W artykule <k5f05d$g8h$
1...@node2.news.atman.pl>
Aconitum napisał(a):
>
> "Marek Włodarz" <
mar...@nospam.venus.ci.uw.edu.pl> wrote in message
> news:slrn.pl.k7ld...@marekw.home...
>>W artykule <k5ds1g$dit$
1...@node2.news.atman.pl>
>> Aconitum napisał(a):
>>
>>> Chaciałbym tylko zauwayć, że to co umieściłem w cudzysłowie pochodzi z
>>> polskiego opracowania zatwierdzonego przez Ministerstwo Kultury i Sztuki,
>>> a
>>
>> Aha. Czyli jak zatwierdzone przez MKiS, to już święte i nienaruszalne.
>> OK, wolno ci, ale mnie wolno tak nie uważać. Typografia to nie jazda
>> samochodem i nie ma tu zastosowania żaden "Kodeks drogowy"...
>
> Przykre to trochę, że tak dyskredytujesz to co polskie, ale oczywiście masz
> do tego prawo.
Dyskredytuję? I "atakuję, bo polskie"? Może jednak przeczytaj, co
piszesz. I zastanów się.
Wymień mi typografów światowej klasy znad Wisły. Ilu ich będzie?
Dwóch, może pięciu? Jednym z nich jest tak zlekceważony przez ciebie
Andrzej Tomaszewski.
Ile krojów pisma, których używasz wszak codziennie, jest "polskich"?
Jak wiele wybitnych dzieł typografii jest "polskich"?
Niestety, jesteśmy prowincją i to zapadłą. Wiem, niemiło to brzmi, ale
tak to jest. Zatem autorytetów trzeba szukać gdzie indziej.
I jeszcze jedno - nie atakuję tych zaleceń, bo są "polskie" - atakuję
je, bo są głupie i nieestetyczne. I atakowałbym je również, gdyby były
amerykańskie, brytyjskie, kanadyjskie czy chińskie. Bo głupie zasady
trzeba atakować, bez względu na to, kto za nimi stoi.
>> Na szybko, wśród tych ośmiu czy dziesięciu, które leżą pod ręką, bo je
>> ostatnio czytałem, znalazłem dwie:
>>
>> Karel Capek, "Listy z podróży", Wydawnictwo W.A.B, 2011
>> Paul Theroux, "Wielki bazar kolejowy", Wydawnictwo Czarne, 2010
>
> Ty znalazłeś dwie, ja jedną. Coś mało, jeśli ma to być normą.
Uczepiłeś się tej "normy" - już ci pisałem, normy nie określa
większość. Bo jeśli tak, to nie powinniśmy używać żadnych krojów poza
Timesem. Wszak większość książek złożona jest właśnie nim... Przy
okazji - Times nie jest polski. Drugi na liście najczęściej używanych,
czyli Garamond, też nie. Caslon także. I Bookman. O Helvetice i jej
klonie Arialu nawet wspominać nie będę...
_Norma_ ma zapewniać czytelność i jednoznaczność. Może z tym chcesz
polemizować? No więc, zmniejszanie wielkości odsyłacza w i tak już
zmniejszonym akapicie przypisu czytelności _nie_ poprawia.
>> Tym niemniej, nawet jeśli faktycznie znacznie częściej używana jest
>> frakcja górna, co niby miałoby z tego wynikać? Że skoro większość tak
>> postępuje, to inaczej nie wolno?
>
> Nie mówię, że nie wolno, ale że nie jest to normą. Tak samo jak nie jest
Jeszcze raz - kto ustanowił tę normę i - przede wszystkim - jaka niby
"święta zasada" za nią stoi? Owszem, norma taka powstała, jakieś 100
lat temu, i wcale nie w Polsce, pierwsze "normatywne" wydawnictwo,
które tak nakazuje, to - o ile się nie mylę - "Chicago Book of Style".
Choć nie wykluczam, że ten pomysł jest starszy. I być może wynika z
ograniczeń składu metalowego - albo odwrotnie, z możliwości, jakie dał
linotyp. Nie wiem. Zapewne stał za tym jakiś idiotyczny techniczny
wymóg, który teraz "normaliści" powtarzają jak mantrę, nie rozumiejąc
jego podstaw.
W posiadanym przeze mnie podręczniku matematyki z lat 20 (dokładnej
daty nie znam, nie podano w stopce) odnośniki w samych przypisach są
składane zwykłą czcionką, a w tekście w górnej frakcji i do tego w
nawiasach - zapewne po to, by nie myliły się z licznymi w takiej pracy
wykładnikami... Zatem wtedy ta "norma" jeszcze nie była powszechna ani
obowiązująca, przynajmniej nie u Gebethnera i Wolfa.
Ale z faktu, że ktoś coś "znormalizował", nie wynika, że mamy to
bezmyślnie stosować. Jeśli dojdę do wniosku, że tak, jak każe norma,
jest źle, to do diabła z normą, wolę zrobić lepiej. W tym wypadku -
czytelniej.
> błędem stosowanie frakcji górnej.
Nie twierdzę, że to "błąd". Twierdzę, że tak jest mniej czytelnie.
> Choć z drugiej strony widziałem większe udziwnienia.
Stosowanie podwójnego wyróżnienia - nie dość, że liczba na początku
akapitu, to jeszcze zmniejszona i podniesiona - jest IMHO znacznie
większym "udziwnieniem".
> Sam twierdzisz, że typografia ma być niewidoczna. Człowiek
> przyzwyczajony do stosowania frakcji górnej na pewno zauważy, że numeracja
> przypisów jest inna i kto wie, czy nie będzie go to rozpraszało.
Nie zauważy. Statystyczny człowiek nawet nie wie, co to jest "frakcja
górna". Zauważy natomiast, że numery przypisów na dole strony są
wyraźniejsze i czytelniejsze.
A ściślej - też tego nie zauważy. Po prostu będzie płynniej czytał.
Czyli osiągniemy "cel" - typografia niewidoczna.
Zauważy natomiast, że źle mu się odcyfrowuje numery przypisów, gdy są
zbyt małe...
Bo to jest zła typografia i to widać. Dobrej, jak już napisałem
wcześniej - nie. Cóż, taki już los w tym zawodzie - jak zrobisz coś
dobrze, nikt cię nie pochwali, bo nikt tego nie zauważy, poza kilkoma
kolegami z branży. Jak schrzanisz, każdy przypadkowy człowiek powie,
że "kiepsko złożone, źle się czyta"...
> Obiecuję,
> że zrobię eksperyment i w następnej naukowej książce, którą będę łamał,
> zastosuję normalną numerację. Jestem pewien, że naczelny mnie z tym pogoni,
> szczególnie jeśli trafią się czterocyfrowe przypisy.
Za czterocyfrowe (trzycyfrowe też) przypisy to redaktorzy powinni się
do końca świata i jeden dzień dłużej smażyć się w ogniu piekielnym...
Już dwucyfrowe niszczą szarość kolumny. No, ale czasem faktycznie nie
da się inaczej...
>> Większość książek składanych jest fatalnie - sam to napisałeś
>> (i w pełni się z tym zgadzam, niestety tak właśnie jest). Ponadto
>> jestem zdania (i mogę je obronić), że nie jest to problem ostatnich
>> lat, ale generalnie - w historii - znakomita większość książek była
>> robiona źle. W dowolnym języku, w dowolnym wydawnictwie. Co zresztą
>> doskonale pasuje do ogólnego spostrzeżenia, że "90% wszystkiego nie
>> nadaje się do niczego" (są tacy, którzy twierdzą, że 99%).
>>
>> Ale zgodnie z Twoją argumentacją, właśnie tak powinno się je robić,
>> bo taka jest większość. No i oczywiście jakiekolwiek modyfikacje
>> poprawiające cokolwiek powinny być karane stosem.
>
> Nie chodzi o karanie, ani powielanie błędów. Chodzi o to że nie można
> bezkrytycznie czy wręcz bezmyślnie, przenosić na polski grunt zagranicznych
> norm dotyczących składu. Często wygląda to śmiesznie jesli nie głupio, a
> niektóre zagraniczne zalecenia mogą być niezgodne z polskimi zasadami
> pisowni.
No więc, popełniasz - jak widzę - co najmniej dwa błędy.
1. Nie propaguję "bezkrytycznego przenoszenia zagranicznych norm",
wręcz z tym wojuję...
Proponowana przeze mnie zasada nie jest żadną _normą_. Jest sugestią
wyrażoną przez kilku wybitnych typografów, nie tylko zagranicznych
zresztą. Którzy właśnie walczą z normami - głupimi, ale mocno
osadzonymi historycznie. I nie zdziwiłbym się, gdyby Bringhurst
podobne polemiki prowadził ze swoimi oponentami, którzy powołując się
na "normę" zarzucali mu, że niszczy tradycję typografii... :>
I nie oznacza to, że jeśli zgadzam się z tym zaleceniem, to również
z każdym innym (patrz niżej). Bo moim zdaniem, czytając opinię
kogokolwiek - jakim by nie był autorytetem - należy do treści
podchodzić krytycznie i sprawdzać, czy na pewno autor ma rację i czy
jego "racja" ma zastosowanie dla mnie. Tym właśnie się różnimy - ty
bezkrytycznie podchodzisz do wypowiedzi "normatywnych" dzieł. Ja nie.
Żadnego "danego" przepisu nie uznaję za bezwględny, jeśli nie usłyszę
uzasadnienia. A i wtedy analizuję to uzasadnienie i zastanawiam się,
czy na pewno jest wystarczające. I owszem, wiele reguł ("norm")
polskiego składu ma solidną podbudowę i oczywiście do nich się
stosuję. Ale równie wiele jest kompletnie od czapy. Może dlatego, że
ich autorami nie byli typografowie, ale technicy? Ostatecznie, chyba
najbardziej "podstawowa" publikacja na temat zasad polskiego składu,
na który powołują się niemal wszyscy inni autorzy, nosi tytuł
"Instrukcja technologiczna: Skład ręczny i maszynowy"... :-P
2. Co do zagranicznych zaleceń - zapewne nie miałeś okazji zapoznać
się z tłumaczoną przeze mnie (owszem) książką "InDesign i tekst"
Nigela Frencha (Amerykanina, a jakże). Gdybyś ją przeczytał, to
wiedziałbyś, że dodałem do niej około setki przypisów "od tłumacza",
w których wyjaśniam, dlaczego podane przez autora zasady nie powinny
być stosowane w składzie w języku polskim - i jak brzmi polska reguła
dla takiego przypadku. Owszem, jako tłumacz nie mam prawa wprost
ingerować w tekst - skoro autor podaje taką regułę, moim psim
obowiązkiem jest tak samo to przekazać. Ale mam prawo do komentarza,
właśnie poprzez przypis - i z tego prawa skorzystałem.
Więc akurat ten zarzut w stosunku do mnie jest całkowicie
nieuzasadniony.