długo siedzieliśmy
zdmuchując pianę na brudną podłogę
tej naszej podupadłej spelunki
wczoraj
nie kłóciliśmy się
wspominaliśmy tylko
uścisnęliśmy sobie dłonie
na pożegnanie
jak dawniej
rozstaliśmy się
w zgodzie
rano
jeszcze z zaschniętym gardłem
i tępym bólem głowy
przeczytałem w gazecie
że ukrzyżowali mu syna
--
Adrian
--
de...@biuro.ertel.com.pl
Jahwe i Człowiek w jadnym żyli domu;
Jahwe na górze, a Człowiek na dole.
Żyli pospołu, nie wadząc nikomu.
Adrian wrote:
Masz cos jeszcze?
Troche tego lezy pod korzuchem kurzu .... ;-)
Niestety nie publikuje. Moze kiedys wlasna strony, ale to chyba odlegla
przyszlosc.
Pisalem tu juz kilkukrotnie. Moze cos znajdziesz.
Jakbys chcial wiecej, to moze (w miare swoich mozliwosci, a jest ich
niewiele) przepisze kilka worda i posle mailem.
pozdrawiam
Adrian
--
de...@biuro.ertel.com.pl
Jahwe i Czlowiek w jadnym zyli domu;
Jahwe na górze, a Czlowiek na dole.
Zyli pospolu, nie wadzac nikomu.
Ten wstęp zupełnie niepotrzebny, nie pasuje.
>długo siedzieliśmy
>zdmuchując pianę na brudną podłogę
>tej naszej podupadłej spelunki
W tak luźną formę piwo można spokojnie wyżej wtrącić.
>wczoraj
I znowu wyraz za dużo.
>nie kłóciliśmy się
>
>wspominaliśmy tylko
>
>uścisnęliśmy sobie dłonie
>na pożegnanie
>jak dawniej
>rozstaliśmy się
>w zgodzie
>
>rano
>jeszcze z zaschniętym gardłem
>i tępym bólem głowy
>przeczytałem w gazecie
>że ukrzyżowali mu syna
>
Cóż, pomysł i końcówka niezłe.
Bierze.
Paweł.
Chyba źle mnie zrozumiałeś.
Nie neguję niczyjej wizji Boga. (choć na marginesie nie podoba mi się zwrot
wizja Boga)
Pisałem o formie wiersza, w kilku miejscach przegadanego.
Dotyczy to też słowa "wczoraj". O przeszłości i bez wczoraj można się było
zorientować.
To tyle.
>
>
Szkoda, że nie pasuje. Bo ja tak lubie z Bogiem chodzić na piwo. I na wódke.
I śpiewać czasem też lubie, kiedy w głowie szumi. Z Bogiem można wiele
rzeczy robić. Ale z takim właśnie ludzkim, z którym można pogadać i walnąć w
zęby, gdy się przecholuje.
Pawle, to nie jest kwestia "pasowania", tylko wizji Boga.
Mój akurat lubi piwo. Cóż, kążdy ma własne gusta.
:-)
>>długo siedzieliśmy
>>zdmuchując pianę na brudną podłogę
>>tej naszej podupadłej spelunki
>
>W tak luźną formę piwo można spokojnie wyżej wtrącić.
>
Można. :-)
>>wczoraj
>
>I znowu wyraz za dużo.
>
Właśnie o to wczoraj chodzi. Przewija się w większości moich utworach.
Staram się go podkreślić w każdej możliwej formie.
Jestem bardzej osadzony w przeszłosci niz w teraźniejszości (nie mowiąc w
przyszłości). To właśnie przeszłość określa mnie i mój mały mikrokosmos.
Dlatego możesz spotkać w przyszłości :-) wiele takich powtórzeń w moich
utworach.
>>nie kłóciliśmy się
>>
>>wspominaliśmy tylko
>>
>>uścisnęliśmy sobie dłonie
>>na pożegnanie
>>jak dawniej
>>rozstaliśmy się
>>w zgodzie
>>
>>rano
>>jeszcze z zaschniętym gardłem
>>i tępym bólem głowy
>>przeczytałem w gazecie
>>że ukrzyżowali mu syna
>>
>Cóż, pomysł i końcówka niezłe.
>Bierze.
>
Dziękuję.
Adrian
--
de...@biuro.ertel.com.pl
Zaintrygowana "dziedzictwem", poszukałam innych Twoich wierszy i -
jestem oczarowana. Obserwacja ludzkich słabości, losu ludzkiego
zwichrowanego, zapętlonego jak na ironię, jest w Twoim wierszu
szlachetnym kamieniem, oszlifowanym znakomitym słowem (ostrym przez
czas, ostrym przez spojenie (no, nie dosłownie! :-) ) człowieczego Boga
z Człowiekiem. Daj Boże (!) każdemu taką możność przemożną, by rozmawiać
potrafił z przyjacielem tak bliskoserdecznym; i wrażliwy był na Jego
cierpienie.
Kasia.K
>>Pawle, to nie jest kwestia "pasowania", tylko wizji Boga.
>>Mój akurat lubi piwo. Cóż, kążdy ma własne gusta.
>
>Chyba źle mnie zrozumiałeś.
>Nie neguję niczyjej wizji Boga. (choć na marginesie nie podoba mi się zwrot
>wizja Boga)
A czy mamy coś innego jak własne wyobrażenie Boga?
Oczywiście, można to nazwać inaczej ...
Pomimo słów pozostanie nam tylko jedno: my i _nasze_ wyobrażenia.
>Pisałem o formie wiersza, w kilku miejscach przegadanego.
>Dotyczy to też słowa "wczoraj". O przeszłości i bez wczoraj można się było
>zorientować.
>To tyle.
A tak staram się niewiele mówić... ;-)
Oto wiersz napisany przez LeeAnn Heringer:
where God sits at the end of the day
hitching a ride up from the river
in the back of a pickup
filled with Mexican fieldhands
and a rusted spare tire,
our heads bowed in the wind
as if in prayer. as if
the dirt on our skin,
on the lip of the communal jug,
is the crust of this bread is his body.
they gossip in spanish
so broken
no Spaniard would claim it
of knives drawn over corner girls
and losses at cockfights.
tired men far
from the hands of their mexican wives
thick with tortilla flour,
white as priest collars
against the cast iron grill.
gambling with each roll
of their broken teeth
that I can't repeat
their confessions.
maybe God is here. sitting
shoulder to sweaty shoulder
with the never-gonna-haves.
just happy to be done
with another day's labor
in the back of the pickup,
speeding towards town.
LeeAnn Heringer - 1995
================
Enjoy,
Wlod(ek)
-----------== Posted via Deja News, The Discussion Network ==----------
http://www.dejanews.com/ Search, Read, Discuss, or Start Your Own