> Właśnie moją znajomą postraszył Noble.
To postraszył czy kazał szybko urealnić zabezpieczenia?
Kto bierze kredyt w walucie na takiej górce kursowej? Sama sobie winna i
tyle. Powinna szybciutko szukać jakiejś konsolidacji, bo popłynie. Ale
łatwo z tym to jej chyba nie będzie, współczuję
T.
> Kredyt hipo wzięty latem, u szczytu kursów złotego.
>
> Noble zażadał niezłocznego spełnienia jednego z trzech warunków:
>
> * przedłozenia dodatkowego zabezpieczenia;
>
> lub
>
> ** natychmiastowej częściowej spłaty kredytu (bagatela 500 tys. zł, bo o
> tyle urósł kredyt w wyniku osłabienia złotego);
>
> lub
"Szlachetny Bank"... :/
Albo co zrobi? Jak klient płaci raty to czego jeszcze chcą?
> "Szlachetny Bank"... :/
"nobbiles obliże" ;•)
T.
--
Regards,
Maverick
To chyba nie przystoi bankowi z zasadami, istniejącemu od pokoleń.
Tylko nie wiem, dlaczego jacyś złośliwi ludzie sieją plotki w
internecie, że NB powstał w 2006r.?
;)
--
Liwiusz
> To postraszył czy kazał szybko urealnić zabezpieczenia?
> Kto bierze kredyt w walucie na takiej górce kursowej? Sama sobie winna i
> tyle.
Moze inaczej: To chyba bank ma specjalistow i bank a nie kredytobiorca
ktory nie musi sie znac na 'gorkach', powinien to przewidziec podczas
dawania kredytu prawda? A nie poszli na latwizne wtedy, a teraz probuja
ratowac swoja dupe wyslugujac sie innymi.
Czy w ogole maja prawo robic takie rzeczy? Umowa przeciez byla podpisana i
kredytobiorca sie z niej wywiazuje
--
marcin
george
> Moze inaczej: To chyba bank ma specjalistow i bank a nie kredytobiorca
> ktory nie musi sie znac na 'gorkach', powinien to przewidziec podczas
> dawania kredytu prawda? A nie poszli na latwizne wtedy, a teraz probuja
A skąd ten wniosek? Bank chce zarobić i wie jak. Caveat emptor.
> Czy w ogole maja prawo robic takie rzeczy? Umowa przeciez byla podpisana i
> kredytobiorca sie z niej wywiazuje
Mają nawet obowiązek - zabezpieczenie kredytu musi pokrywać kwotę
zobowiązań przez cały czas trwania umowy. Bank złamałby prawo, gdyby
przymknął oko na to, że np. kredyt w wysokości 100 tys. jest zabezpieczony
na 80 tys. Zresztą - dokładnie taki był mechanizm problemów z subprime'ami,
prawda? Spadek wartości nieruchomości zmusił banki do pogorszenia warunków
kredytów z powodu niedostatecznego zabezpieczenia, a tych powdwyższonych
rat kredytobiorcy już nie byi w stanie udźwignąć. Drugi mechanizm do
dawanie kredytów na domy ludziom bez dochodów, tylko a'conto domniemanego
wzrostu wartości nieruchomości. U nas ten drugi mechanizm nie występował,
za to ma miejsce ryzyko kursowe - spadająca złotówka zmniejsza realną
wartość zabezpieczenia jeśli kredyt był brany w walucie obcej
T.
> Albo co zrobi? Jak klient płaci raty to czego jeszcze chcą?
Chcą żeby wartość zabezpieczenia byłą zgodna z sumą kredytu, nic więcej
(mam nadzieję). To nie tylko kwestia pytania "a z czego się zaspokoimy,
jeśli klient przestanie płacić?", ale i zobowiązanie ustawowe - bankom nie
wolno udzielać kredytów bez zabezpieczeń
T.
A co byś napisał jeżeli bank w którym miałbyś całkiem pokaźną lokatę
poinformował że jest mu słabo bo ma problemy z udzielonymi KH w walutach obcych
?
Zapewne byś tak samo zapytał z oburzeniem czemu nie na czas nie podjął kroków
takich jak te o których piszesz teraz.
Działania Noble Banku są jak najbardziej zrozumiałe i należy je pochwalić.
Twoja znajoma ma szansę zapłacić podatek od głupoty bo chyba do brania kredytu w
walucie nikt jej nie zmuszał ?
TomekD
> Mają nawet obowiązek - zabezpieczenie kredytu musi pokrywać kwotę
> zobowiązań przez cały czas trwania umowy. Bank złamałby prawo, gdyby
> przymknął oko na to, że np. kredyt w wysokości 100 tys. jest zabezpieczony
> na 80 tys. Zresztą - dokładnie taki był mechanizm problemów z subprime'ami,
> prawda? Spadek wartości nieruchomości zmusił banki do pogorszenia warunków
> kredytów z powodu niedostatecznego zabezpieczenia, a tych powdwyższonych
> rat kredytobiorcy już nie byi w stanie udźwignąć.
He? I zadanie splaty 1/2 miliona ma zabezpieczyc przed sytuacja
subprime? W przypadku odmowy kredytobiorcy / niemoznosci doplaty,
Noble zostaje z nieruchomoscia, ktora jest teraz warta 1/2 miliona
mniej - jak to sami ocenili.
zch
> Działania Noble Banku są jak najbardziej zrozumiałe i należy je pochwalić.
A ja skłaniam się ku opinii, że czas na właściwą ocenę ryzyka był podczas udzielania kredytów. Jeśli bank nie wziął pod uwagę możliwości spadku wartości nieruchomości, to sam powinien ponosić za to odpowiedzialność, a nie obarczać nią kredytobiorcę. Kredyt jest zabezpieczony hipoteką, ubezpieczeniem majątkowym i ubezpieczeniem na życie, często ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego, ubezpieczeniem od utraty pracy itd. Kto bronił bankom żądać przy kredytach walutowych ubezpieczenia na wypadek utraty wartości nieruchomości związanej z różnicami kursowymi? Nikt, naprawdę nikt. Tylko oczywiście gdyby tego żądały, to mało kto decydowałby się wówczas na kredyt, prawda? Banki nie byłyby w stanie wyrobić swojej "normy", więc siłą rzeczy wolały odstąpić od żądania ubezpieczenia, które w razie czego zawsze można dowalić kredytobiorcy, bo głupi i naiwny.
Dlatego jeśli taka właśnie była strategia banków, to niechże się teraz całują w czubek nosa i pozwolą kredytobiorcy, który uczciwie i terminowo spłaca (coraz wyższe) raty realizować swoją część umowy, a problem spadku wartości nieruchomości niech wezmą na swoją klatę.
Ciekawe, czy w momencie zmiany trendu, banki zaczną gremialnie oddawać kasę? :> Jakoś śmiem wątpić.
> Twoja znajoma ma szansę zapłacić podatek od głupoty bo chyba do brania kredytu w
> walucie nikt jej nie zmuszał ?
Jak wyżej. A dlaczego podatku od głupoty nie miałyby płacić właśnie banki?
> He? I zadanie splaty 1/2 miliona ma zabezpieczyc przed sytuacja
> subprime? W przypadku odmowy kredytobiorcy / niemoznosci doplaty,
> Noble zostaje z nieruchomoscia, ktora jest teraz warta 1/2 miliona
> mniej - jak to sami ocenili.
Gdybyś stosował polskie znaki, byłoby łatwiej zrozumieć twoją wypowiedź.
Formalnie Noble "jest na prawie". Jednak zgadzam się, że tego typu zagrania
nie napędzą mu klientów, a do tego dołożą problemów z wierzytelnościami.
To, że bank ma prawo, a nawet obowiązek zażądać wyrównania zabezpieczeń nie
oznacza jeszcze, że koniecznie powinien to robić, we własnym interesie. W
każdym razie - gdybym miał nieszczęcie być kredytobiorcą w Noble, jutro
zacząłbym szukać możliwości skonsolidowania zadałużenia przez inny bank
T.
> Bo sytuacja jest szczególna i przychylam się do zdania, że terminowe spłacanie rat powinno być chwilowo - byc może nawet ustawowym - warunkiem "nie dotykania" klienta.
> Inaczej cały system się przewróci właśnie tak, jak na Zachodzie.
>
> Oczywiście jesli złotówka by się wzmocniła do 1$/1CHF to banki by gremialnie domagały się obniżenia kwot zabezpieczeń wpisanych do KW, prawda??
Nie - bo w KW wpisane są kwoty w walucie :)
Bank jednak musi oceniać wartość rynkową zabezpieczenia względem kredytu -
a ta spada, niestety
T.
> W każdym razie - gdybym miał nieszczęcie być kredytobiorcą w Noble, jutro
> zacząłbym szukać możliwości skonsolidowania zadłużenia przez inny bank
Tyle że w przypadku kredytu w CHF będzie to bolesne finansowo.
Nieruchomości obciążone kredytami w CHF z wysokim LTV praktycznie utraciły
całkowicie swoja "płynność" jako zabezpieczenie (kredytobiorca nie ma prawie
żadnych możliwości manewru jeśli nie chce angażować w to dodatkowych
środków).
marekz
__________ Information from ESET NOD32 Antivirus, version of virus signature database 3868 (20090219) __________
The message was checked by ESET NOD32 Antivirus.
> Gdybyś stosował polskie znaki, byłoby łatwiej zrozumieć twoją wypowiedź.
Moge tylko przeprosic za utrudnienia. Umowmy sie na kompromis: w
przyszlosci bede tu pisal bez znakow diakrytycznych, ale za to nadal
po polsku.
> Formalnie Noble "jest na prawie". Jednak zgadzam się, że tego typu zagrania
> nie napędzą mu klientów, a do tego dołożą problemów z wierzytelnościami.
Zastanawiam sie nad tym zwiekszaniem zabezpieczenia. Bo jezeli w danym
przypadku klient odmowi doplaty, co zrobi bank?
> To, że bank ma prawo, a nawet obowiązek zażądać wyrównania zabezpieczeń
Ale tak to mozna by zadac (tam jest kropka nad 'z' oraz ogon pod
'a' :) ) wyrownan przy kazdym wahnieciu rynku. Albo i co miesiac.
A ja skłaniam się ku opinii, że czas na właściwą ocenę ryzyka był podczas
udzielania kredytów. Jeśli bank nie wziął pod uwagę możliwości spadku wartości
nieruchomości, to sam powinien ponosić za to odpowiedzialność, a nie obarczać
nią kredytobiorcę.
[...]
Jak wyżej. A dlaczego podatku od głupoty nie miałyby płacić właśnie banki?
Nie odwracajmy sytuacji.
To biorący kredyt szuka banku, decyduje o walucie kredytu i akceptuje lub nie
warunki umowy.
Bank jak widać zabezpieczył się wystarczająco w zapisach umowy - może więc
zgodnie z nią żądać dodatkowych zabezpieczeń i to czyni.
Jeżeli ktoś nie zdaje sobie sprawy z istnienia ryzyka kursowego (lub o nim nawet
nie słyszał) i kieruje się tylko tym że szwagier tak świetnie wyszedł na tym
kredycie w CHF który wziął 2 lata temu to trudno nazwać to inaczej jak głupotą.
TomekD
> Bank jak widać zabezpieczył się wystarczająco w zapisach umowy - może więc
> zgodnie z nią żądać dodatkowych zabezpieczeń i to czyni.
Jak widać nie zabezpieczył się wystarczająco, skoro teraz żąda dodatkowych zabezpieczeń.
> Jeżeli ktoś nie zdaje sobie sprawy z istnienia ryzyka kursowego (lub o nim nawet
> nie słyszał)
A bank sobie nie zdaje?
Powiedz uczciwie - czy bankowi uchodzi zakładać, że nieruchomość nigdy nie straci na wartości, a klientowi nie uchodzi nie wiedzieć, czym jest ryzyko kursowe? Jeden i drugi ryzykuje. Tyle, że potem płaci tylko jeden. Oczywiście słabszy. I tylko o to mi w tym chodzi.
> Moge tylko przeprosic za utrudnienia. Umowmy sie na kompromis: w
> przyszlosci bede tu pisal bez znakow diakrytycznych, ale za to nadal
> po polsku.
Czyli jeśli się nie zgodzę, to zaczniesz pisać po chińsku? :)
> Zastanawiam sie nad tym zwiekszaniem zabezpieczenia. Bo jezeli w danym
> przypadku klient odmowi doplaty, co zrobi bank?
Wypowie umowę i postawi kredyt w stan wymagalności.
> Ale tak to mozna by zadac (tam jest kropka nad 'z' oraz ogon pod
> 'a' :) ) wyrownan przy kazdym wahnieciu rynku. Albo i co miesiac.
Nie każde wahnięcie powoduje powstanie dysproporcji między należnością a
zabezpieczeniem - w końcu kredyt jest już jakiś czas spłacany, a należność
liczy się OIMW z dyskontem odsetek - więc zawsze jest jakiś bufor. Gorzej,
jeśli zarazem nieruchomość i walutę wyceniano na szczycie trendu...
T.
> Jak wyżej. A dlaczego podatku od głupoty nie miałyby płacić właśnie banki?
Bo stracą depozytariuszy lokat, to proste, prawda?
> Jeżeli ktoś nie zdaje sobie sprawy z istnienia ryzyka kursowego (lub o nim nawet
> nie słyszał) i kieruje się tylko tym że szwagier tak świetnie wyszedł na tym
> kredycie w CHF który wziął 2 lata temu to trudno nazwać to inaczej jak głupotą.
Faktem jest, Byc może jednak państwo powinno czynić więcej dla
zabezpieczenia słabszej strony transakcji i np. zorganizować łatwo dostępne
biura poradnictwa kredytowego dla kredytobiorców - wówczas juz nikt nie
mógłby się tłumaczyć pomrocznością jasną
T.
> Powiedz uczciwie - czy bankowi uchodzi zakładać, że nieruchomość nigdy nie straci na wartości, a klientowi nie uchodzi nie wiedzieć, czym jest ryzyko kursowe? Jeden i drugi ryzykuje. Tyle, że potem płaci tylko jeden. Oczywiście słabszy. I tylko o to mi w tym chodzi.
No, nie całkiem - jak złoty zwyżkuje, to zarabia klient
T.
> Moge tylko przeprosic za utrudnienia. Umowmy sie na kompromis: w
> przyszlosci bede tu pisal bez znakow diakrytycznych, ale za to nadal
> po polsku.
Tomaszu!/bradley'u.st! :)
W twoim przypadku problem nie istnieje. W przeciwieństwie do wielu
użytkowników usenetu czy wszelakiej maści for dyskusyjnych zmorą jest
pisanie z polskimi znakami, ale bez jakiejkolwiek składni i sensu. Tak więc
co nam po polskich znakach (IMO są one w polskim internecie bardzo
potrzebne - trzeba przecież dbać o kulturę naszego języka he he) jeżeli z
nimi czy bez nich pewne osoby i tak nie potrafią przenieść swoich
myśli/poglądów/spostrzeżen itp. na ekran komputera czy innego gadżetu za
pomocą którego wysyłają wiadomości do sieci.
>Kto nastepny??
Gości, którzy najpiew dają kredyty ludziom, a potem żądają od tych
samych ludzi wpłaty xxx tyś PLNów natychmiast, sam nie wiem co się z
nimi powinno.
Przecież to jest kompletna bzdura. Bank najpierw daje kredyt na 100%
delikwentowi, kiedy wiadomo, że taki klient jest zupełnie goły, a
potem ten sam bank żąda od takiego delikwenta natychmiastowej wpłaty
xxx tyś PLNów. Gdyby tak się zachował jakiś człowiek na ulicy
nazwalibyśmy go czubkiem. Jak bank tak robi, to jest to norma.
Banki dokładnie wiedziały, co robią. Dokładnie znały ryzyko. Problem
jest taki, że doskonale również wiedziały, że 100% ryzyka jest po
stronie klienta.
--
z/svc
Użytkownik "z/svc" <z/svc@> napisał w wiadomości
news:etjrp4dh8hrvvp08t...@4ax.com...
Dokładnie tak jest.
Pierdolić to wszystko!
Nic nie robię!
--
Jan Werbiński O0oo....._[:]) bul, bul, bul
Prywatna http://www.janwer.com/
Nasza siec http://www.fredry.net/
> A nie wydaje Wam się ,ze zostało to wszystko dokładnie przez lata
> zaplanowane przez miedzynarodową finanseje .Cały ten kryzys.
> Poprzez ten kryzys planują albo wprowadzenie nowego systemu zniewolenia
> człowieka
> lub totalny chaos zwiazany z hipeinflacja i wręcz wpowadzeniem na
> przelomie 2009/2010 stanu wyjątkowego...
> Bartek
Alex Jones i jego produkcja EndGame. Jedni powiedzą, że to bajki, teorie
spiskowe ale kiedy teraz wracam do tego filmu odnoszę wrażenie, że oglądam
wiadomości w TV.
Ze swojej strony polecam, a opinie na temat tego filmu pozostawiam w gestii
każdego, który go oglądał.
Pozdrawiam.
OK, ale w sytuacji najgorszej, bank moze "stracic" te 500k zl.
Bo zakladam, ze znajoma kupila dom za powiedzmy 2,000,000 zl i wziela
na to 1,000,000 kudosow kredytu, kiedy kudo chodzilo po 2 zeta. Teraz
kudo chodzi po 2.5 zeta, dlug znajomej to (w przeliczeniu) 2,500,000
zeta zabezpieczone 2,000,000 domem.
W sytuacji krytycznej, bank wypowiada umowe, sprzedaje dom za
2,000,000 zl i jest 500,000 zl (a dokladniej: 200,000 kudosow po 2.5
zl) do tylu.
Gdzie w tym bezpieczenstwo i interes dla banku, ktory ma terminowo
splacajaca raty klientke?
Stawiam na BRE (Multi i Mbank)
--
pozdrawiam,
Erazmus
a co z bankami, które dawały kredyty na 100% w CHF, dajmy na to w lipcu
czy w sierpniu 2008, kiedy chf był po 2PLN, a mieszkania nabąblowane
cenowo do granic wytrzymałości i dodatkowo zapisywały w umowach, że:
1. biorą prowizję za ryzyko kredytowania większej niż max wartość LTV;
2. pobierają składki tytułem ubezpieczenia ryzyka kredytowania większej
niż max LTV?
te też żadają dobudowania kilku pokoi lub piętra do mieszkania?
> W sytuacji krytycznej, bank wypowiada umowe, sprzedaje dom za
> 2,000,000 zl i jest 500,000 zl (a dokladniej: 200,000 kudosow po 2.5
> zl) do tylu.
Do tyłu? Obawiam się, że te brakujące 500 000 zł musi spłacić kredytobiorca.
> No, nie całkiem - jak złoty zwyżkuje, to zarabia klient
Ale bank nijak na tym nie traci.
> Do tyłu? Obawiam się, że te brakujące 500 000 zł musi spłacić kredytobiorca.
... ktory tych 500,000 zl nie ma, co zakomunikowal bankowi odmawiajac
doplaty.
> Do tyłu? Obawiam się, że te brakujące 500 000 zł musi spłacić
> kredytobiorca.
> ... ktory tych 500,000 zl nie ma, co zakomunikowal bankowi
> odmawiajac
> doplaty.
No wiem, ale to już bank nie obchodzi :(
Dla mnie to też debilizm.
> No wiem, ale to już bank nie obchodzi :(
> Dla mnie to też debilizm.
:)
I to absolutnie nie ma sensu z punktu widzenia banku! Maja klientke
splacajaca raty. Akcjonariuszy interesuje dywidenda. Rozwiazanie
silowe spowoduje strate. Po co to straszenie?
zeby akcjonariusze mieli wiecej, jak znajoma wykupi opcję 3 ( dodatkowe
ubezpieczenie od "czegoś tam" ) ?
Tak. Ja też jestem dumnym posiadaczem (?) kredytu hipotecznego w
tym "elitarnym" banku :(
Warunki podobne: kredyt na 100% wartości nieruchomości w CHF. Kilka dni temu
dostałem e-mail od banku, że moje mieszkanie przestało im wystarczać jako
zabezpieczenie i proszą o kontakt.
Nie dostałem jeszcze do wyboru opcji (bo jeszcze się nie skontaktowałem...),
ale dzięki lekturze grupy wiem przynajmniej czego się spodziewać.
Oczywiście nie mam pieniędzy na nadpłacenie kredytu ani innych nieruchomości
na dodatkową hipotekę. Raty spłacam bez żadnych opó
Mam nadzieję (choć strasznie mnie to wk...ia), że skończy się na wykupieniu
jakiegoś dziadowskiego ubezpieczenia (swoją drogą czyżby Getin Holding miał
jakieś słabo prosperujące towarzystwo ubezpieczeniowe?).
Wydaje mi się, że chodzi o szybki zarobek bo od 9 marca zmieniają się
(nareszcie...) stawki libor3m dla kredytobiorców (na dzień dzisiejszy libor3m
w NB dla CHF wynosi 2,56%).
Jednym słowem jestem w ciemnej dupie, ale postaram się z niej nadawać relacje
na bieżąco.
pozdrawiam
scholastyk
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Jednym słowem jestem w ciemnej dupie, ale postaram się z niej nadawać
> relacje na bieżąco.
Mów koniecznie na bieżąco co i jak.
Ja jestem w podobnej sytuacji i mam kredyt w Polbanku, nie wiem jak to u
nich wygląda..
--
Pozdrawiam
Funaki
> Mam nadzieję (choć strasznie mnie to wk...ia), że skończy się na
> wykupieniu jakiegoś dziadowskiego ubezpieczenia (swoją drogą czyżby
> Getin Holding miał jakieś słabo prosperujące towarzystwo
> ubezpieczeniowe?).
TU Europa SA, ale nie wiem czy u nich to ubezpieczają ;-)
--
pozdrawiam serdecznie, Olgierd
Lege Artis http://olgierd.bblog.pl
Dlaczego mamy nie odwracać sytuacji - jak klient nie ma problemu, ale
robi go trochę na siłę bank, to twierdzisz, że wszystko było w umowie i
klient sam sobie winny. Ciekaw jestem co powiesz, jak banki w Polsce
zwrócą się o dofinansowanie od Państwa. Przecież na to nie ma żadnej
umowy. Banki już żądają zmiany warunków gry i obniżenia stopy rezerwy
obowiązkowej i domagają się od NBP zwiększenia płynności systemu (vide
wcześniejszy wykup obligacji i bonów skarbowych), po czy pieniądze te
lokują z powrotem w NBP.
Czy żądania banków jesteś w stanie zrozumieć?
Pozdrawiam,
Filip
> "TomekD" <td1po...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:gnk163
>
>> Działania Noble Banku są jak najbardziej zrozumiałe i należy je
>> pochwalić.
>
> A ja skłaniam się ku opinii, że czas na właściwą ocenę ryzyka był podczas
> udzielania kredytów. Jeśli bank nie wziął pod uwagę możliwości spadku
> wartości nieruchomości, to sam powinien ponosić za to odpowiedzialność, a
> nie obarczać nią kredytobiorcę.
Opinia fajna, tylko pewnie umowa ma na ten temat co innego do powiedzenia
...
[...]
> spłaca (coraz wyższe) raty realizować swoją część umowy, a problem spadku
> wartości nieruchomości niech wezmą na swoją klatę. Ciekawe, czy w momencie
> zmiany trendu, banki zaczną gremialnie oddawać kasę? :> Jakoś śmiem
> wątpić.
Dlaczego oddawać kasę - przecież nikt jej teraz nie zabiera.
Chcą dodatkowego zabezpieczenia - powiedzmy że dopiszesz hipotekę na innej
nieruchomości. W momencie kiedy się trendy odwrócą - na pewno będziesz mógł
to zabezpieczenie zdjąć.
p. m.
A powinien?
T.
> ChcÄ… dodatkowego zabezpieczenia - powiedzmy ĹĽe dopiszesz hipotekÄ™
> na innej
> nieruchomości. W momencie kiedy się trendy odwrócą - na pewno
> będziesz mógł
> to zabezpieczenie zdjąć.
Chodzi mi o to, że gdyby dajmy na to warto¶ć zastawionej obecnie
nieruchomo¶ci wzrosła dwukrotnie ponad kwotę kredytu, to czy bank
zgodziłby się na zdjęcie hipoteki z czę¶ci nieruchomo¶ci? W±tpię i to
bardzo.
[to Ty czy ja tak "krzaczę"?]
A skąd ten wniosek?
Chodzi mi tylko, że proces "klient zarabia" jest dla banku
ambiwalentny, więc nie ma sensu przytaczać takich przykładów.
>
> U?ytkownik "mvoicem" <mvo...@gmail.com> napisa? w wiadomo?ci
> news:gnlvc1$82v$3...@news.onet.pl...
>
>> Chcą dodatkowego zabezpieczenia - powiedzmy że dopiszesz hipotekę
>> na innej
>> nieruchomości. W momencie kiedy się trendy odwrócą - na pewno
>> będziesz mógł
>> to zabezpieczenie zdjąć.
>
> Chodzi mi o to, ?e gdyby dajmy na to warto?? zastawionej obecnie
> nieruchomo?ci wzros?a dwukrotnie ponad kwot? kredytu, to czy bank
> zgodzi?by si? na zdj?cie hipoteki z cz??ci nieruchomo?ci? W?tpi? i to
> bardzo.
Chyba nie da się założyć hipoteki na części nieruchomości ... ewentualnie
zmienić jej wysokość ...
Kwestia umowy :).
>
> [to Ty czy ja tak "krzacz?"?]
Teraz to obaj, ale przyczyną byłem chyba ja. sorry, już się (mam nadzieję)
poprawiłem.
p. m.
Pretensje do banków, że żerują na ludzkim lenistwie i naiwności są jakieś
takie socrealistyczne, zwłaszcza jeśli nie chodzi o mętne sztuczki i
kruczki albo względnie mało prawdopodobne ryzyko, ale dość oczywistą
konstatację, że już biorąc kredyt walutowy na 110% inwestycji i 100%
zdolności kredytowej wystawiamy się na olbrzymie ryzyko przy nawet drobnych
problemach z płynnością finansową (choroba, niespodziewane wydatki,
problemy z dochodami) nie wspominając o olbrzymim ryzyku kursowym (złotówka
na górce) i związanym z wartością zabezpieczenia (wyśrubowane ceny na rynku
nieruchomości).
Ja nie sprzyjam tutaj bankom, bo to zazwyczaj dość ponure instytucje,
napędzane chciwością i pozbawione skrupułów, ale podobno "każdy o tym wie",
więc skąd te pretensje? Każdy wie, że bezpłatna opieka zdrowotna to mit,
bezpłatna edukacja to utopia, równość wobec prawa to bajka dla dzieci -
więc skąd przeświadczenie, że bank powinien zakładać niepełnosprawność
umysłową dojrzałego człowieka, który znakomicie radzi sobie w
społeczeństwie, czego dowodem jest wysoka zdolność kredytowa i stabilne
zatrudnienie? I niby co taki bank miałby zrobić?
Te banki, które nie poszły z owczym pędem kredytów na 110% inwestycji i
100% zdolności kredytowej, traciły w dobie prosperity, bo były postrzegane
wręcz jako hamulcowi rozwoju społecznego - bo kto to słyszał, żeby np.
odmówić kredytu 300 tys. na 20 lat rodzinie dysponującej przychodem 6000
miesięcznie, kiedy w Warszawie nędzna kawalerka tyle kosztuje, a my przecie
przemy do Europy i w ogóle. No to teraz Los powiedział "sprawdzam" i
płyniemy.
Tak BTW, żeby nie było, my z żoną też mamy wysoki kredyt hipoteczny, który
na szczęście zdążyłem przewalutować drogą konsolidacji w odpowiednim
momencie, a nawet nieco za wcześnie, biorąc pod uwagę zmiany kursu. I też
ponosimy ryzyko wahań cen nieruchomości - ale dysponujemy jakimiś
mozliwościami dodatkowego zabezpieczenia (lokal użytkowy z wolną hipoteką,
mieszkanie rodziców), a ponadto nasza nieruchomość nie była wyceniana na
wariackich papierach i raczej nie straci szybko na wartości.
Ponadto zaś mamy zabezpieczenie na wypadek śmierci - w postaci ubezpieczeń
o sumie przewyższającej wartość zobowiązań kredytowych. To oczywiście
kosztuje, dlatego nasz dom wciąż jeszcze nie jest na 100% wykończony, bo
nie chcieliśmy przekraczać pewnego pułapu, który uznaliśmy za nadmiernie
ryzykowny. Ale przynajmniej śpimy nieco spokojniej niż inni kredytobiorcy -
choć ryzyko zostanie wyeliminowane tak naprawdę dopiero po spłaceniu całego
kredytu :)
T.
> Chodzi mi o to, że gdyby dajmy na to wartość zastawionej obecnie
> nieruchomości wzrosła dwukrotnie ponad kwotę kredytu, to czy bank
> zgodziłby się na zdjęcie hipoteki z części nieruchomości? Wątpię i to
> bardzo.
Nie rozumiesz zasad obciążania hipoteki, ot co. Jest ona obciążona do
wysokości zobowiązania, która jest wpisana w księdze. I nic więcej bank nie
uzyska w razie czego - po sprzedaży nieruchomości resztę musi zwrócić
kredytobiorcy. Problem w tym, że gdy rynek dołuje, to sprzedaż może nie
przynieść wystarczającej kwoty.
Oczywiście można dyskutować, czy w miarę trwania umowy nie możnaby obniżać
tej kwoty wpisanej w KW, ale sensu by to i tak nie miało żadnego - bo bank
i tak nie może uzyskać więcej niż _aktualne_ zadłużenie.
Powiem więcej - zabezpieczenie hipoteką nie jest dla banku żadną wielką
rewelacją, bo jest ustawowo bodaj czwarty czy piąty w kolejce roszczeń - po
skarbie państwa, zusach, srusach itp. Znacznie lepsze jest zabezpieczenie
np. na lokatach, ale jak sie nie ma co się lubi...
T.
> Jeśli coś nie ma sensu, to zakładać że bank jest instytucją
> charytatywną i
> będzie się krępował wykorzystać dorosłego człowieka, który
> podpisując umowę
> powinien być świadom jej konsekwencji - zwłaszcza, jeśli istnieją
> poważne
> przesłanki do podejrzeń o możliwość popełnienia błędu. Ja wiem, że
> najlepiej to żebyśmy zdrowi byli i bogaci, ale jak się podpisuje
> umowę, to
> trzeba analizować ryzyko, zaś jeśli się nie potrafi, to warto
> zasięgnąć
> opinii niezależnego fachowca albo przynajmniej kogoś mającego
> przytomność w
> temacie.
Widzisz sęk w tym, że wszyscy "niezależni" fachowcy albo chodzą na
postronku banków albo tak naprawdę sami się na niczym nie znają. Poza
tym sądzisz, że ludzie zapożyczając się na parędziesiąt lat w setkach
tysięcy złotych naprawdę załatwiali to tak, jak się załatwia kupno
bułek na śniadanie? Bo ja śmiem wątpić. Problem tylko w tym, że mimo,
iż umów nie podpisują dzieci, tylko ludzie dorośli, to nie można od
nich wymagać takiej samej wiedzy, jaką posiada bank. A tego się
właśnie od nich wymaga. Dodatkowo jeśli doradca jest świetny, ale nie
w rzetelnym doradctwie, a jedynie we wciskaniu kitu i potrafi
"zaczarować" klienta, który po prostu jest laikiem, to sprawa jeszcze
bardziej się komplikuje. Pewnie dla wielu nie jest to żadnym
wytłumaczeniem, ale problem nie dotknął parudziesięciu staruszków
oczukanych przez przedstawiciela Providenta, tylko dziesiątki tysięcy
ludzi.
Mądry Polak po szkodzie, to prawda, ale uważam, że mimo to nie wolno
określać mianem głupoty ludzi, którzy po prostu zaufali instytucjom,
które nigdy wcześniej tego zaufania nie zawiodły.
> Pretensje do banków, że żerują na ludzkim lenistwie i naiwności
Eee tam. Nie lenistwo i naiwność, tylko po prostu niewiedza.
Jeśli kupujesz samochód, to wgłębiasz się w tajniki budowy silnika? A
kupując komputer w tajniki jego działania? Leczysz się sam, dzieci
uczysz sam, sprawiedliwości dochodzisz na własną rękę? I tak dalej?
Jesteś ekspertem ze wszystkich dziedzin życia, w jakich funkcjonujesz?
Jeśli tak, to zwracam honor i dalsza dyskusja nie ma sensu. Jeśli nie,
to wybacz, ale nie wiesz, kiedy sam możesz dostać kopa w d...ę, czego
oczywiście nie życzę.
> zwłaszcza jeśli nie chodzi o mętne sztuczki i
> kruczki albo względnie mało prawdopodobne ryzyko, ale dość oczywistą
> konstatację, że już biorąc kredyt walutowy na 110% inwestycji i 100%
> zdolności kredytowej wystawiamy się na olbrzymie ryzyko przy nawet
> drobnych
> problemach z płynnością finansową (choroba, niespodziewane wydatki,
> problemy z dochodami)
Ale nie mówimy teraz o takich problemach, tylko o ryzyku kursowym.
> nie wspominając o olbrzymim ryzyku kursowym (złotówka
> na górce)
No chyba pęknę ze śmiechu. Naprawdę w sierpniu 2008 wiedziałeś, że
złoty jest na górce?? I nie ogłosiłeś tego nigdzie, nie krzyczałeś
"ludzie uwaga, złoty na górce, przygotujcie się na spadek"? Dlaczego?
A teraz co jest? Dołek złotego czy jeszcze długa do niego droga? A
jeśli długa, to kiedy zacznie się odwrotny trend? No powiedz, warto
jeszcze brać kredyty w PLN czy już tylko w walutach, bo złoty znów się
będzie umacnia? ;-)
> więc skąd przeświadczenie, że bank powinien zakładać
> niepełnosprawność
> umysłową dojrzałego człowieka, który znakomicie radzi sobie w
> społeczeństwie, czego dowodem jest wysoka zdolność kredytowa i
> stabilne
> zatrudnienie? I niby co taki bank miałby zrobić?
Przedstawiać CAŁĄ prawdę? Mówić wprost o ryzyku kursowym, przedstawiać
harmonogram spłat i wzrost kapitału w przypadku spadku kursu złotego,
analizować z klientem przebieg kursów walut na przestrzeni lat i
doradzać mu RZETELNIE, co powinien zrobić. A nie co się bankowi teraz
opłaca.
A jak było naprawdę? O kredytach złotowych nie mówiło się wcale, były
obwarowane koszmarnymi warunkami, walutówki wręcz wciskano do rąk,
mówiąc "Panie, żeby to się przestało opłacać, to frank musiałby
skoczyć do 3.5 zł, a tak nie było od samiuśkiej wojny. Teraz od lat
jest trend spadkowy i nic nie wskazuje na to, że miałoby się to
zmienić". I teraz uważasz, że taki zwykły człowiek z ulicy powinien
posiąść skądś (skąd u licha, skoro WSZYSCY trąbią tak samo, jak ten
doradca) jakąś magiczną wiedzę, lepszą niźli ten bankowiec i podjąć
właściwą decyzję? Jeśli tak, to po jakiego grzyba wobec tego istnieją
doradcy i bankowcy, jeśli w rezultacie wyszłoby, iż są głupsi, niż
zwykły, niekształcony człowiek? A jeśli nie głupsi, jeśli to wszystko
jednak wiedzą, to? No właśnie - to znaczy, że są nierzetelni i kłamią.
Koło się zamyka.
> Te banki, które nie poszły z owczym pędem kredytów na 110%
> inwestycji i
> 100% zdolności kredytowej, traciły w dobie prosperity, bo były
> postrzegane
> wręcz jako hamulcowi rozwoju społecznego -
No właśnie, a pozostałe banki miały w dupie własne bezpieczeństwo,
więc chciwie rzuciły się do sprzedaży subprime'ów, a teraz skomlą i
usiłują wmówić, że to tylko i wyłącznie wina głupiego klienta. Bez
jaj.
> Tak BTW, żeby nie było, my z żoną też mamy wysoki kredyt hipoteczny,
> który
> na szczęście zdążyłem przewalutować drogą konsolidacji w odpowiednim
> momencie, a nawet nieco za wcześnie, biorąc pod uwagę zmiany kursu.
> I też
> ponosimy ryzyko wahań cen nieruchomości - ale dysponujemy jakimiś
> mozliwościami dodatkowego zabezpieczenia (lokal użytkowy z wolną
> hipoteką,
> mieszkanie rodziców), a ponadto nasza nieruchomość nie była
> wyceniana na
> wariackich papierach i raczej nie straci szybko na wartości.
> Ponadto zaś mamy zabezpieczenie na wypadek śmierci - w postaci
> ubezpieczeń
> o sumie przewyższającej wartość zobowiązań kredytowych. To
> oczywiście
> kosztuje, dlatego nasz dom wciąż jeszcze nie jest na 100%
> wykończony, bo
> nie chcieliśmy przekraczać pewnego pułapu, który uznaliśmy za
> nadmiernie
> ryzykowny. Ale przynajmniej śpimy nieco spokojniej niż inni
> kredytobiorcy -
> choć ryzyko zostanie wyeliminowane tak naprawdę dopiero po spłaceniu
> całego
> kredytu :)
Trzymam zatem kciuki, żeby to się nie zmieniło, albo zmieniło tylko na
lepsze :)
> Nie rozumiesz zasad obciążania hipoteki, ot co.
No możliwe, nie będę się upierać ;-)
> Jest ona obciążona do wysokości zobowiązania, która jest wpisana w
> księdze.
No więc tak samo działać to powinno w drugą stronę.
Może wartość nieruchomości maleje, ale zapis dotyczący wysokości
zobowiązania w KW pozostaje ten sam.
> Oczywiście można dyskutować, czy w miarę trwania umowy nie możnaby
> obniżać
> tej kwoty wpisanej w KW, ale sensu by to i tak nie miało żadnego -
> bo bank
> i tak nie może uzyskać więcej niż _aktualne_ zadłużenie.
Ale zadłużenie może przecież maleć, gdy kurs franka zacznie spadać.
> Widzisz sęk w tym, że wszyscy "niezależni" fachowcy albo chodzą na
Nie miałem na myśli "niezależnych" tylko niezależnych. Czyli takich, którzy
za pieniądze wyjaśnią ci niuanse, których nie rozumiesz i nie są
zainteresowani wspieraniem banku w tym względzie.
> tym sądzisz, że ludzie zapożyczając się na parędziesiąt lat w setkach
> tysięcy złotych naprawdę załatwiali to tak, jak się załatwia kupno
> bułek na śniadanie? Bo ja śmiem wątpić. Problem tylko w tym, że mimo,
Czasem mam wrażenie, że właśnie tak - mało kto ma ochotę na zapoznawanie
się ze skomplikowanymi sprawami i woli "wierzyć fachowcom". Syndrom "jakoś
to będzie" działa niezawodnie. Są też tacy, którym chciwość zaćmiła
krytycyzm i chcą z bankiem jak najwięcej "ugrać", nie bacząc na ryzyko.
> nich wymagać takiej samej wiedzy, jaką posiada bank. A tego się
> właśnie od nich wymaga. Dodatkowo jeśli doradca jest świetny, ale nie
Wcale nie. Nie wiem, skąd ten wniosek. Powinni tylko wiedzieć na tyle dużo,
by umieć ocenić ryzyko i rozpoznać oczywiste pułapki. To nie wyklucza
błędu, oczywiście.
> bardziej się komplikuje. Pewnie dla wielu nie jest to żadnym
> wytłumaczeniem, ale problem nie dotknął parudziesięciu staruszków
> oczukanych przez przedstawiciela Providenta, tylko dziesiątki tysięcy
Którzy znakomicie radzą sobie w życiu i tylko z tak skomplikowaną sprawą,
jak kredyt nie potrafili? Bez jaj - po prostu ulegli urokom reklamy i
własnym mrzonkom, nic więcej. Z mediów odcedzali tylko te informacje, które
im pasowały do schematu, a pomijali niepasujące. Typowe.
> Mądry Polak po szkodzie, to prawda, ale uważam, że mimo to nie wolno
> określać mianem głupoty ludzi, którzy po prostu zaufali instytucjom,
> które nigdy wcześniej tego zaufania nie zawiodły.
Banki? Nie zawiodły? Przecież banki funkcjonują jako dyżurny czarny
charakter i co rusz ktoś wywleka ich wpadki. A poza tym - w kwestiach
finansowych naprawdę nie można nikomu ufać i właśnie tę lekcję teraz ludzie
odbierają.
> Eee tam. Nie lenistwo i naiwność, tylko po prostu niewiedza.
Lenistwo i naiwność. Ja nie jestem z branży, ale zadałem sobie trud i
dowiedziałem się sporo - dzięki czemu, mam nadzieję, jak dotąd wychodzę
dobrze na korzystaniu z usług banków itp. Ale działam ostrożnie i nie ufam
reklamom.
> Jeśli kupujesz samochód, to wgłębiasz się w tajniki budowy silnika? A
Sprawdzam, czy ten model nie jest znany z awaryjności, to proste. A jeśli
tak - to co się dzieje. I m.in. na tej podstawie decyduję się na zakup lub
nie.
> kupując komputer w tajniki jego działania? Leczysz się sam, dzieci
Komputer to niewielka inwestycja i w razie czego można powymieniać
podzespoły na lepsze.
Leczenie to nieco inna sfera, ale jak najbardziej - sprawdzam co mi sie
oferuje, a czego powinienem się spodziewać oraz co w efekcie otrzymałem.
Wiesz, z wykształcenia jestem lekarzem, więc najlepiej wiem, że tym
konowałom to ufać nie można ;)
> uczysz sam, sprawiedliwości dochodzisz na własną rękę? I tak dalej?
Ze sprawiedliwością to jest największy kłopot - i w Polsce nie ma szans na
jej uzyskanie, to główna wada naszego państwa.
> Jesteś ekspertem ze wszystkich dziedzin życia, w jakich funkcjonujesz?
Nie, ale staram się minimalizować ryzyko strat tam, gdzie byłoby ono
ryjnujące lub dotkliwe. To się nazywa przezorność.
> Jeśli tak, to zwracam honor i dalsza dyskusja nie ma sensu. Jeśli nie,
> to wybacz, ale nie wiesz, kiedy sam możesz dostać kopa w d...ę, czego
> oczywiście nie życzę.
Nie wiem, ale staram się dowiadywać. Przyznasz, że ryzyko wpadki jest
większe, kiedy działasz na ślepo.
> Ale nie mówimy teraz o takich problemach, tylko o ryzyku kursowym.
Które jest dziecinnie proste w porównaniu z niektórymi zagraniami banków.
Ryzyko kursowe widać jak na dłoni i trzeba być naprawdę życiowym luzakiem
(żeby nie użyć mocniejszego określenia), by do tego stopnia pomijać je w
analizie tak ważnych życiowo wyborów, jak kredyt hipoteczny. Czy ci ludzie
naprawdę sądzili, że złoty może jeszcze istotnie się umocnić? Albo że
ryzyko spadku jest pomijalne? No sorry... W takim razie powinni powściągnąć
apetyty i brać kredyt w zetłach. Podejrzewam, że się po prostu nad tym nie
zastanawiali, mimo że w mediach pojawiały się liczne przestrogi. Ale jak
ktoś woli godzinami oglądać seriale i gale biesiadne, zamiast szukać
informacji dla siebie ważnych, to sorry, ja u współczuł nie będę i nie mam
np. ochoty ratować go moimi podatkami.
> No chyba pęknę ze śmiechu. Naprawdę w sierpniu 2008 wiedziałeś, że
> złoty jest na górce?? I nie ogłosiłeś tego nigdzie, nie krzyczałeś
> "ludzie uwaga, złoty na górce, przygotujcie się na spadek"? Dlaczego?
Jak by ci tu powiedzieć, złoty od wielu miesięcy nic tylko się piął jak
taternik. Co rusz odbywały się debaty, jak tu ulżyć eksporterom, bo kurs za
wysoki, albo jak tu go obniżyć, żeby do euro nie wchodzić na za wysokim
przeliczniku. Media piały zachwyty nad siłą nabywczą turystów i nabywców
dóbr importowanych. To co - twierdzisz, że nie było przesłanek do
niepokoju? Zwłaszcza, że w mediach ostrzegano kredytobiorców expressis
verbis o ryzyku kursowym - sam słyszałem to do znudzenia.
Oczywiście, nie twierdzę że można było przewidzieć _aż_ taki spadek. Ale im
bliżej było naszego wejścia do strefy euro, tym bardziej była oczywista
jakaś korekta kursu złotówki. Dla kogoś, kto brał wyżyłowany kredyt, bez
żadnego luzu w parametrach, nawet niewielki spadek kursu staje się
zagrożeniem - wzrost raty o 10 czy 20% zmusza taką rodzinę do redukowania
innych wydatków.
> A teraz co jest? Dołek złotego czy jeszcze długa do niego droga? A
> jeśli długa, to kiedy zacznie się odwrotny trend? No powiedz, warto
> jeszcze brać kredyty w PLN czy już tylko w walutach, bo złoty znów się
> będzie umacnia? ;-)
To zależy od tego, co się stanie z kryzysem - jeśli się przesili, to złoty
znów zacznie wędrować do góry. A jeśli nie - to pozostanie na obecnym
poziomie lub spadnie.
A poza tym kredyty to się bierze w takiej walucie, w jakiej się zarabia,
zwłaszcza jak się nie ma wiedzy o walutach, kursach, spreadach itp.
> Przedstawiać CAŁĄ prawdę? Mówić wprost o ryzyku kursowym, przedstawiać
Było mówione w mediach, powinno wystarczyć.
> harmonogram spłat i wzrost kapitału w przypadku spadku kursu złotego,
Wystarczyłoby wyliczyć przykładową ratę.
> analizować z klientem przebieg kursów walut na przestrzeni lat i
> doradzać mu RZETELNIE, co powinien zrobić. A nie co się bankowi teraz
> opłaca.
Klient nie płaci bankowi za doradztwo, tylko za pożyczenie pieniędzy. A
więc bez przesady - od doradztwa to są inne firmy, trzeba korzystać, a nie
dupę szkłem podcierać, a potem jęczeć "wybili, panie, wybili".
> A jak było naprawdę? O kredytach złotowych nie mówiło się wcale, były
> obwarowane koszmarnymi warunkami, walutówki wręcz wciskano do rąk,
Nieprawda - realnymi warunkami. Brałem to wiem.
> mówiąc "Panie, żeby to się przestało opłacać, to frank musiałby
> skoczyć do 3.5 zł, a tak nie było od samiuśkiej wojny. Teraz od lat
> jest trend spadkowy i nic nie wskazuje na to, że miałoby się to
> zmienić". I teraz uważasz, że taki zwykły człowiek z ulicy powinien
No, jeśli wierzysz reklamom i handlarzom jak rodzonej matce, to gratuluję.
Bank ma zdobywać klientów i zarabiać
> posiąść skądś (skąd u licha, skoro WSZYSCY trąbią tak samo, jak ten
> doradca) jakąś magiczną wiedzę, lepszą niźli ten bankowiec i podjąć
Bzdury. Wystarczy elementarna wiedza i ostrożność.
> właściwą decyzję? Jeśli tak, to po jakiego grzyba wobec tego istnieją
> doradcy i bankowcy, jeśli w rezultacie wyszłoby, iż są głupsi, niż
Z doradców to trzeba korzystać (ale nie z naganiaczy nazywających się
doradcami), a bankowiec ma zarabiać, a nie udawać Matkę Teresę, bo mu za to
się nie płaci.
> zwykły, niekształcony człowiek? A jeśli nie głupsi, jeśli to wszystko
> jednak wiedzą, to? No właśnie - to znaczy, że są nierzetelni i kłamią.
> Koło się zamyka.
Jakoś najbardziej umoczyli ci "kształceni". Powiedziałbym "wyksztłciuchy",
bo to właśnie takim leszczom się wydawało, że zjedli rozumy oglądając
reklamy i hulaj dusza. Widziałem takich paru, ręce opadają. A ludzie prości
i nieuczeni, ale pozbawieni nadmiernej pewności siebie wynikającej z
niechlujnego i pobieżnego wykształcenia, woleli ostrożnie brać kredyty w
złotych, o ile w ogóle. Nie było ich stać na "full wypas", ale teraz nie są
zagrożeni bankructwem.
> No właśnie, a pozostałe banki miały w dupie własne bezpieczeństwo,
> więc chciwie rzuciły się do sprzedaży subprime'ów, a teraz skomlą i
> usiłują wmówić, że to tylko i wyłącznie wina głupiego klienta. Bez
> jaj.
A to inna sprawa - ustalmy, że wina leży pośrodku, bo też tak chyba jest w
istocie.
> Trzymam zatem kciuki, żeby to się nie zmieniło, albo zmieniło tylko na
> lepsze :)
Dziekuję
T.
> No więc tak samo działać to powinno w drugą stronę.
Po kiego? I tak nie stracisz nic ponad zobowiązania.
> Może wartość nieruchomości maleje, ale zapis dotyczący wysokości
> zobowiązania w KW pozostaje ten sam.
I co z tego? To przecież nic nie zmienia, za to kosztuje.
> Ale zadłużenie może przecież maleć, gdy kurs franka zacznie spadać.
Ależ zadłużenie maleje - masz do spłacenia mniej złotych.
T.
> Ależ zadłużenie maleje - masz do spłacenia mniej złotych.
To wytłumacz mi to jak chłop krowie.
Jest kredyt na 100 tys. Wartość nieruchomości 100 tys. Zabezpieczenie
hipoteką. Wszystko gra.
1/ Kurs franka rośnie dwukrotnie, więc kredyt zwiększa się do 200 tys.
Wartość nieruchomości pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co się
wówczas dzieje?
2/ Kurs franska spada dwukrotnie, więc kredyt maleje do 50 tys.
Wartość nieruchomości pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co się
wówczas dzieje?
Przypominam, że zgodnie z wiążącą rekomendacją KNFu banki były
zobowiązane do informowania klientów o ryzyku kredytowym. W moim
przypadku było to tylko podsunięcie do podpisu kwitka o tym, że bank
przedstawił ryzyko kredytowe. I ponownie tylko zaznaczam, że jestem
posiadaczem kredytu w CHF jest wciąż znacząco niższa, niż gdybym brał
kredyt w PLN, więc nie przemawia przeze mnie żal personalny.
> 2/ Kurs franska spada dwukrotnie, więc kredyt maleje do 50 tys.
> Wartość nieruchomości pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co się
> wówczas dzieje?
Klient przestaje spłacać, bank (komornik) licytuje nieruchomość, sprzedaje za
90 tys, 50 tys. bank zabiera, 40 tys. zwraca kredytobiorcy (minus opłaty).
Bank chce wyrownania zabezpieczenia i kredytu (czyli dolozenia
zabezpieczenia na 100k, moze to byc inna hipoteka, jakas lokata, ew
jakies ubezpieczenie niskiego wkladu w TU)
> 2/ Kurs franska spada dwukrotnie, wiêc kredyt maleje do 50 tys.
> Warto¶æ nieruchomo¶ci pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co siê
> wówczas dzieje?
Tutaj moglbys negocjowac zamiane hipoteki na nizsza (bez sensu), a moze
nawet zamiane hipoteki z budynku A (wartego 100k) na hipoteke na budynku
B (wartego 50k) - bo np budynek A chcesz sprzedac lub komus podarowac.
Oczywiscie o ile bank sie zgodzi lub taki zapis jest w umowie
kredytowej. Ew wypowiadasz umowe i bierzesz refinansowanie w innym banku
pod hipoteke budynku B. Ew jakies przewalutowanie na PLN.
--
Regards,
Maverick
> Przypominam, że zgodnie z wiążącą rekomendacją KNFu banki były
> zobowiązane do informowania klientów o ryzyku kredytowym. W moim
> przypadku było to tylko podsunięcie do podpisu kwitka o tym, że bank
> przedstawił ryzyko kredytowe. I ponownie tylko zaznaczam, że jestem
> posiadaczem kredytu w CHF jest wciąż znacząco niższa, niż gdybym brał
> kredyt w PLN, więc nie przemawia przeze mnie żal personalny.
Filipie, kiedy udajesz sie do sklepu kupić telewizor, to się chyba nie
spodziewasz, że sprzedawca poleci ci najlepszy model, ale niestety ten, na
którym sklep najlepiej zarabia, prawda? Dlaczego uważasz, że wyżelowane
kloniki z banków będą sobie pogarszać wyniki i dołować słupki, strasząc cię
jakimś ryzykiem? Ty dla nich jesteś środkiem do celu i czy się temu
dziwisz? Jeden taki wypowiada się w dzisiejszym "Dzienniku" i ładnie
naświetla ów wyścig szczurów - liczy się sprzedaż, bo szwef naciska
pracownika, szefa prezes, a prezesa rada nadzorcza, tę zaś - zagraniczna
centrala. Każdy czuje się usprawiedliwiony, ale tylko ty jesteś wykukany,
bo przyszło ci do głowy brać za dobrą monetę marketingowy bełkot i nie
wiedzieć czemu, nie skonfrontowałeś swojej decyzji z realiami. Robiłeś
sobie symulację typu "what if?"?
T.
A dlaczego zakładasz, ze klient przestaje spłacać? Mówię o zdrowej
sytuacji - klient wywiązuje sie z umowy. Zmiany dzieją się poza nim i
nie z jego winy.
No a co z punktem 2/?
> Tutaj moglbys negocjowac zamiane hipoteki na nizsza (bez sensu)
Dlaczego bez sensu? Przy takiej zamianie w razie problemów ryzykuję
utratę mniejszej wartości.
> nawet zamiane hipoteki z budynku A (wartego 100k) na hipoteke na
> budynku B (wartego 50k) - bo np budynek A chcesz sprzedac lub komus
> podarowac.
Ooo blisko. Właśnie o czymś takim myślałem.
> Oczywiscie o ile bank sie zgodzi lub taki zapis jest w umowie
> kredytowej.
No właśnie. O ile bank się zgodzi ;-) I o to mi chodziło, że
prawdopodobnie nie będzie miał zamiaru iść na taki układ.
> To wytłumacz mi to jak chłop krowie.
"Prąciębardzo"
> Jest kredyt na 100 tys. Wartość nieruchomości 100 tys. Zabezpieczenie
> hipoteką. Wszystko gra.
100 tys w pln, denominowany we franku, jak mniemam? Powiedzmy, że 50 tys
franków, dla równości
> 1/ Kurs franka rośnie dwukrotnie, więc kredyt zwiększa się do 200 tys.
Wcale nie - kredyt pozostaje w wysokości 50 tys. franków, ale jego
denominowana wartość w złotych to 200 tys. Warto o tym pamiętać
> Wartość nieruchomości pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co się
> wówczas dzieje?
Bank patrzy i widzi - jest dług 50 tys franków = 200 tys. zł, ale
zabezpieczony nieruchomością o wartości 100 tys. zł, czyli 2x za niską.
Bank powinien wówczas inaczej zakwalifikować ów dług, bo wzrosła jego
potencjalna strata w razie niespłacenia kredytu - z 0zł (100% pokrycie w
zabezpieczeniu) do 100 tys. zł (50% zabezpieczenie). W efekcie bank
powinien wykonać czynności określone w prawie bankowym, zapewne powiększyć
jakiś odpis, bo jego aktywa weszły w inny obszar ryzyka i przestały być
bezpieczne tak jak dotąd. W stronę klienta natomiast powinien się zwrócić z
prośbą o zwiększenie zabezpieczenia tak, by dorównało wartości zadłużenia -
wówczas warunki kredytu bedą mogły pozostać b/z. W przeciwnym razie będzie
musiał pogorszyć warunki umowy tak, by odpowiadały one nowej sytuacji
ryzyka - a więc np. zwiększyć oprocentowanie lub wręcz rozwiązać umowę i
skłonić klienta do podpisania nowej, na trudniejszych warunkach i pewnie w
innej wysokości. Rozwiązaniem kulturalnym i obustronnie korzystnym byłoby
tu zaproponowanie refinansowania lub konsolidacji całego zadłużenia klienta
- na gorszych może warunkach (np. wydłużenie okresu spłaty), ale
umożliwiającym utrzymanie zarówno wymaganych przez prawo parametrów
kredytu, jak i nie stawiającym klienta w sytuacji zagrożenia
niewypłacalnością, utratą domu itd. W czasach, gdy sprzedaż nieruchomości
szła jak burza, banki nie musiały się pieścić z dłużnikami i licytowały ich
nieruchomości aż miło, ale teraz już nie jest tak łatwo i żeby
zminimalizować straty, starają się nie zarzynać klientów, ale negocjować
wzajemnie akceptowalne warunki, bo w gruncie rzeczy - po co bankowi czyjś
dom? Lepsze regularne wpłaty, prawda?
> 2/ Kurs franska spada dwukrotnie, więc kredyt maleje do 50 tys.
> Wartość nieruchomości pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co się
> wówczas dzieje?
Nic szczególnego, bo hipoteka jest niepodzielna. Ale wyobraź sobie, że
zabezpieczeniem kredytu jest nieruchomość warta 50 tys. i lokata warta 50
tys. Wówczas bank będzie mógł zrezygnować z jednego z tych zabezpieczeń, co
klienta pewnie ucieszy.
T.
> Tomaszu, w sklepie z telewizorami sprzedawca nie jest zobowiązany prawną
> regulacją do informowania mnie o konkretnym ryzyku związanym z modelem.
Uważam, że jeżeli nie zostałeś należycie poinformowany przed podpisaniem
umowy kredytowej, to powinieneś wnieść skargę do stosownych instytucji i
żądać zadośćuczynienia.
> zapoznałem się z tym zagadnieniem i wziąwszy je pod uwagę nadal chcę
> kupić ten konkretny odbiornik. Natomiast "doradca kredytowy" w banku
> jest zobowiązany regulacjami prawnymi do wytłumaczenia kredytobiorcy
> zagadnień związanych z ryzykiem. Nie pamiętam co do słowa, co było na
> tej karteczce, którą podpisywałem przy zawieraniu umowy, ale wydaje mi
> się, że jest tam nawet sformułowanie, że klient został zapoznany z
> ryzykiem kursowym i rozumie jego konsekwencje.
Czemuś ją, na Jowisza, podpisał?! Trzeba było zażądać wyjaśnień.
T.
> Ależ ja cały czas rozważam sytuację hipotetyczną! ;-) Jak pisałem
No i sam sobie dałeś odpowiedź - klient powinien przede wszystkim sam dbać
o swoje interesy. Caveat emptor! Obowiązki ustawowe obowiązkami - wcześniej
podałem przykłady ich nierealizowania w poważniejszych często aspektach i
co? Idea przednia, wykonanie zadnie.
> w ilu przypadkach nie dopilnowaly nawet tej
> formalności i nie mają podpisanej owej klauzuli.
Już ty sie nie bój ;)
> wyjaśnienia różnic kursowych wyglądała tak jak u mnie to jest to co
> najmniej nieeleganckie postępowanie banku.
Owszem. Oraz nieostrożność ze strony jego klienta
T.
Trzeba było nie podpisywać umowy skoro się nie rozumie co się podpisuje.
Ja wielu osobom odradzałem kredyty walutowe to się wtedy śmiali. A teraz
płaczą bo mają taka sytuację, że nawet jak sprzedadzą mieszkanie to i
tak im zostanie kilkaset tyś PLN do spłaty.
Tak samo jak radziłem żeby sprzedawać fundusze gdy straty były
relatywnie niewielkie to w odp słyszałem, że "my inwestujemy
długoterminowo". Tak więc powodzenia w odrabianiu strat przez kolejne 50
lat.
Niestety ludzie kompletnie się nie znają na bankowości, finansach,
własnym budżecie. Sami są sobie winni.
--
Mithos
> Nie miałem na myśli "niezależnych" tylko niezależnych. Czyli takich,
> którzy
> za pieniądze wyjaśnią ci niuanse, których nie rozumiesz i nie są
> zainteresowani wspieraniem banku w tym względzie.
Są tacy? Gdzie można ich znaleźć, poważnie pytam.
I jak poznać, że to niezależny i rzetelny?
Od razu zaznaczam - odpuść sobie Expander i Open Finance, bo właśnie
te dwie firmy chodzą na postronkach banków :)
> Czasem mam wrażenie, że właśnie tak - mało kto ma ochotę na
> zapoznawanie
> się ze skomplikowanymi sprawami i woli "wierzyć fachowcom".
No ale komu u licha wierzyć? Jak mamy rozpoznać fachowca i odróżnić go
od "fachowca".
> Syndrom "jakoś to będzie" działa niezawodnie. Są też tacy, którym
> chciwość zaćmiła krytycyzm i chcą z bankiem jak najwięcej "ugrać",
> nie bacząc na
> ryzyko.
Ech, bzdura. A może inaczej - nie wykluczam takich przypadków, ale
masa ludzi naprawdę nie funkcjonuje w ten sposób.
> Wcale nie. Nie wiem, skąd ten wniosek. Powinni tylko wiedzieć na
> tyle dużo, by umieć ocenić ryzyko i rozpoznać oczywiste pułapki.
To ogromna wiedza i choćbyś nie wiem, jak się upierał, nie jest
dostępna dla każdego przeciętniaka. Ocenić ryzyko? Kurczę, chyba
żartujesz. Bo co innego zdawać sobie sprawę, że ryzyko istnieje, a co
innego potrafić je ocenić. Zwłaszcza przy bombardowaniu zewsząd
opiniami analityków, ekonomistów i inszych specmajstrów, że ryzyko
jest przyzerowe.
> Którzy znakomicie radzą sobie w życiu i tylko z tak skomplikowaną
> sprawą, jak kredyt nie potrafili?
Nie chodzi o procedurę wzięcia kredytu, tylko o umiejętność właściwej
oceny stopnia ryzyka. Możesz mnie nazwać debilem, ale ja tego nie
potrafię. Szczęściem w nieszczęściu kredyt brałem, jak frank stał
jeszcze w miarę wysoko, więc po kieszeni mnie to na razie nie bije,
ale potrafię zrozumieć ludzi, którzy brali kredyty w zeszłym roku, bo
nie potrafili ocenić ryzyka. Ja też bym nie potrafił (dlatego uważam,
że mam więcej szczęścia, niż rozumu ;-)
> Banki? Nie zawiodły? Przecież banki funkcjonują jako dyżurny czarny
> charakter i co rusz ktoś wywleka ich wpadki.
No widzisz, a wielu ludziom bank kojarzy się z zaufaniem i
bezpieczeństwem. "Masz to jak w banku" - slogan, ale życiowy. Do tej
pory, bo dziś się znacznie zdewaluował.
> A poza tym - w kwestiach finansowych naprawdę nie można nikomu ufać
> i właśnie tę lekcję teraz ludzie
> odbierają.
Przy czym nie jest to usprawiedliwieniem dla mało etycznego
postępowania doradców finansowych
> Nie wiem, ale staram się dowiadywać. Przyznasz, że ryzyko wpadki
> jest większe, kiedy działasz na ślepo.
Oczywiście, ale nie wmówisz mi, że ludzie brali kredyty bez
elementarnej wiedzy na ich temat. Z kolei nie mieli świadomości, że
wiedza ta jest stanowczo za mała, by potrafić ocenić ryzyko choćby
różnicy kursowych.
> Ryzyko kursowe widać jak na dłoni i trzeba być naprawdę życiowym
> luzakiem (żeby nie użyć mocniejszego określenia), by do tego stopnia
> pomijać
> je w analizie tak ważnych życiowo wyborów, jak kredyt hipoteczny.
Ależ oczywiście, że tak, ale jak pisałem wcześniej - co innego
wiedzieć, że istnieje ryzyko kursowe, a co innego potrafić je realnie
ocenić.
> Czy ci ludzie naprawdę sądzili, że złoty może jeszcze istotnie się
> umocnić?
A dlaczego nie, do licha ciężkiego? No weź mnie nie rozbrajaj. Skąd
przeciętni ludzie maja wiedzieć takie rzeczy? Zaufali mądrzejszym od
siebie. I uwierzyli, że może jeszcze się umacniać. A nawet jeśli nie
umacniać, to pozostać na tej samej pozycji albo z niewielkimi
odchyleniami. Równie dobrze w 2004 roku też można było sądzić, że
frank z 2,5 za diabła niżej nie zejdzie, bo nigdy nie był tak nisko. A
jednak poszedł w dół i to znacznie.
>> No chyba pęknę ze śmiechu. Naprawdę w sierpniu 2008 wiedziałeś, że
>> złoty jest na górce?? I nie ogłosiłeś tego nigdzie, nie krzyczałeś
>> "ludzie uwaga, złoty na górce, przygotujcie się na spadek"?
>> Dlaczego?
> Jak by ci tu powiedzieć, złoty od wielu miesięcy nic tylko się piął
> jak taternik.
Złoty do franka pnie się jak taternik od 2004 roku. Prześledź sobie
wykresy. Jeśli ktoś był w stanie w sierpniu 2008 stanowczo powiedzieć,
że nadeszła górka złotego, to chylę przed nim czoła. Większość ludzi
nie jest i nie była w stanie. Tak samo, jak teraz nie jest w stanie
określić, co będzie ze złotówką w najbliższym czasie. Nie chce mi się
tego powtarzać po raz kolejny, ale rzetelna i właściwa analiza kursów
walut to jednak dość zaawansowana dziedzina wiedzy i nie wymagaj tego
od przeciętnych ludzisków.
> Co rusz odbywały się debaty, jak tu ulżyć eksporterom, bo
> kurs za wysoki, albo jak tu go obniżyć, żeby do euro nie wchodzić na
> za
> wysokim przeliczniku. Media piały zachwyty nad siłą nabywczą
> turystów i
> nabywców dóbr importowanych. To co - twierdzisz, że nie było
> przesłanek do
> niepokoju?
No i? Sądzisz, że należało się spodziewać, że skoro pojawił się
niepokój, to złoty teraz zacznie spadać?
Na skutek czego konkretnie?
> Oczywiście, nie twierdzę że można było przewidzieć _aż_ taki spadek.
A jednak. No widzisz, o tym właśnie piszę. Różnice kursowe w tę i
drugą stronę, na poziomie paru procent (były takie przez cały
2006-2007 rok) są pomijalne z punktu widzenia kredytobiorcy [i nie o
takim ryzyku piszę]. Ale na poziomie prawie 50% znacznie. Nikt z
przeciętnych obywateli nie był w stanie tego przewidzieć. I nikt nie
przewidział (no może nieliczni).
> Ale im bliżej było naszego wejścia do strefy euro, tym bardziej była
> oczywista jakaś korekta kursu złotówki.
Nieno oczywiście, jasne. Przeciętny Polak z ulicy powinien wiedzieć
dokładnie, co i jak wpływa na kurs naszej waluty :> Bo inaczej
zasługuje jedynie na miano głupca.
>> A teraz co jest? Dołek złotego czy jeszcze długa do niego droga? A
>> jeśli długa, to kiedy zacznie się odwrotny trend? No powiedz, warto
>> jeszcze brać kredyty w PLN czy już tylko w walutach, bo złoty znów
>> się będzie umacnia? ;-)
> To zależy od tego, co się stanie z kryzysem - jeśli się przesili, to
> złoty znów zacznie wędrować do góry. A jeśli nie - to pozostanie na
> obecnym poziomie lub spadnie.
No nie żartuj naprawdę? ;-)
To jeszcze napisz, co się stanie z kryzysem. Skoro to podstawowy
czynnik wpływający na kurs złotego, to warto wiedzieć, jak się będzie
zachowywał, zanim podejmie się decyzję o zaciągnięciu takiego czy
innego kredytu. Ale oczywiście tego nie wiesz, a co więcej - nie wie
tego większość z nas. Sytuacja identyczna jak sprzed roku. Tyle, że w
drugą stronę.
>> Przedstawiać CAŁĄ prawdę? Mówić wprost o ryzyku kursowym,
>> przedstawiać
> Było mówione w mediach, powinno wystarczyć.
Ale doradcy mówili co innego. Komu wierzyć? I dlaczego akurat mediom?
>> harmonogram spłat i wzrost kapitału w przypadku spadku kursu
>> złotego,
> Wystarczyłoby wyliczyć przykładową ratę.
Owszem, ale pracownik banku jest zobowiązany zrobić to sam. Jego psi
obowiązek i tyle.
>> analizować z klientem przebieg kursów walut na przestrzeni lat i
>> doradzać mu RZETELNIE, co powinien zrobić. A nie co się bankowi
>> teraz opłaca.
> Klient nie płaci bankowi za doradztwo, tylko za pożyczenie
> pieniędzy.
Ale bank ma obowiązek rzetelnie opisać sprzedawany produkt.
Chyba nie będziesz usiłował tego podważać.
> więc bez przesady - od doradztwa to są inne firmy
No jakie?
>> A jak było naprawdę? O kredytach złotowych nie mówiło się wcale,
>> były obwarowane koszmarnymi warunkami, walutówki wręcz wciskano do
>> rąk,
> Nieprawda - realnymi warunkami. Brałem to wiem.
Jasne, takie one były realne, jak teraz realne są warunki kredytu w
walutach.
Też brałem i też wiem ;-)
>> mówiąc "Panie, żeby to się przestało opłacać, to frank musiałby
>> skoczyć do 3.5 zł, a tak nie było od samiuśkiej wojny. Teraz od lat
>> jest trend spadkowy i nic nie wskazuje na to, że miałoby się to
>> zmienić". I teraz uważasz, że taki zwykły człowiek z ulicy powinien
> No, jeśli wierzysz reklamom i handlarzom jak rodzonej matce, to
> gratuluję.
Chłopie, jakim reklamom i jakim handlarzom? To są słowa doradcy
kredytowego z Open Finance.
> Bank ma zdobywać klientów i zarabiać
Obowiązuje jednak coś takiego, jak etyka biznesu.
>> posiąść skądś (skąd u licha, skoro WSZYSCY trąbią tak samo, jak ten
>> doradca) jakąś magiczną wiedzę, lepszą niźli ten bankowiec i podjąć
> Bzdury. Wystarczy elementarna wiedza i ostrożność.
Bzdury. To, o czym piszę, nie jest elementarną wiedzą.
Gdyby tak było, nikt nie popełniałby błędów, niepotrzebne byłyby biura
doradcze. Idąc Twoim tokiem myślenia wychodzi na to, że połowa
społeczeństwa to ćwoki. Nie, po prostu nieliczni są w stanie ogarnąć
to, co Ty uważasz za podstawy wiedzy z dziedziny analizy ryzyka
kursowego.
> Z doradców to trzeba korzystać (ale nie z naganiaczy nazywających
> się doradcami), a bankowiec ma zarabiać, a nie udawać Matkę Teresę,
> bo mu za to się nie płaci.
Rozumiem, że jak Ci dealer wciśnie samochód, o którym wie, że za
miesiąc się rozpadnie, to ani okiem nie mrugniesz, bo on ma zarabiać,
a nie uświadamiać Ci, że auto ma feler. Genialne.
> Niestety ludzie kompletnie się nie znają na bankowości, finansach,
> własnym budżecie. Sami są sobie winni.
Oczywiście.
Wszyscy bezwględnie powinniśmy znać się na wszystkim bez wyjątku.
Najlepiej w znacznie większym stopniu, niż inni :>
Wzrasta wartość zagrożonych kredytów hipotecznych, czyli takich które
nie są spłacane co najmniej od czterech miesięcy - powiedział rzecznik
prasowy Krajowego Rejestru Długów Andrzej Kulik.
Jak podkreślił, wartość kredytów hipotecznych, których osoby prywatne
nie spłacają co najmniej od czterech miesięcy wynosiła na koniec 2008
roku 1,9 mld zł. Z tego 738 mln zł przypadało na kredyty przeliczane w
walutach obcych, głównie we franku szwajcarskim.
- Na koniec trzeciego kwartału ubiegłego roku wartość takich
zagrożonych kredytów wynosiła ok. 1,5 mld zł, z tego na kredyty
walutowe przypadało 485 mln zł - powiedział Andrzej Kulik.
Zdaniem Kulika, wzrost wartości franka wobec złotego do wysokości 3,22
zł - tak jak to miało miejsce w poniedziałek - może przyczynić się do
jeszcze większego pogorszenia spłacalności kredytów hipotecznych w tej
walucie.
Na koniec 2008 roku osoby prywatne zaciągnęły w sumie 192,1 mld zł
kredytów hipotecznych, w tym kredyty walutowe stanowiły 133,7 mld zł.
- W 2008 roku wśród kredytów walutowych rozliczanych w złotych, aż 80
proc. zaciągnięto we frankach - poinformował Andrzej Kulik.
Podkreślił, że we wcześniejszych latach udział kredytów we frankach
był mniejszy - wynosił około 66 proc.
Analitycy przestrzegają jednak przed przewalutowaniem kredytów
zaciąganych we frankach.
Główny analityk biura doradców finansowych Finamo Paweł Majtkowski
powiedział, że rata kredytów w szwajcarskiej walucie, mimo
poniedziałkowego rekordu, jest w większości przypadków nadal niższa
niż w kredytach złotowych.
Ekspert spodziewa się odwrócenia trendu na rynku walutowym. - Poziom,
który osiągnęła złotówka, to maksimum, które może osiągnąć - ocenił.
W jego opinii, kredytobiorcy powinni uzbroić się w cierpliwość. -
Bierzemy kredyt na 30 lat, czasami nawet na dłużej. W tym czasie
takich okresów, gdy frank się bardzo umacnia, może być kilka. Zawsze
będą też momenty odwrotne, kiedy będzie umacniała się złotówka -
zaznaczył.
O cierpliwość do kredytobiorców zaapelował również ekspert Comperia.pl
Bartłomiej Samsonowicz. Ocenił, że wyższe raty kredytów w obcych
walutach będą prawdopodobnie dotyczyć tylko kilku najbliższych
miesięcy. W dłuższej perspektywie bowiem - jak prognozuje - nastąpi
odwrócenie negatywnego trendu na rynku walutowym.
Analityk Open Finance Emil Szweda nie spodziewa się fali
przewalutowań. - Kto w sierpniu ub.r. wziął kredyt we frankach, dziś
płaci ratę wyższą niż ci, którzy zdecydowali się na kredyt w
złotówkach, choć wówczas korzyść sięgała 30 proc. - ocenił. W sierpniu
kurs franka wynosił ok. 2 zł.
- Przewalutowanie tego kredytu dzisiaj, oznaczałoby stratę. Gdyby
klient, który brał kredyt w sierpniu przy kursie na poziomie ok. 2 zł,
dziś przewalutowałby go na złotówki, rata w stosunku do sierpnia
wzrosłaby mu ponad dwukrotnie - wyjaśnił.
Jak wyjaśnił Szweda, na wzrost ten składa się różnica kursowa oraz
różnica wynikająca z wyższego oprocentowania kredytów złotówkowych.
- Związane z tym zwiększenie kwoty kredytu wymagałoby zwiększenia
zabezpieczenia, a mieszkania nie zyskują teraz na wartości - zauważył.
Dlatego, jego zdaniem, klienci nie tylko "powinni wstrzymać się z
przewaluotowaniem", ale wręcz "nie mają wyjścia" i muszą czekać na
ustabilizowanie się polskiej waluty.
źródło informacji: PAP
Skoro ktoś podpisuje umowę kredytową na całe życie to ja bym jednak
polecał zapoznać się trochę z tematem.
Osobiście zanim kupie TV/laptopa/inny sprzęt to czytam testy/opinie i
interesuje sie tematem. To samo z samochodem. To samo zanim wpłaciłem
pierwszą 1 PLN w fundusze. To samo zanim uczyniłem dane konto moim
głównym itp. itd.
--
Mithos
> Skoro ktoś podpisuje umowę kredytową na całe życie to ja bym jednak
> polecał zapoznać się trochę z tematem.
> Osobiście zanim kupie TV/laptopa/inny sprzęt to czytam testy/opinie
> i interesuje sie tematem. To samo z samochodem. To samo zanim
> wpłaciłem pierwszą 1 PLN w fundusze. To samo zanim uczyniłem dane
> konto moim głównym itp. itd.
No tak, a ludzie biorący kredyt na 30 lat idą po prostu do banku jak
do piekarni po bułki. I tych ludzi dziwnym trafem są dziesiątki
tysięcy. Same głupole w tym naszym społeczeństwie.
Ech, nie chce mi się tego ponownie wałkować.
Żeby się nie powtarzać - swoją opinię na ten temat wyraziłem już w
wymianie zdań z Tomaszem.
Dokładnie.
> Ech, nie chce mi się tego ponownie wałkować.
> Żeby się nie powtarzać - swoją opinię na ten temat wyraziłem już w
> wymianie zdań z Tomaszem.
Za głupotę innych zapłacimy wszyscy globalnym kryzysem, który niewiadomo
w co się jeszcze przerodzi.
--
Mithos
> 2/ Kurs franska spada dwukrotnie, więc kredyt maleje do 50 tys. Wartość
> nieruchomości pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co się wówczas dzieje?
1/ do hipoteki masz wpisana kwote w CHF, wiec spadek kursu nie ma na to
zadnego wplywu, wtedy zabezpieczona jest po prostu rownowartosc tej kwoty w
PLN
2/ biorac pod uwage 1, w przypadku uplywu czasu i splaty kolejnych rat spada
wartosc zobowiazania, wtedy NA WNIOSEK KLIENTA moze dojsc do zmniejszenia
kwoty wpisanej do hipoteki. kilku moich znajomy przeprowadzalo takie
dzialania w ubieglym roku i nie bylo najmniejszego problemu. Obecnie
sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo wartosc nieruchomosci spada i
byc moze nalezaloby dokonac ponownej jej wyceny.
MK
> Są tacy? Gdzie można ich znaleźć, poważnie pytam.
Choćby tutaj na grupie - pisuje tu wielu ludzi znających temat od podszewki
i chętnie wyjaśnia różne niuanse, Trzeba tylko samemu poznać podstawy, by
umieć zadać pytanie. Ale to chyba nie przekracza możliwości intelektualnych
absolwenta szkoły średniej?
> I jak poznać, że to niezależny i rzetelny?
Nijak. Pytać kilku, a potem wnioskować na podstawie ich odpowiedzi. I
drążyć temat do skutku, czyli do uzyskania satysfakcjonujących informacji.
> Od razu zaznaczam - odpuść sobie Expander i Open Finance, bo właśnie
> te dwie firmy chodzą na postronkach banków :)
Już mówiłem - nie interesują nas naganiacze... Ale taki np. Macierzyński,
kiedy tu jeszcze pisywał, potrafił udzielić interesujących informacji.
> No ale komu u licha wierzyć? Jak mamy rozpoznać fachowca i odróżnić go
> od "fachowca".
Jeśli jesteś "dzieckiem we mgle" i nie masz ochoty czy możliwości zmienić
tego stanu, to lepiej daj sobie spokój z ryzykownymi instrumentami (nie baw
się brzytwą) i bierz kredyt w złotówkach i jak najmniejszy. Wówczas mniej
ryzykujesz.
> Ech, bzdura. A może inaczej - nie wykluczam takich przypadków, ale
> masa ludzi naprawdę nie funkcjonuje w ten sposób.
Wcale nie - bo owczy pęd zaślepia. Przykład - teraz wśród warsiawki jest
moda na działki pod miastem, niby że to inwestycja na przyszłość, tralala.
I nic to, że każda taka warsiawka płaci już kredyt 500 tys. za 50 metrową
norkę na jakimści Ursynowie - działka być musi. Gołe pole 20km od miasta,
bez drogi, mediów i perspektyw urbanizacji w bieżącym stuleciu kosztuje
kilkaset złotych za metr kwadratowy. Pytam takich ludzi - po qui penis wam
potrzebny kolejny kredyt? A jeśli któreś straci pracę? Macie jakieś zasoby?
Odpowiedź jest jedna i sprowadza się do "cosi fan tutte". No to ja
przepraszam - żadne tłumaczenie i próba analizy nie przekonują, bo kuzyn
męża koleżanki itd.
> To ogromna wiedza i choćbyś nie wiem, jak się upierał, nie jest
> dostępna dla każdego przeciętniaka. Ocenić ryzyko? Kurczę, chyba
> żartujesz. Bo co innego zdawać sobie sprawę, że ryzyko istnieje, a co
> innego potrafić je ocenić. Zwłaszcza przy bombardowaniu zewsząd
> opiniami analityków, ekonomistów i inszych specmajstrów, że ryzyko
> jest przyzerowe.
Cóż mi pozostaje powiedzieć - skoro to takie trudne, to nie dziw się, że
nie dostaje się tego za darmo. Ale tak naprawdę, to piszesz bzdury, tyle ci
powiem. Jeśli temat cię przerasta, to daj sobie spokój. Ja np. nie gram na
rynku instrumentów pochodnych, choć teoretycznie można wiele na tym zyskać,
bo mnie to przerasta. Podobnie jak nie zajmuję się programowaniem
obiektowym, choć imponuje mi taka umiejętność. Korzystam z tych usług,
które jestem w stanie ogarnąć moim małym rozumkiem i nieźle na tym
wychodzę. Innym radzę to samo. Podstawowe ryzyko ocenić umię, bez
filozofowania - jeśli od 2006 złoty nic tylko cięgiem rośnie, podobnie
rynek akcji i nieruchomości, to po prostu wreszcie musi zacząć spadać - im
dłużej rósł, tym groźniejszy to będzie spadek. Jak wejdę na stołek i
skoczę, to niewiele mi się stanie, ale jak wlezę na czwarte piętro i
skoczę, to marny mój los. Taka prosta analogia dla miłośników
popołudniowych seriali, jeśli nas czytają ;)
> Nie chodzi o procedurę wzięcia kredytu, tylko o umiejętność właściwej
> oceny stopnia ryzyka. Możesz mnie nazwać debilem, ale ja tego nie
> potrafię. Szczęściem w nieszczęściu kredyt brałem, jak frank stał
Pardon my French, ale po jaki ch...j brałeś kredyt we frankach, skoro
wiesz, że nie potrafisz ocenić ryzyka??? Liczyłeś na szczęście? Nie
rozumiem takich ludzi - sami się podkładają i jeszcze mają pretensje do
innych.
> jeszcze w miarę wysoko, więc po kieszeni mnie to na razie nie bije,
> ale potrafię zrozumieć ludzi, którzy brali kredyty w zeszłym roku, bo
> nie potrafili ocenić ryzyka. Ja też bym nie potrafił (dlatego uważam,
> że mam więcej szczęścia, niż rozumu ;-)
Nie ulega wątpliwości.
> No widzisz, a wielu ludziom bank kojarzy się z zaufaniem i
> bezpieczeństwem. "Masz to jak w banku" - slogan, ale życiowy. Do tej
> pory, bo dziś się znacznie zdewaluował.
Nie znam takich ludzi - każdy znany mi człowiek ma większe lub mniejsze
rogi na banki, albo wręcz w ogóle unika z nimi styczności. Zaufanie do
banku? Może w Ameryce, ale u nas raczej funkcjonuje przysłowie "pewne jak w
ruskim banku" niż to, które przywołałeś.
> Przy czym nie jest to usprawiedliwieniem dla mało etycznego
> postępowania doradców finansowych
Przepraszam, ale skąd wiesz o doradcach finansowych, skoro z nich nie
korzystałeś? I nie mów mi o pracownikach banków, bo to tylko naganiacze.
> Oczywiście, ale nie wmówisz mi, że ludzie brali kredyty bez
> elementarnej wiedzy na ich temat. Z kolei nie mieli świadomości, że
> wiedza ta jest stanowczo za mała, by potrafić ocenić ryzyko choćby
> różnicy kursowych.
Nie chcę się powtarzać, ale to tak, jakby ktoś powiedział - "niewiele wiem
na temat umiejętności pływania, ale sobie skoczę do tej rwącej rzeki,
której głębokości nawet nie potrafię ocenić, bo wszyscy tak robią, a nie
chce mi się szukać mostu". Lemingi, normalnie lemingi...
> Ależ oczywiście, że tak, ale jak pisałem wcześniej - co innego
> wiedzieć, że istnieje ryzyko kursowe, a co innego potrafić je realnie
> ocenić.
Skoro nie potrafisz, to po co podejmujesz to ryzyko? W rosyjską ruletkę też
grywasz w sobotnie wieczory?
> A dlaczego nie, do licha ciężkiego? No weź mnie nie rozbrajaj. Skąd
> przeciętni ludzie maja wiedzieć takie rzeczy? Zaufali mądrzejszym od
> siebie. I uwierzyli, że może jeszcze się umacniać. A nawet jeśli nie
Na pewno? Czy może sprytniejszym? Skoro nie wiedzieli, to nie powinni
ryzykować. Poza tym to nieprawda, że nie było ostrzeżeń - były i to
wielokrotne i bardzo wyraźne, ze strony instytucji finansowych nie
zainteresowanych goleniem klienta, np. NBP. Trzeba było tylko chcieć je
dostrzec. Ale kto by tam się przejmował tym nudnym gadaniem, skoro "takie
fajne reklamy z gołymy babamy piszom, że bedzie kuul i w ogóle". Ech...
> Złoty do franka pnie się jak taternik od 2004 roku. Prześledź sobie
> wykresy. Jeśli ktoś był w stanie w sierpniu 2008 stanowczo powiedzieć,
> że nadeszła górka złotego, to chylę przed nim czoła. Większość ludzi
Przyjacielu, ja w sierpniu 2007 wycofałem pieniądze z funduszy
inwestycyjnych, taki jestem ostrożny - bo już wtedy zaczęło być krucho.
Może ciut za wcześnie, ale swoje zarobiłem. O tym, że nastąpi kryzys w
Stanach mówiło się już od początku 2008 roku, ale półgębkiem. W połowie
roku te informacje zaczęły się przedostawać do głównego nurtu mediów.
Mnóstwo było też gadania o zbyt silnej złotówce - ile razy mam to
wskazywać? NBP zaczął ostrzegać przed kredytami walutowymi już wiosną, a
potem wręcz nakładał na nie ograniczenia, tak? To przepraszam, czy ktoś ci
miał jeszcze na czole przybić kartkę z ostrzeżeniem? I nos wytrzeć i
rajtuzy podciągnąć? Gazet nie czytasz, wiadomości nie oglądasz? Mam dla
ciebie radę - zupełnie przestań oglądać i czytać reklamy. Ja tak robię,
choć wymaga to nieco wysiłku, bo pchają się jak japońska wycieczka po
obiedzie do sracza w Żelazowej Woli. Rzeczywistość wówczas staje się
znacznie bardziej przejrzysta - świat bez reklam - to się nawet nadaje na
hasło wyborcze :)
> nie jest i nie była w stanie. Tak samo, jak teraz nie jest w stanie
> określić, co będzie ze złotówką w najbliższym czasie. Nie chce mi się
> tego powtarzać po raz kolejny, ale rzetelna i właściwa analiza kursów
> walut to jednak dość zaawansowana dziedzina wiedzy i nie wymagaj tego
> od przeciętnych ludzisków.
Toteż nie ryzykuj - bierz bezpieczne kredyty. W złotówkach i nie na 100%
zdolności kredytowej.
> No i? Sądzisz, że należało się spodziewać, że skoro pojawił się
> niepokój, to złoty teraz zacznie spadać?
> Na skutek czego konkretnie?
Teraz? Nie teraz, ale w ogóle. Kredyt bierzesz nie na rok, ale na 20 lat.
Skoro złotówka jest bardzo wysoko - a każdy wiedział, że jest - to MUSI
spaść, prędzej czy później. Skoro nieruchomości były bardzo drogie, to
MUSIAŁY stracić. Potem znowu muszą wzrosnąć - nie wiadomo dokładnie kiedy i
o ile, ale muszą. Właśnie z powodu tej cykliczności nie warto ryzykować,
jeśli się nie ma wiedzy w tym zakresie. Proste?
> takim ryzyku piszę]. Ale na poziomie prawie 50% znacznie. Nikt z
> przeciętnych obywateli nie był w stanie tego przewidzieć. I nikt nie
> przewidział (no może nieliczni).
Czyli lekceważyli ryzyko i tyle. Bo skoro złotówka mogła w ciągu paru lat
zyskać 50%, to może i stracić. Kropka.
> Nieno oczywiście, jasne. Przeciętny Polak z ulicy powinien wiedzieć
> dokładnie, co i jak wpływa na kurs naszej waluty :> Bo inaczej
> zasługuje jedynie na miano głupca.
Nie wiedzieć, tylko dowiadywać się. Media podawały za NBP, MF, analitykami
- złotówka jest za mocna i jej kurs powinien zmaleć przed wejściem do euro.
Tak właśnie mówili. Ja miałem nadzieję, że nie zdołają jej zbytnio
zdołować, bo mi odpowiadał przelicznik 3zł za euro, ale obawiałem się, że
jednak im się uda. A tu proszę - wyręczył ich kryzys i Goldman Sachs.
A poza tym dlaczego masz pretensje, że "Polak z ulicy" nie jest traktowany
jak dwuletni solenizant na przyjęciu urodzinowym? Gdzie jest napisane, że
każdego trzeba prowadzić za rączkę i obsypywać prezentami? Zapewne gdzieś
pracujesz i masz jakichś przełożonych i wiesz, że ich wymagania często
utrudniają ci w pełni etyczne wykonywanie obowiązków. Pracownikom banków
kazano sprzedawać kredyty, a nie myśleć za klientów. W niebie oczywiście
będzie zupełnie inaczej, ale na razie jesteśmy na tym łez padole i nie ma
co się obrażać na rzeczywistość.
> No nie żartuj naprawdę? ;-)
Widzisz jakie to proste? :•)
> To jeszcze napisz, co się stanie z kryzysem. Skoro to podstawowy
> czynnik wpływający na kurs złotego, to warto wiedzieć, jak się będzie
> zachowywał, zanim podejmie się decyzję o zaciągnięciu takiego czy
> innego kredytu. Ale oczywiście tego nie wiesz, a co więcej - nie wie
> tego większość z nas. Sytuacja identyczna jak sprzed roku. Tyle, że w
> drugą stronę.
Ależ wiem, wiem - ten kryzys minie, a za jakiś czas przyjdzie następny,
może większy - związany np. z napinaniem gumki emerytalnej w USA. A w
kolejce jeszcze czekają amerykańskie obligacje skarbowe. To dopiero będzie
pierdyknięcie!
A nas tu w Polsce czeka załamanie emerytalne chyba jeszcze wcześniej. Mam
wrażenie, że najdalej w ciągu kilku lat wejdziemy w głęboką recesję z
wysoką inflacją i szybki zubożeniem społeczeństwa - chyba, że wcześniej
wciągnie nas strefa euro i nieco złagodzi skutki niebywałego zadłużenia
sektora publicznego. A za jakiś czas wrócimy do dobrej kondycji i
perspektyw. Tak to działa.
> Ale doradcy mówili co innego. Komu wierzyć? I dlaczego akurat mediom?
Nieprawda - ty nie korzystałeś z usług doradców, sam się przyznałeś.
Słuchałeś tylko handlarzy kredytowych, a to mało roztropne. A _nie_
słuchałeś ostrzeżeń z mediów.
>> Wystarczyłoby wyliczyć przykładową ratę.
>
> Owszem, ale pracownik banku jest zobowiązany zrobić to sam. Jego psi
> obowiązek i tyle.
A ty powinieneś się o to upomnieć. On może "zapomniał" bo był przepracowany
i w ogóle.
>> Klient nie płaci bankowi za doradztwo, tylko za pożyczenie
>> pieniędzy.
>
> Ale bank ma obowiązek rzetelnie opisać sprzedawany produkt.
> Chyba nie będziesz usiłował tego podważać.
A rząd ma obowiązek zapewnić mi dostęp do bezpłatnej służby zdrowia na
najwyższym poziomie - i co z tego?
> No jakie?
Mam ci poszukać? Proszę bardzo - 100zł za godzinę netto plus koszty.
Minimalka to 1000 netto. Wchodzisz? :)
> Jasne, takie one były realne, jak teraz realne są warunki kredytu w
> walutach.
> Też brałem i też wiem ;-)
Dobre i bezpieczne kosztuje więcej niż marne i ryzykowne, to chyba
naturalne?
> Chłopie, jakim reklamom i jakim handlarzom? To są słowa doradcy
> kredytowego z Open Finance.
No, właśnie mówię :•D
> Obowiązuje jednak coś takiego, jak etyka biznesu.
Etyka biznesu to grzeczna propozycja "kup pan cegłę" zamiast walenia pałą w
łeb od razu - w jakim świecie ty żyjesz?
>> Bzdury. Wystarczy elementarna wiedza i ostrożność.
>
> Bzdury. To, o czym piszę, nie jest elementarną wiedzą.
Skoro dla ciebie nie, to nie pchaj się do stołu, przy którym grają Naprawdę
Duzi Chłopcy. Ja tak robię i dobrze mi z tym.
> Gdyby tak było, nikt nie popełniałby błędów, niepotrzebne byłyby biura
> doradcze. Idąc Twoim tokiem myślenia wychodzi na to, że połowa
> społeczeństwa to ćwoki. Nie, po prostu nieliczni są w stanie ogarnąć
Cóż, wniosek jakościowo słuszny, choć ilościowo nieco niedoszacowany...
> Rozumiem, że jak Ci dealer wciśnie samochód, o którym wie, że za
> miesiąc się rozpadnie, to ani okiem nie mrugniesz, bo on ma zarabiać,
> a nie uświadamiać Ci, że auto ma feler. Genialne.
Nie - mam gwarancję, bez gwarancji bym nie kupił (dlatego m.in. nie kupuję
samochodów używanych). Poza tym są jeszcze sądy choć wiem że brzmi to
naiwnie - ale są, i w skrajnych przypadkach warto z tej możliwości
skorzystać
T.
T.
[ciach]
Ta dyskusja stała się już bezsensowna, a chwilami wręcz żenująca*, więc nie
widzę podstaw, by ją kontynuować.
Przede wszystkim nie rozumiesz podstawowej zasady - to, że Tobie się coś
udało, bo jesteś taki czy śmaki (inteligentny, przewidujący, sprytny,
oczytany, nieoglądający telenoweli i reklam, piękny, młody, whatever) nie
jest implikacją faktu, że wszyscy powinni być tacy sami. A może inaczej -
dobrze by było, gdyby byli, ale nie są. Siłą rzeczy, bo ludzie mają różny
potencjał i nie zawsze zależy to od nich samych. Nie jest to jednak
powodem, by:
1/ oszukiwać ich (banki)
2/ okraszać ich niewybrednymi wyzwiskami (Ty i Tobie podobni)
Zrozum to w końcu, albo jeśli nie jesteś w stanie, to uwierz na słowo.
Okopałeś się na swoim stanowisku i teoretycznie rzecz biorąc masz bardzo
dużo racji, ale realia są INNE, choćbyś się upierał jak dziki osioł.
Mała uwaga o podejmowaniu ryzyka - sugerujesz, by nie bawić się w ryzykowne
zabawy, jeśli nie potrafi się ocenić ryzyka. Oczywiście, tylko jeśli ktoś
nie potrafi ocenić ryzyka, to nie jest tego nawet świadomy, bo gdyby był,
to znaczyłoby to, że potrafi to ryzyko ocenić. Logiczne i proste jak budowa
cepa. A nieświadomy człowiek, bombardowany dodatkowo informacjami "mędrców"
zapewniających, że ryzyka nie ma, powoduje, to, co mamy teraz.
* personalne niegrzeczne przygrywki są cokolwiek nie na miejscu, zwłaszcza,
że nie opisuję własnych problemów (bo ich nie mam), tylko przedstawiam Ci
punkt widzenia innych ludzi. Punkt widzenia, którego nie będziesz w stanie
pojąć dopóki nie ściągniesz klapek z własnych oczu.
Tomasz argumentami położył Cię na łopatki.
Sfrustrowany jesteś i się nadymasz.
--
Jan Werbiński O0oo....._[:]) bul, bul, bul
Prywatna http://www.janwer.com/
Nasza siec http://www.fredry.net/
> Ta dyskusja stała się już bezsensowna, a chwilami wręcz żenująca*, więc nie
> widzę podstaw, by ją kontynuować.
Do usług.
> 1/ oszukiwać ich (banki)
Sami się zgłosili do strzyżenia (bo nie chciało im się podjąć wysiłku bycia
ostrożnymi). Ale zgoda, to bardzo nieładnie ze strony banków i prędzej
wielbłąd przejdzie przez ucho igielne itd.
> 2/ okraszać ich niewybrednymi wyzwiskami (Ty i Tobie podobni)
Wyzwiskami? Jeśli ktoś jest tępy, to nie jego wina, ale jeśli jest tępy i
lekkomyślny - to już tak. Co ja poradzę, że jest takich bardzo wielu? Sam
czasem taki bywam... O wyzwiskach piszę na samym końcu.
> Zrozum to w końcu, albo jeśli nie jesteś w stanie, to uwierz na słowo.
> Okopałeś się na swoim stanowisku i teoretycznie rzecz biorąc masz bardzo
> dużo racji, ale realia są INNE, choćbyś się upierał jak dziki osioł.
Ale ja nie wiem, o czym ty do mnie rozmawaisz? Zadawałeś pytania, to
odpowiadałem. Nie interesuje mnie dyskusja o uczuciach, bo to nie ta grupa.
Ja współczuję tym, którzy umoczyli na hipotekach, ale nie mam ich zamiaru
głaskać za to po główkach. Tylko tyle.
> Mała uwaga o podejmowaniu ryzyka - sugerujesz, by nie bawić się w ryzykowne
> zabawy, jeśli nie potrafi się ocenić ryzyka. Oczywiście, tylko jeśli ktoś
> nie potrafi ocenić ryzyka, to nie jest tego nawet świadomy, bo gdyby był,
> to znaczyłoby to, że potrafi to ryzyko ocenić. Logiczne i proste jak budowa
> cepa. A nieświadomy człowiek, bombardowany dodatkowo informacjami "mędrców"
> zapewniających, że ryzyka nie ma, powoduje, to, co mamy teraz.
Przewrotna to logika, ale trafia w próżnię, już ci wyłożyłem dlaczego. Nikt
nikogo nie zmusza do żonglowania po ciemku piłami mechanicznymi, gry w trzy
karty na targu, handlu instrumentami pochodnymi, obstawiania zera w ruletę
albo czytania Gazety Wyborczej. Tak samo nie zmusza do brania kredytów
walutowych na wyśrubowanych parametrach własnych.
Naprawdę - jeśli ktoś nie rozumie, że do korzystania ze skomplikowanych i
potencjalnie ryzykownych produktów konieczna jest znajomość zasad ich
obsługi, to ja mogę go tylko ostrzegać. Dotyczy to w podobnym stopniu
pilarki do drewna, co kredytu walutowego. Ale każdy ma wolną wolę i pełen
zakres praw publicznych i decyzja należy do niego. Musi jednak ponosić jej
skutki, bo to należy do zestawu. A coraz więcej słyszę głosów, że "ja się
tak nie bawię, ja nie wiedziałem, oddajcie moje pieniądze, najlepiej z
budżetu". Znasz bajkę o koniku polnym i mrówce?
> * personalne niegrzeczne przygrywki są cokolwiek nie na miejscu, zwłaszcza,
> że nie opisuję własnych problemów (bo ich nie mam), tylko przedstawiam Ci
> punkt widzenia innych ludzi. Punkt widzenia, którego nie będziesz w stanie
> pojąć dopóki nie ściągniesz klapek z własnych oczu.
Ależ ja to rozumiem, bo sam napisałeś, żeś zadowolony ze swoich posunięć,
gratuluję. I jeśli nawet gdzieś przekroczyłem granice ironii i posunąłem
się do sarkazmu, to nie traktuj tego osobiście, bo nie miałem zamiaru cię
urazić, naprawdę. Nikogo nie obrażam tu personalnie, skoro piszę ogólnie a
nie o konkretnych osobach. Dlatego mam prawo wygłosić opinię, że pewna
grupa głupców postąpiła bardzo nierozważnie ze swoimi pieniędzmi i teraz
zaczyna odczuwać przykre tego konsekwencje. A że wśród nich jest wielu
skądinąd wspaniałych ludzi (sól tej ziemi, zawsze to powtarzam), godnych
szacunku i w ogóle, to zupełnie inna sprawa. Krytykuję ich w tym jednym
aspekcie, a nawet nie ich, tylko ich błędy. EOT
T.
> Sfrustrowany jesteś i się nadymasz.
Czym konkretnie miałabym być sfrustrowany?
"Niesprawiedliwością społeczną", tym, że życie jest wredne, że uwierzyłeś w
opiekę państwa a zostałeś wydymany, że się nie znasz na czymś i wtopiłeś, że
niektórzy to mają szczęście, że nikt Ci nie podał pomocnej ręki, że wszyscy
chcą tylko zarobić, że niektórzy dobrze zarabiają na spekulacji, ale nie Ty.
Naprawdę przeczytałem Wasze wywody i Tomasz bardzo trafnie Ci wyjaśnił.
Rzadko się w usenetowym bełkocie trafia, że ktoś mówi z sensem i w dodatku
przystępnie.
> Ale ja nie wiem, o czym ty do mnie rozmawaisz?
O tym, że oczekujesz, że cała ludzkość będzie inteligentna, bystra,
sprytna, ostrożna, przezorna, przewidująca - tak jak Ty. Też bym tak
chciał. Realia są jednak inne. Ludzie są różni, czasem diametralnie. I
bardzo często nie mają na to wpływu.
Czy wyśmiałbyś prostą kobietę w wieku balzakowskim legalnie oszukaną przez
Providenta i nazwał ją tępą i bezmyślną osobą? Jeśli nie, to powinieneś
zrozumieć, o czym piszę. Jeśli tak, to nie mamy naprawdę o czym rozmawiać.
> odpowiadałem. Nie interesuje mnie dyskusja o uczuciach,
No tak, ale na uczucia niechcący zeszła.
> Przewrotna to logika, ale trafia w próżnię, już ci wyłożyłem dlaczego.
> Nikt
> nikogo nie zmusza do żonglowania po ciemku piłami mechanicznymi, gry w
> trzy
> karty na targu, handlu instrumentami pochodnymi, obstawiania zera w
> ruletę
> albo czytania Gazety Wyborczej. Tak samo nie zmusza do brania kredytów
> walutowych na wyśrubowanych parametrach własnych.
To jeszcze raz powoli.
Jeśli ktoś WIE, że zabawa piłą mechaniczną jest groźna to:
1/ nie bawi się w to - jest ostrożny
2/ bawi się w to - bo zdecydował się ryzykować i jest tego świadomy
Ty należysz do którejś z tych grup.
Jeśli ktoś NIE WIE, że zabawa piłą mechaniczną jest groźna to:
3/ nie bawi się w to - nie jest mu to potrzebne
4/ bawi się w to - BO NIE JEST ŚWIADOMY STOPNIA RYZYKA
Przełóż sobie teraz piłę mechaniczną na kredyt i zrozum w końcu, że choćbyś
nie wiem jak się spinał, to nie możesz oczekiwać, że wszyscy będą należeć
do grupy 1 lub 2. Masa ludzi należy do grupy 4.
Dlaczego? Już to tłumaczyłem parę razy. Ponieważ szukając informacji u
osób, które uznały za godne zaufania, dostały taką porcję wiedzy, że uznały
ja za wystarczającą i rzetelną. Na podstawie tej wiedzy podjęły decyzję
wierząc, że będą w stanie ponieść ryzyko. Nie miały świadomości, że ryzyko
może być większe. Nie miały, bo skąd u licha miałyby ją posiąść i
zrozumieć, że ta wiedza jest niewystarczająca?
Jeśli nadal nie rozumiesz, o czym piszę, to wyobraź sobie sytuację, że Ty
na podstawie swoich zaufanych źródeł iformacji wyrabiasz sobie ostateczną
opinię na dany temat. Podejmujesz decyzję i cieszysz się, że wszystko jest
w porządku. Po czasie okazuje się, że zrobiono Cię w balona - mniej lub
bardziej świadomie. Albo, że stało się coś, na co nikt nie miał wpływu, ale
co można było przewidzieć, choć Cię o tym nikt nie poinformował. I teraz
taki Tomasz Nowicki "Bis" określa Cię mianem ciężkiego idioty, bo zaufałeś
nie tym, co trzeba, bo nie wykazałeś się wystarczającą roztropnością,
intelektem i tak dalej. Bo on tak zrobił i uważa, ze każdy bez wyjątku też
mógł.
> Naprawdę - jeśli ktoś nie rozumie, że do korzystania ze skomplikowanych i
> potencjalnie ryzykownych produktów konieczna jest znajomość zasad ich
> obsługi, to ja mogę go tylko ostrzegać.
Samo życie jest potencjalnie ryzykownym produktem, do którego konieczna
jest znajomość zasad jego obsługi ;-)Ryzykujemy na każdym kroku i nikt
nigdy nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego. Nawet zaciągając kredyt w
PLN ryzykujesz, pomimo ubezpieczenia. Wystraczy, ze T.U., gdzie masz swoje
polisy nagle zbankrutuje i guzik masz, a nie odszkodowanie w razie
nieszczęścia. Jesteś w stanie to przewidzieć? Nie sądzę. Ale mimo to
zaryzykowałeś biorąc kredyt w bezpiecznych złotych.
> Ależ ja to rozumiem, bo sam napisałeś, żeś zadowolony ze swoich posunięć,
> gratuluję. I jeśli nawet gdzieś przekroczyłem granice ironii i posunąłem
> się do sarkazmu, to nie traktuj tego osobiście, bo nie miałem zamiaru cię
> urazić, naprawdę.
OK, nie ma wobec tego sprawy :)
> Dlatego mam prawo wygłosić opinię, że pewna
> grupa głupców postąpiła bardzo nierozważnie ze swoimi pieniędzmi i teraz
> zaczyna odczuwać przykre tego konsekwencje.
No więc różnimy się tylko tym, że ja nie nazywam takich ludzi głupcami, a
jedynie ofiarami różnych bardziej lub mniej planowanych działań/manipulacji
instytucji/osób trzecich. Na pewno będzie to dla nich nauczka na
przyszłość, ale tak czy owak nie uważam, że tylko oni ponoszą
odpowiedzialność za taką sytuację.
> Tomasz argumentami położył Cię na łopatki.
> Sfrustrowany jesteś i się nadymasz.
No nie wiem czy taki jednoznaczny werdykt jest uprawniony. Przeczytałem
właśnie tę dyskusję.
marekz
>> Czym konkretnie miałabym być sfrustrowany?
> "Niesprawiedliwością społeczną", tym, że życie jest wredne, że uwierzyłeś
> w opiekę państwa
No to chyba nie znasz znaczenia słowa "frustracja", bo bynajmniej nie
jestem tym sfrustrowany, tylko zauważam, że takie sytuacje mają miejsce,
choć nie powinny. A jeśli są, to osoby za nie odpowiedzialne powinny być
piętnowane, a nie te, które zostały ich ofiarami. Jest jednak dokładnie
odwrotnie i zastanawiam się czasem dlaczego masa ludzi pławi się w poczuciu
dobrze wypełnionego obowiązku mogąc dokopać już leżącym na ziemi.
> a zostałeś wydymany, że się nie znasz na czymś i wtopiłeś, że niektórzy
> to mają szczęście, że nikt Ci nie podał pomocnej ręki, że wszyscy chcą
> tylko zarobić, że niektórzy dobrze zarabiają na spekulacji, ale nie Ty.
> Naprawdę przeczytałem Wasze wywody
Naprawdę przeczytałeś? Jakoś trudno w to uwierzyć. W przeciwnym razie nie
wysnułbyś takich wniosków rodem z kosmosu, jak powyżej.
> i Tomasz bardzo trafnie Ci wyjaśnił.
Ależ ja się w większości argumentów z Tomaszem zgadzam.
Nie zgadzam się jedynie z jego wąskotorowym myśleniem.
>> 2/ Kurs franska spada dwukrotnie, więc kredyt maleje do 50 tys.
>> Wartość nieruchomości pozostaje 100 tys. Ta sama hipoteka. Co się
>> wówczas dzieje?
> Nic szczególnego, bo hipoteka jest niepodzielna.
Ale jest zamienna.
> zabezpieczeniem kredytu jest nieruchomość warta 50 tys. i lokata warta 50
> tys. Wówczas bank będzie mógł zrezygnować z jednego z tych zabezpieczeń,
> co
> klienta pewnie ucieszy.
Pytanie zasadnicze - czy bank się na to zgodzi. Nie wiem dlaczego, ale mam
spore wątpliwości.
> O tym, że oczekujesz
Niczego nie oczekuję, poza śmiercią i podatkami
> Czy wyśmiałbyś prostą kobietę w wieku balzakowskim legalnie oszukaną przez
> Providenta i nazwał ją tępą i bezmyślną osobą? Jeśli nie, to powinieneś
Wyśmiać - nie, ja jestem dość grzeczny, no i żal by mnie jej było. Ale
objaśnić, że była mało ostrożna - tak, jak najbardziej.
> No tak, ale na uczucia niechcący zeszła.
Tobie, nie mnie.
> może być większe. Nie miały, bo skąd u licha miałyby ją posiąść i
> zrozumieć, że ta wiedza jest niewystarczająca?
Stąd, że o tym ryzyku jednak mówiono niemało, wystarczyło chcieć słuchać.
Ale ludzie działali tak - "pójdę do banku, to mi powiedzą. Nie będę nic
czytał, nic słuchał, bo po co mi to. Ziemniaki i ogórki na rynku oglądam
podejrzliwie, chociaż znam sprzedawcę i wiem, że mnie nie oszuka. Ale ludzi
z banku nie znam i nie rozumiem, ale im zaufam, bo tak im dobrze z oczu
patrzy, jak panu premierowi. Zadłużam się na całe życie i zastawiam
wszystko co mam i co zarobię do emerytury, ale podchodzę do tego z większą
swobodą niż do kupna pęczka pietruszki".
Albo tak: "mam na oku mieszkanie, kosztuje 300 tys. Jak wezmę te franki, to
z trudem styknie mi na zdolność kredytową, zabezpieczenie mam - warte 300
tys. Pensja pójdzie na ratę, ale trochę się dorobi po godzinach, to na
żarcie i komorne jakoś starczy. Przecież nie będę jak ta głupia dojeżdżać
do roboty z Mszczonowa czy innej Rawy, straszne dziury, Ursynów to co
innego, 10 piętro - ładny widok, raptem 1,5 godziny dojazdu do pracy..."
Tymczasem człowiek rozsądny myśli tak "przecież nie stać mnie na mieszkanie
za 300 tys. skoro zarabiam 2500, a Zenek 3000, sama rata wyniesie 3 koła, a
z czego żyć i opłacać wszystko? I jeszcze franki - przecież zarabiam w
złotych, na razie złoty stoi wysoko, ale co będzie jeśli spadnie i mi rata
wzrośnie? Nie znam się na tym, więc po co ryzykować? Zdolność kredytowa też
się liczy, przecież niechby jakaś choroba albo utrata pracy nie daj Bóg, a
poza tym lodówka już stara i pralka ma swoje lata, samochód też nie
młodnieje. Mieszkania poza Warszawą dwa razy tańsze, a dojazd coraz lepszy,
np. w Skierniewicach to samo kupię o 100 tys. taniej, a na Centralny dojadę
w 30 minut zamiast się czadzić w korkach. Utrzymanie też tańsze niż w
stolicy." I tak dalej. Ale ambicja, zawiść i moda pchają ludzi prosto w
ramiona naciągaczy uśmiechniętych szeroko jak GSP Dibbler, jeśli wiesz o
kim mówię.
> Jeśli nadal nie rozumiesz, o czym piszę, to wyobraź sobie sytuację, że Ty
> na podstawie swoich zaufanych źródeł iformacji wyrabiasz sobie ostateczną
Widzisz, sęk w tym, że ci ludzie zwykle nie zadawali sobie nawet trudu, by
weryfikować źródła i informacje.
> taki Tomasz Nowicki "Bis" określa Cię mianem ciężkiego idioty, bo zaufałeś
> nie tym, co trzeba, bo nie wykazałeś się wystarczającą roztropnością,
> intelektem i tak dalej. Bo on tak zrobił i uważa, ze każdy bez wyjątku też
> mógł.
To nie jest kwestia intelektu, ale roztropności - jak najbardziej. Jednak
ludzie nauczyli się ufać reklamie (nie wiedzieć dlaczego) i teraz muszą
zapłacić za tę lekcję. W każdym razie - gdybym umoczył i ktoś by mi
pokazał, gdzie zaniedbałem sprawę, to jeszcze mu bym podziękował, nawet
gdyby takich jak ja określał mianem lekkomyślnych durniów.
> Samo życie jest potencjalnie ryzykownym produktem, do którego konieczna
> jest znajomość zasad jego obsługi ;-)Ryzykujemy na każdym kroku i nikt
Sofizmaty mnie nie interesują.
> nigdy nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego. Nawet zaciągając kredyt w
> PLN ryzykujesz, pomimo ubezpieczenia. Wystraczy, ze T.U., gdzie masz swoje
> polisy nagle zbankrutuje i guzik masz, a nie odszkodowanie w razie
> nieszczęścia. Jesteś w stanie to przewidzieć? Nie sądzę. Ale mimo to
> zaryzykowałeś biorąc kredyt w bezpiecznych złotych.
Tak, ale takie ryzyko jest jednak mało prawdopodobne i jeśli kredyt jest mi
potrzebny, to juz bardziej go nie zredukuję. Obarczanie się ryzykiem
dodatkowym w postaci wahań kursowych i wyżyłowania zdolności kredytowej i
zabezpieczenia na maksa - to jest już przesada i nieostrożność właśnie.
Każdy kto potrzebuje kredytu i ma zamiar go spłacić jest na tyle bystry, by
zastanowić się "a co jeśli". Co jeśli mi zabraknie na ratę? Lepiej wezmę
mniejszy kredyt, będę miał mniejszą ratę. A co jeśli złoty spadnie? Lepiej
wezmę mniejszy kredyt albo w złotówkach. Itd.
Błąd twojego rozumaowania sprowadza się do przeświadczenia, że nie można
winić ludzi za to, że wybierali "opcję max" - maksymalny możliwy kredyt,
maksymalna możliwa rata, maksymalne wyczerpanie zabezpieczenia. Otóż -
można ich winić, bo gdyby byli realistami, to nie balansowaliby na
krawędzi.
> No więc różnimy się tylko tym, że ja nie nazywam takich ludzi głupcami, a
> jedynie ofiarami różnych bardziej lub mniej planowanych działań/manipulacji
> instytucji/osób trzecich. Na pewno będzie to dla nich nauczka na
> przyszłość, ale tak czy owak nie uważam, że tylko oni ponoszą
> odpowiedzialność za taką sytuację.
A ja uważam, że każdy powinien pilnować swoich pieniędzy, bo nikt za nas
tego nie zrobi - co więcej - jeśli kto nie pilnuje, to raz-dwa znajdą się
tacy, co go wykorzystają bez cackania się, jak tylko zwietrzą okazję. I nie
jest ważne, czy działają pod szyldem banku, państwa, czy grają w trzy karty
na rynku w Pipidówie - klient sam ich zaczepia lub pozytywnie reaguje na
ich ofertę i ostatecznie to sam on jest winien swoim stratom. A jeśli się
czuje oszukany, zawsze może iść do sądu
T.
> Pytanie zasadnicze - czy bank siďż˝ na to zgodzi. Nie wiem dlaczego, ale mam
> spore w�tpliwo�ci.
Wystarczy zapytaďż˝ przed podpisaniem umowy
T.
> A ja uważam, że każdy powinien pilnować swoich pieniędzy, bo nikt za nas
> tego nie zrobi
OK, podpiszmy tu protokół rozbieżności, bo dalej to będzie już tylko bicie
piany :)
Zresztą jak już tu komuś napisałem - generalnie zgadzam się z Tobą, drażnił
mnie jedynie sposób postrzegania przez Ciebie pewnych problemów, ale nie
widzę żadnego sensu, żeby przekonywać Cię do swoich poglądów. Zresztą nie
na przekonywaniu się nazwajem polega dyskusja, a na wymianie opinii.
A korzystając z okazji - ponieważ w dużym stopniu zaimponowałeś mi swoją
wiedzą i logiką w rozumowaniu, chciałbym móc spytać Cię o zdanie odnośnie
sensu (lub jego braku) przewalutowania kredytu CHF na PLN. Wnioski z
przeszłości każą wysnuwać wnioski, że w tym momencie nie ma to
najmniejszego sensu, bo PLN jest niedowartościowany i lada
dzień/miesiąc/rok zacznie się jego umacnianie względem franka. Natomiast po
drugiej stronie "wagi" stoi strach, niepewność, brak nadziei na poprawę,
świadomość, że ten kryzys to jednak coś zupełnie innego, niż dotychczasowe
recesje czy "klapnięcia" gospodarcze na świecie. Pojawia się więc siłą
rzeczy parcie na przewalutowanie, żeby nie "utopić" więcej, niż to jest
konieczne.
Jaka jest Twoja opinia na ten temat. Ew. gdzie można zasięgnąć
profesjonalnej opinii, profesjonalnych analityków. W sensie - gdzie ich
szukać (tychże analityków)?
[ciach]
> Jaka jest Twoja opinia na ten temat. Ew. gdzie można zasięgnąć
> profesjonalnej opinii, profesjonalnych analityków. W sensie - gdzie ich
> szukać (tychże analityków)?
Czy można liczyć na jakąś odpowiedź? :)