jedyny "konkret" jaki znalaz�em, to info naszego
dziennika, �e tak, 100%, ale ND nie jest dla mnie
w pe�ni wiarygodnym �r�d�em informacji...
--
Wys�ano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Możliwe, że jakieś o charakterze biurokratycznym.
Ale z takich istotnych rynkowo to nie istnieją.
Niestety w naszym kraju, kazde prawo jest zle i to prawie w kazdej
dziedzinie, bo skoro mozna je roznie interpretowac, tzn. ze jest zle.
Powinno byc jednoznaczne. Moim zdaniem, wiceprezes z mocy konstytucji
powinien przejmowac pelne obowiazki prezesa i sprawa jest zalatwiona. Jako
obywatel nie zycze sobie wyboru prezesa NBP przez marszalka, ktory nie jest
z bezposredniego wyboru i moze wsadzic jakas osobe z klucza politycznego.
Jak czytam w mediach o kandydaturze kolegi partyjnego p. Bieleckiego, to juz
to jest lekka przesada. Jezeli marszalek zostanie prezydentem, to po wyborze
niech mianuje prezesa NBP i nie wywola to tyle kontrowersji, ale nie wiem
czy stac go na oderwanie sie od partyjnych interesow.
Tak bo przy wyborze wszystkich poprzednich prezesow NBP poprzedni
prezydenci odrywali sie od interesow partyjnych. Co za roznica czy
wybierac bedzie prezydent, marszalek czy jakis soltys skoro sie
wybiera takich a nie innych prezesow? ;) Balcerowicz (niezaleznie od
oceny jego pogladow politycznych) mial jako jedyny konkretne
predyspozycje do bycia prezesem NBP ale tez byl czynnym politykiem :)
> Balcerowicz (niezaleznie od
> oceny jego pogladow politycznych) mial jako jedyny konkretne
> predyspozycje do bycia prezesem NBP ale tez byl czynnym politykiem :)
Tak sobie, raczej nie byl w tym mocny, chociaz probowal.
--
Krzysztof Halasa
Tak ale mozna uznac, ze z grona prezesow NBP urzedujacych pod nowa
konstytucja to byl merytorycznie najlepszy.
>> > Balcerowicz (niezaleznie od
>> > oceny jego pogladow politycznych) mial jako jedyny konkretne
>> > predyspozycje do bycia prezesem NBP ale tez byl czynnym politykiem :)
>>
>> Tak sobie, raczej nie byl w tym mocny, chociaz probowal.
>
> Tak ale mozna uznac, ze z grona prezesow NBP urzedujacych pod nowa
> konstytucja to byl merytorycznie najlepszy.
Mialem na mysli bycie politykiem. Nietrudno zauwazyc zreszta, ze
politycy niezbyt czesto sa fachowcami.
--
Krzysztof Halasa
Bo trzeba sie na cos zdecydowac. Moim zdaniem nie mozna byc i
politykiem, i fachowcem. Dlatego w moich oczach Balcerowicz ani nie
mogl wowczas byc wybitnym fachowcem (bo ograniczala go polityka,
koalicje, opozycje, kompromisy) i politykiem bo jednak natura
akademika-fachowca byla u niego silniejsza i chyba zle sie czul na
"politycznych salonach".
> Bo trzeba sie na cos zdecydowac. Moim zdaniem nie mozna byc i
> politykiem, i fachowcem.
A dlaczego, tak teoretycznie? Bo ze taki jest klimat, to jest jasne, ale
teoretycznie nie powinno byc chyba przeszkod, by ktos znajacy sie dobrze
na czyms konkretnym byl takze politykiem?
--
Krzysztof Halasa
Teoretycznie nie. Tu sie zgadzam. Ale sam widzisz jak wychodzi
zazwyczaj praktyka. Bylo kilku fachowcow, ktorzy probowali sil w
polityce - moim zdaniem glownie ze szkoda dla siebie i swojego
autorytetu. Swoja droga to chyba [niestety] przypadlosc naszej
polityki.
> Teoretycznie nie. Tu sie zgadzam. Ale sam widzisz jak wychodzi
> zazwyczaj praktyka. Bylo kilku fachowcow, ktorzy probowali sil w
> polityce - moim zdaniem glownie ze szkoda dla siebie i swojego
> autorytetu. Swoja droga to chyba [niestety] przypadlosc naszej
> polityki.
Naszej w sensie tylko polskiej? Bynajmniej, to zjawisko swiatowe.
--
Krzysztof Halasa
Nie mialem na mysli naszej czyli wspolczesnej ;)
Moim zdaniem polityk powinien być jedynie fachowcem od rządzenia państwem,
aparatem państwowym, zarządzania urzędnikami - mieć jakąś ogólną wizję państwa
do której dąży.
Fachowcami natomiast powinni być bezpartyjni urzędnicy, którzy doradzają
politykowi jak zrealizować jego pomysły i wizję, odwodzić go od pomysłów
szkodliwych i podsuwać fachowe, skuteczne rozwiązania problemów.
Spójrzcie np. na rządy krajów anglosaskich (oprócz USA) - Wielkiej Brytanii
czy chociażby Irlandii - tam młody poseł (ok. 35 lat) najpierw przez 4 lata
jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rolnictwa, następne 4 w
Ministerstwie Finansów, potem Obrony, wreszcie zostaje głównym ministrem
jakiegoś mniej ważnego resortu (jeśli oczywiście ma szczęście i jego partia
akurat rządzi). Tam jest jasne, że polityk nie ma być fachowcem w jakiejś
dziedzinie ale umieć tymi fachowcami zarządzać i nikogo to nie dziwi.
Oczywiście, w grę wchodzą też długie tradycje apolitycznej służby cywilnej,
która u nas rodzi się w wielkich bólach od wielu lat.
Pozdrawiam
scholastyk
> Moim zdaniem polityk powinien być jedynie fachowcem od rządzenia państwem,
> aparatem państwowym, zarządzania urzędnikami - mieć jakąś ogólną wizję państwa
> do której dąży.
Tylko po co jakaś "wizja państwa"? Jedyna sensowna wizja państwa to "jak
najmniej państwa" :D
> Fachowcami natomiast powinni być bezpartyjni urzędnicy, którzy doradzają
> politykowi jak zrealizować jego pomysły i wizję, odwodzić go od pomysłów
> szkodliwych i podsuwać fachowe, skuteczne rozwiązania problemów.
Najskuteczniejszym rozwiązywaniem problemów ekonomicznych przez państwo
(bo o takich problemach tu cały czas rozmawiamy?) jest nie wtrącanie się
państwa do ekonomii :)
Michał
...w gospodarce.
A co z całą resztą? Np. polityką zagraniczną, rozwojem strategicznej dla
rozwoju kraju infrastruktury (autostrady, porty, lotniska itp.), sądownictwem,
bezpieczeństwem wewn. i zewn., edukacją, opieką zdrowotną, emeryturami.
Dobrze, żeby polityk miał chociaż ogólny pomysł co z tym robić.
> Najskuteczniejszym rozwiązywaniem problemów ekonomicznych przez państwo
> (bo o takich problemach tu cały czas rozmawiamy?) jest nie wtrącanie się
> państwa do ekonomii :)
>
Co do zasady zgoda, ale czy postulujesz zniesienie banku centralnego (w końcu
o tym ten wątek)? :)
> Co do zasady zgoda, ale czy postulujesz zniesienie banku centralnego (w końcu
> o tym ten wątek)? :)
Centralny niech on sobie będzie, ale czy musi być państwowy?
Znieść przymus "prawnie obowiązującego środka płatniczego" i niech
sobie działa znów będzie prywatny (w II RP był i nasza waluta wtedy
była stabilna).
Teraz mamy banki centralne i w Grecji i w Niemczech i europejski i FED
i co? Ano widać, co... Chińczyki mocno stoją (na złocie :-)
--
pozdrawiam,
Jarek Andrzejewski
Państwo jest wyłącznie od tego, żeby przy pomocy prawa (i egzekwowania
prawa) chronić wolność. Więc sądownictwo i policja. Temat infrastruktury
jest dyskusyjny ale to też niejako w pewnym sensie ochrona wolności.
Edukacja, służba zdrowia czy emerytury nie mają już z tym nic wspólnego
i te sfery powinny być całkowicie prywatne. Jeszcze *być może* *ideowo*
np. edukacja państwowa (w bardzo ograniczonym stopniu i tylko do pewnego
wieku- na pewno nie do 18 roku życia i szkoła podstawowa + gimnazjum +
średnia, tylko np. czytanie pisanie i "rachowanie"), miałaby jakieś
uzasadnienie- ale licea czy uczelnie państwowe to już pomyłka i maszynka
do defraudowania naszych pieniędzy. Przy czym i tak obowiązek szkolny
powinien zostać zniesiony a o wykształceniu dzieci powinni decydować
głównie rodzice.
O emeryturę i zdrowie dorosły człowiek zadba sobie dużo korzystniej na
wolnym rynku. Promilowi kalek bez rąk i nóg itp. pomogą prężnie
działające na takim rynku fundacje charytatywne- bo gdyby Państwo kradło
tylko 10-15% realnych dochodów a nie 80-90% jak dziś, chęć dobrowolnej
pomocy finansowej w społeczeństwie byłaby o całe rzędy wielkości wyższa.
Plus- tę pomoc dostawaliby faktycznie potrzebujący, a nie 1 naprawdę
chory i 5 symulantów przekupujących komisję rentową.
>> Najskuteczniejszym rozwiązywaniem problemów ekonomicznych przez państwo
>> (bo o takich problemach tu cały czas rozmawiamy?) jest nie wtrącanie się
>> państwa do ekonomii :)
>>
>
> Co do zasady zgoda, ale czy postulujesz zniesienie banku centralnego (w końcu
> o tym ten wątek)? :)
Jest to całkiem dobry pomysł- zwłaszcza jak uzmysłowimy sobie, że to
instytucja banku centralnego i stóp sterowanych centralnie, państwowo,
jest *realną* przyczyną powstawania "baniek spekulacyjnych". Moim
zdaniem, gdyby koszt pieniądza wyznaczał rynek a nie "rada", taki
"spekulant" by się 3 razy zastanowił czy na pewno uzyskane z kredytu
pieniądze chce "inwestować" spekulacyjnie czy realnie (w produkcję bądź
usługi). Mówimy rzecz jasna o inwestorach sporego kalibru takich jak np.
banki.
Michał