Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Philip Larkin - "PAN BLEANEY"

278 views
Skip to first unread message

marco

unread,
Aug 22, 2002, 3:04:57 AM8/22/02
to

Philip Larkin:
PAN BLEANEY
============

"A w tym pokoju mieszkał pan Bleaney - przez cały
Czas swojej służby, znaczy się, aż go przenieśli".
Brzeg kwiaciastej zasłony strzępi się pięć cali
Nad parapetem okna, wpasowując w prześwit

Wąski pasek widoku na puste parcele
Z ich kępami i śmieciem. "Pan Bleaney dbał zawsze
O mój ogródek, spędzał w nim każdą niedzielę".
Łóżko, drzwi bez wieszaka, krzesło, mętny zakrzep

Żarówki-sześćdziesiątki, zbyt ciasno na regał -
"Zgoda, biorę ten pokój". Więc przyszło mi leżeć
W miejscu, które pan Bleaney przede mną zalegał,
I zduszać niedopałki o ten sam talerzyk

Z pamiątkowym widoczkiem, i kłaść w uszę watę,
By zagłuszyć radio, które kupiła za jego
Namową. Wiem, o której schodził na herbatę,
Znam jego gust do białych sosów, wiem, dlaczego

Rzadko kiedy brał urlop, choć czasami przecież
Gdzieś wyjeżdżał - znam rozkład tych jazd: kuzynostwo
Z Frinton, do których jeździł na wakacje w lecie,
I Boże Narodzenia w Stoke, z szwagrem i siostrą.

Ale czy i patrzył, jak wiatr zimnym zgrzebłem
Czochra chmury, czy leżał w pościeli zatęchłej
Wmawiając sobie, że to dom, czy się do siebie
Uśmiechał i czy wzdrygał się, draśnięty lękiem,

Że w tym, jak nam się żyje, odbija się nasza
Natura i że w jego wieku mieć pod niebem
Tę wynajętą klitkę najpewniej oznacza,
Iż nie zasłużył na nic więcej - tego nie wiem.


tłum.: Stanisław Barańczak


Magdalena

unread,
Aug 22, 2002, 3:33:15 AM8/22/02
to

Użytkownik "marco"

>
> Philip Larkin:
> PAN BLEANEY
> ============
>
> "A w tym pokoju mieszkał pan Bleaney - przez cały
> Czas swojej służby, znaczy się, aż go przenieśli".
> Brzeg kwiaciastej zasłony strzępi się pięć cali
> Nad parapetem okna, wpasowując w prześwit
>
> Wąski pasek widoku na puste parcele
> Z ich kępami i śmieciem.

[...]

Dzięki za podesłanie marco - znam w oryginale, ale z przyjemnością
przeczytałam dobre tłumaczenie, ten wiersz jest taki angielski,
angielsko-wynajęto-pokojowo smutny, zrezygnowany... jak z powieści Grahama
Greene'a...
Tylko Anglicy potrafią tak dobrze wywoływać te klimaty. Może to przez ich
klimat? ;-)

Pozdrawiam :-)
Magdalena


szota

unread,
Aug 22, 2002, 5:09:27 AM8/22/02
to

Użytkownik marco <marc...@wp.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:ak22pi$1jm$1...@news.tpi.pl...

no i mam całą masę zastrzeżeń do tego tłumaczenia,
(teraz jestem w pracy więc po 16 ;); główne to takie, że
w wierszu Larkin użył całą masę kluczy, których tłumaczenie
nie zawiera: np. Mr. Bleaney (blini, l.mn. od zagniatanych
placków i skojarzenie z lean on - choćby dlatego,
w języku polskim nazwisko winno być przetłumaczone -
np. Pan Wyrobek ). A potem Bodies (tak nazywała się montownia
w Midland - dlatego, nie w służbie - raczej na Sztancy -
dopiero ruch użycza Wyrobkowi życia, etc.).
Szerzej, jak powiedziałem, po 16.

Za dwie ostatnie strofy, i w oryginale i w tłumaczeniu,
dałbym sie posiekać ;)

(a propos, marco, zgubiłeś "stał" w przedostatniej)

pozdr
gom

szota

unread,
Aug 22, 2002, 5:33:38 PM8/22/02
to
>
> no i mam całą masę zastrzeżeń do tego tłumaczenia,
> (teraz jestem w pracy więc po 16 ;); główne to takie, że
> w wierszu Larkin użył całą masę kluczy, których tłumaczenie
> nie zawiera:

Mr. Bleaney
Bodies

- już wyjaśniałem, ale też:

"properly in hand" - koniecznie jak należy
bo to koresponduje z życiem jak należy, ze Sztancą jak
należy, z tym, że na pewno, na pewno, Wyrobek jest
jak należy

So it happens that I lie

- zagubiona dwuznaczność dźwiękowa

the jabbering set he egged her on to buy

- zagubiony istotny kolokwializm; pozostała
część wiersza napisana jest w języku klasy średniej,
ale tu, w plotkach ze stróżką, miało być pospolicie,
POSPOLICIE

I know !! his habits
- bardzo istotne zagubienie sensu-klamry finalnej
kulminacji: I know - I don't know; a przecież przechodząc
przez życie Wyrobka, pomiędzy tymi stwierdzeniami,
przechodzimy z wierzchu, od habits, do głębi, do środka -
I know należało koniecznie przetłumaczyć: Wiem

plugging / frame

- znowu zagubione kolokwialne odniesienie
do boiska futbolowego, i podobnych na nim Wyrobka sukcesów
jak w ogrodzie - frame, to struktura boiska, która daje
Wyrobkowi, ech-prawdziwe życie

that how we live MEASURES! our own nature

- nie odbija się Natura! to jak żyjemy jest miarą naszego
sukcesu, jest miarą nas! - ten sens tłumacz całkiem zagubił

hired box

- znowu porażka: utrata znaczenia głębokiego - pamiętajmy,
Sztanca na zewnątrz box w środku; dlatego lepiej niż klitka -
wynajęte mieszkanie (mieszkanie jako pokój, i jako czynność
z odniesieniem do "pomieszkiwania" - np. duszy)

Bardzo lubię ten wiersz - to jeden z dwóch moich najbardziej
ulubionych. Nie jest łatwo go przetłumaczyć, nie tracąc nic z formy,
ani z treści. Barańczak świetnie zachował formę - przełożył klasyczny
dla ucha Anglika dziesięciozgłoskowiec, na naturalny dla
naszego ucha trzynastozgłoskowiec, dbając o rytm i o rym.
Ale te znaczenia MUSZĄ być przełożone, bo inaczej
wiersz ginie w przekładzie.

A może jeszce ktoś spróbuje, po prostu, będzie raźniej i może
co lepszego od Staszka zawodowca zmajstrujemy?

pozdr
gom


szota

unread,
Aug 22, 2002, 5:49:14 PM8/22/02
to
Mr Bleaney

"Gehorte Mr Bleaney, dieses zimmer. War bei
der Autostanze, wohnte hier die ganze Zeit
bis zu Verlegung." Zerschlissener Vorhang,
Blumchenallerlei,
Abstand zur Fensterkante ein paar Finger breit;

hinter der Scheibe liegt ein Baulandstreifen
voll Gras und Mull. "Und Mr Bleaney
liess im Garten gar nichts schleifen."
Bett, Stuhl und Birne bietet das Logis,

nue Kleiderhaken, Buchregale nicht. Das hatt ich wetten
mogen und - nehm's doch. Und liege so entscharft,
wo Mr Bleaney lag, und drucke meine Zigarreten
im selben kitschgeschmuckten Unterteller aus, genervt

vom Radio, das trotz der Watte in den Ohren drohnt
und Mr Bleaney ihr zum Kauf empfohlen hat.
Die festen Zeiten, die er sich in allem angewohnt,
sind mir bekannt, die Sossen stehen auf demselben Blatt,

das Totospiel, das er nicht lassen konnte,
und die Schablonen fur den Urlaubsplan:
erst Frinton, wo er sich im Sommer sonnte,
und Stoke, bei schwesterherz, Weih nachten dann.

Doch stunde er und sah den scharfen Winden zu,
wie sie den Wolken in den Haaren liegen,
und sagte frostelnd zu sich auf dem Muffbett: Du
bist zu hause hier, ohne die Angste zu besiegen,

dass, wie wir leben, unser Wessen offenbart
und einer, der fur eine so bemessene Kiste blecht,
mit Sicherheit gemessen an Standard
nicht mehr verdient, dann weiss ich nicht so recht.


Mamy tu kilka zagubionych w polskim tłumaczeniu
znaczeń - np. Totospiel; mamy tez kilka świetnych,
intuicyjnych rozszerzeń znaczeń pierwotnych:
Schablonen fur den Urlaubsplan, czy w przedostatniej
linii utworu: Standard.

pozdr
gom


przyjaciel

unread,
Aug 22, 2002, 5:50:51 PM8/22/02
to

Użytkownik marco <marc...@wp.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:ak22pi$1jm$1...@news.tpi.pl...
>
> Philip Larkin:
> PAN BLEANEY
> ============
>
> "A w tym pokoju mieszkał pan Bleaney - przez cały
> Czas swojej służby, znaczy się, aż go przenieśli".
> Brzeg kwiaciastej zasłony strzępi się pięć cali
> Nad parapetem okna, wpasowując w prześwit

(...)

To jest piękny wiersz.

pozdrawiam i dziękuję

p


Magdalena

unread,
Aug 23, 2002, 5:57:15 AM8/23/02
to

Użytkownik "szota"

> >
> > no i mam całą masę zastrzeżeń do tego tłumaczenia,
> > (teraz jestem w pracy więc po 16 ;); główne to takie, że
> > w wierszu Larkin użył całą masę kluczy, których tłumaczenie
> > nie zawiera:
>
> Mr. Bleaney
> Bodies
[...]

z wielkim żalem stwierdzam, że nie mam w domu Pana Bleaney po angielsku! to
z tego mojego zboczenia, że jak kupuję antologię, to zawsze się staram, żeby
nie dotyczyła poezji młodszej niż XV wiek. ;-)
w każdym razie - jeśli masz cierpliwość i pod ręką - bardzo proszę o
wklepanie... może być do poniedziałku, bo i tak się wybieram w dalekie
drogi, więc nie ma pośpiechu.
a to dlatego, że mam zamiar drogi Szoto podjąć z Tobą polemikę translacyjną,
a przynajmniej - próbę takowej. :-)
tak bardzo z wierzchu ujmując moje zdanie - mam wrażenie, że w tekście
oryginału dokonujesz wielokrotnie nadinterpretacji znaczenia poszczególnych
wyrazów, nie patrząc na ich kontekst, który nie łudźmy się - stanowi
wskaźnik iście stalowy ;-)
zda mi się, że wynika to z tego, że bardzo często nierodzimemu użytkownikowi
danego języka wydaje się, że "słowa znaczą o wiele więcej, niż znaczą".
język ojczysty jest nam dany wraz z wszystkim odniesieniami, znamy go tak na
wylot, że nawet wyrazy typowo wieloznaczne odczytujemy bez pudła i w lot we
właściwy sposób - te tam takie "zamki", "lud", "bug" czy choćby "pała"
(łysa, do baseballa czy z matmy? - a może w ogóle dzięcielina?)
niemożliwa byłaby komunikacja, gdyby każdy z takich wyrazów miał być
odczytywany "symultanicznie" - czyli z odniesieniem do każdego możliwego
skojarzenia jednocześnie. oczywiście, literatura, a zwłaszcza poezja, rządzi
się trochę innymi prawami - ale nie do końca. bo autorowi nie może chodzić o
przeładowanie przekazu. często zresztą autor używa danego wyrazu naprawdę
szczerze mając na myśli "tylko" jego znaczenie podstawowe. i tak mam
wrażenie jest akurat u pana Bleaney i "lie" chociażby przywołanego przez
Ciebie. nie zawsze wszystko można upchnąć do jednej, pękającej od nadmiaru
bagażu walizki.
ale nie będę mogła wejść w szczegóły, póki nie odświeżę sobie całości. w
związku z tym uprzejmie proszę jak na wstępie :-)))
w dodatku wydaje mi się, że Mr Bleaney mieszka jednak tylko w wynajętym
pokoju - jak to bywa u Anglosasów zwyczajem. bycie sublokatorem to objaw
ostatecznego upadku finansowego albo młodego wieku i braku samodzielności
finansowej, w literaturze anglosaskiej motyw ten przewija się dość często.
dlatego nowy sublokator chcąc nie chcąc - słucha radia, na które namówił
gospodynię Bleaney - ona sobie włącza je na przykład w jadalni, a on w swoim
"pudełku" wciska poduszkę na uszy.

reszta później!

pozdrawiam i ostrzę pazurki do rześkiej polemiczki (nie mylić z polędwiczką)
Magdalena :-)

Magdalena

unread,
Aug 23, 2002, 6:08:06 AM8/23/02
to

Użytkownik "szota"

> no i mam całą masę zastrzeżeń do tego tłumaczenia,
> (teraz jestem w pracy więc po 16 ;); główne to takie, że
> w wierszu Larkin użył całą masę kluczy, których tłumaczenie
> nie zawiera: np. Mr. Bleaney (blini, l.mn. od zagniatanych
> placków i skojarzenie z lean on - choćby dlatego,
> w języku polskim nazwisko winno być przetłumaczone -
> np. Pan Wyrobek ).

nie zgadzam się na Pana Wyrobka. ;-)
a to dlatego, że "bliny" to wyraz rosyjski, jeśli znany Anglosasowi, to w
pisowni takiej jak moja, jako wyraz obcy.
zajrzałam do sporego słownika, Collins Cobuild - mamy po kolei "bleach",
"bleak", a potem już "bleary".
i tu należałoby szukać odniesień. zwłaszcza dużo mówi para "bleak"/"bleary".
dla angielskiego ucha ten początek [bli] jest właśnie taki - nijaki, szary,
zamulony, zresztą mnie to się też tak kojarzy (choć to nie argument żaden).
Mr Bleany to ktoś, kto mieszka w wynajętym pokoju, co niedziela grzebie się
w ogródku gospodyni, a w wolne dni jeździ raptem do kuzynów czy siostry...i
te kompletnie nieznane miejscowości - Frinton, Stoke... takie angielskie
Kozie Wólki... w dodatku gustuje w białych sosach (które są dla wielu -
bleary i bleak właśnie) ;-)
to taki "Pan Niewiadomokto" czy "Pan Bez Własnego Wyrazu".
ale jako tłumacz nie spolszczałabym nazwiska. niech sobie będzie koloryt
lokalny.

to tytułem wstępu do wstępu.

Magdalena


szota

unread,
Aug 23, 2002, 1:38:11 PM8/23/02
to

>
> nie zgadzam się na Pana Wyrobka. ;-)
> a to dlatego, że "bliny" to wyraz rosyjski, jeśli znany Anglosasowi, to w
> pisowni takiej jak moja, jako wyraz obcy.
> zajrzałam do sporego słownika, Collins Cobuild - mamy po kolei "bleach",
> "bleak", a potem już "bleary".
> i tu należałoby szukać odniesień. zwłaszcza dużo mówi para
"bleak"/"bleary".
> dla angielskiego ucha ten początek [bli] jest właśnie taki - nijaki,
szary,
> zamulony, zresztą mnie to się też tak kojarzy (choć to nie argument
żaden).
> Mr Bleany to ktoś, kto mieszka w wynajętym pokoju, co niedziela grzebie
się
> w ogródku gospodyni, a w wolne dni jeździ raptem do kuzynów czy
siostry...i
> te kompletnie nieznane miejscowości - Frinton, Stoke... takie angielskie
> Kozie Wólki... w dodatku gustuje w białych sosach (które są dla wielu -
> bleary i bleak właśnie) ;-)
> to taki "Pan Niewiadomokto" czy "Pan Bez Własnego Wyrazu".
> ale jako tłumacz nie spolszczałabym nazwiska. niech sobie będzie koloryt
> lokalny.
>
> to tytułem wstępu do wstępu.
>
> Magdalena
>


nic z tego, całkiem się z Toba nie zgadzam ;)

10 edycja Oxford Dictionary,
"the foremost authority on current
English":

blini (also bliny or blinis) pl.n. (sing. blin)
pancakes made from buckwheat flour
and served with sour cream
(i dotąd ok - to bliny po prostu)

lean on - 3. informal, put pressure on (someone)
to act in a certain way

końcówka Bleaney, jest oczywista; a zatem, odczytanie
tego słowa w sposób kojarzący ciasto, z gnieceniem
(a przecież mówi się również o ludziach, że się ich formuje)
w kolokwialnej wersji daje podstawę, aby tłumaczyć
Bleaney (nazwisko) jako Wyrobek (nazwisko, pospolite zresztą).

I to nazwisko, jest msz bardzo istotne dla utworu. Nie przetłumaczone
nazwisko, nie może być w języku polskim kluczem, znaczeniem.
To bodaj ważniejszy jeszcze argument, nawet jeśli przekazem jest tylko,
tak ważna w tym utworze standardowa nijakość.

pozdr
gom

szota

unread,
Aug 23, 2002, 1:51:47 PM8/23/02
to

> w każdym razie - jeśli masz cierpliwość i pod ręką - bardzo proszę o
> wklepanie... może być do poniedziałku, bo i tak się wybieram w dalekie
> drogi, więc nie ma pośpiechu.
> a to dlatego, że mam zamiar drogi Szoto podjąć z Tobą polemikę
translacyjną,
> a przynajmniej - próbę takowej. :-)
> tak bardzo z wierzchu ujmując moje zdanie - mam wrażenie, że w tekście
> oryginału dokonujesz wielokrotnie nadinterpretacji znaczenia
poszczególnych
> wyrazów, nie patrząc na ich kontekst, który nie łudźmy się - stanowi
> wskaźnik iście stalowy ;-)

ok, zanim nastąpi dyskusja, tekst:

Mr Bleaney

"This was Mr Bleaney's room. He stayed
The whole time he was at the Bodies, till
They moved him. 'Flowered curtains, thin and frayed
Fall to within five inches of the sill

Whose window shows a strip of building land
Tussocky, littered. "Mr Bleaney took
My bit of garden properly in hand'
Bed, upright chair, sixty-watt bulb, no hook

Behind the door, no room for books and bags -
'I'll take it'. So it happens that I lie
Where Mr Bleaney lay, and stub my fags
On the same saucer-souvenir, and try

Stuffing my ears with cotton-wool, to drown
The jabbering set he egged her on to buy.
I know his habits - what time he came down,
His preference for sauce to gravy, why

He kept on plugging at the four aways -
Likewise their yearly frame: the Frinton folk
Who put him up for summer holidays,
And Christmas at his sister's house in Stoke.

But if he stood and watched the frigid wind
Tousling the clouds, lay on the fusty bed
Telling himself that this was home, and grinned,
And shivered, without shaking off the dread

That how we live measures our own nature,
And at his age, having no more to show
Than one hired box should make him pretty sure
He warranted no better, I don't know.

gom


Roman

unread,
Aug 24, 2002, 8:29:35 AM8/24/02
to
"marco" <marc...@wp.pl> wrote in message news:<ak22pi$1jm$1...@news.tpi.pl>...

> Philip Larkin:
> PAN BLEANEY
> ============
>
> "A w tym pokoju mieszkał pan Bleaney - przez cały
> Czas swojej służby, znaczy się, aż go przenieśli".
> Brzeg kwiaciastej zasłony strzępi się pięć cali
> Nad parapetem okna, wpasowując w prześwit
>
>
Nie zgadzam się. Pan Wyrobek? Po co ? Niech będzie pan Blina. Taka
ciapa jak Jaś Fasola. No, nie jak Jaś , ale też taka przenośnia jak
Fasola. A co do słowa służyć . Jest dobre. Bo oddaje dwuznaczność -
służba państwu i "służba" firmie która go przenosi - być służącym,
popychadłem. Ponieważ do tej pory skomentowałeś pierwszą zwrotkę
pozwoliłem sobie na własne tłumaczenie tejże z z zachowaniem
oryginalnej wersyfikacji i rytmu;).

THIS WAS MR BLEANEY'S ROOM. HE STAYED
THE WHOLE TIME HE WAS AT THE BODIES, TILL
THEY MOVED HIM.'FLOWEREDED CURTAINS, THIN AND FRAYED,
FALL TO WITHIN FIVE INCHES OF THE STILL,

a ja to sobie tak przetłumaczyłem:

Tu był pokój pana Blina. To
Tak mieszkał służąc, zanim go przenieśli.
Kwieciste zasłony - cienkie, postrzępione do-
Łem na pięć cali jeszcze,

A jak Ty byś to przetłumaczył? :)
Roman

Roman

unread,
Aug 24, 2002, 2:32:40 PM8/24/02
to
> Mr Bleaney
>
> "This was Mr Bleaney's room. He stayed
> The whole time he was at the Bodies, till
> They moved him. 'Flowered curtains, thin and frayed
> Fall to within five inches of the sill
>
> Dopiero teraz zauważyłem drugą sciezke po ktorej porusza sie pan Blina. Nie chce mi sie juz dzis jednak z nikim scinac, dlatego pozwole sobie pozostawic sprawe do poniedziałku. Co? Czy bierzemy sie za tłumaczenie? Dopuscicie mnie do zespołu? Proponuje jednorazowo po cztery wersy. Przedyskutujemy, osiagniemy konsensus i ruszamy dalej. He?
Romek.

Magdalena

unread,
Aug 26, 2002, 3:46:50 AM8/26/02
to

Użytkownik "szota"

> nic z tego, całkiem się z Toba nie zgadzam ;)
>
> 10 edycja Oxford Dictionary,
> "the foremost authority on current
> English":
>
> blini (also bliny or blinis) pl.n. (sing. blin)
> pancakes made from buckwheat flour
> and served with sour cream
> (i dotąd ok - to bliny po prostu)
>
> lean on - 3. informal, put pressure on (someone)
> to act in a certain way

(dopiero co wróciłam z wojaży, ale):

nie rozumiem przeskoku myślowego ze słowa "bliny" czy "blini"
do "lean on".
zgubiłeś po drodze "b". to raz i to za dużo na raz. ;-P
a dwa - gdyby Autor chciał mieć skojarzenia z "lean on" - mógłby nazwać pl-a
choćby Mr Leanon... choć tu się wkrada nam od razu przymiotnik "lean".
uważam jednak, że jeśli nie masz żadnych podstaw, oprócz osobistego
skojarzenia ad hoc, by kombinować bliny z lean on - to ja mam równie wiele
racji mówiąc, że Mr Bleany pochodzi od bleary albo bleak, albo obu naraz.
równie wiele racji, albo równie niewiele. ;-)

rozumiemy się? :-)
a po południu reszta mojego poglądu. serdecznie dzięki za podesłanie!

Magdalena


szota

unread,
Aug 26, 2002, 4:31:49 AM8/26/02
to

>
> nie rozumiem przeskoku myślowego ze słowa "bliny" czy "blini"
> do "lean on".
> zgubiłeś po drodze "b". to raz i to za dużo na raz. ;-P
> a dwa - gdyby Autor chciał mieć skojarzenia z "lean on" - mógłby nazwać
pl-a
> choćby Mr Leanon... choć tu się wkrada nam od razu przymiotnik "lean".
> uważam jednak, że jeśli nie masz żadnych podstaw, oprócz osobistego
> skojarzenia ad hoc, by kombinować bliny z lean on - to ja mam równie wiele
> racji mówiąc, że Mr Bleany pochodzi od bleary albo bleak, albo obu naraz.
> równie wiele racji, albo równie niewiele. ;-)
>
> rozumiemy się? :-)
> a po południu reszta mojego poglądu. serdecznie dzięki za podesłanie!
>
> Magdalena
>

nie rozumiemy się wcale ;)

spójrz, jak czyta się w j.ang. słowa blin i lean.
sądzę, że Leanon to byłoby bardzo dosadnie
jaskrawe nazwisko. Nie sądzę, żeby poeta chciał być
już w tytule dosadny. Nie sądzę też, aby nic nie chciał przez
tytuł powiedzieć. Wniosek - autor chce coś tytułem
zasugerować, niekoniecznie wprost.
Bleak i bleary to może nawet bardziej owocny trop,
moim zdaniem. Każde z tych skojarzeń wnosi nudę,
i/lub bezbronność, ale przede wszystkim - bierność,
niemożność, która jest istotą pl'a w tym utworze.

Konkluzja: tytuł ma ścisły związek z utworem,
subtelnie sugeruje/definiuje to co utwór opisuje.
Dlatego tytuł, należy przetłumaczyć - a niekoniecznie
trzeba tłumaczyć Frinton lub Stoke. Choć zgadzam się,
że jeśli nie przetłumaczymy nazw tych miejscowości
stawiamy spolszczonego bohatera utworu w lekko idiotycznej
sytuacji. Ale też przez chwilę nie twierdziłem, że to łatwy
do przetłumaczenia wiersz. I twierdzę, że Barańczak
tej próbie nie do końca podołał.

gom


Magdalena

unread,
Aug 26, 2002, 4:50:09 AM8/26/02
to

Użytkownik "szota"

> Ale też przez chwilę nie twierdziłem, że to łatwy
> do przetłumaczenia wiersz. I twierdzę, że Barańczak
> tej próbie nie do końca podołał.

a ja niedługo podeślę wersję numer pierwszy - czyli tłumaczenie
filologiczne, z uwagami w nawiasach, prozą. czekam na Twój odzew - w razie
co zmajstrujemy jakieś arcydzieło ;-)

Magdalena


Magdalena

unread,
Aug 26, 2002, 5:21:56 AM8/26/02
to
Jeszcze raz zastrzegam, że jest to wersja prozą, dążąca li i jedynie do
ścisłości czysto językowej, bez śladu poezji, poezji proszę tu nie
doszukiwać się i nie krytykować braku tejże. Jej tu nie ma! ;-)
(to tak na wszelki).

"więc to był pokój pana B. tu mieszkał przez cały okres pracy w montowni
(niejasne, polatałam po internetowych witrynach poświęconych Larkinowi,
wszędzie w uwagach 'niejasne - montownia? ale też trop w kierunku słowa
>ciało, cielesność<'), dopóki go nie przenieśli". przetarte i postrzępione
zasłony w kwiatki kończą się pięć cali nad parapetem okna, przez które widać
(tu Barańczak zrobił ładnie 'wpasowując w prześwit', w oryginale jest
zwyczajnie 'shows') pas porośniętych kępami trawy i zaśmieconych terenów
budowlanych. "Pan B. solidnie/porządnie przykładał się do pracy w moim
ogródku" (tu na razie gubi się 'in hand', ale jak rozkazywać roślinom? Do
przepracowania). Łóżko, krzesło z twardym oparciem (bo nie fotel),
żarówka-sześćdziesiątka, za drzwiami brak wieszaka, nie ma miejsca na torby
czy książki - "Wezmę ten pokój". A więc tak się złożyło, że teraz ja leżę na
miejscu pana B. i gaszę pety o ten sam pamiątkowy talerzyk z widoczkiem,
próbując watą w uszach stłumić gadaninę radia, na którego kupno namolnie
namawiał gospodynię pan B. Znam jego zwyczaje - wiem, o której schodził na
śniadanie, wiem, że nie lubił pieczeniowego sosu, wiem, dlaczego ciągle,
choć bezskutecznie obstawiał zakłady piłkarskie (osobiście nie znam
konotacji "four aways", sens wzięłam z interpretacji podanych na stronach
poświęconych Larkinowi), a nawet, w jakie ramy ujęty był każdy rok jego
życia: wizyty u rodziny w Frinton, która przyjmowała go w letnie wakacje,
Boże Narodzenie u siostry w Stoke. Ale czy przystawał, by patrzeć jak
lodowaty wiatr czochra chmury, czy leżał czasem na zatęchłym łóżku wmawiając
sobie, że to dom, i ani uśmiechem wymuszonym, ani wzdrygnięciem nie mógł
zrzucić z siebie grozy (podejrzenia, myśli) że sposób w jaki żyjemy - jest
miarą naszej natury, i że w jego wieku nie mogąc pochwalić się niczym więcej
niż wynajętą komórką (asocjacja 'trumna' - tu na razie zgubiona) może mieć
właściwie pewność, że na więcej nie zasłużył - tego wszystkiego nie wiem.
______________

Teraz tak - do bezpośredniej polemiki z Szotą wrócę pewnie wieczorem. Myślę,
że w ogólnych zarysach interpretacyjnych jesteśmy raczej zgodni, ewentualne
rozbieżności pojawiają się przy próbie tłumaczenia, dlatego na razie
nazwałam pl-a Pan B.
Nota bene - poczytałam sobie wiele różnych interpretacji Mr Bleaney
dokonanych przez anglosaskich krytyków literatury, nigdzie nazwisko nie
stanowi kwestii, nie ma do niego odnośnika, nie ma w ogóle wzmianki, że
miałoby być kluczem interpretacyjnym! ;-P

Na razie
Magdalena
do usłyszenia! :-)


szota

unread,
Aug 26, 2002, 5:43:38 AM8/26/02
to

>
> Teraz tak - do bezpośredniej polemiki z Szotą wrócę pewnie wieczorem.
Myślę,
> że w ogólnych zarysach interpretacyjnych jesteśmy raczej zgodni,
ewentualne
> rozbieżności pojawiają się przy próbie tłumaczenia, dlatego na razie
> nazwałam pl-a Pan B.
> Nota bene - poczytałam sobie wiele różnych interpretacji Mr Bleaney
> dokonanych przez anglosaskich krytyków literatury, nigdzie nazwisko nie
> stanowi kwestii, nie ma do niego odnośnika, nie ma w ogóle wzmianki, że
> miałoby być kluczem interpretacyjnym! ;-P
>
> Na razie
> Magdalena
> do usłyszenia! :-)
>

jesteśmy zgodni ;). tak własnie odczytuję ten tekst.

Pan B. jest troche profetyczny ;). Zauważ, że przetłumaczenie
tego tytułu na polski, jako Pan B. rozwiązuje całą masę naszych
problemów - jest ktoś, ktokolwiek-jakikolwiek, jak inni,
standardowy B.; taki może byc umiejscowiony w Stoke lub Frinton.
Tracimy wówczas oboczne, eufoniczne konotacje (a Larkin musiał
byc świadom tych oboczności), ale zyskujemy nijakość i realizm.
To chyba kompromis do przyjęcia.

To, że nikt nie traktuje tego nazwiska jak klucza, zwróciło też
moją uwagę. Ale nie sugeruję się tym. Autor musiał być
świadom skojarzeń z nazwiskiem (w końcu to naprawdę
poeta, wyczulony na słowa), po drugie, nie tytułowałby
utworu w oderwaniu od treści, wręcz przeciwnie.
Dlatego, z całym szacunkiem dla anglosaskich krytyków,
to jest ich, msz, niedopatrzenie.

ok, zabieram sie za tłumaczenie wieczorem (bo teraz praca,
czyli pospolitość skrzeczy), posługując się Twoim
filologicznym przekładem.

pozdr
gom


Magdalena

unread,
Aug 26, 2002, 9:52:50 AM8/26/02
to

Użytkownik "szota"

> "properly in hand" - koniecznie jak należy
> bo to koresponduje z życiem jak należy, ze Sztancą jak
> należy, z tym, że na pewno, na pewno, Wyrobek jest
> jak należy

No masz rację, że to "properly in hand" trzeba jakoś oddać, ale na razie
sama nie mam na to pomysłu. Natomiast nie zgodzę się, że to nawiązuje do
Sztancy i Wyrobka, czyli stworzonego przez Ciebie nurtu interpretacji
industrialno-stachanowskiej ;-)
Raczej pobrzmiewa mi tu nutka charakteru samej gospodyni, która z uznaniem
patrzy na "zamordyzm", choćby ogrodniczy, choćby w wykonaniu pana B. wobec
nie mogących bronić się roślinek...

> So it happens that I lie
>
> - zagubiona dwuznaczność dźwiękowa

O tym już wcześniej pisałam. Wiem, że jest "lie" - leżeć i "lie" - kłamać,
ale czasem trzeba dokonać wyboru mając na względzie dobro samego przekazu.
Więc uważam, że chodzi o zwyczajne leżenie.

> the jabbering set he egged her on to buy
>
> - zagubiony istotny kolokwializm; pozostała
> część wiersza napisana jest w języku klasy średniej,
> ale tu, w plotkach ze stróżką, miało być pospolicie,
> POSPOLICIE

Nie tyle widzę tu podział klasowy - co podział na język nacechowany i
neutralny. "To egg on" nie jest zresztą jedynym tego przykładem:
"stub my fags", "jabbering set", "he kept on plugging at", "make him pretty
sure"... Czy też język potoczny a literacki. Podziały klasowe biegną po
nieco innym torze.
"To egg on" msz nie wyraża pospolitości językowej tego namawiania, a jego
namolność, wielokrotność, bezustanność, wręcz podżeganie do kupna!

> I know !! his habits
> - bardzo istotne zagubienie sensu-klamry finalnej
> kulminacji: I know - I don't know; a przecież przechodząc
> przez życie Wyrobka, pomiędzy tymi stwierdzeniami,
> przechodzimy z wierzchu, od habits, do głębi, do środka -
> I know należało koniecznie przetłumaczyć: Wiem

Oj, tak bardzo bym nie walczyła: "know" to i "wiem", i "znam". W moim
"przekładzie" wybrnęłam mówiąc najpierw "znam jego zwyczaje", a potem
przechodząc do "wiem, że..."

> plugging / frame
>
> - znowu zagubione kolokwialne odniesienie
> do boiska futbolowego, i podobnych na nim Wyrobka sukcesów
> jak w ogrodzie - frame, to struktura boiska, która daje
> Wyrobkowi, ech-prawdziwe życie

Nic w wierszu nie wskazuje na to, że pan B. grał w futbol. Zresztą ta
linijka, jak już wcześniej zaznaczyłam, była dla mnie niejasna, wyratowali
mnie Anglosasi z internetu, który objawili mi, że pan. B. - obstawiał mecze,
czyli grał w toto-lotka właściwie... I tu zresztą wyłożył się Barańczak,
chyba jednak. Dość boleśnie chyba. No i te zakłady - ujęte w ramy corocznych
wyjazdów... Do siostry, do krewnych...

> that how we live MEASURES! our own nature
>
> - nie odbija się Natura! to jak żyjemy jest miarą naszego
> sukcesu, jest miarą nas! - ten sens tłumacz całkiem zagubił

Tu bym się nie kłóciła z tłumaczem o tyle, że "odbijanie się natury w czymś"
ma podobny sens jak "miarą natury jest coś". Choć prawdą jest, że skoro
istnieje możliwość użycia "miary", nie należy sięgać pod dalsze narzędzia,
mniej precyzyjne.

> hired box
>
> - znowu porażka: utrata znaczenia głębokiego - pamiętajmy,
> Sztanca na zewnątrz box w środku; dlatego lepiej niż klitka -
> wynajęte mieszkanie (mieszkanie jako pokój, i jako czynność
> z odniesieniem do "pomieszkiwania" - np. duszy)

Tu się nie zgodzę, gdyż "box" nie daje nam żadnego tropu w kierunku
mieszkania (czytając "mieszkanie" - widzę w myślach kilka pokoi z kuchnią i
łazienką, a nie pokoik sublokatora). Trop raczej idzie w kierunku "box" -
"trumna", a może właśnie powiedzieć po polsku "boks"? Przecież mówimy, że
ktoś czy coś znajduje się w boksie - malutkim pomieszczeniu.

To tyle tego, względem czego nie zgadzam się z Szotą - a niezgoda jest
niezwykle twórcza, pobudziła mnie intelektualnie do tego stopnia, że od
kilku dni myślę o interpretacji i przekładzie poezji! ;-)

A teraz moje zarzuty do Barańczaka:
;-)

Philip Larkin:
PAN BLEANEY
============

"A w tym pokoju mieszkał pan Bleaney - przez cały
Czas swojej służby, znaczy się, aż go przenieśli".
Brzeg kwiaciastej zasłony strzępi się pięć cali
Nad parapetem okna, wpasowując w prześwit

Uwiera mnie ta służba, wychodzi na to, że był u kogoś lokajem? Majordomem?

Wąski pasek widoku na puste parcele
Z ich kępami i śmieciem. "Pan Bleaney dbał zawsze
O mój ogródek, spędzał w nim każdą niedzielę".
Łóżko, drzwi bez wieszaka, krzesło, mętny zakrzep

"Z ich kępami i śmieciem" - brzydko językowo.
Nie wiem, czemu wprowadzona niedziela, jest to ingerencja w świat
przedstawiony, najwyraźniej podyktowana rytmem i rymem.
"Mętny zakrzep żarówki" - piękny obraz, tyle, że nie Larkina, kolejna
ingerencja, msz pomimo swego piękna - nieuzasadniona.

Żarówki-sześćdziesiątki, zbyt ciasno na regał -
"Zgoda, biorę ten pokój". Więc przyszło mi leżeć
W miejscu, które pan Bleaney przede mną zalegał,
I zduszać niedopałki o ten sam talerzyk

Uciekł tłumaczowi brak miejsca na k s i ą ż k i - bardzo ważny element
odróżniający pana B. od nowego sublokatora. Niby jest ten regał - ale na
regale można ustawić też porcelanę albo pamiątkowe słoniki, a autor i pl
wskazuje książki - one są symbolem.

Z pamiątkowym widoczkiem, i kłaść w uszę watę,
By zagłuszyć radio, które kupiła za jego
Namową. Wiem, o której schodził na herbatę,
Znam jego gust do białych sosów, wiem, dlaczego

"Za jego namową" - zbyt słabo wyrażone.

Rzadko kiedy brał urlop, choć czasami przecież
Gdzieś wyjeżdżał - znam rozkład tych jazd: kuzynostwo
Z Frinton, do których jeździł na wakacje w lecie,
I Boże Narodzenia w Stoke, z szwagrem i siostrą.

Tu pogubienie sensów - przecież w oryginale nie ma nic na temat urlopów czy
częstotliwości ich brania, uciekły też zakłady piłkarskie...
W dodatku kolejne dopowiedzenie - u Larkina nie ma słowa na temat tego, czy
siostra B. jest zamężna.

Ale czy i patrzył, jak wiatr zimnym zgrzebłem
Czochra chmury, czy leżał w pościeli zatęchłej
Wmawiając sobie, że to dom, czy się do siebie
Uśmiechał i czy wzdrygał się, draśnięty lękiem,

Że w tym, jak nam się żyje, odbija się nasza
Natura i że w jego wieku mieć pod niebem
Tę wynajętą klitkę najpewniej oznacza,
Iż nie zasłużył na nic więcej - tego nie wiem.

No i tu się nie czepnę...
tłum.: Stanisław Barańczak


Podsumowanie - każdy tłumacz, w szczególności literatury, w szczególności
poezji - musi bezustannie dokonywać wyborów. Barańczak też ich dokonał, co
nieco niepotrzebnie dodał. Nie wszystkie wybory okazały się szczęśliwe, ale
jedno jest pewne - wiersz jako całość ż y j e. Atmosfera, sens ogólny -
przetrwały zabieg przenosin. I to jest w sumie - najważniejsze.

Amen.

Magdalena


Magdalena

unread,
Aug 26, 2002, 9:20:58 AM8/26/02
to

Użytkownik "szota"

> no i mam całą masę zastrzeżeń do tego tłumaczenia,

Ja w sumie też mam kilka zastrzeżeń, ale innych, niż Ty, więc zapodam je na
końcu...
Co do Wyrobka była już moja mowa krótka, więc wiesz, na czym stoję. Zgadzam
się, że dobrym wyjściem jest Pan B. Wilk syty, owca cała. Pan Wyrobek nie
podoba mi się z tego dodatkowego względu, że ma sztucznie stachanowski
wydźwięk, gdy z wiersz wyziera postać zagubiona i rozmyta, na pewno nie
ktoś, kto wyrabia 200% normy.

> A potem Bodies (tak nazywała się montownia
> w Midland - dlatego, nie w służbie - raczej na Sztancy -
> dopiero ruch użycza Wyrobkowi życia, etc.).

"bodies" - ciężkawa sprawa... ;-)
Nie jest to na pewno nazwa konkretnej montowni - szukałam. W internetowych
interpretacjach powiedziane jest tyle, że enigmatyczne i że jakaś
prawdopodobnie montownia. Jeśli chodzi o samo użyte słowo i jego konotacje
"industrialne" - idąc tropem Twej "sztancy" zastanawiałam się, czy nie
chodzi o tłocznię. Jednak raczej nie. Znajomy spec od przemysłu automoto
potwierdza, że nazwa Bodies odsyła raczej do montowni, czyli nie same świeżo
tłoczone gołe karoserie, a raczej nadwozia. Wydaje się, że dla Autora nie
tyle ważne jest, jaki fragment pojazdu produkował pan B., ile to, że mówiąc
"Bodies" - odsyła do fabryki, a jednocześnie do "ciał" jako takich, dając
wierszowi drugie, metafizyczne czy też ontologiczne dno, które pod koniec
autor uwypukla (jak można uwypuklić dno? ;-) )
I znowu - Twoja "sztanca" daje wrażenie radosnej i bezmyślnej pasji, która
zachwyca się i nigdy nie nuży własną siłą, choćby służyła tylko do
przenoszenia kamieni z miejsca na miejsce czy zgniatania metalu. A przecież
Pan B. nie miał w sobie żadnej siły, żadnej pasji. Tłumaczenie "służba" też
mi tu nie pasuje, zresztą Autor nie używa żadnych podobnych określeń - mówi
bardzo ogólnikowo, że "był zatrudniony w montowni, póki go nie przenieśli" -
kto? To jest ważne pytanie, i łączy się z odczytaniem "ciał".

Reszta rozmowy pod Twoim kolejnym postem :-)
Pozdrawiam serdecznie!
Magdalena


szota

unread,
Aug 27, 2002, 4:01:37 PM8/27/02
to

> Co do Wyrobka była już moja mowa krótka, więc wiesz, na czym stoję.
Zgadzam
> się, że dobrym wyjściem jest Pan B. Wilk syty, owca cała. Pan Wyrobek nie
> podoba mi się z tego dodatkowego względu, że ma sztucznie stachanowski
> wydźwięk, gdy z wiersz wyziera postać zagubiona i rozmyta, na pewno nie
> ktoś, kto wyrabia 200% normy.

i tu rację przyznać Ci muszę; Wyrobek - nie. Pan B. - tak.

tak, to jest też to co mnie do Sztancy pociągnęło, a potem zniechęciło :(
Bo to od tłoczni, a i ja natknąłem się na montaż; no i do ciała, słabe
sztancy
odniesienie. A może po prostu Montownia? Przez duże M?

> Reszta rozmowy pod Twoim kolejnym postem :-)
> Pozdrawiam serdecznie!
> Magdalena
>


pozdr
gom


0 new messages