> aktor - ak-tor, a Pani poprawiła na a-ktor
> program - prog-ram, a Pani poprawiła na pro-gram
> Czy to są błędy?
Nie.
> w wyrazie pogram rzeczywiście lepszym podziałem jest pro-gram
> jako że pro jest przedrostkiem,
Zgadza się. Ale ponieważ jest to obcy przedrostek, oddzielanie go nie
jest obowiązkowe.
http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629555
--
__("< Marcin Kowalczyk
\__/ qrc...@knm.org.pl
^^ http://qrnik.knm.org.pl/~qrczak/
Zalecenie SO:
http://so.pwn.pl/lista.php?co=aktor
> Pozdrawiam Karolina
Pozdrawiam, argothiel
Pozdrawiam
BePe
Zacznijmy od tego, czy chodzi wam (nauczycielce, tobie) o podział na
fonologiczne sylaby, czy o podział stosowany np. przy przenoszeniu
wyrazów z linijki do linijki (ortograficzny). W pierwszym przypadku
zdecydowanie wolę wersję nauczycielki - jakoś łatwiej mi przychodzi
rozbudowywać nagłos niż kodę, zwłaszcza że w ciągach "ktor" i "gram"
zachowany jest wzrost sonorności w kierunku ośrodka (choć samo "kt" ma
nie tyle wzrost, ile stałą wartość i w niektórych językach, np.
angielskim, byłoby niedopuszczalne). Polski język zresztą dopuszcza
takie sylaby, jakie w wielu innych byłyby nie do pomyślenia (chociażby
"rtęć") i fonolodzy chyba nie są do końca zgodni, czy można mówić o
bezwzględnych prawach podziału na sylaby w języku polskim (tzn. w
przypadku niektórych polskich słów, mniej więcej połowa użytkowników
dzieli je w jeden sposób, a druga w inny, podczas, gdy w przypadku
innych proporcje układają się na korzyść którejś strony - niestety już
nie pamiętam przykładów).
Jeżeli chodzi podział w pisowni, to nie mam zdania.
pzdr
piotrek
> On 6 Lut, 16:16, karol...@op.pl wrote:
> > Rozumiem, =BFe mog=EA powiedzie=E6 dziecku, =BFe nie
> > zrobi=B3o b=B3=EAdu i nauczycielce, =BFe nie zgadzam si=EA z jej ocen=B1.
=
> Bardziej
> > ni=BF na ocenie zale=BFy mi na tym, =BFeby nie miesza=E6 dziecku w
g=B3owi=
> e, a
> > tak zrobi=B3abym, gdybym powiedzia=B3a, =BFe Pani ma racje.
> >
> Brawa dla mamy! Mojemu synowi w podstaw=F3wce pani nie da=B3a punktu za
> Belga, jako obywatela Belgii (mia=B3 by=E6 Belgijczyk). Nie mo=BFna
> lekcewa=BFy=E6 takich moment=F3w, bo dziecko czuje =BFal, czuje si=EA
niepew=
> ne.
> A nie o to przy tym chodzi, by do=B3o=BFy=E6 nauczycielce - spokojnie mu
> powiedzia=B3am, =BFe jego wersja jest r=F3wnie dobra.
To niedobrze. Bo nie jest. I nie należy uczyć dzieci, że np. nauczyciele są
nieomylni. Sam pochodzę z rodziny nauczycielskiej od pokoleń i wiem, że
pokora jest dobrą cechą dobrego nauczyciela.
Co do "Belgijczyka", polecam:
- http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=belgijczyk
- i dla żartu http://tnij.org/belgijczyk
Spotkałem się z przypadkiem, że polonistka (magister) nie wiedziała co
znaczy "elewacja". Mnie w pierwszej klasie szkoły podstawowej z kolei uczono,
że 5-10=0. Kiedy po lekcji podszedłem do nauczycielki i powiedziałem, że się
pomyliła, dostałem "w dupę". Inny nauczyciel - nie wiem, czy w 3., czy w 4.
klsasie - musiał to "odkręcać". Czy pierwszy nauczyciel się mylił, czy
kłamał, czy upraszczał? Jak to wytłumaczyć dziecku? Lepiej od razu "po
prawdzie" mówić.
Co do Belgijczyka, to są analogiczne wątpliwości i "jedynie słuszne teorie"
odnośnie do nazw narodowości. I tak rozróżniają niektórzy Taja od
Tajlandczyka, Kazacha od Kazahstańczyka, Uzbeka od Ubzekistańczyka. Znikają z
użycia krótkie formy nazw narodowości, ustępując miejsca nazwom "nie-
narodowym", a "odpaństwowym". Na usprawiedliwienie słyszałem m.in., że
obywatel Kazachstanu może być Rosjaninem, Chińczykiem, Polakiem. Więc wedle
tego nie wolno go nazwać Kazachem. Tylko czy aby na pewno na świecie
powszechnie rozróżnia się obywatelstwo od narodowości? Wszak i u nas piłkarz
Olidasebe - z pochodzenia Nigeryjczyk - w paszporcie ma wpisane "narodowość:
polska", analogicznie polska pingpongistka Li Qian formalnie jest Polką
chińskiego pochodzenia (dla kibiców mentalnie rówież!), a nie Chinką z
Polski, albo "Chinką z polskim obywatelstwem". Gdyby nie była naturalizowaną
Polką, musielbyśmy ją nazywać Polczynką?
Nemo
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> Spotkałem się z przypadkiem, że polonistka (magister) nie wiedziała co
> znaczy "elewacja". Mnie w pierwszej klasie szkoły podstawowej z kolei
uczono,
> że 5-10=0. Kiedy po lekcji podszedłem do nauczycielki i powiedziałem, że
się
> pomyliła, dostałem "w dupę". Inny nauczyciel - nie wiem, czy w 3., czy w
4.
> klsasie - musiał to "odkręcać". Czy pierwszy nauczyciel się mylił, czy
> kłamał, czy upraszczał? Jak to wytłumaczyć dziecku? Lepiej od razu "po
> prawdzie" mówić.
Ja, gdyby jakieś dziecko do mnie przyszło z takową sprawą, bym zrobił głupią
minę, wykrzywił się, rozwarł szeroko oczy i zapytał z niedowierzaniem:
"Co...!?". Zaś po kolejnym przesdstawieniu całej kwestii, powtórzył manewr w
nieco odmiennym odcieniu i wypluł z siebie "Co takiego...!?". Po czym przy
całej kalsie wyśmiałbym dzieciaka, że twierdzi, że mając 5 cukierków może
rozdać 10 osobom po jedym i jeszcze ileś-tam mu zostanie.
A tak naprawdę, definicja odejmowania dla liczb naturalnych, która uderza w
zero jest bardzo naturalna (uogólniona odwrotność dla dodawania).
mp
I to aż tak strasznie na ortografię^^^ wpływa?
> tego nie wolno go nazwać Kazachem. Tylko czy aby na pewno na świecie
> powszechnie rozróżnia się obywatelstwo od narodowości? Wszak i u nas piłkarz
Chyba różnie.
> Olidasebe - z pochodzenia Nigeryjczyk - w paszporcie ma wpisane "narodowość:
> polska", analogicznie polska pingpongistka Li Qian formalnie jest Polką
W ostatnim spisie powszechnym odróżniano obywatelstwo (== bycie
obywatelem pewnego państwa) od narodowości. W dodatku w wypadku tego
drugiego rachmistrz musiał wpisać podaną odpowiedź (tzn. jeśli podało
się "marsjańska", to miał to wpisać, a nie marudzić coś o instrukcji;
korzystały z tego nie tylko mniejszości narodowe, również dopiero dążące
do uznania ich odrębnego statusu, np. Kaszubi czy Ślązacy, ale też
geje). Obecnie można zobaczyć billboardy akcji społecznej mającej na
celu uświadomienie ludziom, że można być obywatelem polskim obcej
narodowości, tzn. utożsamiać się np. Łemkami, Karaimami czy Ormianami.
Tak więc E. Olisadebe jest obywatelem polskim, ale Polakiem --- tylko,
jeśli faktycznie za Polaka się uważa, to samo dotyczy Chinki Li Quian.
Nie dziwią nas Polacy z francuskimi, niemieckimi, amerykańskimi,
rumuńskimi, ukraińskimi czy litewskimi paszportami. Ale to działa i w
drugą stronę: można być Niemcem, Czechem czy Litwinem, ale obywatelem
polskim.
vdb
--
LANGUAGE, n. The music with which we charm the serpents guarding another's
treasure. (Bierce)
> > Tajlandczyka, Kazacha od Kazahsta=F1czyka, Uzbeka od Ubzekista=F1czyka.=
> Znikaj=B1 z=20
>
> I to a=BF tak strasznie na ortografi=EA^^^ wp=B3ywa?
>
> > tego nie wolno go nazwa=E6 Kazachem. Tylko czy aby na pewno na =B6wieci=
> e=20
> > powszechnie rozr=F3=BFnia si=EA obywatelstwo od narodowo=B6ci? Wszak i =
> u nas pi=B3karz=20
>
> Chyba r=F3=BFnie.
>
> > Olidasebe - z pochodzenia Nigeryjczyk - w paszporcie ma wpisane "narodo=
> wo=B6=E6:=20
> > polska", analogicznie polska pingpongistka Li Qian formalnie jest Polk=B1=
> =20
>
> W ostatnim spisie powszechnym odr=F3=BFniano obywatelstwo (=3D=3D bycie=20
> obywatelem pewnego pa=F1stwa) od narodowo=B6ci. W dodatku w wypadku tego =
>
> drugiego rachmistrz musia=B3 wpisa=E6 podan=B1 odpowied=BC (tzn. je=B6li =
> poda=B3o=20
> si=EA "marsja=F1ska", to mia=B3 to wpisa=E6, a nie marudzi=E6 co=B6 o ins=
> trukcji;=20
> korzysta=B3y z tego nie tylko mniejszo=B6ci narodowe, r=F3wnie=BF dopiero=
> d=B1=BF=B1ce=20
> do uznania ich odr=EAbnego statusu, np. Kaszubi czy =A6l=B1zacy, ale te=BF=
> =20
> geje). Obecnie mo=BFna zobaczy=E6 billboardy akcji spo=B3ecznej maj=B1cej=
> na=20
> celu u=B6wiadomienie ludziom, =BFe mo=BFna by=E6 obywatelem polskim obcej=
> =20
> narodowo=B6ci, tzn. uto=BFsamia=E6 si=EA np. =A3emkami, Karaimami czy Orm=
> ianami.=20
> Tak wi=EAc E. Olisadebe jest obywatelem polskim, ale Polakiem --- tylko, =
>
> je=B6li faktycznie za Polaka si=EA uwa=BFa, to samo dotyczy Chinki Li Qui=
> an.
> Nie dziwi=B1 nas Polacy z francuskimi, niemieckimi, ameryka=F1skimi,=20
> rumu=F1skimi, ukrai=F1skimi czy litewskimi paszportami. Ale to dzia=B3a i=
> w=20
> drug=B1 stron=EA: mo=BFna by=E6 Niemcem, Czechem czy Litwinem, ale obywat=
> elem=20
> polskim.
No właśnie... I tak, i nie. :)
Przykładowy Oli, czy jakikolwiek inny obywatel innego państwa przyjmując
polskie obywatelstwo musi zdeklarować się, że jest (od danej chwili)
narodowości polskiej. Sprawy etniczne nie mają tu znaczenia. Tak więc Oli,
czy Li Quan są Polakami (formalnie, bo czy szczerze "pragnęli" być Polakami
to ich sprawa). Oczywiście komplikuje się to, gdy ktoś zachowuje poprzednie
obywatelstwo. Ale per analogiam, nie znajduję uzasadnienia, by na kozahskiego
obywatela przykładowo koreańskiego pochodzenia mówić Kazachstańczyk, choćby
dlatego, że nie szperamy w "pochodzeniu" każdego człowieka, o którym mowa.
Definicja jest prosta - Kazach - mieszkaniec, obywatel Kazachstanu. Może być
więc Kazach polskiego pochodzenia, albo mieszanego - poslko-rosyjskiego (znam
takiego). Tak samo jeśli w zawodach bierze udział reprezentant Tajlandii, to
nie możemy go nazwać Tajem, bo może ma birmańskie korznie? No, chyba że to
POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA tu wygrywa. Wtedy ja się poddaję, bo na głupotę nie mam
rady.
Por. http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3921394
oraz http://encyklopedia.pwn.pl/lista.php?co=kazachsta%F1czyk
Są i w Polsce Niemcy tu urodzeni, Litwini, Słowacy i inni. Niezależenie od
ich przynależności etnicznej, w dowodzie osobistym, czy paszporcie mają
wpisane - zgodnie z wymogami forlanymi "narodowość: polska". Chcąc, nie chcąc
stanowią część narodu polskiego - t.j. ogółu obywateli zamieszkujących
Polskę. Ci też miewają po 2 obywatelstwa i przez to 2 narodowości...
Zaś co do "narodowości" śląskiej i kaszubskiej, to proszę nie uogólniać. To
temat na inną grupę; gwoli ścisłości przypomnę tylko, że deklarujący takie
narodowości to ruchy skrajne i mniejszościowe. {Będzie burza?}
--
pozdrawiam
___> 42nat <___
> Nemo pisze:
> > Nemo <ccc111cc...@gazeta.pl> napisał(a):
> >> by na kozahskiego
> > Oj. Miało być "kazaskiego". :)
> >
> A czemu nie 'kazachskiego'?
>
Naklikało mi się z pośpiechu. A czemu tak, a nie inaczej? Wolność wyboru:
http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=kazaski
> aktor - ak-tor, a Pani poprawiła na a-ktor
> program - prog-ram, a Pani poprawiła na pro-gram
> Czy to są błędy?
> Nie.
Czyli owa pani nie popełniła błędu, gdy poprawiała? ;)
Czy Twoją odpowiedź można zakwalifikować do nadlapidarnych wypowiedzi. ;)
--
.`'.-. ._. .-.
.'O`-' ., ; o.' leszekc@@alpha.net.pl '.O_'
`-:`-'.'. '`\.'`.' ~'~'~'~'~'~'~'~'~'~'~ o.`.,
o'\:/.d`|'.;. p \ ;'. . ;,,. ; . ,.. ; ;, .;. . .;\|/....
> Przykładowy Oli, czy jakikolwiek inny obywatel innego państwa przyjmując
> polskie obywatelstwo musi zdeklarować się, że jest (od danej chwili)
> narodowości polskiej. Sprawy etniczne nie mają tu znaczenia. Tak więc Oli,
Czy mogę prosić o wskazanie podstawy prawnej takiego wymogu?
Że musi zdeklarować _narodowość_, a nie tylko chęć uzyskania
_obywatelstwa_?
> Są i w Polsce Niemcy tu urodzeni, Litwini, Słowacy i inni. Niezależenie od
> ich przynależności etnicznej, w dowodzie osobistym, czy paszporcie mają
> wpisane - zgodnie z wymogami forlanymi "narodowość: polska". Chcąc, nie
> chcąc
Paszportu nie mam przy sobie, ale w moim dowodzie nic o narodowości
nie jest napisane. A mam jeszcze stary, książeczkowy. Te nowomodne
raczej nie będą bogatsze w tak osobiste dane, jak narodowość.
> stanowią część narodu polskiego - t.j. ogółu obywateli zamieszkujących
> Polskę. Ci też miewają po 2 obywatelstwa i przez to 2 narodowości...
>
> Zaś co do "narodowości" śląskiej i kaszubskiej, to proszę nie uogólniać.
> To
A kto uogólnia? To Pan używa dość stanowczych "musi zdeklarować",
"zgodnie z wymogami formalnymi", "niezależnie od ... mają (domyślnie:
oni wszyscy mają) wpisane".
> temat na inną grupę; gwoli ścisłości przypomnę tylko, że deklarujący takie
> narodowości to ruchy skrajne i mniejszościowe. {Będzie burza?}
Mój szwagier w spisie powszechnym zadeklarował narodowość śląską,
a przecież gdyby był skrajnym gorolofobem, to by nie został moim szwagrem.
Że mniejszościowe, to pewna, bo większość w Polsce stanowią Polacy.
Nie przeczy to istnieniu mniejszości narodowych.
Pozdrawiam, L.
Nie, to nie ma nic wspólnego z poprawnością. Można mieć obywatelstwo
polskie, ale nie być Polakiem, tylko Kurdem, Łemką albo Kaszubem.
Definicja nie jest prosta, po prostu "Kazach" może oznaczać obywatela
Kazachstanu (ale nie mieszkańca, bo można mieszkać 15 lat w Paryżu, a
Francuzem nie być) albo osobę, która uważa, że ma narodowość kazachską,
a mieszka np. na Łotwie lub w Polsce.
> Są i w Polsce Niemcy tu urodzeni, Litwini, Słowacy i inni. Niezależenie od
> ich przynależności etnicznej, w dowodzie osobistym, czy paszporcie mają
> wpisane - zgodnie z wymogami forlanymi "narodowość: polska". Chcąc, nie chcąc
Nie mają. Proszę zajrzeć do paszportu. Mają wpisane *obywatelstwo* --- i
to akurat jest prawda. Natomiast narodowość mają niemiecką, litewską,
słowacką, ormiańską, kurdyjską, łemkowską, śląską, kaszubską itd. Nawet
komunistyczne paszporty nie mówiły o narodowości, tylko o obywatelstwie.
> stanowią część narodu polskiego - t.j. ogółu obywateli zamieszkujących
> Polskę. Ci też miewają po 2 obywatelstwa i przez to 2 narodowości...
Wedle tego rozumowania Guillaume Apollinaire był Węgrem, a Witkacy
Rosjaninem (jak wiadomo został nawet wcielony do stosownej armii) itp. itd.
Kiedy się spojrzy historię własnej rodziny, to dochodzi się do wniosku,
że jego babka-Prusaczka (urodzona pod Ostródą) z dziadkiem-Węgrem
(urodzonym gdzieś pod Tarnowem) mieli syna-Białorusina (urodzonego w
Grodnie) i ukraińską synową (urodzoną w Tarnopolu), a dopiero polskie
wnuki (urodzone we Wrocławiu), które dorobiwszy się potomków na
stypendium w Belgii mają belgijskie dzieci (w irlandzkim przedszkolu).
> Zaś co do "narodowości" śląskiej i kaszubskiej, to proszę nie uogólniać. To
> temat na inną grupę; gwoli ścisłości przypomnę tylko, że deklarujący takie
> narodowości to ruchy skrajne i mniejszościowe. {Będzie burza?}
Nie będzie burzy. Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadeno.
... /cadendo/.
- Stefan
--
Stefan Sokolowski, Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
> > Oj. Miało być "kazaskiego". :)
>
> A czemu nie 'kazachskiego'?
Bo po polsku przyjęło się uwzględniać takie uproszczenie fonetyczne
w piśmie. Piszemy "praski", a nie "prażski", i "miejski", a nie
"mieśćski" (mimo że "sześćset", które jest czytane "szejset").
Po rosyjsku jest inaczej. Oni piszą "czeszskij" i "kazachskij". Ponieważ
kontakty z Kazachstanem odbywały się pewnie często przez język rosyjski,
poprawną po polsku jest również rosyjskopodobna pisownia "kazachski".
Być może jest tak również pod wpływem -chs- w "Kazachstan".
Ludzie, nie dajmy się zwariować. Jeśli w polszczyźnie tradycyjnie
zwykło się mówić i pisać "kazachski", to dlaczego to zmieniać?
Przecież wymowa -chsk- nie jest dla nas nie do pokonania. Niech
upraszczają ci, którzy mają z tym kłopoty - np. Turek nie dałby rady,
jako i sam Kazach (pod warunkiem, że nie jest oswojony z rosyjskim).
Czy może rzecz w tym, że wymowa przyszła do nas via rosyjski? I co z
tego? A może dlatego, że termin "praski" jest starszy od "kazachski",
więc to ten drugi ma się dostosować? Tak się składa, że nasz język
dopuszcza różnorodność w tworzeniu nowych wyrazów i ich form. To nie
jest łatwe dla uczącego się, ale nie jest to też dowód słabości
polszczyzny. Ośmielam się twierdzić, że jest wręcz przeciwnie. Co nie
znaczy, że języki stosujące proste reguły (ja je nazywam
"matematyczne") są gorsze. Nie, są też fascynujące, tyle że inne.
Spróbujmy sobie wyobrazić, że - np. dla potrzeb powstającej powieści
historycznej - trzeba stworzyć nazwę języka, którym mówi się w
Lechistanie. Co wymyśli autor: "język leski"? Chyba nie. Lepszy będzie
"lechski" lub "lechijski", a więc ten, który zawiera pełniejszą
informację o nazwie kraju.
Ostatnio każe nam się mówić i pisać "Kirgistan", "Turkmenistan" (od
czasu do czasu znajduję nawet "Kyrgystan"). W imię czego? Mamy
przecież zadomowione: "Kirgizja" i "Turkmenia". Czy kolejnym krokiem
będzie zamiana "Rzymu" na "Romę"? Tu polecam: Stachowski, M. 1977:
Kaza(ch)ski i kecki, czyli rozterki orientalisty. - Język Polski
77/4-5: 379a-380a.
I jeszcze słowo w sprawie obywatelstwo / narodowość. Można oczywiście
forsować rozróżnienia typu "Belgijczyk" / "Belg". Pomijam to, że - jak
to już zauważyli dyskutanci - nie mamy pełnej oferty (nie ma
"Holenderczyka" itd.) Nie wnikam też w to, kiedy na co dzień
potrzebujemy takiego rozróżnienia. Skoczkowie narciarscy z ekipy
polskiej będą anonsowani jako Polacy, a ci z ekipy litewskiej jako
Litwini, choć mogą być wśród nich Karaim z Polski i Karaim z Litwy. I,
dalibóg, nie ma w tym ani krzty podejścia nacjonalistycznego.
Uważam jednak, że pewien typ rozróżnienia powinien pozostać - ten,
który istnieje w języku polskim od dawna i jest wynikiem zrozumiałych
uwarunkowań historycznych (a nie wydumanej poprawności politycznej),
porównajmy np. zakres pojęć "Ormianin" i "Armeńczyk".
Na koniec - zwróćcie Państwo uwagę, że mój syn był w trzeciej klasie
podstawówki i został UKARANY za użycie słowa "Belg", a
pierwszoklasista pani Karoliny UKARANY za podział wyrazów: ak-tor,
prog-ram (spróbujcie mu wytłumaczyć, że co innego podział na
fonologiczne sylaby, a co innego podział stosowany np. przy
przenoszeniu wyrazów z linijki do linijki).
Pozdrowienia
BePe
"Belgijczyk? a nie Belg?;) chyba ze to na zarty napisane;) albo jakas
jeszcze inna forma
***
Nie na żarty ;) ale według mnie ta forma też jest poprawna, ponieważ na
wp.pl również tak pisze"
O, tempora...
EvT
Naturalnie. Bardzo przepraszam.
(...)
> Ludzie, nie dajmy si=EA zwariowa=E6. Je=B6li w polszczy=BCnie tradycyjnie
> zwyk=B3o si=EA m=F3wi=E6 i pisa=E6 "kazachski", to dlaczego to zmienia=E6?
> Przecie=BF wymowa -chsk- nie jest dla nas nie do pokonania. Niech
> upraszczaj=B1 ci, kt=F3rzy maj=B1 z tym k=B3opoty - np. Turek nie da=B3by
ra=
> dy,
Dlaczego nie dałby rady? Przecież Kaza*chs*tan to kazaskie słowo, a język
kazaski jest z tej samej grupy językowej, co turecki. Czyżby aż tak się
różniły?
> jako i sam Kazach (pod warunkiem, =BFe nie jest oswojony z rosyjskim).
> Czy mo=BFe rzecz w tym, =BFe wymowa przysz=B3a do nas via rosyjski? I co z
> tego? A mo=BFe dlatego, =BFe termin "praski" jest starszy od "kazachski",
> wi=EAc to ten drugi ma si=EA dostosowa=E6? Tak si=EA sk=B3ada, =BFe nasz j=
> =EAzyk
> dopuszcza r=F3=BFnorodno=B6=E6 w tworzeniu nowych wyraz=F3w i ich form. To
n=
> ie
> jest =B3atwe dla ucz=B1cego si=EA, ale nie jest to te=BF dow=F3d
s=B3abo=B6c=
> i
> polszczyzny. O=B6mielam si=EA twierdzi=E6, =BFe jest wr=EAcz przeciwnie. Co
=
> nie
> znaczy, =BFe j=EAzyki stosuj=B1ce proste regu=B3y (ja je nazywam
> "matematyczne") s=B1 gorsze. Nie, s=B1 te=BF fascynuj=B1ce, tyle =BFe inne.
>
> Spr=F3bujmy sobie wyobrazi=E6, =BFe - np. dla potrzeb powstaj=B1cej
powie=B6=
> ci
> historycznej - trzeba stworzy=E6 nazw=EA j=EAzyka, kt=F3rym m=F3wi si=EA w
> Lechistanie. Co wymy=B6li autor: "j=EAzyk leski"? Chyba nie. Lepszy
b=EAdzie=
>
> "lechski" lub "lechijski", a wi=EAc ten, kt=F3ry zawiera pe=B3niejsz=B1
> informacj=EA o nazwie kraju.
Może lechicki? Ktoś już wymyślił taki przymiotnik.
>
> Ostatnio ka=BFe nam si=EA m=F3wi=E6 i pisa=E6 "Kirgistan", "Turkmenistan"
(o=
> d
> czasu do czasu znajduj=EA nawet "Kyrgystan"). W imi=EA czego? Mamy
> przecie=BF zadomowione: "Kirgizja" i "Turkmenia". Czy kolejnym krokiem
A jeśli uzus opiera się na *nie złej* formie, acz różnej od poprzedniej, to
jest błędem? Język się zmienia, także pod wpływem polityki.
> b=EAdzie zamiana "Rzymu" na "Rom=EA"? Tu polecam: Stachowski, M. 1977:
> Kaza(ch)ski i kecki, czyli rozterki orientalisty. - J=EAzyk Polski
> 77/4-5: 379a-380a.
(...)
N.
Ja z tych co bym podzielił a.ktor a nie ak.tor.
Ale teraz coraz częściej słyszę [okurw...],
[japierdo...] jako jednoczłonowe i to z ust młodych kobiet.
Czy to kwestia mody? Sam nie wiem.
pozdr. Jerzy
>
> Na koniec - zwróćcie Państwo uwagę, że mój syn był w trzeciej klasie
> podstawówki i został UKARANY za użycie słowa "Belg", a
> pierwszoklasista pani Karoliny UKARANY za podział wyrazów: ak-tor,
> prog-ram (spróbujcie mu wytłumaczyć, że co innego podział na
> fonologiczne sylaby, a co innego podział stosowany np. przy
> przenoszeniu wyrazów z linijki do linijki).
Zwrócę, gdy będzie to wpis w grupie pl.rec.problemypedagogiczne. Swoją
drogą, to przypuszczam - oczywiście może to tylko wynikać z mojego
poczucia wyższości, a w rzeczywistości jest inaczej - że rzeczona pani
nauczycielka też mogłaby nie wiedzieć, o którą definicję sylaby jej
chodziło. Inną sprawą jest, że problem sylaby jest na tyle nieoczywisty
(tak mi się zdaje, ale jestem laikiem i może nie umiem ocenić wartości
sporów specjalistów), że ścisły rygoryzm w pierwszej klasie wygląda mi
na przesadę.
>
> Pozdrowienia
> BePe
>
pzdr
piotrek
> Dlaczego nie dałby rady? Przecież Kaza*chs*tan to kazaskie słowo, a język
> kazaski jest z tej samej grupy językowej, co turecki. Czyżby aż tak się
> różniły?
Turek nie dalby rady, choć to rzeczywiście ta sama rodzina jezykowa
(nie grupa), czyli altajska. W naszej rodzimej indoeuropejskiej tez sa
pewne roznice - czy niemieckie ucho latwo odrozni "Czech" od "trzech"?
A i nam z trudem przychodzi powtarzac czeskie nazwiska, np.: kardynal
Miloslav Vlk, pisarz Václav Čtvrtek. W tym drugim przypadku to nie
tylko ta sama rodzina, ale i grupa.
> Może lechicki? Ktoś już wymyślił taki przymiotnik.
O, o, no wlasnie!
> A jeśli uzus opiera się na *nie złej* formie, acz różnej od poprzedniej, to
> jest błędem? Język się zmienia, także pod wpływem polityki.
Nie jest bledem, tylko niepotrzebnym beltaniem przezroczystego. Tak,
jezyk sie zmienia takze pod wplywem polityki. Ale niech sie zmienia
rzeczywiscie pod jej wplywem, a nie dla jej wydumanych potrzeb. Nazwy
Kirgizja nie uzywa sie u nas dla pognebienia tego kraju. Ja sie nie
obrazam, jesli ktos na swiecie mowi o moim Polska (w jakimkolwiek
jezyku), a nie Rzeczpospolita Polska.
Pozdrowienia
bepe