E.
Miłosierdzie to można okazać komuś...
Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie komentuję
tego, co na tej grupie wypisujesz... :-)
--
Tad...@mvp.pl
Szanowny ELC;
Miłosierdzie to dobroć i współczucie okazywane komuś.
Pozdrawiam.
michał
> Miłosierdzie to można okazać komuś...
Ale czy można względem lub wobec kogoś?
> Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie komentuję
> tego, co na tej grupie wypisujesz... :-)
Zupełnie niepotrzebnie. Możesz nie okazywać mi tego miłosierdzia. :)
Jest mi ono obojętne/niepotrzebne. :)
Swoją drogą nie wiedziałem, że 'obojętność' jest synonimem 'miłosierdzia'. :)
To by wiele tłumaczyło. :)
E.
> Czy miłosierdzie można świadczyć wobec kogoś lub względem kogoś?
Miłosierdzia nie można świadczyć, natomiast świadczenie posługi może
być oznaką miłosierdzia.
Myślę, że można. Znana jest przecież, i stosowana, konstrukcja "być
miłosiernym względem kogoś".
> > Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie komentuję
> > tego, co na tej grupie wypisujesz... :-)
>
> Zupełnie niepotrzebnie. Możesz nie okazywać mi tego miłosierdzia. :)
> Jest mi ono obojętne/niepotrzebne. :)
>
> Swoją drogą nie wiedziałem, że 'obojętność' jest synonimem 'miłosierdzia'.
:)
> To by wiele tłumaczyło. :)
Mylisz się. Miłosierdzie w żadnym razie nie nosi w sobie elementów
obojętności. Misericordia średniowieczna używana wobec pokonanego
wskazywałaby raczej na nieobojętność na jego cierpienia i rany... :)
--
Tad...@mvp.pl
> > > Miłosierdzie to można okazać komuś...
> > Ale czy można względem lub wobec kogoś?
> Myślę, że można. Znana jest przecież, i stosowana, konstrukcja "być
> miłosiernym względem kogoś".
To dlaczego nie napisałeś tego od razu?
I czy można wobec kogoś?
> > > Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie komentuję
> > > tego, co na tej grupie wypisujesz... :-)
> >
> > Zupełnie niepotrzebnie. Możesz nie okazywać mi tego miłosierdzia. :)
> > Jest mi ono obojętne/niepotrzebne. :)
> >
> > Swoją drogą nie wiedziałem, że 'obojętność' jest synonimem 'miłosierdzia'.
> :)
> > To by wiele tłumaczyło. :)
> Mylisz się. Miłosierdzie w żadnym razie nie nosi w sobie elementów
> obojętności. Misericordia średniowieczna używana wobec pokonanego
> wskazywałaby raczej na nieobojętność na jego cierpienia i rany... :)
To Ty mi okazujesz miłosierdzie, czy obojętność, gdy nie komentujesz
tego, co wypisuję na tej grupie? Ciekawe, czy komentujesz to, co
wypisuję na innych grupach. ;) I czy to ewentualne komentowanie jest
miłosierdziem, czy czymś innym. ;)
E.
> Czy miłosierdzie można świadczyć wobec kogoś lub względem kogoś?
" Miłosierdzia nie można świadczyć, natomiast świadczenie posługi może
" być oznaką miłosierdzia.
W takim razie czym jest miłosierdzie?
E.
Jeżeli odpowiedź byłaby twierdząca, to również każde inne
uczucie moglibyśmy świadczyć.
Np. miłość, gniew, itp..
Jak to brzmi?
Wydaje mi się, że prawdziwe jest zdanie: - ... świadczy o
miłosierdziu wobec kogoś lub względem kogoś.
To tylko takie moje zdanie.
--
Pozdrawiam :)
JM
http://www.bykom-stop.avx.pl/index.html ; http://ortografia.pl/
Bezpieczny wolontariat: http://www.fah.pooh.priv.pl/
" Jeżeli odpowiedź byłaby twierdząca, to również każde inne
" uczucie moglibyśmy świadczyć.
A miłosierdzie jest uczuciem?
E.
A nie jest?
To jak nazwać ten stan, który opisywany jest uczuciami?
#"miłosierdzie" = <<dobroć i współczucie okazywane komuś>> wg
http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=mi%B3osierdzie
#"miłosierdzie" = <<współczucie okazywane komuś czynnie; zmiłowanie się nad
kimś, litość>>: Miłosierdzie dla rannego. Mieć miłosierdzie nad kimś. Okazać
komuś miłosierdzie. Prosić, błagać miłosierdzia. a. o miłosierdzie. wg pomocy
3 t. SJP z 1979 r.
Hę?
--
Pozdrawiam :)
JM
http://www.bykom-stop.avx.pl/index.html ; http://ortografia.pl/
Bezpieczny wolontariat: http://www.fah.pooh.priv.pl/
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> > A miłosierdzie jest uczuciem?
> A nie jest?
> To jak nazwać ten stan, który opisywany jest uczuciami?
Uwaga -- post zawiera treści ,,antyreligijne'', ale jest niestety
odpowiedzią na prośbę biskupa Pieronka, któremu ,,publicznie'' :)
zachciało się publicznego głoszenia Prawdy. Jak ktoś nie chce -- niech nie czyta:
Nikt ;) nie wie, co to miłość, czy miłosierdzie.
,,Teologia'' rzymskokatolicka (nie tylko ta) mówi, że Miłość to Duch zwany Bogiem,
który wszystko stworzył. A z kolei Duch jest tożsamy z myślą. :) Nawet ponoć
w niektórych językach jest to samo słowo dla określenia Ducha i Myśli. Nawet
w polskim czasami mówimy 'w duchu', czyli 'w myśli -- bez wypowiadania słów ustami'.
Ja od dziecka byłem pod silnym wpływem nauki potępionego przez naszego papieża
Jezuity, którego nazwiska nie potrafię poprawnie ani wymówić, ani nawet napisać.
Jezuita ów słynie między innymi z tego, że umarł w Wielkanoc, co raczej wróży
jego świętość, **po czym** został potępiony przez papieża, co raczej źle wróży
temu papieżowi -- na domiar :) zła ów papież nie dożył ustalanego przez siebie
Święta Miłosierdzia, a brakowało mu raptem 2 godzin i 23 minut, czym uwiecznił
z kolei moją datę urodzin -- człowieka gnębionego duchowo :) przez papieża tego
ulubieńca...
I aby była jasne -- nasz papież ,,tylko'' powtórzył owe potępienie, nie zaś
,,zainicjował'', i raczej odsyłam chętnych do lektur wyższych lotów niż moja...
Wiadomo, że:
-- Jezuita umiera w Wielkanoc
-- Jan Paweł II bezpośrednio po bodajże dwóch operacjach okołogardłowych
(nie wiem, dokładnie o co w tych operacjach chodziło) umiera na 2 godziny
i 23 minuty przed pierwszą po Wielkanocy niedzielą -- właśnie rocznym
Świętem Miłosierdzia, którego świętować dusze umarłych_ciałami_ludzi nie
mogą, :) gdyż dusze (same dusze -- bez ciał) nie przyjmują sakramentów,
a przyjęcie Najświętszego Sakramentu jest tutaj akurat warunkiem koniecznym,
aby tego dnia świętować coś więcej, niż zwykłą niedzielę, czy zwykły dzień
-- Święto Miłosierdzia ustanawiał nasz rodak od co najmniej 1967 roku, tocząc
zacięte boje z Pawłem VI, a może i nie tylko z nim -- wcześniej papieże
niekoniecznie byli przychylnie nastawieni do naszej rodaczki (zwanej świętą
Faustyną Kowalską) i do tego, co przyniosła na świat razem ze sobą :)
-- ja rodzę się 23 dnia 02 miesiąca
-- zazwyczaj święci umierają właśnie w dni szczególne, zazwyczaj w jakieś
uroczyste; śmierć tuż przed rozpoczęciem tego święta jest złym znakiem,
choć z innej strony ponoć nie wolno być zabobonnym czy omamom; (i aby
było jasne -- ja nikogo nie potępiam w imieniu Boga, ani nie uświęcam,
a jedynie przypominam oficjalne stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego
w sprawie dnia czy w ogóle okoliczności czyjejś śmierci)
Na resztę
-- na moje ,,zażyłości'' z Samulem (czyli ulubieńcem Jana Pawła II)
-- na to, że ów ksiądz był/jest owym ulubieńcem
trudno znaleźć dowody na tym świecie... ...choć chyba i nikt tego nie
chce kwestionować: Samul na przykład twierdzi, że bez utrapień, którymi
mnie obdarzył za pośrednictwem ludzi głupich
(czasami po prostu chorych umysłowo, czyli psychicznie (z rozpoznaną
przez lekarzy psychiatrów schizofrenią), których ludzie wbrew temu,
co mi spowiednicy powtarzają na spowiedziach, ustanawiają moimi
,,nadzorcami''; aby było jasne -- u mnie żaden lekarz czy psycholog
choroby umysłowej nigdy nie stwierdził i nie ciąży na mnie żaden inny
wyrok czy to kościelny, czy cywilny)
zostałbym przez Boga potępiony. Trochę to głupie, że Samul, tak mocno
troszczy się o zbawienie mojej duszy, a tak słabo o zbawienie swojej
czy innych osób. ;)
Nie ,,idzie'' mi pisanie -- mam kłopoty z puchnącymi kolanami.
Szczególnie z lewym. Wracam więc do duszy, miłosierdzia i miłości. :)
O sobie już i tak na grupach dyskusyjnych pisałem ,,poematy''. :)
(BTW: jeśli ktoś chce mi zarzucić nieprawdę -- bardzo chętnie ,,wysłucham'')
Otóż ww. teologia ponoć naucza:
-- miłość kwiatem
-- miłosierdzie owocem.
Innymi słowy miłosierdzie jest działaniem, efektem, wynikiem miłości...
No a miłość, czy może Miłość -- to ponoć sam Bóg, czyli Stwórca nas wszystkich.
Co więcej -- czasami ;) ta teologia mówi/twierdzi, że człowiek nic [dobrego] bez
Boga uczynić nie może, czyli że czyny ludzkie są jedynie odbiciem Boskiego działania.
Czyli można powiedzieć, że miłosierdzie jest po prostu czynieniem dobra lub uczynionym dobrem.
miłość: -- kocham Kaśkę (pragnę jej szczęścia, dobra)
miłosierdzie: -- pocałowałem Kaśkę (dzięki czemu Kaśka nie płacze)
Czynieniem dobra lub uczynionym dobrem -- niejako odbiciem Boskiego działania.
miłość: -- Duch Święty (czyli Rozum) podpowiada (mnie, czyli temu który kocham Kaśkę) 'pocałuj Kaśkę'.
miłosierdzie: -- całuje Kaśkę, podejmując współpracę z Duchem Świętym. :)
Teologia niekoniecznie stawia znak równości pomiędzy Trzecią Osobą Boską (Duchem Świętym)
i Rozumem, ale moim zdaniem wynika ta tożsamość z nauki rzymskokatolickiego Kościoła. :)
(i mogę to uzasadnić) Czasami ludziom wydaje się, że pod natchnieniem Ducha Świętego jest
tylko taki człowiek, który objawia coś, czego nie rozumie, czyli bredzi -- stąd pogardliwie
takich ludzi się nazywa ,,nawiedzonymi'', jednak nauka Kościoła jasno i w wielu miejscach
zauważą, że człowiek tylko wówczas podejmuje współpracę z Bogiem, gdy czyni to świadomie, :)
i tylko wówczas, gdy to działanie tegoż Ducha rozumie, czyli pojmuje swoim rozumem.
Oczywiście zanim Bóg (Duch Święty) przemówi do człowieka -- ,,musi'' swego interlokutora
przygotować do ,,odbierania''. :) Chrystus nauczał trzy lata, zanim odszedł, czyli
zanim przekazał ,,pałeczkę'' owemu Duchowi Świętemu. :) Także teologie powinny służyć
nauczeniu ludzi słuchania Boga, słuchania, choć niekoniecznie posłuszeństwa:
Bóg albowiem nie odbiera człowiekowi jego woli, co boleśnie obrazuje osoba
Judasza -- potępionego przecież ucznia...
Prorocy dnia dzisiejszego -- to na przykład naukowcy, którzy rozumieją ,,głos'' Boga
dzięki pobranej nauce :) i mogą pośredniczyć pomiędzy Stwórcą i prostymi ludźmi. :)
Oczywiście tylko ci naukowcy, którzy zrozumieli pobrana naukę, nie zaś ci, którzy
nauczyli się na pamięć równań czy definicji bez zagłębiania się w sedno sprawy, czyli
naszego [wszech]świata. :)
Prorok, który nie łapie tego, co głosi -- to na pewno prorok fałszywy. :)
-=-
,,Komputrowcy'' (nie informatycy, ale właśnie ,,komputrowcy'' najszybciej
pojęli dwoistość -- czyli konglomerat duszy i ciała. ;) Może dlatego też
oni tak chętnie się błogosławili i kochali naprawdę, póki... No właśnie...
Niektórzy mówią, że to nasz rodak pobił duchowo owych ,,Komputrowców''...
Czy to on, czy [inny] diabeł -- trudno zgadnąć, ale coś się popsuło w tym
świecie w latach minionych...
> #"miłosierdzie" = <<dobroć i współczucie okazywane komuś>> wg
> http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=mi%B3osierdzie
No tak. Ale panie i panowie z PWN nie są tutaj autorytetami. :)
Szkło wg nich jest przeźroczyste, a kryształ jest ciałem stałym...
...podczas gdy nawet te panie i ci panowie z PWN wiedzą, że to
nieprawda, a jedynie ,,prawda obiegowa''. :) Autorytetami są
tutaj na przykład fizycy, a oni uważają, że szkło to substancja
amorficzna, niekrystaliczna, zaś kryształ może nie mieć swego
kształtu, czyli być płynem. Substancją poniekąd amorficzną są
miecze samurajskie, w których struktura krystaliczna została
zaburzona ciągłym tłuczeniem młotka. :) Doskonałym ;) zaś
szkłem metalowym/metalicznym -- są powłoki głowic dawnych
magnetofonów. Ponoć te powłoki powstawały w taki sposób, że
polewano ciekłym metalem obracający się, chłodzony walec -- metal
tak szybko z amorficznej cieczy przechodził w ciało stałe, że nie
wytwarzała się uporządkowana struktura krystaliczna. Co do ciekłych
kryształów -- stosowane są w wyświetlaczach ciekłokrystalicznych,
zwanych LCD, czyli Liquid Crystal Display... A te z kolei są
stosowane powszechnie w zegarkach elektronicznych i w monitorach właśnie LCD. :)
> #"miłosierdzie" = <<współczucie okazywane komuś czynnie; zmiłowanie się nad
> kimś, litość>>: Miłosierdzie dla rannego. Mieć miłosierdzie nad kimś. Okazać
> komuś miłosierdzie. Prosić, błagać miłosierdzia. a. o miłosierdzie. wg pomocy
> 3 t. SJP z 1979 r.
> Hę?
Okazał mu miłosierdzie, po czym poszedł sobie dalej... (nakarmił go, opatrzył mu rany)
Okazał mu współczucie, po czym poszedł sobie dalej... (pojął/zrozumiał/poczuł jego ból)
Chyba jest różnica. W skrajnym przypadku:
Okazał mu współczucie, po czym uderzył go w bolącą rękę i poszedł sobie dalej... ;)
E. :)
Postscriptum: Akurat teraz jest prowadzony proces beatyfikacyjny (mam nadzieję,
że piszę poprawnie) naszego rodaka, ale moje pisanie nie zmierza
do obalenia tegoż procesu. Osobiście jestem przeciwny uświęceniu polskiego papieża,
ale na nikogo wpływu agitacyjnego :) wywierać nie chcę ani tutaj, ani gdziekolwiek. :)
Gdybym chciał -- nauczyłem się motania :) w duszach ludzkich :) i użyłbym innych ,,zaklęć''. :)
Ja przyjmę wolę Boga w tej materii bez sprzeciwu. :) Podobnie też nie namawiam nikogo
do jakiejkolwiek wojny religijnej czy powstrzymywania się od płacenia ,,na Kościół'',
choć sam od przełomu lutego i marca 2003 roku nie płacę, zgodnie z odebrana w tym Kościele nauką. :)
W ogóle niechętny jestem rządzeniu duszami, choć rzecz jasna każdy jakiś wpływ na otoczenie wywiera. :)
Nawet/także menel spod budki z piwem, gdy pije lub... ...no... ...powiedzmy, że dokonuje czynności
odwrotnej do picia ;) -- wpływa na otoczenie. :) Inaczej się po prostu nie da. :) A że jedni wywierają
większy wpływ od innych -- chyba nic w tym złego. :)
Chętnie też ,,wysłucham'' słów sprzeciwu -- na ,,privie'' lub tutaj. :)
Mogą (choć nie muszą) zawierać słowa obelżywe itp., z tym że te obelżywe
iip. ;) powycina mój Elt, zanim ja je przeczytam. ;)
No i jak ;) coś jest niejasne -- mogę rozświecić, i to nie tylko Scyzorykiem. ;)
[..]
> Ja od dziecka byłem pod silnym wpływem nauki potępionego przez naszego papieża
> Jezuity, którego nazwiska nie potrafię poprawnie ani wymówić, ani nawet napisać.
Na szczęście ten Jezuita wiedział o tym, że najsilniejszy, najtrwalszy jest Duch. :)
No i Jego Duch nie ginie z tak zwanego ,,internetu''. :) A Google potrafią bardzo
szybko uporać się z odszukaniem tegoż Ducha w przepastnych przestworzach sieci... :)
Duch drwi ze świata materii. :)
Ale tenże Duch, aby żyć, musi mieć świat materii, ;) którym zadysponuje. :)
Niby myśl istnieje [także] poza materią, ale jednak nośnika potrzebuje. ;)
No i jednym z takich nośników jest rzecz jasna na przykład papier, dysk, czy krążek CD/DVD lub inny...
No i tego Ducha można kopiować w nieskończoność z miejsca na miejsce, a nawet go rozmanażać...
No i musi :) trafić ów Duch na innego Ducha, aby sensownie ,,żyć''... :)
I dlatego właśnie Bóg musiał :) stworzyć rozumne istoty. :)
Co więcej -- pierwsza cielesna istota obdarzona rozumem,
potrzebowała sobie równej, dlatego Bóg Adamowi dał w podarunku Ewę...
A Ewie -- dał możliwość ,,rodzenia'' nowych ciał ludzkich, które Bóg
zaopatrywał w Dusze, :) czyniąc je (w kooperacji z ludźmi) kolejnymi
rozumnymi istotami cielesnymi... :)
E. :)
Postscriptum: Zawsze mam rozterki -- słać to, co napiszę, czy czekać na ,,prowokację''. ;)
I jedno, i drugie rozwiązanie niby jest złe, ale pomny wyboru Elfiej kobiety
na Miss Polonia 2006, kiedy to niejako przewidziałem ;) werdykt na kilkadziesiąt minut przed
jego ogłoszeniem, ślę powyższe dojaśnienia, mimo braku ponaglenia -- cóż bowiem po trafnej
decyzji, jeśli jest ona spóźniona? :) (Elfia kobieta z niemiecka -- z numerkiem 11) :)
Nie napisałem od razu, bowiem dostrzegam istotną różnicę pomiędzy
"miłosierdziem" a "byciem miłosiernym". A Ty pytałeś - nawet w temacie
postu - o "miłosiedzie".
> I czy można wobec kogoś?
Wobec kogoś - chyba też można, przez podobieństwo z konstrukcją "być
miłosiernym względem kogoś". Tak mi podpowiada moje własne wyczucie
językowe.
> > > > Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie
komentuję
> > > > tego, co na tej grupie wypisujesz... :-)
> > >
> > > Zupełnie niepotrzebnie. Możesz nie okazywać mi tego miłosierdzia. :)
> > > Jest mi ono obojętne/niepotrzebne. :)
> > >
> > > Swoją drogą nie wiedziałem, że 'obojętność' jest synonimem
'miłosierdzia'.
> > :)
> > > To by wiele tłumaczyło. :)
>
> > Mylisz się. Miłosierdzie w żadnym razie nie nosi w sobie elementów
> > obojętności. Misericordia średniowieczna używana wobec pokonanego
> > wskazywałaby raczej na nieobojętność na jego cierpienia i rany... :)
>
> To Ty mi okazujesz miłosierdzie, czy obojętność, gdy nie komentujesz
> tego, co wypisuję na tej grupie?
Okazuję Ci miłosierdzie. To Ty mi imputujesz obojętność, którą gdybym Ci
miał rzeczywiście okazywać - nie odpowiadałbym na Twe posty wcale.
> Ciekawe, czy komentujesz to, co
> wypisuję na innych grupach. ;) I czy to ewentualne komentowanie jest
> miłosierdziem, czy czymś innym. ;)
Nie znam Cię z innych grup, więc nie wiem co wypisujesz gdzie indziej.
Pozdrawiam!
--
Tad...@mvp.pl
Miłosiedzie jest odruchem serca. Zarówno wtedy, gdy św. Marcin ucina połę
swego płaszcza, aby okryć nim żebraka, jak też wówczas, gdy zwycięski rycerz
mizerykordią (specjalnym sztyletem) dobija pokonanego przeciwnika, aby ten
się nie męczył dłużej. Skala odruchów jest więc ogromna - prawda?
W sensie rzeczowym miłosierdzie można zatem świadczyć, ale językowo - jest
to konstrukcja nieporadna. Okazujemy bowiem litość, a nie świadczymy ją.
Kwestia "posługi", jako słowa nadużywanego ostatnio przez hierarchię
kościelną, która pragnie nadać mu nowe znaczenie, to osobna kwestia.
--
Tad...@mvp.pl
> > To dlaczego nie napisałeś tego od razu?
> Nie napisałem od razu, bowiem dostrzegam istotną różnicę pomiędzy
> "miłosierdziem" a "byciem miłosiernym". A Ty pytałeś - nawet w temacie
> postu - o "miłosiedzie".
Czyli nie można miłosierdzia świadczyć względem kogoś, ale można być miłosiernym względem kogoś?
Poprawne wg Ciebie jest:
-- miłosiedzie okazać komuś
-- miłosiernym być względem kogoś
Czy tak?
> > I czy można wobec kogoś?
> Wobec kogoś - chyba też można, przez podobieństwo z konstrukcją "być
> miłosiernym względem kogoś". Tak mi podpowiada moje własne wyczucie
> językowe.
-- miłosiernym być wobec kogoś
> > > > > Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie komentuję
> > > > > tego, co na tej grupie wypisujesz... :-)
> > > > Zupełnie niepotrzebnie. Możesz nie okazywać mi tego miłosierdzia. :)
> > > > Jest mi ono obojętne/niepotrzebne. :)
> > > > Swoją drogą nie wiedziałem, że 'obojętność' jest synonimem 'miłosierdzia'. :)
> > > > To by wiele tłumaczyło. :)
> > > Mylisz się. Miłosierdzie w żadnym razie nie nosi w sobie elementów obojętności.
Może i się mylę - starm się Ciebie zrozumieć:
-- wciąż okazujesz miłosierdzie mnie i nie komentujesz tego, co na tej grupie wypisuję... :-)
Zrozumiałem, że właśnie powstrzymując się od kometarzy -- okazujesz mi miłosierdzie.
Zrozumiałem, że miłosierdziem jest powstrzymywanie się od komentarzy.
Jeśli Twoje intencje są inne -- to jakie? :)
> > > Misericordia średniowieczna używana wobec pokonanego
> > > wskazywałaby raczej na nieobojętność na jego cierpienia i rany... :)
> > To Ty mi okazujesz miłosierdzie, czy obojętność, gdy nie komentujesz
> > tego, co wypisuję na tej grupie?
> Okazuję Ci miłosierdzie.
Czyli nie jesteś obojetnt, ale i nie komentujesz?
To co robusz? Rzucasz na mnie czary lub antyczary? ;)
> To Ty mi imputujesz obojętność,
Postawiłem znak zapytania. :)
> którą gdybym Ci miał rzeczywiście okazywać - nie odpowiadałbym na Twe posty wcale.
To prawda: Skoro Cię czytam -- jednak mi udzielasz odpowiedzi. ;)
> > Ciekawe, czy komentujesz to, co wypisuję na innych grupach. ;)
> > I czy to ewentualne komentowanie jest miłosierdziem, czy czymś innym. ;)
> Nie znam Cię z innych grup, więc nie wiem co wypisujesz gdzie indziej.
Czyli równie dobrze mógłbyś napisać:
Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie komentuję
tego, co wypisujesz na grupach ... :-)
Ale czy w ogóle komentujesz to, co gdziekolwiek wypisuję? Chyba nie. :)
Może będę musiał pisać... Ale jak siebie znam -- wpadnę w nałóg i posypią się znowu sprawy sądowe...
Wracajmy do postu... Może wystarczy napisać tak:
Ja - na ten przykład - wciąż okazuję miłosierdzie Tobie i nie komentuję
tego, co wypisujesz... :-)
Pomijam oczywiście fakt, iż (; merytorycznie ;) zdanie jest fałszywe, bo jednak komentujesz. ;)
-=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=--=-
Zbierzmy do kupy, bo w kupie raźniej...
Nie... To nie to...
Zbierzmy do kupy, bo się rozwodniło...
Poprawne wg Ciebie jest:
-- miłosierdzie okazać komuś
-- miłosiernym być względem kogoś
-- miłosiernym być wobec kogoś.
Natomiast niepoprawne:
-- miłosierdzie względem kogoś
-- miłosierdzie wobec kogoś.
Czy tak?
-=-
Kiedyś zauważono, że zadaję masę pytań, na które znam odpowiedzi
poprawne/prawdziwe, aby nawiązać kontekst z moim rozmówcą i żeby
poznać jego sposób mówienia, czyli ,,jego język''. :) No i uważano, że to nieładnie. :)
Ciekawe, czy jak dziś ci ludzie zobaczą kogoś, kto kalibruje ;) monitor,
patrząc na fotkę z kolorowymi paskami, też uznają to za nieładne... :)
E. :)
[..]
> Teologia [rzymskokatolicka ;)] niekoniecznie stawia znak równości pomiędzy Trzecią Osobą Boską (Duchem Świętym)
> i Rozumem, ale moim zdaniem wynika ta tożsamość z nauki rzymskokatolickiego Kościoła. :)
> (i mogę to uzasadnić) Czasami ludziom wydaje się, że pod natchnieniem Ducha Świętego jest
> tylko taki człowiek, który objawia coś, czego nie rozumie, czyli bredzi -- stąd pogardliwie
> takich ludzi się nazywa ,,nawiedzonymi'', jednak nauka Kościoła jasno i w wielu miejscach
> zauważą, że człowiek tylko wówczas podejmuje współpracę z Bogiem, gdy czyni to świadomie, :)
> i tylko wówczas, gdy to działanie tegoż Ducha rozumie, czyli pojmuje swoim rozumem.
> Oczywiście zanim Bóg (Duch Święty) przemówi do człowieka -- ,,musi'' swego interlokutora
> przygotować do ,,odbierania''. :) Chrystus nauczał trzy lata, zanim odszedł, czyli
> zanim przekazał ,,pałeczkę'' owemu Duchowi Świętemu. :) Także teologie powinny służyć
> nauczeniu ludzi słuchania Boga, słuchania, choć niekoniecznie posłuszeństwa:
> Bóg albowiem nie odbiera człowiekowi jego woli, co boleśnie obrazuje osoba
> Judasza -- potępionego przecież ucznia...
Mormoni (czyli Chrześcijanie nierzymskokatoliccy) utrzymują, że Duch Święty przemawia
do serca człowieka, zaś ja utrzymuję, że przemawia jak chce (bo Bogu wszystko wolno)
ale zawsze poprzez rozum, a zazwyczaj poprzez rozum i zmysły. :) Na przykład do Szawła
ponoć przemówił poprzez oślicę -- czyli zwierzę. :) To znaczy posłużył się oślicą,
ciałem oślicy, czyli bezrozumnego stworzenia, by przemówić ludzkim głosem, podobnie
jak człowiek potrafi przemówić ludzkim głosem poprzez głośnik. :)
Nauka Pawła VI, czyli nauka rzymskokatolicka jaką ja odebrałem w podstawówce utrzymywała,
że Duch Święty przemawia poprzez rozum, a wszelakie ,,głosy wewnętrzne'' należy traktować
na równi ze snami -- może coś znaczą, a może nie. :) Może coś znaczą -- bo jednak Bogu
wolno mówić i poprzez sny, i poprzez wewnętrzne głosy... ;) Jak to Bogu. :)
Niestety nauka obecna (na przykład wygłoszona w trakcie kazania na wieczornej,
studenckiej mszy świętej w białostockiej farze przed nieco ponad dwoma tygodniami
przez aktualnego duszpasterza akademickiego) mówi o tym, że jednak Duch Święty
przemawia bezpośredni do serca, czyli ta nauka uznaje naukę mormonów, z którą
ja się akurat nie zgadzam. :)
I teraz weźmy sakrament spowiedzi... Jeśli Duch Święty przemawia do serca,
w jakim celu wyznajemy spowiednikowi nasze grzechy? Czyż nie lepiej zrzucić
to właśnie na prawdomównego Ducha Świętego?
Penitent przychodzi do konfesjonału, powierza się Duchowi Świętemu,
Ten przemawia bezpośrednio do serca spowiednika, a spowiednik nas
poucza i rozgrzesza w imieniu Boga i swoim...
(penitent milczy; spowiednik poucza i rozgrzesza pod natchnieniem Ducha Świętego)
No tak -- ale po co spowiednik ma nas pouczać, skoro Duch Święty
uczyni to lepiej od niego?
Penitent przychodzi do konfesjonału, powierza się Duchowi Świętemu,
Ten przemawia bezpośrednio do serca spowiednika, spowiednik
powierza się Duchowi Świętemu, Ten przemawia bezpośrednio do
serca penitenta, aby go pouczyć go, a spowiednik nas jedynie
rozgrzesza w imieniu swoim i w imieniu Boga...
(penitent milczy; spowiednik rozgrzesza pod natchnieniem Ducha Świętego)
Ale może i to rozgrzeszanie można scedować na Ducha Świętego?
Penitent przychodzi do konfesjonału, powierza się Duchowi Świętemu,
Ten przemawia bezpośrednio do serca spowiednika, spowiednik
powierza się Duchowi Świętemu, Który przemawia bezpośrednio
do serca penitenta, poucza go i rozgrzesza w imieniu spowiednika i swoim...
(penitent milczy; spowiednik milczy)
Ale czy nam to rozgrzeszenie księdza jest potrzebne? W wyjątkowej
sytuacji -- jeśli zgrzeszyliśmy przeciwko niemu -- tak... Ale
zazwyczaj nie jest potrzebne...
Penitent przychodzi do konfesjonału, powierza się Duchowi Świętemu,
Który przemawia bezpośrednio do serca penitenta, poucza go i rozgrzesza...
(penitent milczy; spowiednik milczy)
W takim razie po co nam ten spowiednik?
Penitent powierza się Duchowi Świętemu, Który przemawia bezpośrednio
do serca penitenta, poucza go i rozgrzesza...
(penitent milczy; spowiednika nie ma)
-=-
Ślę pozdrowienia aktualnemu duszpasterzowi akademickiemu. ;)
Nieładnie kraść mormonom ich zasady wiary... ;)
-=-
Ja utrzymuję (na podstawie nie natchnień, ale na podstawie swojej wiedzy)
że spowiednik słucha i udziela odpowiedzi na podstawie tego, co słyszy
i tego, co wie w ogóle o życiu. :) Dopuszczam ingerencję Ducha Świętego,
który potrafi coś przypomnieć lub sprawić, iż spowiednik zapomni, ale
odrzucam wewnętrzny głos Ducha Świętego... Ksiądz Alfred Butfiłowski,
(kustosz sanktuarium wasilkowskiego) nie odrzuca...
No i od mądrości życiowej spowiednik zależy udzielona odpowiedź...
Niestety Duch Święty (jak to uprzywilejowany Duch) jest cwany ;)
i potrafi wyprzedzić ;) spowiednika, gdy ten stara się powiedzieć
coś od siebie... Na przykład potrafi pogonić spowiednika ,,za potrzebą''
lub tak pokierować spowiednikiem, że ten udzieli odpowiedzi typu:
-- może chroma lub ułomna
choć Samul chce powiedzieć
-- chroma lub ułomna
-- może należy odbudować relację z AniąG
choć spowiednik chce powiedzieć
-- może należy odbudować relację z rodzicami
(AniaG z pl.rec.ascii-art i *chyba* jej mama -- wiedzą, dlaczego tak)
-- trzeba zamienić ,,rodzinną firmę'' na posadę w szkole Niny Siemiuniuk
choć spowiednik chce powiedzieć
-- trzeba szukać mądrej dziewczyny na narzeczoną
Aby było jasne -- ja zawsze przed spowiedzią proszę Boga o to, aby
spowiednik powiedział mi to, co Bóg sobie życzy, abym usłyszał. :)
No i ja utrzymuję, że po prostu spowiednicy zdają sobie sprawę z tego,
że nie mogę być elektrykiem, bo nie mam do tego stosownego przygotowania,
nie mogę w swoim wieku nadal pozostawać bez pracy, bez kochającej mnie żony,
bez własnych pieniędzy, bez własnych decyzji itd...
Zdają sobie z tego sprawę i to właśnie mi objawiają ;) na spowiedziach,
choć się z tym niekoniecznie zgadzają wówczas, gdy sobie uświadomią, że
to o mnie chodzi... Czyli o człowieka, który miał im płacić gruby szmal
z ,,rodzinnej firmy''. :)
Bóg jest łaskawy, ale jednak miłosierdzie jego nie jest czcze,
dlatego przemawia znakami czasu. Na przykład takimi:
-- śmierć matki mego ojca -- nieuprzedzona pogodzeniem się ze mną :)
-- niespodziewana i nagła śmierć mego ex-proboszcza a honorowego
prałata papieskiego, który z mozołem ,,budował'' ,,rodzinną
firmę'' za pomocą modlitw
-- wymowna śmierć polskiego papieża (wymowna poprzez swoją godzinę)
-- no i śmierć w płomieniach wchodzących w życie ludzi... (pisałem
kilkakrotnie, czym ta śmierć łączy się z moją osobą i osobą Samula)
No i od duchownych zależy -- czy na tych ofiarach zakończy się
moje powracanie do pracy, czy tez trzeba będzie nowych ofiar...
A zależy to dlatego, że jak dotąd duchowni starają się wytłumaczyć
,,społeczeństwu'', że Bóg mnie karze za moje grzechy, a pomaganie
mi -- jest sprzeczne z wolą Bożą...
Przypomnę może, że według mnie -- wolą Bożą jest przestrzeganie Dekalogu
oraz pełnienie uczynków miłosierdzia, które można znaleźć w tak zwanym
internecie, :) podczas gdy duszpasterz akademicki (o którym wyżej pisałem)
stwierdził, iż wolę Bożą -- Bóg objawia do serca swego słuchacza. ;)
No i stwierdzam, że są narwańcy, :) którzy mordują ludzi i zauważają, że
'Duch Święty nakazał mi do serca, abym mordował'. :) Ja natchnienia czerpię
z obserwacji świata, :) a wewnętrzne głosy nazywam czuciami modlitewnymi,
które traktuję na równi ze snami -- nie neguję tego, że są, bp słyszę od
masy ludzi o takowych, ale uważam, że są nieistotne... :)
E. :)
> > W takim razie czym jest miłosierdzie?
> Miłosiedzie jest odruchem serca.
A nie wyrazem przemyśleń? Odruchowo to można kogoś uderzyć, gdy się
cofa poparzoną rękę, ale chyba miłosierdzie odruchem być nie może. :)
> Zarówno wtedy, gdy św. Marcin ucina połę
> swego płaszcza, aby okryć nim żebraka, jak też wówczas, gdy zwycięski rycerz
> mizerykordią (specjalnym sztyletem)
Wiem, co to mizerikordia. :)
> dobija pokonanego przeciwnika, aby ten się nie męczył dłużej.
Nie -- aby ten nie wrócił do obiegu. :)
> Skala odruchów jest więc ogromna - prawda?
Ani prawda, ani nieprawda -- dobicie to żaden odruch. :)
(choć obserwacje wykazują, iż całe masy ludzi ,,myślą'' odruchowo) ;)
> W sensie rzeczowym miłosierdzie można zatem świadczyć, ale językowo - jest
> to konstrukcja nieporadna. Okazujemy bowiem litość, a nie świadczymy ją.
Miłosierdzie i litość -- to różne ,,sprawy''. :) Może nawet ze sobą sprzeczne.
Bóg okazuje mi miłosiedzie w taki sposób, że nie lituje się nade mną -- zatwardza
serca duchownych rzymskokatolickich i nie pozwala im tanio wykupić się z ich głupoty,
bo wie, że ja bym im zbyt szybko przebaczył czynione mi świadomie :) i konsekwentnie :)
przez **ćwierć wieku** zło.
Weź taki przykład:
-- chory nie może pić żadnych płynów z jakiegoś powodu
(jeśli wypije -- rozchoruje się albo będzie czekał dłużej na operację)
Litością jest podanie mu czegoś do picia, aby się nie męczył.
(a raczej, aby nie stękał stale i nie przeszkadzał ,,litościwym'')
Miłosierdzie jednak zabrania tego i nakazuje coś innego.
(aby ,,pomagając'' -- nie szkodzić)
.> W sensie rzeczowym miłosierdzie można zatem świadczyć, ale językowo - jest
.> to konstrukcja nieporadna. Okazujemy bowiem litość, a nie świadczymy ją.
> Kwestia "posługi", jako słowa nadużywanego ostatnio przez hierarchię
> kościelną, która pragnie nadać mu nowe znaczenie, to osobna kwestia.
To w celu jakim o tej kwestii, skoro nie wyjaśniasz jej?
E.
Tak myślę... Samo słowo "świadczyć" jest bez potrzeby nadęte i pachnie na
kilometr sztucznością. Świadczysz żonie miłość? Lub ona Tobie? Toż to nawet
brzmi dwuznacznie i zarazem wartościująco... :)
> Poprawne wg Ciebie jest:
>
> -- miłosiedzie okazać komuś
> -- miłosiernym być względem kogoś
>
> Czy tak?
Tak!
{CIACH}
Bo zginąłem już w tych wywodach.
--
Tad...@mvp.pl
> Tak myślę... Samo słowo "świadczyć" jest bez potrzeby nadęte i pachnie na
> kilometr sztucznością. Świadczysz żonie miłość?
Nie mam żony. :) Kościół rzymskokatolicki nie pozwala...
> Lub ona Tobie? Toż to nawet brzmi dwuznacznie i zarazem wartościująco... :)
;)
Hm... Na dzisiejszej naradzie omówimy należne ludziom [w naszej komunie] świadczenia socjalne...
-- [..]
-- świadczenie miłości małżeńskiej
-- [..]
> > Poprawne wg Ciebie jest:
> > -- miłosiedzie okazać komuś
> > -- miłosiernym być względem kogoś
> > Czy tak?
> Tak!
Tak to tak -- nic na to nie poradzę. ;)
(od 'nak to tak -- nic na to nie poradzę')
> {CIACH}
> Bo zginąłem już w tych wywodach.
Dać jakiegoś przewodnika? ;)
E. :)
> Nie mam żony. :) Kościół rzymskokatolicki nie pozwala...
Może nie tyle zabrania, co skutecznie utrudnia. :)
Nic zresztą dziwnego -- księża dobrowolnie porezygnowali z tej ,,podstawowej'' miłości. :)
Bóg bowiem wyraźnie zauważył:
-- niedobrze jest człowiekowi samotnemu
i z ciała tegoż człowieka wyprodukował :) Bóg kobietę, aby nie było wątpliwości
co do tego, że owa towarzyszka jest równa pod każdym względem temu człowiekowi...
Dlaczegóż więc duchowni tego Kościoła nie korzystają z tego dobrodziejstwa? :)
(może teraz, gdy nowy papież zabronił wyświęcania homoseksualistów -- zmieni
się to i owo, ale na zmiany te trzeba będzie zaczekać)
-=-
No tak -- ale gdy Samul zabroni... Chyba trzeba poprosić Boga o śmierć? :)
...Skoro tylko śmierć [Samula] może umożliwić mi normalne życie, zgodne
z zamiarami Boga... (spowiednicy mi raz po raz przypominają, że powinienem mieć żonę)
Gdy rozmyślałem w sobotę nad wyborami Miss World, uzmysłowiłem sobie, że Samul
był na pozycji przegranej od samego początku naszej znajomości... :) No i mam
nadzieję, że i on to sobie także uświadomił, choć nadal stara się jak może... ;)
E. :)