Będąc w restauracji skradziono mi kartę kredytową, którą niestety
zostawiłam w portfelu w kurtce w szatni.
Podczas, gdy ja siedziałam w restauracji, złodziej poszedł sobie do
sklepu i zrobił zakupy na kilkanaście tysięcy złotych.
Raiffeisen Bank "wypiął się" i stwierdził, że nie dochowałam należytej
staranności przy przechowywaniu karty.
Reklamacja została rozpatrzona negatywnie.
Pomimo moich próśb bank nie przysłał slipa z rzekomo moim podpisem.
Czy ktoś może znalazł się w podobnej sytuacji ? Czy jest szansa na
wygranie z wielką machiną, jaką jest bank ?
Bardzo proszę o jakiekolwiek wskazówki, jak można powlaczyć w bankiem.
Wiem, że mogę pójść do Arbitra Bankowego, ale czy to przyniesie jakieś
efekty ?
> Będąc w restauracji skradziono mi kartę kredytową, którą niestety
> zostawiłam w portfelu w kurtce w szatni.
>
> Podczas, gdy ja siedziałam w restauracji, złodziej poszedł sobie do
> sklepu i zrobił zakupy na kilkanaście tysięcy złotych.
Tak z ciekawosci - po jakim czasie zglosilas zastrzenie karty?
Rozumiem ze to dlugo nie bylo.
Gdzie zlodziej zdazyl wydac te kilkanascie tysiecy?
--
darnok
"TRAGEdia: A ja TRUskawki CUkrem..."
Po ok. 5 godzinach od momentu dokonania tranzakcji. W jednym sklepie w
centrum Warszawy.
Przedmiotem postępowania przed Arbitrem Bankowym mogą być wyłącznie
spory pomiędzy konsumentami i bankami - członkami Związku Banków
Polskich powstałe po dniu 1 lipca 2001 r., których wartość przedmiotu
sporu nie jest wyższa niż kwota 8000 zł - tak więc arbitraż odpada.
Zostaje sprawdzenie warunków ubezpieczenie lub sąd.
Życzę powodzenia w odzyskaniu pieniędzy.
> Będąc w restauracji skradziono mi kartę kredytową, którą niestety
> zostawiłam w portfelu w kurtce w szatni.
>
> Podczas, gdy ja siedziałam w restauracji, złodziej poszedł sobie do
> sklepu i zrobił zakupy na kilkanaście tysięcy złotych.
>
> Raiffeisen Bank "wypiął się" i stwierdził, że nie dochowałam należytej
> staranności przy przechowywaniu karty.
No coz, troche racji bank pewnie ma, ale z drugiej strony trudno
spodziewac sie, ze kazdy szatniarz to zlodziej. W takich przypadkach
lepiej zastanowic sie nad trescia korespondencji itp. z bankiem.
> Pomimo moich próśb bank nie przysłał slipa z rzekomo moim podpisem.
A powinien, z tym ze nie na skutek prosby, a żądania przedstawienia
dokumentu, na podstawie ktorego karta zostala obciazona.
Oprocz tego zawiadomilbym policje - (szatnia chyba nie byla
ogolnodostepna?). Gdyby policji "sie chcialo", to nie powinni miec
problemow ze znalezieniem zlodzieja, nawet jesli trudno byloby to
udowodnic. Realnie moze to wygladac slabo niestety.
--
Krzysztof Halasa
Użytkownik <marta....@gmail.com> napisał w wiadomości
news:a31614f3-3365-401a...@v26g2000prm.googlegroups.com...
Po pierwsze, trzeba było pytać tutaj, zanim napisałaś list do banku. Może
wtedy ktoś by Ci poradził, co dokładnie pisać, żeby nie była Twoja wina (np.
wcale nie musiałaś "zostawiać w szatni" - mogłaś np. zostać napadnięta!!!).
Po drugie, tak jak już napisał kolega, ZAŻĄDAJ przedstawienia dokumentu, na
którego podstawie obciążono Twoją kartę kredytową. Następnie zakwestionuj
autentyczność podpisu, od razu uprzedzając bank o ścieżce sądowej (aby mogli
zdecydować się na ugodę). Pod żadnym pozorem nie akceptuj żadnego
"podzielenia się zadłużeniem" - wychodź z (słusznego zresztą) założenia, że
odpowiedzialność za błędne autoryzowanie CAŁEJ transakcji leży po stronie
banku (zgoda na spłacenie części mogłaby sugerować przyznanie się przez
Ciebie do części odpowiedzialności). Jedyne co mogą naliczyć to bodaj 150
EUR.
Jeśli nie pomoże - odwołaj się do sądu.
Sorry, teraz musisz być twarda i bezwzględna. Wina jest banku.
k.
Po pierwsze bredzisz. Po drugie skladanie falszywych zeznan jest karalne.
Wsadz sobie swoje swiatle rady tam, gdzie slonce nie dochodzi.
--
SQLwysyn
sqlwysyn.blog.onet.pl
> wcale nie musiałaś "zostawiać w szatni" - mogłaś np. zostać napadnięta!!!).
Na poświadczeniu nieprawdy można się ładnie przejechać.
AK
pozdr
--
Marcin
Jesli jest pewnosc, ze to szatnia, to juz powinno byc zgloszenie
przestepstwa na policje, przedstawienie go bankowi i w razie, gdyby bank
nie uznal reklamacji (tutaj istotne jest chyba porownanie podpisu na
slipie z wzorcem posiadanym przez bank) powodztwo cywilne przeciwko
restauracji. Co prawda w szatniach jest "za przedmioty...nie
odpowiadamy" ale sad moze miec inne zdanie.
Ciekawe, czy bank ograniczyl sie do reklamacji, czy tez zglosil
przestepstwo? Przeciez w przypadku pojedynczego zakupu za kilkanascie
tysiecy, bardzo prawdopodobne jest, ze zlodziej bedzie probowal
spieniezyc przedmiot zakupu i moze, nawet przez przypadek byc przy tym
spisany.
>Raiffeisen Bank "wypiął się" i stwierdził, że nie dochowałam należytej
>staranności przy przechowywaniu karty.
>Reklamacja została rozpatrzona negatywnie.
Zatrudnij prawnika.
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
___/ /_ ___ ul. Na Szaniec 23/70 31-560 Kraków (012 378 31 98)
_______/ /_ http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/foto.html
___________/ mail: _5...@irc.pl GG: 3524356
Chyba najrozsadniejsza wypowiedz w watku :)
Z tym, ze chyba powinno byc "dobrego prawnika".
>Będąc w restauracji skradziono mi kartę kredytową, którą niestety
>zostawiłam w portfelu w kurtce w szatni.
pozwij restaurację
--
Jarek Andrzejewski
Wprowadzona w życie w październiku 2003 roku ustawa o elektronicznych
instrumentach płatniczych ograniczyła odpowiedzialność posiadacza lub
użytkownika karty płatniczej za nieuprawnione transakcje dokonane przed
zastrzeżeniem karty do kwoty równowartości 150 euro.
Bardzo proszę o jakiekolwiek wskazówki, jak można powlaczyć w bankiem.
Wiem, że mogę pójść do Arbitra Bankowego, ale czy to przyniesie jakieś
efekty ?
Albo nie piszesz nam całej prawdy, albo bank oszalał lub szuka jelenia.
Odpowiadasz ewentualnie tylko do wysokości 150 euro. Może bank rozumie jako
oczywistą swoją odpowiedzialność powyżej tej kwoty i kłóci się tylko o te
150 EUR?
Karty Rajfiego są zawsze na podpis, więc bank nie może nawet szukać dziury w
całym używając manewrów związanych z transakcjami pinowanymi.
marekz
Bardzo proszę o jakiekolwiek wskazówki, jak można powlaczyć w bankiem.
Wiem, że mogę pójść do Arbitra Bankowego, ale czy to przyniesie jakieś
efekty ?
Albo nie piszesz nam całej prawdy, albo bank oszalał lub szuka jelenia.
Odpowiadasz ewentualnie tylko do wysokości 150 euro. Może bank rozumie jako
oczywistą swoją odpowiedzialność powyżej tej kwoty i kłóci się tylko o te
150 EUR? Tak jak napisał kashmiri szkoda, że pojawiłaś się dopiero teraz,
zanim napisałas coś do banku o tym "zagubieniu w szatni", z pewnością
postąpiłaś nieoptymalnie. Ale miejmy nadzieję, że nie napisałaś tam jakichś
bzdur. Tak czy inaczej uważam, że masz praktycznie pewność pozytywnego
zakończenia się tej sprawy co do kwoty powyżej 150 EUR.
Karty Rajfiego są zawsze na podpis, więc bank nie może nawet szukać dziury w
całym używając manewrów związanych z transakcjami pinowanymi czy tam z
chipa. A może miałaś jakies płatne ubezpieczenie tej karty dodatkowo?
marekz
Marek,
Dzieki za porade. Widze, ze znasz kawalek tej ustawy, ale nie do konca
ja przeczytales. 150eur wynika z ustawy o elektronicznych
instrumentach platniczych. W tej ustawie sa opisane m.in, obowiazki
posiadacza karty platniczej - nalezyta starannosc przy przechowywaniu
karty. Na ten paragraf z tejze ustawy powoluje sie bank.
oraz: "Ograniczenie to nie dotyczy sytuacji, gdy posiadaczowi można
przypisać winę za zaistniałą sytuację. W przepisie tym jako przykłady
zawinienia posiadacza karty podaje się nienależyte przechowywanie karty
i kodu identyfikacyjnego lub przechowywanie ich razem."
M.
M.
---------------
Ciekawe czy autorka watku zostawila by w szatki koperte z gotowka w
wysokosci w/w kilkunastu tysiecy zlotych.
pozdr
Marek,
Dzieki za porade. Widze, ze znasz kawalek tej ustawy, ale nie do konca
ja przeczytales. 150eur wynika z ustawy o elektronicznych
instrumentach platniczych. W tej ustawie sa opisane m.in, obowiazki
posiadacza karty platniczej - nalezyta starannosc przy przechowywaniu
karty. Na ten paragraf z tejze ustawy powoluje sie bank.
No a na co innego miałby sie powoływać aby nie ponieść odpowiedzialności,
bank to nie instytucja charytatywna i walczy o swoją kasę? Nie bardzo
rozumiem istotę powyższej argumentacji, chyba jest oczywiste, że osoba
poszkodowana musi w ten sposób przedstawić sytuację aby nie dało się jej
skutecznie zarzucić nie dochowania należytej staranności... W tym kontekście
wspomniałem o najprawdopodobniej nieoptymalnym przedstawieniu sytuacji w
reklamacji skierowanej do banku.
marekz
Marek,
Dzieki za porade. Widze, ze znasz kawalek tej ustawy, ale nie do konca
ja przeczytales. 150eur wynika z ustawy o elektronicznych
instrumentach platniczych. W tej ustawie sa opisane m.in, obowiazki
posiadacza karty platniczej - nalezyta starannosc przy przechowywaniu
karty. Na ten paragraf z tejze ustawy powoluje sie bank.
No a na co innego miałby sie powoływać aby nie ponieść odpowiedzialności,
bank to nie instytucja charytatywna i walczy o swoją kasę? Przecież
zorganizowane wyłudzenie tak by właśnie też mogło wyglądać, niby-ukradzenie
karty, po pewnym czasie zastrzeżenie i reklamacja transakcji nią. Bank
powinien a'priori zakładać i taką mozliwość.
Nie bardzo rozumiem w związku z tym istotę powyższej argumentacji, chyba
> Marek,
> Dzieki za porade. Widze, ze znasz kawalek tej ustawy, ale nie do konca
> ja przeczytales. 150eur wynika z ustawy o elektronicznych
> instrumentach platniczych. W tej ustawie sa opisane m.in, obowiazki
> posiadacza karty platniczej - nalezyta starannosc przy przechowywaniu
> karty. Na ten paragraf z tejze ustawy powoluje sie bank.
No a na co innego miałby sie powoływać aby nie ponieść odpowiedzialności?
Bank to nie instytucja charytatywna i walczy o swoją kasę. Przecież
zorganizowane wyłudzenie tak by właśnie też mogło wyglądać: niby-ukradzenie
karty, wykonanie nią transakcji, po pewnym czasie zastrzeżenie karty i
reklamacja tych transakcji. Bank powinien a'priori zakładać i taką
mozliwość.
Nie bardzo rozumiem w związku z tym istotę powyższej argumentacji, chyba
jest oczywiste, że osoba poszkodowana musi w ten sposób przedstawić sytuację
aby nie dało się jej skutecznie zarzucić nie dochowania należytej
staranności... W tym kontekście wspomniałem o najprawdopodobniej
nieoptymalnym przedstawieniu sytuacji w reklamacji skierowanej do banku,
choć uważam, że jak najbardziej jest jeszcze na tym etapie pora na
skorygowanie, przypomnienie sobie, jak to w istocie było. Względnie na
przyznanie się do tego, że to było zorganizowane wyłudzenie i zrezygnowanie
z dalszych prób odzyskania środków.
marekz
Użytkownik "SQLwysyn" <sqlw...@sqlwysyn.pl> napisał w wiadomości
news:48350d02$0$15120$f69...@mamut2.aster.pl...
> Użytkownik "kashmiri" <kaacper...@interia-usunto.pl> napisał w
> wiadomości news:g12geg$nfu$1...@news.interia.pl...
>>
> Po pierwsze bredzisz. Po drugie skladanie falszywych zeznan jest karalne.
> Wsadz sobie swoje swiatle rady tam, gdzie slonce nie dochodzi.
PLONK
Użytkownik "MarekZ" <marekz_wywal@to_irc.pl> napisał w wiadomości
news:g142m1$t24$1...@atlantis.news.neostrada.pl...
Dokładnie. Można sobie teraz "przypomnieć" szczegóły. Przecież bezpośrednio
po takim wydarzeniu jest się w szoku, można wiele nie pamiętać - dopiero
analizując zdarzenia na chłodno, z dystanu można zauważyć wiele szczegółów.
(Np. karta mogła nie być skradziona z płaszcza w szatni, tylko z trzymanej
przez Ciebie torebki przez kieszonkowca).
Cokolwiek, byle bank nie mógł się powołać na niedochowanie przez Ciebie
należytej staranności.
k.
> PLONK
Prawda czasem boli.
AK
>> Zatrudnij prawnika.
>
>Chyba najrozsadniejsza wypowiedz w watku :)
>Z tym, ze chyba powinno byc "dobrego prawnika".
Wystarczy średni.
W tym wypadku nalezalo zglosic kradziez karty z opisem zdarzenia na
policji to pomoga poxniej w sadzie. Szatnia wbrew temu co jest napisane
po czesco odpowiada za powierzone mienie.
>
> AK
--
Portal edukacyjny o inwestowaniu - http://www.inwestowanie.org.pl/
> Nie mamy Pana płaszcza i co Pan nam zrobi ? ;)
Szatnia dokonuje przechowania i ma dochowac nalezytej staranosci.
Policja spisuje dane w razie czego zawsze mozna dochodzic od knajpy i sa
przypadki gdzie knajpa musiala zaplacic za mienie utracone w szatni mimo
swojego napisu o nieodpowiadaniu .. co jest chyba nawet formalnei
klauzula niedozwolona pytac w UOKIK
> Marek,
>
> Dzieki za porade. Widze, ze znasz kawalek tej ustawy, ale nie do konca
> ja przeczytales. 150eur wynika z ustawy o elektronicznych
> instrumentach platniczych. W tej ustawie sa opisane m.in, obowiazki
> posiadacza karty platniczej - nalezyta starannosc przy przechowywaniu
> karty. Na ten paragraf z tejze ustawy powoluje sie bank.
Wiec sad uzna ze powierzenie plaszcza do przechowania nie jest
powieszeniem go na latarni. Pozatym w tym wypadku zawsze jest droga ze
to knajpa zaplaci. Napewno zgloszenie kradziezy na policje byc musi
>
> Ciekawe czy autorka watku zostawila by w szatki koperte z gotowka w
> wysokosci w/w kilkunastu tysiecy zlotych.
Dlaczego nie, jakos ludzie codzinnie zostawiaja "w szatni" na parkingu
"samochod" i jakos problemu nie ma, mam go zabrac do domu na balkon ?
Nie chcę Cię martwić, ale X lat temu miałem podobną sytuację
i straciłem sporo kasy. Było to na długo przed "ustawą 150 EUR",
więc decydował wyłącznie regulamin banku (Pekao S.A.) Teraz może
być łatwiej, ale niekoniecznie. Najlepsze było to, że regulamin
wymagał zgodności podpisu na kwitku z wzorem *na karcie*. A że
karty brak, bo skradziona, to... nie da się zweryfikować...
Sprytne zagranie.
Bank cofnął jedynie transakcje dokonane po zastrzeżeniu. Resztę
musiałem spłacić.
Sytuacja dość podobna - złodziej wyjął z portfela jedną kartę
spośród kilku. Spryciarz - gdyby rąbnął po prostu portfel,
zorientowałbym się dużo szybciej. A tak - odkryłem kradzież
dopiero po południu, gdy chciałem za coś zapłacić...
Portfel był w wewnętrznej kieszeni kurtki wiszącej na wieszaku
w pokoju na uczelni. Pokój nie zawsze był zamknięty, bo "lokatorów"
było dwóch, a często trzeba było latać do serwerowni czy gdzie indziej,
więc jak jeden wychodził gdzieś na krótko, a drugiego nie było,
to się pokoju nie zamykało - klucz był jeden. Zresztą mniej więcej
w tym czasie (już nie pamiętam - przedtem czy potem) ktoś buchnął
dziekanowi portfel z gabinetu. Profesor wyszedł nalać sobie wody
do czajnika, wrócił - portfela nie ma...
Po tym fakcie dorobiliśmy sobie "lewe" klucze i głównie
ich używaliśmy, a oryginał leżał przez większość czasu
w sekretariacie. Dyrekcja zaś szarpnęła się na dodatkowe
drzwi oddzielające nasz odcinek korytarza.
Złodzieje porobili moją kartą trochę zakupów w pasażu handlowym
hipermarketu. Lista obejmowała m.in. perfumerię, sklep fotograficzny,
z ciuchami itp. Policji udało się jedynie uzyskać wątpliwy rysopis
"zakupowiczów" - jakieś szczyle z pofarbowanymi na niebiesko włosami.
Wniosek: bądź czujny, złodziej obserwuje!
Drugi wniosek: już wtedy podpisu nikt nie sprawdzał, a teraz jest
z tym jeszcze gorzej, ale to temat na osobny wątek (pisałem o tym
tu: fun4el$6q7$2...@polsl.pl i tu: fups6a$qtv$1...@polsl.pl
--
Piotr Auksztulewicz im...@nazwisko.net
Gdyby zginal plaszcz, czy np. pioro wieczne z plaszcza za 300 zl, mysle, ze
restauracja musialaby zaplacic. Ale jesli ktos zostawia w plaszczu karte z
limitem kilkunastutysiecy zlotych, sprawa nie jest oczywista. Rownie dobrze
mozna bylo zostawic np. kolie brytalntowa za 300 tys. dolcow. Restauracja
prawdopodobnie wybroni sie tym, ze w szatni nie nalezy zostawiac rzeczy o
szczegolnie wysokiej wartosci.
> Tak z ciekawosci - jaki byl limit na karcie skoro zlodziejowi udalo sie
> dokonac transakcji na kilkanascie tysiecy?
>
A Pan ma karte kredytową? Bo ja od 2001 i najczesciej zaraz po dokonaniu
platnosci nie widze blokady na koncie karty... Nawet jak place w necie via
polcard/ecard. Znany przeciez jest problem 'udawanych autoryzacji'.
Poki nie ma obowiazku pelnej autoryzacji z blokadą w momencie dokonywania
platnosci, to limit na karcie wyznacza tylko i wylacznie pulap do ktorego
mamy 'dozwolone zadluzenie' a powyzej ktorego bank nalicza ekstra oplaty. Nic
poza tym.
Bardzo latwo nawet przekroczyc limit na karcie KREDYTOWEJ wieloma
transakcjami o mniejszej wartosci albo w 'znajomym' sklepie.
Przerabialem to, pomoglo pisanie oswiadczen na formularzu VISA do kazdej
lewej transakcji. Tyle,ze u mnie byla dobra wola banku. Raiffeisen z tego nie
slynie.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Użytkownik "info" <ps...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:g173es$chp$1...@news.wp.pl...
Uważasz, że jakiś przepis ogranicza ich odpowiedzialność do "rzeczy o
niskiej wartości"? Parkin strzeżony odpowiada za syrenki, a za porsche już
nie?
k.
Zawsze mozna zamiast karty embosowanej wyrobic sobie jakas plaska
kredytowke. Mniej prestizowa, ale za to bardziej bezpieczna.
Swoja droga to nie jest odpowiedz na moje pytanie - czy zlodziejowi udalo
sie przekroczyc limit karty i o ile?
Jak sama nazwa sugeruje, parking sluzy do "przechowywania" samochodow,
natomiast szatnia do przechowywania ubran, a nie kosztownosci.
Nie wiem jak bedzie w tej konkretnej sytuacji, nie jestem specem od takich
spraw. ;) Wiem, ze np. w przypadku hoteli odpowiedzialnosc jest ograniczona
ustawowo, jako wielokrotnosc dziennej stawki za pokoj. Do pewnej kwoty hotel
odpowiada za rzeczy zostawione w pokoju (zdaje sie, ze dziesieciokrotnosc
stawki dziennej, juz nie pamietam) i do pewnej za rzeczy zostawione w sejfie
hotelowym (bodajzde do trzydziestokrotnosci albo piecdziesieciokrotnosci).
Powyzej nie odpowiada. W koncu glowna dzialalnoscia hotelu nie jest
przechowywanie przedmiotow o bardzo wysokiej wartosci.
Mysle, ze kluczowy moze byc tutaj limit karty. Jesli byl 1 tys. zl, a
zlodziej wydal 20 tys., to walczylbym z bankiem. Jesli zas byl 20 tys. i
zlodziej tyle wydal, a wlasciciel zostawil karte z takim limitem w szatni,
to cienko to widze.
Szara i brutalna rzeczywistosc jest taka, ze bankowi latwiej kazac
wlascicielowi bujac sie o kase niz zakladac sprawe sklepom, nadzorowac
postepowanie prokuratury, szukanie nagran z monitoringu, etc etc Prosciej
wykorzystac pozycje duzego i silnego, skroic wlasciciela karty z pieniedzy,
i niech on sie dalej buja.
pozdr
Masz racje, ze tak powinno byc, ale dobrze wiemy jak jest. I dlatego lepiej
miec nawet kilka kart z mniejszym limitem niz jedna z duzym.
Użytkownik "info" <ps...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:g18i0f$3jr$1...@news.wp.pl...
Jakie ma znaczenie, czy jest płaska czy nie? Ważne, czy karta stosuje
rozliczanie online (debit, czyli z autoryzacją kwoty) czy offline (credit,
bez autoryzacji). Są karty wypukłe, które stosują rozliczanie online, tak
samo są karty płaskie, które stosują rozliczanie offline.
k.
> Jakie ma znaczenie, czy jest płaska czy nie? Ważne, czy karta stosuje
> rozliczanie online (debit, czyli z autoryzacją kwoty) czy offline
> (credit, bez autoryzacji). Są karty wypukłe, które stosują rozliczanie
> online, tak samo są karty płaskie, które stosują rozliczanie offline.
Mylisz kompletnie pojecia. W tej chwili prawie kazda transakcja jest
online, tylko online z kim? Z centrum autoryzacyjnym banku lub kogos,
z kim bank wspolpracuje.
Jesli myslisz ze jakakolwiek karta mozesz robic (przez krotki czas)
zakupy w nieskonczonosc, to sie mylisz. To nawet ze STIPem tak nie
zadziala.
Jest tu problem floor limitu, ale to jest a) sporadyczne, b) bardzo
watpie czy ma zwiazek z ta sprawa.
Niektore karty sa offline pomiedzy centrum autoryzacyjnym a kontem
klienta, owszem. Ale mozna to wykorzystac np. wydajac X pieniedzy
w sklepie i (wzglednie) jednoczesnie wyplacajac je w kasie banku, to
nie jest tak ze mozesz placic karta do woli az sie saldo
zaktualizuje. W przypadku kart kredytowych nie ma to zwykle znaczenia,
bo nie mozesz z takiej karty wyplacic w kasie (oddzielnym kanalem).
Debit i credit vs autoryzacja i bez niej to dwie rzeczy zupelnie
niezalezne od siebie. Wiekszosc transakcji debit i credit jest
autoryzowana, w Polsce wiecej transakcji bez autoryzacji jest pewnie
wykonywanych kredytowkami (bo debit = plaska karta wymagajaca
kazdorazowej autoryzacji), ale np. w USA wszystkie karty sa wypukle/
offline, zarowno debit jak i credit.
--
Krzysztof Halasa
> A jakie znaczenie ma limit? Bank twierdzi, ze wlasciciel karty wyplacil,
> wlasciciel, ze nei wyplacal. Teraz bank ma udowodnic wlascicielowi, ze to on
> wyplacal (z PINem jest to prostsze - uzycie pinu = wlasciciel), jesli podpis
> sie nie zgadza, to wtopil sprzedawca (mogl poprosic o dowod tozsamosci przy
> wiekszym zakupie, etc).
Sprzedawca ma sie do tego nijak, za takie rzeczy nie odpowiada. Chyba
ze da sie mu udowodnic cos zlego, szansa znikoma.
> Tak wiec wlasciciel karty powinien dostac zwrot
> kasy, natomiast bank ma scigac wyplacajacego (zlodzieja lub pasera), ktory w
> tym momencie ma dlug wobec banku w wysokosci wspomnianych kilkunastu
> tys zl.
Tak by teoretycznie bylo.
Problem w tym, ze jesli bank sie uprze to ma BTE i klient musi
zaplacic, i najwyzej walczyc w sądzie. To ostatnie ma chyba sens.
> Szara i brutalna rzeczywistosc jest taka, ze bankowi latwiej kazac
> wlascicielowi bujac sie o kase niz zakladac sprawe sklepom,
Bank nie ma takiej mozliwosci w praktyce.
Bank moze walczyc ze sklepami chargebackami i innymi procedurami
organizacji karcianej, ale jesli sklep nie zrobil widocznego przekretu
to wiele to nie da.
--
Krzysztof Halasa
>> Tak wiec wlasciciel karty powinien dostac zwrot
>> kasy, natomiast bank ma scigac wyplacajacego (zlodzieja lub pasera),
>> ktory w
>> tym momencie ma dlug wobec banku w wysokosci wspomnianych kilkunastu
>> tys zl.
>
> Tak by teoretycznie bylo.
> Problem w tym, ze jesli bank sie uprze to ma BTE i klient musi
> zaplacic, i najwyzej walczyc w sądzie. To ostatnie ma chyba sens.
>
>> Szara i brutalna rzeczywistosc jest taka, ze bankowi latwiej kazac
>> wlascicielowi bujac sie o kase niz zakladac sprawe sklepom,
>
> Bank nie ma takiej mozliwosci w praktyce.
> Bank moze walczyc ze sklepami chargebackami i innymi procedurami
> organizacji karcianej, ale jesli sklep nie zrobil widocznego przekretu
> to wiele to nie da.
A w przypadku karty ze zdjeciem? Tu chyba latwo wykazac dzialanie w zlej
wierze sklepu?
Natomiast w kontekscie calego watku, to ani gotowki ani narzedzi do jej
pobierania (czyli kart) w Polsce (i wielu innych krajach, a najlepiej
nigdzie) nie zostawia sie w miejscach publicznych.
Ja jakos nie umiem sobie wyobrazic innego miejsca na moj portfel niz kieszen
moich spodni lub polka w moim mieszkaniu.
pozdr
Nie ma karty, nie ma zdjecia.
> Natomiast w kontekscie calego watku, to ani gotowki ani narzedzi do jej
> pobierania (czyli kart) w Polsce (i wielu innych krajach, a najlepiej
> nigdzie) nie zostawia sie w miejscach publicznych.
> Ja jakos nie umiem sobie wyobrazic innego miejsca na moj portfel niz kieszen
> moich spodni lub polka w moim mieszkaniu.
Wlasnie.
--
Mithos
pozdr
Zdjecie moze byc niewyrazne, moze wyblaknac itp. Jak udowodnisz, ze bylo
czytelne i dokladne ?
> Fakt, ze jak sobie przypomne to przy odbiorze w banku cos sie podpisuje i
> zostaje to w banku, a przy wysylanych kartach nic nie ma. Swoja droga kiedys
> to karte odbieralo sie w banku i zanim pani w banku ja aktywowala, to trzeba
> bylo przy niej ja podpisac zgodnie ze wzorcem. Teraz niby jest dla nas
> wygodniej.. ale obraca sie to przeciw nam - bo bank moze latwiej sie wypiac.
Problem w tym, ze teraz karte mozna podpisac dowolnie i to niezgodnie ze
wzorem podpisu zlozonym w banku. Jakakolwiek weryfikacja mozliwa jest
jedynie przy ewentualnej reklamacji, a i to porownywac bedziemy wzor
podpisu z tym podpisem jaki ma sprzedawca, bo skoro karta zostala
utracona to nie mozna wykazac jaki podpis na niej byl.
Zastanawia mnie jednak czy w przedmiotowym przypadku (kradziez karty) i
takiej postawie banku jaka tu jest prezentowana lepszym zabezpieczeniem
dla posiadacza nie jest PIN.
Oczywiscie IMO posiadacz karty, autoryzowanej podpisem, w przypadku jej
utraty moze sie latwo wybronic od odpowiedzialnosci, byle tylko nie
tlumaczyl sie tak jak watkotworca (a wystarczylo powiedziec "utracilem
karte, nie wiem gdzie i w jaki sposob ale 5h temu mialem ja jeszcze ze
soba").
--
Mithos
>> Fakt, ze jak sobie przypomne to przy odbiorze w banku cos sie podpisuje i
>> zostaje to w banku, a przy wysylanych kartach nic nie ma. Swoja droga
>> kiedys to karte odbieralo sie w banku i zanim pani w banku ja aktywowala,
>> to trzeba bylo przy niej ja podpisac zgodnie ze wzorcem. Teraz niby jest
>> dla nas wygodniej.. ale obraca sie to przeciw nam - bo bank moze latwiej
>> sie wypiac.
>
> Problem w tym, ze teraz karte mozna podpisac dowolnie i to niezgodnie ze
> wzorem podpisu zlozonym w banku. Jakakolwiek weryfikacja mozliwa jest
> jedynie przy ewentualnej reklamacji, a i to porownywac bedziemy wzor
> podpisu z tym podpisem jaki ma sprzedawca, bo skoro karta zostala utracona
> to nie mozna wykazac jaki podpis na niej byl.
>
No w takiej sytuacji jak teraz to nie do wykazania.
> Zastanawia mnie jednak czy w przedmiotowym przypadku (kradziez karty) i
> takiej postawie banku jaka tu jest prezentowana lepszym zabezpieczeniem
> dla posiadacza nie jest PIN.
>
Po posiadaczu, ktory zostawia karte w kurtce w szatni mozna sie spodziewac,
ze trzyma pin na kartce razem z karta... wiec nie byloby lepszym
zabezpieczniem ;)
> Oczywiscie IMO posiadacz karty, autoryzowanej podpisem, w przypadku jej
> utraty moze sie latwo wybronic od odpowiedzialnosci, byle tylko nie
> tlumaczyl sie tak jak watkotworca (a wystarczylo powiedziec "utracilem
> karte, nie wiem gdzie i w jaki sposob ale 5h temu mialem ja jeszcze ze
> soba").
>
Zgadzam sie. Dzwoni sie i mowi "chce zastrzec karte, wlasnie zauwazylem jej
brak, mam pewnosc, ze ostatnio ja mialem 5h temu, wiec mogla zaginac/zostac
ukradziona w dowolnym momencie od tego czasu". Tlumaczenie watkotworcy
podchodzi pod "dalem komus karte, tylko nie wiem komu" ;)
pozdr
Jesli uznajesz karte "szczegolnie wysokiej wartosci" to chyba sobei
robisz jaja. Rozumiem ze samochod tez jest duzej wartosci i z
dozorowanego parkingu NALEZACEGO do restauracji tez moga zwinac ?
Tiaaa klientów z Porsche nie obslugujemy.
>
> Nie wiem jak bedzie w tej konkretnej sytuacji, nie jestem specem od takich
> spraw. ;) Wiem, ze np. w przypadku hoteli odpowiedzialnosc jest ograniczona
> ustawowo, jako wielokrotnosc dziennej stawki za pokoj. Do pewnej kwoty hotel
> odpowiada za rzeczy zostawione w pokoju (zdaje sie, ze dziesieciokrotnosc
> stawki dziennej, juz nie pamietam)
No to zawsze te kilka tysiecy
> Albo karta ma zapewniac jakies bezpieczenstwo (w koncu po to jest na niej
> nazwisko i podpis), albo niech banki przestana reklamowac karty pod haslem
> "bezpieczenstwa".
Karta zapewnia jakies bezpieczenstwo, ale to dziala nieco inaczej.
Jest jakis tam procent fraudow, placa za to klienci, banki i
sprzedawcy (zaleznie od ukladu i dzialan tych, ktorzy maja placic),
i to jest jakis tam koszt (dla sprzedawcow i bankow przynajmniej, bo
klienci raczej patrza na to nieco inaczej). Ten koszt musi zostac
pokryty z zyskow, jakie wygeneruja karty (ogol kart), i tyle.
> Sprzedawca jest elementem lancucha majacego na celu
> zapewnienie bezpieczenstwa pieniedzy wlasciciela karty.
W pewnym sensie tak, ale to tylko przy okazji. Inaczej to wygladaloby
w przypadku sklepu zajmujacego sie "zawodowo" przekretami, ale jesli
zlodziej placi karta i dostaje autoryzacje to o ile nie jest glupi to
sklep tego nie moze stwierdzic.
Ale na szczescie bezpieczenstwo kart sie na tym nie opiera.
Poza tym karty PINowe mocno to zmieniaja.
> A w przypadku karty ze zdjeciem? Tu chyba latwo wykazac dzialanie w zlej
> wierze sklepu?
Nie. Zdjecie jest tylko elementem, ktory moze ulatwic namierzenie
zlodzieja, ale czasem moze nie ulatwic. Sprzedawca nie musi porownywac
zdjecia z klientem (choc zapewne czesto to robi). BTW: mozna miec na
karcie zdjecie innej osoby (aczkolwiek raczej nie polecam) albo w
ogole czegokolwiek. Formalnie to tylko element grafiki.
--
Krzysztof Halasa
A o tym nie wiedzialem. Dzieki za wyjasnienie. Moze faktycznie rozwiazaniem
by byl po prostu identyfikator elektroniczny jako dowod osobisty +
wprogramowane funkcjonalnosci roznych kart. Czyli jedna karta, a uzytkownik
wybiera na ekranie terminala, czy uzywa VISA PKO, MC PKO, VISA Citi, etc....
technicznie jest to chyba wykonalne?
Z jednej strony utrudniloby to fraudy, z drugiej strony latwiej by bylo
namierzyc przestepce a do tego wieksze konsekwencje prawne za taki czyn.
pozdr
> Moze faktycznie rozwiazaniem
> by byl po prostu identyfikator elektroniczny jako dowod osobisty +
> wprogramowane funkcjonalnosci roznych kart. Czyli jedna karta, a uzytkownik
> wybiera na ekranie terminala, czy uzywa VISA PKO, MC PKO, VISA Citi, etc....
> technicznie jest to chyba wykonalne?
Tak, ale to powoduje same problemy. Lepiej jest tak jak jest, + scalak
na karcie.
> Z jednej strony utrudniloby to fraudy,
Watpie.
> z drugiej strony latwiej by bylo
> namierzyc przestepce a do tego wieksze konsekwencje prawne za taki czyn.
Obawiam sie ze wysokosc kary nie odstrasza przestepcow. To co jest
istotne to nieuchronnosc kary, albo przynajmniej duze jej
prawdopodobienstwo.
--
Krzysztof Halasa
> Obawiam sie ze wysokosc kary nie odstrasza przestepcow. To co jest
> istotne to nieuchronnosc kary, albo przynajmniej duze jej
> prawdopodobienstwo.
Ważna jest kombinacja wysokości kary oraz prawdopodobieństwa
wykrycia. Tezę, że wysokość kary nie ma wpływu na ilość przestępstw
bardzo łatwo obalić.
--
Pozdrawiam!
Liwiusz
Masz wierzytelność i chcesz ją sprzedać lub potrzebujesz pomocy w jej
egzekucji => http://www.kwm.net.pl
> Ważna jest kombinacja wysokości kary oraz prawdopodobieństwa
> wykrycia. Tezę, że wysokość kary nie ma wpływu na ilość przestępstw
> bardzo łatwo obalić.
Tylko w przypadku, w ktorym przestepca bierze pod uwage kare. W tym
przypadku - niespecjalnie.
--
Krzysztof Halasa
Zwiększ karę przy tej samej mizernej wykrywalności, a od razu zacznie
brać ją pod uwagę. Trudno udowodnić, że przestępca tak samo nie będzie
się przejmował karą, jeśli za czyn będzie mu grozić pół roku w
zawiasach, jak i kara śmierci.
> Zwiększ karę przy tej samej mizernej wykrywalności, a od razu
> zacznie brać ją pod uwagę. Trudno udowodnić, że przestępca tak samo
> nie będzie się przejmował karą, jeśli za czyn będzie mu grozić pół
> roku w zawiasach, jak i kara śmierci.
Mizerna wykrywalnosc != zerowej.
Zlodziej uzywajac kradzionej karty nie ryzykuje praktycznie niczym.
Moze mu sie wydawac ze ryzykuje, tego nie wiem.
--
Krzysztof Halasa
BTW nigdy żadnych przykładowo kluczy w zadnych szatniach nie zostawiam, wileu szatniarzy kiedyś przez lata żyło z
donoszenia SB-kom, a teraz wysługiwania się złodziejom.
JaC
-----
> Pytanie, czy to naprawde kradziez z szatni
-----
> Karty Rajfiego są zawsze na podpis
Powziąłeś przypuszczenie, że osoba dokonująca transakcji poszła sobie do
sklepu posiedzieć, a transakcję wykonała zdalnie? Raczej mało
perspektywiczne przypuszczenie w kontekście postu otwierającego wątek.
marekz
-----
I co to da ? Rozeslemy po calym kraju (niewyrazne) zdjecie z kamery
sklepowej w celu odszukania sprawcy ?
--
Mithos
Użytkownik "Krzysztof Halasa" <k...@pm.waw.pl> napisał w wiadomości
news:m34p8l5...@maximus.localdomain...
W Szwecji przez kilkaset lat złodziejom obcinano rękę (jeszcze na pocz. XX
w.). Skutek: niemal całkowity brak złodziejstwa w kraju (tzn. do chwili
wstąpienia Polski do UE).
Wysokość kary ma wpływ na ilość przestępstw - przestępca zawsze jest
świadom, że jego czyn jest zagrożony pewną określoną karą (z wyjątkiem
działań/zaniechań nieumyślnych).
k.
>W Szwecji przez kilkaset lat złodziejom obcinano rękę (jeszcze na pocz. XX
>w.). Skutek: niemal całkowity brak złodziejstwa w kraju (tzn. do chwili
>wstąpienia Polski do UE).
>
>Wysokość kary ma wpływ na ilość przestępstw - przestępca zawsze jest
>świadom, że jego czyn jest zagrożony pewną określoną karą (z wyjątkiem
>działań/zaniechań nieumyślnych).
Przede wszystkim - obcinano ta rękę, bo łapali złodziei.
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
___/ /_ ___ ul. Na Szaniec 23/70 31-560 Kraków (012 378 31 98)
_______/ /_ http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/foto.html
___________/ mail: _5...@irc.pl GG: 3524356
Troszkę sam sobie przeczysz, bo debit nie oznacza konieczności autoryzacji. Można debetówkę obciążć bez autoryzacji, tak jak też można zautoryzować za 1 pln a obciążyć za 1000 pln.
--
Wiadomość wysłana z serwisu Money.pl Zajrzyj na http://msp.money.pl