Cześć,
Marcin <
nom...@nospam.com> writes:
> Sa :) Sam znam takich ktorzy biora znacznie mniej niz pozwala im
> teoretyczna zdolnosc kredytowa w banku.
Całkiem słusznie, po co mieliby brać więcej (= ponosić większe koszty)
niż potrzebują? Problem jest niestety z definicją słowa "potrzebować".
> Znam tylko jeden przypadek ze ktos wzial kredytu pod korek i
> jeden przypadek gdy ktos ma klopot z obsluga kredytu - akurat to jest
> ten sam kredyt...
Być może jednak potrzebował (a nie "potrzebował") - w Polsce ceny
nieruchomości są bardzo wysokie (mimo że w ciągu ostatnich kilku lat
nastąpiła zauważalna, choć nie dramatyczna "korekta"), myślę że jeśli
ktoś kupuje mieszkanie typu 60 m^2 z 2 lub lepiej z 3 pokojami dla
małej rodziny (1 lub 2 dzieci, w tym "w planach") to to nie jest żadna
ekstrawagancja.
Gorzej, jeśli ktoś kupuje np. wielki i drogi apartament, bez planów
rodzinnych, bo "tak wypada". Kredyt na XX lat (ani w ogóle żaden kredyt,
pożyczka) to nie jest coś, co "wypada".
Jedną z przyczyn wysokich cen nieruchomości jest "od zawsze" zaniżony
kurs złotówki (aczkolwiek długoterminowo jest coraz mniej zaniżony).
> Jak pare lat temu bralem kredyt na mieszkanie to tez teoretycznie byly
> kredyty ze stala stopa procentowa w jednym banku i to przez scisle
> okreslony czas (AFAIR 8 lat) a potem juz rynkowe stopy. Ale tylko
> teoretycznie bo drobniejszym drukiem bylo napisane, ze jak WIBOR
> wystrzeli powyzej pewnego poziomu to i tak bank zastosuje stopy
> rynkowe. Wiec mialbym placic wieksza rate na poczatku ale w razie
> powaznych zawirowan i tak mnie to przed niczym nie chronilo to po co
> mi takie zabezpieczenie?.
Jasne. Tak w ogóle najuczciwsze (nie mówię że w 100% uczciwe, ale
najbliższe) są kredyty oprocentowane według wzoru
obiektywnie_ustalany_wskaźnik + marża. Jest to także najprostsze
rozwiązanie.
--
Krzysztof Hałasa