Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Kuzyn/brat cioteczny

0 views
Skip to first unread message

Saulo

unread,
Dec 25, 2001, 5:02:28 PM12/25/01
to
Czy istnieje różnica znaczeniowa pomiędzy tymi określeniami ('kuzyn' na
oznaczenie dalszego krewnego z tego samego pokolenia, zaś 'brat
cioteczny/stryjeczny' - syna wujka/stryjka lub ciotki), czy też raczej
różnica 'społeczna', polegająca na tym, że określenie 'kuzyn' na oznaczenie
syna wujka/stryjka/ciotki stosują osoby pochodzące z wyższych warstw
społecznych, a 'brat cioteczny/stryjeczny' - osoby pochodzące z warstw
niższych?

A może jest to jeszcze inaczej?

Saulo


Michał Wasiak

unread,
Dec 25, 2001, 5:29:41 PM12/25/01
to
On Tue, 25 Dec 2001 23:02:28 +0100, "Saulo" <di...@poczta.onet.pl>
wrote:

?????????????

Skąd takie idiotyczne opinie?

--
Michał Wasiak

Saulo

unread,
Dec 25, 2001, 5:59:47 PM12/25/01
to
"Michał Wasiak" <mwa...@ck-sg.p.lodz.pl> wrote in message
news:gavh2u8dfl4rftokh...@4ax.com...

Sam jesteś idiotyczna opinia, Mesje Zbyt-Szybka Ręka :-)

Pierwsza pochodzi od pewnej konkretnej osoby, która stosuje takie właśnie
rozróżnienie, o drugiej natomiast gdzieś czytałem (i zgadza się ona z moimi
obserwacjami).

Saulo


gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 25, 2001, 7:32:56 PM12/25/01
to
Brat cioteczny to szczególny przypadk kuzyna.
PS. Od kiedy znów są niższe i wyższe warstwy społeczne? Chyba coś w polityce
przeoczyłam?
Grażyna

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

Saulo

unread,
Dec 25, 2001, 7:59:04 PM12/25/01
to
<gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:69d6.000011...@newsgate.onet.pl...

[cut]


> Brat cioteczny to szczególny przypadk kuzyna.
> PS. Od kiedy znów są niższe i wyższe warstwy społeczne? Chyba coś w
polityce
> przeoczyłam?
> Grażyna

Dziękuję za opinię.
A od kiedy ich nie ma?:-)

Saulo


Marta Płońska

unread,
Dec 26, 2001, 2:04:12 AM12/26/01
to
Behalf Of Saulo
Sent: Wednesday, December 26, 2001 1:59 AM

> > PS. Od kiedy znów są niższe i wyższe warstwy społeczne? Chyba coś w
> polityce
> > przeoczyłam?
> > Grażyna
>
> Dziękuję za opinię.
> A od kiedy ich nie ma?:-)

Rewolucja Francuska. Konstytucje. Wykształcenie ;-)
Marta

--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.hum.polszczyzna

MACiek Traczyk

unread,
Dec 26, 2001, 2:39:57 AM12/26/01
to
On 25-12-2001 23:02, in article a0asv7$40o$1...@news.tpi.pl, "Saulo"
<di...@poczta.onet.pl> wrote:

Hmm...Ja zawsze miałem kuzynów, a nie braci ciotecznych. Jednak większość
moich kolegów miała braci ciotecznych. Nie wiem, czy tak można uogólnić, ale
zaobserwowałem, że jeśli ktoś nie ma rodzonego brata, to chętniej mówi "mój
brat (cioteczny)" zamiast "mój kuzyn". Do tego omija "cioteczny", co
wprowadza często niemały zamęt. Nieraz myślałem, że ktoś ma brata, a później
okazywało się, że w istocie, ma, ale "ciotecznego".

Szczęśliwy posiadacz 1 kuzynki, 9 kuzynów, 1 siostry i 1 brata :-)))
--
Pozdrawiam, MACiek
japo...@poczta.onet.pl


Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 5:42:59 AM12/26/01
to
"Marta Płońska" <ma...@f2virt.onet.pl> wrote in message
news:NEBBJMPNGLCGDCCH...@astercity.net...

> Behalf Of Saulo
> Sent: Wednesday, December 26, 2001 1:59 AM
>

grawd3:> > > PS. Od kiedy znów są niższe i wyższe warstwy społeczne? Chyba


coś w
> > polityce
> > > przeoczyłam?
> > > Grażyna
> >

Saulo:> > Dziękuję za opinię.


> > A od kiedy ich nie ma?:-)
>
> Rewolucja Francuska. Konstytucje. Wykształcenie ;-)
> Marta

To mało, to mało... :-)

Saulo


Marta Płońska

unread,
Dec 26, 2001, 5:44:25 AM12/26/01
to
Behalf Of Saulo
Sent: Wednesday, December 26, 2001 11:43 AM

>
> > Rewolucja Francuska. Konstytucje. Wykształcenie ;-)
> > Marta
>
> To mało, to mało... :-)

Co proponujesz dodać?
M

Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 5:51:29 AM12/26/01
to
"Marta Płońska" <ma...@f2virt.onet.pl> wrote in message
news:NEBBJMPNGLCGDCCH...@astercity.net...
> Behalf Of Saulo
> Sent: Wednesday, December 26, 2001 11:43 AM
> >
> > > Rewolucja Francuska. Konstytucje. Wykształcenie ;-)
> > > Marta
> >
> > To mało, to mało... :-)
>
> Co proponujesz dodać?
> M


Upływ czasu.

Przy tym zauważ, że w Polsce zmiany następowały/-ują wolniej i później.

Saulo


gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 5:46:08 AM12/26/01
to
> Hmm...Ja zawsze miałem kuzynów, a nie braci ciotecznych. Jednak większość
> moich kolegów miała braci ciotecznych. Nie wiem, czy tak można uogólnić, ale
> zaobserwowałem, że jeśli ktoś nie ma rodzonego brata, to chętniej mówi "mój
> brat (cioteczny)" zamiast "mój kuzyn". Do tego omija "cioteczny", co
> wprowadza często niemały zamęt. Nieraz myślałem, że ktoś ma brata, a później
> okazywało się, że w istocie, ma, ale "ciotecznego".
>
> Szczęśliwy posiadacz 1 kuzynki, 9 kuzynów, 1 siostry i 1 brata :-)))
> --
> Pozdrawiam, MACiek

Językowo: kuzyn to każda osoba spokrewniona w danym pokoleniu, zatem także brat
cioteczny i stryjeczny, który jest synem odbpowiednio siostry matki lub ojca i
brata matki lub ojca. Społecznie: brat mówimy o osobie szczególnie nam
bliskiej, kuzyna możemy mieć i w ogóle nie znać. Dla mojej siostrzenicy (która
ma brata rodzonego) mój syn zawsze będzie bratem (ciotecznym), bo często razem
przebywali, a synowie sióstr jej ojca zawsze byli kuzynami. Prawnie: niech
wypowiedzą się prawnicy.
Pozdrawiam świątecznie

Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 5:55:06 AM12/26/01
to
"Marta Płońska" <ma...@f2virt.onet.pl> wrote in message
news:NEBBJMPNGLCGDCCH...@astercity.net...
> Behalf Of Saulo
> Sent: Wednesday, December 26, 2001 11:43 AM
> >
> > > Rewolucja Francuska. Konstytucje. Wykształcenie ;-)
> > > Marta
> >
> > To mało, to mało... :-)
>
> Co proponujesz dodać?
> M

Nie dekrety, nie równość wobec prawa, nie samo wykształcenie...

Jest jeszcze co najmniej tradycja i towarzystwo.

Saulo


Marta Płońska

unread,
Dec 26, 2001, 6:13:41 AM12/26/01
to
Behalf Of Saulo
Sent: Wednesday, December 26, 2001 11:55 AM

>
> > > > Rewolucja Francuska. Konstytucje. Wykształcenie ;-)
> > > > Marta
> > >
> > > To mało, to mało... :-)
> >
> > Co proponujesz dodać?
> > M
>
> Nie dekrety, nie równość wobec prawa, nie samo wykształcenie...
>
> Jest jeszcze co najmniej tradycja i towarzystwo.

Dziwnie się zgadzamy :-)
(Jednak nie ma tu zaprzeczenia równości, elita to inna kategoria, a tradycja
jest dobrem wspólnym).

Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 7:01:58 AM12/26/01
to
"Marta Płońska" <ma...@f2virt.onet.pl> wrote in message
news:NEBBJMPNGLCGDCCH...@astercity.net...
> Behalf Of Saulo
> Sent: Wednesday, December 26, 2001 11:55 AM
> >
> > > > > Rewolucja Francuska. Konstytucje. Wykształcenie ;-)
> > > > > Marta
> > > >
> > > > To mało, to mało... :-)
> > >
> > > Co proponujesz dodać?
> > > M
> >
> > Nie dekrety, nie równość wobec prawa, nie samo wykształcenie...
> >
> > Jest jeszcze co najmniej tradycja i towarzystwo.
>
> Dziwnie się zgadzamy :-)
> (Jednak nie ma tu zaprzeczenia równości, elita to inna kategoria, a
tradycja
> jest dobrem wspólnym).
> M

Towarzystwo to nie tylko najwyższe kręgi elity, a tradycja jest tylko
pozornie wspólna (m.in. co innego tradycja wyuczona np. w szkole w ramach
nieprzerwanego podtrzymywania przy życiu mitu narodu, a co innego
nieprzerwany ciąg tradycji rodzinnej/rodowej/tradycji pewnej 'klasy'). Tak
mi się wydaje. :-)

Saulo


Marta Płońska

unread,
Dec 26, 2001, 7:07:04 AM12/26/01
to
Behalf Of Saulo
Sent: Wednesday, December 26, 2001 1:02 PM

> > > Jest jeszcze co najmniej tradycja i towarzystwo.
> >
> > Dziwnie się zgadzamy :-)
> > (Jednak nie ma tu zaprzeczenia równości, elita to inna kategoria, a
> tradycja
> > jest dobrem wspólnym).
> > M
>
> Towarzystwo to nie tylko najwyższe kręgi elity, a tradycja jest tylko
> pozornie wspólna (m.in. co innego tradycja wyuczona np. w szkole w ramach
> nieprzerwanego podtrzymywania przy życiu mitu narodu, a co innego
> nieprzerwany ciąg tradycji rodzinnej/rodowej/tradycji pewnej 'klasy'). Tak
> mi się wydaje. :-)

Miałam na myśli (co za automatyzm!) raczej niższe kręgi elity, spotykane w
każdym towarzystwie ;-) A pozory często mylą ;-)))

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 7:37:24 AM12/26/01
to
> Towarzystwo to nie tylko najwyższe kręgi elity, a tradycja jest tylko
> pozornie wspólna (m.in. co innego tradycja wyuczona np. w szkole w ramach
> nieprzerwanego podtrzymywania przy życiu mitu narodu, a co innego
> nieprzerwany ciąg tradycji rodzinnej/rodowej/tradycji pewnej 'klasy'). Tak
> mi się wydaje. :-)
>
> Saulo
>
Na przykład nieprzerwany ciąg tradycji rodzinnej alkoholików... Tak?

Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 7:44:24 AM12/26/01
to
<gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:69d6.000011...@newsgate.onet.pl...
> > Towarzystwo to nie tylko najwyższe kręgi elity, a tradycja jest tylko
> > pozornie wspólna (m.in. co innego tradycja wyuczona np. w szkole w
ramach
> > nieprzerwanego podtrzymywania przy życiu mitu narodu, a co innego
> > nieprzerwany ci±g tradycji rodzinnej/rodowej/tradycji pewnej 'klasy').

Tak
> > mi się wydaje. :-)
> >
> > Saulo
> >
> Na przykład nieprzerwany ci±g tradycji rodzinnej alkoholików... Tak?
> Grażyna

Nie... nie o_take_ tradycje chodziło :-)

Saulo

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 9:03:33 AM12/26/01
to
> <gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
> news:69d6.000011...@newsgate.onet.pl...
> > > Towarzystwo to nie tylko najwyższe kręgi elity, a tradycja jest tylko
> > > pozornie wspólna (m.in. co innego tradycja wyuczona np. w szkole w
> ramach
> > > nieprzerwanego podtrzymywania przy życiu mitu narodu, a co innego
> > > nieprzerwany ciąg tradycji rodzinnej/rodowej/tradycji pewnej 'klasy').

> Tak
> > > mi się wydaje. :-)
> > >
> > > Saulo
> > >
> > Na przykład nieprzerwany ciąg tradycji rodzinnej alkoholików... Tak?

> > Grażyna
>
> Nie... nie o_take_ tradycje chodziło :-)
>
> Saulo
>
Marzą Ci się rodowe herby? Co? Tak naprawdę, człowiek jest tyle wart ile sam
sobą reprezentuje, ile sam wypracował. Największe tragedie przeżywają dzieci
sławnych ludzi, na które zawsze patrzy się przez pryzmat rodzica. One bardzo
długo nie są pewne, czy ich sukcesy są naprawdę ich, czy tylko śladem rodzica.

Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 9:33:09 AM12/26/01
to
<gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:69d6.000012...@newsgate.onet.pl...

> Marzą Ci się rodowe herby? Co?

Nie marzą mi się. Czy mogłabyś nie nadinterpretować, chyba że bardzo chcesz,
żebyśmy się nie lubili :-)

Tak naprawdę, człowiek jest tyle wart ile sam
> sobą reprezentuje, ile sam wypracował.

Brzmi słusznie, ale nie jest prawdziwe.

Bardzo cenię ludzi, którzy do wszystkiego doszli sami, ale cenię również (z
estetycznego, jeśli nie z żadnego innego punktu widzenia) klasę i ogładę
nabyte w domu/dobrym towarzystwie.

Najwyższą klasą są jednak dla mnie arystokraci ducha (którymi można się
teoretycznie stać niezależnie od pochodzenia) :-)

Największe tragedie przeżywają dzieci
> sławnych ludzi, na które zawsze patrzy się przez pryzmat rodzica. One
bardzo
> długo nie są pewne, czy ich sukcesy są naprawdę ich, czy tylko śladem
rodzica.

W jakiej kategorii 'największe'?

Myślę, że zbytnio uogólniasz.
Nie dla wszystkich jest to tragedia (a tym bardziej nie 'największa').

Jeśli np. dzięki osiągnięciom rodzica ktoś ma dodatkowy bodziec, aby
osiągnąc jak nawięcej, to bardzo dobrze.

> Grażyna

Saulo


"Rafał \"Negrin\" Lisowski"

unread,
Dec 26, 2001, 10:25:20 AM12/26/01
to
Gdy datą było 26 Dec 2001 01:32:56 +0100, <gra...@poczta.onet.pl>
oznajmił(a) światu:

>PS. Od kiedy znów są niższe i wyższe warstwy społeczne? Chyba coś w polityce
>przeoczyłam?

To nie ma nic wspólnego z polityką. Od zawsze były, są teraz, i będą
nadal. Wpływ dawnych ustrojów (na wszelki wypadek mówię w liczbie
mnogiej :) ) objawia się natomiast tym, że na przykład Ty odruchowo
wzburzasz się słysząc o wyższych i niższych warstwach społecznych - bo
kojarzy Ci się to pewno z wartościowaniem. A przecież to wcale nie
musi być podział wartościujący. Społeczeństwo nie może istnieć bez
klas - mniej czy bardziej sformalizowanych, mniej czy bardziej
odrębnych, mniej czy bardziej rozróżnialnych. (Źle kojarzy się słowo
"klasy", niech będą "warstwy"). I jeśli nawet w niczym innym miałoby
się to nie objawiać, na pewno objawia się w języku - a właśnie taka
kwestia została poruszona. Dlatego nie za bardzo rozumiem Twoje
wzburzenie.

--
Rafał "Negrin" Lisowski neg...@rpg.pl neg...@rockmetal.pl
http://rockmetal.pl http://www.inwestprojekt.com.pl

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 10:59:02 AM12/26/01
to
> <gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
> news:69d6.000012...@newsgate.onet.pl...
>
> > Marzą Ci się rodowe herby? Co?
>
Saulo:

> Nie marzą mi się. Czy mogłabyś nie nadinterpretować, chyba że bardzo chcesz,
> żebyśmy się nie lubili  :-)

No co Ty, to żart, nie nadinterpretowywanie. Poza tym marzenia o herbach to
przecież nic złego.


>
> Najwyższą klasą są jednak dla mnie arystokraci ducha (którymi można się
> teoretycznie stać niezależnie od pochodzenia) :-)
>

A jak ich rozpoznajesz?

> Jeśli np. dzięki osiągnięciom rodzica ktoś ma dodatkowy bodziec, aby
> osiągnąc jak nawięcej, to bardzo dobrze.
>

Tak, tylko tym bardzo wielkim rodzicom bardzo rzadko da się dorównać - dlatego
są wielcy :)

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 11:04:55 AM12/26/01
to
> Gdy datą było 26 Dec 2001 01:32:56 +0100, <gra...@poczta.onet.pl>
> oznajmił(a) światu:
>
> >PS. Od kiedy znów są niższe i wyższe warstwy społeczne? Chyba coś w polityce
> >przeoczyłam?
>
> To nie ma nic wspólnego z polityką. Od zawsze były, są teraz, i będą
> nadal. Wpływ dawnych ustrojów (na wszelki wypadek mówię w liczbie
> mnogiej :) ) objawia się natomiast tym, że na przykład Ty odruchowo
> wzburzasz się słysząc o wyższych i niższych warstwach społecznych - bo
> kojarzy Ci się to pewno z wartościowaniem. A przecież to wcale nie
> musi być podział wartościujący. Społeczeństwo nie może istnieć bez
> klas - mniej czy bardziej sformalizowanych, mniej czy bardziej
> odrębnych, mniej czy bardziej rozróżnialnych. (Źle kojarzy się słowo
> "klasy", niech będą "warstwy"). I jeśli nawet w niczym innym miałoby
> się to nie objawiać, na pewno objawia się w języku - a właśnie taka
> kwestia została poruszona. Dlatego nie za bardzo rozumiem Twoje
> wzburzenie.
>
> Rafał "Negrin"

Masz rację, wiążę to z bardzo silnym wartościowaniem, dlatego wolałabym mówić o
grupach zawodowych i podziale na ludzi kulturalnych i niekulturalnych -
wyłącznie na podstawie ich zachowania. Ale może rzeczywiście tak się nie da...?

Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 11:07:54 AM12/26/01
to
<gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:69d6.000012...@newsgate.onet.pl...
> > <gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
> > news:69d6.000012...@newsgate.onet.pl...
> >
> > > Marzą Ci się rodowe herby? Co?
> >
> Saulo:
> > Nie marzą mi się. Czy mogłabyś nie nadinterpretować, chyba że bardzo
chcesz,
> > żebyśmy się nie lubili :-)
>
> No co Ty, to żart, nie nadinterpretowywanie. Poza tym marzenia o herbach
to
> przecież nic złego.

No... to dobrze... :-)

> > Najwyższą klasą są jednak dla mnie arystokraci ducha (którymi można się
> > teoretycznie stać niezależnie od pochodzenia) :-)
> >
> A jak ich rozpoznajesz?

Swój swojego nie pozna? :-))))))))))))))))))

> > Jeśli np. dzięki osiągnięciom rodzica ktoś ma dodatkowy bodziec, aby
> > osiągnąc jak nawięcej, to bardzo dobrze.
> >
> Tak, tylko tym bardzo wielkim rodzicom bardzo rzadko da się dorównać -
dlatego
> są wielcy :)

Pozostaje upodlenie się :-)

> Grażyna

Saulo


Michał Wasiak

unread,
Dec 26, 2001, 12:23:45 PM12/26/01
to
On Tue, 25 Dec 2001 23:59:47 +0100, "Saulo" <di...@poczta.onet.pl>
wrote:

>"Michał Wasiak" <mwa...@ck-sg.p.lodz.pl> wrote in message
>news:gavh2u8dfl4rftokh...@4ax.com...
>> On Tue, 25 Dec 2001 23:02:28 +0100, "Saulo" <di...@poczta.onet.pl>
>> wrote:
>>
>> >Czy istnieje różnica znaczeniowa pomiędzy tymi określeniami ('kuzyn' na
>> >oznaczenie dalszego krewnego z tego samego pokolenia, zaś 'brat
>> >cioteczny/stryjeczny' - syna wujka/stryjka lub ciotki), czy też raczej
>> >różnica 'społeczna', polegająca na tym, że określenie 'kuzyn' na
>oznaczenie
>> >syna wujka/stryjka/ciotki stosują osoby pochodzące z wyższych warstw
>> >społecznych, a 'brat cioteczny/stryjeczny' - osoby pochodzące z warstw
>> >niższych?
>>
>> ?????????????
>>
>> Skąd takie idiotyczne opinie?
>
>Sam jesteś idiotyczna opinia, Mesje Zbyt-Szybka Ręka :-)

A bo się zdumiałem :)

>Pierwsza pochodzi od pewnej konkretnej osoby, która stosuje takie właśnie
>rozróżnienie, o drugiej natomiast gdzieś czytałem (i zgadza się ona z moimi
>obserwacjami).

To są zupełnie różne określenia. Kuzyn jest określeniem ogólnym,
pozostałe konkretnymi.

Co to są wyższe i niższe warstwy? Nie obserwuję w Polsce takiego
zjawiska jak wyższe warstwy. Niższe owszem.

--
Michał hr. Wasiak

gr...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 12:44:53 PM12/26/01
to
> > > Najwyższą klasą są jednak dla mnie arystokraci ducha (którymi można się
> > > teoretycznie stać niezależnie od pochodzenia) :-)
> > >
> > A jak ich rozpoznajesz?
>
> Swój swojego nie pozna? :-))))))))))))))))))

To fakt!:-)


>
> > > Jeśli np. dzięki osiągnięciom rodzica ktoś ma dodatkowy bodziec, aby
> > > osiągnąc jak nawięcej, to bardzo dobrze.
> > >
> > Tak, tylko tym bardzo wielkim rodzicom bardzo rzadko da się dorównać -
> dlatego
> > są wielcy :)
>
> Pozostaje upodlenie się :-)

Polecam zmianę dziedziny działania na zupełnie odmienną od rodzicielskie.
Sprawdzone!:-)

gr...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 12:41:40 PM12/26/01
to
> Michał hr. Wasiak

O, Michałku, jak miło!
księżniczka Grażyna, z linii Jagiellonów, a Ty?

Michał Wasiak

unread,
Dec 26, 2001, 1:44:30 PM12/26/01
to
On 26 Dec 2001 18:41:40 +0100, <gr...@poczta.onet.pl> wrote:

>> Michał hr. Wasiak
>
>O, Michałku, jak miło!
>księżniczka Grażyna, z linii Jagiellonów, a Ty?

Jak to! Nie słyszałaś? Z tych Wasiaków, którzy razem z Bolkiem II
wyprawili się na Juliusza Cezara. Mistrz Wincenty wiele miejsca
poświęcił moim przodkom. Ale akurat te księgi nie zostały
opublikowane. :)

--
Michał Wasiak

gr...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 2:03:14 PM12/26/01
to
> Michał Wasiak

No taaak! Jakżesz mogłam zapomnieć Panie Hrabio! Zawsze te księgi, które
najważniejsze, gdzieś się po drodze zapodziewają...
Grażyna

galex

unread,
Dec 26, 2001, 2:36:44 PM12/26/01
to

Saulo:

> Czy istnieje różnica znaczeniowa pomiędzy tymi określeniami ('kuzyn' na
> oznaczenie dalszego krewnego z tego samego pokolenia, zaś 'brat
> cioteczny/stryjeczny' - syna wujka/stryjka lub ciotki),


Kiedy mieszkałem we Włocławku, wszyscy (nawet jedynacy) mieli siostry/braci
(zapominali często dodawać, że "ciotecznych"). O żadnych "kuzynach" nic nie
słyszeli ;-).
W odległym o 50 km Toruniu nawet na typowego "brata ciotecznego" (syna
ciotki *) mówi się wyłącznie "kuzyn".


* - brat cioteczny - czy również syn wuja/stryja ? ;-))

pozdrawiam


--
galex

galex

unread,
Dec 26, 2001, 2:39:10 PM12/26/01
to

Saulo:

>syna wujka/stryjka lub ciotki),

Przy okazji - czy rozróżnienie wuj/stryj jest jeszcze aktualne? ;-)

Rzadko jakoś słyszy się o stryju...

--
galex

Saulo

unread,
Dec 26, 2001, 2:59:08 PM12/26/01
to
"galex" <ga...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:a0d9lf$2tm$2...@news.tpi.pl...

U mnie stryj to normalka :-)
A u mojego szwagra z Poznania śmieją się z tego :-)

Saulo


Witold Walkiewicz

unread,
Dec 26, 2001, 3:34:57 PM12/26/01
to
Ja nie mam stryja, ale bardzo mi się to określenie podoba i wielka szkoda,
że jest tak rzadko używane. Co się zaś "kuzyna" tyczy, to u mnie znaczyło to
tyle, co "osoba spokrewniona", niezależnie od pokolenia (czyli wujek brata
ciotki to też kuzyn). Sądzę, że to kwestia regionu.
A! I nie chcę moralizować, ale za wszelką cenę radzę unikać skracania "brata
ciotecznego" do "brata". Doświadczenie mówi, że potrafi to wprowadzić sporo
zamieszania...

pozdrawiam,

Witek.


Użytkownik "Saulo" <di...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:a0da28$6mi$1...@news.tpi.pl...

"Rafał \"Negrin\" Lisowski"

unread,
Dec 26, 2001, 4:46:30 PM12/26/01
to
Gdy datą było 26 Dec 2001 17:04:55 +0100, <gra...@poczta.onet.pl>
oznajmił(a) światu:

>> To nie ma nic wspólnego z polityką. Od zawsze były, są teraz, i będą
>> nadal. Wpływ dawnych ustrojów (na wszelki wypadek mówię w liczbie
>> mnogiej :) ) objawia się natomiast tym, że na przykład Ty odruchowo
>> wzburzasz się słysząc o wyższych i niższych warstwach społecznych - bo
>> kojarzy Ci się to pewno z wartościowaniem. A przecież to wcale nie
>> musi być podział wartościujący. Społeczeństwo nie może istnieć bez
>> klas - mniej czy bardziej sformalizowanych, mniej czy bardziej
>> odrębnych, mniej czy bardziej rozróżnialnych. (Źle kojarzy się słowo
>> "klasy", niech będą "warstwy"). I jeśli nawet w niczym innym miałoby
>> się to nie objawiać, na pewno objawia się w języku - a właśnie taka
>> kwestia została poruszona. Dlatego nie za bardzo rozumiem Twoje
>> wzburzenie.

>Masz rację, wiążę to z bardzo silnym wartościowaniem, dlatego wolałabym mówić o
>grupach zawodowych i podziale na ludzi kulturalnych i niekulturalnych -
>wyłącznie na podstawie ich zachowania. Ale może rzeczywiście tak się nie da...?

Śmiem twierdzić, że się nie da.

Grupy zawodowe to zupełnie inna bajka. Oczywiście, że wiele grup
zawodowych ma swój własny język, ale właśnie tu jest problem: każda
swój. To bardzo szczegółowy podział i nie o to chodzi.

Ludzie kulturalni i niekulturalni - bardzo subiektywne i nie dające
się łatwo uchwycić, przyznasz. Nie musi też mieć koniecznie wiele
wspólnego z pochodzeniem społecznym. Poza tym, mimo że oczywiście
"kulturalność" ma wpływ na język, to na pewno inny od tego, o którym
mowa - szczególnie, jeśli miarą tej kulturalności ma być zachowanie.

Piszesz, że wiążesz to z bardzo silnym wartościowaniem. Moja
propozycja, tyle prosta, co może trudna do wykonania: to nie wiąż :)
Przecież nie rozmawiamy o ocenie "na prywatne potrzeby". Każdemu wolno
oceniać ludzi, jak mu się podoba, najlepiej sprawiedliwie i, w rzeczy
samej, "według zasług", a nie z "klucza społecznego". Mowa jednak
raczej o możliwie obiektywnym - a na pewno neutralnym emocjonalnie -
podziale dla potrzeb, powiedzmy, naukowych. Potrzeb właśnie
językoznawstwa, poza tym socjologii na przykład. No i może także po
prostu zdrowego spojrzenia na świat, jeśli mogę tak powiedzieć.
Udawanie, że nie istnieją warstwy społeczne i że pochodzenie społeczne
nie ma wpływu na to kim jesteśmy, jak mówimy, jakie mamy obyczaje itd.
itp. jest swoistą hipokryzją. Nie muszę dodawać, że politycznie
poprawną. Często nawet wypływającą z dobrych chęci.

A skoro mowa o polityce, wrócę do niej na moment, przynajmniej
częściowo. W ostatnich lata często mówi się - mówią politycy, mówią
dziennikarze, mówią inni - o klasie średniej; czego potrzebuje, jaka
powinna być, jak jej pomagać, jak ją wspierać, że powinna być podstawą
polskiego społeczeństwa. Nikt tak naprawdę nie potrafi do końca
wytłumaczyć, co to takiego jest ta klasa średnia, to prawda; większość
jednak potrafi sobie chyba, słysząc to hasło, wyobrazić, o co chodzi.
Ale skoro jest klasa średnia... musi być też niższa oraz wyższa,
prawda? :)

"Rafał \"Negrin\" Lisowski"

unread,
Dec 26, 2001, 4:48:56 PM12/26/01
to
Gdy datą było Wed, 26 Dec 2001 21:34:57 +0100, "Witold Walkiewicz"
<wit...@wp.pl> oznajmił(a) światu:

>A! I nie chcę moralizować, ale za wszelką cenę radzę unikać skracania "brata
>ciotecznego" do "brata". Doświadczenie mówi, że potrafi to wprowadzić sporo
>zamieszania...

Ja myślę, że to już zależy wyłącznie od stopnia zżycia, że tak powiem.
Choć prawda, może spowodować zamieszanie, jeśli się nie orientujemy w
faktycznych koligacjach rodzinnych :)

stefan

unread,
Dec 26, 2001, 4:51:26 PM12/26/01
to
"Saulo"

> Czy istnieje różnica znaczeniowa pomiędzy tymi określeniami ('kuzyn' na
> oznaczenie dalszego krewnego z tego samego pokolenia, zaś 'brat

> cioteczny/stryjeczny' - syna wujka/stryjka lub ciotki), czy też raczej
> różnica 'społeczna', polegająca na tym, że określenie 'kuzyn' na
oznaczenie
> syna wujka/stryjka/ciotki stosują osoby pochodzące z wyższych warstw
> społecznych, a 'brat cioteczny/stryjeczny' - osoby pochodzące z warstw
> niższych?

Socjo-lingwistycznie masz zapewne częściową rację.:-)
Językiem arystokracji (która, o dziwo! istnieje do dziś, tu i tam) był
francuski,
którym porozumiewano się w obecności służby i w towarzystwie równych sobie.
Francuzi mają tylko kuzynów (Anglicy też), więc można domyślać się, że to
określenie zastąpiło nasze swojskie definicje wśród grup społecznych,
posługujących się językiem francuskim.

Bracia i siostry cioteczne/stryjeczne są bardziej dokładnym określeniem
pokrewieństwa niż francuski "cousin germain" (ang. first cousin") i tak aż
do czwartego stopnia spokrewnienia. Tacy dalsi kuzyn/i/ki określamy jako
"dziesiąta woda po kisielu". Nasza terminologia pokrewieństwa jest czysto
polska, ale obce wpływy mogą powodować regionalne różnice. Tak mi sie jakoś
wydaje.< :)

Pozdrawiam świątecznie


stefan

unread,
Dec 26, 2001, 5:27:03 PM12/26/01
to

"stefan"


> Tacy dalsi kuzyn/i/ki określamy jako
> "dziesiąta woda po kisielu".

>
> Pozdrawiam świątecznie

Daję słowo, że nie miałem ani kropli żubrówki gdy pisałem powyższe kulawe
zdanie. Oczywiście powinno być " Takie dalsze kuzynostwo określamy jako
dziesiątą wodę po kisielu."

Stefan


Marta Płońska

unread,
Dec 26, 2001, 6:46:26 PM12/26/01
to
Behalf Of Saulo
Sent: Wednesday, December 26, 2001 11:51 AM

> Przy tym zauważ, że w Polsce zmiany następowały/-ują wolniej i później.

Od stuleci... ;-) Ale to primo: NTG, secundo: mamy (na szczeście)
przyŚpieszenie :-)

gr...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 26, 2001, 7:34:42 PM12/26/01
to
> A skoro mowa o polityce, wrócę do niej na moment, przynajmniej
> częściowo. W ostatnich lata często mówi się - mówią politycy, mówią
> dziennikarze, mówią inni - o klasie średniej; czego potrzebuje, jaka
> powinna być, jak jej pomagać, jak ją wspierać, że powinna być podstawą
> polskiego społeczeństwa. Nikt tak naprawdę nie potrafi do końca
> wytłumaczyć, co to takiego jest ta klasa średnia, to prawda; większość
> jednak potrafi sobie chyba, słysząc to hasło, wyobrazić, o co chodzi.
> Ale skoro jest klasa średnia... musi być też niższa oraz wyższa,
> prawda? :)
>
> Rafał "Negrin"

Klasa średnia i pozostałe nie mają (przynajmniej na razie) nic wspólnego ani z
kulturą ani z językiem - to wyłącznie sprawa zamożności.

Łukasz Korczewski

unread,
Dec 26, 2001, 11:05:52 PM12/26/01
to
"galex" <ga...@poczta.onet.pl>:

> Kiedy mieszkałem we Włocławku, wszyscy (nawet jedynacy) mieli
siostry/braci
> (zapominali często dodawać, że "ciotecznych").

Zaiste jest to zwyczaj nie wiedzieć czemu powszechny. Tu w Warszawie też się
z nim spotykałem.

Hmm, a może to kwestia zażyłości... Ja np. ze swoimi braćmi ciotecznymi
utrzymuję raczej ograniczone kontakty. Stąd zapewne z rodzonymi bym ich nie
pomylił... (^_^

--
Łukasz K.

--

Tego nie znajdziesz w żadnym sklepie!
[ http://oferty.onet.pl ]

jar...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 27, 2001, 12:07:33 AM12/27/01
to
> >
> Marzą Ci się rodowe herby? Co? Tak naprawdę, człowiek jest tyle wart ile sam
> sobą reprezentuje, ile sam wypracował. Największe tragedie przeżywają dzieci
> sławnych ludzi, na które zawsze patrzy się przez pryzmat rodzica. One bardzo
> długo nie są pewne, czy ich sukcesy są naprawdę ich, czy tylko śladem rodzica.
> Grażyna
>
> --
> Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

Koleżanka jest dzieckiem sławnych ludzi, że tak dobrze wie ? Może ? W każdym
razie na pewno jest idealistką :))

ajtne

unread,
Dec 27, 2001, 3:22:28 AM12/27/01
to
Użytkownik "galex" <ga...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:a0d9lf$2tm$2...@news.tpi.pl...


Witam wszystkich!

> Przy okazji - czy rozróżnienie wuj/stryj jest jeszcze aktualne? ;-)

> Rzadko jakoś słyszy się o stryju...

Już nie mówiąc o bracie/siostrze stryjecznej! A i takie coś funkcjonowało
(przynajmneij w rodzinie mojego ojca). Teraz się ostali sami wujowie...
O! Była jeszcze stryjeczna, stryjenka i stryjna. TYlko nie wiem, czy
dzieliły je jakieś niuanse koligacji, czy też to ta sama osoba ;)

pozdrawiam :)

joa

W.Kotwica

unread,
Dec 27, 2001, 3:58:16 AM12/27/01
to
Grażyna <gr...@poczta.onet.pl> napisała:

> księżniczka Grażyna, z linii Jagiellonów, a Ty?

Z Jagiellonów? Możeś więc daleką krewną mej żony? ;-)))

--
HQ

"Rafał \"Negrin\" Lisowski"

unread,
Dec 27, 2001, 4:23:33 AM12/27/01
to
Gdy datą było 27 Dec 2001 01:34:42 +0100, <gr...@poczta.onet.pl>
oznajmił(a) światu:

>> A skoro mowa o polityce, wrócę do niej na moment, przynajmniej
>> częściowo. W ostatnich lata często mówi się - mówią politycy, mówią
>> dziennikarze, mówią inni - o klasie średniej; czego potrzebuje, jaka
>> powinna być, jak jej pomagać, jak ją wspierać, że powinna być podstawą
>> polskiego społeczeństwa. Nikt tak naprawdę nie potrafi do końca
>> wytłumaczyć, co to takiego jest ta klasa średnia, to prawda; większość
>> jednak potrafi sobie chyba, słysząc to hasło, wyobrazić, o co chodzi.
>> Ale skoro jest klasa średnia... musi być też niższa oraz wyższa,
>> prawda? :)

>Klasa średnia i pozostałe nie mają (przynajmniej na razie) nic wspólnego ani z
>kulturą ani z językiem - to wyłącznie sprawa zamożności.

Wiem. Dlatego było to powiedziane na koniec i trochę, jak widać
powyżej, z uśmiechem - taki dodatek do zasadniczej treści. Którą
wycięłaś.

Saulo

unread,
Dec 27, 2001, 4:33:59 AM12/27/01
to
"ajtne" <aj...@box43.pl> wrote in message news:a0elsd$dfg$1...@news.tpi.pl...

Mów za siebie... :-)

Mam braci i siostry cioteczne oraz braci i siostrę stryjeczną i miałem ich
odkąd sięgam pamięcią :-)

A stryjenkę też mamy w rodzinie! - koligacje muszę dopiero sprawdzić, bo coś
mi tu nie pasuje - zdam sprawę z wyniku konsultacji z ojcem :-)

Pozdrowieństwa

Saulo


Maciek

unread,
Dec 27, 2001, 4:54:19 AM12/27/01
to

Użytkownik "ajtne" <aj...@box43.pl> napisał
w wiadomości news:a0elsd$dfg$1...@news.tpi.pl...

> Użytkownik "galex" <ga...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
> news:a0d9lf$2tm$2...@news.tpi.pl...
>
>
> Witam wszystkich!
>
> > Przy okazji - czy rozróżnienie wuj/stryj jest jeszcze aktualne? ;-)
>
> > Rzadko jakoś słyszy się o stryju...

U kogo się słyszy, u kogo nie...


>
> Już nie mówiąc o bracie/siostrze stryjecznej!

Co nie mówiąc, jakie nie mówiąc?!
Ja mam dwoje rodzeństwa stryjecznych. Jakże inaczej miałbym
o nich mówić, niż "stryjeczny brat" i "stryjeczna siostra"?


>
> (...) Teraz się ostali sami wujowie...

I ciocie. :-(

Ale to tylko u tych, którzy nie odróżniają wuja od stryja ani
pociotka od wuja, zaś stryjenki od ciotki a ciotki od wujenki,
Ani teścia od świekra.
U nich rzeczywiście o stryju nie słychać.
Ale u tych, którym język giętki służy do dawania właściwych
rzeczom (i osobom!) słów, słyszy się te nazwy po dziś.


Maciek

Saulo

unread,
Dec 27, 2001, 5:05:02 AM12/27/01
to
"Saulo" <di...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:a0epq1$qfi$1...@news.tpi.pl...

> "ajtne" <aj...@box43.pl> wrote in message news:a0elsd$dfg$1...@news.tpi.pl...
[cut]

> > Już nie mówiąc o bracie/siostrze stryjecznej! A i takie coś
funkcjonowało
> > (przynajmneij w rodzinie mojego ojca). Teraz się ostali sami wujowie...
> > O! Była jeszcze stryjeczna, stryjenka i stryjna. TYlko nie wiem, czy
> > dzieliły je jakieś niuanse koligacji, czy też to ta sama osoba ;)
>
[cut]

> Mam braci i siostry cioteczne oraz braci i siostrę stryjeczną i miałem ich
> odkąd sięgam pamięcią :-)
>
> A stryjenkę też mamy w rodzinie! - koligacje muszę dopiero sprawdzić, bo
coś
> mi tu nie pasuje - zdam sprawę z wyniku konsultacji z ojcem :-)

Pardon - myślałem o 'wujence', napisałem o 'stryjence' :-)

Ze stryjenką jest łatwo. To żona stryja (brata ojca).

Wujenka to z kolei żona wuja-brata matki. W odróżnieniu od ciotki (siostry
matki).
U nas w rodzinie ostała się jako relikt językowy tylko jedna wujenka (w
pokoleniu moich dziadków).

Przy okazji nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie:
moi rodzice przyjmują nasz (dzieci) punkt widzenia, gdy mówią o pokoleniu
swoich rodziców lub o swoim rodzeństwie, określając swoich rodziców bardzo
często jako 'babcię' i 'dziadka', zaś rodzeństwo -jako 'ciotki
X/wujkówY/stryjka/stryjenkę'. (Nie mówiąc już o tym, że o sobie często mówią
per 'mamusia/ojciec' [sic!]). Czy to jest częste?

Saulo


gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 27, 2001, 6:24:22 AM12/27/01
to
> Grażyna <gr...@poczta.onet.pl> napisała:
>
> > księżniczka Grażyna, z linii Jagiellonów, a Ty?
>
> Z Jagiellonów? Możeś więc daleką krewną mej żony? ;-)))
>
> HQ

Kto wie? A mądra i ładna?

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 27, 2001, 6:28:55 AM12/27/01
to
> Wiem. Dlatego było to powiedziane na koniec i trochę, jak widać
> powyżej, z uśmiechem - taki dodatek do zasadniczej treści. Którą
> wycięłaś.
>
> Rafał "Negrin"

Bo niestety z częścią zasadniczą muszę się zgodzić. Tak jest, choć wolałabym,
żeby było inaczej

ajtne

unread,
Dec 27, 2001, 11:49:54 AM12/27/01
to
Użytkownik "Saulo" <di...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:a0epq1$qfi$1...@news.tpi.pl...

> Mów za siebie... :-)

Wyłącznie, wyłącznie! Czy zabrzmiało to, jakbym mówiła za miliony? ;)))

> Mam braci i siostry cioteczne oraz braci i siostrę stryjeczną i miałem ich
> odkąd sięgam pamięcią :-)

A ja nie... I stryj zamiast stryjem zawsze był mi wujem... I znowu
ciekawostka: Dlaczego tu i ówdzie stryjowie się ostali a gdzieniegdzie
zanikli?

:)

joa

ajtne

unread,
Dec 27, 2001, 12:16:02 PM12/27/01
to
Użytkownik "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> napisał w wiadomości

> > Rzadko jakoś słyszy się o stryju...
>
> U kogo się słyszy, u kogo nie...

:))) Rzadko W MOJEJ RODZINIE się słyszy.
Co wcale nie znaczy, ze nie mamy pojęcia o tych pojęciach ;)))

> Ja mam dwoje rodzeństwa stryjecznych. Jakże inaczej miałbym
> o nich mówić, niż "stryjeczny brat" i "stryjeczna siostra"?

Np - kuzyn/kuzynka ;)))

> Ale to tylko u tych, którzy nie odróżniają wuja od stryja ani
> pociotka od wuja, zaś stryjenki od ciotki a ciotki od wujenki,
> Ani teścia od świekra.
> U nich rzeczywiście o stryju nie słychać.

Hmm... Ale to chyba nie tak. Znowu mówię za siebie - te określenia
funkcjonują
w mojej rodzinie, ale tylko w odniesieniu do zamierzchłych przodków - kiedy
snuje się opowieści o koligacjach. Natomiast w odniesieniu do obecnych
powinowatych i krewnych używa się jedynie paru określeń - kuzyni, wujowie,
ciotki, teściowie. A ciekawa jestem, czy zwracasz się do rodziny używając
tych stryjów i świekr?

> Ale u tych, którym język giętki służy do dawania właściwych
> rzeczom (i osobom!) słów, słyszy się te nazwy po dziś.

No i chwała tym, których język giętki, że niosą dziedzictwo pokoleń ;)

pozdrawiam

joa


ajtne

unread,
Dec 27, 2001, 12:23:33 PM12/27/01
to
Użytkownik "Saulo" <di...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:a0erml$j6s$1...@news.tpi.pl...

> Przy okazji nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie:
> moi rodzice przyjmują nasz (dzieci) punkt widzenia, gdy mówią o pokoleniu
> swoich rodziców lub o swoim rodzeństwie, określając swoich rodziców bardzo
> często jako 'babcię' i 'dziadka', zaś rodzeństwo -jako 'ciotki
> X/wujkówY/stryjka/stryjenkę'. (Nie mówiąc już o tym, że o sobie często
mówią
> per 'mamusia/ojciec' [sic!]).

Ale chyba nie do siebie ?!

> Czy to jest częste?

Myślę, że tak... Gdy dzieko jest małe - trzeba mu jakoś objaśniać świat,
więc żeby nie miało mętllika w głowie używa się jego perspektywy. A potem
tak już zostaje...

:)

joa

Marta Płońska

unread,
Dec 27, 2001, 12:32:44 PM12/27/01
to
Behalf Of ajtne
Sent: Thursday, December 27, 2001 6:24 PM

> Gdy dzieko jest małe - trzeba mu jakoś objaśniać świat,
> więc żeby nie miało mętllika w głowie używa się jego perspektywy. A potem
> tak już zostaje...

Niestety...
Potem takie duże dziecko mówi o sobie "Józek poszedł po piwo i spotkała
Jolkę (czyli matkę, bo ojciec tak do niej mówił) ;-)))

Marta, czyli ja :-)

Saulo

unread,
Dec 27, 2001, 12:52:58 PM12/27/01
to
"ajtne" <aj...@box43.pl> wrote in message news:a0flio$5ki$1...@news.tpi.pl...

> Użytkownik "Saulo" <di...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
> news:a0erml$j6s$1...@news.tpi.pl... (Nie mówiąc już o tym, że o sobie często

> mówią
> > per 'mamusia/ojciec' [sic!]).

> Ale chyba nie do siebie ?!

Także do siebie!
Czasami żartobliwie, ale niekoniecznie.
[To chyba dziedzictwo mojej warstwy społecznej :-)]

> > Czy to jest częste?
>
> Myślę, że tak... Gdy dzieko jest małe - trzeba mu jakoś objaśniać świat,
> więc żeby nie miało mętllika w głowie używa się jego perspektywy. A potem
> tak już zostaje...

Zazdroszczę osobom, których rodzice mówią sobie zazwyczaj po imieniu i
zachęcają do tego również dzieci.

Myślę, że to m.in. ułatwia przejście do relacji bardziej partnerskich z
rodzicami.
Niby to tylko słowa, ale jak to słowa, niosą ze sobą więcej, niżby się na
pierwszy rzut oka wydawało.

U nas poradziliśmy sobie z tym częściowo wymyślając fikcyjnego "Bodzia",
który określa w zależności od kontekstu: ojca, mnie lub moją siostrę.
Ciekawe, że Maman jest poza sferą "Bodzia"...

zdri

Saulo


gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 27, 2001, 2:26:32 PM12/27/01
to
> > Przy okazji nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie:
> > moi rodzice przyjmują nasz (dzieci) punkt widzenia, gdy mówią o pokoleniu
> > swoich rodziców lub o swoim rodzeństwie, określając swoich rodziców bardzo
> > często jako 'babcię' i 'dziadka', zaś rodzeństwo -jako 'ciotki
> > X/wujkówY/stryjka/stryjenkę'. (Nie mówiąc już o tym, że o sobie często
> mówią
> > per 'mamusia/ojciec' [sic!]).
>
> Ale chyba nie do siebie ?!
> joa
>
Do siebie też

Zbigniew Bagiński

unread,
Dec 27, 2001, 4:56:06 PM12/27/01
to

Użytkownik "Maciek" <

> > (...) Teraz się ostali sami wujowie...
>
> I ciocie. :-(
>
> Ale to tylko u tych, którzy nie odróżniają wuja od stryja ani
> pociotka od wuja, zaś stryjenki od ciotki a ciotki od wujenki,
> Ani teścia od świekra.
> U nich rzeczywiście o stryju nie słychać.
> Ale u tych, którym język giętki służy do dawania właściwych
> rzeczom (i osobom!) słów, słyszy się te nazwy po dziś.
>
>
> Maciek

Racja!
Spróbuję to trochę zebrać.
Brat ojca - stryj, jego żona - stryjenka lub stryjna, ich dzieci to moje
rodzeństwo stryjeczne;
Brat matki to wuj, jego żona - wujenka, ich dzieci to moje rodzeństwo
wujeczne;
Siostra matki to ciotka, jej mąż - pociot a ich dzieci to moje rodzeństwo
cioteczne (pociotki) ;
Przypuszczam, że siostra ojca też była ciotką. Ale nie wiem.
Najpierw odpadł pociot, potem wujenka i stryjenka, następnie stryj. Wszyscy
zostali ciociami i wujkami a rodzeństwo stało się wyłącznie cioteczne. Piszę
o tendencji, bo w wielu domach dawne nazwy zachowały się. Ja nie miałem
stryja i prawdziwego wuja, więc te określenia (plus stryjenka i wujenka) w
moim domu nie były używane. Teraz mam brata, więc wprowadziłem w domu do
obiegu słowo stryj. W domu rozmawiając z dziećmi mówię o swoim bracie
"stryjek" i oni też zaczęli tak się do niego zwracać. Jednak do jego żony
(mojej bratowej) mówią "ciociu", bo stryjenka się nie przyjęła. W domu brata
nie używa się nazw tradycyjnych, tylko on czasami mówi: O, stryjek
przyszedł.
Pozdrawiam, Zbig.Bag.


"Rafał \"Negrin\" Lisowski"

unread,
Dec 27, 2001, 5:38:29 PM12/27/01
to
Gdy datą było 27 Dec 2001 12:28:55 +0100, <gra...@poczta.onet.pl>
oznajmił(a) światu:

>> Wiem. Dlatego było to powiedziane na koniec i trochę, jak widać


>> powyżej, z uśmiechem - taki dodatek do zasadniczej treści. Którą
>> wycięłaś.

>Bo niestety z częścią zasadniczą muszę się zgodzić.

A, no to dziękuję :)

>Tak jest, choć wolałabym, żeby było inaczej

Dlaczego? Też Ci się marzy bezklasowe społeczeństwo? ;)

gr...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 27, 2001, 8:40:07 PM12/27/01
to
> Dlaczego? Też Ci się marzy bezklasowe społeczeństwo? ;)
> Rafał "Negrin"

A pewno! Roboty do roboty, a ludzie...Eee, może już lepiej niech zostanie jak
jest

gr...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 27, 2001, 9:05:40 PM12/27/01
to
> Zazdroszczę osobom, których rodzice mówią sobie zazwyczaj po imieniu i
> zachęcają do tego również dzieci.
> Myślę, że to m.in. ułatwia przejście do relacji bardziej partnerskich z
> rodzicami.
> Niby to tylko słowa, ale jak to słowa, niosą ze sobą więcej, niżby się na
> pierwszy rzut oka wydawało.
> U nas poradziliśmy sobie z tym częściowo wymyślając fikcyjnego "Bodzia",
> który określa w zależności od kontekstu: ojca, mnie lub moją siostrę.
> Ciekawe, że Maman jest poza sferą "Bodzia"...
> zdri
> Saulo
>
Ja uważam, że partnerskie stosunki dzieci z rodzicami są możliwe dopiero wtedy,
gdy dzieci są rzeczywistymi partnerami - to znaczy w momencie, kiedy są w
stanie przejąć wszystkie obowiązki rodziców, takie jak zarobienie na utrzymanie
domu (nie tylko na własne przyjemności), opieka (np. w czasie kilkumiesięcznej
choroby) nad pozostałymi członkami rodziny, przygotowywanie posiłków,
wyrzekanie się z własnej woli przyjemności na rzecz domu itp.
Wyobrażasz sobie, że zabierasz ze sobą na imprezę ojca?

Saulo

unread,
Dec 28, 2001, 3:13:53 AM12/28/01
to
<gr...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:08d6.000006...@newsgate.onet.pl...

[cut]


> Ja uważam, że partnerskie stosunki dzieci z rodzicami są możliwe dopiero
wtedy,
> gdy dzieci są rzeczywistymi partnerami - to znaczy w momencie, kiedy są w
> stanie przejąć wszystkie obowiązki rodziców, takie jak zarobienie na
utrzymanie
> domu (nie tylko na własne przyjemności), opieka (np. w czasie
kilkumiesięcznej
> choroby) nad pozostałymi członkami rodziny, przygotowywanie posiłków,
> wyrzekanie się z własnej woli przyjemności na rzecz domu itp.
> Wyobrażasz sobie, że zabierasz ze sobą na imprezę ojca?
> Grażyna

Znowu cos nadinterpretowałaś (bądź żartowałaś), jeśli wyobrażałaś sobie mnie
pisząc to, co napisałaś.
Właśnie upływa mi wiek Chrystusowy :-)

Saulo


ajtne

unread,
Dec 27, 2001, 1:44:45 PM12/27/01
to
Użytkownik "Saulo" <di...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:a0fn1j$mlb$1...@news.tpi.pl...

> [To chyba dziedzictwo mojej warstwy społecznej :-)]

Ależ Ty marudzisz z tymi warstwami społecznymi! ;)))

> Zazdroszczę osobom, których rodzice mówią sobie zazwyczaj po imieniu i
> zachęcają do tego również dzieci.

Oczywiście, że rodzice powinni mówić sobie po imieniu (i chyba zazwyczaj
jednak mówią). Ale dzieci? Hmmm... To opowiem historyjkę. Z życia mojej
rodziny. (Ciekawe czy to przeczytają? ;)) Pewni bardzo nowocześni i
młodzieżowi rodzice nauczyli swoją córeczkę, zeby zwracała sie do nich po
imieniu. I tak też było. Dopóki była dzieckiem. Ale gdy zaczęła dorastać,
jakoś tak, nie wiadomo dlaczego ;) zaczęła do rodziców mówić "mamo", "tato".
Potrzeba jakaś czy cóś? ;) Ale to chyba NTG.

> Myślę, że to m.in. ułatwia przejście do relacji bardziej partnerskich z
> rodzicami.

A ja myślę, że relacja partnerska jest zupełnie czym innym warunkowana. A
nie-bycie-z-rodzicami-na-ty ułatwia z kolei wiele innych rzeczy... NTG po
raz drugi.

> U nas poradziliśmy sobie z tym częściowo wymyślając fikcyjnego "Bodzia",
> który określa w zależności od kontekstu: ojca, mnie lub moją siostrę.
> Ciekawe, że Maman jest poza sferą "Bodzia"...

Bardzo ładne! Ciekawe, kiedy "BOdzio" się pojawił? Ale to zapewne NTG ;)))

pa :)

joa

Maciek

unread,
Dec 28, 2001, 4:20:23 AM12/28/01
to

Użytkownik "ajtne" <aj...@box43.pl> napisał
w wiadomości news:a0fl74$oh$1...@news.tpi.pl...
> Użytkownik "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> napisał

>
> > > Rzadko jakoś słyszy się o stryju...
> >
> > U kogo się słyszy, u kogo nie...
>
> :))) Rzadko W MOJEJ RODZINIE się słyszy.
> Co wcale nie znaczy, ze nie mamy pojęcia o tych pojęciach ;)))
>
> > Ja mam dwoje rodzeństwa stryjecznych. Jakże inaczej miałbym
> > o nich mówić, niż "stryjeczny brat" i "stryjeczna siostra"?
>
> Np - kuzyn/kuzynka ;)))

To jest zdecydowanie za słabe określenie. Kuzynostwa jest więcej
niż rodzeństwa stryjecznych. Poza tym stryjeczny brat i siostra
to bliscy krewni, a określenie 'kuzyn' (poza tym, że obce) odnosi
się raczej do krewnych dalszych.


>
> (...) A ciekawa jestem, czy zwracasz się do rodziny używając
> tych stryjów i świekr?

Oczywiście. Tzn. do brata i siostry nie, do nich mówię po imieniu.
Kiedy jednak mówię o nich, to oczywiście "brat, siostra stryjeczni".
A do stryja mówie "stryju" lub (częściej) "stryjku".
Oni do mojego ojca tak samo.
Ale stryjenki nazywane były zawsze ciociami. :-)
Chociaż ostatnio, przy jakimś spotkaniu rodzinnym wskazałem na
tę niekonsekwencję i wszyscy ją potwierdzili. Więc wkrótce zacząłem
_o_ "cioci" mawiać "stryjenka". Na razie z rzadka, ale za jakiś czas
może zacznę i _do_ niej tak się zwracać.
Ciekawe, czy mnie pogoni, czy nie.... :-)))

A określenia "świekra", jak i "teściowa", używa się raczej mówiąc
o tej osobie, a nie do niej. Wtedy raczej się mawia mamo/mamusiu.


Maciek

Saulo

unread,
Dec 28, 2001, 4:29:53 AM12/28/01
to
"Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> wrote in message
news:a0hdkc$9d3$1...@news.tpi.pl...
[cut]

> > > Ja mam dwoje rodzeństwa stryjecznych. Jakże inaczej miałbym
> > > o nich mówić, niż "stryjeczny brat" i "stryjeczna siostra"?
> >
> > Np - kuzyn/kuzynka ;)))
>
> To jest zdecydowanie za słabe określenie. Kuzynostwa jest więcej
> niż rodzeństwa stryjecznych. Poza tym stryjeczny brat i siostra
> to bliscy krewni, a określenie 'kuzyn' (poza tym, że obce) odnosi
> się raczej do krewnych dalszych.

Dla Ciebie.
W niektórych rodzinach jest to jedyny termin stosowany na określenie
rodzeństwa cioteczno-stryjecznego (i zapewne dalszych krewnych z tego samego
pokolenia, ale ci w ogóle rzadziej występują (w rozmowie)).
[cut]

Saulo


Maciek

unread,
Dec 28, 2001, 4:46:29 AM12/28/01
to

Użytkownik "Saulo" <di...@poczta.onet.pl> napisał
w wiadomości news:a0hdur$d5n$1...@news.tpi.pl...

> "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> wrote in message
> news:a0hdkc$9d3$1...@news.tpi.pl...
> [cut]
> > > > Ja mam dwoje rodzeństwa stryjecznych. Jakże inaczej miałbym
> > > > o nich mówić, niż "stryjeczny brat" i "stryjeczna siostra"?
> > >
> > > Np - kuzyn/kuzynka ;)))
> >
> > To jest zdecydowanie za słabe określenie. Kuzynostwa jest więcej
> > niż rodzeństwa stryjecznych. Poza tym stryjeczny brat i siostra
> > to bliscy krewni, a określenie 'kuzyn' (poza tym, że obce) odnosi
> > się raczej do krewnych dalszych.
>
> Dla Ciebie.

Nie tylko.
http://slowniki.onet.pl/index.html?tr=pol-slo&tekst=kuzyn

Poza tym "rodzeństwo" wskazuje na to samo pokolenie,
a "kuzynostwo" nie.

Maciek

Saulo

unread,
Dec 28, 2001, 5:22:46 AM12/28/01
to
"Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> wrote in message
news:a0hf58$qor$1...@news.tpi.pl...

Aha... i dla słownika ;-)

> Poza tym "rodzeństwo" wskazuje na to samo pokolenie,
> a "kuzynostwo" nie.

Doprawdy...?

Dla mnie wskazuje.

> Maciek

Saulo


ajtne

unread,
Dec 28, 2001, 5:23:29 AM12/28/01
to
Użytkownik "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> napisał w wiadomości
news:a0hf58$qor$1...@news.tpi.pl...

> Poza tym "rodzeństwo" wskazuje na to samo pokolenie,
> a "kuzynostwo" nie.

Czy na pewno? W moim odczuciu to właśnie jest jedno pokolenie - nad są
ciecie/wujkowie/stryjowie itp, a pod siostrzeńcy/bratankowie i ogólnie
krewni i powinowaci.


:)

joa

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 28, 2001, 6:20:55 AM12/28/01
to
Wiesz, ja tak marzycielsko... Chciałabym czasem iść gdzieś z moim synem, ale on
nie chce mnie zabrać... I kto tutaj nie chce być partnerski? :)

Saulo

unread,
Dec 28, 2001, 6:31:30 AM12/28/01
to
<gra...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:08d6.000015...@newsgate.onet.pl...
[cut]

> Wiesz, ja tak marzycielsko... Chciałabym czasem iść gdzieś z moim synem,
ale on
> nie chce mnie zabrać... I kto tutaj nie chce być partnerski? :)
> Grażyna

:-))))

Musisz p o w o l i przyuczać go do_prawdziwego_partnerstwa ;-)

[Biedny syn - z matką na koncercie techno i orgietce w starej hali
fabrycznej :-)]

Saulo

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Dec 28, 2001, 7:23:03 AM12/28/01
to
> :-))))
>
> Musisz  p o w o l i  przyuczać go do_prawdziwego_partnerstwa ;-)
>
> [Biedny syn - z matką na koncercie techno i orgietce w starej hali
> fabrycznej :-)]
>
> Saulo
>
A co Ty myślisz, że matka to już tylko do gotowania i robienia na drutach? :-)))

W.Kotwica

unread,
Dec 28, 2001, 7:59:33 AM12/28/01
to
Grażyna <gra...@poczta.onet.pl> napisała:

>> Z Jagiellonów? Możeś więc daleką krewną mej żony? ;-)))
>>
>> HQ
>
> Kto wie? A mądra i ładna?

Tak, tak. I imię królewskie :-)

--
HQ

Jan Rudziński

unread,
Dec 28, 2001, 11:06:03 AM12/28/01
to
Cześć wszystkim

"Zbigniew Bagiński" wrote:
>
[...]


> Brat ojca - stryj, jego żona - stryjenka lub stryjna, ich dzieci to moje
> rodzeństwo stryjeczne;
> Brat matki to wuj, jego żona - wujenka, ich dzieci to moje rodzeństwo
> wujeczne;
> Siostra matki to ciotka, jej mąż - pociot a ich dzieci to moje rodzeństwo
> cioteczne (pociotki) ;
> Przypuszczam, że siostra ojca też była ciotką. Ale nie wiem.

Tak! A wiesz dlaczego? Bo to nie miało znaczenia przy dziedziczeniu.
Inaczej się dziedziczyło po wuju, inaczej po stryju, natomiast po
ciotkach tak samo w obu wariantach...

(Czytałem o tym kiedyś, ale nie pamiętam gdzie).

[...]
> Pozdrawiam, Zbig.Bag.


--
Pozdrowienia
Janek http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...

Maciek

unread,
Dec 28, 2001, 11:54:19 AM12/28/01
to

Użytkownik "ajtne" <aj...@box43.pl> napisał
w wiadomości news:a0hhbn$msq$1...@news.tpi.pl...

> Użytkownik "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> napisał
> w wiadomości news:a0hf58$qor$1...@news.tpi.pl...
>
> > Poza tym "rodzeństwo" wskazuje na to samo pokolenie,
> > a "kuzynostwo" nie.
>
> Czy na pewno?

Na pewno.
Kuzyn = daleki krewny.

Nie wiem wprawdzie, jak daleki, tzn. w którym stopniu zaczyna
się stosować określenie "kuzyn", ale z całą pewnością nie ogranicza
się do jednego "piętra" drzewa pochodzenia (pokolenia).
I odnosi się zawsze do innych gałęzi, nigdy do tej samej:
w jednej linii przodkowie oraz potomkowie dowolnie dalecy (przez
dowolną liczbę pokoleń) - są zawsze "krewnymi", nie "kuzynami".

Myślę, że do codziennego użytku można przejąć kryterium z prawa
cywilnego lub kanonicznego, i nazywać kuzynami tych krewnych,
pomiędzy którymi dozwolone jest małżeństwo.


>
> W moim odczuciu to właśnie jest jedno pokolenie - nad są
> ciecie/wujkowie/stryjowie itp, a pod siostrzeńcy/bratankowie
> i ogólnie krewni i powinowaci.

A to już całkiem inna rzecz. Powinowaty to nie krewny.
Krewnymi są potomkowie wspólnego przodka, zas powinowaci
to rodzina przez małżeństwo.
Zatem dziecko jest krewnym dwojga swoich rodziców,
ale jego rodzice są dla siebie powinowatymi, nie krewnymi.
Rodzeństwo (również przyrodnie) są krewnymi - mają wspólnych rodziców,
przynajmniej jedno.
Rodzeństwo stryjeczni są krewnymi - mają wspólnych dziadków.
Ale mąż z żoną, szwagrowie, moja żona z moim stryjem - to powinowaci.
Ogólnie powinowaty to mąż krewnej albo krewny męża/żony
(ograniczam się do jednego rodzaju aby nie mnożyć końcówek).

Maciek

Saulo

unread,
Dec 28, 2001, 1:46:27 PM12/28/01
to
"Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> wrote in message
news:a0hf58$qor$1...@news.tpi.pl...

Chcesz się bić na słowniki? Proszę bardzo:

"Słownik współczesnego języka polskiego" WIlga, Warszawa 1996

"kuzyn =
1. syn brata lub siostry jednego z rodziców
2. dalszy krewny pozostający w stosunku do wspólnego przodka w tym samym lub
mniejszym stopniu pokrewieństwa"

Dla mnie nie ma to jednak większego znaczenia, bo to faktyczny uzus +
używanie języka w taki sposób, aby jasno wyrażać swoje myśli, a nie
słowniki, są dla mnie ważne.

Saulo

Zbigniew Bagiński

unread,
Dec 28, 2001, 2:37:37 PM12/28/01
to

Użytkownik "Maciek" <

> Kuzyn = daleki krewny.
>
> Nie wiem wprawdzie, jak daleki, tzn. w którym stopniu zaczyna
> się stosować określenie "kuzyn", ale z całą pewnością nie ogranicza
> się do jednego "piętra" drzewa pochodzenia (pokolenia).
> I odnosi się zawsze do innych gałęzi, nigdy do tej samej:
> w jednej linii przodkowie oraz potomkowie dowolnie dalecy (przez
> dowolną liczbę pokoleń) - są zawsze "krewnymi", nie "kuzynami".
>
Myślę, że kuzyni to cała rodzina (poza najbliższą tj. rodzice, dzieci,
dziadkowie w jednej linii), która dzieli się z kolei na krewnych i
powinowatych. Krewni ro rodzina według związku krwi a powinowaci to rodzina
ze związku prawnego (małżeństwo, adopcja).

> Myślę, że do codziennego użytku można przejąć kryterium z prawa
> cywilnego lub kanonicznego, i nazywać kuzynami tych krewnych,
> pomiędzy którymi dozwolone jest małżeństwo.
>

Wątpię, aby to było właściwe kryterium

> >
> > W moim odczuciu to właśnie jest jedno pokolenie - nad są
> > ciecie/wujkowie/stryjowie itp, a pod siostrzeńcy/bratankowie
> > i ogólnie krewni i powinowaci.
>

Takie rzeczywiście może być potoczne rozumienie.

> A to już całkiem inna rzecz. Powinowaty to nie krewny.
> Krewnymi są potomkowie wspólnego przodka, zas powinowaci
> to rodzina przez małżeństwo.
> Zatem dziecko jest krewnym dwojga swoich rodziców,
> ale jego rodzice są dla siebie powinowatymi, nie krewnymi.
> Rodzeństwo (również przyrodnie) są krewnymi - mają wspólnych rodziców,
> przynajmniej jedno.
> Rodzeństwo stryjeczni są krewnymi - mają wspólnych dziadków.
> Ale mąż z żoną, szwagrowie, moja żona z moim stryjem - to powinowaci.
> Ogólnie powinowaty to mąż krewnej albo krewny męża/żony
> (ograniczam się do jednego rodzaju aby nie mnożyć końcówek).
>
> Maciek

Zgadzam się.
Zbig.Bag.


Zbigniew Bagiński

unread,
Dec 28, 2001, 2:39:13 PM12/28/01
to

Użytkownik "Jan Rudziński" <jan...@astercity.net> napisał w wiadomości
news:3C2C986B...@astercity.net...

> Cześć wszystkim
>
> "Zbigniew Bagiński" wrote:
> >
> [...]
> > Brat ojca - stryj, jego żona - stryjenka lub stryjna, ich dzieci to moje
> > rodzeństwo stryjeczne;
> > Brat matki to wuj, jego żona - wujenka, ich dzieci to moje rodzeństwo
> > wujeczne;
> > Siostra matki to ciotka, jej mąż - pociot a ich dzieci to moje
rodzeństwo
> > cioteczne (pociotki) ;
> > Przypuszczam, że siostra ojca też była ciotką. Ale nie wiem.
>
> Tak! A wiesz dlaczego? Bo to nie miało znaczenia przy dziedziczeniu.
> Inaczej się dziedziczyło po wuju, inaczej po stryju, natomiast po
> ciotkach tak samo w obu wariantach...
>
> (Czytałem o tym kiedyś, ale nie pamiętam gdzie).
>
> [...]
> > Pozdrawiam, Zbig.Bag.
>
>
> --
> Pozdrowienia
> Janek

Dziękuję.
Zbig.Bag.


Kamila Perczak

unread,
Dec 28, 2001, 6:01:38 PM12/28/01
to

Użytkownik "ajtne" <aj...@box43.pl> napisał w wiadomości
news:a0fl74$oh$1...@news.tpi.pl...

> Użytkownik "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> napisał w wiadomości
>
>
> No i chwała tym, których język giętki, że niosą dziedzictwo pokoleń ;)

Wiecie, z tymi stryjami, wujenkami i świekrami to jest tak, że kiedyś więzi
rodzinne były znacznie silniejsze i znacznie ważniejsze, niż obecnie.
Członkowie rodziny mieli wobec siebie wzajemnie liczne prawa i obowiązki, a
te subtelne rozróżnienia między bratem matki i bratem ojca służyły ich, że
tak powiem, klasyfikacji. Na przykład opiekunem sierot był najczęściej ich
stryj (jak sieroty na tym wychodziły, to już zupełnie inna sprawa). Dziś ani
stryj, ani wuj nie mają wobec dzieci swojego rodzeństwa żadnych zobowiązań,
więc jaki sens robić między nimi jakąkolwiek różnicę na poziomie języka? Ta
familijna tytulatura do tego stopnia straciła znaczenie, że każdy bliższy
znajomy rodziców jest dla dziecka "wujkiem". A stryjowie i wujenki zniknęli
z krajobrazu tak samo, jak inkaust i ciżmy.

Pozdrówka

Kamila Pe.


Maciek

unread,
Dec 31, 2001, 2:33:19 AM12/31/01
to

Użytkownik "Kamila Perczak" <cam...@masters.pl> napisał
w wiadomości news:a0k8b1$2n1$2...@news.tpi.pl...

>
> Użytkownik "ajtne" <aj...@box43.pl> napisał w wiadomości
> news:a0fl74$oh$1...@news.tpi.pl...
> > Użytkownik "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> napisał w
wiadomości
> >
> >
> > No i chwała tym, których język giętki, że niosą dziedzictwo pokoleń ;)


Uważaj co i jak cytujesz. To akurat ajtne napisała, nie Maciek.
Gdy wycinasz wszystko moje, wytnij tez naglowek o tym,
ze ja cos tam pisalem. :-))


Maciek

@go2.pl Piotr Kosibowicz

unread,
Jan 3, 2002, 2:38:45 PM1/3/02
to
Kamila Perczak <cam...@masters.pl> wrote in article
<a0k8b1$2n1$2...@news.tpi.pl>...

> > No i chwała tym, których język giętki, że niosą dziedzictwo pokoleń ;)
>
> Wiecie, z tymi stryjami, wujenkami i świekrami to jest tak, że kiedyś
więzi
> rodzinne były znacznie silniejsze i znacznie ważniejsze, niż obecnie.
> Członkowie rodziny mieli wobec siebie wzajemnie liczne prawa i obowiązki,
a
> te subtelne rozróżnienia między bratem matki i bratem ojca służyły ich,
że
> tak powiem, klasyfikacji. Na przykład opiekunem sierot był najczęściej
ich
...

> familijna tytulatura do tego stopnia straciła znaczenie, że każdy bliższy
> znajomy rodziców jest dla dziecka "wujkiem". A stryjowie i wujenki
zniknęli
> z krajobrazu tak samo, jak inkaust i ciżmy.
>
ja nad tym boleje bo wraz z nimi zniknelo bogactwo jezyka. Jesli dobrze
pamietam istniala lub nadal istnieje róznica miedzy swiekra a tesciowa? I
komu to przeszkadzalo :-)))

W koncu w np. ang. istnieje dla kazdego zwierzecia inna nazwa gromady i.e.
,,school of fish, pack of dogs" i nikt nie wklada tego do jednego wora choc
pewnie byloby prosciej!
--
Piotr Kosi Kosibowicz
rhu...@fcc.gov & cust...@email.usps.gov

Maciek

unread,
Jan 4, 2002, 2:01:29 AM1/4/02
to

Użytkownik "Piotr Kosibowicz" <KOSI123 @ GO2.PL> napisał
w wiadomości news:01c19480$3f037340$LocalHost@default...
> >
> (...) Jesli dobrze pamietam istniala lub nadal

> istnieje róznica miedzy swiekra a tesciowa?

Teść = ojciec żony.
Teściowa = żona teścia.

Świekr = ojciec męża. (A może raczej świekier?)
Świekra = żona świekra.

Maciek

Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 7:11:15 PM1/9/02
to

Użytkownik Saulo <di...@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a0erml$j6s$1...@news.tpi.pl...

> Przy okazji nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie:
> moi rodzice przyjmują nasz (dzieci) punkt widzenia, gdy mówią o pokoleniu
> swoich rodziców lub o swoim rodzeństwie, określając swoich rodziców bardzo
> często jako 'babcię' i 'dziadka', zaś rodzeństwo -jako 'ciotki
> X/wujkówY/stryjka/stryjenkę'. (Nie mówiąc już o tym, że o sobie często
mówią

> per 'mamusia/ojciec' [sic!]). Czy to jest częste?
>
Nie wiem, czy częste, ale niekiedy bardzo praktyczne. Ponieważ moja siostra
i moja żona mają to samo imię, to ich telefony w pamięci komórki mam
zapisane pod "MAMA" (to żona), a telefony siostry pod jej imieniem.
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 7:06:09 PM1/9/02
to

Użytkownik Saulo <di...@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a0epq1$qfi$1...@news.tpi.pl...
> "ajtne" <aj...@box43.pl> wrote in message news:a0elsd$dfg$1...@news.tpi.pl...
> > Użytkownik "galex" <ga...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
> > news:a0d9lf$2tm$2...@news.tpi.pl...
> > Witam wszystkich!
> >
> > > Przy okazji - czy rozróżnienie wuj/stryj jest jeszcze aktualne? ;-)

> >
> > > Rzadko jakoś słyszy się o stryju...
> >

Dla mnie to rozróżnienie jest aktualne - jednak w sensie poniekąd
historycznym, bowiem żaden z mych wujów ani stryjów już nie żyje. Zresztą
nikt z tego pokolenia. Stryj - to brat ojca. Wuj - brat matki. Żona
stryjka - stryjenka.
I tu pewna niekonsekwencja. na żonę wujka mówiło się w mojej rodzinie
ciocia, a nie wujenka.
Tymczasem siostra matki to też ciocia. Również siostra ojca - ciocia.
Coś tak jakby proces unifikacji tego rodzaju okresleń miał tendencję
feministyczną. :-)
Ale unifikacja też jest "ta"...
Tuwim zastanowiłby się się, czy to właśnie nie efekt rodzaju żeńskiego słowa
"unifikacja". ;-)

> > Już nie mówiąc o bracie/siostrze stryjecznej! A i takie coś
funkcjonowało
> > (przynajmneij w rodzinie mojego ojca). Teraz się ostali sami wujowie...
> > O! Była jeszcze stryjeczna, stryjenka i stryjna. TYlko nie wiem, czy
> > dzieliły je jakieś niuanse koligacji, czy też to ta sama osoba ;)
>
Dzieci stryjka - brat stryjeczny lub siostra stryjeczna. Dzieci wujka
(cioci) - brat cioteczny, siostra cioteczna. Także dzieci siostry ojca.

> Mów za siebie... :-)
>
> Mam braci i siostry cioteczne oraz braci i siostrę stryjeczną i miałem ich
> odkąd sięgam pamięcią :-)
>
> A stryjenkę też mamy w rodzinie! - koligacje muszę dopiero sprawdzić, bo
coś
> mi tu nie pasuje - zdam sprawę z wyniku konsultacji z ojcem :-)
>
> Pozdrowieństwa
>
> Saulo
>
>
Też pozdrawiam
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 7:17:50 PM1/9/02
to

Użytkownik ajtne <aj...@box43.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a0flio$5ki$1...@news.tpi.pl...

> Użytkownik "Saulo" <di...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
> news:a0erml$j6s$1...@news.tpi.pl...

>
> > Przy okazji nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie:
> > moi rodzice przyjmują nasz (dzieci) punkt widzenia, gdy mówią o
pokoleniu
> > swoich rodziców lub o swoim rodzeństwie, określając swoich rodziców
bardzo
> > często jako 'babcię' i 'dziadka', zaś rodzeństwo -jako 'ciotki
> > X/wujkówY/stryjka/stryjenkę'. (Nie mówiąc już o tym, że o sobie często
> mówią
> > per 'mamusia/ojciec' [sic!]).
>
> Ale chyba nie do siebie ?!
>
Do siebie? U mnie raczej nie. Chyba że chcę rozzłościć Madame de Toleaux.
Wówczas wołacz od "żona" brzmi: "Babciu!". :-)
Do mnie per "dziadku" jeszcze nie odważyła się. A od kilku już lat
mogłaby...
Chociaż nie. Podobno wnuczka jeszcze dziadka nie czyni.
Potrzebny wnuczek. ;-)
Stasinek - chyba nie dziadek, bo ma tylko wnuczkę.
Stasinek
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 7:31:38 PM1/9/02
to

Użytkownik Saulo <di...@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a0fn1j$mlb$1...@news.tpi.pl...
[...].

>
> Zazdroszczę osobom, których rodzice mówią sobie zazwyczaj po imieniu i
> zachęcają do tego również dzieci.
>
> Myślę, że to m.in. ułatwia przejście do relacji bardziej partnerskich z
> rodzicami.

Nie byłbym zwolennikiem przesadnie partnerskich związków z własnymi dziećmi.
Dla wzajemnego zrozumienia moi synowie nie musieli i nie muszą (chyba
właściwsze byłoby: nie mogli i nie mogą) mówić do mnie po imieniu.
Toż jakby któryś mi powiedział "Stachu", to kazałbym mu chuchać, czy nie
pijany! Albo jeszcze co gorszego podejrzewałbym. Że nie po bożemu nawalony,
tylko naćpany...
A pewni moi znajomi (ale nie Polacy) mówili, że przy dzieciach chodzą goło.
To też mi się w głowie nie mieści, chociaż noszę kapelusz nr 58, co
zwłaszcza przy czaszce włosów raczej pozbawionej jest rozmiarem nader
sporym.
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 7:43:08 PM1/9/02
to

Użytkownik <gr...@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:08d6.000006...@newsgate.onet.pl...
[...]

> Wyobrażasz sobie, że zabierasz ze sobą na imprezę ojca?
>
Z wykasowaną tu definicją partnerstwa w zasadzie zgadzam się.
A imprezki? Nie wiem...
Przytoczę tylko dwa fakty.
Pewnego razu udaliśmy się z kilkoma przyjaciółmi do pubu. jeden z nich
niemal od pierwszej chwili był coś skwaszony. Sprawa wyjaśniła się, gdy
podeszła do nas dziewczyna siedząca dotąd przy innym stoliku i rzekła do
niego: Tato, pozwól na chwilę! Panowie wybaczą...
Pożyczyła parę groszy.
Ja też się znalazłem w podobnej sytuacji. Tylko mój syn zaprosił mnie do
swojego stolika, poznałem jego towarzystwo. A następnego dnia ustaliliśmy
rewiry zakazane. Żeby raczej nie było takich sytuacji, bo to jednak obie
strony nieco krępuje. Przecież przy własnym dziecku nie mógłbym zanucić po
którymś tam piwie arii z Toski, co niekiedy w pubach czynię, niestety. :-)
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 7:56:23 PM1/9/02
to

Użytkownik <gra...@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:08d6.00001a...@newsgate.onet.pl...

> > :-))))
> >
> > Musisz p o w o l i przyuczać go do_prawdziwego_partnerstwa ;-)
> >
> > [Biedny syn - z matką na koncercie techno i orgietce w starej hali
> > fabrycznej :-)]
> >
> > Saulo
> >
> A co Ty myślisz, że matka to już tylko do gotowania i robienia na drutach?
:-)))
> Grażyna
>
Matka tak. Ale opuściłaś m. in. sprzątanie i pranie (koszule nie nadają się
do pralki, bo mankiety i kołnierzyki się marszczą, to wymaga kobiecej ręki).
Tata zaś mógłby być poniekąd niebezpieczny, jeśli potrafi tak rozmawiać z
dziewczynami, że potem długo pytają się o tatuńcia (samokrytycznie - starego
satyra). A gdy tatuńcio podniesie słuchawkę w domu (to przy sposobności, bo
to przecież nie do mnie dzwonią), dopytują się, kiedy odwiedzę ich ulubiony
pub. A wtedy czuję się jak Apollo Belwederski. :-))))
I jak tu nie uciekać do lasu?
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 8:04:44 PM1/9/02
to

Użytkownik ajtne <aj...@box43.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a0hhbn$msq$1...@news.tpi.pl...
Ale ciecie, to chyba nie rodzina... Chociaż zacny gospodarz domu to trochę
jak przyszywany kuzyn. ;-)
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 8:00:54 PM1/9/02
to

Użytkownik ajtne <aj...@box43.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a0fl74$oh$1...@news.tpi.pl...

> Użytkownik "Maciek" <mac...@elkomtech.com.pl.nospam> napisał w wiadomości
>
> > > Rzadko jakoś słyszy się o stryju...
> >
> > U kogo się słyszy, u kogo nie...
>
> :))) Rzadko W MOJEJ RODZINIE się słyszy.
> Co wcale nie znaczy, ze nie mamy pojęcia o tych pojęciach ;)))
>
> > Ja mam dwoje rodzeństwa stryjecznych. Jakże inaczej miałbym
> > o nich mówić, niż "stryjeczny brat" i "stryjeczna siostra"?
>
> Np - kuzyn/kuzynka ;)))
>
> > Ale to tylko u tych, którzy nie odróżniają wuja od stryja ani
> > pociotka od wuja, zaś stryjenki od ciotki a ciotki od wujenki,
> > Ani teścia od świekra.
> > U nich rzeczywiście o stryju nie słychać.
>
> Hmm... Ale to chyba nie tak. Znowu mówię za siebie - te określenia
> funkcjonują
> w mojej rodzinie, ale tylko w odniesieniu do zamierzchłych przodków -
kiedy
> snuje się opowieści o koligacjach. Natomiast w odniesieniu do obecnych
> powinowatych i krewnych używa się jedynie paru określeń - kuzyni, wujowie,
> ciotki, teściowie. A ciekawa jestem, czy zwracasz się do rodziny używając
> tych stryjów i świekr?
>
Póki żyli, mówiłem stryjku. Teraz już nie.
Od 1984 roku. Wtedy zmarł ostatni brat mojego ojca.
Stasinek


Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 9, 2002, 8:12:39 PM1/9/02
to

Użytkownik Zbigniew Bagiński <z.bag...@um.lublin.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:a0g649$itq$3...@news.lublin.pl...
>
[...]
> o tendencji, bo w wielu domach dawne nazwy zachowały się. Ja nie miałem
> stryja i prawdziwego wuja, więc te określenia (plus stryjenka i wujenka) w
> moim domu nie były używane. Teraz mam brata, więc wprowadziłem w domu do
> obiegu słowo stryj. W domu rozmawiając z dziećmi mówię o swoim bracie
> "stryjek" i oni też zaczęli tak się do niego zwracać. Jednak do jego żony
> (mojej bratowej) mówią "ciociu", bo stryjenka się nie przyjęła. W domu
brata
> nie używa się nazw tradycyjnych, tylko on czasami mówi: O, stryjek
> przyszedł.
> Pozdrawiam, Zbig.Bag.
>
>
U mnie podobnie. Wnuczka mówi do swego stryjka (mam dwóch synów) "stryjku".
Stasinek


bfo...@wp.pl

unread,
Jan 10, 2002, 1:17:16 PM1/10/02
to
Witam!
Bardzo wdzięczny dla mnie temat - więc spróbuję coś napisać...Ja miałam i
sryjków (braci ojca) i stryjenki (żony tychże) i wujka (brat mamy) i wujenkę
(żona wujka) - właściwie, to myśmy go nazywali "wujem" ;))
i ciotkę (siostra mamy) i wujka (mąż tej ciotki)
(Niedawno spotkałam się z określeniem POCIOT na męża ciotki - ale jakoś nie
przypadło mi zbytnio do gustu...;))

I kolejno od tych określeń było rodzeństwo stryjeczne, cioteczne i wujeczne...

Cała rodzina zamieszkiwała Puławy i okolice..

Teraz mieszkam w Poznaniu, gdzie są tylko wujkowie/ciotki i kuzyni...

gra...@poczta.onet.pl

unread,
Jan 10, 2002, 1:58:01 PM1/10/02
to
> Matka tak. Ale opuściłaś m. in. sprzątanie i pranie (koszule nie nadają się
> do pralki, bo mankiety i kołnierzyki się marszczą, to wymaga kobiecej ręki).
> Tata zaś mógłby być poniekąd niebezpieczny, jeśli potrafi tak rozmawiać z
> dziewczynami, że potem długo pytają się o tatuńcia (samokrytycznie - starego
> satyra). A gdy tatuńcio podniesie słuchawkę w domu (to przy sposobności, bo
> to przecież nie do mnie dzwonią), dopytują się, kiedy odwiedzę ich ulubiony
> pub. A wtedy czuję się jak Apollo Belwederski. :-))))
> I jak tu nie uciekać do lasu?
> Stasinek
>
No wiesz, przy porządnym ojcu sprzątanie i pranie załatwia gosopsia, albo
służąca jak wolisz :-)
Muszę przyznać, że jestem w gorszej sytuacji. Młoda dziewczyna i starszy facet -
to całkiem naturalne, ale starsza pani i młody chłopiec - to już coś takiego
nie całkiem... Może powinnam być feministką, ale jakoś nie mogę sie przełamać...
Ale co byś na to powiedział, jak byśmy tak do tego lasu razem...?
Grażyna

Ela

unread,
Jan 11, 2002, 3:11:04 AM1/11/02
to
> Witam!
> Bardzo wdzięczny dla mnie temat - więc spróbuję coś napisać...Ja miałam i
> sryjków (braci ojca) i stryjenki (żony tychże) i wujka (brat mamy) i
wujenkę
> (żona wujka) - właściwie, to myśmy go nazywali "wujem" ;))
> i ciotkę (siostra mamy) i wujka (mąż tej ciotki)
> (Niedawno spotkałam się z określeniem POCIOT na męża ciotki - ale jakoś
nie
> przypadło mi zbytnio do gustu...;))

Ja spotkałam się z określeniem - swok (mąż ciotki - siostry mamy), ale może
to być określenie gwarowe.

Ela


bfo...@wp.pl

unread,
Jan 11, 2002, 6:25:28 PM1/11/02
to
> Ja spotkałam się z określeniem - swok (mąż ciotki - siostry mamy), ale może
> to być określenie gwarowe.
>
>        Ela

Swok - też sie spotkałam...Ale na określenie teścia syna/córki.
Jeśli ojcowie małżonków się spotykali, to nie będąc ze sobą po imieniu - mówili
sobie "swoku".

Prawdę mówiąc, nie znam obowiązującego określenia na tego typu stosunek...
A przecież "teściowie" często się spotykają...I jak powinni mówić o sobie komuś?
To jest pan X - teść mojej córki?
A może : To pan X - mój...kto?

B.F.

Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 14, 2002, 4:39:18 AM1/14/02
to

> Ale co byś na to powiedział, jak byśmy tak do tego lasu razem...?
> Grażyna
>
Przecież kiedyś się przyznałem, że jestem spod Bliźniąt. W bajerowaniu
niezły, ale jak co do czego - to do lasu. :-) Zweryfikuj: horoskop na
onecie.
Stasinek

Stanislaw de Toleaux

unread,
Jan 14, 2002, 7:04:20 AM1/14/02
to

Użytkownik Ela <ela...@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a1m6mh$cq7$1...@news.onet.pl...
Pociot - jakby pejoratywne. Zetknąłem się z pociotkiem. Pociotek - mąż
ciotki czyli siostry matki.
Stasinek


Maciek

unread,
Jan 14, 2002, 7:42:35 AM1/14/02
to

Użytkownik "Stanislaw de Toleaux" <tol...@poczta.onet.pl> napisał
w wiadomości news:a1uj4n$75p$2...@news.onet.pl...

>
> >
> >
> Pociot - jakby pejoratywne. Zetknąłem się z pociotkiem.
> Pociotek - mąż ciotki czyli siostry matki.
> Stasinek


Nie, dlaczego pejoratywne?

Nooo, może... tak jak dziad (nędzarz, żebrak) - dziadek.
Ale to dopiero ostatnio, bo u dziadów tego nie było.

Maciek

MACiek Traczyk

unread,
Jan 14, 2002, 7:59:50 AM1/14/02
to
"Maciek " <mac...@f2virt.onet.pl> wrote:

>> Pociot - jakby pejoratywne. Zetknąłem się z pociotkiem.
>> Pociotek - mąż ciotki czyli siostry matki.
>> Stasinek
>
>
> Nie, dlaczego pejoratywne?

Ja mam identyczne odczucia: pociotek wydaje się być słowem neutralnym.
--
Pozdrawiam, MACiek
japo...@poczta.onet.pl


--

Znudziło Ci się logo w komórce?
Wgraj nowe [ http://komorki.onet.pl/dodatki.html ]

--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.hum.polszczyzna

0 new messages