
November 9, 2012 Stefan Kosiewski: w Kryształowej Chór Chazarów Czarnomorskich/ Schwarzmeer Chasaren Kake (Shit). Fascynacja obłędem, fragment 98. Gawęda starego Polaka
(download)
Kawiarnia Kryształowa była w Katowicach lokalem zaprawdę wyjątkowym a to z kilku względów, usytuowanym zaraz przy Rynku, na początku ciągu zabytkowych dzisiaj kamienic, pobudowanych w XIX w. w stylu wielkomiejskim jedna obok drugiej, wzajemnie wspierających się ścianami strzelającymi stromo w niebo, na cztery piętra wysoko z chodnika niczym w stołecznym Berlinie, przy ul. Warszawskiej biegnącej w kierunku Mysłowic, zwanej stąd Chausseestraße/ Chausee von Myslovitz w czasach, kiedy dzisiejsze miasto wojewódzkie, przemianowane za Bieruta na Stalinogród, było jeszcze zaledwie luźną garstką małych wiosek takich jak Zawodzie słabo znane mieszkańcom pobliskich, poceltyckich grodów: Grodźca, Gródkowa i Czeladzi a także Będzina Kazimierza Wielkiego, zaś już zupełnie niesłyszalaną osadą nieopodal w Siewierzu nie należącym od końca średniowiecza ani do Rzeczpospolitej, ani do lennych Prus, gdyż uznawanym przez prawo międzynarodowe za niezależne księstwo w Europie a przy tym prywatną własność biskupa Krakowa.
20 czerwca 1922 r. po III Powstaniu Sląskim wjechał tą właśnie szosą na koniu z wojskami do miasta od strony Szopienic, Mysłowic i Krakowa oraz przejechał pod oknami kawiarni Kryształowa generał broni Stanisław Szeptycki, syn hrabiego Jana Kantego Remigiana Szeptyckiego i Zofii Ludwiki Cecyli Konstancji Szeptyckiej hrabianki Fredro, dowódca Polnischer Wehrmacht zwolniony z C. i k. Armii 5 listopada 1918 r. komendant Legionów, Szef Sztabu Generalnego WP w 1919 r. i minister spraw wojskowych obrażony w 1923 r. niegodnie przez Józefa Piłsudskiego, który odmówił mu najpierw satysfakcji, po dokonanym zaś przez siebie antypolskim zamachu stanu w 1926 r. Piłsudski odesłał Szeptyckiego w stan spoczynku.
Gen. Szeptycki (Generalmajor w 1917 r.) nie zginął wprawdzie skrytobójczo zamordowany, jak zaginął po przewrocie majowym Piłsudskiego sprzątnięty przez tzw. nieznanych sprawców (socjalrewolucyjną żulię legionową Piłsudskiego) Prawdziwy Obrońca Ojczyzny, gen. lotnictwa Zagórski. W 1945 r. gen. Stanisław Szeptycki, dowódca Frontu Litewsko-Białoruskiego w latach 1919 i 1920, który wyzwał w 1923 r. Piłsudskiego na pojedynek, przyjęty został w 1945 r. przez komunistów do czynnej służby wojskowej we wieku 78 lat oraz przeniesiony niezwłocznie w następnym roku w stan spoczynku, na honorowe stanowisko prezesa Polskiego Czerwonego Krzyża.
Po gen. Włodzimierzu Zagórskim herbu Ostoja pozostała mi do dzisiaj książka, którą wygrałem na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku na spotkaniu choinkowym w robotniczej świetlicy Zakładów Ceramiki "Józefów" w Czeladzi umiejąc już czytać i wybierając ją sobie w nagrodę ze względu na frapujący Polaka przed Pierwszą Komunią św. tytuł: "Generał Zagórski zaginął" jak również z powodu okładki wyróżniającej tę pozycję zdecydowaną szatą graficzną, ciemnoniebiesko-czarną spośród całego bogactwa propagandowych książek dla dzieci i młodzieży, wyłożonego w kolorach wyblakłych na stole przykrytym białym płótnem. Stół zastawiony był po drugiej stronie sali, w której na scenie inne dzieci pląsały przed konkursem do melodii Straussa; Nad pięknym, modrym Dunajem, itd. w baletówkach wypchanych watą na palcach. Choinka sięgała sufitu i była z pewnością najwyższym drzewkiem świątecznym, jakie przedtem kiedykolwiek widziałem na oczy; świeciły na niej czarodziejskim światłem wielkie żarówki zabronione dzisiaj dekretem w Unii Europejskiej, a wtedy posmarowane jeszcze obficie prawdziwym lakierem olejnym na: bordowo, zielono, fioletowo, żółto i granatowo przez elektryków "Józefowa". Tak świętowały za Gomułki Boże Narodzenie dzieci z polskich rodzin w Czeladzi ze żydokomuną dla świętego spokoju.
Leonard Zbigniew Lepszy (z laseczką) i gen. Włodzimierz Zagórski
Po śp. gen. Zagórskim pozostało mojemu Przyjacielowi z Krakowa, inż. Tadeuszowi Lepszemu kilka fotografii w albumie krakowskiego rodu Lepszych herbu Arma, zasłużonego we wielu dziedzinach dla Polski. Oglądamy z nostalgią po latach te zdjęcia, uczymy się z nich słusznej Dumy Narodowej.
Dowiadujemy się przy tym tak oto, że dziadek stryjeczny Tadeusza, major Leonard Zbigniew Lepszy, lotnik Wojska Polskiego pozował rzeźbiarzowi do Pomnika Lotnika odsłoniętego przed II wojną światową na warszawskiej Ochocie. W sobotę 10 listopada 2012 r. prof. Edward Malak przybliży historię powstania tegoż pomnika oraz postać majora Leonarda Zb. Lepszego uczestnikom uroczystości okolicznościowej w Bibliotece Publicznej Dzielnicy Ochota, rozpoczynanej złożeniem kwiatów pod pomnikiem o godz. 11, w asyście lotników WP a także córki L. Lepszego, pani Marii Auleytner. Sala widowiskowa OKO, ul. Radomska (wstęp wolny) przed wykładem wyświetlone będą przedwojenne, lotnicze kroniki filmowe. Uroczystość uświetni występ orkiestry Sił Powietrznych.
Johann Strauss dyrygował za ścianą orkiestrą i dolatywała z hotelu Welt (dzisiaj na jego miejscu stoi dom handlowy Zenit) do uszu klientów kawiarni Kryształowa zadziwiająca świeżością w 1850 r. , porywająca melodia walca An der schönen blauen Donau. Bywał tu Kiepura w XX w., kiedy nie przesiadywał w kawiarniach Wiednia i Berlina, a wyrywał się z parterowego domku żydowskiego piekarza na Pogoni i spod zarzucanych nań, pożądliwych spojrzeń najpiękniejszych dziewcząt z ulicy Modrzejowskiej i Targowej, o tęczówkach oczu czarnych jak antracyt, uciekając w zacisze sosnowieckiego Savoyu, zaraz przy dworcu kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.
Savoy był obok małego kina z prawdziwie przytulną salą widowiskową, w której można było się zakochać na uchylanych, drewnianych krzesłach, a którą wspominam w Niemczech po latach za każdym razem, na kolejnej edycji Festiwalu Filmu goEast zapadając w miękkim fotalu, w sali scenicznej kina Caligari we Wiesbaden, który to budynek jest w całości zwiększonym powtórzeniem cudu Savoyu, który zlewa się w mojej pamięci w jedno z budynkiem kina Zagłębie, a musiał mieć przecież europejskie wzory ten mały fragment świata obdarzanego przez nas zaufaniem, wybierany na miejsca intymnych zwierzeń i oświadczeń, zburzony za Gierka w 1973 r. tylko po to, żeby czajki Breżniewa, Gierka i podwójnej obstawy swobodnie mogły przejechać nową, czteropasmową drogą, bezpiecznie, szeroko pod organy Gomułki, czyli pod kolosalny pomnik z błyszczących, mosiężnych rur zburzony po Magdalence, pod którym jeszcze w ciepły wrześniowy wieczór 1967 r. oczekiwałem ubrany zaledwie w mundurek harcerski drugiej części przemówienia prezydenta Francji de Gaulle'a, który rano przemawiał już w Katowicach, zaś trzy miesiące wcześniej, w czerwcu 1967 r. skrytykował odważnie Izrael za wywołanie sześciodniowej wojny z Egiptem.
Tego samego dnia w Katowicach pod pomnikiem Powstań Sląskich Polacy entuzjastycznie witali w Polsce gen. de Gaulle'a, który zlikwidował imperium kolonialne Francji, wyprowadził swoje państwo ze struktury wojskowej NATO i zawiesił de facto uczestnictwo Francji w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, zaś jako Francuz podkreślił wtedy publicznie polskość Sląska, którą kwestionuje w obecnych czasach żydokomunistyczny w drugim pokoleniu Ruch Autonomii Sląska, koalicyjny w Zarządzie Województwa Sląskiego z Platformą Obywatelską Tuska, który określił swoją drogą polskość jednym słowem, jako "nienormalność" (patrz: "Polskość to nienormalność". Tygodnik Znak, nr 11-12/1987) na spotkaniu takich samych Kaszubów jakim to fałszywym ślązakiem jest ukryty żyd/ kryptosyjonista chazarski, szef autonomistów Sląska, którzy przekabacając dla zabawy i polityki niemieckie słowa na swoje, jak w średniowieczu czyniły to dla potrzeb komunikacji handlowej chazarskie, wschodnioeuropejskie żydy tworząc jidisz, domagają się uznania tego precederu za naturalny rozwój tej telewizyjnej, rozrywkowej godki, czyli kolejnego języka używanego przez chazarów, tym razem już dla celów tzw. polityki faktów dokonanych zmierzającej do odłączenia Sląska od Polski tak samo nienaturalnie, boleśnie i bezzasadnie jak Wileńszczyzny i Podola.
Tymon Terlecki pisząc w 1941 r. szkic literacki zatytułowany "Londyn - z upływem czasu i Tamizy" wyjaśniał, iż pisze tak naprawdę o innym miejscu na Ziemi: "...Tak supła się więź wzajemna. Tak obraz pustoszonego miasta nadchodzi na to najdotkliwsze miejsce wewnętrznego widzenia, w którym trwa i boli pamięć o Warszawie. Z wolna obraz jej - Warszawy - pokrywa się, utożsamia z obrazem Londynu. Pamięć o nich staje się jedna i ta sama. Staje się pamięcią nie o dwu, ale o jednym mieście..." (Opowieść o dwóch miastach Londyn - Paryż. Tymon Terlecki (proza), Marian Bohusz-Szyszko (rysunki), Jerzy Pietrkiewicz, Kazimierz Wierzyński (wiersze). Polska Fundacja Kulturalna Londyn 1987, s. 67. ISBN 0-850654-156-5).
Na północny wschód od Frankfurtu nad Menem, w którym znalazłem przed 30 laty polityczny azyl (Exil), jest miasteczko Ilbenstadt, położone w krainie Wetterau, w odległości mniej więcej tych samych 30 km., które z Czeladzi miałem do Siewierza, a dzisiaj mam do Ilbenstadt od ujścia do Menu rzeki Nidda w dzielnicy Frankfurtu Höchst. W Ilbenstadt budowano od 1966 r. roku bunkier oddany do użytku w 1970 r. na centralę dowodzenia Obrony Cywilnej Frankfurtu. Nie widziałem tego obiektu na oczy i nie pragnę go oglądać, albowiem w Ilbenstadt jest budowla sakralna o wiele bardziej przemawiająca do wrażliwości Polaka i Katolika: kościół klasztorny, Dom der Wetterau, a ufundował go z budynkami klasztornymi dla mężczyzn i kobiet Graf Gottfried von Cappenberg, który zmarł w nim w opinii świętości na zapalenie płuc 13 stycznia 1127 r. dożywając zaledwie 30 lat.
Gottfried pochodził z możnego rodu westfalskiego, po matce spokrewniony był z niemieckimi królami, na pomyślność tego rodu pracowali chłopi na dziesiątkach tysiącach łanów ziemi. Poślubił w 18 roku życia Juttę von Arnsperg z równie zacnego rodu, której wiano przeznaczył wnet wbrew woli możnego teścia na zbudowanie w trzech miejscach klasztorów zakonu założonego we Francji w 1120 r. przez Norberta z Xanten i nazywanego stąd Norbertynami, przy czym pełna nazwa tego zgromadzenia zakonnego brzmi po łacinie: Candidus et Canonicus Ordo Praemonstratensis.
Norbert był w tym czasie jednym z wielu wędrownych kaznodziejów nawołujących współczesnych do nawrócenia się i uzyskania pewności zbawienia poprzez właściwe zachowanie, naśladownictwo Jezusa Chrystusa i wyrzeczenie się zbędnych uciech, złudnej radości życia. Członkowie jego zakonu żyli w ascezie, obywali się bez jedzenia mięsa i spożywania tłuszczów, odziewali nadzwyczaj prosto. Szlachetność postawy św. Norberta i sugestywność jego nauk sprawiły, że Gottfryd formalnie przekazał mu do dyspozycji większość swoich posiadłości.
Decydujące o podjęciu tej tak ważkiej decyzji było chyba jednak wcześniejsze uwikłanie się Gottfryda we walki o inwestyturę i obciążenie współwiną za pożar katedry w Münster a także całego miasta; Gottfryd mógł chcieć w ten sposób dokonać zabezpieczenia posiadanego majątku przed zajęciem go przez cesarza i dlatego przekazał go na rzecz przyszłego św. Norberta 31 marca 1122 r. Przekonał przy tym swoją żonę i brata Ottona a także siostry: Beatrix i Gerberga do wstąpienia razem z nim do zakonu Norberta i do czynienia w nim dobra; w tym celu m.in. Gottfryd założył szpital przyklasztorny w Cappenberg.

Nie przewidział natomiast młody rycerz tego, że zaledwie kilka miesięcy po tym przezornym, jak można było sądzić, zabezpieczeniu majątku rodzinnego poprzez przekazanie go na rzecz Norberta, skłóceni o inwestyturę cesarz Henryk V oraz Papież Kalikst II spotkają się ze sobą we Wormacji nad Renem, ażeby dogadać się i zakończyć swoje spory podpisaniem konkordatu 23 września 1122 r. Sobór powszechny zwołany do Rzymu zatwierdził w 1123 r. kompromis osiągnięty przez cesarza i Papieża. Nie mogła czary goryczy osłodzić młodemu zakonnikowi, który nie doczekał się wcześniej potomstwa w związku małżeńskim z Juttą, śmierć jej ojca, Friedricha von Arnsperg oblegającego do końca życia rodowy Cappenberg Gottfryda w biskupstwie Münster i domagającego się od zięcia w chabicie oddania mu zdefraudowanego wiana córki.
Na domiar złego mentor Gottfrieda, św. Norbert z Xanten ponad skromne życie we wspólnocie zakonnej przedłożył tymczasem ociekający dobrobytem fotel arcybiskupa Magdeburga. Przypomnijmy: Gottfryd wyłączył swój ród hrabiowski z walki o rozszarzanie ziemskich wpływów i mógł w efekcie zaistniałych wypadków poczuć się ofiarą; miał prawo chcieć rozmówić się z Norbertem, w tym także celu udał się zimą 1126 r. do Magdeburga a tam zapadł na zapalenie płuc, z którego miał już nie wyjść.
Nie był kanonizowany, lecz jest uznawany przez wiernych i hierarchię Kościół Rzymskokatolickiego za świętego. Biskup Moguncji, Karl kardynał Lehmann odwiedza często bazylikę w Ilbenstadt, dzieląc się w niej z pielgrzymami swoją wiedzą m.in. na temat świąt żydowskich oraz postmodernistycznych nowinek w Kościele po Soborze Watykańskim II.
Dla zrozumienia prawdziwie rozpowszechnionego w Kościele oddolnie kultu św. Gottfrieda należy sięgnąć do definicji pojęcia: święty/ Heilig w rozumieniu historii religii, w której święty jest centralną kategorią określającą istotę religii. Oznacza jakościowo tę "inną rzeczywistość", w której człowiek uczestniczy obok udziału w konkretnej rzeczywistości (siehe: Heilig A. Religionsgeschichtlich in Wörterbuch des Christentums. Orbis Verlag München 2001, S.462 ISBN 3-572-01248-1).
Kategoria ta oddziela realne przedmioty oraz osoby od pozostałej rzeczywistości, która może się do nich tylko odwoływać, odnosić. W ten sposób Gottfried z Cappenberg wchodząc na drogę życia pierwszych chrześcijan, naśladując Jezusa wchodził z Nim (z Bogiem) jako człowiek w stosunek jedności, który umożliwiał mu zarówno poznanie całości jak i życie nią; wiedza i wiara nadają życiu świętego sens w porządku kosmicznym a zarazem pozwalają na przeżycie konkretnej formy indywiualnego życia. Wyznając wiarę w obcowanie świętych Katolicy definiują ponadczasową, wiecznie żywą rzeczywistość, której dostępują za przykładem św. Gottfrieda.
W okresie walk cesarza i Papieża o inwestyturę, kilkadziesiąt lat przed Gottfriedem, oddał w Polsce życie rozsiekany mieczami przed ołtarzem na Skałce Biskup Krakowa, św. Stanisław Męczennik, m.in. patron kościoła górującego w Czeladzi nad całym Zagłębiem, który to budynek sakralny już dawno powinien zostać podniesiony do godności bazyliki mniejszej, jak kościół w Ilbenstadt, gdyby Biskup Krakowa, ks. Stanisław kardynał Dziwisz więcej czasu poświęcał sprawie szerzenia wiary rzymskokatolickiej w obcowanie świętych, niż praktykom szamańskim zaiste, uprawianym wzorem modłów jp2 z szamanami w Asyżu, które pośród niezliczonego przecież neokatechumenatu w Polsce, mnożeniem ampuł politycznych wynoszonych na Wawel mogą służyć zabawianiu ludzi w doczesnej rzeczywistości, lecz nie mogą służyć zbawieniu.
Kardynał
Stanisław Dziwisz jest zobowiązany także samym imieniem św. Stanisława
Męczennika, które Duch św. podpowiedział jego rodzicom dla syna przy
chrzcie św. do kroczenia drogą świętego. Ekspulsja z podziemi
rzymskokatolickiej katedry królewskiej na Wawelu doczesnych szczątków
Lecha Kaczyńskiego nie musi odbywać się pod presją Narodu Polskiego,
który dochodzi w tej sprawie do głosu. Przeniesienie dwóch trumien do
prywatnego grobu w Warszawie może być dokonane na na wniosek Jarosława
Kaczyńskiego oraz w jego obecności, za pieniądze wspaniałomyślnie
przyznane przecież w tym celu przez premiera rodzinie ofiar katastrofy
powietrznej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r.
Gdyby zaś chazarskiej urody Marta Gessler, siostra bojowca, krótkotrwałego socjalrewolucjonisty Ikonowicza, nie zamieniła - nieszczęśliwie dla siebie samej w okresie kryzysu ekonomicznego - stylowej kawiarni Kryształowa w jadłodajnię odmienną przecież nie tylko wygórowanymi cenami od najlepszego miejsca w Katowicach, gdzie zawsze dobrze się jadało ("U Posia"), to było by gdzie toczyć długie, nocne rodaków rozmowy (chociażby na temat zabytkowej i materialnej wartości wyrzuconej przez nowobogacką restauratorkę na śmieci boazerii z ciemnego orzecha włoskiego, przywiezionej do Katowic po odzyskaniu przez Polskę niepodległości specjalnie w celu wyłożenia ścian Kryształowej drewnem z plantacji zachowanych od czasów rzymskich w gęstych lasach Prealpii Bielensi.
Przypominamy o Dumie Narodowej Polaków z odzyskania niepodległości w 1918 r. , bowiem z Niepodległością Ojczyzny Naród Polski od wieków związał wiarę rzymskokatolicką w inną rzeczywistość, niż realne geszefty małych nie tylko duchem ludzi, którzy w drodze zmowy diabelskiej dorwali się do władzy i mieszają w szambo politycznym: Kaczyńskich, Tuska, Wałęsy i wszystkich innych beneficjentów szatańskiej zmowy z Jaruzelskim i Kiszczakiem w Magdalence 1989 r., do których zalicza się sam niestety także ojciec Tadeusz Rydzyk z Olkusza, do którego z kawiarni przejrzystej jak kryształ prowadzi ta sama, prosta droga w kierunku: Zawodzia, Szopienic, Mysłowic. I dalej, aż pod sam Pałac Arcybiskupi w Krakowie, wart biskupa.
Gottfried z Cappenbergu i św. Stanisław Męczennik obcują z nami w jedności Ducha św. i dlatego Polacy nie muszą czytać książki Tymona Terleckiego, który pisał o książkach angielskich, których nie czytał (patrz wyznanie: "...Oczywiście nie przeczytałem tych wszystkich książek. Nie dlatego, abym uważał to zajęcie za całkiem jałowe, ale dlatego, że wolałem, a więcej jeszcze, chcąc nie chcąc musiałem patrzeć na to miasto w dramatycznym napięciu, a nie czytać o przeszłości, która przestała być dramatem..." (ibidem).
Tymon Terlecki postrzegał rzeczywistość jak reporter radiowy BBC, widział bombardowany Londyn i reagował na tę rzeczywistość najbliższą dla niego, sprawiającą mu ból - bez potrzeby, czy możliwości odniesienia się do "innej rzeczywistości", która była i jest udziałem św. Stanisława, św. Gottfrieda, w której rozgrywa się odwieczny dramat ludzkości szukający dla siebie zbawienia.
Gottfryd z Cappenbergu nie był kanonizowany, a mimo to jest najprawdziwszym świętym rzymskokatolickim; tak samo nie wymagają formalnego uznania za świętych Polacy i Katolicy, oficerowie Wojska Polskiego, Policji, Straży Granicznej, innych służb państwowych II Rzeczypospolitej, którzy zginęli z wiarą w świętych obcowanie, z obrazem Boga oraz Ojczyzny przed oczyma, pomordowani przez NKWD strzałami z pistoletu w tył głowy.
von gazeta1@ 2012-04-14
Lech Kaczyński miał okazję odwiedzić groby tych świętych Polaków i Katolików, a jednak tego nie zrobił z własnej woli. Przerwał swoją wizytę na Ukrainie 1 marca 2006 r. i nie poleciał do Charkowa, gdzie na uniwersytecie miał wygłosić wykład na temat "Idee Solidarności w zjednoczonej Europie". Nie ujawniono do dzisiaj, co było przyczyną nie oddania czci pomordowanym Polakom przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w oczach Polaków i Katolików popełnił tego dnia nie afront, lecz grzech śmiertelny.
Tego dnia było stosunkowo zimno (-27 stopni) i być może to zaważyło o skróceniu przez chimerycznego prezydenta zaplanowanej wizyty państwowej. Przypomina się zaś o tym niniejszym, gdyż zachodzi najwyższa potrzeba skrócenia okresu przebywania Kaczyńskich na Wawelu, w tej samej katedrze rzymskokatolickiej, w której piętro wyżej, nad nimi przebywają w srebrnej trumnie relikwie św. Stanisława Męczennika, w części schowane też pod stopniami kościoła w Czeladzi.
Tego chce wiara rzymskokatolicka w Jezusa Chrystusa i w obcowanie świętych obecne w wyznaniu wiary.
Z Panem Bogiem Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
http://sowa.posterous.com/stefan-kosiewski-w-krysztalowej-chor-chazarow
(download)
Click here to download:
http://magazyn.blog.de/feed/rdf/posts/
aktualne i archiwalne audycje do wysłuchania i ściągnięcia/ free: