W dniu 09-10-15 o 09:28, Waldek pisze:
Jest coś takiego, jak USTAWA z dnia 18 września 2001 r. o podpisie
elektronicznym. Zgodnie z nią bezpieczny podpis elektroniczny
weryfikowany przy pomocy kwalifikowanego certyfikatu wywołuje skutki
prawne określone ustawą, jeżeli został złożony w okresie ważności tego
certyfikatu. Bezpieczny podpis elektroniczny złożony w okresie
zawieszenia kwalifikowanego certyfikatu wykorzystywanego do jego
weryfikacji wywołuje skutki prawne z chwilą uchylenia tego zawieszenia.
Bezpieczny podpis elektroniczny weryfikowany przy pomocy ważnego m
podpisem. kwalifikowanego certyfikatu stanowi dowód tego, że został on
złożony przez osobę określoną w tym certyfikacie jako składającą podpis
elektroniczny. Co najważniejsze nie można odmówić ważności i
skuteczności podpisowi elektronicznemu tylko na tej podstawie, że
istnieje w postaci elektronicznej lub dane służące do weryfikacji
podpisu nie mają kwalifikowanego certyfikatu, lub nie został złożony za
pomocą bezpiecznego urządzenia służącego do składania podpisu
elektronicznego. Tyle teorii.
W praktyce może być kilka problemów czysto technicznych. Był czas, że
testowałem te podpisy i okazało się, że do jednej koleżanki w ogóle
podpisane elektronicznie maile nie dochodziły. Nie dochodziły, bo ona to
czytała ze strony internetowej gmail, a ta zamieniała podpisaną
wiadomość w śmieci, które trafiały do SPAM-u. Podobno - ale może to być
bujda - wynikało to z faktu, że w USA używanie szyfrowania poczty jest
zakazane ustawą.
Pomijając kilku znajomych z profesji, jak komuś wysyłałem taka
wiadomość, to jeśli nawet ją odczytał, to pierwsze pytał, o co chodzi z
tym podpisem. A jak już szyfrowałem do kogoś mail jego podpisem, to w
ogóle wychodziły cyrki. Znudziło mi się i odpuściłem.
Wracając do tematu, trzeba by było się upewnić, ze bank w ogóle taki
podpisany email będzie umiał odczytać i zweryfikować podpisującego.