kurs zaawansowany masaz tajski - subiektywna recenzja szkola masazu krakow ul krolewska

0 views
Skip to first unread message

massagewarsaw

unread,
Jul 9, 2010, 4:46:05 PM7/9/10
to kursy masażu tajskiego warszawa szczecin masaż indonezyjski ziołowy
Ponizej recenzja Jarka z kursy zaawansowanego, ktory wlasnie skonczyl
w Krakowie w szkole masazu na ul. Krolewskiej:

http://groups.google.pl/g...5134f78551f3b69

"Zaawansowany kurs masażu tajskiego - moja subiektywna recenzja

Witajcie!

W dniach od 2 do 5 lipca odbył się zaawansowany kurs masażu tajskiego
w Krakowie na terenie słynnego MSML. O pierwszym etapie oraz moich
odczuciach, co do szkolenia i jego organizacji, pisałem rok temu
["Masaż tajski - moja subiektywna recenzja" http://groups.google.pl/g...0b8b4a0dd14316#
]. Dzisiaj przychodzi czas na moje subiektywne spostrzeżenia dotyczące
drugiego etapu.

Drugi etap jest kursem zaawansowanym przeznaczonym dla tych, którzy
ukończyli podstawowe szkolenie.

Podczas kursu poznajemy nowe i alternatywne techniki, których nie było
na podstawowym szkoleniu. Gdzie i jak uciskać łokciem, kolanami czy
stopą. Jak utrzymywać równowagę i lepiej podczas pracy z większym od
siebie pacjentem wykorzystywać własne ciało. Jak rozwijać i w którym
kierunku techniki podstawowe. Co i kiedy jest dozwolone a co nie.
Całkiem nowe techniki rozciągania mięśni, kręgosłupa.

O ile podczas pierwszego etapu Kanya pokazywała nam i kładła dokładny
nacisk na to, gdzie i jak przebiegają linie wg. których wykonujemy
masaż tajski, oraz na co zwracać uwagę podczas wykonywania
poszczególnych technik, to tutaj mieliśmy do czynienia z różnymi
wariacjami i urozmaiceniem owych technik.

Przykładowo jedno z rozciągań, streczingu mięśniowego poznane na
kursie podstawowym można wykonać jeszcze na 3 inne sposoby, a każdy z
nich jest intensywniejszym w odczuciu dla pacjenta i głębiej
działającym na jego mięśnie.Ponad to jak wspominałem doszły też nowe
techniki.

Prawdę mówiąc dopiero po drugim etapie doceniłem ten masaż.

Po pierwszym też byłem zadowolony, ale drugi na prawdę zamknął to
wszystko w spójną, logiczną całość. Po kursie podstawowym wystarczało
technik, by zrobić dobry zabieg, ale ciągle mi czegoś brakowało.

Teraz widzę, że pierwszy etap to była faktycznie podstawa. Ciekawa,
inna niż to co do tej pory robiłem, ergonomiczna i praktyczna, ale
jednak podstawa. Po drugim etapie tego masażu wiem, że gdy go będę
praktykował, to posiądę dobre rozwiązania na wiele problemów, które do
tej pory spotykałem u pacjentów.

Kanya kładąc duży nacisk na ergonomię wykonywania technik pokazała
nam, jak radzić sobie z cięższym i obszerniejszym od nas samych
pacjentem. Sam będąc szczupłym facetem od dawna poszukiwałem takich
rozwiązań.

Myślę, że jeżeli ktoś ma pomysł na masaż tajski, to w podstawowym
kursie musi przeżyć pierwszy dzień. Jest on zwyczajnie nudny, bo Kanya
pokazuje zegarmistrzowska prace na nogach i kursanci uciskają,
uciskają, trenują i trenują aż do bólu.

Potem zaczyna się robić ciekawie, bo dochodzą streczingi itd.

W drugim etapie od samego początku jest ciekawie, bo po przećwiczeniu
materiału z pierwszego kursu i wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości
zaczyna się praca ze sprytniejszymi i głębiej działającymi technikami.
To jest jak kwiatek, który z rana sam w sobie jest ładny, ale gdy się
rozwija i rozkłada płatki by w ciągu dnia łapać dużo światła,
dostrzegamy go wtedy w całej klasie. Podobnie jest w sztukach walki.
Znając i mając opanowane w stopniu bardzo dobrym 5 uderzeń i 3 bloki
możemy czuć się pewnie podczas większości zadym. Jednak, gdy znamy ich
o wiele więcej i jesteśmy w stanie przewidzieć, w którym kierunku i
jak potoczy się akcja, to jesteśmy lepsi.

Po tym kursie znam więcej technik, z pośród których mogę wybierać
sobie jak w supermarkecie i dostosowywać zabieg wg. potrzeb własnych i
pacjenta.

Uważam, że pierwszy etap nie istnieje bez drugiego. By robić ten masaż
dobrze należy zrobić dwa etapy. Szczególnie, jeżeli mamy zamiar
wykonywać go zawodowo. Potem pozostaje już trening, trening i jeszcze
raz trening, bo w tajskim diabeł i jego siła tkwi w szczegółach i
precyzji.

Owe szczegóły i precyzja dają terapeucie maksymalny efekt podczas
wykonywanej terapii, przy minimalnym lub małym wkładzie siły własnej.

Co do warunków to szkolenie było na sali gimnastycznej. Kursantów 12,
z czego 3 osoby niewidome. Pokoje w internacie w tym samym budynku, a
wokół nas same restauracje i pizzernie, sklepy spożywcze itd. Po
prostu Kraków, Królewska, logistyczny ful wypas i nic tylko się
uczyć.

Każdy niewidomy miał swojego widzącego opiekuna, który był też
uczestnikiem pierwszego kursu organizowanego w różnych miejscach w
Polsce.

Myślę jednak że nawet jeśli niewidomy nie miałby przewodnika, to na
kursie, w którym uczestniczyłem, była tak sympatyczna atmosfera, że na
pewno nie czułby się zaniedbany, jeżeli chodzi o skorzystanie z
wiedzy, którą Kanya nam sprzedawała.

Podczas pierwszego etapu nie mieliśmy tłumacza. Jednak Instruktorka
dokładnie krok po kroku wszystko nam pokazywała i w rezultacie okazało
się, że nie jest on niezbędny. Uważam jednak, że podczas
zaawansowanego kursu powinien być tłumacz. Powody są dwa. Po pierwszym
etapie są często niejasności, pytania i prośby o wyjaśnienie
szczegółów. Po drugie, sam drugi etap jest tym, którego siła tkwi w
rozwinięciu technik i powinny one być dokładnie objaśnione by uniknąć
nieporozumień, bo one same w sobie są bardziej precyzyjne, bogatsze i
ciekawsze.

Na naszym kursie był tłumacz i na prawdę szkolenie było, jak i sama
organizacja logistyczna, na 6.

Kanya bardzo dobrze zna angielski więc nie należy szukać jakiegoś
polskiego Taja czy Tajki by się z Nią dogadać. Wystarczy że ktoś
dobrze "spika".

Przyznam się, że byłem współorganizatorem tego kursu stąd moje
wyczulenie na logistykę. Jestem niewidomy, a poza tym nie lubię
niewygód, gdy muszę skupiać się na czymś innym. Warunki więc mieliśmy
bardzo dobre, a co za tym idzie mogłem korzystać z wiedzy Kanya ile
chciałem. A chciałem o wiele więcej niż na pierwszym, podstawowym
kursie.

Nie wiem, jak teraz jest w Kampinosie, bo Kanya z Jankiem zmienili
lokalizacje szkoleń i na fotografiach w internecie owe gospodarstwo
agroturystyczne faktycznie wygląda o niebo lepiej, ale te
wcześniejsze... Kto czytał moją poprzednią recenzję ten wie co i jak
tam wyglądało.

Podsumowując jeżeli ktoś po pierwszym etapie nie czuje się tym masażem
rozczarowany, to obowiązkowo powinien zrobić drugi, a na pewno będzie
zadowolony.

Po drugim etapie dostajemy certyfikat - tu naszczęście formatu A4. W
pierwszym był nieporęcznego formatu A3.

Kanya jak zwykle cierpliwa, spokojna i do skutku wyjaśniająca i
pokazująca każdą technikę. Nauczyciel z powołania i przesympatyczna
osoba.

Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie - odpowiem na wszystkie.

PS.
To co piszę jest moim subiektywnym odczuciem. Z organizatorami kursu
nie wiąże mnie żadna umowa handlowa, grzecznościowa czy innego typu.

Pozdrawiam - Jarek
Nr. GG: 4050549 "
http://massagethai.info kurs masaż tajski
Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages