Spędziłem 1/3 życia poza Polską, znam jeden język w stopniu
porównywalnym do polskiego i zauważyłem, że w tym języku (francuskim),
nie ma "prawdziwych" słów wulgarnych i przekleństw. Zawsze
przedstawiałem tę sprawę moim rozmówcom w ten sposób, ze brałem jako
probierz telewizję.
W języku francuskim nie istniej słowo, którego nie możnaby
wypowiedzieć, w odpowiednim kontekście, w relacji wieczornego
dziennika telewizyjnego. W języku polskim takich słów troszkę, jak mi
się wydaje, jest.
W związku z tym odnoszę wrażenie, że w języku polskim wulgaryzmy mają
większa wagę niż we francuskim. Ciekawe, skąd się to bierze?
No i (tutaj szczególnie do Ludka) ciekawe, jak jest w innych
słowiańskich językach?
--
Pozdrawiam
Adam Pietrasiewicz
Ogarnęła Cię lekka paranoja? Ktoś Ci do listów zagląda?
http://www.paranoik.w.pl
Na temat wulgaryzmow czeskich pisalem tutaj kilka tygodni temu w watku
"nie umiem liczyc lodow". Ze u nas jest wiecej slow i zwrotow
odnoszacych sie do defekacji niz w polskim, co ktos komentowal, ze to
znowu jest raczej zachodnia (nieslowianska) cecha.
Niektorych (a nawet sporo) slow bys naprawde w dzienniku wieczorem nie
zaslyszal. Co innego to juz filmy fabulacyjne, tam juz sie rzuca
naprawde wszystkim. Czasami bez uzasadnienia, tylko zeby sie przypodobac
plebsu, czasami jednak to slowo ma znaczenie i jest jak najbardziej na
miejscu i w filmach naprawde z wysokiej polki.
Ludek
> zeby sie przypodobac plebsu,
Plebsowi. Przypadek w jakim słowo "plebs" zostało użyte powyżej,
nazywany jest przez niektórych "misiownikiem".
--
Jarek
W niedzielę 25-czerwca-2006 o godzinie 15:22:32 Jarosław Sokołowski
napisał/a
>
>Pan Ludek Vasta napisał:
>> zeby sie przypodobac plebsu,
A czy Ludek zna "Misia"?
W filmie "Miś" robotnik woła:
"... oko wypadło temu misiu!" i stąd "misiownik".
Błąd popełniany częściej, niżby się mogło wydawać.
>
>
> Spędziłem 1/3 życia poza Polską, znam jeden język w stopniu
> porównywalnym do polskiego i zauważyłem, że w tym języku (francuskim),
> nie ma "prawdziwych" słów wulgarnych i przekleństw. Zawsze
> przedstawiałem tę sprawę moim rozmówcom w ten sposób, ze brałem jako
> probierz telewizję.
>
> W języku francuskim nie istniej słowo, którego nie możnaby
> wypowiedzieć, w odpowiednim kontekście, w relacji wieczornego
> dziennika telewizyjnego. W języku polskim takich słów troszkę, jak mi
> się wydaje, jest.
>
> W związku z tym odnoszę wrażenie, że w języku polskim wulgaryzmy mają
> większa wagę niż we francuskim. Ciekawe, skąd się to bierze?
>
> No i (tutaj szczególnie do Ludka) ciekawe, jak jest w innych
> słowiańskich językach?
Można napisać, że Francuzi są mniej pruderyjni językowo od Polaków.
Można też napisać, że mniej dbają o kulturę wysławiania.
Kwestia gustu albo bardzo modnego ostatnio w mediach, samobiczowania.
szczupak
Przepraszam za bledy.
> A czy Ludek zna "Misia"?
Tak, widzialem.
> W filmie "Miś" robotnik woła:
> "... oko wypadło temu misiu!" i stąd "misiownik".
> Błąd popełniany częściej, niżby się mogło wydawać.
Ale tego nie zauwazylem. W czeskim celownik ma rodzaju meskim dwie
koncowki: -u, -owi. Zywotne maja zazwyczaj koncowke -owi (za wyjatkami),
nie zywotne -u.
Ludek
> Ale tego nie zauwazylem. W czeskim celownik ma rodzaju meskim dwie
> koncowki: -u, -owi. Zywotne maja zazwyczaj koncowke -owi (za wyjatkami),
> nie zywotne -u.
W polskim są nieliczne pozostałości odmiany z -u: lwu,
kotu, psu, pewnie jeszcze kilka.
--
Michał Wasiak
Taka ciekawostka. Na wikipedii jest lista słów wulgarnych. Opracowano ją
tylko dla dwóch języków: angielskiego i czeskiego. Z oczywistych względów
linka nie daję :).
> Niektorych (a nawet sporo) slow bys naprawde w dzienniku wieczorem nie
> zaslyszal. Co innego to juz filmy fabulacyjne, tam juz sie rzuca
> naprawde wszystkim.
Jakbym probowal powiedziec cos po czesku, to tak bym powiedal ;). Na
poważnie:
zasłyszał powinno być usłyszał,
fabulacyjne powinno być fabularne,
"co innego to już" - raczej "co innego".
>> A czy Ludek zna "Misia"?
> Tak, widzialem.
>
>> W filmie "Miś" robotnik woła:
>> "... oko wypadło temu misiu!" i stąd "misiownik".
>> Błąd popełniany częściej, niżby się mogło wydawać.
>
> Ale tego nie zauwazylem.
Jest na samym początku, w drugiej scenie (w pierwszej Szczupak,
Bacuga i jeszcze dwóch innych milicjantów zastawiają sieć).
Stuwała: W mordę kopany!?
Kierownik: Co jest!!!
Pracownik: Nic Panie kierowniku! Oczko mu się odlepiło! Temu misiu!
> W czeskim celownik ma rodzaju meskim dwie koncowki: -u, -owi.
> Zywotne maja zazwyczaj koncowke -owi (za wyjatkami), nie zywotne -u.
Ciekawe są właśnie te wyjątki, skąd one się biorą. Teraz mówimy "kotu",
ale kiedyś mówino "kotowi" (Jan Kochanowski, fraszka "Nagrobek kotowi").
--
Jarek
> Ciekawe są właśnie te wyjątki, skąd one się biorą. Teraz mówimy "kotu",
> ale kiedyś mówino "kotowi" (Jan Kochanowski, fraszka "Nagrobek kotowi").
>
"Kotowi" można jeszcze spotkać. "Daj kotowi mleko". Chociaż "kotu"
o wiele lepiej brzmi.
szczupak
W niedzielę 25-czerwca-2006 o godzinie 15:49:56 Michał Wasiak
napisał/a
No.... MISIU.
Naprawdę? "Putain" też można powiedzieć w dzienniku?
> W związku z tym odnoszę wrażenie, że w języku polskim wulgaryzmy mają
> większa wagę niż we francuskim. Ciekawe, skąd się to bierze?
Może Francuzi nie odczuwają aż tak silnych emocji negatywnych, żeby trzeba
je było wyrażać brutalnymi słowami?
Kamila Pe.
W niedzielę 25-czerwca-2006 o godzinie 23:35:39 Kamila Perczak
napisał/a
>> W języku francuskim nie istniej słowo, którego nie możnaby
>> wypowiedzieć, w odpowiednim kontekście, w relacji wieczornego
>> dziennika telewizyjnego.
>Naprawdę? "Putain" też można powiedzieć w dzienniku?
W kontekście? i owszem.
To jest oczywiście skrajny przykład, ale też i obrazujący, jak wiele
słów po polsku powiedzieć się nie da.
>> W związku z tym odnoszę wrażenie, że w języku polskim wulgaryzmy mają
>> większa wagę niż we francuskim. Ciekawe, skąd się to bierze?
>Może Francuzi nie odczuwają aż tak silnych emocji negatywnych, żeby trzeba
>je było wyrażać brutalnymi słowami?
Może...
Ale jednak są w pewien sposób sugerowane. Pojawiaja się zwykle piski,
które często nie uniemożliwiają jednak zrozumienia.
KTÓRĄ? Pierwszą? Toś stracony, drugą - może żyć będziesz, trzecią -
bezpiecznyś...
> znam jeden język w stopniu
> porównywalnym do polskiego i zauważyłem, że w tym języku (francuskim),
> nie ma "prawdziwych" słów wulgarnych i przekleństw. Zawsze
> przedstawiałem tę sprawę moim rozmówcom w ten sposób, ze brałem jako
> probierz telewizję.
>
> W języku francuskim nie istniej słowo, którego nie możnaby
> wypowiedzieć, w odpowiednim kontekście, w relacji wieczornego
> dziennika telewizyjnego. W języku polskim takich słów troszkę, jak mi
> się wydaje, jest.
>
> W związku z tym odnoszę wrażenie, że w języku polskim wulgaryzmy mają
> większa wagę niż we francuskim. Ciekawe, skąd się to bierze?
No, no, czyżby?
http://www.stronaofrancji.host.sk/wulgaryzmy.php
http://www.insults.net/html/swear/french.html
http://www.francuski.ang.pl/slownik.php?gid=569
Z tego widzę, że i francuska dobranocka jest na pewno równie delikatna!
--
Pozdrawiam frankofila!
Janusz
> zaslyszal. Co innego to juz filmy fabulacyjne, tam juz sie rzuca
> naprawde wszystkim.
Fabularne
--
Pozdrawiam
Janusz
Się nie przejmujsia! Minister edukacji powiedział: "Zyczę DLA pana
przewodniczącego....".
JUZ wszystko można powiedzieć! FSZYSKO!
--
JackOss - obchodzi się bez sygnaturki
Daj.
W poniedziałek 26-czerwca-2006 o godzinie 01:48:29 JAMAR napisał/a
>No, no, czyżby?
Ano tak.
Nie ma we francuskim całej kolekcji wulgaryzmów, które jak w polskim
wywodzą się od czasownika "pierdolić". Nie istnieje nic takiego.
Niektóre słowa, które są zasadniczo wulgarne (jak na przykład "con")
używane są również jako zupełnie nie wulgarne, potocznie używane
określenia.
Wydaje się, że najbardziej wulgarnym słowem we Francuskim jest
"putain" odpowiadający naszemu "kurwa", jednak, jak mi się wydaje,
wulgarność "putain" jest odrbinę mniejsza.
a wogóle, dawniej w Polsce mniej przeklinano. Jest na to przykład w
anekdocie o Wańkowiczu, który zakładał się przed swoim jakimś występem,
chyba przed Polonią w Ameryce, że wypowie publicznie słowo dupa, co było
wtedy skandalem. I powiedział taka treśc piosenki wileńskiej: "...Na wielkim
ołtarzu Światyj Jurij stoi i wielkiego smoka w dupa dzidą koli..."
A
Dnia 2006-06-26 10:08, Użytkownik MM napisał:
> Sądzę, że to się bierze u nas z tradycji zaboru rosyjskiego i bliskiego
> sąsiedztwa Rosjan, którzy są mistrzami w ilości, częstości i piętrowości
> wulgarnych przekleństw. A unas także z toleramcji wobec chamstwa. Pamiętam
> okupcję niemiecjką i jedynym niemieckim przekleństwem jakie zapamietałem
> jest "schweinerei". Nie jedynym wogóle bo było ich więcej, ale nie tak
> wulgarnych jak polsie, a zwłaszcza rosyjskie...
W "Szwejku..." bohaterom zdarza się kląć po niemiecku, serbsku i
węgiersku. W przypisach tłumacza znajdują się dokładne przekłady
przekleństw niemieckich, natomiast w pozostałych wypadkach tłumacz daje
przypis treści: "ordynarne przekleństwo serbskie (węgierskie)".
Nie chciał czy nie potrafił?
>
> a wogóle, dawniej w Polsce mniej przeklinano. Jest na to przykład w
> anekdocie o Wańkowiczu, który zakładał się przed swoim jakimś występem,
> chyba przed Polonią w Ameryce, że wypowie publicznie słowo dupa, co było
> wtedy skandalem. I powiedział taka treśc piosenki wileńskiej: "...Na wielkim
> ołtarzu Światyj Jurij stoi i wielkiego smoka w dupa dzidą koli..."
Publicznie wypowie, na uroczystej akademii ku czci z udziałem arcybiskupa.
--
Pozdrowienia
Janek http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
>> Sądzę, że to się bierze u nas z tradycji zaboru rosyjskiego i bliskiego
>> sąsiedztwa Rosjan, którzy są mistrzami w ilości, częstości i piętrowości
>> wulgarnych przekleństw. A unas także z toleramcji wobec chamstwa. Pamiętam
>> okupcję niemiecjką i jedynym niemieckim przekleństwem jakie zapamietałem
>> jest "schweinerei". Nie jedynym wogóle bo było ich więcej, ale nie tak
>> wulgarnych jak polsie, a zwłaszcza rosyjskie...
>
> W "Szwejku..." bohaterom zdarza się kląć po niemiecku, serbsku i
> węgiersku. W przypisach tłumacza znajdują się dokładne przekłady
> przekleństw niemieckich, natomiast w pozostałych wypadkach tłumacz
> daje przypis treści: "ordynarne przekleństwo serbskie (węgierskie)".
> Nie chciał czy nie potrafił?
Trzeba zacząć od pytania, po co w ogóle przypisy pochodzące od
*tłumacza*? Paweł Hulka-Laskowski zapewne słusznie zauważył, że
znajomość niemieckiego wśród Polaków jest daleko mniejsza niż wśród
Czechów. Zwłaszcza że "Szwejka" tłumaczył w Żyrardowie, w byłym
zaborze rosyjskim. Aby przekład był doskonały, wymagał takich właśnie
przypisów, bo Czesi znali te przekleństwa i ich znaczenie. Domyślać
się mogę, że z przekleństawmi węgierskimi czy serbskimi było inaczej.
Można je było czasem usłyszeć "Pod Kielichem", wiadomo było -- klną,
ale o co Madziarom chodzi, nie każdy wiedział. Nie ma zatem co pytać,
czy Hulka je rozumiał czy nie -- tłumaczyć nie musiał.
Jarek
PS
Paweł Hulka przetłumaczył nawet swoje nazwisko. Pierwszy człon jest
po ojcu Czechu, drugi sam sobie dodał dodał jako tłumaczenie pierwszego.
--
Jisto bylo, že veteráni byli namazaní, a svým řevem "Isten áld
meg a királyt" probudili ze spaní celý ešalon. Několik uvědomělejších
naklonilo se z vagónů a odpovědělo jim: "Polibte nám prdel. Éljen!"
Dnia 2006-06-26 19:42, Użytkownik Jarosław Sokołowski napisał:
>>
>> W "Szwejku..." bohaterom zdarza się kląć po niemiecku, serbsku i
>> węgiersku. W przypisach tłumacza znajdują się dokładne przekłady
>> przekleństw niemieckich, natomiast w pozostałych wypadkach tłumacz
>> daje przypis treści: "ordynarne przekleństwo serbskie (węgierskie)".
>> Nie chciał czy nie potrafił?
>
> Trzeba zacząć od pytania, po co w ogóle przypisy pochodzące od
> *tłumacza*? Paweł Hulka-Laskowski zapewne słusznie zauważył, że
> znajomość niemieckiego wśród Polaków jest daleko mniejsza niż wśród
> Czechów. Zwłaszcza że "Szwejka" tłumaczył w Żyrardowie, w byłym
> zaborze rosyjskim. Aby przekład był doskonały, wymagał takich właśnie
> przypisów, bo Czesi znali te przekleństwa i ich znaczenie. Domyślać
> się mogę, że z przekleństawmi węgierskimi czy serbskimi było inaczej.
> Można je było czasem usłyszeć "Pod Kielichem", wiadomo było -- klną,
> ale o co Madziarom chodzi, nie każdy wiedział. Nie ma zatem co pytać,
> czy Hulka je rozumiał czy nie -- tłumaczyć nie musiał.
>
Ciekawa teza.
Z jednym zastrzeżeniem - przekleństwa serbskie padały na komendzie
policji, a węgierskie wygłaszał pan Kakonyi gdy Szwejk przyszedl do jego
żony z listem miłosnym od porucznika Lukasza.
>> Czesi znali te przekleństwa i ich znaczenie. Domyślać się mogę,
>> że z przekleństawmi węgierskimi czy serbskimi było inaczej. Można
>> je było czasem usłyszeć "Pod Kielichem", wiadomo było -- klną, ale
>> o co Madziarom chodzi, nie każdy wiedział. Nie ma zatem co pytać,
>> czy Hulka je rozumiał czy nie -- tłumaczyć nie musiał.
>
> Ciekawa teza.
> Z jednym zastrzeżeniem - przekleństwa serbskie padały na komendzie
> policji, a węgierskie wygłaszał pan Kakonyi gdy Szwejk przyszedl do
> jego żony z listem miłosnym od porucznika Lukasza.
Akurat w tym ostatnim przypadku wiemy wszystko o znajomości języków
od samego początku:
Dveře se otevřely, objevila se služka a tázala se maďarsky, čeho si
přejí.
"Nem tudom," řekl opovržlivě Vodička, "uč se, holka, česky."
"Verstehen Sie deusch?" otázal se Švejk.
"A pischen."
Vodiczka (i zapewne Szwejk) 'nem tudom' po węgiersku prawie ani słowa.
A Madziary po czesku też uczyć się nie uczyły. Zostawał niemiecki, ale
też tylko 'a pischen'. W takich okolicznościach ekspresję pana Kakonyi
należy odbierać wyłącznie pozawerbalnie.
Jarek
--
"Baszom az anyát, baszom az istenet, baszom a Krizstus Márját,
baszom az atyádot, baszom a világot!"
Dnia 2006-06-26 19:42, Użytkownik Jarosław Sokołowski napisał:
[...]
> przypisów, bo Czesi znali te przekleństwa i ich znaczenie. Domyślać
> się mogę, że z przekleństawmi węgierskimi czy serbskimi było inaczej.
> Można je było czasem usłyszeć "Pod Kielichem", wiadomo było -- klną,
> ale o co Madziarom chodzi, nie każdy wiedział. Nie ma zatem co pytać,
> czy Hulka je rozumiał czy nie -- tłumaczyć nie musiał.
Pozostaje w takim razie pytanie, po co tłumacz w przypisach tłumaczył
węgierskie zdania, które nie były przekleństwami. Co gorsza błędnie...
Teraz nie znajdę gdize konkretnie, ale "Eljen tizenegyk batalion" było
przełożone jako "Niech żyje 13. batalion".
> Paweł Hulka przetłumaczył nawet swoje nazwisko. Pierwszy człon jest
> po ojcu Czechu, drugi sam sobie dodał dodał jako tłumaczenie pierwszego.
>
Natomiast język czeski poznawał nie od ojca, tylko od majstra w fabryce.
A majster pochodził z miejscowości Zelowa pod Łodzią, w której była
stara czeska kolonia. Jej mieszkańcy dopiero w latach 80. XIX wieku
dowiedzieli się przypadkiem, że oprócz nich na świecie istnieją jacyś
inni Czesi.
Bieda w tym, że ich czeski nieco odbiegał od literackiego...
--
( tekst w nowej ortografi: ó->u , ch->h ,rz->sz lub ż)
Ortografia to NAWYK, często nielogiczny,
nażucany bezmyślnie następnym pokoleniom.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
>> ale o co Madziarom chodzi, nie każdy wiedział. Nie ma zatem co pytać,
>> czy Hulka je rozumiał czy nie -- tłumaczyć nie musiał.
>
> Pozostaje w takim razie pytanie, po co tłumacz w przypisach tłumaczył
> węgierskie zdania, które nie były przekleństwami. Co gorsza błędnie...
>
> Teraz nie znajdę gdize konkretnie, ale "Eljen tizenegyk batalion" było
> przełożone jako "Niech żyje 13. batalion".
A co ono znaczy? Bo ja węgierskiego to mniej nawet od Vodiczki...
--
Jarek
To samo, tylko 11., nie 13...
>>>> ale o co Madziarom chodzi, nie każdy wiedział. Nie ma zatem co pytać,
>>>> czy Hulka je rozumiał czy nie -- tłumaczyć nie musiał.
>>>
>>> Pozostaje w takim razie pytanie, po co tłumacz w przypisach tłumaczył
>>> węgierskie zdania, które nie były przekleństwami. Co gorsza błędnie...
>>>
>>> Teraz nie znajdę gdize konkretnie, ale "Eljen tizenegyk batalion" było
>>> przełożone jako "Niech żyje 13. batalion".
>>
>> A co ono znaczy? Bo ja węgierskiego to mniej nawet od Vodiczki...
>
> To samo, tylko 11., nie 13...
Dyskalkulia? Pytanie jeszcze czyja. Proszę zobaczyć haškowy oryginał:
Načež veteráni zařvali, až se okna nádražní budovy otřásala:
"Éljen! Éljen a tizennegyedik regiment (čtrnáctý regiment)!"
To jest to miejsce? Nie wiem czy "tizennegyedik" i "tizenegyk"
to literówka, czy różne liczebniki. To, że "čtrnáctý" nie jest
ani 11 ani 13, wiem.
--
Jarek
> Pozostaje w takim razie pytanie, po co tłumacz w przypisach tłumaczył
> węgierskie zdania, które nie były przekleństwami. Co gorsza błędnie...
>
> Teraz nie znajdę gdize konkretnie, ale "Eljen tizenegyk batalion" było
> przełożone jako "Niech żyje 13. batalion".
Zakładasz, że wiemy, co to znaczy?
MJ
A co z ,,merde'' i czasownikiem pochodnym?
- Stefan
--
Stefan Sokolowski, IPI PAN Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
>>>> Teraz nie znajdę gdize konkretnie, ale "Eljen tizenegyk batalion" było
>>>> przełożone jako "Niech żyje 13. batalion".
>>>
>>> A co ono znaczy? Bo ja węgierskiego to mniej nawet od Vodiczki...
>>
>> To samo, tylko 11., nie 13...
>
> Dyskalkulia? Pytanie jeszcze czyja. Proszę zobaczyć haškowy oryginał:
>
> Načež veteráni zařvali, až se okna nádražní budovy otřásala:
> "Éljen! Éljen a tizennegyedik regiment (čtrnáctý regiment)!"
>
> To jest to miejsce? Nie wiem czy "tizennegyedik" i "tizenegyk"
> to literówka, czy różne liczebniki. To, że "čtrnáctý" nie jest
> ani 11 ani 13, wiem.
Khe, khe.
"tizenegy" to jest 11.
a "tizennégy" - 14.
MJ
[...Grupa Wyszehradzka...]
A niech piorun strzeli Madziarów z ich liczebnikami! Co to w takim razie
jest "tizennegyedik"? "Tizennégy" to czternaście, a "tizennegyedik" --
"czternasty"? W każdym razie widzę, że ktoś nas tu podpuszcza i robi
Hulce-Laskowskiemu koło pióra. W przypisach do polskiego tłumaczenia
jest "Niech żyje! Niech żyje 14 pułk! (węg)", tak samo jak w oryginale
po czesku i węgiersku.
--
Jarek
W poniedziałek 26-czerwca-2006 o godzinie 21:36:35 Stefan Sokolowski
napisał/a
>
>Adam Pietrasiewicz:
>> Wydaje się, że najbardziej wulgarnym słowem we Francuskim jest
>> "putain" odpowiadający naszemu "kurwa", jednak, jak mi się wydaje,
>> wulgarność "putain" jest odrbinę mniejsza.
>A co z ,,merde'' i czasownikiem pochodnym?
"Merde" ma wagę odrobinkę (naprawdę niewiele) większą od naszego
"cholera".
Podobno wlasnie z powodu slowa "merde" Toyota sprzedawala we Francji
model MR2 pod nazwa tylko MR.
Ludek
We wtorek 27-czerwca-2006 o godzinie 09:37:08 Ludek Vasta napisał/a
>> "Merde" ma wagę odrobinkę (naprawdę niewiele) większą od naszego
>> "cholera".
>Podobno wlasnie z powodu slowa "merde" Toyota sprzedawala we Francji
>model MR2 pod nazwa tylko MR.
hihihi!
Nie słyszałem o tym, ale to bardzo możliwe.
Podobnie strasznie obraźliwym przezwiskiem jest w Marsylii "pede"
czyli "pedał". A tablice rejestracyjne zawierały kiedyś dwie litery. W
Marsylii nigdy nie było to "PD" - nikt by się nie zgodził mieć takiej
tablicy rejestracyjnej.
Skoro juz dotknales slowa "pedal", jaka jest etymologia tego polskiego
okreslenia? Bo ja mam wrazenie, ze to slowo zostalo stworzone ze slowa
"pedofil", co jednak jest nieco innego niz "homoseksualista". Tez mam
wrazenie, ze duzo polskich internautow nie rozroznia znaczenia slow
"pedofil" i "homoseksualista".
Ludek
> Skoro juz dotknales slowa "pedal", jaka jest etymologia tego polskiego
> okreslenia? Bo ja mam wrazenie, ze to slowo zostalo stworzone ze slowa
> "pedofil", co jednak jest nieco innego niz "homoseksualista".
Nie. To od "pederasty".
[gcide]:
Pederast \Ped"er*ast\, n. [Gr. paiderasth`s; pai^s, paido`s, a
boy + 'era^n to love: cf. F. p['e]d['e]raste.]
[1913 Webster]
Chyba więc "pedofil" też stąd się wywodzi.
Ale w jednym słowie chodzi o płeć a w drugim o wiek.
> Tez mam
> wrazenie, ze duzo polskich internautow nie rozroznia znaczenia slow
> "pedofil" i "homoseksualista".
Biorąc pod uwagę powyższe, to chyba nie jest bardzo dziwne.
r.
Dnia 2006-06-26 21:24, Użytkownik Jarosław Sokołowski napisał:
[...]
>
> Dyskalkulia? Pytanie jeszcze czyja.
Moja.
> Proszę zobaczyć haškowy oryginał:
>
> Načež veteráni zařvali, až se okna nádražní budovy otřásala:
> "Éljen! Éljen a tizennegyedik regiment (čtrnáctý regiment)!"
>
> To jest to miejsce? Nie wiem czy "tizennegyedik" i "tizenegyk"
> to literówka, czy różne liczebniki.
rózne.
> To, że "čtrnáctý" nie jest
> ani 11 ani 13, wiem.
Ma być 14.
Dnia 2006-06-26 23:03, Użytkownik Jarosław Sokołowski napisał:
>>
>> "tizenegy" to jest 11.
>> a "tizennégy" - 14.
>
> A niech piorun strzeli Madziarów z ich liczebnikami! Co to w takim razie
> jest "tizennegyedik"? "Tizennégy" to czternaście, a "tizennegyedik" --
> "czternasty"? W każdym razie widzę, że ktoś nas tu podpuszcza i robi
> Hulce-Laskowskiemu koło pióra. W przypisach do polskiego tłumaczenia
> jest "Niech żyje! Niech żyje 14 pułk! (węg)", tak samo jak w oryginale
> po czesku i węgiersku.
A to ja przepraszam Hulkę...
Co nie zmienia faktu, że w "Szwejku" występują naście razy fragmenty po
węgiersku, a wszystkie oprócz przekleństw *są* przetłumaczone w
przypisach tłumacza.
Podczas gdy niemieckie fragmenty trafiają do przypisów wszystkie - także
i przekleństwa. A dlaczego?...
Adam Pietrasiewicz:
> "Merde" ma wagę odrobinkę (naprawdę niewiele) większą od naszego
> "cholera".
Miałem raczej na myśli czasownik: ,,je t'emmerde'' czy coś takiego.
Wprawdzie to nie "putain" i nie telewizja, ale jutrzejszy "Le Monde"
wygląda tak:
<http://img479.imageshack.us/img479/1982/lemonde6zo.jpg>
Artur
We wtorek 27-czerwca-2006 o godzinie 22:46:18 Stefan Sokolowski
napisał/a
>
>Ja:
>> A co z ,,merde'' i czasownikiem pochodnym?
>Adam Pietrasiewicz:
>> "Merde" ma wagę odrobinkę (naprawdę niewiele) większą od naszego
>> "cholera".
>Miałem raczej na myśli czasownik: ,,je t'emmerde'' czy coś takiego.
"Je t`emmerde" ma moc "wulgaryzmu" troszke większą od naszego
"spieprzaj".
pozdrawiam
A.
Offtopic nr 2
Czy poprawne jest użycie słowa "Polsk" w zdaniu:
"Indie są większe niż dziesięć Polsk"
Nie, bo pewnie tego filmu nie znaja. Ja go widzialem, ale tez czesc
rzeczy dla mnie byla niezrozumiala (a sporo pewnie nie zrozumialem).
Wiec przecietny widz by nie wiedzial, z czego sie autorzy nasmiewaja.
Jako przyklad podaje scene, kiedy milicjant legitymuje sobowtora, a ten
mu podaje paszport. Nastepuje zdziwienie, ze ma paszport przy sobie.
Czech by nie zrozumial kontekstu, poniewaz jezeli juz ktos otrzymal
paszport, to go trzymal sobie w domu, nie musial go oddawac do
przechowalni na milicje, skad go mogl sobie odebrac w zamian za dowod
osobisty.
Ludek
Rosjanie mówią 'Putin', a Francuzi 'putain' :)