W nocy buszują po kuchni, nie lubią kąpieli i kochają pieszczoty.
Przepadają za wieprzowiną i maleją z pokolenia na pokolenie.
Mały domek przy ulicy Kolejowej w Żakowicach pod Koluszkami. Na ganku
mnóstwo kwiatów i mruczący szary kot. Na schody wybiega
mały piesek - chiński grzywacz, z gęstą blond grzywką i łysą resztą
ciała. W rozległym ogrodzie mały basen otaczają drzewa owocowe.
Jest trochę bajkowo, wiosennie i cicho. Ten spokój mąci co jakiś czas
stukot przejeżdżającego pociągu. I jeszcze coś - radosne,
beztroskie... chrumkanie.
A zza krzaka wyskakują sprawcy tych tajemniczych odgłosów. Pierwsza
biegnie czarna maleńka świnka z ogromnym brzuchem. Tuż za
nią - jej o połowę mniejsza kopia. Na końcu galopuje nieśmiałe
zwierzątko, które wygląda jak miniaturowy prosiaczek. - To nie jest
żaden prosiaczek, tylko dorosły roczny samiec. Jest już ojcem - mówi
Wojciech Albert Kurkowski, właściciel jedynej w Polsce hodowli
mikroświnek.
Kazirodztwo zmniejsza
Świńskie mikrostadko z Żakowic to czteroletnia Berta, jej dwuletnia córka
Andzia i wnuczek Knurek. Berta przyjechała do Polski spod
Hamburga i nosi nazwisko von Forsthof. Zwykła świnia domowa waży 300 kg,
a Berta 16. I to wcale nie dlatego, że jest źle karmiona.
Została specjalnie zminiaturyzowana, żeby można ją było hodować w domu.
Pan Wojciech ze szczegółami opowiada historię Berty. To
on cztery lata temu przywiózł ją do Polski od swojej znajomej Niemki,
Annerose Demski, "milionerki z wykształcenia" - jak o niej mówi.
Dziesięć lat temu pani Annerose skrzyżowała miniświnię amerykańską (70 kg
żywej wagi) z miniświnką azjatycką. Wyhodowała w ten
sposób nową rasę mikroświnek, które ważyły ok. 20 kg i ... malały z
pokolenia na pokolenie. Jak to możliwe? - Z hodowli wybierane są
do rozrodu najmniejsze okazy. Poza tym stosuje się tzw. inbreed, czyli
rozmnażanie wewnątrzhodowlane. To znaczy, że ojcem dzieci
jakiejś świni jest na przykład jej syn. Dzięki temu mikroświnki są coraz
mniejsze - tłumaczy cierpliwie pan Wojciech. W jego hodowli
dzięki tej kazirodczej metodzie w ciągu trzech pokoleń świnki "schudły" o
12 kg! Córka Berty, Andzia, waży 6 kg, a wnuczek - Knurek tylko
4 i jest najmniejszą świnią na świecie. Teraz Knurek pokrył babcię i już
wkrótce urodzi się kolejne pokolenie - może jeszcze mniejszych
prosiaczków. - Taki to już świński sex - śmieje się pan Wojciech i
uspokaja - Mimo tych genetycznych kombinacji zwierzątka są zdrowe,
wesołe i na pewno nie znikną.
Żywe kosiarki
Świnki rzeczywiście wyglądają na szczęśliwe. Biegają sobie po wilgotnej
od deszczu trawie i znacząco spoglądają na Ireneusza
Kurkowskiego - to ojciec pana Wojciecha, który zamieszkał w Żakowicach,
żeby w czasie częstych nieobecności syna opiekować się
zwierzętami. A to spora gromadka. - Cztery psy, papuga, krzyżówka kanarka
z makolągwą, kot o imieniu Pan Kot, pięć rybek w stawie, no
i świnki - wymienia pan Wojciech.
A pan Ireneusz w lot pojmuje spojrzenia świńskiego stadka i idzie po ich
przysmak - obierki od jabłek. Mikroświnki rzucają się ochoczo
na jedzenie. Karmione z ręki delikatnie zdejmują ryjkami obierki. Mają
miękkie, ciepłe mordki, twardą szczecinę i małe oczka o
przenikliwym spojrzeniu. Zazwyczaj jadają owoce i warzywa. Lubią też
trawę. - Robią za żywe kosiarki - mówi czule pan Wojciech.
Przypomina też kanibalistyczne skłonności swoich świńskich ulubieńców. -
Gdy robimy w ogrodzie grilla z przyjaciółmi, zdarza się, że
świnki gwizdną nam z rusztu kawał wieprzowiny. Ale w końcu świnia, jak to
świnia, zje wszystko. Poza tym, skąd one mają wiedzieć, że
zjadają kuzynów?
Dać świni szansę
Mimo to pan Wojciech zapewnia, że jego kwiczące podopieczne są bardzo
inteligentne. Odpowiednio wytresowane uczą się aportować,
służyć, a swoje potrzeby fizjologiczne załatwiają do kuwety. Już od
pierwszego dnia życia są samodzielne - jak wszystkie zwierzęta
parzystokopytne rodzą się widzące, słyszące, a kilka minut po narodzinach
mogą już biegać. Są bardzo wścibskie i łakome - nocą
zaglądają do lodówki i kuchennych szafek w poszukiwaniu jedzenia. - I
lubią pieszczoty, chociaż gdy biorę je na ręce, kwiczą jak ...
zażynane świnie. Później są zachwycone i same domagają się głaskania -
mówi pan Ireneusz.
Opiekunowie świnek uważają, że wszystkie świnie to czyste z natury i
inteligentne zwierzęta. Pan Wojciech przekonuje, że gdyby im dać
szansę i wypuścić z chlewików, wszystkie mogłyby być doskonałymi
kompanami. - Ale nie jestem fanatykiem równouprawnienia
świnek. Sam jem wieprzowinę - zastrzega się.
Ale żakowickie mikroświnki żyją prawie jak w raju. Mieszkają w
wybudowanym specjalnie dla nich eleganckim chlewiku wyłożonym
płytkami. Mają poduszki do spania, obrazek ze świnką, świnkę skarbonkę,
świnkę pluszową, świnkę gumową... - To podarunki od
wielbicieli - wyjaśnia pan Wojciech. - Moje świnki są bardzo popularne w
Żakowicach. Odwiedzają je sąsiedzi z torbami warzyw i
owoców, przychodzą szkolne wycieczki. Mam w domu prawdziwe gwiazdy!
Świnki trzy znoszą swoją popularność z nadzwyczajnym spokojem. Chętnie
pozują do zdjęć. - Kiedyś pozowałem z nimi - mówi ich
właściciel. - Teraz wolę tego nie robić. Przyjaciele trochę się ze mnie
śmiali. Poza tym wolę się kojarzyć ze sceną, niż ze świnią
Pan Wojciech jest z wykształcenia aktorem. Przez osiem lat pracował w
łódzkich teatrach. Teraz mówi, że go na to nie stać. Wybrał
występy w musicalach zagranicznych. A mikroświnki to jego hobby. - Do tej
hodowli muszę jeszcze dokładać - mówi.
Sypiając z Bekonemi
W Żakowicach przez cztery urodziło się lata ponad 30 mikroświnek.
Wyjechały do Włoch, Niemiec, Rosji i Szwecji. A trzy zostały w
Polsce. Zostały sprzedane za dwa tysiące złotych każda. - Jedna pojechała
do Warszawy i chadzała na spacery do Łazienek i na
Starówkę. Ale zawsze otaczał ją tłum dziennikarzy, więc właściciele
zmienili trasę wycieczek - śmieje się pan Wojciech. - Druga jest pod
Opolem i ma się bardzo dobrze. A prosiak o imieniu Bekon zamieszkał w
Krakowie. Podobno sypia w łóżku razem ze swym
właścicielem i jego kobietą.
Chętnych na świnki jest sporo. Zdaniem pana Wojciecha, najlepszy kandydat
na właściciela to osoba, która ma dużo czasu i
cierpliwości. - Poza tym musi to być człowiek sympatyczny, no i taki,
który w świnkach gustuje - wymienia pan Wojciech.
Dlatego właściciel żakowickiej hodowli ma kontakt z ludźmi, którym
sprzedaje swoich wychowanków. Zanim przystąpi do transakcji, robi
dokładny wywiad. Jakiej osobie nigdy nie sprzedałby mikroświnki? -
Takiej, która by ją chciała zjeść! - odpowiada bez chwili
zastanowienia. - Ostatnio przyszedł do mnie jakiś człowiek i chciał kupić
parkę. Wyglądał mi na osobę, która chce wyhodować
"jednorazówkę" na grilla. Powiedziałem mu, że jedna sztuka kosztuje 4
tys. dolarów. To go zniechęciło.
Pan Wojciech jest pewien, że dzięki tej cenie zaporowej uratował życie co
najmniej dwóm mikroświnkom.
pat
ps: a jakze, wieprzowina is good, ale swojej mikroswinki to nie odda na
smierc.
jaki szlachetny.... uratowac zycie dwom swinkom..... moze jakis medal by mu
przyznac za odwage i bohaterstwo?
--
vege.pl http://www.vege.pl
PuszKKKa http://puszkkka.spinacz.pl
SPINACZ http://www.spinacz.pl/
PatryCCCja wrote:
>
> jaki szlachetny.... uratowac zycie dwom swinkom..... moze jakis medal by mu
> przyznac za odwage i bohaterstwo?
blee... co za ohydztwo. domyslam sie, ze hodowca sypia ze swoja matka,
zeby znac sie praktycznie na kazirodztwie...
--
--[maksymy gorkiego]
Silnik zawsze obraca się w złym kierunku.
> domyslam sie, ze hodowca sypia ze swoja matka,
> zeby znac sie praktycznie na kazirodztwie...
aby jego rodzina się zmniejszała. zajmują coraz mniej przestrzeni,
niedługo się w kuchni w 25 osób pomieszczą, beda się kąpać w zlewie a
resztę mieszkania wynajmą na sex-shop. kasiora będzie przynajmniej.
--
p o w i e t r z e
:. http://piksele.vege.pl/base64/
;: http://piksele.vege.pl/ .,''';
400 - cztery i dwa zery [Natucha]
> "Najmniejsze świnki świata" (...) Przepadają za wieprzowiną
Obleśne.
> Ale nie jestem fanatykiem równouprawnienia
> świnek. Sam jem wieprzowinę - zastrzega się.
Bardzo ważne zastrzeżenie.
de