Swego czasu furorę zrobili Ślązacy z Teksasu (USA) posługujący się archaiczną
gwarą na konkursie na "Ślązaka Roku" w Zabrzu, czy Katowicach.
Dziś (nie po raz pierwszy) zaglądam na polskojęzyczne witryny internetowe z
Litwy (np. http://www.kurierwilenski.lt). I tam w ogłoszeniach komercyjnych
znajduję m.in. "Klientom kupującym oleje i filtry - wymiana bezpłatnie". Czyż
to nie piękna konstrukcja? W Polsce już chyba nikt tak nie powie, a każdy
zrozumie. Nieco to trąci myszką, ale - wg mnie - w taki pozytywny sposób, z
zachowaniem przedwojennej galanterii słowa... "Opony kupione w naszych
sklepach zamontujemy bezpłatnie!" Tak po prostu, tak zwyczajnie, po prawdzie.
A u nas - hasło-słowa, slogano-wytrychy, prostako-anglicyzacja. Ech!
Nemo
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
>Odnoszę bardzo subiektywne wrażenie, że nasi Rodacy stale i od dawna
>zamieszkujący poza granicami naszego kraju niejednokrotnie posługują się
>ładniejszą polszczyzną, niż my sami w Polsce. Mniejszy wpływ na ich mowę ma
>nowomowa mediów i agresywnych reklam, czy prostacki język internetu.
>
>Swego czasu furorę zrobili Ślązacy z Teksasu (USA) posługujący się archaiczną
>gwarą na konkursie na "Ślązaka Roku" w Zabrzu, czy Katowicach.
Jako osobnik mieszkajacy za granica od 20 lat, potwierdzam ze obecnie
uzywana polszczyzna - tak mediow "mowionych" jak i wiekszosci
osobnikow ponizej lat 30 jest nie do przyjecia.
Zreszta dotyczy to rowniez innych nacji. Pewien znajomy Rosjanin z
Rosji zaprowadzony do rosyjskiej restauracji na Manhattanie, nie mogl
sie skupic na jedzeniu. Zapytalem o co chodzi. "Slucham jak oni mowia"
powiedzial. "W Rosji nikt juz tak nie potrafi mowic"...
A.L.
Ja rownież od wielu lat mieszkam poza granicami Polski i najbardziej
mnie uderza akcent współczesnej młodzierzy w Polsce. Czesto spotykam
zamiane "y" na koncu słowa na "e", na przykład "dzieńdobry" wymawiane
jak "dzieńdobre". Albo dziwny, jakby wschodni akcent, u najmłodszej
młodzierzy mowiacej np. " dzjec-i" zamiast "dzieci" czy "dzjennik"
zamiast "dziennik". Skad to sie bierze?
MB
Młodzież...
Ale zawsze tak jest, że starsi skarżą się na młodych. Bo tęsknią za
młodością.
Wysepki narodowościowe gdzieś poza krajem zachowały sobie archaiczną
mowę, ponieważ nie miały wystarczająco dużo bodźców do rozwoju języka.
Jak takich ludzi spotka ktoś z kraju, to oczywiście jest zachwycony
przepięknym językiem, ponieważ nie ma w nim nowych naleciałości (są
tylko te stare, z którymi już zżyliśmy się) i ponieważ taki język mu się
kojarzy z dawnymi czasami, które sobie idealizujemy. Czasy krzyżaków lub
potopu niewątpliwie były okropne, ale jak milo się czyta Sienkiewicza...
Za 20-30 lat dzisiejszy nastolatkowie też tak będą marudzili, wytykając
przyszłym nastolatkom ich mowę i sprawowanie.
Ludek
>Nemo wrote:
>> Odnosz� bardzo subiektywne wra�enie, �e nasi Rodacy stale i od dawna
>> zamieszkuj�cy poza granicami naszego kraju niejednokrotnie pos�uguj� si�
>> �adniejsz� polszczyzn�, ni� my sami w Polsce. Mniejszy wp�yw na ich mow� ma
>> nowomowa medi�w i agresywnych reklam, czy prostacki j�zyk internetu.
>
>
>Ja rownieďż˝ od wielu lat mieszkam poza granicami Polski i najbardziej
>mnie uderza akcent wsp�czesnej m�odzierzy w Polsce. Czesto spotykam
>zamiane "y" na koncu s�owa na "e", na przyk�ad "dzie�dobry" wymawiane
>jak "dzie�dobre". Albo dziwny, jakby wschodni akcent, u najm�odszej
>m�odzierzy mowiacej np. " dzjec-i" zamiast "dzieci" czy "dzjennik"
>zamiast "dziennik". Skad to sie bierze?
Bierze sie z upadku systemu edukacyjnego, jak sadze.
Akcent rzeczywiscie jest fatalny, zwlaszcza wsrod przezenterow TV.
Wsrod mlodej publicznosci tragiczne jest ubostwo slownictwa.
A.L.
Diagnoza nieco uproszczona, moim zdaniem.
A.L.
Pojedynczy emigranci zapewne tak. Zasadniczo jednak jest gorzej. Najpierw
sypie się wymowa, potem deklinacja, a potem to lepiej nie mówić :).
"Medycy, naukowcy, psychologowie, teologowie, kapłanie i uczeni w piśmie od
wieków nad tym kontemplowali".
"Kapłanie"? To wygląda jak piąta deklinacja. Chyba nie jest to forma zbytnio
słownikowa.
Nic dodać, nic ująć.
W głowę zachodzę tylko, co takiego było dwadzieścia lat temu w
polszczyźnie lepsze? Bo przecież nie demoludowy bełkot?
vdb
--
LANGUAGE, n. The music with which we charm the serpents guarding
another's treasure. (Bierce)
Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie.
;)
Gdyby Jagienkowe zawołanie "Mój ci on, mój" jeszcze dzisiaj miało moc
prawną, to miałabym Bogatina za męża, a mój Kraj nowego obywatela z
porządnym kapitałem. Z porządnym, bo nie zgromadzonym ze szkodą moich
rodaków.
;)
> Za 20-30 lat dzisiejszy nastolatkowie też tak będą marudzili, wytykając
> przyszłym nastolatkom ich mowę i sprawowanie.
Jasne! Przypomnę NRD i NRF, gdzie język niemiecki różnie się rozwijał
w tych krajach.
--
Pozdrawiam :)
JM
http://www.bykom-stop.avx.pl/index.html
Bezpieczny wolontariat (Nobel?): http://zwijaj.pl/
>> Ale zawsze tak jest, że starsi skarżą się na młodych. Bo tęsknią za
>> młodością.
>>
>> Wysepki narodowościowe gdzieś poza krajem zachowały sobie archaiczną
>> mowę, ponieważ nie miały wystarczająco dużo bodźców do rozwoju języka.
>> Jak takich ludzi spotka ktoś z kraju, to oczywiście jest zachwycony
>> przepięknym językiem, ponieważ nie ma w nim nowych naleciałości (są
>> tylko te stare, z którymi już zżyliśmy się) i ponieważ taki język mu się
>> kojarzy z dawnymi czasami, które sobie idealizujemy. Czasy krzyżaków lub
>> potopu niewątpliwie były okropne, ale jak milo się czyta Sienkiewicza...
>
>
>Nic dodać, nic ująć.
>W głowę zachodzę tylko, co takiego było dwadzieścia lat temu w
>polszczyźnie lepsze? Bo przecież nie demoludowy bełkot?
>
Dwadziescia lat temu?... Pan sie jescze nie urodzil, zapewne.
A.L.
A jeśli nie?
> "Nemo" napisał:
>
>> Odnoszę bardzo subiektywne wrażenie, że nasi Rodacy stale i od dawna
>> zamieszkujący poza granicami naszego kraju niejednokrotnie posługują się
>> ładniejszą polszczyzną, niż my sami w Polsce.
>
>
> Pojedynczy emigranci zapewne tak. Zasadniczo jednak jest gorzej. Najpierw
> sypie się wymowa, potem deklinacja, a potem to lepiej nie mówić :).
Mnie sie najpierw posypala pisownia. Wymowy raczej nie zmienilam i nie
mam akcentu, ale z pewnoscia uzywam archaicznych zwrotow i slangu.
Poniewaz jedyny kontakt z jezykiem polskim mam przez Internet, nie
wylapuje nowosci w wymowie, az do momentu wizyty. Wtedy zachwycam sie
elastycznoscia jezyka i piorunujacym tempem zmian, ktore w nim zachodza.
Dla mnie ciekawe sa ogloszenia o prace w polskiej prasie, gdzie co
drugie slowo jest polglish. Rozbrajajace sa komplikacje, ktore jezyk
polski, jak te klody pod nogi, rzuca slowom angielskim, przezuwa je i
wypluwa takie cuda, jak np. "kateringujace duo". Za komunizmu bylo
dazenie do skrotow, np. moja ulubiona "surowka z kisz. kap.". Teraz
ciagle sie spotyka liczbe pojedyncza w sklepach, gdzie powinna byc
mnoga, np. Sliwka 3 zl/kg. Jest to wszystko bardzo ciekawe. W czasie
moich, jakze rzadkich, wizyt, slucham rozmow i wyszukuje nowych trendow
i ciesze sie, ze zawsze jest cos nowego. Jak to "dzjekuje", ktorego
przyczyn nie moge sie dopatrzyc.
MB
To byłaby prawda, gdyby nie pisano o tym jak o błędzie trzydzieści i
więcej lat temu.
> moich, jakze rzadkich, wizyt, slucham rozmow i wyszukuje nowych trendow
> i ciesze sie, ze zawsze jest cos nowego. Jak to "dzjekuje", ktorego
> przyczyn nie moge sie dopatrzyc.
Może to jest cecha jednej osoby, z którą ma Pani kontakt?
[...]
> Jak to "dzjekuje",
> ktorego przyczyn nie moge sie dopatrzyc.
Nigdy tego nie słyszałem. W odróżnieniu od "dzieńdobre".
W jakim regionie Polski słychać "dzjekuję"?.
Don
Mam wrażenie, że nie jest to jakiś znak czasów, a jedynie skutek starej jak
świat niestarannej wymowy. Po prostu by powiedzieć "y" na końcu "dzieńdobry"
trzeba podnieść do góry kąciki ust
(http://publications.csail.mit.edu/abstracts/abstracts05/saenko/saenko-mouth.gif
- trzeci obrazek w pierwszym rzędzie), a przy "e" nie ma aż tyle zachodu.
Slyszalam u kilkunastu mlodych sprzedawczyn i kelnerek w Gdansku, jak
rowniez w telewizji w jakims serialu typu rzeka, gdzie mloda nastolatka,
siostra chlopca z Downem, tak wlasnie mowi (niestety, tytulu serialu nie
pamietam).
MB
Otoz to.
Nigdy nie zapomne, jak dyrektor mojego gimnazjum z polskim jezykiem
nauczania w Czechach przy okazji wizyty z zaprzyjaznionego liceum w
Polsce wyglaszal patetyczna mowe i powiedzial "Jestesmy hardzi, ze
jestesmy polakami." Dla kogos, jak autor watku, moze traciloby to
jakas taka piekna starodawna myszka, ale my wszyscy (tzn. bardziej
wyczuleni intelektualnie, ze tak powiem, uczniowie i pewnie tez
niektorzy nauczyciele z naszej szkoly) omal nie spalilismy sie ze
wstydu, bo to byl po prostu czechizm jak w pysk strzelil: "jsme hrdi,
na to, ze jsme Polaci". Po prostu koles nawet nie umial mowic po
polsku (nie pierwsza i nie ostatnia jego wpadka, ale jedna z
naslawniejszych i najbardziej publicznych), a byl dyrektorem gimnazjum
z polskim jez. nauczania.
My wszyscy (ja tez) wtedy mowilismy jakims takim dziwnym jezykiem
rodem z jakiejs Zapolskiej i innych lektur, bo nie mielismy kokntaktu
z wspolczesnym zywym polskim. Ogladanie wiadomosci czy tam filmow w TV
widocznie nie wystarcza. Jest taka gazeta na czeskim Slasku "Glos
Ludu" (sama nazwa niesamowita, no nie...) - autor watku pewnie by sie
zachwycal nad czystoscia stylu a mi staja wlosy deba, jak widze cos
takiego (nieporadne zdania, czechizmy na kazdym kroku itp.).
>
> Za 20-30 lat dzisiejszy nastolatkowie też tak będą marudzili, wytykając
> przyszłym nastolatkom ich mowę i sprawowanie.
No wlasnie, to jest kwestia gustu, a nie poprawnosci (czy co wlasciwie
mialaby oznaczac "czystosc") jezykowej.
Dla mnie to jest fascynujace, jak jezyk sie zmienia. Co nie zmienia
faktu, ze niektore wspolczesne powiedzonka tez wywoluja u mnie gesia
skorke. Ale mozna sie nimi roznie bawic, uzywac z przekasem itp.
(Maslowskiej pewnie autor watku nie lubi...? ;))))
Pozdrawiam i zycze wiecej dystansu,
Katarzyna
>> W jakim regionie Polski słychać "dzjekuję"?.
>
> Slyszalam u kilkunastu mlodych sprzedawczyn i kelnerek w Gdansku, jak
> rowniez w telewizji w jakims serialu typu rzeka,
Tak mówi też młoda dziewczyna w bufecie u nas w pracy (Warszawa, jakby
co, ale ona może być skądkolwiek). Chociaż wydaje mi się, że z czasem
jakby mniej (albo ja to przestałem słyszeć)...
MJ
> "Magdalena Bassett" napisała:
>> Czesto spotykam zamiane "y" na koncu słowa na "e", na przykład
>> "dzieńdobry" wymawiane jak "dzieńdobre".
>
> Mam wrażenie, że nie jest to jakiś znak czasów, a jedynie skutek
> starej jak świat niestarannej wymowy. Po prostu by powiedzieć "y" na
> końcu "dzieńdobry" trzeba podnieść do góry kąciki ust
Znam kilka osób (nie za młodych wcale), w zasadzie mówiących dość
starannie, którzy wymawiają "trzydzieście" i "czterdzieście". Ale to
jest może wynik upodobnienia do "trzynaście"?
MJ
[...]
> Slyszalam u kilkunastu mlodych sprzedawczyn i kelnerek w Gdansku, jak
> rowniez w telewizji w jakims serialu typu rzeka, gdzie mloda
> nastolatka, siostra chlopca z Downem, tak wlasnie mowi (niestety,
> tytulu serialu nie pamietam).
A czy to nie jest przypadkiem powiazane z akcentem padajacym na pierwsza
sylabe?
Don
> Slyszalam u kilkunastu mlodych sprzedawczyn i kelnerek w Gdansku
Może to były panie zza wschodniej granicy?
Ewa
> Gdyby Jagienkowe zawołanie "Mój ci on, mój" jeszcze dzisiaj miało moc
> prawną
Nie Jagienkowe ci ono, jeno Danuśkowe...
Pozdrawiam
bepe
> A czy to nie jest przypadkiem powiazane z akcentem padajacym na pierwsza
> sylabe?
A, już chyba wiem, o co chodzi! Rzeczywiście niektórzy tak mówią, jak
chcą być sympatyczni, tacy szarmanccy. Wtedy akcentują na pierwszą i tak
przeciągle artykuują: "dziiieńdobry".
Ewa
Tak, jest coś takiego, ale nie wiemy, czy Magda Bassett ma na myśli to samo.
Na razie mówiła tylko o depalatalizacji [dź] - wydaje mi się, że silny
akcent na pierwszą sylabę mógłby temu sprzyjać, ale to tylko przypuszczenie.
Don
> Na razie mówiła tylko o depalatalizacji [dź]
To nie do końca depalatalizacja, tylko palatalizacja niesynchroniczna. ;-)
Ewa
> On 22 Lip, 18:42, Ludek Vasta wrote:
> > [...]
> > Czasy krzy=BFak=F3w lub
> > potopu niew=B1tpliwie by=B3y okropne, ale jak milo si=EA czyta Sienkiewic=
> za...
>
> Pozwol=EA sobie mie=E6 odmienne zdanie.
> ;)
> Gdyby Jagienkowe zawo=B3anie "M=F3j ci on, m=F3j" jeszcze dzisiaj mia=B3o m=
> oc
> prawn=B1, to mia=B3abym Bogatina za m=EA=BFa, a m=F3j Kraj nowego obywatela=
> z
> porz=B1dnym kapita=B3em. Z porz=B1dnym, bo nie zgromadzonym ze szkod=B1 moi=
> ch
> rodak=F3w.
> ;)
>
> > Za 20-30 lat dzisiejszy nastolatkowie te=BF tak b=EAd=B1 marudzili, wytyk=
> aj=B1c
> > przysz=B3ym nastolatkom ich mow=EA i sprawowanie.
>
> Jasne! Przypomn=EA NRD i NRF, gdzie j=EAzyk niemiecki r=F3=BFnie si=EA rozw=
> ija=B3
> w tych krajach.
Od wielu lat NRF był formalnie po polsku RFN-em, ale ja nie o tym. Język
niemiecki rozwijał się "osobno" nie tylko z powodu granicy politycznej. Niemcy
mają po prostu znacznie silniejsze zróżnicowanie dialektowe i nie są to
"wstydliwe" gwary, jak w Polsce, ale pełnoprawne języki - odmiany niemieckiego
funkcjonujące w poszczególnych regionach. Pamiętaj także o języku
"austriackim" i "szwajcarskim". :-)
Nemo
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> Magdalena Bassett wrote:
> > Ja rownież od wielu lat mieszkam poza granicami Polski i najbardziej
> > mnie uderza akcent współczesnej młodzierzy w Polsce.
> > młodzierzy
>
> Młodzież...
>
> Ale zawsze tak jest, że starsi skarżą się na młodych. Bo tęsknią za
> młodością.
To druga storna medalu. Mi chodziło raczej o rówieśników i osoby starsze,
posługujące się "przedwojenną" polszczyzną.
>
> Wysepki narodowościowe gdzieś poza krajem zachowały sobie archaiczną
> mowę, ponieważ nie miały wystarczająco dużo bodźców do rozwoju języka.
> Jak takich ludzi spotka ktoś z kraju, to oczywiście jest zachwycony
> przepięknym językiem, ponieważ nie ma w nim nowych naleciałości (są
Język Polaków z Czeskiego Śląska nie wywołuje u mnie tak silnych odczuć. Być
może miało tu znaczenie to, że mieli jednak lepszy dostęp do polskiej
telewizji, radia i - czasem przynajmniej - szkolnictwa; były tez utrzymywane -
choć w ograniczonej formie - transgraniczne relacje bezpośrednie. Ponadto ich
język polski nie był tym wielkomiejskim, z "wysokiej kultury", tylko
częstokroć gwarowy, prosty.
> tylko te stare, z którymi już zżyliśmy się) i ponieważ taki język mu się
> kojarzy z dawnymi czasami, które sobie idealizujemy. Czasy krzyżaków lub
> potopu niewątpliwie były okropne, ale jak milo się czyta Sienkiewicza...
>
> Za 20-30 lat dzisiejszy nastolatkowie też tak będą marudzili, wytykając
> przyszłym nastolatkom ich mowę i sprawowanie.
U osób o tyle młodszych dostrzegam zanik umiejętności porozumiewania się w
sprawach bardziej skomplikowanych aniżeli to, czy będą mieli wieczorem na
piwo... "Lol, kminisz ziomo, u mnie na kwadracie nie ma wapna, zmontujemy
zajawkę i będą towary" ... czy jakoś tak. ;-)
Problem jest tylko taki, że nie ma dla niej warunków w tym kontekście.
Tzn. jeśli chodzi o tradycyjnie rozumianą *palatalność* asynchroniczną
po wargowych, wszyskie te pijaski, mniasta itd.
Nie koniecznie. Autor wątku wychował się na samiuśkiej granicy z Republiką
Czeską, z bohemizmami miał do czynienia w polskojęzycznych wypowiedziach (nie
aż tyle, co mieszkańcy powiatu wodzisławskiego). Z kolei tego, czym się
zachwycił w cytowanych wypowiedziach, nie sposób nazwać litwinizmem, czy
rusycyzmem; to był - dla mnie przynajmniej (od poczatku przyznawałem się do
subiektywizmu) - język nieco archaiczny, a nie koniecznie przepełniony
bardziej, czy mniej obcymi naleciałosciami.
> wyczuleni intelektualnie, ze tak powiem, uczniowie i pewnie tez
> niektorzy nauczyciele z naszej szkoly) omal nie spalilismy sie ze
> wstydu, bo to byl po prostu czechizm jak w pysk strzelil: "jsme hrdi,
> na to, ze jsme Polaci". Po prostu koles nawet nie umial mowic po
> polsku (nie pierwsza i nie ostatnia jego wpadka, ale jedna z
> naslawniejszych i najbardziej publicznych), a byl dyrektorem gimnazjum
> z polskim jez. nauczania.
Czy to było aż tak poważne, by z tego robić zarzut niekompetencji? Znałem
swego czasu mieszkańca Hawierzowa, po którego "gadce" nie sposób było
rozróżnić, czy to Ślązak, Czech, Morawianin, Polak, Lach... Mówił tak dziwnym
narzeczem! Sam o sobie mówił - jak niektórzy Kresowiacy - "tutejszy". A jego
mowa była ewidentnie językiem pograniczna - istną mieszanką polskiego,
czeskiego i gwary śląskiej. Jak już ustaliłem z nim czym jest "strom",
większych problemów komunikacyjnych nie miałem. :-)
> My wszyscy (ja tez) wtedy mowilismy jakims takim dziwnym jezykiem
> rodem z jakiejs Zapolskiej i innych lektur, bo nie mielismy kokntaktu
> z wspolczesnym zywym polskim. Ogladanie wiadomosci czy tam filmow w TV
> widocznie nie wystarcza. Jest taka gazeta na czeskim Slasku "Glos
> Ludu" (sama nazwa niesamowita, no nie...) - autor watku pewnie by sie
> zachwycal nad czystoscia stylu a mi staja wlosy deba, jak widze cos
> takiego (nieporadne zdania, czechizmy na kazdym kroku itp.).
>
>
>
> > Za 20-30 lat dzisiejszy nastolatkowie też tak będą marudzili, wytykając
> > przyszłym nastolatkom ich mowę i sprawowanie.
>
> No wlasnie, to jest kwestia gustu, a nie poprawnosci (czy co wlasciwie
> mialaby oznaczac "czystosc") jezykowej.
Nawet język gwarowy może nieść w sobie poważny ładunek poprawności językowej,
czy kulturalnej. Opowiadał mi mój osobisty przodek ;-) że jak Polska nastała
tam, gdzie mieszkał, przyjechało małżeństwo nauczycieli z centralnej Polski.
Dziecko ze wsi mówiace wyłącznie gwarą śląską zwróciło się do nauczycielki w
liczbie mnogiej, bo tak nakazywał dobry zwyczaj, a dziecko było grzeczne.
Pani nauczycielka zaś - widać nowoczesna i wyzwolona - wielce się na to
oburzyła, bo przecież ona jest "jedna", a nie "mnoga"...
> Dla mnie to jest fascynujace, jak jezyk sie zmienia. Co nie zmienia
> faktu, ze niektore wspolczesne powiedzonka tez wywoluja u mnie gesia
> skorke. Ale mozna sie nimi roznie bawic, uzywac z przekasem itp.
> (Maslowskiej pewnie autor watku nie lubi...? ;))))
Gdyż?
> Pozdrawiam i zycze wiecej dystansu,
A dlaczego? Jako inżynier nie poczuwam się do krzewienia tez o wyższości
staromowy nad nowomową. Publicznie tutaj przyznawałem się do zaniechania
myśli o zwalaczaniu nowomowy zawodowej i ulicznej w pewnych kontretnych
przypadkach. Nie zmienia to faktu, że przytoczone przeze mnie wyrażenia mają
FAJNĄ składnię i w Polsce nie spotykaną w ogóle. Słowo "fajną" użyłem z
premedytacją, bo taki jest mój stosunek do tego, o czym napisałem na wstępie
tego wątka.
> Katarzyna-
> Problem jest tylko taki, że nie ma dla niej warunków w tym kontekście.
> Tzn. jeśli chodzi o tradycyjnie rozumianą *palatalność* asynchroniczną
> po wargowych, wszyskie te pijaski, mniasta itd.
Drogi Panie, palatalizacja asynchroniczna występuje po wargowych,
jakkolwiek by Pan temu zaprzeczał. Nie musi to być od razu artykułowane
jako "pijaski". Dowodem na to może być powszechnie popełniany błąd
ortograficzny "objad" zamiast "obiad" (nawet chyba któryś Kaczyński tak
napisał gdzieś). Jeśli Pan nie słyszy głoski "j" w wyrazie np. "miasto",
to już Pana problem.
Nawet po zębowej się zdarza i może być wtedy cechą dystynktywną np. w
wyrazach "mania" i "Mania".
Ewa
[...]
> Jeśli Pan nie słyszy głoski "j"
> w wyrazie np. "miasto", to już Pana problem.
[...]
Ja też nie słyszę.
Don Ptah
> Ja też nie słyszę.
Trudno, masz problem. ;-)
Ewa
> kapsw wrote:
>
> > "Nemo" napisał:
> >
> >> Odnoszę bardzo subiektywne wrażenie, że nasi Rodacy stale i od dawna
> >> zamieszkujący poza granicami naszego kraju niejednokrotnie posługują się
> >> ładniejszą polszczyzną, niż my sami w Polsce.
> >
> >
> > Pojedynczy emigranci zapewne tak. Zasadniczo jednak jest gorzej. Najpierw
> > sypie się wymowa, potem deklinacja, a potem to lepiej nie mówić :).
>
> Mnie sie najpierw posypala pisownia. Wymowy raczej nie zmienilam i nie
> mam akcentu, ale z pewnoscia uzywam archaicznych zwrotow i slangu.
Moja koleżanka mieszka od paru lat w Kanadzie i w domu mówi po angielsku.
Kanadyjczycy zachwycają się jej europejskim akcentem (lubią ponoć wkład
kultorowy nowych imigrantów), zaś po polsku mówi... z angielskim akecentem,
choć jej inteligencję można zakwalifikować raczje do "górnej półki".
> Poniewaz jedyny kontakt z jezykiem polskim mam przez Internet, nie
> wylapuje nowosci w wymowie, az do momentu wizyty. Wtedy zachwycam sie
> elastycznoscia jezyka i piorunujacym tempem zmian, ktore w nim zachodza.
Wierzę. Widzimy to namiejscu, więc co dopiero osoba z daleka, ze sporadycznym
kontaktem z żywym językiem.
>
> Dla mnie ciekawe sa ogloszenia o prace w polskiej prasie, gdzie co
> drugie slowo jest polglish. Rozbrajajace sa komplikacje, ktore jezyk
> polski, jak te klody pod nogi, rzuca slowom angielskim, przezuwa je i
> wypluwa takie cuda, jak np. "kateringujace duo". Za komunizmu bylo
Nawet duże instytucje (chyba PZU) mają ponoć teraz dział "angerrajtingu i
umów", zaś widziałem dziś ogłoszenie prywatnej szkoły "businessu", jakby nie
mogło być nawet "biznesu".
> dazenie do skrotow, np. moja ulubiona "surowka z kisz. kap.". Teraz
> ciagle sie spotyka liczbe pojedyncza w sklepach, gdzie powinna byc
> mnoga, np. Sliwka 3 zl/kg. Jest to wszystko bardzo ciekawe. W czasie
Z mojego podwórka: "Pora 1,95,- PLN\sztu." jest ciekawsze; ile naliczysz
błędów? ;-)
> moich, jakze rzadkich, wizyt, slucham rozmow i wyszukuje nowych trendow
> i ciesze sie, ze zawsze jest cos nowego. Jak to "dzjekuje", ktorego
> przyczyn nie moge sie dopatrzyc.
>
Djankooyah! - tak pisał do mnie Włoch. Widocznie on słyszał od Polaków na
końcu "a", a nie "ę".
> Problem jest tylko taki, że nie ma dla niej warunków w tym kontekście.
A co do warunków w tym kontekście - to jeśli ktoś nie jest od dziecka
przyzwyczajony do realizacji synchronicznej miękkości (np.
cudzoziemiec), to może ją realizować asynchronicznie w każdym przypadku.
Stąd moje przypuszczenie, że to nie rodowici Polacy tak mówią.
Ewa
> Don Gavreone pisze:
>
> > Ja też nie słyszę.
>
> Trudno, masz problem. ;-)
Jakoś tego w ten sposób nie odbieram :D
Don Ptah
> Jakoś tego w ten sposób nie odbieram :D
Grunt to dobre samopoczucie :-)
Ewa
[...]
> Djankooyah! - tak pisał do mnie Włoch. Widocznie on słyszał od
> Polaków na końcu "a", a nie "ę".
A Ty słyszysz tam "ę" a nie coś pośredniego między "e" a schwa?
Don Ptah
> Don Gavreone pisze:
>
> > Jakoś tego w ten sposób nie odbieram :D
>
> Grunt to dobre samopoczucie :-)
A cóż ja biedny poradzę, że mówię i słyszę miękko :).
Taka "soft disability" :).
Don Ptah
> A cóż ja biedny poradzę, że mówię i słyszę miękko :).
A widzisz różnicę między "mania" a "Mania"?
Ewa
> A widzisz różnicę między "mania" a "Mania"?
O przepraszam - czy _słyszysz_ różnicę? ;-)
Ewa
> Don Gavreone pisze:
>
> > A cóż ja biedny poradzę, że mówię i słyszę miękko :).
>
> A widzisz różnicę między "mania" a "Mania"?
Jasne, ale w "miasto" nadal nie słyszę "j" :)
Don Ptah
1. Obawiam się, że w słowie "dziękuję" na końcu słyszę "ę". Ale mną sie nie
sugerujcie, ja jestem nienormalny. ;-)
2. Co to jest "schwa"? Serio pytam.
Nmoe
[...]
> 1. Obawiam się, że w słowie "dziękuję" na końcu słyszę "ę". Ale mną
> sie nie sugerujcie, ja jestem nienormalny. ;-)
Łał :)
> 2. Co to jest "schwa"? Serio pytam.
No dobrze, może i "szwa" :)
http://www.wilk.seoteam.pl/Szwa.html
Don Ptah
> Jasne, ale w "miasto" nadal nie słyszę "j" :)
Bo jesteś zbyt ortograficzny. :-)
Ewa
> 1. Obawiam się, że w słowie "dziękuję" na końcu słyszę "ę".
To niedobrze. Nosowość "ę" w wygłosie nie powinna być realizowana z taką
precyzją. ;-)
Ewa
> Don Gavreone pisze:
>
> > Jasne, ale w "miasto" nadal nie słyszę "j" :)
>
> Bo jesteś zbyt ortograficzny. :-)
Nie :)
W "nie" też nie słyszę "ńje". Tylko "ńe".
Don
> Dla mnie ciekawe sa ogloszenia o prace w polskiej prasie, gdzie co drugie
> slowo jest polglish. Rozbrajajace sa komplikacje, ktore jezyk polski, jak
> te klody pod nogi, rzuca slowom angielskim, przezuwa je i wypluwa takie
> cuda, jak np. "kateringujace duo". Za komunizmu bylo dazenie do skrotow,
> np. moja ulubiona "surowka z kisz. kap.". Teraz ciagle sie spotyka liczbe
> pojedyncza w sklepach, gdzie powinna byc mnoga, np. Sliwka 3 zl/kg. Jest
> to wszystko bardzo ciekawe. W czasie moich, jakze rzadkich, wizyt, slucham
> rozmow i wyszukuje nowych trendow i ciesze sie, ze zawsze jest cos nowego.
> Jak to "dzjekuje", ktorego przyczyn nie moge sie dopatrzyc.
>
Mysle, ze roznica miedzy nowomowa komunistyczna a polglishem polega na tym,
ze te komunistyczne konstrukcje dosc powszechnie odbierano jako obce i
zdeformowane i byl silny estetyczno-polityczny opor przed ich wprowadzeniem
na dobre do jezyka codziennego. Anglicyzmy sa za to przejmowane dosc
entuzjastycznie, pochodza z tego zglobalizowanego, rozwinietego swiata, z
ktorym wielu ludzi chce sie identyfikowac.
Co do losow polszczyzny u emigrantow, bywa roznie. Spotkalam zachowanie
pieknej przedwojennej polszczyzny, jak i degeneracje w mieszanke jezykow -
uzywanie obcojezycznych slow, majacych polskie odpowiedniki, z polskimi
koncowkami gramatycznymi przy postepujacym zubozeniu zakresu polskiego
slownictwa. Z tym zubozeniem trzeba aktywnie walczyc, bo zauwazam u siebie,
ze slowa uzywane w praktyce niemal wylacznie po angielsku (na przyklad
wystepujace glownie w kontekscie zawodowym), gdy dostana sie okazjonalnie do
polskiej rozmowy, automatycznie nasuwaja sie w swojej angielskiej wersji i
pokusa ich uzycia jest wielka, zwlaszcza gdy rozmowca doskonale je zrozumie.
Po jakims czasie konsekwentne uzywanie nie zanieczyszonego polskiego zaczyna
wymagac wysilku.
Ciekawostka: w domu uprawiamy slowotworstwo, wymyslajac polskie slowa, gdy
ich brakuje na okreslenie czegos z otoczenia. Dotyczy to glownie przyrody,
bo masa tutejszych roslin i zwierzat nie ma swoich polskich nazw potocznych,
najwyzej te (za formalnie brzmiace) "fachowe" uzywane przez biologow. Nasze
nazwy sa spontaniczne i bardzo ludowe, na przyklad takie szeleszczace na
wietrze drzewo to szelestnik, pohutukawa to czerwona choinka i tak dalej i
po jakims czasie uzywania takich samodzielnie skleconych nazw zaczyna sie
traktowac je jak naturalna czesc jezyka polskiego, zapominajac sie i
uzywajac ich przy ludziach nie wiedzacych, o co chodzi. Jestem ciekawa, czy
komus innemu tez sie to zdarza.
I.
--
http://nz.pasnik.pl
http://blog.pasnik.pl
Ślicznie Pani Ostaszewską z Tambor cytuje, tyle tylko, że chodzi o [dź],
które choćby je Pani zaklinała, nie stanie się wargowe.
Za to jeśli zajrzy Pani np. do klasycznego podręcznika Wierzchowskiej,
to zobaczy Pani przykłady typu "pśasek" i "mńasto". Dowie się Pani też,
że jest to cecha silnie mazowiecka.
Co do tego mają Pani spekulacyjki o subtelności mojego słuchu
fonetycznego, zgadnąć nie mogę.
> Nawet po zębowej się zdarza i może być wtedy cechą dystynktywną np. w
> wyrazach "mania" i "Mania".
Palatalność asynchroniczna dotyczy głosek wargowych i jest
koartykulacją. To, o czym Pani pisze nie ma z tym nic wspólnego.
A co to ma wspólnego z "dźjeń dobry"???
> W "nie" też nie słyszę "ńje". Tylko "ńe".
I prawidłowo.
Teraz porównaj sobie, jak realizujesz dźwięczność w wyrazie np.
"ciasto", a jak w "miasto".
Ewa
Myli Pani zjawiska. EOT
> Ślicznie Pani Ostaszewską z Tambor cytuje,
Nawet nie cytuję. Pamiętam po prostu. :-)
> tyle tylko, że chodzi o [dź],
> które choćby je Pani zaklinała, nie stanie się wargowe.
Ale mówiliśmy o takim przypadku, że dźwięczność jest "rozszczepiana"
przy [dź], prawda? Skąd to się bierze? Moim zdaniem z nieumiejętności
synchronicznej realizacji dźwięczności, np. u cudzoziemca albo u dzieci
nierodowitych Polaków.
> Za to jeśli zajrzy Pani np. do klasycznego podręcznika Wierzchowskiej,
> to zobaczy Pani przykłady typu "pśasek" i "mńasto".
Tutaj mamy chyba jeszcze inne zjawisko, niż tylko asynchronizm
dźwięczności? Czy się mylę? Skąd tam [ś] i [ń]??
> Co do tego mają Pani spekulacyjki o subtelności mojego słuchu
> fonetycznego, zgadnąć nie mogę.
Pan też lubi na mój temat pospekulować, odwidzjęczam się tylko :-P
> Palatalność asynchroniczna dotyczy głosek wargowych i jest
> koartykulacją. To, o czym Pani pisze nie ma z tym nic wspólnego.
To niech Pan sobie wyobrazi, że niesynchroniczna palatalność może
wystąpić zawsze, kiedy się nie potrafi jej realizować synchronicznie.
Przy wargowych jest najbardziej słyszalna, bo nawet u Polaków, ponieważ
przy wargowych miejsca artykulacji głoski i miękkości są od siebie
bardzo oddalone. Może chodzi Panu o to, że niesynchroniczna palatalność
jako norma występuje tylko przy wargowych?
Ewa
No i na czym wlasnie polega "piekno" tej polszczyzny?
Ludek
Gratuluję pamięci.
Bardzo trafne pytanie. Na czym?
> "dźwięczność"?
oj, miękkość oczywiście
Ewa
> Ale mówiliśmy o takim przypadku, że dźwięczność jest "rozszczepiana"
Oczywiście wszędzie chodzi o miękkość. Ale przynajmniej ma Pan się do
czego przyczepić. ;-)
Ewa
> Myli Pani zjawiska. EOT
A Pan jak zwykle zachowuje się jak nadęty bufon.
Również EOT
Ewa
Przejęzyczenia są najmniejszym problemem w tym, co Pani pisze.
Nie słyszę różnicy w sposobie realizacji miękkości. No sorry.
Don Gavreone
NIE! wyraznie mowia dzjekuje czy dzjec-i, rozdzielajac dzwiek litery "c"
i litery "i", wymawiajac to jak "dzjetsi" czy "dzjisjaj". Trudno to
zapisac - ale gdy uslyszysz, jest zaskakujace.
MB
> Magdalena Bassett pisze:
>
>> Slyszalam u kilkunastu mlodych sprzedawczyn i kelnerek w Gdansku
>
>
> Może to były panie zza wschodniej granicy?
>
> Ewa
Wlasnie nie, pytalam kilku, skad sa, i w wiekszosci byly to
Gdanszczanki, urodzone i wychowane. A wygooglalam te dziewczynke z
serialu telewizyjnego: to Agnieszka Kaczorowska z serialu Klan.
Niestety, nie wiem, gdzie sie wychowala.
MB
> Ludek Vasta pisze:
>
>>Immona wrote:
>>
>>>Co do losow polszczyzny u emigrantow, bywa roznie. Spotkalam
>>>zachowanie pieknej przedwojennej polszczyzny,
>>
>>No i na czym wlasnie polega "piekno" tej polszczyzny?
>
>
> Bardzo trafne pytanie. Na czym?
>
> vdb
>
Prawdopodobnie na tym, ze brak w niej nowotworow jezykowych przyjetych w
ciagu ostatnich 50 lat jako jezyk literacki.
MB
> Mysle, ze roznica miedzy nowomowa komunistyczna a polglishem polega na tym,
> ze te komunistyczne konstrukcje dosc powszechnie odbierano jako obce i
> zdeformowane i byl silny estetyczno-polityczny opor przed ich wprowadzeniem
> na dobre do jezyka codziennego. Anglicyzmy sa za to przejmowane dosc
> entuzjastycznie, pochodza z tego zglobalizowanego, rozwinietego swiata, z
> ktorym wielu ludzi chce sie identyfikowac.
Tak tez to widze.
>
> Co do losow polszczyzny u emigrantow, bywa roznie.
Moim zdaniem, jest to kwestia kultury osobistej. Znam Polakow, ktorzy
nigdy w Polsce nie byli, a wychowani w polskich domach mowia po polsku
bez angielskiego akcentu. Znam tez takich, ktorzy po trzech miesiacach
pobytu w USA zaczynaja udawac, ze "po polski to trudna jezyk".
> Po jakims czasie konsekwentne uzywanie nie zanieczyszonego polskiego zaczyna
> wymagac wysilku.
A jak wiadomo, wysilek intelektualny to rzecz rzadka, trudna, i
niespotykana :)
>
> Ciekawostka: w domu uprawiamy slowotworstwo, wymyslajac polskie slowa, gdy
> ich brakuje
Moje dzieci tez usilowaly rozszerzyc polski jezyk o wlasne nowotwory,
ale tepilam to, bo zalezalo mi na tym, zeby sie najpierw dobrze nauczyli
mowic. Ale mamy oczywiscie wlasne slowa, dla innych niezrozumiane -
mysle, ze kazda rodzina tak ma, bez wzgledu na to, w jaki jezyku zyje.
MB
> Mysle, ze roznica miedzy nowomowa komunistyczna a polglishem polega
na tym, ze te komunistyczne konstrukcje dosc powszechnie odbierano jako
obce i zdeformowane i byl silny estetyczno-polityczny opor przed ich
wprowadzeniem na dobre do jezyka codziennego. Anglicyzmy sa za to
przejmowane dosc entuzjastycznie, pochodza z tego zglobalizowanego,
rozwinietego swiata, z ktorym wielu ludzi chce sie identyfikowac.
Tak tez to widze.
>
> Co do losow polszczyzny u emigrantow, bywa roznie.
Moim zdaniem, jest to kwestia kultury osobistej. Znam Polakow, ktorzy
nigdy w Polsce nie byli, a wychowani w polskich domach mowia po polsku
bez angielskiego akcentu. Znam tez takich, ktorzy po trzech miesiacach
pobytu w USA zaczynaja udawac, ze "po polski to trudna jezyk".
> Po jakims czasie konsekwentne uzywanie nie zanieczyszonego polskiego
zaczyna wymagac wysilku.
A jak wiadomo, wysilek intelektualny to rzecz rzadka, trudna, i
niespotykana :)
>
> Ciekawostka: w domu uprawiamy slowotworstwo, wymyslajac polskie
slowa, gdy ich brakuje
Moje dzieci tez usilowaly rozszerzyc polski jezyk o wlasne nowotwory,
ale tepilam to, bo zalezalo mi na tym, zeby sie najpierw dobrze nauczyly
mowic. Ale mamy oczywiscie wlasne slowa, dla innych niezrozumiale -
Jeśli Pan rzeczywiście chce poszerzać swoją wiedzę w tym zakresie, to
proponuję następujące pozycje:
1. Anna Majewska-Tworek "Polska palatalność w procesie przyswajania
polszczyzny", Rozprawy Komisji Językowej, tom XXXIII, 2006 (tam m.in. o
niesynchronicznej realizacji miękkości).
2. Bogusław Dunaj "Zasady poprawnej wymowy polskiej" w. "Język Polski"
tom LXXXVI, 2006 (tam mi.in., cytuję: "w dotychczasowych opracowaniach
poprawnościowych przyjmowano, że połączeniom PI, BI, FI, MI przed
samogłoskami "a, e, o, u, ę, ą" odpowiadają w wymowie dwa typy
realizacji: a) synchroniczny, czyli jednostkowy (...) b) asynchroniczny,
czyli złożony z dwóch spółgłosek: wargowej spalatalizowanej oraz "j"
[pjasek, wjosna, mjasto, bjuro, ofjara]. W rzeczywistości w dzisiejszej
polszczyźnie upowszechniła się wymowa _asynchroniczna_. Nie ma to
znaczenia dla oceny poprawnościowej).
Ewa
[...]
> 2. Bogusław Dunaj "Zasady poprawnej wymowy polskiej" w. "Język Polski"
> tom LXXXVI, 2006 (tam mi.in., cytuję: "w dotychczasowych opracowaniach
> poprawnościowych przyjmowano, że połączeniom PI, BI, FI, MI przed
> samogłoskami "a, e, o, u, ę, ą" odpowiadają w wymowie dwa typy
> realizacji: a) synchroniczny, czyli jednostkowy (...) b)
> asynchroniczny, czyli złożony z dwóch spółgłosek: wargowej
> spalatalizowanej oraz "j" [pjasek, wjosna, mjasto, bjuro, ofjara]. W
> rzeczywistości w dzisiejszej polszczyźnie upowszechniła się wymowa
> _asynchroniczna_. Nie ma to znaczenia dla oceny poprawnościowej).
Buuu. Moja synchroniczność nie jest jazzy :(
Don
:)
> Buuu. Moja synchroniczność nie jest jazzy :(
Nie przejmuj się - niebycie jazzy jest jazzy. :-)
Ewa
Pani jest jak ta dama na przyjęciu z anegdoty o Winstonie Churchillu.
Wszystkie przykłady są z wargową i doprawdy trudno zgadnąć, dlaczego
próbuje Pani udowadniać, że wargowe są wargowymi. Ma to coś wspólnego z
tym nieszczęsnym [dz'jeń dobry]?
A przedwojenny rusycyzm lub germanizm jest lepszy, bo jest przedwojenny?
> Wszystkie przykłady są z wargową i doprawdy trudno zgadnąć, dlaczego
> próbuje Pani udowadniać, że wargowe są wargowymi. Ma to coś wspólnego z
> tym nieszczęsnym [dz'jeń dobry]?
Oczywiście! Nie dotarł Pan jeszcze do artykułu pani Majewskiej-Tworek?
Ewa
> Don
> :)
Uroczy jesteś, a raczej byłeś :-)
kurczę, znwu za dużo wina. ;-)
Ewa
Twoja logika powala z nog. Ja mowie wlasnie o braku nowotworow. Czy
uwazasz, ze polglish zastapil rusycyzmy czy germanizmy? Ja mowie o
czystym jezyku bez zadnych nalecialosci. Co w polskim jest oczywiscie
niemozliwe, skoro tyle slow jest obcego pochodzenia :)
MB
Nie musi mnie Pani już bardziej przekonywać, że myli z gruntu różne
rzeczy --- mam co do tego doskonałą, całkowitą i niezbitą jasność.
BTW Uczono mnie wiele lat temu, że poprzedzanie nazwiska autora słówkiem
"pan" ("pani") jest niegrzeczne, a właściwie pogardliwe.
A przed wojną nie było nowotworów (już przyjmując taki punkt widzenia, w
którym zapożycznie nie jest nowotworem w języku)? "Czysyty język, bez
naleciałości"? --- co to?
Dlaczego nowotwory same z siebie mają być złe? A jak nazwać nowe
zjawiska? "Patefon" to jest dobre słowo (nienowotwór)? "Biusthalter" ---
też dobre? "Aeroplan" albo "samolot" są też złe? "Żarówka", "kino" i
"kolarz" , "dźwig" --- też?
"Piekno" jest w duzej mierze kwestia gustu i rozumiem, ze nie kazdy musi
podzielac moje upodobania. Chodzi glownie o dykcje i o staranny dobor
slownictwa. Oczywiscie mowie o przedwojennej polszczyznie ludzi z dobrym
wyksztalceniem, bo zdaje sobie sprawe, ze nie wszyscy tak mowili. Zdarza
sie, ze w odizolowanych rodzinach czy srodowiskach emigracji powojennej ten
styl mowienia zostal przejety przez kolejne pokolenia i uslyszenie tego w
wykonaniu mlodej osoby jest czyms niesamowitym (sama jestem rocznik '80).
I.
--
http://nz.pasnik.pl
http://blog.pasnik.pl
?
Pierwsze słyszę.
Doprawdy, trudno mi dopatrzyć się jakieś niegrzeczności w cytowanej
wypowiedzi.
Wręcz przeciwnie - odebrałam, że @medea ceni sobie wiedzę autorki
wymienionego artykułu.
--
Pozdrawiam :)
JM
http://www.bykom-stop.avx.pl/index.html
Bezpieczny wolontariat (Nobel?): http://zwijaj.pl/
Hehehe... To pewnie ten pan na A. zakręcił mi w głowie (słychać
pukanie? To chyba on dobija się do mych drzwi).
;)
Thx:)
> Nie musi mnie Pani już bardziej przekonywać, że myli z gruntu różne
> rzeczy --- mam co do tego doskonałą, całkowitą i niezbitą jasność.
Mówimy o niesynchronicznej realizacji miękkości. Niczego nie mylę. W
pewnych warunkach uznawana jest za normę, a w innych nie.
> BTW Uczono mnie wiele lat temu, że poprzedzanie nazwiska autora słówkiem
> "pan" ("pani") jest niegrzeczne, a właściwie pogardliwe.
Tu ma Pan całkowitą rację, Panie Van den Bufon, nie powinnam była tak
napisać.
Ewa
Hehehee...Tak napisałam, ale potem zmieniłam, bo nie dowierzałam swej
pamięci... ech...
> Język
> niemiecki rozwijał się "osobno" nie tylko z powodu granicy politycznej. Niemcy
> (...)
> "austriackim" i "szwajcarskim". :-)
No i już uczymy się amerykańskiego.
> ?
> Pierwsze słyszę.
Nie powinno się przy autorze mówić "pan, pani". Nie wiem w sumie
dlaczego, ale tak się uznaje.
> Doprawdy, trudno mi dopatrzyć się jakieś niegrzeczności w cytowanej
> wypowiedzi.
> Wręcz przeciwnie - odebrałam, że @medea ceni sobie wiedzę autorki
> wymienionego artykułu.
Też nie wiedziałam, że uznaje się to za niegrzeczne. Myślałam, że po
prostu za kiepskie stylowo.
Ewa
O dykcję? O wyraźne wymawianie słów? Można z jakimkolwiek akcentem, byle
wyraźnie --- czy o to chodzi?
W cytowaniach jest to nowość, opisywana jako błąd stylistyczny. Pisze o
tym też w książce M. Łaziński, bardzo ciekawie.
A niech Pani przy okazji zajrzy do słownika etymologicznego pod
"kiepski". Dopiero Pani włosy dęba staną. ;-)
>> Też nie wiedziałam, że uznaje się to za niegrzeczne. Myślałam, że po
>> prostu za kiepskie stylowo.
>
> A niech Pani przy okazji zajrzy do słownika etymologicznego pod
> "kiepski". Dopiero Pani włosy dęba staną. ;-)
> vdb
A propos słownika etymologicznego:
"Obcięło mi pipę!"
Taki okrzyk pełnym rozpaczy głosem wydała w Krakowie na Floriańskiej pewna
dziewczyna, powodując nagłe umilknięcie rozmów okolicznych przechodniów.
Dziewczę owe chciało sobie zrobić zdjęcie pod szyldem pubu "Pod Złotą
Pipą", niestety fotograf nie wykazał się odpowiednimi umiejętnościami, co
okazało się po zerknięciu na wyświetlacz aparatu.
Raf :-)
--
Powiedzenia polskie: Kto mieczem dołki kopie, ten bez butów chodzi.
Mogę Panią tylko kolejny (i ostatni) raz zapewnić: mam całkowitą,
niezbitą i doskonałą jasność, że myli Pani pewne rzeczy.
Zmuszona do zastanowienia sie nad tym doszlam do wniosku, ze to ten rodzaj
wymowy, jakiego sie nasluchalam w dziecinstwie w teatrach, w tym w Teatrze
Telewizji i sluchowiskach radiowych. Nauczylam sie go laczyc z przyjemnoscia
estetyczna i uznalam za wzorzec ze wzgledu na jezykowy "autorytet" tego typu
imprez kulturalnych.
Też mi się zdawało, że chodzi raczej o coś takiego. Mam jednak poważne
wątpliwości, czy ten sposób mówienia był typowy nawet dla inteligencji
--- scena rządzi się swoimi prawami.
Dla mnie jest niesamowite to co slysze na przklad w Warszawskim
metrze. Stacja Politechnika. Wsiada grupa mlodziezy. Dorodna.
Elegancko ubrana. Zapewne studenci. Inteligentni. Faceci i dziewczyny.
Dziweczyny piekne. Omawiaja problemy z jakims przedmiotem i jakims
profesorem. Niestety, do dugie czy co trzecie slowo to k... i p... i
jeb.... Pozostale slowa? Uzywaja ich moze 50.
No i na dodatek strasznie smierdza. W sposob straszliwy - smrod
szczypie w oczy. Kontynuuja swoja konwersacje wysiadajac na stacji
Centrum. Mimo wentylacji w wagonie, smrod szczypie w oczy az do Placu
Wilsona...
Moze sprawa jezyka jest zwiazana ze sprawa smrodu - i kultura
ogolna... Jakos tak ogladajac w TV piekna Pania Przezenterke,
kaleczaca jezyk i majaca trudnosci z wymowa, zastanawiam sie
podswiadomie: jak ona dzis smierdzi?...
A.L.
>> Zmuszona do zastanowienia sie nad tym doszlam do wniosku, ze to ten rodzaj
>> wymowy, jakiego sie nasluchalam w dziecinstwie w teatrach, w tym w Teatrze
>> Telewizji i sluchowiskach radiowych. Nauczylam sie go laczyc z przyjemnoscia
>> estetyczna i uznalam za wzorzec ze wzgledu na jezykowy "autorytet" tego typu
>> imprez kulturalnych.
>
>Też mi się zdawało, że chodzi raczej o coś takiego. Mam jednak poważne
>wątpliwości, czy ten sposób mówienia był typowy nawet dla inteligencji
>--- scena rządzi się swoimi prawami.
>
Jako inteligent z tamtych czasow, zaswiadczam: byl. To byl jezyk
inteligencji. I nie wzorowala sie owa inteligencja na TV i Teatrze: ci
w TV i w Teatrze to byli jedni z nich.
Neistety, inteligencja odplynela w sina dal, wiekszosc tak zwanych
"inteligentow" dzisiejszczych to co najwyzej cwierc inteligenci, a
chamstwo i bylejakosc opanowaly nie tylko tak zwane "szerokie rzesze"
ale i tak zwane "elity"
A.L.
> Młodzież...
> Ale zawsze tak jest, że starsi skarżą się na młodych. Bo tęsknią za
> młodością.
Ja jestem młody i skarżę się na młodych, bo tęsknię za nieodmóżdżonymi
ludźmi.
--
JuSeV
Wystarczy ze popatrzysz w lustro i bedziesz mial niedomozdzonego
towarzysza.
A.L.
Czy tam specjalnie jest "nieDOmóżdżonego"? Nie jestem biegły w ironii
via internet.
JD
Ech... Przeczytalo mi wie "nieDOmozdzonymi" a nie
"nieODmozdzonymi"....
Pomylka, a nei ironia :)
A.L.
> A niech Pani przy okazji zajrzy do słownika etymologicznego pod
> "kiepski". Dopiero Pani włosy dęba staną. ;-)
Zajrzałam, nic mi nie stanęło dęba.
A Panu, Panie Van den Bufon? ;-)
Ewa
Różnice między niemieckim (Hochdeutsch) i niemieckim (szwajcarskim) są
tak duże, że w TV filmy czy wywiady są synchronizowane lub inaczej
tłumaczone. Inaczej nic się nie zrozumie. W każdym razie dużo większe,
niż między angielskim i amerykańskim. Osobiście rozumiem dużo więcej
flamandzkiego niż szwajcarskiego. Obojętnie czy mówiony czy pisany.
Oczywiście mówię tu o rzeczywistym języku, nie tym oficjalnym (jak np. w
Neue Zuericher Zeitung czy w wiadomościach TV).
Waldek
Waldemar Krzok pisze:
[...]
> Różnice między niemieckim (Hochdeutsch) i niemieckim (szwajcarskim) są
> tak duże, że w TV filmy czy wywiady są synchronizowane
Po polsku ten proceder ma staropolskie określenie 'dubbing'.
'Synchronizowanie filmu' jest zrozumiałe tylko za pośrednictwem
niemieckiego - w polszczyźnie nie występuje. Prawdziwie polskiego zwrotu
brak.
--
Pozdrowienia
Janek http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...