie piwa" - w liczbie mnogiej "pivo" jest
> rodzaju żeńskiego, czy tak po prostu się "liczebnikuje" po czesku?
Jak pisalem poprzednio. W czeskim jest w rodzaju nijakim "dvě", a nie "dva".
Ludek
> (1) ,,na pół do piątą'' -- czyli ,,NA (pół do) PIĄTĄ'', oraz
> (2) ,,na pół po czwartej''.
> O ile wiem, Polacy w Polsce nigdy nie mówią w stylu (2), ale
> emigrantom pewnie może się przytrafić takie tłumaczenie /half past/
> /four/. Co do (1) -- tak ludzie mówią, równolegle do
> (3) ,,na pół do piątej''.
> Ja z przyzwyczajenia mówię (3), zdając sobie sprawę, że czynię tym
> wyrwę w logicznym nazewnictwie godzin i minut, które wymagałoby
> biernika.
Że co proszę? "do piątą" to jest według ciebie logicznie?
I jakoś nie słyszałem, żeby ktokolwiek tak mówił. Mówią "(w)pół do
piątej" i tyle (częściej z "w" niż bez).
Niestety moja ulubiona forma "trzy kwadranse na szóstą" zanikła i nikt
już nie rozumie, co to znaczy. Podobnie jak "półtrzecia" i podobne.
MJ
Taka forma istnieje w czeskim i dobrze jej jest.
Tři čtvrtě na šest (5:45 lub 17:45)
Ludek
Mariusz.
Że proszę co? A cóż znaczy ,,kwadranse na szóstą zanikła''?
Patrz, co się robi, jak się wytnie kawałek cytatu w poprzek normalnego
podziału logicznego... Ja nie mówiłem ,,DO piątą''; mówiłem, że
umawiam się ,,NA piątą'', i że między przyimek a liczebnik może wejść
jakieś bliższe określenie nie zmieniając rzędu:
* NA (najbliższą) PIĄTĄ,
* NA (za trzy minuty) PIĄTĄ
itp. A Ty jakbyś to ostatnie powiedział? Przecież ,,trzy minuty
piątą'' też niczego nie oznacza. Z tej samej parafii pochodzi
* NA (pół do) PIĄTĄ
Ale niektórzy (w tym ja) mówią niekonsekwentnie
* NA PÓŁ (do piątej)
-- nie nazwa godziny jest w bierniku wymaganym przez przyimek ,,na'',
tylko ,,pół''.
Żadna z tych form nie jest ani ,,logiczna'' ani ,,nielogiczna'' (tak
jak miasta nie są logiczne lub nielogiczne). Jednak ta ostatnia
odstaje od zwykłych określeń czasu (tak jak wieżowiec z betonu może
odstawać od klasycznej zabudowy), bo dotyczy tylko półgodzin.
Michal Jankowski:
> Niestety moja ulubiona forma "trzy kwadranse na szóstą" zanikła i
> nikt już nie rozumie, co to znaczy. Podobnie jak "półtrzecia" i
> podobne.
,,Za pięć szósta'' i ,,pół do szóstej'' też zanikną. Zegary ze
wskazówkami goniącymi się wokół cyferblatu są w odwrocie. A jak na
cyfrowym wyświetlaczu jest napisane ,,17:55'', to łatwiej jest
przeczytać ,,siedemnasta pięćdziesiąt pięć'' niż ,,za pięć szósta''.
> to, wg mnie, żadne usprawiedliwienie. Dobrze chociaż, że mamy [prins
> polo], a nie [prince polo] i oprócz tego będzie jeszcze co najmniej kilka
Od nie tak dawna dopiero. Sam się zajadałem [prince polo],
chociaż znałem angielskie słowo _prince_ i jego wymowę.
Smacznego, L.
Nemo pisze:
> że nie stanie się to nigdy normą. Pewnie nie zdąży, jak przejdziemy na niemal
> nie odmieniane "euro".
Jakoś sobie to euro spolszczymy. 'Eurasek' pewnie nie przejdzie, ale
może na wzór francuski mówić 'roro'?
Jak sobie radzą Czesi?
--
Pozdrowienia
Janek http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
>> że nie stanie się to nigdy normą. Pewnie nie zdąży, jak przejdziemy
>> na niemal nie odmieniane "euro".
>
> Jakoś sobie to euro spolszczymy. 'Eurasek' pewnie nie przejdzie, ale
> może na wzór francuski mówić 'roro'?
Jedno ełuro, dwa ełury, pięć ełurów. Albo ełrów. Gdzie tu problem? 8-)
MJ
Jedno euro, dvě eura, tři eura, čtyři eura, pět eur. Odmieniamy wiec jak
slowo "miasto" - rodzaj nijaki.
Ludek
Przy okazji przyszło mi do głowy coś kompletnie niezwiązanego z tematem
rozmowy - wtręt? :-). Kiedyś w programie "Europa da się lubić", kiedy
gościem był prof. Miodek, ktoś wspomniał (chyba nawet on), że popularne w
Polsce określenie "to se ne wrati" (przepraszam za pisownię), w Czechach
znaczy kompletnie co innego (nie powiedział, co). To prawda?
Jak rozumiem, w Polsce odnosi się ono do przeszłości, a użyte może zostać
np. kiedy ktoś wspomina ją z sentymentem - "ale niestety to se ne wrati" -
mylę się?
Co ono jednak faktycznie oznacza w Czechach?
Mariusz
Nie wiem, co mial na mysli, bo w czeskim ten zwrot nie funkcjonuje,
patrz http://www.google.com/search?q=%22to+se+nevr%C3%A1t%C3%AD%22
Po prostu to zdanie oznacza, ze cos nie wroci. Nie chodzi o zadne czeste
powiedzenie. Jezeli wiec w czeskim oznacza cos innego, to co ten zwrot
oznacza w polskim? Twoje wyjasnienie nie odbiega od tego, jak ten czeski
zwrot rozumiem ja. Moze Miodek mial na mysli, ze dla takiej sytuacji
mamy inne zwroty...?
* Staré dobré časy jsou pryč
* "Nevstoupíš dvakrát do stejné řeky" (to dziala i w polskim, chyba
pochodzi ze starozytnej Grecji)
* "Co bylo, to bylo" lub raczej slowacka wersja "Čo bolo to bolo
(terazky som majorom)" - z ksiazki o batalionach pracy w komunistycznej
Czechoslowacji "Černí baroni".
Wiecej mi w tej chwili nie przychodzi do glowy.
Ludek
Ciekawostką jest, że Irlandczycy mówiący po irlandzku swego czasu bardzo
się oburzali dyrektywą Wspólnoty nr 1103/97 z 17 czerwca 1997, stwierdzającą,
że waluta ma się nazywać tak samo we wszystkich językach Wspólnoty; po jakimś
czasie przyjęła się pisownia /eoró/ (z rodzajnikiem: /an eoró/; w liczbie
mnogiej odpowiednio: /eorónna/, /na heorónna/).
Więcej tu: http://www.evertype.com/standards/euro/euronames.html
--
Daniel 'Nathell' Janus, mov...@nathell.korpus.pl, http://korpus.pl/~nathell
GCS/CM/H/L/MU>AT d- s++:- a-- C++++$ UL++++ P--(++) L++++
E++(---)$ W++ N+++ o? K- w O? M- V PS+(+++) PE Y- PGP- t?
5? X+++() R+(-) tv-- b+++ DI D++ G e+++>++++ h* r--> y?
Bardzo możliwe. To już było dość dawno i nie pamiętam dokładnie sytuacji.
Wiem, że coś takiego powiedział, ale nie uzasadnił, więc byłem ciekawy, o co
chodzi.
Pewnie masz rację, że u Was ten zwrot nie funkcjonuje jako powiedzenie, jak
u nas.
> * "Nevstoupíš dvakrát do stejné řeky" (to dziala i w polskim, chyba
> pochodzi ze starozytnej Grecji)
Tak, funkcjonuje - jak rozumiem, "nie wejdziesz dwa razy do tej samej
rzeki" - a autorem był Herakles?
Pozdrawiam,
Mariusz.
Jedyny pomysł, jaki miał Herakles (i pewnie nawet opatentował), to jak
czyścić zagnojone stajnie z pomocą kropli, która drąży skałę... Poza
tym wsławił się raczej jako mięśniak niż jako autor kalamburów.
/Pantha rei/ pochodzi raczej od Heraklita... A może jeszcze od kogoś
innego?
> /Pantha rei/ pochodzi raczej od Heraklita... A może jeszcze od kogoś
> innego?
>
To się popisałem. Proszę wybaczyć.
Tak, to Heraklit (http://pl.wikipedia.org/wiki/Heraklit).
Mariusz.
Mariusz:
> To się popisałem. Proszę wybaczyć.
Ja też się nie popisałem, bo źle powstawiałem ,,h''; to miało być
/panta rhei/.
Ciekawe jest, ze sporo przez Ciebie wymienionych przykladow dotyczy
takze czeskiego. W czeskim np. tez wymawia sie "katering" i mozna szukac
w googlu: http://www.google.com/search?q=kateringov%C3%A1
Wiec jest w tym cos bardziej ogolnego, nie dotyczy to tylko polskiego.
Ludek
> Wiec jest w tym cos bardziej ogolnego, nie dotyczy to tylko polskiego.
>
> Ludek
Pewnie tak. Może nawet za jakiś czas znajdziemy w słowniku języka polskiego
nowe słowo "katering", podobnie jak "keczup", "mityng", itp.? :-)
Widzę, że napisałeś w linku "kateringová" (to przymiotnik?), nie "catering".
Znaczy, że w j. czeskim takie słowo już funkcjonuje powszechnie (chodzi mi o
pisownię)? Można je w takiej formie odnaleźć w słowniku?
Mariusz.
Tak, to przymiotnik. Czy juz to slowo jest w obecnych slownikach, nie
wiem. Czeski slownik slow obcego pochodzenia mam wprawdzie duzy, ale z
roku 1998 (dodruk 2000), a tam go jeszcze nie ma. Ani w wersji
"catering[ový]" - ta wersja na razie wiecej funkcjonuje w Internecie.
Ludek
> A jak wymawiacie "ketchup"? Ja "po polsku", czyli tak, jak nam się
> spolszczył ten wyraz - [keczup], aczkolwiek spotkałem już paru
> purystów, którzy walczą o "prawidłowy" [keczap].
Najprawdopodobniej obie wymowy są złe. Słowo "ketchup" (pisane również
catsup) przyszło do angielszczyzny z języka malajskiego, a tam trafiło
prawdopodobnie z chińskiego.
Zresztą, angielskie "u" wymawia się różnie w zależności od regionu.
Począwszy od niemal polskiego "a" na południu USA po prawie idealne polskie
"u" w niektórych okolicach Anglii (przychodzi mi na myśl Sheffield, ale
podobną wymowę miała również moja pierwsza rodowita nauczycielka
angielskiego, która była starszą damą pochodzącą z Londynu).
Ja wymawiam [keczap] albo [kethup] - zwłaszcza wtedy, gdy ktoś prosi o
[keczup]. Natomiast moi współdomownicy wyjmują z lodówki wyłącznie [keczup]
Raf :-)
-- /Tu zy lojts end turn rojt/. -- taką wskazówkę dostałem od jednego
Anglika na pytanie o drogę. Musiałem dobrze pomyśleć, żeby go
zrozumieć. Wymowa /turn/ z polskim ,,u'' była całkiem oczywista.
>> Kiedyś w programie "Europa da się lubić", kiedy
>> gościem był prof. Miodek, ktoś wspomniał (chyba nawet on), że popularne
>> w Polsce określenie "to se ne wrati" (przepraszam za pisownię), w
>> Czechach znaczy kompletnie co innego (nie powiedział, co). To prawda?
>
> Nie wiem, co mial na mysli, bo w czeskim ten zwrot nie funkcjonuje,
> patrz http://www.google.com/search?q=%22to+se+nevr%C3%A1t%C3%AD%22
>
> Po prostu to zdanie oznacza, ze cos nie wroci. Nie chodzi o zadne czeste
> powiedzenie. Jezeli wiec w czeskim oznacza cos innego, to co ten zwrot
> oznacza w polskim? Twoje wyjasnienie nie odbiega od tego, jak ten czeski
> zwrot rozumiem ja. Moze Miodek mial na mysli, ze dla takiej sytuacji
> mamy inne zwroty...?
Pełny zwrot to: "to se nevrati, pane Havranek"
Jest to cytat z filmu - myślałem, że ze "Szpitala na peryferiach"
(Nemocnice na krai mesta) ale gugiel nie potwierdza.
Znaczy, że w przeszłości coś było dobre, ale teraz już tego nie ma, tamte
czasy już nie wrócą.
Po polsku często pisane "ne vrati" - np. tak jak w znanej piosence:
http://www.teksty.org/m/marylarodowicz/tosenevrati.php
Raf :-)
> Dnia Wed, 26 Mar 2008 01:07:27 -0700 (PDT), Nemo2 napisał(a):
>
> > A jak wymawiacie "ketchup"? Ja "po polsku", czyli tak, jak nam się
> > spolszczył ten wyraz - [keczup], aczkolwiek spotkałem już paru
> > purystów, którzy walczą o "prawidłowy" [keczap].
>
> Najprawdopodobniej obie wymowy są złe. Słowo "ketchup" (pisane również
> catsup) przyszło do angielszczyzny z języka malajskiego, a tam trafiło
> prawdopodobnie z chińskiego.
>
> Zresztą, angielskie "u" wymawia się różnie w zależności od regionu.
> Począwszy od niemal polskiego "a" na południu USA po prawie idealne polskie
> "u" w niektórych okolicach Anglii (przychodzi mi na myśl Sheffield, ale
> podobną wymowę miała również moja pierwsza rodowita nauczycielka
> angielskiego, która była starszą damą pochodzącą z Londynu).
>
> Ja wymawiam [keczap] albo [kethup] - zwłaszcza wtedy, gdy ktoś prosi o
Czyli chyba i tak xle i tak nie dobrze. Z ogółu źródeł mniej i bardziej
wiarygodnych przekonuję się do tego, że w j.p. ugrunotwała się forma "fifti-
fifti" - czyli [keczup]. Zaś ewentualny [keczap] promowany jest przez
purystyczne zapędy amerykofilów. :)
> [keczup]. Natomiast moi współdomownicy wyjmują z lodówki wyłącznie [keczup]
>
> Raf :-)
>
Nemo
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
To łón brzmioł niemal jak Hanys. ;) Ale ricznąłeś do lajtsów i
turnąłeś na rajta na tym dziunkszonie?
Nemo
> >Twoje wyjasnienie nie odbiega od tego, jak ten czeski zwrot rozumiem ja.
> >Moze Miodek mial na mysli, ze dla takiej sytuacji mamy inne zwroty...?
> >
>
> Bardzo możliwe. To już było dość dawno i nie pamiętam dokładnie sytuacji.
> Wiem, że coś takiego powiedział, ale nie uzasadnił, więc byłem ciekawy, o
co
> chodzi.
> Pewnie masz rację, że u Was ten zwrot nie funkcjonuje jako powiedzenie, jak
> u nas.
Dokładnie o to wówczas chodziło. Bo u nas czasem mówi się nawet "Jak mawiają
bracia Czesi, to se uż nevrati". Sens był taki, że w j. czeskim nie ma
takiego powiedzonka, a nie, że znaczy co innego, niż nam się może wydawać. W
przeciwieństwie do innych zdradzieckich niepodobnych wyrazów, kótre po po
polsku i po czesku brzmią podobnie, czy tak samo, a znaczą zupełnie co innego
(np. "szukam pannę w piwnicy", "stan", "stawu", itp.). Ale to już było
maglowane.
Podobny bunt szykuje się w Bułgarii. Oni cyrylicą chcą zapisywać
zgodnie ze swoją tradycją i ichnim brzmieniem rdzenia, czyli "evro".
Ale oczywiście europejscy urzędnicy wiedzą lepiej.
Nemo
PS Czemu w tej tabeli nie ma j. polskiego?
> Podobny bunt szykuje się w Bułgarii. Oni cyrylicą chcą zapisywać
> zgodnie ze swoją tradycją i ichnim brzmieniem rdzenia, czyli "evro".
> Ale oczywiście europejscy urzędnicy wiedzą lepiej.
Nic się nie szykuje — o ile wiem, to zostało już dawno zdecydowane
po myśli Bułgarów.
--
__("< Marcin Kowalczyk
\__/ qrc...@knm.org.pl
^^ http://qrnik.knm.org.pl/~qrczak/
Do lojtsów, nie do lajtsów. Nie wiem dlaczego, ale tak mówi dużo
ludzi z ,,niższych'' klas. Turnąłem rojt, a nie rajt. Od razu do
głowy przyszedł mi Rojtszwaniec. Lejzorek.
No wiesz, ja pisałem w angielskim "juspiklajkebuk". Co do gwar, to od
znajomych z WB i osobistych kontaktów obserwuję to samo - językiem
odmiennym brzmieniowo mówią raczej rzeczone "niższe klasy", zaś "pure
English" i ci prostrzy ludzie i wykształceni i "otrzaskani". U nas
tymczasem nowość - gwary bywają powodem do dumy, przy czym zrzadka
zostają jedynym mówionym językiem (to właśnie chyba tylko w
hermetycznych, ustronnych środowiskach wiejskich). To pewnie wpływ
systemu edukacji za komuny i obecnego oraz przemieszania się środowisk
z różnych stron Polski.
Nemo
A jednak? Nie spodziewałem się. :)
N.
bo skrót od deka- jest od połowy lat 70tych ub. wieku da. Dlatego dag.
Waldek
niekoniecznie. Dzisiaj wróciłem z Pragi. Trudno się czasem dogadać.
Dlaczego kelnerzy i sklepikarze koniecznie chcą mówić po angielsku lub
niemiecku, nawet, jak tym językiem praktycznie nie władają? Jedynym
człowiekiem, który na moje wydukane "mluvte cesky, ja cesky rozumim"
zareagował normalnie, to ciec w hotelu.
>> Ale czemu "dwie piwa" - w liczbie mnogiej "pivo" jest
>> rodzaju żeńskiego, czy tak po prostu się "liczebnikuje" po czesku?
>
> Jak pisalem poprzednio. W czeskim jest w rodzaju nijakim "dvě", a nie
> "dva".
a wczoraj miałem problem jak to powiedzieć: dve tmave velkopopovicke
kozly? W końcu powiedziałem dve piva, velkopopovicky kozel, tmavy i
dostałem co chciałem (serwowane ze słowem "pliiis" na ustach ;-))
Waldek
Slowo "kozel" jest rodzaju meskiego, wiec tu akurat dva tmavé
(velkopopovické) kozly. To "velkopopovické" mozesz sobie darowac, bo jak
powiesz "kozel", to wiadomo, o co chodzi. Mozesz tez pieszczotliwie "dva
kozlíky"...
Ludek
> a wczoraj miałem problem jak to powiedzieć: dve tmave velkopopovicke
> kozly? W końcu powiedziałem dve piva, velkopopovicky kozel, tmavy i
> dostałem co chciałem (serwowane ze słowem "pliiis" na ustach ;-))
Problem to się pojawia dopiero przy zamiawianiu pięciu piw. Zwłaszcza
jak ktoś przy tym nie używa języka wcale.
--
Jarek
dziękuję bardzo. Następnym razem będę zamawiał kozliky ;-)
Waldek
Jak to było? "Dwie wódki? Dwa wódki? Dwie wódki? E, panie kelner, trzy
wódki proszę!".
MJ