> Mnie cały czas zastanawia dlaczego za wykładnię tego co jest
> geocachingiem podaje się reguły panujące na GC.
Przez uproszenie - GC stał się "spadkobiercą" pierwszej geokeszerskiej
listy skrzynek, poza tym, ze znanych mi serwisów jest najbliżej
"podstawowej" idei. Nie znam serwisów takich jak
opencaching.de czy
geocaching.hu, więc nie mogę się wypowiadać na temat zasad tam
panujących - choć być może są jeszcze bliżej "pierwotnego" geocachingu
niż
gc.com
> Jak nie patrzeć,
GC.COM też jest już SERWISEM a nie WYKŁADNIĄ
Nie chodzi o wykładnię, ale o podstawową zasadę zabawy - dostajesz
współrzędne, kierujesz się nimi aby dotrzeć na miejsce, następnie na
własną już rękę szukasz ukrytego pojemnika. Twoim podstawowym celem
jest znalezienie skrzynki i wpisanie się do logbooka.
Nikt nie neguje ewolucji, pytanie natomiast czy efekt tej ewolucji
nadal spełnia kryteria postawione jako podstawowe.
Na przykład "samochód" wyewoluował od czasów pierwszych modeli
(bardziej przypominających powóz) do form czasami przypominających
bardziej rakietę lub zabawkę dla dzieci niż pierwsze modele
automobili. Zachował jednak zestaw cech podstawowych, takich jak
cztery koła, silnik i drążek sterowniczy (kierownica). Nawet jeśli
zastosujesz silnik rakietowy, będzie to nadal samochód. Natomiast gdy
dodasz skrzydła i sprawisz że zacznie latać, tym samym przestanie być
samochodem lub stanie się swego rodzaju "hybrydą" (były takie
konstrukcje)
Jeżeli w geocachingu stwierdzisz, że współrzędne są niepotrzebne, albo
że szukanie skrzynki to tylko jeden z celów - i to wcale nie
najważniejszy, tym samym stworzysz "hybrydę", którą nie bardzo daje
się już nazwać po prostu geocachingiem. Owszem, ma pewne cechy
geocachingu, jednak de facto jest już zupełnie inną zabawą o innych
(choć podobnych) zasadach gry.
> Zastanawia mnie też dlaczego tak walczycie o GPS.
Dlatego, że różnica w zabawie jest dość subtelna a GPS bardzo dobrze
ją symbolizuje.
Inne rozłożenie akcentów sprawia, że bawisz się w inną - chociaż
podobną - zabawę.
Trochę jak tenis i squash - i tu odbija się tenisową piłkę za pomocą
tenisowej rakiety - a jednak są to dwie różne gry...
> Tak samo skrzynka która pojawia się w Twoim mieście koło kościoła. Z
> opisu wynika że jest koło kościoła gdzieś za nim pod drzewem. A że
> znasz ten rejon to idziesz "na pewniaka", bo za kościołem (i w jego
> okolicach) jest tylko 4 drzewa. W takim razie nawet nie ma sensu brać
> odbiornika. Idziesz na nogach, znajdujesz, wpisujesz się do logu,
> chowasz a tu się okazuje że, niestety, NIE JESTEŚ GEOCACHEREM, bo nie
> ściągałeś współrzędnych z satelitów NAVSTARA...
Jak wyżej - jeśli Twoim celem jest skrzynka, celem zakładającego była
skrzynka - to nadal bawicie się w geocaching.
Jeżeli idziesz zobaczyć kościół, a skrzynkę zaliczasz "przy
okazji" (choć nie będziesz płakał, gdy jej nie znajdziesz), zaś celem
zakładającego było pokazać kościół a skrzynka tylko "zaznacza" to
miejsce na mapie, to IMO już nie jest to geocaching.
Pomijam już to, że są skrzynki, których nie da się namierzyć bez GPS,
choć możesz znać to miejsce na przelot.
Weź np. to miejsce:
http://www.opencaching.pl/viewcache.php?cacheid=2793
Nie ma nawet słowa o tym, jak trafić do skrzynki. Jeśli będziesz się
posiłkował hasłem "Pałac Szustra", do przeszukania będziesz miał
ładnych kilkaset metrów kwadratowych. Ja na początku myślałem że
jestem mądrzejszy od GPS'a, dlatego do skrzynki podchodziłem dwa
razy...
Albo to:
http://www.opencaching.pl/viewcache.php?cacheid=2402
Tu masz co prawda podpowiedź, jednak bez GPS'a (czytaj - znalezienia
się w promieniu paru metrów od kesza) wiele Ci ona nie pomoże...
> Zresztą samo to, że (wg np. kolegi Toczygroszka) TRZEBA mieć odbiornik
> GPS to też jakaś paranoja.
Czepiasz się, i to na siłę.
Nie chodzi o system pozycjonowania, ale o nawigację satelitarną.
"Odbiornik GPS" ma jednoznaczną konotację i nikt nie sprawdza, z
jakiego sygnału korzysta pudełko. Podobnie na kopiarkę laserową
wszyscy mówią "Xero" (od Xerox'a, który pierwszy wprowadził je do
Polski), a nie "laserowa fotokopia". Zaś Amerykanie na chusteczki
higieniczne mówią "cleenex'y", choć producentów jest zatrzęsienie... i
tak wszyscy wiedzą o co chodzi.
Co do "rozłamu" - i tak wszystko do takiego rozłamu zdąża. W momencie
gdy coraz częściej na OC mówi się o potrzebie (sic!) zakładania
skrzynek GPS free, zabawa przestaje mieć nawet pozory czegokolwiek
wspólnego z geocachingiem (a bardziej przypomina skrzyżowanie
waymarkingu z letterbox'ingiem)
Tu będą tarcia, bo części obecnych uczestników zabawy aż tak duże
zmiany nie interesują...
Mnie osobiście dyskusja na OC trochę dała, bo mam lepszą klarowność
jak moje oczekiwania pokrywają się z oczekiwaniami innych
użytkowników, a co za tym idzie, czy zabawa w ramach serwisu OC ma dla
mnie sens...