Zastanawia mnie źródło tendencji tworzenia nowych wyrazów, określających jednocześnie płeć i wykonywany zawód. Słysząc słynną już wypowiedź ministry Muchy, odniosłem kolejny raz wrażenie, że wbrew zamierzeniom, twórcy tej nowomowy naruszają ideę równouprawnienia. Pani ministra odebrała sobie możliwość bycia równą panu ministrowi. Koniecznie chce być inna, niekoniecznie chce być lepsza. Przypomniał mi się również tytuł starego przedwojennego polskiego filmu: „Pani minister tańczy”. Złośliwie pomyślałem sobie, że ministra Mucha:
- paradoksalnie, właśnie przestała być Panią;
- dała pole do spekulacji i sugestii, że główna postać z tego filmu była … hermafrodytą.
Poprosiłem w tej sprawie o opinię największy autorytet jaki znam, moją (emerytowaną już) polonistkę.
Jako tradycjonalistka wybrała zdecydowanie słowo pracownica, jako formę właściwą.
Przyznała, że pracowniczka jest formą poprawną z punktu widzenia słowotwórczego. Pracownica funkcjonuje w naszym języku od ponad 70 lat, nie ma potrzeby tworzyć nowych form, zastępujących istniejące wyrazy. Jednak język polski jest żywy i ulega zmianom. Niewykluczone, że za lat 20 forma pracownica nie będzie już używana.
Język polski nie jest zbudowany według matematycznych reguł i ocena poprawności formy poprzez analizę podobieństw na nic się nie zda.
Mamy słowa szewc i krawiec, nie mówimy jednak zamiennie krawc i szewiec.
Mamy chemik, ale jednak chemiczka zamiast chemica.
Mamy pracownik i pracownica (oraz pracowniczka)
Mamy jednak zawodnik i zawodniczka, nie mówimy zawodnica.
Na koniec moja była polonistka stwierdziła, że nie popiera „feminizacji” języka. Jej zdaniem, nie powinno się, na siłę tworzyć wyrazów będących żeńskimi odpowiednikami formy męskiej. Powstaje bowiem przegięcie w drugą stronę i „dyskryminowani” mogą się poczuć faceci, że istnieją wyrazy występujące wyłącznie w formie żeńskiej, na przykład kierowca.
Moja hipoteza jest taka, że forma powstaje z rozpędu. Ktoś (kobieta) oburzony nieużywaniem żeńskich końcówek zaczyna na poczekaniu tworzyć i wprowadzać do użytku nieprzemyślane neologizmy. Tak powstają nam np. ministry, pracowniczki, psycholożki, akustyczki, diagnostyczki, energetyczki, pilotki. Czasami zapomina przy tym o fakcie, że właściwe słowo (uwzględniające płeć) już od dawna istnieje.
Na koniec dwa złośliwe, być może niesmaczne dowcipy-zagadki:
1) Czy umiecie narysować pilota w pilotce?
2) Czy skrzat to większa wersja skrzacika, a pracowniczka to miniatura pracownicy?
-- Są takie miejsca na świecie, gdzie cywilizacja nie zapuściła jeszcze korzeni, i gdzie słowo "człowiek" brzmi nie tylko dumnie, ale i apetycznie
-- Są takie miejsca na świecie, gdzie cywilizacja nie zapuściła jeszcze korzeni, i gdzie słowo "człowiek" brzmi nie tylko dumnie, ale i apetycznie