http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/ciekawostki/w-ameryce-psy-masuja,1,4267433,lotto-wiadomosc.html
Coraz większą popularność zdobywają warsztaty masażu dla zwierząt,
organizowane w sklepach zoologicznych, punktach dziennej opieki dla
psów, klinikach i szpitalach weterynaryjnych, szkołach masażu oraz
ośrodkach holistycznej terapii. Masowanie psów jest jakoby zbawienne.
Przede wszystkim dla czworonogów.
Salon w domu Renee Lane przypomina gabinet odnowy biologicznej. Na
stoliku kawowym stoją zapalone świeczki, w powietrzu unosi się zapach
olejku lawendowego, a z głośników dochodzi delikatna, melodyjna
gitarowa muzyka. Grace, dwuletnia miniaturowa pudliczka o karmelowym
umaszczeniu, słysząc czułe wołanie swej pani wskakuje na kanapę i
układa się do wieczornego masażu.
Lane bierze głęboki wdech i zaczyna przesuwać dłońmi wzdłuż kręgosłupa
Grace. Ugniata kciukami delikatną tkankę wokół barków zwierzęcia, po
czym stopniowo schodzi niżej, aż do mięśni łap. Po zakończeniu
dwudziestominutowej sesji masażu Grace zastyga w błogiej psiej
rozkoszy, z przymkniętymi powiekami i wywieszonym językiem.
- Grace to uwielbia - aż rozpływa się z zachwytu - mówi 43-letnia
Lane, konsultantka ds. public relations i rozwoju biznesu z Edgewater
w stanie New Jersey. - Chciałabym, by żyła jak najdłużej i liczę, że
dzięki temu będzie zdrowsza. Grace codziennie pomaga mi się
odstresować, więc czemu nie miałabym się jej zrewanżować?
Podobne pytanie zadaje sobie coraz więcej właścicieli psów - a
niekiedy także kotów - którzy wierzą, że masaż może przynieść ich
pupilom podobne korzyści, jak ludziom: przyspieszyć krążenie, poprawić
trawienie, wzmocnić odporność, obniżyć stres, polepszyć samopoczucie
pod koniec życia oraz rozluźnić mięśnie po ciężkim dniu (nawet jeżeli
pies spędził go w parku).
Niektórzy właściciele zwierząt kpią z takich pomysłów. Czyżby stare,
dobre głaskanie, pytają, już nie wystarczało? Wielu weterynarzy
wskazuje też, że dowody na rzekome dobrodziejstwa takiego masażu są
nieprzekonujące. Mimo to w ostatnich latach coraz większą popularność
zdobywają warsztaty masażu dla zwierząt, organizowane w sklepach
zoologicznych, punktach dziennej opieki dla psów, klinikach i
szpitalach weterynaryjnych, szkołach masażu oraz ośrodkach
holistycznej terapii, takich jak New York Open Center na Manhattanie,
gdzie Lane i ponad 75 innych właścicieli psów odbyło w lecie zeszłego
roku jednodniowy kurs.
- Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że to, co dobre dla nich, jest
dobre także dla ich pupili - podkreśla Jean-Pierre Hourdebaigt,
terapeuta zwierząt, masażysta i nauczyciel z Wellington na Florydzie,
autor książki "Canine Massage: A Complete Reference Manual", uznawanej
powszechnie za biblię psiego masażu.
- Mowa o osobach z pokolenia baby boomu, których dzieci wyprowadziły
się już z domu - dodaje Hourdebaigt. - Mają więcej czasu, pieniędzy, i
bez problemu mogą wydać kilkaset dolarów na seminarium poświęcone
masażowi dla psów. Zwierzę na tym korzysta, a i właściciele czują się
lepiej, ponieważ robią coś dla swego ulubieńca. Wszyscy są zadowoleni.
Jak szacuje American Pet Products Association, w Ameryce mieszka 78,2
miliona psów i 86,4 miliona kotów. Zdaniem większości ekspertów tylko
nieliczne z nich zażywają masaży, choć skala zjawiska rośnie.
International Association of Animal Massage and Bodywork, organizacja
branżowa z Toledo w stanie Ohio, skupia już 500 członków, o 300 więcej
niż w 2007 roku.
Jak wynika z sondażu American Animal Hospital Association z Lakewood w
Colorado, przeprowadzonym na próbie ponad 1200 właścicieli zwierząt z
USA i Kanady, odsetek osób korzystających w leczeniu zwierząt z
alternatywnych terapii - akupunktury, masażu, kręgarstwa i
ziołolecznictwa - wzrósł między 1996 a 2003 rokiem z 6 do 21 procent
(po 2004 roku nie prowadzono już badań, ale od tego czasu zapewne
jeszcze się zwiększył).
Wiele osób zainteresowanych masażami dla zwierząt decyduje się na
wynajęcie profesjonalistów. Hourdebaigt wskazuje jednak, że coraz
więcej właścicieli takich jak Lane uczy się technik i samodzielnie
wykonuje masaże. W zeszłym roku w Northwest School of Animal Massage w
Fall City w stanie Waszyngton podstawowy kurs ukończyło 170 osób;
osiem lat temu skusiły się na niego zaledwie 24 osoby. Liczba
uczestników podobnych zajęć w Boulder College of Massage Therapy w
Colorado wzrosła w ostatnich dwóch latach o 30 procent.
Becky Brandenburg z Martins Ferry w stanie Ohio, która praktykuje
masaż dla zwierząt i naucza jego technik, opowiada, że w zeszłym roku
zaczęła organizować sporadycznie warsztaty dla właścicieli, ale teraz
zamierza oferować je co miesiąc.
- Ilekroć ogłaszam, że odbędzie się kurs, wszystkie miejsca zostają
zajęte w ciągu dnia lub dwóch - mówi Brandenburg. - Ta branża naprawdę
się rozkręciła.
Praktyka ta wywodzi się bezpośrednio z masażu koni, spopularyzowanego
w latach 70. i 80. przez Jacka Meaghera, terapeutę i masażystę
współpracującego z reprezentacją jeździecką USA. Na początku lat 90.
grupa osób doświadczonych w masowaniu ludzi oraz koni zaadaptowała
techniki Meaghera do wykorzystania w leczeniu psów i kotów.
Niekiedy sami weterynarze sugerują właścicielom taką terapię. Nanci
Sloan Cummings z Lake Oswego w stanie Oregon, zajmująca się sprzedażą
kredytów hipotecznych, opowiada, że weterynarz zaordynował masaże dla
jej 12-letniego collie Baxtera, cierpiącego na artretyzm.
Pies, który niegdyś bez problemu przemierzał naraz kilka kilometrów, w
zeszłym roku nie był już w stanie przejść więcej niż kilku przecznic.
Cummings, która postanowiła sama pomóc Baxterowi w odzyskaniu
sprawności, w styczniu wzięła udział w trzygodzinnych warsztatach
masażu w ośrodku opieki dziennej dla psów.
Od tego czasu niemal co wieczór rozkłada w salonie swego
trzypokojowego domu miękką matę i wykonuje zabiegi, których się
nauczyła: ugniata, ściska, oklepuje oraz gładzi mięśnie Baxtera.
- Wieczorem, gdy oglądam "Idola", siadam na podłodze i masuję go w
rytm muzyki - mówi Cummings. - To przygnębiające, kiedy widzisz, jak
twoje zwierzę starzeje się i cierpi, ale świadomość, że być może uda
ci się mu pomóc, jest bardzo krzepiąca. Myślę, że to dużo daje - nie
tylko sam masaż, ale przede wszystkim troska i czułość.
Wielu weterynarzy uważa jednak, że poza ową troską i czułością z
masażu nie ma zbyt wiele pożytku. Wskazują, że przeprowadzono bardzo
mało klinicznych testów, a doniesienia o dobrodziejstwach masażu dla
zwierząt zazwyczaj bazują na ustaleniach badań z udziałem ludzi.
Zdaniem ekspertów masaż może co najwyżej umacniać więź między
człowiekiem a czworonogiem, podobnie jak drapanie po brzuchu, za to w
najgorszym wypadku grozi pogłębieniem problemów zdrowotnych lub
pochopną rezygnacją właściciela z wizyt u weterynarza.
- Mam dwa psy i cały czas je głaszczę - mówi David W. Ramey,
weterynarz z Chatsworth pod Los Angeles, współautor książki
"Complementary and Alternative Veterinary Medicine Considered",
analizującej naukowe podstawy różnych alternatywnych terapii dla
zwierząt. - Uważam, że wszyscy powinniśmy głaskać swoje psy. Ale nie
nazywałbym tego "masażem", i z pewnością nikogo nie wysyłałbym do
szacownej szkoły głaskania psów.
Narda Robinson, weterynarz z Colorado State University w Fort Collins,
traktuje tę modę bardziej życzliwie - w 2008 roku zorganizowała nawet
na swojej uczelni kurs medycznego masażu dla psów. Twierdzi, że
umiejętnie wykonywane zabiegi mogą pomóc psom w rekonwalescencji po
chorobach i urazach oraz redukują stres. Choć zajęcia z masażu dla
psów nie podlegają w USA żadnym regulacjom, a ich jakość jest bardzo
różna, Robinson podkreśla, że mogą one być przydatne, o ile "opierają
się na naukowej wiedzy, a nie na wierze w tajemniczeą energię".
Wielu właścicielom zwierząt nie chodzi jednak o terapię, ale o to, by
ich psy się zrelaksowały.
W niedawne niedzielne popołudnie do My Dog's Place w Mystic w stanie
Connecticut przybyło kilkoro uczestników kursu zaawansowanego masażu
dla psów. Towarzyszyli im podopieczni - jamnik miniaturka, rhodesian
ridgeback, cocker spaniel oraz parę innych czworonogów. Psy obwąchały
się nawzajem, po czym rozłożyły się na kocykach na podłodze. Suzin
Webb, która prowadzi około 15 tego typu kursów rocznie, rozpoczęła
zajęcia.
Przez dwie godziny uczestnicy rozmasowywali mięśnie przy kręgosłupach
swoich psów, rozciągali ich kończyny, ugniatali palcami skórę i
delikatnie ciągnęli za ogony. Po zakończeniu zajęć żaden z psów nie
kwapił się, by wstać z miejsca.
13-letni miniaturowy jamnik Wylie Angelo leżał na plecach z
wyciągniętym językiem i rozłożonymi łapami. Jego właścicielka, 67-
letnia kosmetyczka Cricket Murphy, trzy lata temu zapisała się do Webb
na kurs dla początkujących, by pomóc swojemu psu w rehabilitacji po
operacji dysku. Od tego czasu masuje go każdego ranka.
Ich rytuał odbywa się w sypialni jej domu w Niantic w stanie
Connecticut. Murphy przynosi miskę z wodą i domowej roboty żurawinowe
ciasteczka dla psa, po czym oboje kładą się na ogromnym łóżku Murphy -
ona opiera się na wezgłowiu, a Wylie Angelo leży na poduszce. Masaż
rozpoczyna się od smarowania brzucha jamnika różaną maścią.
Murphy twierdzi, że te codzienne zabiegi poprawiają kondycję Wylie
Angelo i przyspieszają jego krążenie. Ale to inne korzyści są według
niej najbardziej zauważalne.
- On jest wtedy w siódmym niebie - opowiada Murphy. - To szczególna
chwila dla nas obojga. Leżymy razem w łóżku, on wtula się w poduszkę,
i po chwili jest już przeszczęśliwy.