--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Nie bardzo rozumiem pojęcie "język oficjalny" pojawiające się
> w kilku wątkach. Czy to pojęcie tożsame z językiem literackim,
> czy też to coś innego?
W języku oficjalnym nie ma miejsca na takie określenia jak
np. ,,do bani''. Trzeba powiedzieć ,,niedobre'', albo coś w tym stylu.
Wydaje mi się oczywiste, że inaczej trzeba się porozumiewać na codzień,
inaczej te same mysli trzeba by wygłosić na obiedzie u prezydenta,
jeszcze inaczej w przemówieniu.
> Czy mógłbym prosić o rozwianie mych wątpliwości?
Druga rzecz to to, że wielu osobom język oficjalny myli się z urzędniczym
bełkotem.
--
Michał Wasiak
> Nie bardzo rozumiem pojęcie "język oficjalny" pojawiające się w kilku
> wątkach.Czy to pojęcie tożsame z językiem literackim, czy też to coś
> innego?Czy mógłbym prosić o rozwianie mych wątpliwości?
Pytasz oficjalnie czy prywatnie? Odpowiem ci oficjalnie, tzn po polsku.:-)
Oficjalnym językiem RP jest język polski. Ukraiński, niemiecki, litewski,
białoruski itp są językami mniejszości narodowych zamieszkałych na terenie
RP. Oficjalnym językiem Irlandii jest irlandzki, ale wszyscy i tak mówią po
angielsku. Kanada ma dwa oficjalne języki: angielski i francuski. etc etc.
Mówimy językiem polskim: potocznie, gwarowo, poprawnie, niegramatycznie,
wulgarnie, wytwornie, urzędowo, żargonem, bełkotem, pompatycznie, mądrze,
głupio itd ale wszyscy mówimy językiem oficjalnym. Po polsku.
Piszemy po polsku: prozą, lirycznie, z błędami ortograficznymi, koślawo,
kaligraficznie, używając słów z polotem lierackim lub poniewierając je
po grafomańsku; ale wszyscy piszemy językiem oficjalnym Polaków czyli
polszczyzną. Ludzie mówią i piszą lepszą lub gorszą polszczyzną, ale
język jest kształtowany przez środowisko, rodzinę. szkołę, studia wyższe,
grupę zawodową i społeczną, środki masowego przekazu itd. Ta olbrzymia
rozmaitość sił kształtujących nasz język gwarantuje jego żywotność.
A o tym co jest poprawną polszczyzną decydujemt MY - mówiący i piszący
po polsku. To co przyjmuje większość użytkowników polszczyzny staje się
normą. Dlatego słowniki, profesorowie czy RJP mogą tylko - na podstawie
znajomości słoworóbstwa polskiego i badań praktycznych - opiniować o tym
*wydaje się* być statystycznie poprawną polszczyzną w obecnym stanie
naszej wiedzy (jutro już może wziąć górę inna moda językowa).
Stefan
> [...] że w niektórych listach w tej grupie nastąpiła zamiana:
> zamiast "język literacki" niektórzy używają "język oficjalny".
Wydaje mi się, że "język oficjalny" ma być tutaj określeniem języka
urzędowego.
Ale jak ma być język urzędowy sensowny, kiedy np. studenci prawa
mają teraz np. logikę tylko przez jeden semestr, i to wykładoćwiczenia,
czyli tylko dwie godziny tygodniowo zamiast czterech (wykład plus
ćwiczenia). To też chyba ma jakiś (może pośredni) wpływ na formułowanie
myśli.
> Bo jaka jest różnica między językiem oficjalnym, a językiem potocznym?
> Potoczny też jest oficjalnym, choć nie zawsze literackim, prawda?
No właśnie. W Polsce językiem oficjalnym jest jezyk polski.
Są kraje, gdzie są dwa języki oficjalne (nie pamiętam teraz, gdzie,
a nie mam czasu pomyśleć, bo piszę w pracy).
penna
> Bo jaka jest różnica między językiem oficjalnym, a językiem potocznym?
Def. Język oficjalny = język zaakceptowany przez Mirnala.
--
__("< Marcin Kowalczyk * qrc...@knm.org.pl http://qrczak.ids.net.pl/
\__/
^^
QRCZAK
> Stefanie, to wszystko jest oczywiste. I potwierdza moje podejrzenie,
> że w niektórych listach w tej grupie nastąpiła zamiana:
> zamiast "język literacki" niektórzy używają "język oficjalny".
> Bo jaka jest różnica między językiem oficjalnym, a językiem potocznym?
> Potoczny też jest oficjalnym, choć nie zawsze literackim, prawda?
> Czy nie zgodzisz się?
Tak. Językoznawcy mówią nawet, że język literacki jest po prostu
odmianą gwary, a gwara języka potocznego. Ks. Tischner pisał
swoje zabawne felietony w gwarze podhalańskiej, ale były one
równocześnie utworami literackimi. Granice między tymi "językami"
są bardzo płynne. To co czytamy lub słyszymy w mediach nie zawsze
jest - i nie musi być - językiem literackim.
W tym temacie polecam wszystkim dyskutantom świetny artykuł
prof.S.Grzybowskiego w lipcowym numerze Konspektu pt "Byje, byjesz,byje -
czyli normatywna forma języka." Jeden cytat z jego artykułu, który mnie
trochę zastanowił:
"Wśród polonistów najwięcej hałasu robią tropiciele wyjątków, które
należy potępić i odrzucić w imię świętości normy językowej". Hmm :-)
http://www.wsp.krakow.pl/Pl-asc/konspekt/konspekt7/grzybowski.html
Pozdrawiam
Stefan
> Stasinek:
>
> > [...] że w niektórych listach w tej grupie nastąpiła zamiana:
> > zamiast "język literacki" niektórzy używają "język oficjalny".
>
> Wydaje mi się, że "język oficjalny" ma być tutaj określeniem języka
> urzędowego.
> [...]
> > Bo jaka jest różnica między językiem oficjalnym, a językiem potocznym?
> > Potoczny też jest oficjalnym, choć nie zawsze literackim, prawda?
>
> No właśnie. W Polsce językiem oficjalnym jest jezyk polski.
> Są kraje, gdzie są dwa języki oficjalne (nie pamiętam teraz, gdzie,
> a nie mam czasu pomyśleć, bo piszę w pracy).
Coś mi się pokopało z tym językiem oficjalnym i urzędowym.
Np. w Afganistanie (Encyklopedia WIEM, tylko do niej mam teraz
dostęp) są dwa języki _urzędowe_, a nie oficjalne, jak chciałam
ja i chyba jeszcze ktoś, z kim się cicho zgodziłam.
Polski jest u nas językiem _urzędowym_.
Zatem może jednak rzeczywiście "oficjalny" jako język pism
urzędowych, przepisów? Nie bardzo mi to "leży", ale nie przychodzi
mi na myśl żadne lepsze jednowyrazowe określenie na język, w którym
pojawia się np. "przedmiotowa sprawa" i inne, niekoniecznie
z tej dziedziny. Prawniczy? To za wąsko, bo chodzi też o język
pism urzędowych.
"Język głupio napuszony".
A jeśli już musi być określenie jednowyrazowe, to proponuję "bełkot".
Maciek
Poważnie? No, ale wówczas gdy były dwa semetry logiki, po prawie wekslowym
choćby można było prześlizgnąc się w pięć minut... Teraz na to trzeba
zdecydowanie więcej.
Z kolei nikt już się nie uczy o czterech typach spółdzielni produkcyjnych
(prawo rolne).
Stasinek ;)
Nie tylko w tym temacie. Ileż to kwestii poruszył prof. Grzybowski,
kwestii przewijających się przez tę grupę!
Dziękuję Ci, Stefanie, że to podpowiedziałeś.
To trzeba koniecznie przeczytać!
I jak to napisane! Aż chce się czytać.
Stara szkoła, Grzybowski...
Jeszcze lepszy jest adres bez tego 'Pl-asc' w środku:
http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/konspekt7/grzybowski.html
Maciek
Język literacki zależy od twórcy. Wielki poeta zastosuje nowe słowo
(wymyślone przez Mirnala lub przez Was byłoby wyśmiane) i po latach cytuje
sie jego w poradnikach. Mamy archaiczny j. lit. i współczesmy. J. urzędowy
stosowany współcześnie zapewne idzie o krok za lit. wsp., ponieważ pewne
słowa zaproponowane przez pisarzy mogą dojrzewać do wejścia do słownika j.
urz.
W kupionych parę lat temu słownikach nijak nie widzę słowa "euro", choć jest
"dolar". Rozumuję tak - "euro" zaproponowano kilkanaście lat temu (może
niecałe 10?), a wsześniej nazywano tę walutę "ecu". Od kilku lat przyjęto
jednak nazwę "euro". Można historycznie prześledzić, jak powstawało to
słowo.
Pod. "grill, casting, developerzy, bypass". Prawdopodobnie w j. urzędowym
nie napiszą "by-pass", ale po polsku i opisowo (kilka słów), ale juz za parę
lat pewnie beż żenady napiszą "bypass" lub "bajpas"...
Mirnal
> Owszem, ale popatrz na pojęcia niekiedy w php używane.
> Wydaje mi się, że pojęcie "język literacki" zastąpiono pojęciem "język
> oficjalny" niekiedy. I o to mi tu chodzi.
> Czy z tym skłonna byłabyś się zgodzić? Wówczas nie zachodziłaby potrzeba
> definiowania pojecia "język oficjalny".
> Stasinek
Język oficjalny w rozumieniu Mirnala to wcale nie literacki.
Trafiła w to, chociaż podała tylko jeden przykład, Grażyna.
To język podań, zawiadomień, życiorysów, przemówień
i... bo ja wiem co jeszcze? To wcale nie musi być bełkot,
a jednak jest to język nieco inny od potocznego i literackiego
(chociaż teraz trudno rozgraniczać między tymi ostatnimi).
penna
>Nie tylko w tym temacie. Ileż to kwestii poruszył prof. Grzybowski,
>kwestii przewijających się przez tę grupę!
>Dziękuję Ci, Stefanie, że to podpowiedziałeś.
>To trzeba koniecznie przeczytać!
>I jak to napisane! Aż chce się czytać.
>Stara szkoła, Grzybowski...
Tekst rzeczywiście dobry i słuszny (w paru miejscach mógłbym
podyskutować, ale wobec ogólnego wydźwięku artykułu nie warto szukać
dziury w całym). Ale w jednym się Grzybowski nowomowy, którą w całym
tekscie krytykuje nie ustrzegł. Otóż ostrzega, że jest Krakowianinem
przez duże "K". I przez to umknęło mu, że tak naprawdę - jeśli jest
"ideowcem" w tej kwestii - powinien czuć się Krakowiakiem :)
--
Rafał "Negrin" Lisowski neg...@rpg.pl neg...@rockmetal.pl
http://rockmetal.pl http://www.inwestprojekt.com.pl
Jeśli miałbym dyskutować, to dotyczyłoby imponderabiliów.
Dlatego o tym nawet nie wspominałem.
Stasinek
> >I jak to napisane! Aż chce się czytać.
> >Stara szkoła, Grzybowski...
> Tekst rzeczywiście dobry i słuszny (w paru miejscach mógłbym
> podyskutować, ale wobec ogólnego wydźwięku artykułu nie warto szukać
> dziury w całym). Ale w jednym się Grzybowski nowomowy, którą w całym
> tekscie krytykuje nie ustrzegł. Otóż ostrzega, że jest Krakowianinem
> przez duże "K". I przez to umknęło mu, że tak naprawdę - jeśli jest
> "ideowcem" w tej kwestii - powinien czuć się Krakowiakiem :)
Chyba jest nieco za stary na tańczenie krakowiaka? :-) Słowniki nie mogą
zdecydować się czy mieszkaniec Krakowa to krakowiak czy krakowianin
(od małej litery). Natomiast mieszkaniec Krakowskiego to Krakowiak od
wielkiej litery. Mężczyzna ubrany w strój krakowski - też krakowiak.
Na tej zasadzie - Warszawiak, Lubliniak, Wrocławiak, Zgierzak? Baaaardzo
giętki język, co pan profesor może właśnie próbował dowieść.
Stefan
Lublinianin
>Język oficjalny w rozumieniu Mirnala to wcale nie literacki.
>Trafiła w to, chociaż podała tylko jeden przykład, Grażyna.
>To język podań, zawiadomień, życiorysów, przemówień
>i... bo ja wiem co jeszcze? To wcale nie musi być bełkot,
>a jednak jest to język nieco inny od potocznego i literackiego
>(chociaż teraz trudno rozgraniczać między tymi ostatnimi).
Owszem, nie musi. (Choć zwykle jest...). Problem Mirnala polega jednak
na tym (i mam nadzieję, że nie uznasz tego, penno, za czepianie się
Mirnala - bo nie o to mi chodzi), że ma niewłaściwą "hierarchię
wartości". Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że ów język oficjalny
jest dla niego czymś niesłychanie ważnym (jeśli nie najważniejszym),
podczas gdy w istocie nie warto mu (językowi oficjalnemu, nie
Mirnalowi) poświęcać aż tak wiele uwagi.
Całą sprawę komplikuje do tego wszystkiego jeszcze fakt, iż (na
przykład) ostatnio przykładem języka oficjalnego nazwał Mirnal planszę
informacyjną w telewizji...
> Problem Mirnala polega jednak
> na tym [...], że ma niewłaściwą "hierarchię
> wartości". Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że ów język oficjalny
> jest dla niego czymś niesłychanie ważnym (jeśli nie najważniejszym),
> podczas gdy w istocie nie warto mu (językowi oficjalnemu, nie
> Mirnalowi) poświęcać aż tak wiele uwagi.
I znowu robię za obrończynię. Mirnal skoncentrował się akurat
na języku oficjalnym, to jego konik. Często jest tak, ze zajmujemy
się wycinkiem jakiejś dziedziny, za to dogłębnie i z pasją.
Sama znam ludzi, którzy poza jakąś dziedziną świata nie widzą
i innym też chcą go tą dziedziną przesłonić.
A że wybrał język urzędowy? Są badacze wulgaryzmów, są różne zawody
i specjalności np. medyczne (nie, nie, co innego: np. patomorfolodzy,
ktorych życie zawodowe upływa przy sekcjach; sama znam profesora tej
specjalności).
Byłabym ostrożna z wyciąganiem wniosku, że pewnie mają jakieś dziwne
skłonnosci, skoro wybrali te specjalności.
W każdym razie _tylko_ na tej podstawie.
penna
>> Tekst rzeczywiście dobry i słuszny (w paru miejscach mógłbym
>> podyskutować, ale wobec ogólnego wydźwięku artykułu nie warto szukać
>> dziury w całym). Ale w jednym się Grzybowski nowomowy, którą w całym
>> tekscie krytykuje nie ustrzegł. Otóż ostrzega, że jest Krakowianinem
>> przez duże "K". I przez to umknęło mu, że tak naprawdę - jeśli jest
>> "ideowcem" w tej kwestii - powinien czuć się Krakowiakiem :)
>Chyba jest nieco za stary na tańczenie krakowiaka? :-)
To nie od wieku ciała, ino od wieku ducha zależne :)
>Słowniki nie mogą
>zdecydować się czy mieszkaniec Krakowa to krakowiak czy krakowianin
Słowniki, słowniki. A co mnie obchodzą słowniki?! :) "Krakowianin" to
dziś forma "właściwa", bo ustandardyzowana. Obawiam się jedynie, że
polecając felieton, nie pojąłeś do końca jego intencji.
>(od małej litery).
To zaś utwierdza mnie w tej obawie. Prof. Grzybowski pisze przecież
dlaczego on się pisze przez duże "K" oraz skąd wzięła się pisownia
małoliterowa. Ty zaś jak gdyby nigdy nic stwierdzasz, że "słowniki" i
że "od małej litery" :(
>Na tej zasadzie - Warszawiak, Lubliniak, Wrocławiak, Zgierzak? Baaaardzo
>giętki język, co pan profesor może właśnie próbował dowieść.
Nie wiem jak Lubliniak, Wrocławiak, Zgierzak. Nie jestem z Lublina,
ani z Wrocławia, ani ze Zgierza. Jestem z Warszawy. I kilkakrotnie już
na tej grupie (chyba przed Twoim przybyciem) oznajmiałem w sposób
podobny, jak uczynił to profesor, że ja jestem Warszawiakiem. I jako
Warszawiak, za nazwanie mnie "Warszawianinem" czy też "warszawianinem"
nawet (już mi takiej różnica ta wielkość litery nie robi :) ), mogę
palnąć w pysk ;) Oczywiście tym różnię się od profesora, który - jako
reprezentant Galicji - wysyła sekundantów. Warszawiak (albo może wręcz
Warsiawiak) załatwia sprawę od ręki ;)
A teraz już trochę poważniej. Jedną z najważniejszych MZ tez w
artykule prof. Grzybowskiego jest to, by szanować wyjątki wynikające
m.in. z jakiejś regionalnej tradycji. ZTCW zaś zgodnie zaś z tradycją
mieszkaniec Krakowa to Krakowiak, Warszawy - Warszawiak, a Lwowa -
Lwowiak.
Język urzędowy - j. podawany w encyklopedii dla danego państwa (może być
więcej niż jeden).
Oficjalny - dość napuszony, przynajmniej elegancki i poprawny stylistycznie,
stosowany w przepisach (raczej nie kulinarnych), podręcznikach,
instrukcjach...
Potoczny - na co dzień, poza rządowymi komunikatami, także raczej na naszej
Grupie.
Mirnal
W Polsce j. polski jest j. urzędowym, nie oficjalnym.
Mirnal
>> Problem Mirnala polega jednak
>> na tym [...], że ma niewłaściwą "hierarchię
>> wartości". Z jego wypowiedzi można wywnioskować, że ów język oficjalny
>> jest dla niego czymś niesłychanie ważnym (jeśli nie najważniejszym),
>> podczas gdy w istocie nie warto mu (językowi oficjalnemu, nie
>> Mirnalowi) poświęcać aż tak wiele uwagi.
>I znowu robię za obrończynię.
Czyli moje zastrzeżenie nie poskutkowało ;)
>Mirnal skoncentrował się akurat
>na języku oficjalnym, to jego konik. Często jest tak, ze zajmujemy
>się wycinkiem jakiejś dziedziny, za to dogłębnie i z pasją.
>Sama znam ludzi, którzy poza jakąś dziedziną świata nie widzą
>i innym też chcą go tą dziedziną przesłonić.
Niewłaściwie mnie zrozumiałaś. Bo nie o to chodzi, że Mirnal sobie po
prostu wybrał dziedzinę "do badania". On często nie język oficjalny
analizuje, lecz język ogólny - pod kątem "ale w języku oficjalnym
niedopuszczalne". Może źle interpretuję. Może jestem uprzedzony.
>Oficjalny - dość napuszony, przynajmniej elegancki i poprawny stylistycznie,
>stosowany w przepisach (raczej nie kulinarnych), podręcznikach,
>instrukcjach...
W podręcznikach - zależy jakich. W różnych podręcznikach różny język.
Raczej nie oficjalny (nie mylić z "nieoficjalny" ;) ).
W instruncjach - również zależy. Ale raczej techniczny, jeśli już.
Oficjalny - wątpię. W jakich?
>> Niewłaściwie mnie zrozumiałaś. Bo nie o to chodzi, że Mirnal sobie po
>> prostu wybrał dziedzinę "do badania". On często nie język oficjalny
>> analizuje, lecz język ogólny - pod kątem "ale w języku oficjalnym
>> niedopuszczalne". Może źle interpretuję. Może jestem uprzedzony.
>Dobrze interpretujesz, ale co to ma wspólnego z uprzedzeniami? Mirnal ma tu po
>prostu rację.
Może ma rację. Nie odmawiam mu jej. Kłopot w tym, że ciągłe
stwierdzanie (czasem słuszne, czasem nie), że coś tak jest "w języku
oficjalnym niedopuszczalne" nie prowadzi do żadnych głębszych
wniosków. Czasem chce się powiedzieć "No i co z tego?". (I może tu
właśnie w grę wchodzą ewentualne uprzedzenia).
Czyli teraz powinniśmy dowiedzieć się, co rozumiemy pod pojęciem
*oficjalny*.
Oficjalny = urzędowy (wg SPP)
ale i to słowo ma dwa znaczenia.
*Oficjalny* znaczy:
1. Ogłoszony, podany do wiadomości urzędowo, odpowiadający ustalonym formom,
regułom, reprezentujący urząd, urzędowy, formalny.
2. Sztywny w obejściu, nienaturalny, wymuszony.
Jaki więc jest ten język polski?
baya
Nie - literacka polszczyzna istnieje niezależnie od twórcy.
(Stosowana jest też przez zwykłych zjadaczy chleba, którzy od tego nie stają
się zaraz twórcami.) Twórca jej użyje, lub nie, bo twórca nie musi tym
utwierdzać swojej artystyczności. Od twórcy zależą zastosowane środki
wyrazu.
Baya bardzo dobrze określiła język literacki. Przytaczam:
<<Często spotykam się z określeniem "literacka polszczyzna". Sama używam go,
chcąc podkreślić, że ktoś używa poprawnej polszczyzny, zgodnej z zasadami
gramatyki i ortografii, bez zbędnej frazeologii, z dbałością o dobór słów,
interpunkcję, a nawet intonację. I nie ma to nic wspólnego z tzw. językiem
urzędowym czy oficjalnym /.../>>
> Wielki poeta zastosuje nowe słowo
> (wymyślone przez Mirnala lub przez Was byłoby wyśmiane)
Niekoniecznie. BYWA ŚMIESZNE.
A wielki poeta nieraz nie wie, jak jest wielki (np. Norwid). To co ma nie
stosować?
> i po latach cytuje
> sie jego w poradnikach. /.../
> W kupionych parę lat temu słownikach nijak nie widzę słowa
> "euro", choć jest
> "dolar".
Czy to jakis znany twórca wymyślił? Może... dolara chyba tak ;-)
(Przy okazji, przepraszam za drobiazgowość:
"i po latach cytuje się GO w...")
> pewnie beż żenady napiszą "bypass" lub "bajpas"...
Już piszą, ale jaki związek z twórczością? A rebours? I dlatego niby
śmieszne?
Wiesz co, zostań przy specjalizacji "język oficjalny", bardziej się znasz,
po tylu badaniach tematu.
A co do literackiego, to - bez urazy, Kolego - ale istnieje faza zbierania
materiałów. Trzeba ją przejść. Potem można sie zapisać...
... u potomności.
Powodzenia
M.
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.hum.polszczyzna
Związku etymologicznego między ECU i euro nie ma, pod. USD i dolar.
ECU = European Currency Unit - kodowa nazwa jednostki monetarnej,
używanej jako wspólny przelicznik pomiędzy walutami Dwunastki.
Z chwilą przyjęcia nowej waluty ECU stało się zbędne.
Zostało zastąpione przez euro.
Z dolarem odwrotnie: najpierw był nazwany (dolar), potem oznaczony
symbolem ($), a w końcu dostał TLS (USD).
Maciek
Dorzucę grosz.
Do niedawna mileiśmy język *państwowy* - tak stanowił dekret z 30
listopada 1945 r. "O języku państwowym i języku urzędowania rządowych
i samorządowych władz administracyjnych". Cytuję (art. 1.):
"Językiem państwowym Rzeczypospolitej Polskiej jest język polski. W
języku państwowym urzędują wszystkie rządowe i samorządowe władze i
urzędy administracyjne."
Ustawa z 1999 roku wprowadziła język *urzędowy*: "Język polski jest
językiem urzędowym... [i tu ustawodawca określa, czyim - są to urzędy,
organy, instytucje]".
Niestety, urzędują owe w języku polskawym.
--
Ukłony,
kronopio
> Rafał "Negrin" Lisowski
Chyba o to chodzi. Te uwagi o oficjalności lub jej uchybianiu, jakkolwiek
bywają cennymi wskazówkami, w nadmiarze mogą irytować. Ale, jak gdzieś już
napisałem, Mirnal szybuje w nowszych klimatach i jest sympatyczny i
dowcipny.
Zbig.Bag.
Gdybym nie dał przykładu z planszą, sprawa byłaby mniej skomplikowana.
Gdybym nie dał jeszcze innych przykładów i tematów do dyskusji - nie byłoby
żadnej skomplikowanej sprawy...
--
Mirnal
Psy szczekają, karawana jedzie dalej...
Zapraszam do autorskiej witryny
www.kki.net.pl/~mirnal
Nie jestem pewien, ale w latach 60-80 widywałem w "Wielkim Atlasie Świata" i
trzynastotomowej Encyklopedii przy opisie państw - "j. urzędowy" (nie
"oficjalny). Nie dam jednak głowy. Możę wróce do starej lektury...
Mirnal
Nie ciągłe! Jest wątek o j. oficjalnym, to piszę na ten temat, nawet jeśli
post dotyczy innego tematu, ale jest ilustracją "przy okazji" tematu
"język". Nie martw się, już niebawem "język of." zejdzie z tapety i nie
będziemy o nim pisać. A to, że będę czepiał się na witrynie, to już zupełnie
inna sprawa - konik.
Mirnal
W Kanadzie mamy dwa języki URZĘDOWE.
U nas oficjalnie mawia się po polsku, kaszubsku , także po angielsku...
Jeśli przyjeżdża np. Putin, to i po rosyjsku mawia się oficjalnie. Językiem
urzędowym w Polsce jest j. polski. Jeśli w Opolu wywalczą Niemcy możliwość
komunikowania się w instytucjach po niemiecku, to j. niemiecki będzie drugim
j. urzędowym. Jeśli Kaszubi wywalczą uznanie j. kaszubskiego, a w urzędach
będzie można pisać i mówić po kaszubsku, to j. kaszubski będzie kolejnym j.
urzędowym w Polsce.
Mirnal
To rzeczywiście świetnie oddaje różnice :)
Jeszcze dodałabym:
j. u r z ę d n i c z y: Obywatel Rektor
j. literacki: Jaśnie Wielmożny Pan Rektor
(i może jeszcze to, co nazywa się eufemistycznie j. alternatywnym, a jest
po prostu j. wulgarnym, ale nie śmiem tak nazwać JM Rektora :))
baya
Tu, jeśli pozwolisz, uzupełnię. Stosownie do zwyczaju (w prawie międzynarodowym
zwyczaj też jest źródłem prawa) w polskim MSZ w kontaktach międzynarodowych
językiem urzędowym jest język francuski (może cos się zmieniło przez ostatnie
lata). Nie mogę sobie jakos uprzytomnić, czy ten francuski w MSZ nie był
usankcjonowany jakimś starym (tuż po 1918 roku) aktem normatywnym. Może jakąś
konwencją? To juz nie byłby tylko zwyczaj...
Stasinek
> Stosownie do zwyczaju (w prawie międzynarodowym
> zwyczaj też jest źródłem prawa) w polskim MSZ w kontaktach
> międzynarodowych językiem urzędowym jest język francuski
> (może cos się zmieniło przez ostatnie
> lata).
Przed wojną - możliwe. Po wojnie? aha, to teraz rozumiem dlaczego
Amerykanie, Chińczycy i reszta świata (poza Francją) tak mało się
orientują w sprawach polskich.
bonsłar :-)
Stefan
Ju-haw-somsing-egeinst-frencz?
M.
:-)
> > bonsłar :-)
> >
> > Stefan
>
> Ju-haw-somsing-egeinst-frencz?
> M.
> :-)
Pa di tu. Aj em łan haf frencz
Pa :-)
PS: nie zapominaj, Marto, że takie hihoty
to klątwa, która niszczy listy dyskusyjne.
Ale może raz na łykend?
Reasumując - w Kanadzie są dwa j. urzędowe czy oficjalne?
Mirnal
Tak. Jeszcze w drugiej połowie lat siedmdziesiatych tak było,
choć za dopuszczalne uważano wówczas stosowanie angielskiego i rosyjskiego
(tego - tylko a państwami "zaprzyjażnionymi";
angielski - tylko z anglojęzycznymi).
Chodzi, oczywiście, o język not, bo na reunionach można szwargotać,
jak się chce... ;)
Stasinek
Masz na myśli bratnie? (Zgodnie z zasadą, że rodziny się nie wybiera.)
;-)
--
Ukłony,
kronopio
Nie. Ale skoro już piszesz - nie trzeba znać kanadyjskiego prawa, by ocenić
sprawę z polskiej perspektywy. Encyklopedie nie podają przy każdym państwie
informacji, że w X językiem urzędowym jest x, a w Y j. oficjalnym jest y, a
w Z językiem dominującym jest z.
Myślałem, że ktoś na grupie wie, czy w Polsce, Kanadzie... wymieniane języki
w enc. to urzędowe czy oficjalne...
Mirnal
Określenia *język urzędowy* i *język oficjalny* używane są wymiennie w
różnych atlasach politycznych i przewodnikach turystycznych w odniesieniu do
języka jakim posługują się mieszkańcy danego kraju (w urzędach, szkołach,
mediach). Spotkałam się jeszcze z określeniami: *język narodowy* i *język
państwowy* ("język oficjalny, którym posługują się organy państwowe i
administracji publicznej i w którym obywatele powinni się do nich zwracać").
Najbardziej pasowałby do tych atlasów *język państwowy*.
baya
M n i e najbardziej pasowałby...
baya
Masz rację, w końcu w atlasach jest o państwach, nie o urzędach.
Mirnal
penno, cały czas mi chodzi o precyzję pojęć. Piszesz: "skoncentrował się na
języku oficjalnym", a chwilę póxniej "wybrał język urzędowy". Czy jest między
tymi dwoma pojęciami jakaś różnica - i to w dwóch wariantach: po pierwsze przy
używaniu tych pojęć według własnej defunicji, na użytek php, po drugie - czy
jest róznica w rozumieniu tych pojęć poza php, w polszczyźnie?
Z kontekstu wielu postów w php wynika, że pojęcie język oficjalny to nic
innego, jak poprawny polski. Czy posługujemy się tutaj własną terminologią,
językiem php?
Stasinek
Ale w Polsce oficjalnie językiem urzędowym jest j. polski.
Mirnal
Rzeczywiście, pomieszałam pojęcia. Chodziło mi o język regulaminów,
statutów, umów (no, z umowami to już prawniczy), pism oficjalnych.
Wydaje się, że dobrze rzecz usystematyzowała i scharakteryzowała
tuż przede mną Grażyna. Byłby to więc język urzędowy.
penna
Albo urzędowo językiem oficjalnym jest język polski :))
(Swoją drogą, kto mógłby rozwiać w s z e l k i e wątpliwości, co kryje się
pod pojęciami język urzędowy i oficjalny, skoro nie czyni tego nawet
słownik?)
baya
Dzięki :))
baya
A co jest dla wielkich? Ci nie powinni przyznawać się do posiadania
(mienia?) słowników, a jeśli już mają, to niech się nie przyznają do
korzystania z nich...
Mirnal
Z zastrzeżeniem, że językiem urzędów jest j. polskawy.
PS. Na polskawy mam przykłady, ale nie opracowałom definicji, proszę
mnie więc o nią nie prosić. :-)
--
Ukłony,
kronopio
>Z zastrzeżeniem, że językiem urzędów jest j. polskawy.
>PS. Na polskawy mam przykłady, ale nie opracowałom definicji, proszę
>mnie więc o nią nie prosić. :-)
>kronopio
Język urzędniczy (tzw. j. polskawy) 'język biur i urzędów. Swobodnie
mutujący potomek języka poskiego. Występuje w wielu formach, trudnych do
przewidzenia, najczęściej przypomina coś pośredniego między językowym fokstrotem a
lambadą. Często cierpi na przerost ambicji, wybujałą hiperbolę, przeploty
litoty. Nagminnie stosuje anakolut. W grotesce posuwa sie do absurdu.
Groźny, zaraźliwy.'
--
Mad Wizard
"Madness is addictive. It makes you realize, that you are
right and the rest of the world is freakin' WRONG!"
Pięknie.
Nie zgodzę się jednak z "trudnym do przewidzenia" - to by sugerowało
jakąś fantazję, innowacyjność, myślenie. A w to nie śmiem uwierzyć.
--
Ukłony,
kronopio
Dzisiaj słyszałem pytanie, skierowane do minister. Wobec tego zacząłem
zastanawiać się, co to są ministery, względnie co to jest ministera. W
międzyczasie pojąłem, że ministery są malutkimi sterami.
Pozdrawiam, Zbig.Bag.
[...]
> W międzyczasie pojąłem, że ministery są malutkimi sterami.
"w miedzyczasie" nalezy unikac.
Nie można jednak nikomu zabronić używania tego słowa, bo jest już (o,
tempora...) poprawne. Nie tylko w sporcie.
--
Ukłony,
kronopio
> > "w miedzyczasie" nalezy unikac.
>
> Nie można jednak nikomu zabronić używania tego słowa, bo jest już (o,
> tempora...) poprawne. Nie tylko w sporcie.
>
> --
> Ukłony,
> kronopio
Dodam, że bardzo malownicze. Zawsze sobie wyobrażałam kiedy to jest? Jakieś
zatrzymanie czasu, jak stop w telegramie? Świetne!
Marta
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.hum.polszczyzna
Przepisuję z podręcznika do trzeciej L.O.:
"Wszystkie wypowiedzi publiczne przedtem przygotowane mają najczęściej
regularną budowę składniową i odpowiednio dobrane słownictwo, poprawne formy
fleksyjne i słowotwórcze. Często operuje się w nich słownictwem specjalnym,
czyli terminologią naukową lub społeczno-polityczną. Osoby wygłaszające taki
tekst powinny też odznaczać się wzorową dykcją, czyli wymową. Takie wypowiedzi
zaliczamy do polszczyzny mówionej oficjalnej."
Dalej podręcznik mówi, kto się taką mową posługuje: pracownicy naukowi,
urzędnicy, dziennikarze, politycy.
Jeszcze coś znalazłam: "widzę tą dziewczynkę - dopuszczalna w języku mówionym
potocznym, widzę tę dziewczynkę - norma języka pisanego, oficjalnego,
starannego".
> Zatem może jednak rzeczywiście "oficjalny" jako język pism
> urzędowych, przepisów? Nie bardzo mi to "leży", ale nie przychodzi
> mi na myśl żadne lepsze jednowyrazowe określenie na język, w którym
> pojawia się np. "przedmiotowa sprawa" i inne, niekoniecznie
> z tej dziedziny. Prawniczy? To za wąsko, bo chodzi też o język
> pism urzędowych.
Ja bym to raczej nazwała językiem urzędniczym (padło już tu chyba takie
określenie) niż nie urzędowym (tu chyba encyklopedia ma rację), ale i tak ten
styl wypowiedzi mieści się w definicji języka oficjalnego, więc nie mam po co
wymyślać. Nie mam też pojęcia, jak mi się to wszystko przed maturą ma w głowie
nie poplątać...
> penna
jajeczko